Kultura

Śmierć rosyjskiego Johnny’ego Casha. Zmarł chuligan, narkoman, prawosławny mistyk...

Nieznane grupy muzyczne znad Wołgi – biorąc też pod uwagę nastroje polityczne – raczej nie były nad Wisłą w latach 80. szczególnie cenione. Ale ten zespół w maju 1988 roku pokazał Polakom, że niezależna muzyka alternatywna w ZSRR istnieje i zaczyna zdobywać popularność.

– A teraz idź do ojca Filareta i zawiadom go, że sługa Boży Anatol oddał ducha Bogu – ten rozpoznawalny dialog z głośnego filmu „Wyspa” w reżyserii Pawła Łungina wielu przypomniało sobie 15 lipca 2021, gdy rosyjskie media poinformowały o śmierci w wyniku powikłań związanych z COVID-19 Piotra Mamonowa. Artysta w kwietniu tego roku skończył 70 lat.

Pomimo bardzo bogatego życiorysu, przez ostatnie 15 lat życia kojarzył się, nie tylko zresztą Rosjanom, głównie z odgrywaną przez siebie w tym obrazie postacią mnicha Anatola, żyjącego w monasterze prawosławnym gdzieś na północnych rubieżach Rosji. Ojciec Anatol wypowiedział te na pierwszy rzut oka dziwne słowa w kulminacyjnych scenach filmu. Główny bohater „Wyspy” ma świadomość, iż Bóg zamyka właśnie księgę jego życia, której spis treści można zawrzeć w trzech rozdziałach: wielki grzech – pokajanie i pokuta – przebóstwienie i przebaczenie. Każe więc przekazać wiadomość igumenowi (przełożonemu) monasteru w którym mieszka, że jego ziemska egzystencja dobiegła końca.

A jak egzystencja Piotra Nikołajewicza Mamonowa wyglądała naprawdę? Można powiedzieć, że była to ciągła podróż pomiędzy różnymi, nieraz skrajnymi punktami orientacyjnymi. Zapewne artysta miał w sobie coś z Johnny`ego Casha, którego życiorys charakteryzowało określenie z jego słynnego przeboju „I Walk The Line”. Lina, po której stąpał Mamonow była tyleż cienka, co długa i nieraz mocno zasupłana. Wybierzmy się razem z nim na spacer po jej wybranych odcinkach.

Pomiędzy monasterem i memem

W sztuce bywa nieraz tak, że dana rola aktorska, wizerunek sceniczny lub płyta mogą stać się przekleństwem dla danego artysty. Odgrywane na scenie lub ekranie postaci wydają się nieraz wtłaczać go w sztywne ramy. Mogą zakonserwować jego wizerunek: jako szwarccharakteru, buntownika bez powodu, skomplikowanego wrażliwca lub przeciwnie – bezpretensjonalnego komika lub błazna.

W przypadku Mamonowa, po kreacji mnicha Anatola w „Wyspie” doszło jednak do bardziej złożonego procesu. Postać jurodiwego duchownego jeszcze bardziej pogłębiła mistyczny i natchniony wizerunek artysty. Dzięki filmowi stał się on bowiem masowo rozpoznawalny w kręgach, które znajdowały się dość daleko od sztuki nowoczesnej, a nawet – w dużej mierze, jak dzieje się to w przypadku rosyjskiego środowiska cerkiewnego – odrzucały kulturę nowoczesną jako z zasady niechrześcijańską.

Kolejnym paradoksem jest, że dzięki popularności, którą Mamonow zdobył przez postać ojca Anatola, muzyk i aktor znakomicie odnalazł się we współczesnym świecie mediów społecznościowych. Nie stał się klasycznym jutjuberem, ani kimś w rodzaju Jordana Petersona – skrzyżowaniem psychologa, myśliciela, publicysty i popularnego coacha. Niemniej, wywiady i rozmowy z nim, najczęściej emitowane w rosyjskich mediach związanych z Cerkwią prawosławną i popularnymi portalami dotyczyły głównie duchowości chrześcijańskiej, modlitwy i życia ascetycznego.
Piotr Mamonow jako Iwan Groźny w filmie Pawła Łungina "Car" z 2009 roku. Fot. Thomas Peter / Reuters / Forum
I pomimo faktu, że Mamonow był niezwykle daleki od powszechnych dzisiaj w świecie sztuki postaw celebryckich oraz nie próbował mówić swoim słuchaczom o rzeczach lekkich, łatwych i przyjemnych, zyskiwał miliony wyświetleń. Niekiedy wręcz konkurujących z liczbą odsłon orędzi Władimira Putina. Daleki od klasycznej elegancji, w dziurawym lub połatanym sweterku, znoszonych dżinsach, butach typu „cross” i koszuli flanelowej przypominał raczej pracownika fizycznego niż głęboko uduchowionego myśliciela lub przedstawiciela elity artystycznej współczesnej Rosji. Jednocześnie, przeglądając rosyjskie prawosławne profile społecznościowe i grupy, trudno nie natknąć się na memy i grafiki z charakterystycznym obliczem Mamonowa, z fragmentami dialogów z „Wyspy” lub cytatami z rozmów z artystą.

„Wyspę” Pawła Łungina, która przyniosła Mamonowowi status najważniejszego aktora prawosławnego współczesnej Rosji i zdobyła niezliczone nagrody i wyróżnienia na festiwalach cerkiewnych i świeckich, w istocie nie jest prosto zrozumieć bez wgłębienia się w duchowość prawosławną. A zwłaszcza w specyfikę ortodoksyjnego życia monastycznego, którego zasadniczym celem jest nie tyle ewangelizacja i działalność misyjna wobec świata zewnętrznego, co stałe trwanie w postawie, którą język cerkiewnosłowiański określa mianem „podwig”.

Przetłumaczenie tego pojęcia w proporcji słowo za słowo jako „wysiłek” nie oddaje w pełni jego natury. Kluczem do rozumienia wydaje się dzieło wczesnochrześcijańskiego mistyka św. Jana Klimaka, określającego życie duchowe jako prowadzącą do nieba drabinę. Mnisi przez połączenie ciągłej modlitwy, szczególnie zaś wykonywanej w formule modlitwy Jezusowej, powtarzającej nieustannie proste wezwanie „Jezusie Chrystusie, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznym!”, uczestnictwa w liturgii i nabożeństwach cyklu dobowego, pracę fizyczną, pokutę i ascezę, starają się wchodzić na kolejne stopnie bliskości z Bogiem. Dzięki ich wysiłkom, świat zmienia się na bardziej przebóstwiony i Chrystusowy.

Takim mnichem jest grany przez Mamonowa ojciec Anatol. Co więcej, ma w monasterze opinię świętego starca, do którego przybywają ludzie z różnymi problemami: doświadczający opętań lub kobiety rozważające dokonanie aborcji. Pomimo tego, zachowanie mnicha bywa nietypowe i wydaje się wychodzić poza ramy dość ścisłej reguły wschodniego monastycyzmu, sięgającej tradycji świętego Bazylego i bliskowschodnich Ojców Pustyni. Anatol niekiedy łamie wręcz zasady przyjęte we wspólnocie, także dotyczące wspólnej modlitwy. Równocześnie pełni w monasterze znajdującym się w okolicach koła podbiegunowego istotną funkcję palacza, a więc osoby zapewniającej ogrzewanie.

Dziwny mnich kryje w sobie wielką i bolesną tajemnicę z czasów wojny, będąc przekonanym, że dla ocalenia własnego życia, po pojmaniu przez Niemców, zastrzelił swojego kolegę. Jego obecnie życie monastyczne jest więc jednym wielkim pokajaniem za grzechy z przeszłości, które musi zmierzać do uzyskania przebaczenia i przebóstwienia, ostatecznego zatopienia się w miłości Boga, będącego celem życia chrześcijańskiego.

Rosja: wiara bez miłości

Filip Memches: Rosja jawi się krajem nieodpowiedzialnych mężczyzn i samolubnych kobiet. Tworzą oni związki, w których przekazywanie życia jest przekleństwem, a nie błogosławieństwem.

zobacz więcej
Reżyser „Wyspy” podkreślał, że Mamonow na początku nie chciał przyjąć roli Anatola. Ale potem, wykorzystując historię z monasteru na Morzu Białym, przedstawił ewolucję swojego życia. Na początku przebiegało ono bez Boga, co było typowe dla Rosjan wchodzących w dorosłe życie w epoce Leonida Breżniewa. Biegło ono dalej krętymi ścieżkami różnych eksperymentów światopoglądowych i artystycznych. Szamotało się w uścisku pomiędzy chęcią imitowania w większości niedostępnej w Związku Radzieckim kultury zachodniej oraz koniecznością przestrzegania oficjalnie obowiązującej ideologii komunistycznej. Niechętnie patrzyła ona na niezależne, artystyczne „niebieskie ptaki”.

Próby wyjścia z tego uścisku prowadziły niekiedy do odnalezienia własnej tradycji duchowej Rosji, której ciągłość przerwała rewolucja październikowa. Dla niepokornych żyjących w systemie sowieckim, inną próbą wyjścia z tej matni były alkoholizm i uzależnienia, chuligaństwo i przestępczość, nietrwałe związki międzyludzkie (w tym małżeńskie) i ucieczka w ekscentryzm społeczny. Te z kolei wzmacniały zamknięty krąg depresji, poczucia beznadziei i pustki.

Mamonow nie odcinał się od swojej burzliwej młodości. Ba, nie tylko zresztą młodości, ale wręcz połowy swojego życia, gdyż głębokie nawrócenie na chrześcijaństwo przeżył w 45 roku życia! Był daleki od romantycznej idealizacji swojej przeszłości, przebiegającej pod znakiem kultury niezależnej i granicznych doświadczeń. Przyznawał raczej, że to co robił kiedyś wymaga nieustannego pokajania. Po audiencji u ówczesnego patriarchy Moskwy i Całej Rusi Aleksieja II, tuż po premierze „Wyspy”, Mamonow powiedział najwyższemu hierarsze Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, że jeżeli po filmie „chociaż jedna osoba na 10 tysięcy pójdzie do Cerkwi, będzie to znaczyć, że spełniliśmy nasze zadanie” (za: Сергей Гурьев. История группы «Звуки Му», Амфора, 2008, s. 254).

Od podpisu w KGB do Hali Gwardii

Zmieńmy na chwilę kierunek spaceru. Trafiamy do Warszawy w maju 1988 roku. PRL wyraźnie się sypał, właśnie świeżo po wiosennej fali strajków w całym kraju. W Hali Gwardii, w której odbywały się wówczas imprezy sportowe i koncerty, obok Armii i Kultu występują dwie nowofalowe gwiazdy z Zachodu: New Model Army i Clan Of Xymox. Wśród gości zagranicznych pojawiają się również niezbyt nieznani do tej pory nad Wisłą Rosjanie z grupy Zvuki Mu z frontmanem, którym jest nie kto inny jak… główny bohater tego szkicu.

Mamonow i koledzy grają mieszankę nowej fali, postpunka i eksperymentalnego rocka. Dla polskiej publiczności, spragnionej gwiazd z, jak to się wówczas mawiało, drugiego obszaru płatniczego, muzycy z Moskwy są raczej osobliwą ciekawostką niż oczekiwanymi z wypiekami na twarzy idolami. Są to przecież czasy przedinternetowe. W latach osiemdziesiątych polskie media państwowe jak już prezentują muzykę zza Buga, to wciąż ograniczają się do Ałły Pugaczowej i białoruskiej grupy Siabry. Dla bardziej ambitnych są dostępne pieśni Okudżawy lub Wysockiego.
Zespół Zvuki Mu przed koncerteem w Wilnie w 1988 roku. Z przodu z gitarą Piotr Mamonow. Fot: Wikimedia/ Игорь Мухин, CC BY-SA 3.0
Współczesna rosyjska muzyka rockowa w epoce pieriestrojki dopiero wychodziła ze statusu półlegalnego i epoki koncertów w mieszkaniach prywatnych, utrwalanych na zwykłych kasetach magnetofonowych i szumnie nazywanych „magnitalbumami”. Pierwsze oficjalne płyty wydawać zaczęły wtedy działające latami grupy takie jak Kino lub Nautilius Pompilius. Epoka lat dziewięćdziesiątych, gdy płyty kompaktowe tych zespołów będą masowo sprzedawane na ulicach i bazarach od Ukrainy po Władywostok to jeszcze odległa przyszłość.

Dlatego w Polsce, poza ściśle elitarnymi kręgami, niezależny rosyjski rock jest w latach osiemdziesiątych niemal zupełnie nieznany. To nasze grupy rockowe mające status gwiazd masowo wyjeżdżały wówczas na tournée po „strefie rublowej”. Nieznane zespoły znad Wołgi, biorąc też pod uwagę nastroje polityczne, raczej nie były u nas dobrem szczególnie poszukiwanym.

Mamonowowi i jego zespołowi udało się jednak w maju 1988 roku pokazać Polakom, że niezależna muzyka alternatywna, w istocie podobna do tej, tworzonej wówczas w wolnym świecie Zachodu, w ZSRR istnieje i zaczyna zdobywać popularność.

Słynnego i cenionego u nas Wysockiego z Mamonowem łączyło jedynie to, że wychowali się dokładnie na tym samym podwórku w Moskwie, przy Bolszom Karietnym piereułku nr 7. Zamieszkany był głównie przez inteligencję, ale otoczoną już domami z elementami przestępczymi, „worami” i chuliganami, mimo wszystko czyniących życie ówczesnej stolicy imperium komunistycznego barwnym i prawdziwym.

Młodszy o pokolenie od największego barda ZSRR Mamonow, wychowany w rodzinie inteligenckiej, nie ciążył ku estetyce Wysockiego i Okudżawy. Od szkoły podstawowej fascynował go zachodni rock, którego płyty i nagrania były w epoce Breżniewa dostępne jeszcze trudniej niż w Polsce, i osiągały na czarnym rynku niebotyczne ceny. Mamonow był jako nastolatek uważany za członka subkultury „stiljagów”, stanowiących pewien odpowiednik polskich bikiniarzy w czasach stalinowskich. Rosyjscy bikiniarze próbowali z trudem zdobywać ubrania modne wówczas na Zachodzie, lub nawet przerabiać pod ich kątem jedynie dostępne i mile widziane przez władze produkty radzieckiego przemysłu tekstylnego.

Zasłuchany w Elvisie Presleyu, Beatlesach, Rolling Stonesach, Led Zeppelin oraz jazz-rocku młody Mamonow miał po prostu pecha, że przyszedł na świat w cieniu czerwonej gwiazdy, a nie w Londynie, Paryżu lub Nowym Jorku. Gdyby los potoczył się inaczej, późniejszy mistyk i jurodiwy aktor byłby zapewne typowym przedstawicielem pokolenia`1968. Tak zaś, przez długi czas wiódł życie moskiewskiego na wpół– chuligana. Często brał udział w bójkach i awanturach (stąd mógł się między innymi pochwalić bliznami na brzuchu).

Ale też pretendował do miana na wpół-niezależnego intelektualisty, który dzięki matce, tłumaczce literatur skandynawskich, nauczył się norweskiego i sam zaczął tłumaczyć. Imał się przy tym szeregu zajęć, nie wykluczając prac fizycznych.

Bob Dylan Leningradu, Jim Morrison Eurazji i narodowy bolszewizm. Kontrkultura w ZSRR

„Oczywiście byli wśród nas brutale, jacyś nerwowi goście, byli też skini z wilczurami, którzy straszyli porządnych ludzi, wykonując hitlerowskie pozdrowienia”.

zobacz więcej
Stagnacja kulturalna w czasach Breżniewa sprawiła jednak, że prawdziwie autorską i profesjonalną działalność muzyczną Mamonow zaczął dopiero w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych. Nie dawało mu to wtedy jeszcze i tak szans na szersze zaistnienie. Pierwsze płyty oficjalne Zvuki Mu ukazały się w Związku Radzieckim dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych. Mamonow musiał nawet w połowie lat osiemdziesiątych zwrócić się do oficjalnej instytucji normującej działalność muzyki młodzieżowej z prośbą o zgodę na publiczne koncerty.

Jak wspominał, wiązało się to także z rozmową informacyjną z KGB. Sowiecka policja polityczna w zamian za zgodę, wymusiła podpisanie specjalnego dokumentu, w którym potępiano koncerty dawane przez niezależne grupy w mieszkaniach prywatnych. Mamonow do końca życia wstydził się tamtego podpisu, choć usprawiedliwiał się, że znajdował się pod presją reżimu, a chciał też utrzymywać się z muzyki.

Przed kamerą i pod Moskwą

Końcówka lat osiemdziesiątych i koncerty w Polsce, wówczas dla ludzi radzieckich będącej oknem na Zachód, dały jednak Mamonowowi szansę na chociażby krótkotrwałą karierę na Zachodzie. W świecie anglosaskim nastała bowiem chwilowa i efemeryczna moda na młodą muzykę z ZSRR. Określano ją nieco pieszczotliwie mianem „red wave”. Grupom z Moskwy i Leningradu menedżerowie z USA lub Wielkiej Brytanii proponowali trasy zagraniczne i wydawanie płyt, ale moda, jak to zazwyczaj bywa z modami, dość szybko przeminęła.

Zvuki Mu nawiązały przejściową współpracę z gwiazdą pierwszej kategorii: Brianem Eno. Ale ostatecznie Mamonow i jego muzycy Zachodu nie podbili. Dopiero międzynarodowe zainteresowanie artystą po jego sukcesach aktorskich zwróciło uwagę na jego projekty muzyczne.

Kolejny paradoks życia Mamonowa polegał na tym, że wraz z upadkiem ZSRR, artysta uzyskał dobry status materialny. Rozpoczął karierę aktorską – zagrał jedną z głównych ról w debiutanckim filmie twórcy „Wyspy” zatytułowanym „Taxi-Blues”. W 1990 roku otrzymał on, zapewne po trochu wciąż na fali pieriestrojki, Złotą Palmę w Cannes.

Mamonow, przed którym otworzył się nagle cały świat, popadł jednak w depresję i załamanie emocjonalne. Po części związane to było z nadużywaniem alkoholu i narkotykami, być może również z wypaleniem zawodowym i kryzysem wieku średniego. Podczas panelu dyskusyjnego z biskupem Hilarionem, stojącym na czele wydziału stosunków zewnętrznych Patriarchatu Moskiewskiego w 2016 roku, artysta opowiadał:

„Kiedy w wieku 45 lat zacząłem zadawać sobie pytania «dlaczego?» – miałem wszystko: sławę, pracę, żonę, dzieci, pieniądze. Ale w jakimś momencie nie miałem po co żyć. Straciłem sens życia. Przeczytałem przypowieść o Synu Marnotrawnym (wspominaną w Cerkwi prawosławnej w jedną z niedziel poprzedzającą Wielki Post – przyp. ŁK) i płakałem. Coś mnie rozwaliło, mówiąc współczesnym językiem. I stopniowo zacząłem podnosić się do góry, wspinać, korzystać z modlitewnika. Mam jeszcze swój pierwszy, niewielki modlitewnik, gdzie zaznaczyłem sobie, z jakimi modlitwami się zgadzałem.
Partiarcha Wszechrusi Aleksy II wręcza Piotrowi Mamonowowi nagrodę za udziałw filmie "Wyspa", najlepszym rosyjskim filmie prawosławnym w 2006 roku. W środku reżyser filmu Paweł Łungin. Fot. Saverkin Alexsander / TASS / Forum
Dalej mówił: "I tak, «krokami komara», jak mówi jeden z moich znajomych duchownych, ruszyłem w stronę Królestwa Niebieskiego. W końcu, Bożą łaskę można odnaleźć nawet w trzech nieumytych talerzach. Dlatego, jeżeli każdego dnia uda Ci się postawić nawet małe kroki w kierunku Boga, życie zacznie rozwijać się i zacznie bardzo poważnie się zmieniać”. (za: www.pravmir.ru/petr-mamonov-gospod-radi-nas-vzoshel-na-krest-a-myi-u-nego-chto-to-prosim/).

Mamonow po nawróceniu przeprowadził się do niewielkiej wsi pod Moskwą. Zaczął regularnie przychodzić do cerkwi w małej miejscowej parafii. Jak sam przyznawał, budził zdziwienie okolicznych mieszkańców, zaglądających do świątyni od czasu do czasu lub w ogóle. W głębokim religijnym zwrocie Mamonowa nie było widać elementów koniunkturalizmu i zwrócenia się ku prawosławiu, które można było zaobserwować u części „nowych Ruskich” i postkomunistycznych elit. Można wręcz powiedzieć, że początkowo na zwrocie ku prawosławiu muzyk i aktor stracił, budząc niezrozumienie w swoim wielkomiejsko-liberalnym środowisku.

Artysta podszedł do wiary naprawdę na serio. Z żoną, z którą żył od wielu lat, wziął ślub cerkiewny. Rzadziej pojawiał się publicznie, Wiejskie życie poświęcił głównie ma modlitwę, posty oraz studiowanie Ojców Kościoła. Szczególnie odnalazł się w teologii św. Izaaka Syryjczyka, eremity żyjącego w VII w, autora bogatej hymnografii i katechez.

Większość teologów i duchownych zgadzała się, że artysta, nie mając formalnego wykształcenia teologicznego, w ciągu kilku lat dogłębnie poznał naukę Świętych Ojców, mistykę prawosławną, tradycje liturgiczną i Pismo Święte. Wypowiadał się publicznie z ogromnym rozumieniem i czuciem wiary. Podkreślał – co w rosyjskiej tradycji prawosławnej nie jest wcale częste – konieczność częstej spowiedzi i Eucharystii oraz modlitwy za bliźnich.


Nie był religijnym liberałem i modernistą – zaznaczał, że jego życie to głównie modlitwa i lektury duchowe, ale jednocześnie – co również stanowi w rosyjskim prawosławiu pewne novum – zwracał uwagę, że w życiu duchowym nie wystarczy sam ścisły rytualizm i przestrzeganie kanonów cerkiewnych. Przede wszystkim fundamentem powinna być bliska relacja z Chrystusem i obejmowanie całego świata miłością Zbawiciela.

O wierze mówił w sposób prosty, ale jednocześnie głęboki i komunikatywny. Był w tym wiarygodny, nie grał tutaj żadnych ról. Nie był akademickim teoretykiem chrześcijaństwa, mówiącym pięknie o Bogu, ale w praktyce życia codziennego, kimś dalekim od wiary.

We wspomnieniowym tekście opublikowanym po śmierci Mamonowa przez agencję TASS, publicysta nazwał artystę „ciężkim prorokiem” i ironicznie twierdził, że jego wywiady i wypowiedzi dla mediów zamieniały się w kazania i katechezy (za: https://tass.ru/opinions/11142867). Mimo tego, że religijność artysty była radykalna i twarda, Mamonow podkreślał, że nie należy osądzać innych i nie wolno atakować ich za poglądy oraz sposób myślenia. Nigdy bowiem nie jesteśmy w stanie przeniknąć serca i umysłu bliźnich.

Wspiera Putina, Cerkiew i pamięć o ZSRR. Strażnik imperium

Nikitę Michałkowa oburza, że Rosjan określa się mianem „okupantów”. – Okazuje się, że okupowaliśmy republiki bałtyckie, okupowaliśmy Ukrainę – grzmiał reżyser.

zobacz więcej
Często powtarzał: „Zapominamy, że Pan dał się za nas przybić na Krzyżu, a my chcemy od niego porządku, zdrowia… To nie te dary. Czegoś innego powinniśmy prosić Boga – abyśmy byli z nim w każdych okolicznościach, które nam daje” (za: tamże, https://www.pravmir.ru/petr-mamonov-gospod-radi-nas-vzoshel-na-krest-a-myi-u-nego-chto-to-prosim/).

Od polityki do świętej codzienności

Interesującą kwestią, zwłaszcza w takim państwie jak Rosja, pozostał stosunek Mamonowa do polityki. Wszystko wskazuje na to, że nie można było uważać go za ulubieńca Kremla. Sporo kontrowersji i dyskusji, także wśród konserwatywnych prawosławnych wywołał kolejny po „Wyspie” film Pawła Łungina „Car”. Mamonow wcielił się w nim w postać Iwana Groźnego. Car znalazł się w konflikcie z ówczesnym metropolitą Moskwy Filipem II, który przeciwstawił się opryczninie i zamordystycznym rządom władcy.

Radykalni zwolennicy sojuszu ołtarza z tronem domagali się nawet zakazu rozpowszechniania filmu. Odebrano go jako aluzję do systemu putinowskiego i zależności Patriarchatu od Kremla, zwłaszcza na samym początku epoki nowego patriarchy, Cyryla.

Jak kolejny paradoksem było, że Władimir Putin nadał Mamonowowi jedyne odznaczenie – Order Przyjaźni – na kilkanaście dni przed śmiercią, gdy artysta znajdował się już pod respiratorem w moskiewskim szpitalu Kommunarka. Wcześniej, żona Mamonowa złożyła do rosyjskiego ministerstwa kultury podanie z prośbą o nadanie mężowi tytułu Artysty Narodowego Federacji Rosyjskiej, dość chętnie nadawanego przez władze sympatyzującym z Kremlem artystom. Prośba jednak została odrzucona, gdyż jak stwierdzono, kilka ról filmowych nie jest jeszcze przesłanką do uzyskania prestiżowego tytułu.

Aktywność publiczna Mamonowa wskazywała raczej, że wolał pozostać politycznie niezależny. Aktor i muzyk unikał jednoznacznego opowiadania się zarówno po stronie Kremla, jak i rosyjskich środowisk opozycyjnych. Widać, że w mediach najchętniej mówił o wierze i modlitwie oraz wolał celebrować codzienność znaczoną obecnością Boga w świecie i liturgii. W ciągu ostatnich kilkunastu lat uczynił jednak mało poprawny politycznie wyjątek.

Na początku 2007 roku, gdy „Wyspa” otrzymała prestiżową nagrodę kinematograficzną „Złoty orzeł”, podczas gali Mamonow wywołał mały skandal. Odbierając nagrodę stwierdził nagle:

„ A wy wszyscy bawicie się, ale to wasze beztroskie życie doprowadzi do tego, że wszyscy będziemy uczyć się chińskiego. Mój wnuk z pewnością będzie pomocniczym robotnikiem na platformie wiertniczej, którą będzie zarządzać Chińczyk. Czy Putin powinien ten problem rozwiązać? Putin jest miękki, to pracownik wywiadu, cóż on może? To my powinniśmy cokolwiek zrobić. Jeżeli pójdzie tak dalej, wszyscy będziemy pracować dla Chińczyków. A oni nie mają Boga, więc nam pokażą…”.
Uroczystości pogrzebowe Piotra Mamonowa 17 lipca 2021 w moskiewskim Monastyrze Dońskim. Fot. Alexander Shcherbak\TASS via Getty Images
W tym samym wystąpieniu skrytykował ogromną liczbę aborcji dokonywanych w Rosji. „Co roku zabijamy 4 miliony przyszłych Suworowów i Puszkinów! Dziewczyny, nie bójcie się rodzić!” – zaapelował w obecności zgromadzonych (za: www.newsvl.ru/world/2007/01/30/31520/)

Słowa odtwórcy roli ojca Anatola były takim zaskoczeniem dla państwowych kanałów telewizyjnych prowadzących transmisję uroczystości, że w późniejszych przekazach została ona po prostu wycięta.

Kim był więc Piotr Mamonow? Rosyjskim Johnny`m Cashem, prawosławnym jurodiwym, mistykiem XXI wieku, inną, głębszą duchowo twarzą Rosji i rosyjskiej Cerkwi? A może wciąż zagubionym w codzienności, osłabionym latami rockandrollowego życia grzesznikiem, który odnalazł w świecie show-biznesu swoją niszę? Zapewne był każdym po trochu. I na tym polega siła jego osobowości i postaci, które kreował.

– Łukasz Kobeszko

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Zdjęcie główne: Piotr Mamonow (z prawej) zdobywca Złotego Orła dla najlepszego aktora podczas festiwalu filmowego w Moskwie w styczniu 2007 roku z Romanem Polańskim i Nikitą Michałkowem. Fot. Kurov Alexander / TASS / Forum
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Przyśpieszony kurs przemian obyczajowych
„Teściowie” są znakomici. „The End” zjada własny ogon. „Czarna owca” jest gdzieś pośrodku.
Kultura Poprzednie wydanie
Człowiek, który wymyślił piekło
700 lat po śmierci Dantego świat czci jego geniusz, ale podąża w kierunku dokładnie przeciwnym, niż wskazywał włoski poeta.
Kultura Poprzednie wydanie
Francuzi opłakują w Belmondo swoją niegdysiejszą wielkość
Żyje jeszcze drugi francuski idol: Alain Delon, ale z nim mają relację o wiele mniej kumpelską.
Kultura Poprzednie wydanie
Co Gołas czytał z mankietów i czym popijał nalewkę o poranku?
Wielu pamięta go z filmów, wszyscy – z kabaretowej piosenki „W Polskę idziemy”.
Kultura Poprzednie wydanie
Nici z demokracji
Ile godzin musiała spędzić z igłą w ręku, żeby zaprotestować przeciw temu, co dzieje się w jej ojczyźnie?