Felietony

Czy ZSRR faworyzował Ukraińców kosztem Rosjan? Tak twierdzi Putin

Gospodarz Kremla oznajmia, że sowiecka agresja na wschodnie ziemie II RP w 1939 roku była uzasadniona. Uważa, że tereny te były przez Polskę zagrabione i dzięki Armii Czerwonej wróciły do prawowitych właścicieli.

Władimir Putin nieustannie przekonuje swoich rodaków, że powinni być ze Związku Sowieckiego dumni. Tymczasem w ubiegłym tygodniu gospodarz Kremla, będący – jak wiadomo – w przeszłości oficerem KGB, opublikował tekst, w którym postawił tezę, że komunizm wyrządził Rosji krzywdę.

Nie przypadkiem materiał ten ukazał się w dwóch wersjach językowych: rosyjskiej i ukraińskiej. Sam jego tytuł brzmi wymownie: „„O historycznej jedności Rosjan i Ukraińców”. W wielu fragmentach przewija się znana narracja o trzech „braterskich” narodach wywodzących się z Rusi Kijowskiej. Chodzi o Wielkorusinów (Rosjan), Białorusinów i Małorusinów (Ukraińców).

Cel takich zabiegów Putina jest oczywisty. Od roku 2014 Ukraińcy brutalnie się przekonują o tym, że Rosja to ich wróg. Co jakiś czas dochodzi do eskalacji działań wojennych w Donbasie. W związku z tym Putin usiłuje po raz kolejny wmówić Ukraińcom, że dali się oni wkręcić w „bratobójczy” konflikt, który – tak jak to nieraz bywało na przestrzeni dziejów – wywołały państwa zachodnie, a ich forpocztę stanowi Polska.

Dlaczego zatem tekst prezydenta Rosji zasługuje na uwagę? Dlatego, że autor podejmuje w nim kwestię stosunków rosyjsko-ukraińskich w epoce sowieckiej w sposób, który może być dla polskiego czytelnika nieco zaskakujący, także jeśli chodzi o spojrzenie tego polityka na ideologię komunistyczną.

Putin wskazuje, że w latach 20. i na początku 30. XX wieku bolszewicy prowadzili w ZSRR politykę „korenizacji” („zakorzeniania”). Chodziło o faworyzowanie lokalnych tożsamości etnicznych, żeby przezwyciężyć odziedziczony po czasach caratu rosyjski „wielkomocarstwowy szowinizm”. Przykładem mogą być działania, które zostały podjęte w Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej. Zamieszkujący ją Rosjanie byli ukrainizowani.

W mniemaniu prezydenta Rosji, do rangi symbolu urasta przybycie w roku 1924 do Związku Sowieckiego z przymusowej emigracji ukraińskiego historyka Mychajły Hruszewskiego. Był on ideologiem ukraińskiego nacjonalizmu i w okresie pierwszej wojny światowej cieszył się poparciem Austro-Węgier oraz Niemiec. W ZSRR został członkiem Akademii Nauk. Próżno jednak szukać w tekście Putina wzmianki o tym, że na początku lat 30. Hruszewski był represjonowany, a niewykluczone, iż mordu z rąk bolszewików zdołał uniknąć dlatego, że w roku 1934 zmarł.
Dzień Jedności Ukrainy, 22 stycznia 2016 r., rocznica połączenia w roku 1919 Ukraińskiej Republiki Ludowej i Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk składa kwiaty pod pomnikiem ideologa ukraińskiego nacjonalizmu Michajły Hruszewskiego w Kijowie. Fot. Vladimir Shtanko/Anadolu Agency/Getty Images
Na marginesie można odnotować, że krytycznie politykę „korenizacji” na Ukrainie oceniał Stanisław Cat-Mackiewicz w swojej książce „Myśl w obcęgach” z roku 1931. W tym reportażu z pobytu pisarza w Związku Sowieckim czytamy między innymi: „Kijów jest miastem szczerze rosyjskim. Chodziłem tam dwa dni po ulicach, przysłuchiwałem się, nie słyszałem ani razu mowy ukraińskiej. (…) Natomiast z łatwością zebrano dla mnie kilku literatów ukraińskich. Mam wrażenie, że z Ukraińcami w Kijowie jest tak jak z Litwinami w Wilnie – jeśli kto bardzo chce, może ich zawsze kilku w jednym pokoju zebrać, ale usłyszeć język ukraiński na ulicy w Kijowie jest prawie tak trudno jak litewski w Wilnie!”

Wracając do tekstu prezydenta Rosji – Putin bez ogródek oznajmia, że sowiecka agresja na wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej w 1939 roku była jak najbardziej uzasadniona. Uważa on bowiem, że tereny te były przez Polskę zagrabione i dzięki wkroczeniu na nie Armii Czerwonej wróciły one do swoich prawowitych właścicieli – w tym Ukraińców. Potem prezydent Rosji wymienia kolejne ruchy Kremla skutkujące powiększeniem obszaru USRR. Na końcu tej listy jest przekazanie w roku 1954 Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej Krymu, które nastąpiło – jak twierdzi Putin – „z rażącym naruszeniem obowiązujących wówczas norm prawnych”.

Rzucają się tu w oczy podwójne standardy gospodarza Kremla. Kiedy trzeba usprawiedliwić sowiecką okupację wschodnich ziem II RP, rosyjski polityk nie zgłasza do niej zastrzeżeń prawnych i interpretuje ją jako coś słusznego – troskę ZSRR o interesy Ukraińców. Gdy jednak mowa o aneksji Krymu przez Rosję w roku 2014, Putin stwierdza, że przyłączenie tego czarnomorskiego półwyspu do USRR przez władze sowieckie 60 lat wcześniej było bezprawne.

Postponujący polską międzywojenną państwowość rewizjonizm przywódcy Rosji to nic nowego. Powinien on dawać do myślenia w Polsce tym wszystkim osobom, które naiwnie wierzą w to, że jest możliwe znalezienie wspólnej polsko-rosyjskiej płaszczyzny na polu polityki historycznej. Natomiast trzeba się zastanowić nad tym, jaki Putin żywi naprawdę stosunek do sowieckiego komunizmu.

Wojna o historię. Rosjanie do Ukraińców: To oddajcie Lwów!

W Moskwie furię wywołuje to, że Ukraina uznała pakt Ribbentrop-Mołotow za przyczynę II wojny.

zobacz więcej
Według prezydenta Rosji, utworzone w roku 1991 państwo ukraińskie zawdzięcza swoje granice ludziom, których obecnie kijowski polityczny establishment potępia. Warto przytoczyć z tekstu gospodarza Kremla następujący cytat: „Bolszewicy traktowali naród rosyjski jako niewyczerpany surowiec do eksperymentów społecznych. Oni marzyli o światowej rewolucji, która – ich zdaniem – całkowicie zlikwiduje państwa narodowe. Dlatego arbitralnie wytyczyli granice, szczodrze rozdawali terytorialne »prezenty«. I ostatecznie to, czym się kierowali krojąc kraj, nie ma żadnego znaczenia. Można spierać się o szczegóły, tło i logikę tych czy innych decyzji. Ale jedno jest pewne: Rosja została faktycznie okradziona”.

To jest bardzo znamienne, że Putin chcąc delegitymizować granice państwa ukraińskiego, pozuje na rosyjskiego patriotę, który występuje przeciw sowieckiemu multi-kulti, czyli inżynierii społecznej pod hasłem „przyjaźni narodów”, będącej w opinii gospodarza Kremla zaprzeczeniem tego, co autentycznie miałoby łączyć Rosjan, Białorusinów i Ukraińców. Swoją drogą przypomina się tu ukuty przez amerykańskiego historyka Terry’ego Martina termin „imperium akcji afirmatywnej”. Owo pojęcie naukowiec ten odniósł do Związku Sowieckiego z okresu „korenizacji”.

Tyle że smaczku całej sprawie dodaje to, iż samo określenie „akcja afirmatywna” pochodzi przecież z USA. Tym mianem określa się inicjatywy, które zostały podjęte w Ameryce w latach 60. XX stulecia. Chodzi o programy wyrównywania przez państwo szans czarnej ludności w edukacji i zawodowej karierze. Stosowanie rasowych parytetów miało przeciwdziałać wszelkiej dyskryminacji. Choć „akcja afirmatywna” była operacją państwową, to dziś – jeśli chodzi o jej aspekt ideologiczny – może się ona kojarzyć z aktywnością takich radykalnych organizacji, jak Black Lives Matter.


Jeśli zaś chodzi o prezydenta Rosji, to zdaje on sobie sprawę z tego, że od 2014 roku kijowskie elity polityczne kształtują ukraińską tożsamość narodową na pamięci o traumatycznych doświadczeniach z epoki sowieckiej – takich jak choćby Wielki Głód. Skoro zatem Putin chce dotrzeć ze swoim przekazem do Ukraińców, musi demonstrować antykomunizm oraz antysowietyzm.

Szkopuł w tym, że gospodarz Kremla w swoim tekście odnosi się do mieszkańców Ukrainy z pozycji wyższości. W gruncie rzeczy usiłuje im udowodnić, że są oni ubogimi krewnymi Rosjan, którym powinni dziękować za swój stan posiadania. To polityka odwracania kota ogonem, a nie szukanie porozumienia.

Ukraina jako sowiecka republika związkowa miała podmiotowość formalną, ale nie miała realnej. Władze Kraju Rad bardzo długo zakładały, że ZSRR będzie trwał na wieczność. Wszelkie dary od Moskwy dla Kijowa miały znaczenie głównie propagandowe. Politykę „korenizacji” trzeba zatem rozpatrywać również i w tym kontekście. Skądinąd „mądrość etapu” skłoniła w latach 30. Kreml do odstąpienia od tej „akcji afirmatywnej” i – w ramach walki z „nacjonalizmami” – podjęcia działań rusyfikacyjnych.

Rzecz jasna były oficer KGB na stanowisku prezydenta Rosji, wbrew pokutującemu w niektórych środowiskach w Polsce stereotypowi, nie jest komunistą. Natomiast pozując na rosyjskiego patriotę broni Związku Sowieckiego o tyle, o ile służy to dziś wybielaniu Rosji na arenie międzynarodowej. Niemniej nie da się zaprzeczyć, że to na Ukrainie zrzucono z cokołów pomniki Włodzimierza Lenina. Tymczasem w Moskwie mauzoleum wodza rewolucji bolszewickiej wciąż straszy.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Uroczystość z okazji 7. rocznicy wcielenia Krymu do Rosji – koncert w Symferopolu, 18 marca 2021 r., na ekranie przemówienie prezydenta Władimira Putina nadawane z Moskwy. Fot. Sergei Malgavko\TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Koguty
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Debata
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Kapłan to nie kawaler na wydaniu
Gdy porzuci powołanie dla kobiety, popkultura przedstawia go jako romantycznego bohatera. Męża porzucającego żonę też?
Felietony Poprzednie wydanie
Oblicza politycznej niepoprawności
Wystawa bez cenzury.
Felietony Poprzednie wydanie
Koniec lata
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.