Historia

Żydzi, szpiedzy, terroryści i aferzyści. Jak Polska pomogła tysiącom obywateli sowieckich uciec do Izraela

Są w Izraelu dzielnice, nawet całe miasta opisane cyrylicą, gdzie na ulicach nie słyszy się hebrajskiego, a w dawne radzieckie święta państwowe widać staruszków obwieszonych orderami od ramion do pasa, niektórych w mundurach. Zwiększyła się też przestępczość, szczególnie pod wpływem alkoholu, wcześniej w Izraelu nie znana.

14 czerwca 1990 roku wylądował na Okęciu w Warszawie boeing 747 izraelskich linii lotniczych El-Al. Był to pierwszy z 369 samolotów użytych w operacji Most w latach 1990 -1992. Operacja polegała na przerzucie do Izraela Żydów ze Związku Radzieckiego i później z kilkunastu republik, które powstały po rozpadzie ZSRR.

Po wojnie sześciodniowej, w której Izrael pokonał sąsiadujące z nim państwa arabskie, kraje uzależnione od ZSRR zerwały z tym państwem stosunki dyplomatyczne. Tak zwany obóz państw socjalistycznych wspierał oficjalnie i półoficjalnie organizacje dążące terrorem do wywalczenia państwa palestyńskiego, a później likwidacji Izraela. Nie latało się bezpośrednio do Tel – Awiwu z Moskwy i stolic Europy Wschodniej.

Bocznym wejściem

Wyzwolenie się z podporządkowania Moskwie byłych państw bloku sowieckiego zmieniło te sytuację. W lutym 1990 roku Polska wznowiła stosunki z Izraelem po 23 latach przerwy. W Związku Radzieckim długo nie pozwalano na emigrację obywateli pochodzenia żydowskiego do Izraela. W latach 1989 i 1990 władze zaczęły wydawać zgody na wyjazdy, a chętnych było coraz więcej. Żydzi mieszkający w ZSRR obawiali się, że wprowadzona przez Michaiła Gorbaczowa pierestrojka wraz z osłabieniem państwa wywoła antysemityzm. W kraju walił się ustrój, szalał kryzys gospodarczy, a jeszcze carskie tradycje w imperium w takich sytuacjach kazały wskazywać Żydów jako winnych wszystkiemu.

Sytuacją w ZSRR w związku z pierwszymi oznakami osłabienia systemu zaczęły się niepokoić władze Izraela już w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Ówczesny premier Izraela, Icchak Szamir, alarmował Waszyngton i stolice krajów zachodniej Europy. Podobno przyjęty wtedy przez prezydenta Francji i wpuszczony bocznym wejściem do pałacu elizejskiego, I sekretarz KC PZPR, Wojciech Jaruzelski, już w 1985 roku był proszony o zgodę na tranzyt radzieckich Żydów przez Polskę.

Ten sam temat pojawił się w rozmowach Jaruzelskiego z Davidem Rockefellerem i Światowym Kongresem Żydów w Nowym Jorku.

Zapewne jacyś emigranci żydowscy przez Polskę przejechali pod koniec PRL, ale to – z uwagi na małą liczbę zezwoleń na emigrację – nie była jeszcze operacja Most. A po co w ogóle była jakaś operacja skoro władze imperium już w 1990 roku wypuszczały od siebie Żydów? Emigrant z taka zgodą nie mógł bezpośrednio z Moskwy polecieć do Tel-Awiwu. ZSRR nie chciał psuć sobie stosunków z państwami arabskimi i emigracja Żydów do Izraela była możliwa tylko przez kraj trzeci. Nie bez znaczenia były obawy przed zamachami terrorystycznymi – Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny, Organizacja Wyzwolenia Palestyny i Hezbollah budziły największe obawy.

Mazowiecki obiecał

Z użycia lotniska w Wiedniu zrezygnowano, było zbyt eksponowane na tajna operację. Rumunia odmówiła, a Węgry się wycofały po ataku bombowym na konwój z emigrantami, jadący na lotnisko w Budapeszcie. Ambasada Izraela w Warszawie i diaspora żydowska zwróciły się jednocześnie się do Polski.

Bronił Polski przed atakami władz Izraela. Czy syn Benjamina Netanjahu zostanie premierem?

Polacy, wiedzcie, proszę, że obecny rząd jest nielegalny i nie reprezentuje narodu izraelskiego! – napisał.

zobacz więcej
Podczas swojej wizyty w USA w marcu 1990 roku premier RP, Tadeusz Mazowiecki, podejmowany kolacją w Nowym Jorku w hotelu Plaza przez przewodniczącego Światowego Kongresu Żydów obiecał pomoc. W wygłoszonym na bankiecie przemówieniu powiedział: „Nadszedł moment, aby dokonać przełomu w stosunkach między Polakami i Żydami. Wyrażamy gotowość przywrócenia obywatelstwa polskiego wszystkim tym, którzy zmuszeni byli do opuszczenia naszego kraju w 1968 roku. Polska nie uchyli się też przed pomocą osobom narodowości żydowskiej chcącym emigrować do Izraela z terytorium Związku Radzieckiego”. Zapadła decyzja polityczna i w Warszawie, Tel-Awiwie i Waszyngtonie zaczęto organizować Most.

Współpraca pomiędzy wymienionymi państwami była głównie współpracą ich służb specjalnych. Już cztery dni po przemówieniu Tadeusza Mazowieckiego w nowojorskim hotelu Plaza nieznani sprawcy ostrzelali ciężko raniąc radcę handlowego RP i jego żonę w Bejrucie. Do zamachu przyznało się kilka organizacji. Były groźby dalszych zamachów na placówki LOT– u na świecie. Ambasador Egiptu w imieniu swego kraju i innych ambasad państw arabskich wyraził w Warszawie zaniepokojenie planami RP pomocy w emigracji radzieckich Żydów. Zagrożenie operacji i tym samym polskich przedstawicieli i infrastruktury było poważne.

Arabowie mieli wejścia

Związek Radziecki i inne państwa socjalistyczne, w tym PRL, miały bliskie kontakty z arabskimi organizacjami terrorystycznymi. Ich członkowie szkolili się leczyli, wypoczywali i prowadzili tu interesy. Jeden z liderów al-Fatah Abu Nidal, mieszkał w Warszawie i miał tu firmę handlu bronią, którą kupował w radomskim „Łuczniku” i rozprowadzał na Bliskim Wschodzie. Na początku lat osiemdziesiątych do innego, Abu Daud, a ktoś wystrzelił z bliskiej odległości pięć kul w hotelu Victoria i oddalił się w nieznanym kierunku.

Jeżeli ktoś w Polsce niepokoił arabskich terrorystów, to nie były to władze PRL. Choć od 1987 roku zaczęto wygaszać takie firmy, jak ta Abu Nidala, to Arabowie mieli nadal swoje „wejścia” w wielu polskich instytucjach na wysokich szczeblach. Po zmianie ustroju niedawna wzajemna bliskość terrorystów i polskich służb groziła z jednej strony przeciekami ze strony polskiej na arabską, ale z drugiej, środowiska terrorystów były dla wywiadu przezroczyste i łatwo je można było kontrolować. W Polsce przebywało w czasie operacji Most 12 tysięcy obywateli państw arabskich, z czego większość w Warszawie. Sukces operacji Most zaświadczył, że służby wywiadowcze użyły swoich kontaktów, wpływów i agentury z czasów PRL do nowych zadań, których wymagało całkowite odwrócenie sojuszy.

Biznes, Kreml i Holokaust. Kim jest Mosze Kantor?

Trafił na doroczną listę „50 najbardziej wpływowych Żydów” na świecie. Obok Romana Abramowicza i Jewgienija Kasperskiego.

zobacz więcej
Pierwszy po prawie ćwierćwiekowej przerwie ambasador Izraela w Warszawie, Mordechaj Palzur, obiecał pomoc w zabezpieczeniu polskich placówek na świecie i sfinansowanie operacji przez Izrael. Do Warszawy przylecieli oficerowie Mossadu szkolić Polaków i ludzie z CIA z informacjami o arabskich organizacjach terrorystycznych. Odpowiedzialny bezpośrednio za bezpieczeństwo antyterrorystyczne na Okęciu major Jerzy Dziewulski poleciał do Izraela na miesięczne szkolenie. Izrael dostarczył broń i sprzęt kontroli pirotechnicznej policyjnej (jeszcze wtedy milicyjnej) jednostce antyterrorystycznej na lotnisku Okęcie.

Antyterroryści się nie zbliżali

Operacja miała być tajna, ale chodziło o przerzut dziesiątek tysięcy ludzi przez dwa lata. Dla tych, dla których Most miał być tajny, nie był jednak tajny od samego początku. Samochody z arabskich ambasad na dyplomatycznych numerach podjeżdżały pod samo lotnisko i ich pasażerowie filmowali akcję przez szyby. Najbardziej aktywna w tym procederze była ambasada Syrii. Gdyby dyplomaci wysiadali do filmowania można byłoby ich zatrzymać. Oczywiście, po wyjaśnieniach musieliby być zwolnieni, ale to by uniemożliwiło im robienie filmów i zdjęć przez płot. Na samochody był inny sposób – zastawienie innymi samochodami, co zawsze robiono.

Samoloty El-Al, zawsze boeingi 747 mogące zabierać ponad 300 pasażerów, miały załogę powiększoną o lekarza, pielęgniarki i żołnierzy specjalnej jednostki Szarejet Matkal. Po wylądowaniu tylko oni pilnowali samolotu na płycie w strefie 50 metrów. Nikt, nawet polscy antyterroryści, do nich się nie zbliżał. Antyterroryści z Okęcia towarzyszyli samolotowi podczas kołowania w samochodach terenowych. Na wieży kontrolnej byli zawsze uzbrojeni funkcjonariusze w towarzystwie izraelskiego kolegi, a na słupach oświetlających lotnisko strzelcy wyborowi. Samochody patrolujące pas miały mieszane załogi, polska i izraelską.

Samoloty izraelskie ustawiano w oddaleniu od budynków lotniska, wśród innych samolotów lub pojazdów technicznych zasłaniających widok z zewnątrz i uniemożliwiając przez to celny atak rakietowy. Podczas startu z emigrantami obok boeinga wzbijał się w powietrze polski śmigłowiec, aby przyjąć na siebie ewentualna rakietę.

Żydzi z ZSRR przyjeżdżali pociągiem na Dworzec Gdański, stąd autobusami w eskorcie nieoznakowanych samochodów policyjnych byli przewożeni do nieczynnego hotelu pracowniczego na Służewcu, który stał w miejscu dzisiejszej Galerii Mokotów oraz – z czasem – do innego na Bemowie, i tam czekali na przewiezienie na lotnisko. Było to kilka, czasem kilkanaście godzin.

Odprawiani byli początkowo na przejściu dla VIP-ów na Okęciu. Z czasem dla większego bezpieczeństwa zaczęto ich odprawiać już w hotelu i autobusy jadące stamtąd nie zatrzymując się podjeżdżały bezpośrednio pod samolot. Starty odbywały się w nocy lub nad ranem. Z czasem, gdy możliwe się stało się koordynowanie lotów z Moskwy do Warszawy, trzeba było tylko przeprowadzić grupę z samolotu do samolotu. Ale niekiedy, gdy loty się nie zgrały, grupy emigrantów musiały koczować jakiś czas na pasie lotniska.

Słonina w bagażu

Po polsku w Izraelu. Emigracja pomarcowa chętniej wyrzekała się polskości, niż Żydzi, którzy wyjechali z Polski po 1956 roku

W sobotnie wieczory w polskiej dzielnicy w Tel Awiwie była kiełbasa, wódka i nie rzadko „Góralu, czy ci nie żal”.

zobacz więcej
Przez dwa lata przez Okęcie przedostało się do Izraela około 42 tysiące żydowskich emigrantów z ZSRR. W odprawianych grupach mieszała się inteligencja z Moskwy i Leningradu z Żydami z zagubionych wiosek z azjatyckich republik imperium. Jadący w nieznane Żydzi ze wsi wieźli ze sobą prowiant na drogę. Zapach – jeżeli tak to można nazwać – psującej się słoniny przewożonej w słoikach dominował w hotelowych pokojach, jak zaświadczają spisane wspomnienia, zapewne tych, którzy takich zapasów nie wieźli.

Czy Żyd może mieć przy sobie słoninę? Emigrantów do Izraela życie w sowieckiej Rosji zapewne znacznie oddaliło od żydowskiej tradycji i kultury. Oblicza się, że około 20% z całej, wynoszącej prawie milion ludzi, aliji z ZSRR do Izraela w latach dziewięćdziesiątych w ogóle nie było Żydami. Podobne proporcje można założyć w grupach obsługiwanych w ramach operacji Most.

Prawo Powrotu uznaje każdego Żyda za potencjalnego obywatela Izraela. Jeżeli przyjedzie do ziemi przodków, nadanie obywatelstwa jest formalnością. Żydem był do pewnego czasu, według obowiązującego w wielu dziedzinach w Izraelu prawa rabinicznego, tylko urodzony z matki Żydówki. W latach siedemdziesiątych rozszerzono prawo powrotu na nieżydowskich współmałżonków, i dzieci z takich małżeństw, no i Żydem można było być także w linii męskiej. Dalsza liberalizacja spowodowała, że wystarczyło mieć tylko jednego z dziadków Żyda, by mieć w Izraelu prawo do obywatelstwa.

Te kategorie powyżej to wyliczenie przypadków mniejszego lub większego powiązania rodzinnego z tradycyjnie pojmowanym żydostwem. Do Izraela ze Związku radzieckiego przedostawali się także ludzie poszukujący w niepewnych czasach lepszego życia na fałszywych dokumentach.

Zeświecczeni i dalecy od tradycji Żydzi – nie mówiąc o tych, którzy nie mieli od czego odchodzić – zmienili oblicze Izraela. Szczególnie starsze pokolenie słabo się asymilowało. Są w Izraelu dzielnice, nawet całe miasta opisane cyrylicą, gdzie na ulicach nie słyszy się hebrajskiego, a w dawne radzieckie święta państwowe widać staruszków obwieszonych orderami od ramion do pasa, niektórych w mundurach. Zwiększyła się też przestępczość, szczególnie pod wpływem alkoholu, wcześniej w Izraelu nie znana.

Licząc zyski i straty państwo Izrael może jednak czuć satysfakcję z przyjęcia emigracji z ZSRR. Miejsce w światowej czołówce nowych technologii kraj zawdzięcza właśnie przybyszom ze Związku Radzieckiego, połowa pracowników branży high-tech to oni. Zyski wypracowane przez całą aliję poradziecką dla Izraela specjaliści obliczają na 50 miliardów dolarów.

Polska zorganizowała i ochroniła emigrację (aliję) żydowską do Izraela, co było dużym sukcesem i testem na wiarygodność nowego sojusznika dla zarządzających NATO Amerykanów. Wprawdzie to przebiegająca w tym samym czasie podczas pierwszej wojny irackiej operacja Samum, polegająca na wywiezieniu z Iraku przez polskie służby kilku agentów amerykańskich miała bezpośredni wpływ na redukcję pozostałych po PRL długów wobec Zachodu, ale kto wie, może sukces operacji Most też miał na to jakiś wpływ.
”Kilka milionów” z Art-B

Z operacją Most wiążą się nazwiska Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego, które na początku lat dziewięćdziesiątych nie schodziły z pierwszych stron gazet. Obaj panowie podążyli drogą aliji poradzieckiej indywidualnie z tego samego lotniska z korzystając z życzliwości i opieki tych samych antyterrorystów, bo podobno coś wywozili w plastikowych workach. W Izraelu szybko dostali obywatelstwo a i zawartość worków musiała się przydać.

Bagsik i Gąsiorowski znani jako twórcy oscylatora bankowego, czyli techniki wielokrotnego oprocentowania tej samej lokaty w wielu bankach jednocześnie w szczytowym okresie powodzenia zatrudniali przez swoja firmę Art-B (co było skrótem od jakże trafnej nazwy Artyści Biznesu, autorom tej nazwy musiało chodzić o sztukę cyrkową) kilkanaście tysięcy ludzi, handlowali wszystkim, od herbaty po traktory, skupowali dzieła sztuki i wyjechali do Izraela tuż przed wizytami w ich biurze i siedzibach funkcjonariuszy Urzędu Ochrony Państwa.

W książce Dariusza Wilczaka „Most. Tajna operacja przerzutu Żydów. Moskwa – Warszawa – Tel -Awiw” Andrzej Gąsiorowski mówi, że nigdzie nie uciekali. Po prostu często jeździli do Izraela i z ostatniego, wyjazdu, 1 sierpnia 1991 roku, już nie wrócili. A w Izraelu od pierwszego pobytu tak się składało, że w ich towarzystwie pojawiało się coraz więcej ludzi z Mosadu i innych służb. Gąsiorowski potwierdza, że można powiedzieć, że Art-B powstała po to żeby finansować Most. Jakieś „kilka milionów dolarów” na to poszło. Gąsiorowski udział w Moście uznał za swoje przeznaczenie i zobowiązanie moralne.


Przedsiębiorcy są od zarabiania pieniędzy, a ci, którzy już zarobili dość, działają charytatywnie. To nie zupełnie ten przypadek, bo Gąsiorowski przyznaje, że w zamian otrzymali „miękkie lądowanie” w Izraelu i ochronę przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Jak tam było nikt nie wie, bo Izrael z reguły nie wydaje swoich obywateli, nawet tych, którzy nie wkupili się milionami dolarów. Może jednak nowy obywatel jest pewniejszy, gdy oferuje nie byle coś, za coś. Jeszcze bardziej mglistych odpowiedzi udziela autorowi książki Bogusław Bagsik.

Rachunek nie w dolarach

Czy celem powstania Art-B było finansowanie Mostu, czy też Mostowi coś skapnęło przy okazji od bogatych entuzjastów? Fakt, że prywatna firma była potrzebna w transakcjach broni i sprzętu dla polskich antyterrorystów. Sprzęt po operacji Most w Polsce pozostał. Jeżeli finansował zakup Art-B, a miała to zrobić strona izraelska, to kto tak naprawdę za to zapłacił? Czy w jakimś zakresie nie wyoscylowane polskie banki?

Minister spraw wewnętrznych w czasie operacji Most, Krzysztof Kozłowski, podzielił się po latach z Telewizją Polską refleksją, będącą odpowiedzią na zarzuty, że być może państwo polskie było frajerem, bo nic nie wzięło od Izraela za przysługę. „Ja myślę, że rachunek jest zawsze tylko nie musi opiewać w dolarach, czy innej walucie. Rachunkiem jest (…) budowa wzajemnego zaufania.”

Nie ma to, jak z klasą podsumować tak przyziemny temat, jak pieniądze. Co do bardziej wzniosłej materii zaufania Izraela do Polski to, jakie jest w ostatnich latach, każdy widzi.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Emigranci ze Związku Sowieckiego do Izraela, weterani II wojny światowej, podczas obchodów 60. rocznicy zwycięstwa nad Niemcami w 2005 roku w Jerozolimie. Fot. David Silverman/Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Japoński dyplomata, który ratował polskich Żydów
Wiedział, że jeśli przeciwstawiłby się rozkazom swoich przełożonych, zostałby zwolniony i okryłby się hańbą.
Historia Poprzednie wydanie
Syberyjski Rockefeller. Polski milioner w Rosji
Produkował dla Rosjan setki tysięcy wiader spirytusu.
Historia Poprzednie wydanie
Freie Stadt Danzig. Niebezpieczna nostalgia nad Motławą
Ulice były wolne dla brunatnych batalionów.
Historia Poprzednie wydanie
Tłum szturmował samoloty, statki i barki. Amerykańska hańba
To moralna porażka Stanów Zjednoczonych – donosił prezydentowi Fordowi Henry Kissinger.
Historia wydanie 10.09.2021 – 17.09.2021
Dekalog dobrego człowieka
Społeczna Krucjata Miłości miała doprowadzić do powstania „nowych ludzi plemienia”.