Cywilizacja

Czy polski rząd to agentura Kremla kryjąca się za antyrosyjską retoryką?

Celem Rosji nie jest korzystna współpraca z Polską, jak z Niemcami czy Francją. Celem Rosji jest ponowne osadzenie w Polsce swojego namiestnika. Dla Moskwy Polska może być tylko jednym z dwojga: albo wrogiem, albo wasalem.

Obecna władza „realizuje strategiczne cele Rosji”, „jest wręcz tak, jakby u nas rządził gubernator rosyjski”. To tylko dwa cytaty z sążnistego wywiadu, jakiego niedawno udzielił jeden z byłych szefów służb specjalnych. Właściwie nic w tych słowach zaskakującego, bo ludzie niechętni obozowi rządzącemu już nie tyle oskarżają go o prorosyjską politykę, co niemal o realizowanie celów polityki Władimira Putina. Z jednej strony mamy więc określenie „dobrej zmiany” jako partii moskiewskiej. Ale z drugiej strony oskarża się obecną polska dyplomację o chorobliwą i obsesyjną antyrosyjskość.

Mamy więc do czynienia z dwoma wykluczającymi się stanowiskami. Jedni mówią, że rząd jest zinfiltrowany przez Rosjan i prowadzi politykę tak, aby Putinowi nie zaszkodzić. Drugie stanowisko jest takie, że przez stanowczą antyrosyjską politykę Polska tylko traci, należy bowiem z Moskwą rozmawiać, aby nie dać się ograć Niemcom czy Francji. Czy nawet Ameryce, wszak Joe Biden spotkał się z Putinem w Genewie.

Generał zaprzecza sam sobie

Jedni mówią, że polski rząd to agentura rosyjska, kryjąca się za antyrosyjską retoryką. Inni idą nawet dalej: ich zdaniem już nawet w sferze retorycznej władza nie jest antyrosyjska. I nie przeszkadza w tym ani Smoleńsk 2010, ani konkretne działania obecnego obozu rządzącego uderzające w Rosję: od rezygnacji z kontraktu jamalskiego, przez ściąganie amerykańskich żołnierzy i uzbrojenia, po przekop Mierzei Wiślanej.

Współpraca z Viktorem Orbanem czy niedawna deklaracja dotycząca UE podpisana przez partię rządzącą w Polsce wspólnie z politykami europejskiej prawicy, także tymi prorosyjskimi, wystarcza, żeby ochrzcić „dobrą zmianę” mianem agentów Putina. Zresztą nie ma się czemu dziwić. Wszak dla tej części opozycji każde słowo krytyczne wobec UE czy Niemiec to już „typowo rosyjski przekaz”.

Można tylko się cieszyć, że partie słynące jeszcze kilka lat temu z prorosyjskich działań, dostrzegły dziś zagrożenie płynące ze Wschodu. Radosław Sikorski, krytykujący dziś rzekomą rusofilię polskich władz (bo wszak każda krytyka UE to osłabianie UE, a to jest na rękę Moskwie), swego czasu jako szef MSZ zapraszał na naradę polskich ambasadorów szefa dyplomacji Rosji i spotykał się z Siergiejem Ławrowem i szefem MSZ Niemiec w ramach Trójkąta Kaliningradzkiego. Były nawet pomysły zaproszenia Rosji do NATO. No ale czego nie robi się dla resetu. Oczywiście, jak USA i Niemcy musiały zmienić politykę wobec Moskwy po aneksji Krymu, także ówczesny polski rząd to zrobił.
Szefowie dyplomacji Rosji (Siergiej Ławrow) i Polski (Radosław Sikorski) w Monachium w 2014 roku. Fot. Michael Gottschalk/Photothek via Getty Images
I tym się różni od poprzedniej ekipy rządzącej (nie zapominajmy o podpisaniu przez nią korzystnego dla Kremla aneksu do umowy jamalskiej) obecna władza, że polityki wobec Rosji nie zmienia. Jest to polityka konsekwentna, oczekująca od Moskwy podjęcia kroków, które otworzą drogę do zniesienia sankcji zachodnich. Polityka uniezależniania się od dostaw węglowodorów z Rosji. Polityka wzmacniania wschodniej flanki NATO – poprzez sprowadzanie większej liczby żołnierzy USA i kontrakty zbrojeniowe z USA.

Mimo to, mamy zarzuty wobec obecnej władzy o prorosyjskość, w różnych obszarach. Choćby pretensje, że gdy usunęliśmy ostatnio trzech rosyjskich dyplomatów-szpiegów, to nasze MSZ dodało, że to w ramach solidarności z USA (chodziło o ostry kryzys dyplomatyczny na linii Waszyngton-Moskwa w kwietniu 2021).

Na przykład były szef SKW gen. Piotr Pytel zaprzecza sam sobie w dwóch kolejnych zdaniach wywiadu dla „GW”. Najpierw mówi, że Rosjanie zostali wydaleni „za działania niezgodne z ich statusem”, a zaraz potem twierdzi, że „chowamy się za spódnicą Stanów, ale nie potępiamy Rosjan za to, co robią”. Generał służb specjalnych powinien chyba wiedzieć, co oznacza formułka „działania niezgodne ze statusem dyplomaty”.

Nieudana prowokacja

Skoro już mowa o służbach… Mamy do czynienia z insynuacjami, że jacyś polscy politycy z obozu rządzącego są agentami wywiadu rosyjskiego. Znów wraca się do „taśm z Sowy” i sugerowania, że to putinowskie służby pomogły zwyciężyć obecnej władzy 2015 r. Tyle że minęło sześć lat i nie ma na to żadnych dowodów. Zaś próby powiązania rządzących z rosyjskimi służbami i mafią śmieszyć muszą każdego, kto ma jakieś pojęcie o rosyjskim wywiadzie.

Tezy, jakoby Sołncewska OPG (zorganizowana grupa przestępcza) była związana z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU, tylko to potwierdzają. Trudno stwierdzić, skąd takie informacje? Wszystkie znane publikacje, rosyjskie i zachodnie, wskazują na powiązania z KGB/FSB. Nawet w depeszach z ambasady USA w Moskwie ujawnionych w Wikileaks mowa jest o powiązaniu „sołncewskich” właśnie z FSB.

Co zresztą jest też logiczne. Cywilna najpotężniejsza służba specjalna Rosji zajmuje się też „zabezpieczeniem” finansów państwa, sektora bankowego itd. itp. Co miałaby robić mafia z wywiadem wojskowym?

Zarzuca się też, że polska władza źle lub za późno reaguje na rosyjskie ataki w obszarze polityki historycznej. Choćby pretensje, że prezydent Andrzej Duda zareagował dopiero po dwóch dniach na twierdzenie Putina, że to Polska jest winna wybuchu II wojny światowej.

Po pierwsze, polskie państwo zareagowało natychmiast, choćby ustami MSZ. Po drugie, w ten sposób nie udała się rosyjska prowokacja: chodziło właśnie o to, żeby wywołać emocjonalną reakcję Polski. Po trzecie, wizerunkowo była to wygrana Polski, która prezydentowi Rosji odpowiedziała na niższym poziomie.

Czy „boży szaleńcy” poprowadzą Rosję do demokracji?

Akceptowali pijaństwo, bluźnierstwo i seksualne wyuzdanie. Chodzili po ulicach nago. Cudownie uleczali i zabijali.

zobacz więcej
Wreszcie należy pamiętać, że Duda nie dał się wtedy wciągnąć w pułapkę, jaką była międzynarodowa impreza w Jerozolimie organizowana w styczniu 2020 r. przez rosyjskiego oligarchę żydowskiego pochodzenia. Decyzja, żeby nie jechać, skoro organizatorzy nie chcą udzielić głosu przywódcy Polski, była słuszna. Można tylko domyślać się, co by wtedy wygadywał Putin, zaś Duda siedziałby i bezsilnie tylko słuchał.

Kupienie dronów od Turcji jest działaniem wymierzonym w sojusz z Amerykanami – słyszymy. Ale jak ogłoszono zakup myśliwców F-35 od USA, ci sami ludzie mówili, że to za drogo, że to serwilizm. Bo wtedy prezydentem był znienawidzony Trump. Teraz słyszymy o zakupie przez Polskę 250 czołgów najnowszej generacji Abrams – a przecież prezydentem jest (w narracji opozycji wróg obecnej władzy) Joe Biden. Jak z tego próbują wybrnąć? Skupiają się na tym, że to cios w polski przemysł zbrojeniowy. Jednocześnie ci sami, co mówią dziś o antyamerykańskich ruchach rządu, przed 2014 rokiem współpracowali z Rosją, także z rosyjskimi służbami.

Kanał komunikacji

Dopiero po 2015 roku na jaw wyszła operacja pod kryptonimem „Wołga”, dzięki której FSB z obwodu kaliningradzkiego mogło działać swobodnie na naszym terytorium za zgodą polskich służb. Z kolei były szef SKW zapewnia, że „naszej współpracy z FSB nie było – były kontakty, które służyły zabezpieczeniu interesu Polski, chodziło o alternatywną drogę ewakuacji naszych żołnierzy z Afganistanu.” Jeśli jest formalna umowa między dwiema służbami, to jak można nie nazwać tego współpracą?

Podczas gdy część opozycji i wspierających ją mediów już ustaliła, że „dobra zmiana” to agentura Putina, pojawia się coraz więcej głosów, w środowiskach bynajmniej nie opozycyjnych, że obecna władza prowadzi antyrosyjską politykę i należy to zmienić.

Zaczynając od tego, że polska polityka „nie rozmawiać” z Rosją jest błędna, bo pozwala Berlinowi i Paryżowi rozmawiać z Moskwą nad naszymi głowami. Stanowisko Warszawy, ale też wielu innych krajów UE, że do stołu z Putinem można usiąść ponownie wtedy, gdy Moskwa wykona pewne gesty i kroki wskazujące na chęć dialogu i choćby symbolicznie pójdzie na ustępstwa w sprawach tak zasadniczych, jak konflikt w Donbasie, zwolennicy „dialogu” z Kremlem nazywają „warunkami wstępnymi”, których stawianie nie ma sensu, bo Moskwa ich nie spełni.

Więc co w zamian? Oczywiście to Polska powinna wykonać jako pierwsza ustępstwo. Wtedy może Putin łaskawie zgodzi się na budowę „kanału komunikacji” z Warszawą.

Co miałoby być „gestem dobrej woli” ze strony Polski? Zniesienia ograniczenia w ruchu przygranicznym z Obwodem Kaliningradzkim. W zamian Rosja być może byłaby skłonna rozmawiać choćby o zniesieniu embarga na polską żywność. No bo wybory niedaleko, a ludzie narzekają na drożyznę.
Prezydent Rosji Władimir Putin z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i kanclerz Niemiec Angelą Merkel podczas spotkania w Paryżu w grudniu 2019. Fot. CHARLES PLATIAU / Reuters / Forum
Spekulacje, że Putin miałby zrobić wyjątek dla polskich jabłek czy jogurtów w konsekwentnej polityce sankcyjnej prowadzonej od siedmiu lat, są bez sensu. Moskwa i z drogą żywnością zapewni sobie miażdżące zwycięstwo w wyborach do Dumy. Po drugie zaś, co miałoby z tego wynikać dla Polski? Oprócz prawdopodobnego popsucia sobie relacji z Ukrainą czy krajami bałtyckimi, zniszczenia solidarności regionu wobec Rosji (a przecież tyle mówimy, że Niemcy niszczą solidarność budując Nord Stream 2) oraz osłabienia własnej pozycji w UE/NATO?

Strefa „czasowo zbuntowana”

Trudno by było wytłumaczyć nagły zwrot w polityce Polski wobec Rosji. Pomijając fakt, że obecny rząd tylko by wzmocnił fałszywą narrację opozycji, że jest „ruską agenturą”. Nawet gdybyśmy poszli tokiem „realnego” myślenia – i nie oglądając się na kraje sąsiednie zaczęli rozmawiać z Rosją – to skąd założenie, że zyskamy na tym tak, jak Berlin czy Paryż?

Dla Moskwy Polska nigdy nie będzie takim samym potencjalnym partnerem, jak Niemcy czy Francja. Czy nawet Austria. Polskę na Kremlu wciąż postrzegają jako strefę wpływów rosyjskich tylko czasowo „zbuntowaną”. Celem Rosji nie jest korzystna współpraca z Polską, jak z Niemcami czy Francją. Celem Rosji jest ponowne osadzenie w Polsce namiestnika. Dla Moskwy Polska może być tylko jednym z dwojga: albo wrogiem, albo wasalem.


Zwolennicy otwarcia się na dialog z Rosją, gdy ich tezy są punktowane jedna za drugą, zasłaniają się koniecznością zorganizowania „debaty eksperckiej” na temat przyszłości stosunków Polski z Rosją. Co jeszcze ich łączy, niezależnie od zajmowanych oficjalnie pozycji w środowisku dziennikarsko-eksperckim? Powrót do mitu o „korzyściach” gospodarczych płynących z ocieplenia relacji z Rosją.

Podkreślają, że Rosja jest jednym z najważniejszych partnerów gospodarczych dla Polski. Sęk w tym, że skala wymiany handlowej (pomijając to, że Polska jest na minusie) wynika głównie z importu rosyjskiego gazu, który zostanie wstrzymany wraz z wygaśnięciem kontraktu jamalskiego z końcem 2022 r. Pojawiają się też głosy, że trzeba wrócić do Trójkąta Kaliningradzkiego, czyli trójstronnej współpracy Polski, Niemiec i Rosji.

Oczywiście ze strony obecnych władza Polski takie ruchy byłyby samobójcze politycznie i szkodliwe dla polskiej racji stanu. Po pierwsze, w ten sposób „dobra zmiana” tylko by potwierdziła tezę opozycji, że realizuje de facto cele polityki rosyjskiej, że jest proputinowska. Po drugie, wszelkie próby podjęcia „dialogu” z Rosją, co oznacza jednostronne ustępstwa bez gwarancji wzajemności, w obecnej sytuacji są sprzeczne z polskim interesem narodowym. Wiadomo, czym skończył się reset z lat 2009-14.

– Grzegorz Kuczyński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Antyrosyjskie plakaty w Warszawie. Fot. Celestino Arce Lavin / Zuma Press / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Igrzyska bez sushi. Wszystkim chodzi tylko o pieniądze
Działacze olimpijscy w Tokio zaryzykują tylko, jeśli pójdą w miasto. Wtedy mogą coś złapać. Chociaż niekoniecznie koronawirusa.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tradycyjna medycyna chińska oparta na faktach
Zastosowano ją w szpitalach w Wuhan i połowa chorych po ok. 10 dniach opuszczała je jako wyleczona. Czy 4000 lat tradycji może się mylić i musi się legitymizować „badaniami klinicznymi”?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Cichy białoruski bohater – arcybiskup Artemiusz
Jedyny hierarcha prawosławny, który skrytykował przemoc władzy wobec protestujących. Wysyłał kandydatów na księży do polskich szkół teologicznych, by „oddychali głęboko powietrzem wolności” i „zobaczyli, jak może w przyszłości wyglądać Białoruś”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Irina przytnie grzywkę, Andrij trawnik. Ukraińcy w Polsce AD 2021
Ukraińcy zwykle lubią Polaków i Polskę bardziej i odczuwają wobec nich większą bliskość niż na odwrót.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Bronił Polski przed atakami władz Izraela. Jair, syn Benjamina
Polacy, wiedzcie, proszę, że obecny rząd jest nielegalny i nie reprezentuje narodu izraelskiego! – napisał.