Cywilizacja

Ile zarabiają trenerzy piłkarscy i dlaczego tak dużo?

Stan rzeczy jest dziwaczny. Można nie mieć wybitnych sukcesów i zarabiać wybitne pieniądze. Można przegrywać ważne imprezy i być dobrze ocenianym. Za sam wygląd albo za to, co tam komu przyjdzie do głowy…

Patrząc na zarobki trenerów futbolu, widać, że ten sport jest chory na głowę. 3,6 mln euro miesięcznej pensji za prowadzenie drużyny klubowej to jakieś szaleństwo. Psychiatrą nie jestem, ale chciałbym wiedzieć, o co w tym chodzi?

Może nie tylko o zaburzenia funkcji neuronów. Może taka jazda bez trzymanki ma jednak uzasadnienie? Może ta kasa się należy? Za wybitne sukcesy sportowe w ważnych meczach na ważnych imprezach? Ale nie jestem przekonany.

Randka w ciemno

Paulo Sousa jest trenerem polskiej reprezentacji. Trenera reprezentacji nazywa się selekcjonerem zgodnie z jego podstawowym zajęciem, które polega na akceptacji oraz eliminacji piłkarzy do drużyny narodowej, zatem – na selekcji kadrowej.

Selekcjoner, w odróżnieniu od trenera klubowego, nie ma szans na codzienne treningi z zawodnikami ani tyle czasu na nie. Co nie znaczy, że jest inaczej oceniany. Każdy trener, tak samo jak każdy zawodnik, oceniany jest za wynik i stosownie nagradzany.

Jakość pracy i zapłata obowiązują praktycznie we wszystkich dyscyplinach, oprócz futbolu, gdzie ten związek istnieje raczej teoretycznie.

W przypadku selekcjonera rzecz zaczyna się od wyboru fachowca, co przypomina randkę w ciemno. Prezesi PZPN znają rodzimy rynek piłkarski, dokonania klubowych trenerów. Czy to powinno ułatwiać im decyzję, zmniejszać ryzyko błędu? Życie dowiodło, że niekoniecznie. Dobry trener klubowy nie musi się sprawdzić jako selekcjoner.
Humory przed EURO 2020 dopisywały. Prezes PZPN Zbigniew Boniek (z prawej) i selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Paulo Sousa podczas treningu kadry w Gdańsku. Fot. PAP/Marcin Gadomski
Na początku pierwszej kadencji na fotelu prezesa PZPN Zbigniew Boniek głosił zasadę – z pozoru oczywistą, choć nieco demagogiczną – która brzmiała: „Nieważne, czy trener jest z Polski, czy z zagranicy, byle był dobry”. I bardzo fajnie, tyle że to nierealne w praktyce. To, czy trener jest dobry, czy kiepski można stwierdzić dopiero po wynikach. Jednak wcześniej trzeba z nim podpisać kontrakt, ustalić wysokość wynagrodzenia, włącznie z karami za zerwanie umowy. Na jakiś więc czas, oraz bez względu na wyniki, PZPN i prezes mają pozamiatane.

Paulo Sousa rocznie zarabia 870 tysięcy euro (4 mln zł). Leo Beenhakker dostawał 900 tysięcy euro, Jerzy Brzęczek – 500 tys. euro, a Adam Nawałka – 270 tys. euro rocznie.

Randki w ciemno czasem się udają, a czasem nie. Szansę trafnego wyboru zwiększa jednak znajomość rynku. Adam Nawałka, Jerzy Brzęczek – takie były dwa pierwsze wybory Bońka.

Paulo Sousa wyskoczył jak królik z kapelusza. Boniek nie nosi kapelusza, więc może pożyczył. Tak czy inaczej zagrał w ciemno. Asystent selekcjonera Portugalii. Trener klubowy Maccabi Tel Awiw i FC Basel. Dwa tytuły mistrzów krajów. I tyle o Sousie. Portugalczyk pracował też we Włoszech, w Chinach i Francji, ale bez znaczących osiągnieć. Jego CV zawodowe nie powala na kolana, co i tak jest delikatnie powiedziane. Niemniej to on dostał tę pracę i pojechał z naszymi na EURO.

W grupie najgorszych

Jak było, wiemy. Jednak nie wiemy, i pewnie się nie dowiemy, dlaczego ta randka w ciemno kosztuje PZPN 870 tysięcy euro (4 mln zł) rocznie. Tyle zarabia selekcjoner Sousa, zajmując 9. pozycję finansową w pierwszej dziesiątce trenerów na EURO 2020.

Jego płaca nie ma związku z jego wynikami. Chyba, że Andora wygra Mundial, bo wtedy okaże się, że ma. Wyszłoby na to, że pokonaliśmy mistrza świata nieświadomi jego klasy oraz brawury naszego selekcjonera. Na razie nie ma tematu.
Piłka nożna funkcjonuje w bańce emocjonalnej. Siła miłości i wiary osłabia poczucie realiów. Na zdjęciu: fanka polskiej drużyny w czasie przegranego meczu ze Słowacja w Sankt Petersburgu. Fot. Stanislav Krasilnikov/TASS Dostawca: PAP/ITAR-TASS.
Portugalczyk zarabia tylko trochę gorzej od Leo Beenhakkera (selekcjoner w latach 2006 - 2009), który rocznie dostawał 900 tysięcy euro. Dużo lepiej od Nawałki (2013-2018), z jego pensją 270 tysięcy euro i awansem do ćwierćfinału EURO. Lepiej od Brzęczka i Waldemara Fornalika (2012-2013) – obaj po pół miliona.

Nie mam pojęcia, czym się kierowali decydenci PZPN, ustalając wysokość kontraktu Portugalczyka. Może przeczuciem. Może sugestiami jasnowidza. Chyba nie przekonaniem, że jest wybitnym szkoleniowcem, gdyż brak na to dowodów.

Rosyjski portal piłkarski soccer.ru umieścił Sousę w grupie najgorszych trenerów tegorocznego turnieju. Wpakowali tam także własnego selekcjonera Stanisława Czerczesowa, zatem odpada argument, że Ruscy jak zwykle nam brużdżą.

Ten ranking sportowy objął jeszcze siedmiu trenerów różnych drużyn. Między innymi Didiera Deschampsa od Francuzów oraz Joachima Loewa od Niemców, który w rankingu finansowym ma pozycję numer 1. wśród europejskich selekcjonerów. Niemiec zarabia 3,8 mln euro rocznie, a Francuz 3,5 miliona euro i jest numerem drugim. Tak więc zależność między wynikami pracy a uposażeniem trenera futbolu nie jest tak oczywista jak się wydaje i nie tylko my mamy kłopoty z jej zrozumieniem.

Hymn przegranych

Piłka nożna funkcjonuje w bańce emocjonalnej. Siła miłości i wiary osłabia poczucie realiów. Głównie u kibiców, ale nie tylko. Także u niektórych komentatorów, a nawet przypadkowych telewidzów. Rodzi to sytuacje i reakcje irracjonalne. Jak choćby znana przyśpiewka: „Polacy nic się nie stało”.

Taki wokal po przegranym meczu jest ewidentnie od czapy. Nie tylko nie pokrzepia piłkarzy, lecz przypuszczam, że ich wkurza. Oni wiedzą, że ponieśli porażkę. Żadna ściema tego nie zmieni. Ta przyśpiewka to hymn przegranych. Nie pocieszenie, a przypomnienie, że piłkarze wzięli w skórę. A jej bohaterowie są ciągle na adrenalinie. Głowy im parują od myślenia, gdzie popełnili błędy i co mogło pójść lepiej. Ten rytuał solidarności jest więc bez sensu.

Kim jesteś, trenerze? Od Mulaka i Wagnera do Nawałki i Zidane’a

Dawny Trener z Przetargu teraz będzie otrzymywać co miesiąc 150 tys. złotych. To dobry moment, aby się zastanowić nad typologią sportowych trenerów.

zobacz więcej
Po przegranym EURO pokazały się jakieś badania. Ponoć zrobiono sondaż wśród kibiców, czy Sousa ma odejść, czy zostać. Ponoć wyszło, że ma zostać. Bo dobrze wygląda. Bo schludnie się ubiera. Ogólnie jest mężczyzną ozdobnym, ponadto z importu.

Ale żeby nie było, że to tylko atrakcyjny Kazimierz, padł argument merytoryczny. Mianowicie taki, że pan Paweł poprawił Polakom ofensywę. Już nie było, że popsuł obronę. I nie musiało być, gdyż wynik mówi za siebie.

Zresztą nie tylko kibice tak uznali. Podobno także piłkarze stoją murem za selekcjonerem. Spontaniczne poparcie wyraził jak potrafił piłkarz Tymoteusz Puchacz, niewątpliwy autorytet w drużynie. Inni ponoć myślą tak samo, chociaż po cichu. No bo myśli się po cichu…

Wszystko to razem potwierdza dziwaczny stan rzeczy. Można nie mieć wybitnych sukcesów i zarabiać wybitne pieniądze. Można przegrywać ważne imprezy i być dobrze ocenianym. Za sam wygląd albo za to, co tam komu przyjdzie do głowy…
Twardy grunt

Nadal otwarte pozostaje pytanie: czym zasługują trenerzy futbolu na takie pieniądze? Zresztą nie tylko takie, bo dużo większe. Płace selekcjonerów narodowych to pikuś przy kontraktach trenerów klubowych. Oni zarabiają w miesiąc, najwyżej w dwa lub trzy tyle, ile najbogatszy selekcjoner zarabia przez rok.

Rekordzistą jest Argentyńczyk Diego Simeone. Atletico Madryt wypłaca mu miesięcznie 3,6 mln euro. Na drugim miejscu jest Pep Guardiola – 1,94 mln euro. Na trzecim Jose Murinho – 1,46 mln euro. Na czwartym Juergen Klopp – 1,46 mln euro. Na piątym Zindine Zidane – 1,4 mln euro. Na szóstym – Antonio Conte – 1,38 mln. I tak dalej wciąż niemało i wciąż miesięcznie.

Średnie zarobki trenerów polskiej Ekstraklasy wynoszą 30 tysięcy złotych na miesiąc, czyli 360 tys. na rok. Trenerzy Legii Warszawa, Lecha Poznań czy Cracovii otrzymują uposażenie od 600 tys. do 1,5 mln zł za rok. Dobre pieniądze, choć nie takie jak powyżej.

A teraz skaczemy z drabiny na twardy grunt. Na takim stoi reszta dyscyplin wyczynowych. Największe pieniądze zarabiają szkoleniowcy związków sportowych. W przewadze są fachowcy z potwierdzonym dorobkiem i realnymi sukcesami. Płace ustala ministerstwo.

ZAROBKOWA EKSTRAKLASA:
1. Diego Simeone – 3,6 mln euro (miesięcznie);
2. Pep Guardiola – 1,94 mln euro;
3. Jose Murinho – 1,46 mln;
4. Juergen Klopp – 1,46 mln;
5. Zindine Zidane – 1,4 mln euro.

Trener kadry, czyli selekcjoner dyscypliny, może zarobić do 9 tysięcy złotych miesięcznie. Przysługują mu dodatki zależne od osiąganych wyników. Na przykład 7 tysięcy złotych za całokształt efektywnej pracy. Ponadto może liczyć na premie za medale na igrzyskach, mistrzostwach świata i Europy. Jednak nie wyższe niż 8 tysięcy złotych za jeden medal. W dobrym sezonie może „wyciągnąć” około 24 tysięcy zł. Pełna stawka należy się za złoto, np. olimpijskie. Dotychczas wypłacano ją przez rok. Teraz przez cały okres do kolejnych igrzysk.

Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by sobie uświadomić, że taką „fortunę” trenerzy futbolu wydają na papierosy.

Ekonofizyka futbolu

Większe pieniądze od trenera Simeone zarabiają tylko Messi i Ronaldo. Futbol to globalny biznes. W biznesie nie wydaje się pieniędzy, lecz je inwestuje. Drobna różnica, ale istotna. Skalę inwestycji trzeba precyzyjnie oszacować i to jest robione.
Najdroższy trener Diego Pablo Simeone (z prawej) fetuje zwycięstwo Atletico Madrid w LaLidze i tytuł mistrza Hiszpanii. Fot. EPA/Ballesteros/PAP
Wartość rynkowa piłkarzy poddawana jest naukowej obróbce. Ta nuka ma swoją nazwę – ekonofizyka. Łączy zagadnienia fizyki i ekonomii. Używa statystyki do badań zjawisk fizycznych. Korzystają z niej rynki finansowe. Piłka jest okrągła, a bramki są dwie to jedyna niezmienna w futbolu. Cała reszta to burza zmiennych, obliczeń rachunkowych, modelowania, itp. Jak się kupuje piłkarza za 200 mln euro, trzeba wiedzieć, raczej więcej niż mniej, czy jest tego wart.

W modelowaniu wartości rynkowej zawodnika bierze się pod uwagę liczne elementy składowe, wychodząc od głównych cech piłkarza takich jak umiejętności, osiągnięcia, osobowość (charakter, medialność), zdrowie, pozostałe dane. Każdy z tych elementów podzielony jest na podpunkty (np. szybkość, technika – umiejętności; kontuzjogenność – zdrowie, itd.). Istnieje wzór matematyczny na obliczanie wartości rynkowej. Nie przytoczę, bo jest za długi i zbyt skomplikowany.

Ekonofizyka zapewne jest pomocna przy decyzjach finansowych w przypadku graczy. Jednak przy wyborze trenerów, zarówno klubowych jak i reprezentacyjnych słabo się przydaje albo wcale. Baza danych jest zupełnie inna.


Najbardziej wymierne są osiągnięcia zawodowe, ale także nie do końca. Jeśli trener trafia na talenty, to ma wynik. Chyba, że okaże się gamoniem i schrzani robotę. Kiedy trafi na muły, a nie na rumaki, niewiele zdziała. Jego wyniki zależą od jego piłkarzy.

Co do osobowości, to nie ma dogmatów. I trener „tatuś”, i trener zamordysta mogą mieć sukcesy. Nasze doświadczenia to potwierdzają. Kazimierz Górski był raczej tym pierwszym, Janusz Wójcik raczej tym drugim. Obaj zdobyli medale olimpijskie.

Rzecz jasna można dyskutować, czy złoto Górskiego z drużyną Orłów było rzeczywiście trudniejsze do wygrania od srebra Wójcika z drużyną, powiedzmy, Sokołów? Ale to są kwestie subiektywnych ocen.

Podobnie subiektywna jest ocena medialności. Niektórym się wydaje, że można to sprowadzić do prostego klikania i kroju marynarki. Nic z tych rzeczy. Decydująca jest otwartość i sprawność w kontakcie z mediami, zwłaszcza z telewizją. Ludzie potocznie nazywają to charyzmą.

Człowiek szorstki i mrukliwy, a tacy bywają trenerzy piłki, może mieć znane nazwisko, rozpoznawalną twarz, lecz jego medialność jest bardziej wymuszona, bardziej wymyślona niż rzeczywista. Charyzma przyciąga oko kamery, a w sumie – więcej kasy.

Ślepa miłość

Powyższe wskazuje, że nie bardzo jest się czego złapać, aby racjonalne ocenić trenera i w miarę rzetelnie wycenić jego pracę. Brakuje precyzyjnych instrumentów pomiarowych, przynajmniej względnie użytecznych.

„Czaruś” Roberta Lewandowskiego i inni. Budzi ich szelest banknotów i przyjemnie tuli do snu

Kibice są wściekli. Media sugerują szwindel. Sport na tym traci, ale ktoś zarabia.

zobacz więcej
Wysokie zarobki trenerów futbolu można oczywiście przepuścić przez maszynkę do mielenia mięsa, jaką są prawa rynkowe. Tyle że nie uzyskamy czytelnego wyjaśnienia, gdyż w tej maszynce wszystko łączy się ze wszystkim w postaci zmielonej. Ogólnie rzecz jest prosta, w szczegółach już nie. Ogólnie wiadomo, że sportowa pozycja klubu czy reprezentacji ma związek z dopływem gotówki. Im więcej forsy, tym większe możliwości.

Duże widownie, bogaci sponsorzy, drogie prawa telewizyjne tworzą ten łańcuszek dochodowy. Branża generuje potężne zyski. One są dzielone. W klubach inaczej. W reprezentacjach inaczej.

Przyjmując, że ekonofizyka załatwia finanse piłkarzy, do podziału pozostaje reszta dochodów. Między ludzi, którzy się do zysków przyczynili. Na to nie ma wzorów matematycznych. Obowiązuje praktyka uznaniowości.

FIFA ani UEFA nie wprowadziły żadnych ograniczeń w zarobkach trenerów. To nie są ministerstwa futbolu. Gaża szkoleniowca klubu zależy od prezesa klubu, który często jest też jego właścicielem. Pensja selekcjonera zależy od prezesa narodowej federacji.

Zarobki trenerów nie są określone, ale są znane. Skoro wiadomo, ile płaci trenerowi klub X, to prezes klubu Y nie może tego lekceważyć. Nie musi bić rekordu Atletico Madryt. Ale musi trzymać rynkowy poziom wynagrodzeń. Podobnie to działa w obszarze reprezentacji krajowych. Górną granicę wyznacza obecnie Joachim Loew, lecz to nie znaczy, że inni muszą płacić dokładnie tyle samo. Nie mogą jednak drastycznie obniżać stawek.
Joachim Loew w rankingu finansowym ma pozycję numer 1. wśród europejskich selekcjonerów. Zarabia 3,8 mln euro rocznie. Fot. Christian Charisius/DPA/PAP
Dlaczego? Ponieważ tak sugerują ogólne prawa rynku. Ale one nie wyznaczają rozwiązań szczegółowych. Nie określają konkretnych kwot. Nie wskazują, że ten trener będzie lepszy od tamtego. To należy do decydentów futbolu. A decyzje zapadają jak wyżej – na podstawie subiektywnych poglądów, a często intuicji czy wiary w człowieka. Bywają trafne i bywają zawodne. To nie jest wiedza ścisła. Raczej zestaw preferencji osobistych, czasem własnych interesów.

Jednak we wspólnym interesie futbolu jest ciągły wzrost finansowy. Wszyscy ludzie piłki mają to z tyłu głowy. W teorii futbol jest celem, w praktyce środkiem do celu, jakim są wielkie pieniądze, to po pierwsze. A po drugie – jeszcze większe pieniądze.

Dlatego ważny trener dużego klubu czy reprezentacji nie może zarabiać nieważnych kwot, bo to obniża rangę biznesu. Złotego biznesu, a złoto ciągnie do złota. To są pieniądze za przynależność do grona wtajemniczonych, którzy wiedzą, jak to działa.

Wiedzą, że lepiej wygrać mecz niż przegrać. Ale też wiedzą, że od tak chwiejnych zdarzeń jak wygrane czy przegrane mecze nie można uzależniać biznesu. A że niektórym trafia się więcej porażek niż zwycięstw? No cóż, zawsze jest nadzieja, że będzie lepiej. Wierzą w to miliardy fanów i to wystarczy, żeby podkręcać koniunkturę. Rzadko ktoś zapyta, dlaczego ja zarabiam grosze, a ten gość miliony? Ta miłość jest ślepa, a kibic myśli sercem.

Futbol funkcjonuje na specjalnych prawach. Nie tylko rynkowych, ale i społecznych. Ludzie piłeczki bez żenady domagali się większych pieniędzy po pandemii, gdy świat się rozsypał. Strata miliarda euro zapewne boli. Lecz chyba nie aż tak jak utrata pracy.

Na futbol patrzymy przez różowe okulary. Bajońskie transfery piłkarzy, trenerskie fortuny nie robią na nas wrażenia. Przywykliśmy, że jest jak jest. Może zatem nie tylko ten sport odpłynął, ale i z nami coś jest nie tak?

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Czerwiec 2021. Jeszcze pełni nadziei: selekcjoner polskiej reprezentacji Paulo Sousa i jego piłkarze. Fot. PAP/Adam Warżawa
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Igrzyska bez sushi. Wszystkim chodzi tylko o pieniądze
Działacze olimpijscy w Tokio zaryzykują tylko, jeśli pójdą w miasto. Wtedy mogą coś złapać. Chociaż niekoniecznie koronawirusa.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tradycyjna medycyna chińska oparta na faktach
Zastosowano ją w szpitalach w Wuhan i połowa chorych po ok. 10 dniach opuszczała je jako wyleczona. Czy 4000 lat tradycji może się mylić i musi się legitymizować „badaniami klinicznymi”?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Cichy białoruski bohater – arcybiskup Artemiusz
Jedyny hierarcha prawosławny, który skrytykował przemoc władzy wobec protestujących. Wysyłał kandydatów na księży do polskich szkół teologicznych, by „oddychali głęboko powietrzem wolności” i „zobaczyli, jak może w przyszłości wyglądać Białoruś”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Irina przytnie grzywkę, Andrij trawnik. Ukraińcy w Polsce AD 2021
Ukraińcy zwykle lubią Polaków i Polskę bardziej i odczuwają wobec nich większą bliskość niż na odwrót.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Bronił Polski przed atakami władz Izraela. Jair, syn Benjamina
Polacy, wiedzcie, proszę, że obecny rząd jest nielegalny i nie reprezentuje narodu izraelskiego! – napisał.