Rozmowy

Wyglądanie ładnie na plaży jest sztuką po stokroć większą, niż podobać się w sukni balowej

Międzywojnie – wielki przełom w formach wypoczynku i strojach kąpielowych. Te z ozdobnych pantalonów do połowy nogi przeistaczały się w trykoty „na tle błękitu fal” i w... plażowe piżamy. A te w ubiór do kasyna i na partyjkę brydża.

– O ile kostiumy odsłaniały coraz więcej, o tyle suknie wieczorowe lat 30. sięgały ziemi, podkreślały biodra, talię oraz biust. Szyto je najczęściej z przewiewnych materiałów, jak cienki jedwab oraz gaza, która nie tylko zabierała mało miejsca w kuferku, ale też się nie gniotła – opowiada Joanna Mruk, historyk, prezeska Grupy Rekonstrukcji Historycznej Bluszcz, która odtwarza ubiory damskie z pierwszej połowy XX wieku.

TYGODNIK TVP: Tuż po zakończeniu I wojny światowej mało kto ruszał na urlop, turystyka raczkowała. Inaczej było pod koniec lat 30., gdy z turystyki we wszelkich odmianach korzystało już kilka milionów Polaków. Gdyby nie wybuch II wojny światowej, w latach 40. turystów byłoby zapewne dwukrotnie więcej. A jednym z najpopularniejszych kierunków, jak i dziś, było morze. Gdzie w czasach międzywojennych Polacy wyjeżdżali najczęściej?

JOANNA MRUK:
Zaraz po odzyskaniu niepodległości Polska miała dostęp do niedużego kawałka Morza Bałtyckiego. Choć był mały, to uznawano to za coś wielkiego. Wszyscy się z tego cieszyli i podchodzili do morza z ogromnym entuzjazmem – zarówno w propagandzie rządowej, jak i w prasie było to bardzo mocno podkreślane i akcentowane. Wakacje nad polskim morzem stały się obowiązkowym punktem programu dla wielu Polaków. Często rozpisywano się, że są lepsze i korzystniejsze niż wyjazdy zagraniczne, rzecz jasna dla tych, których na takie wyjazdy było stać.

W początkowym okresie, a więc w latach 20. nie mieliśmy zbyt wielu kurortów na europejskim poziomie. Śmiało można powiedzieć, że nie było ich prawie wcale. Tym najlepszym, dostępnym zwłaszcza dla Warszawy, był Sopot, który przynależał do terytorium Wolnego Miasta Gdańska. To właśnie tam wybierał się ktoś, kto miał ochotę skorzystać z wypoczynku na wysokim poziomie. Ale na początku lat 20. zrodziła się również moda na wypoczynek nad polskim morzem w dużo skromniejszych warunkach niż ekskluzywne kurorty. Co prawda taki wypoczynek nie gwarantował zbyt wielu atrakcji, ale Polacy mieli świadomość, że w ten sposób wspierają polską gospodarkę i mogą pomóc w lepszym prosperowaniu tych nadmorskich miejscowości.
Gdynia, dzielnica Kamienna Góra w latach 1923 – 1932. Widok na Morze Bałtyckie i przystań dla statków. Fot. NAC/IKC, sygn. 1-U-1074
Gdzie Polacy zaczęli odnajdywać swoje miejsca na letni wypoczynek?

Po Sopocie modny stał się cały Półwysep Helski. Miejscowości takie, jak rzec jasna sam Hel, ale też Jastarnia. W 1922 roku zaczął kursować specjalny pociąg z Warszawy na Hel, co wielu turystom ułatwiło podróżowanie. Co ciekawe trasa, którą pokonywał, nie była budowana pod kątem turystyki, ale militariów. Niemniej władze postanowiły połączyć przyjemne z pożytecznym i tak w latach 30. na polskich torach pojawiła się Luxtorpeda, która latem woziła Polaków nad morze, a zimą narciarzy do Zakopanego. Ten luksusowy pociąg pokonywał trasę na Hel w 6 godzin i 50 minut i nosił nazwę „Strzała Bałtyku”.

Kolejną, dosyć prężnie rozwijającą się od początku lat 20. miejscowością była Gdynia. Mała rybacka wioska, w której rozpoczęto budowę portu, stała się obiektem zainteresowań zamożnych ludzi, którzy zaczęli kupować w niej działki i budować domki letniskowe, głównie w jednej z jej dzielnic – Kamiennej Górze. To z niej roztaczał się idealny widok na morze i na port. Gdynia rozwijała się więc nie tylko jako miasto portowe, ale też turystyczne. Odprawiane stamtąd były rejsy na Hel.

Kolejnym topowym kurortem w okresie dwudziestolecia, który jeszcze lepiej zaczął rozwijać się bliżej lat 30., stała się Jastrzębia Góra. Również tu budowano wiele letniskowych willi. Powstał tam ekskluzywny hotel, a sama miejscowość stała się bardzo popularną w kręgach rządowych. Przyjeżdżali tam na wakacje także ludzie ze świata kultury i sztuki.

Oddzielne miejsce w historii polskich kurortów tamtych czasów zajęła Jurata. W pełni rozwinęła się w latach 30. Podobnie jak Gdynia, zbudowana tak naprawdę od zera. Powstały w niej przepiękne modernistyczne wille, hotele, a także budynek kasyna, czy restauracje na plaży oraz korty tenisowe, bez których w 20-leciu nie mógł się obyć żaden szanujący się kurort. Zatem Jurata miała to wszystko, czego można było od takiego miejsca oczekiwać.

Skoro wiemy już, gdzie się wybierano na wakacje, opowiedzmy trochę o tym, jak te wyjazdy wyglądały. Bo przecież zanim turysta położył się na plaży nadmorskiej i zaczął opalać, musiał tam jakoś dotrzeć i coś ze sobą zabrać.

Rozbudźmy ambicje Polaków

Piotr Kaszczyszyn: Nie musimy porzucać dziedzictwa karabinu i krwi, ale potrzebujemy także muzeum cywilizacji, które będzie opowiadać historię polskiej modernizacji gospodarczej.

zobacz więcej
Jeśli chodzi o transport, to najczęściej wybierano pociągi a nie samochody. Powodem był głównie kiepski stan dróg, dlatego też na wyjazdy letnie i nad morze ze względu na czas i komfort podróżowania wybierano właśnie kolej. Trzeba pamiętać, że takie letnie wyjazdy nie były dostępne dla większości Polaków. Chociaż pracujący w fabrykach czy państwowych zakładach otrzymali 14 dni płatnego urlopu, to wypoczynek nad morzem i tak był dla nich dość kosztowny, nawet jeśli nocowali w rybackich chatach, w których na czas wakacji rybacy odnajmowali pokoje turystom. Do kosztów samego wypoczynku i podróży dochodził też koszt ekwipunku turystycznego.

W co pakował się turysta międzywojnia?

W tamtych czasach posiadanie walizek nie było wbrew pozorom tak oczywiste. A przecież trzeba było spakować stroje sportowe, strój podróżny, eleganckie stroje wieczorowe, sprzęt sportowy, taki jak rakiety do tenisa oraz akcesoria plażowe. Owa moda plażowa jest z tego powodu tak ciekawa, bo to właśnie ona najwcześniej prezentowała wszelkiego rodzaju unowocześnienia, czy modowe nowinki. Takie ekstrawagancje, jak chociażby kobiece spodnie, właśnie na plaży były najbardziej akceptowane i spopularyzowały się w okolicznościach wakacyjnych.

A wracając do pakowania, rzadko zabierano ze sobą królujące wcześniej kufry. Starano się zmieścić do skromnych, mniejszych walizek. Zatem mimo tak dużej liczby potrzebnych nad morzem strojów, coraz częściej stawiano na minimalizm. Do tego też nawoływały poradniki, które doradzały, jak się spakować. Poza walizkami zabierano okrągłe pudła na kapelusze, dodatek, bez którego żadna elegantka nad morze się nie ruszała oraz skórzaną walizeczkę z potrzebnymi w podróży kosmetykami.

Jak wyglądał strój podróżny? Zapewne nie przypominał tego, co dziś uważamy za ubrania wygodne i dobre na wyjazd.

W latach 20. był to przede wszystkim skromny kostium o klasycznej linii. Góra była prosta, nie podkreślała kobiecych kształtów, spódnica kończyła się tuż za kolanem. Najczęściej strój podróżny uszyty był z dobrej jakości wełny. Takie kostiumy lansowała wówczas Coco Chanel, która była zwolenniczką funkcjonalnej mody. Sama takie nosiła i właśnie takie propozycje pojawiały się w dużej liczbie w jej kolekcjach. Do tego podróżnego kostiumu dodatkiem był skromny kapelusz i koniecznie skórzane rękawiczki oraz buty na płaskim obcasie, które miały zapewnić wygodę podczas podróży.
A bez czego modna kobieta w nadmorskim kurorcie pokazać się nie mogła?

Zacznijmy od sukienek sportowych, które nie były sukienkami sportowymi w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Były całkiem eleganckie, wyjściowe, ale przy tym dosyć wygodne i „higieniczne”, jak wówczas mawiano. Chadzano w nich na spacery brzegiem morza, albo na poranne przechadzki po kurorcie. W tych sukienkach ramiona były często odsłonięte, a do podkreślenia ich praktyczności używano elementów z mody męskiej, jak chociażby krawaty. Nie miały zbyt wielu falbanek, koronek, czy ozdób. Te zarezerwowane były dla kolejnej kategorii strojów, czyli sukni popołudniowych. Obowiązywała bowiem zasada, że po południu należało się przebrać. Te kreacje były już bardziej strojne, szyte z jedwabiu satynowego lub jego cieńszych odmian. Noszono do nich buty na wyższym obcasie.

Kolejną kategorią strojów były te do gry w tenisa. Jak wspomniałam, to była najpopularniejsza gra w okresie międzywojennym. W modzie były stroje białe, chociaż zdarzało się czasami odejście od tego koloru. Zazwyczaj panie grały w plisowanych spódnicach, bo te dawały większy zakres ruchu, można w nich było robić większe kroki, biegać, skakać. Do spódnicy zakładano białą bluzkę, czasem zdarzały się również sukienki. Na włosy zakładano prostą opaskę wykonaną z jedwabnej chusty. Na nogach noszono tenisówki. W latach 20. kobiety zobowiązane były do gry w pończochach i rzeczywiście panie się do tej zasady stosowały.

A co z tym, z czym przede wszystkim kojarzy się morze i plaża, czyli stroje kąpielowe?

To była ważna, jeśli nie najważniejsza dziedzina nadmorskiej mody. W reklamie w piśmie pochodzącym z 1928 roku czytamy takie słowa: „Na złocistym piasku plaży lub na tle błękitu fal, rysuje się cudna linia smukłej sylwetki. Oko spoczywa na niej z prawdziwą rozkoszą. Wyglądanie ładnie na plaży jest sztuką po stokroć większą, niż podobać się w sukni balowej. Trykot, jego linia, decydująca bardziej niż uroda. Zły trykot marszczy się, tworzy fałdy, nierówności a materiał, wybór trykotu, jest sztuką o wielkim znaczeniu. Kostium tej firmy (tu pada nazwa) leży na figurze, jak ulany. Potrafi skryć niedoskonałości”.

Tłum panien w strojach kąpielowych, 40 pilotów w jednym szybowcu, a prezydent na rybach. Stracona szansa Mazur II RP

Wybudowano trzy przystanie: żydowską, Klubu Policyjnego oraz Ligi Morskiej i Kolonialnej. Ta była najokazalsza.

zobacz więcej
Lata 20. to był okres wielkiego przełomu, jeśli chodzi o modę kąpielową i plażową. Stroje te uległy ogromnej przemianie. Przed I wojną światową na plaży królowały te przeładowane ozdobami, w których noga była do połowy zasłonięta, podobnie ramiona i dekolt. Taki strój nie tylko nie pozwalał się opalać, ale krępował ruchy w wodzie. Był po prostu niewygodny. W latach 20. pojawiły się dwa równoległe typy strojów. Każdy mógł dobrać to, co odpowiednie dla niego. Były więc wspomniane trykoty, odkrywające ramiona, z dużym dekoltem z przodu i z tyłu. Mimo, że wykonany z bawełny lub wełny, która się rozciągała, nie zawsze dobrze się układał i długo sechł, to i tak był o wiele lepszym rozwiązaniem niż poprzednie wersje strojów, te sprzed I wojny. Trykoty były ozdabiane geometrycznymi wzorami w różnych kolorach. Istniał też drugi rodzaj strojów plażowych bardziej ozdobnych, składających się z tuniki do połowy uda, pod którą zakładano spodenki z jedwabiu. Cały strój ozdobiony był falbankami, kokardkami. Bardziej służył do pluskania się w wodzie i leżeniu na plaży, niż do pływania. Przeznaczony był też bardziej dla kogoś, kto cenił sobie elegancję, a nie sportowy szyk. Warto też wspomnieć o tym, że te trykotowe stroje odsłaniały całkiem dużo i często miały same ramiączka, a wykończone były ozdobnym paskiem.

Coś jeszcze, oprócz kostiumu, było niezbędne na plaży w tamtym okresie?

Owszem. Był to płaszcz kąpielowy. Każdy, kto wybierał się na plaże, obowiązkowo go zakładał. To był rodzaj szlafroka szyty z tkaniny frotte. Miał być ciepły, wchłaniać wilgoć. Te bardziej fantazyjne płaszcze wykonywano nawet z jedwabiu w różnych kolorach i wzorach. Poza tym, że były strojem, w którym chodziło się na plażę, to również pomagały ogrzać się po kąpieli w morzu, a że były obszerne, pomagały też przebrać się z mokrego kostiumu w suchy strój.
Każdy, kto wybierał się na plaże, obowiązkowo zakładał płaszcz kąpielowy. Karwia, lipiec 1932 roku. Fot. NAC/IKC, sygn. 1-U-2019-8
W walizce wczasowicza zapewne nie brakowało również dodatków. Co najczęściej zabierano?

Były to buty kąpielowe, wiązane dookoła kostki i wykonane z płótna, ale też coraz częściej z gumy. Te drugie zakładano do kąpieli w morzu. Niezbędnym przedmiotem na plaży były rzecz jasna parasolki, które chroniły od wiatru czy słońca. Zabierano także gumowe czepki do pływania, by chronić włosy przed zmoczeniem i nakrycia głowy, które chroniły zarówno głowę, jak też twarz od przegrzania i nadmiernej opalenizny.

To wciąż były czasy, kiedy tej opalenizny unikano?

Okazuje się, że nie. W latach 20. zaczęła panować moda na opalanie się. Dlatego też kostiumy miały odkryte ramiona, a głowę chroniono, by nie dostać udaru, najczęściej słomkowymi kapeluszami z dużym rondem. Zakładano także jedwabne chustki. W każdej plażowej torbie znajdował się obowiązkowo krem, który miał sprawić, że skóra będzie mimo tego opalania dobrze wyglądała. Prym wiódł rzecz jasna popularny już wówczas krem Nivea, ale były też polskie kremy, które kupowano i zabierano na plażę.

Dzień wczasowicza zapewne kończył się eleganckimi i wystawnymi kolacjami, lecz także dancingami czy balami. Jakie stroje wieczorowe królowały na salonach?

Te kolacje najczęściej odbywały się w restauracjach albo hotelach. Chadzano nie tylko na dancingi, ale też do kasyna albo na partyjkę brydża. Stroje wieczorowe w latach 20. były dosyć nietypowe. To była jedyna dekada na przestrzeni wielu lat, gdy nie sięgały ziemi, tylko, jak pozostałe ubiory w ciągu dnia, tuż za kolano i odsłaniały łydki. Miały najczęściej prosty krój, typowy dla lat 20. , czyli znowu nie podkreślały biustu, miały ozdobę w postaci paska na biodrach i stwarzały wrażenie figury chłopczycy. Szyto je najczęściej z jedwabiów. Były przewiewne w kolorach pastelowych, ozdobione koronkami, wstążkami czy falbankami. Wieczorem zakładano również biżuterię, bo noszenia jej w ciągu dnia nie zalecano. To były najczęściej sznury pereł, kolczyki albo bransolety.

Ostatnia kanikuła przed burzą. Wakacje 1939

Kiepura śpiewa Rotę, Rydz-Śmigły odbiera defiladę, na ulicach pojawiają się „straszliwe zielonkawe ryje”, a społeczeństwo wpada w stan erotycznej fascynacji.

zobacz więcej
Tak moda w nadmorskich kurortach wyglądała w latach 20., a co przyniosły ze sobą lata 30.?

Tu nastąpiło trochę, można powiedzieć, że nawet radykalnych zmian. W czasopiśmie AS znalazłam taki oto tekst na temat pakowania się na podróż: „Gdy wyszukaliśmy już sobie odpowiednią miejscowość, a w niej wygodne lokum, czas pomyśleć o pakowaniu. Pakowanie dla pięknej pani to cały problem. Włożyć rzeczy do kuferka, czynność bardzo prosta, ale jakże skomplikowane jest rozstrzygnięcie pytania, co zabrać. Nikt dziś nie lubi obarczać się zbyt obfitym bagażem. Niezliczone walizki, pudła na kapelusze, sakwojaże, nesesery i inne mantelzaki, które towarzyszyły w podróży pięknych elegantek, to dziś rekwizyty. Nowoczesna, piękna pani potrafi doskonale skompletować garderobę, mieszcząc je wszystkie w jednej walizce i podręcznym neseserze”. Autor dalej radzi, by zabierać ze sobą m.in. cieniutkie reformy, które bez problemu będzie można samemu przeprać, a w podróż ubrać się w ciepły, praktyczny angielski kostium z lekką bluzeczką lub w pulowerek bawełniany, a do tego założyć filcowy kapelusik i sportowe buty, które dopełnią całości i przydadzą się podczas wycieczek samochodowych, czy spacerów lub przejażdżek rowerem. Dodatkowo zabierano również płaszcz z bawełny albo impregnowanego jedwabiu, który dawał ochronę przed deszczem.

Czy sukienki jakoś diametralnie zmieniły swój krój, fason?

Sukienki sportowe z zasady nie zmieniły się od poprzedniej dekady. Zmienił się jedynie ich krój. Były dopasowane do sylwetki, miały poszerzane ramiona, mocno ściśnięty pasek w talii, pojawiały się też ozdobne kieszenie. Szyto je głównie z lnu, bawełny, rzadziej z jedwabnej surówki. Można było założyć je na potańcówkę nad brzegiem morza.

Odmianą pewnego rodzaju była moda na ludowość, która zapanowała w całej Europie lat 30. Bardzo często te sukienki spacerowe ozdabiano więc ludowymi haftami. Często też turyści kupowali na miejscu wyroby ludowe i wspierali w ten sposób regionalną twórczość. Bluzki ozdobione haftem huculskim czy kaszubskim zakładano na spacery brzegiem morza, noszono je też na deptaku.
Kolejnym stylem, który na dobre zagościł w nadmorskich kurortach lat 30., był styl marynarski. To było głównie połączenie koloru białego z granatem, zakładanie szerokich spodni z wysokim stanem, które kojarzyły się z marynarzami. Do tego różnego rodzaju motywy, jak kotwice, czy właśnie biało-granatowe pasy. Popularne były również bardzo szerokie kołnierze marynarskie, zdobione paseczkami, a także bluzki i szorty nawiązujące właśnie do tej stylistyki. Hitem stały się czapeczki marynarskie z wywiniętym do góry rondem. Noszono je podczas potańcówek nadmorskich.

Kolejnym „must have”, jak byśmy to dziś powiedzieli, była piżama plażowa. Pojawiła się właśnie w latach 30. i była nowością, która zdobyła serca większości kobiet. Składała się z niezwykle szerokich spodni, które wyglądały jak szeroka spódnica, a do nich dobrana była delikatna bluzka w kontrastowym kolorze z dużym dekoltem na plecach. Trzecią częścią plażowej piżamy była narzutka na ramiona. Bez problemu można było więc ten strój plażowy przerobić na wieczorowy. Wystarczyło tylko dodać do niego odpowiednie dodatki, jak chociażby biżuteria, czy wplecione we włosy kwiaty i już bez problemu można było udać się na dancing, czy do kasyna.

Czy tenis nadal był popularny i czy strój, w którym w niego grano, także uległ zmianie?

Owszem, nastąpiła pewna zmiana w stroju do tenisa: pojawiły się szorty. Bardzo krótkie, które nadawały się zarówno do jazdy na rowerze, jak i na plażę ¬– stały się także akceptowalnym strojem dla kobiet w tym miejscu. Oprócz szortów, pojawiły się również krótkie spódnice odważnie odsłaniające kolano. Grało się w nich z pewnością o wiele wygodniej. Całości dopełniała biała koszula oraz białe tenisówki i skarpetki. Mimo, że zmiany w stroju do tenisa były spore, to w poradnikach z lat 30. wciąż pojawiało się stwierdzenie, że należy zakładać pończochy. Czy kobiety stosowały się do tego? Niekoniecznie. Kobiety często miały gołe nogi i po prostu stawiały na wygodę.

Akceptowano je w kurortach, podczas uprawiania sportów i… w łóżku. Kiedy kobiety zaczęły nosić spodnie

Jeszcze w latach 50. XX wieku do eleganckich lokali dama w spodniach nie miała wejścia.

zobacz więcej
Ciekawostką może być także to, że piżamy, o których wspomniałam, królowały jedynie w pierwszej połowie lat 30. W drugiej stały się niemodne i zastąpiły je różnego rodzaju komplety trzyczęściowe, składające się z bluzki, krótkiego stanika oraz szortów – na ten strój można było nałożyć zapinaną sukienkę o długości do ziemi albo połowy łydki, więc łatwo i szybko można było go zmienić na plażowy albo pójść w nim poza plażę. Te komplety miały tysiące wersji.

A co z kostiumami kąpielowymi, także uległy metamorfozie?

Lata 30. to już pełne panowanie trykotu w wersji minimalistycznej, która odsłania jak najwięcej ciała – ramiona, całe nogi i który posiadał duży dekolt z przodu i z tyłu. To było bardzo wygodne podczas opalania, ale też taki trykot szybko sechł. Zaczęły również pojawiać się kostiumy dwuczęściowe. Niezbędnym elementem wciąż były płaszcze kąpielowe z kapturami, które chroniły włosy od wiatru i pomagały je szybciej wysuszyć.

O ile kostiumy odsłaniały coraz więcej, o tyle suknie wieczorowe lat 30. sięgały ziemi, podkreślały biodra, talię oraz biust. Szyto je najczęściej z przewiewnych materiałów, jak cienki jedwab oraz gaza, która nie tylko zabierała mało miejsca w kuferku, ale też się nie gniotła. Stroje wieczorowe zazwyczaj utrzymane były w kolorach pastelowych.

Jakie dodatki dobierano do tych strojów?

Do sukni wieczorowych najczęściej sandałki ze skórzanych paseczków, na plaży królowały gumowe buty kąpielowe, idealnie dopasowane do stopy. Nie brakowało wszelkiego rodzaju modeli sandałków, modne były również espadryle noszone przez kobiety, ale też bardzo często przez mężczyzn. W tenisa grywano zazwyczaj w obuwiu sportowym na gumowej podeszwie. Pozostałe dodatki to były głównie torby plażowe, kolorem dopasowane do parasolki. W gazetach można było znaleźć instrukcję, jak wykonać pikowaną torbę plażową. Na plażach pojawiały się również okulary przeciwsłoneczne, co prawda nie były to modele tak różnorodne jak na Zachodzie, ale były. Poza kapeluszami słomkowymi, które zasłaniały głowę, korzystano także z jedwabnych chust i apaszek, ale bardziej po to, by podtrzymać włosy, niż chronić się przed słońcem. Modny był także berecik wykonany z włóczki lnianej lub bawełnianej.
W kostiumach kąpielowych podczas zabawy na plaży. Lata 1918 – 1939. Fot. Ilustrowany Kurier Codzienny, sygn. 1-M-2943-14
Czy moda męska także była tak zróżnicowana?

Panowie wybierali się w podroż w wełnianych garniturach i pod krawatem oraz w filcowym kapeluszu. Obowiązkowe były u panów skórzane rękawiczki. Stroje do wyjść na plażę czy przechadzki po kurorcie to z kolei zazwyczaj biały garnitur z lnu, ale z racji temperatur i dla komfortu mężczyźni także często wybierali sweterek albo koszulę i spodnie. Jeśli zaś chodzi o stroje męskie kąpielowe, w latach 20. nie było przyjęte pływanie w samych kąpielówkach. Panowie używali strojów jednoczęściowych, ale zasłaniających cały tors, tak jak damskie. Dopiero w latach 30. akceptowane było paradowanie po plaży w ciemnych kąpielówkach trykotowych. Podobnie, jak panie, tak i panowie wybierali się nad morze w kąpielowych szlafrokach.

– rozmawiała Marta Kawczyńska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Joanna Mruk – absolwentka Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, zajmuje się historią mody oraz życiem codziennym podczas II wojny światowej. Autorka książki „Moda kobieca w okupowanej Polsce” (2017). Prezeska Zarządu Grupy Rekonstrukcji Historycznej Bluszcz, która odtwarza ubiory damskie z pierwszej połowy XX wieku oraz promuje wiedzę o życiu kobiet w tym okresie. Prowadzi autorskie warsztaty i wykłady o historii mody dla dzieci i młodzieży w muzeach i domach kultury.
Zdjęcie główne: Były buty kąpielowe, wiązane dookoła kostki i wykonane z płótna, ale też coraz częściej z gumy. Te drugie zakładano do kąpieli w morzu. Niezbędnym przedmiotem na plaży parasolki, które chroniły od wiatru czy słońca. Zabierano także gumowe czepki do pływania.Na zdjęciu plażowanie w latach 1918 – 1939. Fot. Ilustrowany Kurier Codzienny, sygn. 1-M-2943-11
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Małżeństwo to nie umowa, którą można rozwiązać jak każdą inną
– mówi dr Tymoteusz Zych, rektor Collegium Intermarium, działacz Instytutu Ordo Iuris.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Biorąc pod uwagę prestiż, Yamaha to Lexus, a Steinway: Maybach
Doskonały dźwięk ma swoją cenę. Fortepian koncertowy: 900 tys. zł. Półkoncertowy: 550 tysięcy. Więcej niż niejeden dom.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Pokazali mi materiał spod wieży telewizyjnej. To była wojna
Sekretarz redakcji powiedział, że przysyłam zdjęcia, to pewnie żyję.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Roślinny styl vintage. Moda na trzykrotki, paprotki, geranium...
W pandemii wydajemy na rośliny coraz więcej. Co zrobić, by przetrwały zimę?
Rozmowy wydanie 8.10.2021 – 15.10.2021
„Polskie Carcassonne”, gdzie kat cytował Homera
Była to terenowa rezydencja dla książąt i królów Polski.