Kultura

Berman, Brystiger i inni. Antyteza „Dziesięciu portretów Żydów XX wieku” Warhola

Na projekt amerykańskiego artysty – czyli kolorowe portrety osób, z jakich wypada być dumnym – Rosjanin odpowiedział czarno-białą serią tych, którzy odegrali w dziejach zeszłego stulecia rolę haniebną.

● Aleksander Melamid dla Tygodnika TVP: Większość Żydów to nie są ani Einsteinowie, ani straszni przestępcy

Niedawno w centrum kultury i rozrywki Sewkabel Port w Petersburgu została otwarta wystawa „Andy Warhol i sztuka rosyjska”. Obok dzieł mistrza pop-artu prezentowane są na niej prace rosyjskich malarzy, których dorobek zdradza wpływ tego amerykańskiego ekscentryka.

Tak jest w przypadku Aleksandra Melamida. Ów urodzony w roku 1945 artysta działał od końca lat 60. w tandemie z Witalijem Komarem. Obydwaj oni uchodzą za pionierów soc-artu.

Nurt ten pojawił się w ZSRR w latach 70. Parodiując oficjalną sztukę sowiecką, faktycznie stanowił wobec niej opozycję. W ironiczny i przewrotny sposób łączył socrealizm z pop-artem. Gdy tacy amerykańscy plastycy, jak Warhol, czynili użytek z produktów wytworzonych przez popkulturę i reklamę, to Melamid oraz Komar robili to samo z obrazami i sloganami propagandy komunistycznej. Przekaz soc-artu można ująć w skrócie następująco: tym, kim dla Amerykanów jest Marilyn Monroe, tym dla Rosjan – Lenin.

W roku 1977 Melamid pod naciskiem władz sowieckich wyemigrował z Kraju Rad. Obecnie mieszka w Nowym Jorku. Uchodzi za przedstawiciela sztuki konceptualnej.
„Dziesięć portretów Żydów XX wieku” Andy’ego Warhola na wystawie „Konteksty” w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie, 2012 rok. Fot. Piotr Wojnarowski / Forum
Na petersburskiej wystawie pokazywany jest jego projekt, który bezpośrednio nawiązuje do twórczości Warhola. W roku 1980 amerykański artysta przygotował serię sitodruków „Dziesięć portretów Żydów XX wieku”. Zawiera ona sylwetki osób narodowości żydowskiej lub pochodzenia żydowskiego, które cieszą się opinią wybitnych postaci, więc wypada się nimi chlubić. Są to: fizyk, odkrywca teorii względności Albert Einstein, psychiatra, twórca psychoanalizy Zygmunt Freud, kompozytor George Gershwin, premier Izraela Golda Meir, pisarz Franz Kafka, prawnik, sędzia Sądu Najwyższego USA Louis Brandeis, myśliciel religijny Martin Buber, aktorzy bracia Marx, aktorka Sarah Bernhardt, pisarka Gertrude Stein.

Na projekt Warhola Melamid odpowiedział serią „Dziesięć portretów innych Żydów XX wieku”. O ile sitodruki Amerykanina są kolorowe, o tyle Rosjanina – czarno-białe. I chyba można się domyślić, jaki stoi za tym zamysł. Na kolekcję Melamida składają się sylwetki osób narodowości żydowskiej lub pochodzenia żydowskiego, które odegrały w dziejach XX stulecia rolę haniebną. To zbrodniarze komunistyczni: Mátyás Rákosi, Gienrich Jagoda, Rozalija Ziemlaczka, Matwiej Berman, Julia Brystiger, Łazar Kaganowicz, Naftali Frenkel oraz kryminaliści: David Berkowitz, Bugsy Siegel, Meyer Lansky.

Melamid ogłosił manifest, w którym napisał między innymi: „Wiek XX był wiekiem żydowskim, czasem największej tragedii, ale i ogromnych osiągnięć naszego plemienia”.

Dalej w tym tekście czytamy: „Kim jestem – uosobieniem ofiary nienawiści i okrucieństwa? Czy uczestnikiem najbardziej udanego w historii doświadczenia odrodzenia narodowego? Albo, być może, jestem nosicielem »genu genialności«, który się przejawił w tylu wybitnych osiągnięciach? Takie pytania zawsze wzbudzały we mnie dyskomfort, ponieważ w głębi duszy wiedziałem, że idea żydowskiej wyjątkowości to kompletna bzdura, manowce słabych i usprawiedliwienie silnych. My Żydzi jesteśmy normalnym narodem – tak jak inne narody. I mimo wszystko wiek XX przemienił nas w ikonę kultury, wersję pop archaicznej idei »narodu wybranego«. Właśnie takie myśli zrodziły się w mojej głowie, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem dość znaną serię Warhola »Dziesięć portretów Żydów XX wieku« – sylwetki rozmaitych Einsteinów i Freudów, które od razu stały się ikonami. »A gdzie zwyczajni Żydzi?«, odezwał się krzyk w mojej duszy. »Gdzie źli Żydzi? «”.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



● Filip Memches: Berman, Brystiger i inni


Większość Żydów to nie są ani Einsteinowie, ani straszni przestępcy

Dlaczego za Żydów uważać tych ludzi z portretów? Czy dlatego, że ich przodkowie byli wyznawcami judaizmu? Einstein nie był Żydem religijnym, podobnie jak Luna Brystiger. Żydzi jako naród wciąż istnieją z powodu antysemityzmu – mówi Tygodnikowi TVP Aleksander Melamid.

TYGODNIK TVP: Skąd się wziął pomysł na serię „Dziesięć portretów innych Żydów XX wieku”?

ALEKSANDER MELAMID:
Jeśli chcemy poznać prawdę, to musimy poznać całość. Okazało się, że prawda nie jest taka, jak myśleliśmy. Żydzi w XX stuleciu uczestniczyli w straszliwych wydarzeniach w różnych rolach.

Czy jednak patrząc na historię XX wieku nie postrzegamy Żydów przede wszystkim jako ofiary? Ze zrozumiałych powodów o takiej perspektywie zadecydował Holokaust.

W XX stuleciu bohaterami w ogóle się stały ofiary. To kontynuacja chrześcijańskiego sposobu myślenia. Jezus Chrystus był ofiarą. Bardzo długo wyznawcy innych religii nie mogli pojąć, jak ofiara może zostać bohaterem, a nawet Bogiem. My generalnie żyjemy na odłamkach chrześcijańskiej cywilizacji – niezależnie od tego, w co wierzymy. Tym, co zadecydowało o usprawiedliwieniu i wywyższeniu Żydów w XX wieku, okazał się ich status ofiar. Rzecz jasna nie ma wątpliwości, że spośród wszystkich narodów Żydzi ponieśli w XX stuleciu największe straty. Niemniej XX-wieczna historia Żydów jest skomplikowana. Nie można patrzeć na nią jednostronnie. Są tacy, którzy uważają, że tworzyło ją wyłącznie dziesięciu Żydów sportretowanych przez Warhola, a są tacy, według których tworzyło ją wyłącznie dziesięciu Żydów sportretowanych przeze mnie. W obu przypadkach mamy do czynienia z jednostronnym podejściem. Tymczasem w każdym narodzie przecież można znaleźć różnych ludzi.
Ktoś jednak może odczytać pańską pracę podejrzliwie – jako krytyczny komentarz do serii Warhola i zarazem szyderstwo z rozpowszechnionego poglądu, że Żydzi są narodem geniuszy.

Mieszkając w Rosji, jako Żyd boleśnie doświadczyłem antysemityzmu. Byłem szczupłym chłopcem w okularach. Kiedy poszedłem do szkoły, wszyscy brali mnie za Alberta Einsteina. Ale ja Einsteinem nie byłem. Uczyłem się źle. Moi nauczyciele myśleli, że ja coś ukrywam, bo ich zdaniem to było niemożliwe, żeby Żyd – w dodatku okularnik – źle się uczył (śmiech). Tak właśnie funkcjonował stereotyp. Wracając do portretów – Żydzi przedstawieni przez Warhola razem z Żydami przedstawionymi przeze mnie nie stanowią reprezentacji wszystkich Żydów. Na przykład ja nie należę do żadnej z tych grup (śmiech). Większość Żydów to nie są ani Einsteinowie, ani straszni przestępcy.

Do dziś w świecie krążą teorie spiskowe, które obarczają Żydów odpowiedzialnością za wszelkie zło, w tym i za komunizm. Mamy do czynienia choćby z takim pojęciem jak „żydokomuna”. Ten termin – właściwie epitet – poniekąd znajduje potwierdzenie w pana serii…

I znowu: nie można mówić, że wszyscy Żydzi zrobili jedną rzecz. Ale oczywiście byli wśród nich tacy – i my o tym wiemy – którzy wnieśli swój wkład w koszmar komunizmu. Warhol jednak pokazał też innych Żydów. Ale chciałbym także od razu tu poruszyć kwestię, która mnie zawsze niepokoiła. Zadawałem sobie pytanie: za co ja jako Żyd ponoszę odpowiedzialność? Będąc w Niemczech spotykałem młodych Niemców poczuwających się do odpowiedzialności za Holokaust. Mówiłem im, że nie mogą się do tego poczuwać. Odpowiedzialność ponosi konkretny człowiek, a nie cały naród. Choć w Biblii jest mowa o odpowiedzialności do któregoś pokolenia (śmiech). Czy skoro Żydzi ukrzyżowali Jezusa Chrystusa, to ja powinienem za to też odpowiadać? A w ogóle to nie wiadomo, czym jest naród. Co to za pojęcie? Kiedyś bycie Żydem było tożsame z judaizmem. Ale jak jest teraz? Ja w Boga nie wierzę, nie wyznaję żadnej religii, nigdy nie brałem udziału w żadnych rytuałach. Dlaczego zatem jestem Żydem? Dlaczego za Żydów uważać tych ludzi z portretów? Czy dlatego, że ich przodkowie byli wyznawcami judaizmu? Einstein nie był Żydem religijnym, podobnie jak Luna Brystiger.

Od katolicyzmu, przez okultyzm i masonerię, do Tradycji Pierwotnej

Były doradca Trumpa od lat fascynuje się ideami francuskiego muzułmanina.

zobacz więcej
A propos, dla Polaków byłoby ciekawe się dowiedzieć, dlaczego umieścił pan akurat jej portret w swojej serii.

Nic o Lunie nie słyszałem. Po prostu natrafiłem na informację o niej w internecie. Wracając do kwestii narodu – powtórzę, nie wiadomo, co to znaczy być Żydem. Genetycznie nie da się tego określić. A jeśli nawet podejdziemy do sprawy genetycznie – zgodnie z teorią Karola Darwina to, co dziedziczymy po naszych przodkach, nie determinuje nas do zachowywania się w taki sposób, jak oni. Skoro ktoś popełnia przestępstwa, nie oznacza, że i jego potomkowie będą przestępcami. I analogicznie – jeśli ktoś odkrył teorię względności, nie oznacza, że jego potomkowie będą geniuszami fizyki.

A może jednak jest coś, co łączy Żydów religijnych z Żydami świeckimi? Chodzi o misję ulepszania rzeczywistości. W judaizmie występuje termin „tikkun olam” („naprawa świata”). Można go interpretować w rozmaity sposób – niekoniecznie religijny. Można się przecież zetknąć z opinią, że ideologia komunistyczna to świecki mesjanizm.

Nie wiem, o czym pan mówi, bo ja nigdy nie miałem ciągot mesjanistycznych. Polaków też można nazwać mesjanistami, bo jako katolicy oczekują powtórnego przyjścia Chrystusa. Oczywiście chrześcijaństwo to przedłużenie judaizmu. I stanowi ono istotny element kultury europejskiej. Poza tym, jeśli mowa o Żydach, to też trzeba doprecyzować – na przykład czy chodzi o tych z Aleppo, czy tych z Wilna…

Fakt, rozmawiamy o narodzie bardzo zróżnicowanym – również dlatego, że od dwóch tysięcy lat rozrzuconym po całym świecie. To przejdźmy dalej. W manifeście, który ogłosił pan w związku z wystawą portretów, upomina się pan o to, żeby Żydzi byli traktowani normalnie – jak każdy inny naród. Czytając pana słowa można dojść do wniosku, że postrzeganie Żydów jako naród wybrany – zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym – tak naprawdę im szkodzi. Jeśli tak, to filosemityzm właściwie się okazuje rewersem antysemityzmu…

Na każdym narodzie ciążą jakieś stereotypy. Na przykład Polaków obarcza się antysemityzmem. Żydzi to o tyle specyficzny przypadek, że ich korzenie wyrastają z Biblii. Ale zapewniam pana, że dziś Żydów nie ma (śmiech). Przełomem było wychodzenie ze sztetli, które się zaczęło pod koniec XVIII wieku. To był początek procesów emancypacyjnych. Ale zarazem Żydzi jako naród wciąż istnieją z powodu antysemityzmu. To jakby sprzężenie zwrotne – status wyjątkowości Żydom nadają ludzie, którzy ich piętnują jako odmieńców. Sprzyjają zaś temu tendencje narodowo-socjalistyczne.

A konkretnie?

Teraz jesteśmy świadkami tego, jak świat odchodzi od komunistycznego internacjonalizmu i zmierza do narodowego socjalizmu.

Jestem Żydem. Nie wypiję waszej krwi i nie zjem waszych dzieci

Brytyjski pisarz, który nazywa siebie żydowską Jane Austen: Jeżeli chcecie usłyszeć krytykę Izraela, przyjdźcie do żydowskiego domu lub pojedźcie do Izraela. Tam jest jej pełno.

zobacz więcej
To dość szokująca teza. Przecież Związek Sowiecki się rozpadł 30 lat temu, a III Rzesza została unicestwiona jeszcze wcześniej – w połowie ubiegłego stulecia.

Stany Zjednoczone stają się obecnie państwem narodowo-socjalistycznym.

Brzmi to kuriozalnie. Termin „narodowy socjalizm” kojarzy się jednoznacznie z niemieckimi obozami koncentracyjnymi.

A komunizm kojarzy się z sowieckimi gułagami. Weźmy rooseveltowski New Deal – przywoływał on na myśl sowiecki komunizm. Wszystkie reformy Franklina Delano Roosevelta miały charakter socjalistyczny. Kiedy mówię o komunistycznym internacjonalizmie i narodowym socjalizmie, to nie chodzi mi o konkretne ich historyczne wcielenia w Rosji i Niemczech, lecz o dużo szersze zjawiska. Socjalizm przybierał bądź co bądź różne formy. Przecież w Europie socjaldemokraci swoich przeciwników nie represjonowali. Niemniej obecnie we wszystkich krajach świata daje o sobie znać narodowy partykularyzm połączony z państwowym rozdawnictwem pieniędzy. Wyraźnie to widać teraz, kiedy mamy pandemię COVID-19. Unia Europejska się chybocze. Każde państwo się odgradza i troszczy o swój interes. Każdy naród zaś uważa siebie za jedynego nosiciela prawdy, choć akurat taka postawa przyszła od Żydów (śmiech).

Tylko mimo wszystko, czy operowanie pojęciami „internacjonalistyczny komunizm” i „narodowy socjalizm” nie jest poważnym nadużyciem? Poza tym w świecie ważną siłę nie od dziś stanowi globalny kapitalizm.

To mit. Kapitalizmu już nie ma od dawna. On się skończył w roku 1929 wraz z wybuchem wielkiego kryzysu światowego. Od tamtej pory rywalizują dwie gałęzie socjalizmu: internacjonalistyczna i narodowa. Pierwszym politykiem w dziejach, który dostrzegł efektywność narodowego socjalizmu jako systemu był Benito Mussolini. W USA narodowy socjalizm się zaczął za prezydentury Ronalda Reagana. On się rozwija do dziś. Przy czym nie ma tu podziału na lewicę i prawicę. Od lat 80. XX wieku narodowo-socjalistyczną politykę stopniowo coraz bardziej prowadzi każda amerykańska administracja. To, że świat poszedł w stronę narodowego socjalizmu jest pewną niespodzianką. Cóż, przyszło nam żyć w ciężkich czasach, ale ciekawych. W piekle bowiem jest bardziej interesująco niż w raju (śmiech). W okresie ZSRR było łatwiej, bo widzieliśmy granicę między dobrem a złem. Obecnie jesteśmy zdezorientowani i podejrzliwi. Nie widzimy alternatywy dla status quo.
„Mao”, dzieło sztuki z 1973 roku na wystawie „Andy Warhol i sztuka rosyjska” w Sewkabel Port w Petersburgu. Fot. Alexander Demianchuk\TASS via Getty Images
Chciałem jeszcze nawiązać do pańskiej działalności sprzed pół wieku. Soc-art był odpowiedzią na rzeczywistość sowiecką. Czy dziś w Rosji jest coś specyficznego, co stanowiłoby materiał dla artystów – tak jak w epoce ZSRR stanowiła go propaganda komunistyczna?

Rosja, nie bacząc na prezydenturę Władimira Putina, wciąż się znajduje w okresie przejściowym. W Związku Sowieckim lat 60. i 70. była inna sytuacja. Kiedy rodził się soc-art, państwo zdążyło już ustanowić przestrzeń swoich symboli. Było się zatem – inaczej niż dziś w Rosji – do czego odnosić. Swoją drogą w okresie przejściowym jest w tej chwili cały świat. To jest to, o czym mówiłem – przechodzenie od komunistycznego internacjonalizmu do narodowego socjalizmu.

Czy myśli pan, że gdyby autorem „Dziesięciu portretów innych Żydów XX wieku” był artysta, który nie jest Żydem, to zostałby on oskarżony o antysemityzm?

O antysemityzm można oskarżyć i mnie (śmiech). Jest taki termin „self-hating Jew” („Żyd, który sam nienawidzi swojej żydowskości”). Ale to wszystko są głupie dyskusje. Ja wiem, że te moje prace nigdy, a przynajmniej w ciągu najbliższych 50 lat, nie będą wystawione w USA.

Dlaczego?

Właśnie z powodu zarzutów o antysemityzm. Owszem, mogę portrety pokazywać prywatnie u siebie w domu. Ale żadna instytucja się na to nie zdobędzie.

Czy narusza pan jakieś tabu?

Tak, oczywiście. Dlatego, że powszechnie ludzie kierują się stereotypami: są tylko Żydzi dobrzy, geniusze i tak dalej. Zasadniczo galerie i muzea są związane z lewicą. Ale w istocie to nie lewica, lecz komunistyczna międzynarodówka. Cała kultura amerykańska po drugiej wojnie światowej czerpała zaś swój rodowód z marksizmu. Były czasopisma: „Partisan Review”, „October”, „New Leader”, środowiska trockistowskie…

Tylko trockistowskie, a więc opozycyjne wobec stalinizmu?

Nie tylko. Byli też staliniści. Kiedy przyjechałem do Nowego Jorku pod koniec lat 70., to się z nimi zetknąłem. Oni mi próbowali wmówić, że żadnych gułagów nie było. Prosowieckie stanowisko zajmowała choćby dramatopisarka Lilian Hellman. Ale był też w USA krótki, choć ważny okres fascynacji Mao Zedongiem. I właśnie te kręgi sympatyzującej z komunizmem inteligencji wystąpiły przeciw narodowo-socjalistycznej linii Reagana.

Kwadraty i kółka jako „użyteczni idioci”

Związek Sowiecki, Włochy Benita Mussoliniego i III Rzesza uczyniły awangardę artystyczną narzędziem wykuwania nowej rzeczywistości.

zobacz więcej
W takim razie, czy słusznie sztuka XX stulecia zestawiana jest z lewicowymi przemianami politycznymi i społecznymi zeszłego wieku?

Jak już mówiłem, żyjemy na odłamkach cywilizacji chrześcijańskiej. I w sztuce to widać. Z Trójcy Świętej zniknęli Ojciec i Syn, ale Duch Święty został. Artyści powołują się na to, co po angielsku określamy mianem „spirituality” („uduchowienie”). Współczesna sztuka wywodzi się z końca XIX stulecia, z prądu „sztuki dla sztuki”. Przedtem artyści obsługiwali religię. Ale to dobiegło kresu. Bóg przemieścił się z niebios, z transcendentnego poziomu do wnętrza człowieka. I zaczęły powstawać rozmaite bohomazy w mistycznych uniesieniach. Główną postacią tego ruchu była Rosjanka Helena Bławatska...

Dodajmy, że nie artystka, lecz autorka książek z dziedziny okultyzmu, założycielka Towarzystwa Teozoficznego...

Od tamtej pory wartość dziełu nadawały subiektywne przeżycia artysty. Pokażę panu tutaj coś na moim rysunku. Oto jest obiekt, czyli dzieło sztuki. Emituje ono „art-waves” („fale artystyczne”). To są takie cząsteczki, które wchodzą do głowy obserwatora, ale zazwyczaj z jej tyłu wychodzą. Wymyśliłem takie urządzenie –„art-stopper” (Aleksander Melamid naciąga na poziom swojego czoła grubą opaskę, do której przymocowany jest wąski prostopadłościan zasłaniający tył jego głowy). Kiedy idę do muzeum, zakładam to, żeby promienie się zatrzymywały (śmiech).

Ale marksizm z założenia odrzucał wszelki mistycyzm...

On pretendował do tego, żeby być światopoglądem naukowym. I początkowo wyszło tak, że ZSRR poparł modernizm w sztuce. Tym samym ów nurt kojarzony jest z socjalizmem, z komunizmem. To jednak nieporozumienie. Tak naprawdę modernizmowi dużo bliżej do faszyzmu. Byli tacy włoscy myśliciele: Julius Evola i Giovanni Gentile...

Evola był przez jakiś czas związany z futuryzmem...

Tak. I trzeba tu jeszcze wymienić włoską dziennikarkę Margheritę Sarfatti. To była wspaniała kobieta, poznałem jej prawnuczkę. Margherita Sarfatti pracowała jako redaktor działu kultury w gazecie „Avanti”. Wtedy redaktorem naczelnym tego medium był Mussolini. Sarfatti pisała mu manifesty. I była też jego kochanką. Zresztą trzeba tu napomknąć, że była ona Żydówką. Tak więc manifesty faszystowskie pisała Żydówka. Przy czym Mussolini nie był antysemitą. Dopiero potem, w roku 1938, Niemcy zmusili go do prowadzenia antysemickiej polityki. Mogę to tylko podsumować słowami: wszystko, co wiemy, to jest nieprawda.

Jak to rozumieć?

Cała rozpowszechniona wiedza o historii kultury jest załgana, to jedno wielkie kłamstwo. Niech pan zatem nie ufa książkom z zakresu dziejów sztuki. Trzeba myśleć samodzielnie.

– rozmawiał Filip Memches

● Aleksander Melamid dla Tygodnika TVP: Większość Żydów to nie są ani Einsteinowie, ani straszni przestępcy
● Filip Memches: Berman, Brystiger i inni


Zdjęcie główne: Aleksander Melamid „Dziesięć portretów innych Żydów XX wieku”. Fot. kolaż zdjęć ze zbiorów autora
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Przyśpieszony kurs przemian obyczajowych
„Teściowie” są znakomici. „The End” zjada własny ogon. „Czarna owca” jest gdzieś pośrodku.
Kultura Poprzednie wydanie
Człowiek, który wymyślił piekło
700 lat po śmierci Dantego świat czci jego geniusz, ale podąża w kierunku dokładnie przeciwnym, niż wskazywał włoski poeta.
Kultura Poprzednie wydanie
Francuzi opłakują w Belmondo swoją niegdysiejszą wielkość
Żyje jeszcze drugi francuski idol: Alain Delon, ale z nim mają relację o wiele mniej kumpelską.
Kultura Poprzednie wydanie
Co Gołas czytał z mankietów i czym popijał nalewkę o poranku?
Wielu pamięta go z filmów, wszyscy – z kabaretowej piosenki „W Polskę idziemy”.
Kultura Poprzednie wydanie
Nici z demokracji
Ile godzin musiała spędzić z igłą w ręku, żeby zaprotestować przeciw temu, co dzieje się w jej ojczyźnie?