Historia

Moskwa odmówiła ustępstw. Jeśli Polakom się nie podoba, mogą iść do diabła

Zajęliśmy miejsca przy stole, przy którym miał być podpisany układ. Eden usiadł pośrodku, Churchill po jego lewej stronie. Ja dalej w lewo, na rogu, Sikorski na prawo od Edena. Polski pan na próżno kombinował; los z niego zakpił: siedział wprawdzie na prawo od Edena, za to ja znalazłem się obok Churchilla.

„Dzienniki” Iwana Majskiego to rzecz w pewien sposób niesłychana. Autor był sowieckim ambasadorem w czasach, kiedy w jego ojczyźnie trwały stalinowskie czystki i każdy partyjny funkcjonariusz raczej palił i niszczył swoje notatki. A zapiski Majskiego nie dość, że powstały, to jeszcze przetrwały w czeluściach archiwów.

W Polsce znamy jego nazwisko z umowy Sikorski-Majski, którą obaj panowie podpisali w imieniu swoich rządów 80 lat temu w Londynie – a nad którą prace rozpoczęli 11 lipca 1941 roku. Jej katalizatorem byli Winston Churchill, premier rządu Wielkiej Brytanii i Anthony Eden, brytyjski minister spraw zagranicznych.

Umowa stała się w jakiś sposób niezbędna, kiedy Hitler zaatakował 22 czerwca 1941 roku Związek Sowiecki, z którym wcześniej pozostawał w silnym sojuszu potwierdzonym paktem Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku . Na skutek tego paktu i jego tajnych protokołów możliwy był tak zwany czwarty rozbiór Polski dokonany po agresji sowieckiej na Polskę, 17 września 1939 roku. Ogromna część państwa polskiego i jego mieszkańców znalazła się pod okupacją sowiecką: setki tysięcy ludzi wywieziono wraz z dziećmi i starcami do łagrów, polskich oficerów – jeńców z 1939 roku zamordowano (o czym w 1941 roku jeszcze nikt nie wiedział). Stalin skreślił Polskę z mapy, co widać także w notatkach Iwana Majskiego. Po ataku Hitlera przerażony Stalin zaczął myśleć o szukaniu wsparcia i sojuszy. Wielka Brytania podjęła dyplomatyczną akcję.

Bohaterami umowy Sikorski-Majski są Władysław Sikorski, premier RP na Uchodźstwie i naczelny wódz Polskich Sił Zbrojnych oraz Iwan Majski, ambasador sowiecki w Londynie. Jakim cudem ocalał, nie wie nikt – a został odwołany do Moskwy, gdy w kwietniu 1943 roku po odkryciu przez Niemców grobów katyńskich, Stalin postanowił zerwać stosunki z RP – i winą za katyński mord obciążyć Niemców. Majski opuścił Londyn 3 lipca 1943 roku, dzień później w Gibraltarze zginał Sikorski. Ale o tym już w dziennikach Majskiego nie przeczytamy.



Polski czytelnik dostaje do rąk dość niezwykłe dzieło: dzienniki Iwana Majskiego prowadzone w latach 1934-43. Wydobył je z moskiewskich archiwów izraelski historyk Gabriel Gorodetsky , który pracował nad nimi w Oksfordzie, gdzie jest profesorem w All Souls College; był też założycielem i wieloletnim dyrektorem Ośrodka Studiów Rosyjskich na Uniwersytecie w Tel Awiwie. Pisze o Majskim chwilami z podziwem : „Uderzył mnie w tym materiale bezpośredni i szczery ton, jasność i przenikliwość spostrzeżeń, a także znakomita proza”. Zgodzić się można bez zastrzezeń tylko z ostatnią opinią, bo rzeczywiście Iwan Majski umiał pisać, w więzieniu napisał nawet powieść. Ale bezpośredni i szczery ton w dzienniku? Kiedy? Wtedy, gdy z głęboką pogardą Majski wyraza się o Litwie, Łotwie i Estonii, że to „tylko Pribałtika” , rosyjska sprawa i nikomu nic do niej? Kiedy z cynizmem pisze o polskich sprawach, zresztą nie aż tak często? Jasność i przenikliwość spostrzeżen? W notatkach pisanych ze świadomością, że w ambasadzie nieustannie czuwa funkcjonariusz NKWD?

We wprowadzeniu Gorodetsky’ego czytamy: „Majski (1881-1975) spędził na emigracji w Londynie dwa lata podczas I wojny światowej, poźniej dwa lata jako chargé d’affaires ambasady w latach dwudziestych, wreszcie przez jedenaście lat pełnił funkcję ambasadora; krąg jego znajomych był więc niezwykle szeroki. Utrzymywał bliskie stosunki z elitami politycznymi i rządowymi Wielkiej Brytanii, a także z intelektualistami i artystami, miał więc doskonałe warunki do obserwacji. Sporządził notatki z rozmów – między innymi – z pięcioma brytyjskimi premierami: Davidem Lloydem George’em, Ramsayem McDonaldem, Stanleyem Baldwinem, Neville’em Chamberlainem i Winstonem Churchillem, a także z królem Jerzym V i Edwardem VIII oraz z całą plejadą najznakomitszych postaci, takich jak Anthony Eden, lord Halifax, lord Beaverbrook, lord Simon, Nancy Astor, Samuel John Hoare, Herbert Morrison, Clement Attlee, Sidney i Beatrice Webbowie, Hugh Dalton, Stafford Cripps, John Maynard Keynes, John Strachey, Robert Vansittart, Joe Kennedy, Harry Hopkins, Jan Christian Smuts, Jan Masaryk, Bernard Shaw i H.G. Wells, by wymienić tylko niektórych.”

„Dzienniki Majskiego” dostajemy w wyśmienitym przekładzie Anny Maziarskiej – Żukowskiej, skądinąd głęboko zaangażowanej w działania patriotyczne i edukacyjne prowadzone przez Fundację im. Jacka Maziarskiego. Fragment publikujemy dzięki uprzejmości i za zgodą Wydawnictwa Bellona.
Dzienniki Iwana Majskiego opracował izraelski historyk Gabriel Gorodetsky
30 lipca

Dziś wreszcie podpisaliśmy traktat sowiecko-polski! Aż trudno w to uwierzyć. Nowikow, Korż, Zinczenko, Zonow (urzędnicy ambasady, niektórzy także central spraw wewnętrznych takich jak NKWD; dla przykładu Nowikow był „cieniem” Majskiego, jeździł z nim nawet wtedy, gdy minister Eden żadał, aby Majski orzybył sam – przyp.red.) i ja przybyliśmy do F[oreign] O[ffice] o 4.15 po południu. Padał deszcz, ciemne, szare chmury zasnuwały niebo. Weszliśmy do salonu. Opowiadałem naszej młodzieży, że kiedyś w tym samym pokoju odbywały się spotkania w sprawie „nieinterwencji” w Hiszpanii. Zanim skończyłem, pojawił się Sikorski w mundurze generalskim, w towarzystwie marszałka polskiego sejmu i kilku ministrów […].

Eden spojrzał na zegarek i rzucił spiesznie: – Nie ma jeszcze premiera… Potem, jakby przepraszająco, dodał: – Wie pan, premier lubi po lunchu zdrzemnąć się godzinkę. Taki ma zwyczaj. Będzie lada chwila.

Położył rękę na ramieniu Sikorskiego, odprowadził go na bok i szepnął polskiemu premierowi kilka słów. Po czym podszedł do mnie, podobnie położył mi dłoń na ramieniu i lekko zakłopotany powiedział przyciszonym głosem: – Proszę wybaczyć głupie pytanie. Podczas podpisywania będę siedział w środku. Nie ma pan nic przeciwko temu, by generał siedział po mojej prawej stronie, a pan po lewej? To w końcu premier…

Roześmiałem się serdecznie i odparłem: – Bardzo proszę! Nie miejsce zdobi człowieka…

Eden odetchnął z ulgą i dodał radośnie: – Bardzo panu dziękuję.

Churchilla wciąż nie było. Obecni krążyli bez celu po pokoju Edena. Strang i Nowikow kręcili się wokół stołu, przy którym miało się odbyć złożenie podpisów. Stół ten, długi i przykryty suknem, stał z boku, na prawo od stołu, przy którym Eden zwykle przyjmował gości, pod ścianą z popiersiem Pitta.

Polska u boku Hitlera rusza na Sowietów. Co by było, gdyby…

Namiestnikiem Adolfa Hitlera w Polsce zostaje Władysław Studnicki, zwolennik sojuszu z Niemcami. Powołuje dwie dywizje Waffen-SS, aby na nich oprzeć obronę kraju...

zobacz więcej
Sikorski zwrócił się do mnie po francusku. Bardzo się cieszył, że podpisujemy układ. Dawno doszedł do wniosku, że Polska nie może bez końca lawirować między sąsiadami ze wschodu i zachodu. Musi wybrać: albo z Niemcami przeciw Rosji, albo z Rosją przeciw Niemcom. Sikorski zawsze uważał, że Polska powinna iść z Rosją przeciw Niemcom. Zaczął realizować tę linię jeszcze w roku 1925, kiedy był ministrem spraw wojskowych. Niestety, przeważyły w polskiej polityce inne prądy, a ich efekty widoczne są dzisiaj. Sikorski z głęboką satysfakcją myślał o podpisaniu układu, który – miał nadzieję – okaże się punktem zwrotnym w historii Polski i stosunków Polski z Rosją.

Oznajmił też, że dowódcą polskiego wojska w ZSRS postanowił mianować generała Andersa, który w tej chwili jest trzymamy w więzieniu, a ambasadorem w Moskwie – Kota, swojego ministra spraw wewnętrznych, radykalnego działacza partii chłopskiej. Sikorski skinął na Kota i zaczął z nim rozmowę o czekającej go pracy w ZSRS. Wspomniał w pewnej chwili, że jednym z zadań Kota będzie zorganizowanie w Moskwie komitetu pomocy dla obywateli polskich, którzy w wyniku układu zostaną objęci amnestią.

Kot zapowiedział, że chce przede wszystkim wysłać do Moskwy dwóch czy trzech ludzi, swoich przyszłych współpracowników w ambasadzie; on sam wyjedzie później, mniej więcej za parę tygodni. Skarżył się na słabe zdrowie, niepokoiła go przyszłość. (…). Nagle jakby wiatr wionął przez pokój. Wszyscy ucichli i obrócili wzrok ku drzwiom: w progu pojawił się premier. Uwaga Edena była trafna. Churchill najwyraźniej dopiero co wstał z łóżka. Widać to było po jego obwisłej twarzy, zaczerwienionych, nieco załzawionych oczach i ogólnie zaspanym wyglądzie.

W czarnej marynarce i spodniach w paski, szeroki w barach, krępy, zawsze z pochyloną głową – prawdziwy buldog angielski – z półuśmiechem powiódł wzrokiem po obecnych. Eden pospieszył go przywitać i poprowadził na środek pokoju.
Lunch wydany w sowieckiej ambasadzie w Londynie przez ambasadora Iwana Majskiego w 1941 roku. Przy stole siedzą brytyjski premier Winston Churchill (trzeci z lewej), obok niego ambasador ZSRR i gen. Władysław Sikorski (drugi z prawej). Fot. Picture Post/Hulton Archive/Getty Images
Sikorski przedstawił Churchillowi swoją „świtę”, ja swoją. Przeszliśmy do rzeczy. Było już wpół do piątej. Zajęliśmy miejsca przy stole, przy którym miał być podpisany układ. Eden usiadł pośrodku, Churchill po jego lewej stronie. Ja dalej w lewo, na rogu, Sikorski na prawo od Edena. Polski pan na próżno kombinował; los z niego zakpił: siedział wprawdzie na prawo od Edena, za to ja znalazłem się obok Churchilla. (…).

Wreszcie procedura podpisywania się kończy (…). Ściskamy sobie dłonie i żegnamy się. Kamerzyści chcą sfilmować Sikorskiego i mnie, jak podajemy sobie ręce. Spełniamy ich życzenie. Wychodząc, Churchill mówi do mnie: – Jestem gotów pomagać wam, jak tylko mogę. Jeśli będzie pan miał w tej sprawie jakieś przemyślenia, proszę do mnie przyjść. Porozmawiamy.

(Komentarz redaktora tomu, prof. Gabriela Gorodetsky’ego: 4 lipca Majski poinformował Edena, że rząd sowiecki opowiada się za ustanowieniem niepodległego narodowego państwa polskiego „w granicach etnograficznych”. Sikorski nalegał jednak, by Sowieci uznali polską suwerenność i prawomocność jego rządu i wolał w tym momencie nie dyskutować o granicach. Po dłuższych targach za pośrednictwem Edena osiągnięto kompromis, po którym 5 lipca doszło do pierwszego spotkania Majskiego i Sikorskiego na „neutralnym terytorium” gabinetu Cadogana. Sikorski gotów był podpisać układ dopiero z chwilą, gdy Rosja odstąpi od porozumienia z Niemcami z 1939 roku.

Ile razy Anglia zdradziła Polskę? Nielojalny sojusznik

Neville Chamberlain, Winston Churchill, Clement Attlee. Poczet wiarołomnych brytyjskich premierów.

zobacz więcej
Wychodząc, powiedział do Majskiego: – Nie powinniście byli nigdy zawiera w 1939 roku paktu z Niemcami; powinniśmy byli przez cały czas walczyć ramię w ramię. – Majski, jak twierdził Cadogan, „przyjął to bardzo dobrze, roześmiał się i powiedział: ≫Wszystko to już historia≪”.

Eden wynegocjował porozumienie, które podpisano 30 lipca. Rosjanie odstąpili na chwilę od żądania Polski „etnicznej”, a Polacy zrezygnowali z domagania się, by Sowieci uznali ich przedwojenne granice. Rosjanie zgodzili się też uwolnić polskich jeńców wojennych i ich uzbroić. Jednak dokonany potajemnie w Katyniu mord na polskich oficerach sprawił, że pojawiła się ogromna rozbieżność w szacunkach liczby jeńców, co stało się poważnym i trwałym przedmiotem sporu).

31 lipca

Podsumowuję pewne szczegóły polskich negocjacji po spotkaniu z Edenem (11 lipca), podczas którego sformułowałem „cztery punkty” stanowiące podstawę porozumienia sowiecko-polskiego.

Polacy, oczywiście, mimo że na pozór zgodzili się ze mną podczas spotkania, nie zadowolili się moimi propozycjami, ale zaczęli je „poprawiać”. Z takimi „poprawkami” jest kłopot. Zawsze wszystko gmatwają i komplikują.
Szef dyplomacji brytyjskiej Anthony Eden i ambasador ZSRR w Londynie Iwan Majski. Fot. Picture Post/Hulton Archive/Getty Images
Na początek zaproponowano „poprawki” do czterech głównych punktów:

1. W moim pierwszym punkcie było stwierdzenie, że „w odniesieniu do Polski” porozumienia sowiecko-niemieckie z 1939 roku tracą moc. Dla Polaków to było za mało. Próbowali pod rozmaitymi pozorami przepchnąć przynajmniej pośrednie uznanie przez nas granic z 1921 roku. Przeciw takim zamiarom oczywiście kategorycznie protestowaliśmy i choć ostatecznie przyjęliśmy formułę „traktaty […] dotyczące zmian terytorialnych w Polsce”, nie zgodziliśmy się na choćby najbardziej mgliste uznanie dawnych granic.

2. W czwartym moim punkcie znalazło się oświadczenie, że ZSRS wyraża zgodę na sformowanie na swoim terytorium wojska polskiego. To także Polacy zaczęli „poprawiać”. Nie chcieli się zgodzić, by dowódcę wojska mianował rząd polski w porozumieniu z rządem sowieckim. Chcieli także ograniczyć podporządkowanie wojska polskiego najwyższemu sowieckiemu dowództwu wojskowemu tylko do okresu, w którym działania wojenne będą się toczyły na terytorium ZSRS. To oznaczało, że gdy tylko Armia Czerwona i wojsko polskie przekroczą w trakcie kontrofensywy granice sowieckie (a Sikorski skłaniał się ku interpretacji granic sowieckich zgodnie z traktatem ryskim z 1921 roku), armia polska przestanie podlegać naszemu dowództwu. I wreszcie Polacy żądali zawarcia odrębnej konwencji dotyczącej dowodzenia, organizacji i wykorzystania polskiego wojska. Długi spór na temat tego punktu doprowadził do tego, że Polacy w końcu zgodzili się na mianowanie dowódcy za aprobatą rządu sowieckiego i usunęli zastrzeżenie dotyczące podporządkowania polskiego wojska naszemu dowództwu jedynie na terytorium ZSRS. My z kolei zgodziliśmy się zawrzeć konwencję wojenną regulującą wszystkie sprawy związane z istnieniem polskiej armii.

3. Trzecim punktem, którego w moim planie nie było, a który wywołał wiele dyskusji, była kwestia zwolnienia polskich więźniów znajdujących się w ZSRS (nie tylko jeńców wojennych, ale także cywilów). Tu ostatecznie wyszliśmy naprzeciw oczekiwaniom Polaków i obiecaliśmy, że po przywróceniu stosunków dyplomatycznych ogłosimy amnestię.

Dwa tygodnie w zawieszeniu

Moskwa, wrzesień 1939. Dlaczego polski ambasador Wacław Grzybowski nie przewidział zagrożenia?

zobacz więcej
4. Wreszcie czwartym punktem, też budzącym kontrowersje, choć już nie tak poważne, było życzenie Polaków (zwłaszcza Zaleskiego, ponieważ stracił majątek w tej części Polski, która przeszła do nas), by zagwarantować rozpatrzenie w przyszłości roszczeń materialnych – publicznych i prywatnych. Zgodziliśmy się na to w końcu, ale zaproponowaliśmy, by punkt ten zapisać w tajnym protokole, co też zostało zrobione. Początkowo zaproponowaliśmy włączenie do protokołu słów „wzajemnych roszczeń”. Polacy gwałtownie zaprotestowali. Wtedy Eden zaproponował kompromis: „Różne roszczenia materialne”, co zaakceptowaliśmy, jako że taka formuła daje i nam możliwość przedstawienia Polakom naszych starych i nowych rachunków.

Spory o „poprawki” ciągnęły się przez trzy tygodnie. Zdarzały się momenty dramatyczne. Kiedy na przykład Polacy upierali się przy zamiarze przepchnięcia pośredniego uznania granic z 1921 roku, wpadłem w złość i poprosiłem Edena [brak daty] lipca, by powiedział Sikorskiemu, że jeśli nie ustąpi, zawiadomię rząd sowiecki, że kontynuowanie negocjacji jest bezcelowe i będę rekomendował powrót do koncepcji Polskiego Komitetu Narodowego, z której zrezygnowaliśmy ze względu na sprzeciw Polaków. Groźba podziałała i punkt pierwszy układu został przyjęty w wersji dla nas do zaakceptowania.

Podobnie, kiedy pod koniec rozmów Sikorski zaczął wymyślać coraz to nowe poprawki do artykułu czwartego (wojsko) i do protokołów, Moskwa nie wytrzymała i oznajmiła: jeżeli Polacy nie przyjmą już wcześniej uzgodnionych sformułowań, mogą iść do diabła. Obejdziemy się bez nich. To też poskutkowało i Sikorski natychmiast wycofał swoje poprawki.

Bardzo ważną rolę w negocjacjach odegrał niewątpliwie Eden. Skłonny jestem sądzić, że bez niego w ogóle byśmy się z Polakami nie dogadali, a nawet gdyby się to udało, to dużo później. Eden starał się zajmować stanowisko kompromisowe, ale czasem zbaczał z kursu i poświęcał zbyt wiele uwagi życzeniom i żądaniom Polaków. Bardzo lubi Sikorskiego (tak jak wszyscy czołowi angielscy politycy) i to odbijało się na negocjacjach. Ale i tak trzeba mu podziękować.
Ambasador Wielkiej Brytanii w Moskwie Richard Stafford Cripps podpisuje w sowieckiej stolicy pakt o wzajmnej pomocy między ZSRR a rządem brytyjskim w obecności m.in. Stalina (drugi z prawej) i ministra spraw zagranicznych Wiaczesława Mołotowa. Fot. mirrorpix/Mirrorpix/Mirrorpix via Getty Images
Tuż przed podpisaniem wydarzyło się coś dziwnego. 25 lipca powiedziałem Edenowi, że Moskwa odmówiła dalszych ustępstw (jeśli Polakom się nie podoba, mogą „iść do diabła”). 26 lipca Eden powiadomił mnie, że Polacy są gotowi zaakceptować uprzednio uzgodniony tekst.

Podpisanie układu zaplanowano na poniedziałek 28 lipca. Rano 27 lipca Nowikow, Strang i przedstawiciel Polaków, „hrabia Mniszek”, ostatecznie uzgodnili tekst. I nagle, po południu 27 lipca, przyszedł telegram od Crippsa z informacją, że dzień wcześniej spotkał się ze Stalinem i z Mołotowem i uzgodnił z nimi tekst układu z Polską, nieco odmienny od tego, który z takim trudem wypracowano w Londynie.

Najważniejsza różnica polegała na tym, że Crippsowi obiecano w Moskwie całkowitą amnestię dla wszystkich więzionych Polaków, podczas gdy w Londynie ustaliliśmy tylko, że „wszelkie praktyczne kwestie związane ze zwolnieniem polskich obywateli więzionych na terytorium ZSRS będą rozpatrzone pozytywnie po wznowieniu stosunków dyplomatycznych”. Poza tym zgodnie z tekstem moskiewskim protokół o uwięzionych miał zostać upubliczniony, podczas gdy wcześniej Moskwa nalegała na jego utajnienie i było mi bardzo trudno uzyskać od niej zgodę na umieszczenie w komunikacie, który miało wydać Foreign Office w związku z podpisaniem układu, dyskretnej wzmianki o mającej nastąpić rewizji sprawosób więzionych.

Blefowali, że pomogą Polsce. Rzeźnikowi cywili postawili pomnik. I pytają: po co nam była ta wojna? Nocne Anglików rozmowy

Brytyjczyków zmanipulował „mały, antysemicki szakal z Cieszyna”, pretensje Niemiec do Polski były uzasadnione, Churchill był niekompetentny, a potęga imperium i legendarne bitwy to złudzenie – tak konserwatysta obala mity swego narodu o „słusznej wojnie”.

zobacz więcej
Podobnie w drugim protokole (o roszczeniach) usunięte zostało słowo „wzajemnych”, choć wcześniej Moskwa bardzo się przy nim upierała. Z drugiej strony tekst moskiewski przywracał wyraźne oświadczenie, że dowódca armii polskiej będzie mianowany w porozumieniu z rządem sowieckim, podczas gdy w tekście uzgodnionym w Londynie ten warunek pominięto w związku z obietnicą Sikorskiego, że zostanie umieszczony w tekście przyszłej konwencji wojskowej.

Byłem w kropce. Foreign Office też znalazło się w kłopotliwej sytuacji. Cadogan wezwał mnie pilnie z Bovingdon (Edena nie było w mieście) i spytał, czy mam z Moskwy potwierdzenie informacji Crippsa. Nie miałem, pospiesznie więc zapytałem telefonicznie Moskwę, czy wiadomość od Crippsa jest precyzyjna.

Kiedy wróciwszy do ambasady, układałem swój szyfrowany komunikat, zadzwonił ze wsi Eden i poprosił, żebym nie sprzeciwiał się nowej wersji, która jego zdaniem wydaje się lepsza. Obiecał w zamian nieco zmodyfikować w bardziej korzystny dla nas sposób tekst swojej noty do Sikorskiego. Odparłem, że nie zamierzam się sprzeciwiać, pytam tylko, co robić.

28 lipca o trzeciej po południu otrzymałem z Moskwy odpowiedź, która wprawiła mnie w spore zdumienie. Tak, informacja Crippsa była dokładna; nowo uzgodniony tekst powinienem przedstawić do wiadomości Edenowi. Niemniej jednak mój „londyński” tekst podobał się rządowi sowieckiemu bardziej niż „moskiewski”. Po zastanowieniu postanowiłem ostatecznie potwierdzić Edenowi autentyczność „moskiewskiego” tekstu. Rozumowałem tak: ponieważ zgodziliśmy się na amnestię dla Polaków, powinniśmy przynajmniej zbić na tym kapitał polityczny w Anglii, Ameryce i Polsce. W takim razie należy właśnie użyć efektownego słowa „amnestia” i upublicznić odpowiedni protokół.
Iwan Majski w swoim biurze w ambasadzie ZSRR w Londynie. Fot. Tunbridge-Sedgwick Pictorial Press/Hulton Archive/Getty Images
Spotkałem się z Edenem około wpół do czwartej po południu i powiadomiłem go o otrzymanym telegramie. Eden natychmiast zawiadomił Sikorskiego o nowym, „moskiewskim” tekście. Chwycili się go z entuzjazmem. W rozmowie z Edenem Sikorski powiedział, że jest ogromnie poruszony wielkodusznością rządu sowieckiego i w stu procentach gotów do współpracy.

Eden zadzwonił do mnie koło dziesiątej wieczorem. Powtórzył mi słowa Sikorskiego i jeszcze raz podziękował rządowi sowieckiemu i mnie za dobre intencje i mądrą postawę godną mężów stanu.

Koło pierwszej przyszedł kolejny telegram: 28 lipca Mołotow spotkał się z Crippsem i powiedział mu, że ostatecznie rząd sowiecki woli tekst „londyński”. Cripps nie zaprotestował i obiecał natychmiast zawiadomić o tym telegraficznie Edena. Z telegramu jasno wynikało, iż Moskwa bardzo by jednak chciała zawrzeć układ oparty na tekście „londyńskim”. Odpowiedziałem z miejsca, że już jest za późno i szczegółowo wyjaśniłem, co się wydarzyło 28 lipca. Uważam za korzystne politycznie – podkreśliłem też – opublikowanie protokołu o amnestii dla więźniów.

29 lipca spotkałem się z Edenem na lunchu w Foreign Press Association, gdzie wygłaszał przemówienie. Powiedziałem mu o nocnym telegramie. Okazało się, że rano dostał już szyfrowaną informację od Crippsa z relacją o rozmowie z Mołotowem. – Nie zaprotestował przeciw trzymaniu się tekstu londyńskiego! – wykrzyknął Eden, z na wpół udawaną irytacją, mając na myśli Crippsa. – Nic dziwnego! Nie ma pojęcia, z jakimi trudnościami wiązały się te rozmowy. Telegrafowałem już do niego, że jest za późno, by cokolwiek zmieniać.

Późną nocą 29 lipca otrzymałem z Moskwy zezwolenie na podpisanie „tekstu moskiewskiego”. W taki sposób „tekst moskiewski” stał się tekstem układu. Wciąż jednak nie jest dla mnie do końca jasne, co wydarzyło się w Moskwie wieczorem 25 lipca i dlaczego towarzysze Stalin i Mołotow porozumieli się z Crippsem w sprawie „tekstu moskiewskiego”. W rozmowach z Edenem w ogóle byłem w trudnej sytuacji. Kiedy tylko próbowałem bronić „tekstu londyńskiego”, Eden natychmiast zasłaniał się autorytetem Stalina. Cóż miałem na to powiedzieć?

Prezydent nie chce ustąpić. Mission impossible generała

Kolejne próby godzenia emigracyjnych polityków przypominały łączenie ognia z wodą.

zobacz więcej
Osobliwą sprawą były też przemówienia podczas podpisywania układu. Wieczorem 28 lipca, opowiadając mi o swych rozmowach z Sikorskim, Eden wspomniał między innymi, że Sikorski chce podczas ceremonii podpisania układu wygłosić mowę; dodał też, że Foreign Office prześle mi ją następnego dnia, bym mógł się zapoznać z jej treścią. Jednak wieczorem 29 lipca dostałem list podpisany przez Stranga z informacją, że Sikorski po zastanowieniu się, zdecydował, że nie będzie przemawiał. Nie miałem oczywiście nic przeciwko temu i chociaż na wszelki wypadek późną nocą 28 lipca już przetelegrafowałem do Moskwy tezy planowanego wystąpienia, odetchnąłem i nie przygotowałem mowy. Nie byłem mimo wszystko pewien, co rzeczywiście się wydarzy.

Wątpliwości pojawiły się 29 lipca podczas lunchu dla prasy zagranicznej, gdy pod koniec spotkania, całkowicie wbrew programowi, generał nagle poprosił o głos i wygłosił przemówienie, w którym zapowiedział zawarcie układu sowiecko-polskiego. Odniosłem wrażenie, że Sikorski „lubi sobie pogadać”.

Powodowany tymi wątpliwościami zadzwoniłem rano 30 lipca do Stranga i ponownie spytałem, czy Sikorski będzie przemawiał na podpisaniu układu, czy nie. Odpowiedź brzmiała: nie. Sikorski nie wygłosi mowy! Niczego więc z góry nie przygotowywałem.

A jednak ostatecznie generał nie powstrzymał się i przemówił! Co za gaduła! Nie straciłem jednak głowy i zaimprowizowałem kilka słów, trzymając się swoich tez (które zresztą zostały wcześniej zaakceptowane przez Moskwę).
Rok 1940. Konferencja prasowa generała Władysława Sikorskiego w Londynie. Fot. Keystone-France\Gamma-Rapho via Getty Images
Jeszcze jeden szczegół. Chcąc nieco zrekompensować Sikorskiemu naszą odmowę uznania, choćby nie wprost, granic z 1921 roku, Eden obiecał przy okazji składania podpisów pod układem, że rząd brytyjski wystosuje notę, w której oznajmi, że nie uznaje zmian terytorialnych, do jakich doszło w Polsce podczas wojny. Nie oznacza to oczywiście uznania granic z 1921 roku; podczas negocjacji Eden stanowczo powiedział Sikorskiemu, że uznanie dawnych granic przez rząd brytyjski jest poza dyskusją. Niemniej jednak nalegałem, by Eden wystosował jednoznaczne oświadczenie o nieuznawaniu granic. Początkowo sugerowałem mu, by umieścił odpowiednie zdanie w swojej nocie, ale Sikorski się nastroszył i Eden skapitulował.

Potem zaproponowałem włączenie takiego zdania do tekstu parlamentarnego przemówienia Edena na temat układu polsko-sowieckiego. Eden przysłał mi tekst swojego wystąpienia po południu 29 lipca. Przeczytałem go i odesłałem z projektem poprawki. Jednak rano 30 lipca, w dniu podpisania układu, zadzwonił do mnie i stwierdził, że nie może zaaprobować mojej poprawki, ponieważ tekst przemówienia już został przyjęty przez Gabinet i jakakolwiek zmiana wymagałaby nowej zgody rządu, nie mówiąc o kolejnych ciągnących się rozmowach z Sikorskim. Eden nie może się na to zgodzić.

Zaproponowałem więc następujące rozwiązanie. Niech któryś z posłów zapyta Edena po jego wystąpieniu, czy układ oznacza gwarancję dawnych granic Polski, na co minister odpowie jednoznacznie: – nie! Eden zaakceptował tę propozycję, a nawet obiecał zadbać, by takie pytanie padło. I rzeczywiście, konserwatysta McEwan zadał tak potrzebne mi pytanie, na co Eden udzielił mu odpowiedzi, na jakiej mi zależało. Teraz w żadnych okolicznościach w przyszłości Polacy nie będą mogli twierdzić, że Anglia zagwarantowała, choćby pośrednio, granice z 1921 roku. To się przyda. Przy ustalaniu powojennego porządku w Europie sprawa polska będzie jedną z najbardziej skomplikowanych i lepiej być dobrze przygotowanym w tej kwestii.

– Iwan Majski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tytuł od redakcji
odc. 20 – Polityka sowiecka wobec Polski 1941-43
Zdjęcie główne: Podpisanie układu znanego jako Sikorski-Majski, Londyn, 30 lipca 1941. Widoczni od lewej: premier RP i Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Anthony Eden (trzeci z lewej), premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill (czwarty z lewej), ambasador ZSRR w Wielkiej Brytanii Iwan Majski ( z prawej). Fot. NAC
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Syberyjski Rockefeller. Polski milioner w Rosji
Produkował dla Rosjan setki tysięcy wiader spirytusu.
Historia Najnowsze wydanie
Freie Stadt Danzig. Niebezpieczna nostalgia nad Motławą
Ulice były wolne dla brunatnych batalionów.
Historia Najnowsze wydanie
Tłum szturmował samoloty, statki i barki. Amerykańska hańba
To moralna porażka Stanów Zjednoczonych – donosił prezydentowi Fordowi Henry Kissinger.
Historia Poprzednie wydanie
Dekalog dobrego człowieka
Społeczna Krucjata Miłości miała doprowadzić do powstania „nowych ludzi plemienia”.
Historia Poprzednie wydanie
Przestudiowałem „Kapitał” trzy razy
„Inteligencja nasza nieraz, nieświadomie może, przygotowuje grunt dla komunizmu, a sobie szafot” – pisał w 1938 roku ks. Wyszyński.