Cywilizacja

Planeta małp. Odkryto nowe gatunki praczłowieka – kuzynów z Chin i Izraela

Wiele skamieniałości hominidów odkrywanych a to na Jawie, a to w Chinach, a to w Gruzji czy ostatnio Rumunii, których datowanie nie ulega żadnej wątpliwości, coraz bardziej poddaje w wątpliwość hipotezę „Out of Africa” (Wyjścia z Afryki) na rzecz rozwoju gatunku ludzkiego w rozlicznych centrach.

Kilka dni temu usłyszał o nim cały świat: Człowiek z Nesher Ramla. Żył w Lewancie 130 tys. lat temu, jest nieznanym dotąd gatunkiem człowieka. Odkryli go na stanowisku archeologicznym Nesher Ramla i opisali jego bardzo dobrze zachowane szczątki antropolodzy z Uniwersytetu w Tel Awiwie i Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie.



W tym samym mniej więcej momencie świat obiega wieść, że w pewnej chińskiej studni odnaleziono ukryty tam jeszcze podczas inwazji japońskiej zabytek – czaszkę Człowieka-smoka, odkrytą w 1933 roku przez chińskich robotników, budujących most na rzece Sungari (Songhua) w Harbinie, w północnej prowincji Heilongjiang. Aby nie dopuścić do wpadnięcia w japońskie ręce, czaszkę owinięto i schowano w opuszczonej studni. Skamieniałość wypływa ponownie dopiero w 2018 roku, po tym, jak mężczyzna, który ją ukrył, powiedział o niej na krótko przed śmiercią swojemu wnukowi. Dziś chińscy antropolodzy odnaleźli ten ukryty skarb i twierdzą, że dzięki owej czaszce sprzed 146 tys. lat mają w ręku najbliższego kuzyna człowieka współczesnego, znacznie lepiej pasującego antropometrycznie do nas samych, niż neandertalczyk. Jego twarzoczaszka jest niczym nasza.

Czy ma on coś wspólnego z człowiekiem z izraelskiego stanowiska? A może to jest czaszka innego wymarłego naszego kuzyna i przodka – denisowianina? Przecież znamy jego genom, ale czaszki, zwłaszcza twarzoczaszki – absolutnie nie. Chińczycy jednak twierdzą – po antropometrycznych analizach kilkudziesięciu innych prehistorycznych czaszek hominidów, znajdujących się w ich posiadaniu – że widzą tu formującą się nową gałąź na drzewie rodowym Homo. Znacznie nam bliższą niż neandertalczyk. Zachodni antropolodzy są sceptyczni.
150 lat po Karolu Darwinie, a my nadal odkrywamy kolejnych, zupełnie nam nieznanych potencjalnych przodków i bardzo bliskich krewnych rodzaju Homo. Zbyt dawnych jednak, by wydłubać z ich kości DNA i zobaczyć, czy to, że tak jak w przypadku człowieka z Nesher Ramla, mają łuki brwiowe i żuchwę niemal identyczną z neandertalską (brak podbródka), zaś mózgoczaszkę niczym my, ma odbicie w ich genomie. Umiemy doskonale zrekonstruować jego twarz, ale nie wiemy, kim naprawdę był. Nie wiemy, czy z Homo sapiens, naszym bezpośrednim przodkiem, dzielił jedynie technologię łupania kamienia, czy także geny w wyniku międzygatunkowych krzyżówek.

Sprawa nie tak dawnej historii naszego gatunku jest zatem nadal rozwojowa, jak w dobrym kryminale z suspensem. Dzięki pracom takich uczonych, jak prof. Israel Hershkovitz, uda się być może udzielić satysfakcjonujących odpowiedzi, gdzie dotąd królowały liczne konkurencyjne hipotezy. Na przykład: kiedy i gdzie do Europy przybyli przodkowie neandertalczyków? Dlaczego niektóre populacje neandertalskie niosą geny naszego gatunku Homo sapiens sapiens znacznie wcześniej, niż mieli szansę się z nim spotkać w Europie? Tu właśnie pośrednikiem i łącznikiem miałby być lewantyński przodek.

Jednak potencjalnie rozwiązując jedne supełki, zaciskamy inne. Czy mamy odrzucić teorie, uznawane przez dekady za wiodące? Czy wyszliśmy z Afryki? Kto był czyim przodkiem? Im głębiej pójdziemy w czas, który minął, tym więcej drzew.

Żył sobie przodek…

W „O pochodzeniu człowieka” z 1871 r. Darwin spekulował, że ponieważ najbliżsi krewni człowieka – goryl i szympans – żyją w Afryce, ludzkość również wywodzi się z Afryki. Dziś mamy do analizowania znacznie więcej szczątków wymarłych ssaków naczelnych niż za czasów Darwina, a jednak nie wszyscy akceptują teorię pochodzenia człowieka w ujęciu darwinowskim. Nie tyle może tzw. zwykli ludzie, bo tu opinie są istotnie podzielone z przyczyn ideologicznych, ale przede wszystkim uczeni (chodzi o prymatologów – zajmujących się ssakami naczelnymi, antropologów i paleontologów). Mają oni do dyspozycji tysiące szczątków małp człekokształtnych i archaicznych ludzi, ale całych szkieletów nie liczą nawet w setki. Okazuje się, że odkrytych małp kopalnych jest wciąż za mało, żeby opisać tę historię tak, jak przebiegała.

To człowiek udomowił człowieka. Tak straciliśmy pysk, kły i zachowania aspołeczne

Kim byli sprytni osobnicy, którzy oswajali swoich kuzynów?

zobacz więcej
Co do ideologicznego patrzenia na zagadnienie ewolucji człowieka (zwłaszcza z pozycji określanych jako katolicka ortodoksja), niech mi będzie wolno jedynie zauważyć, że światowej sławy prymatolog i antropolog Jane Goodall 60 lat po tym, jak zaczęła obserwować szympansy w ich naturalnym środowisku, zdobyła tzw. katolickiego Nobla, czyli Nagrodę Templetona za 2021 rok. Przyznaje się te niemałe pieniądze (1,5 miliona dolarów USA) i wielki honor w „uznaniu zasług za przerzucanie mostów pomiędzy religią i nauką”. „Jej odkrycia dogłębnie zmieniły postrzeganie inteligencji zwierząt i wzbogaciły nasze rozumienie człowieczeństwa w sposób, który jest zarówno pokorny, jak i wzniosły” – napisano m.in. w uzasadnieniu nagrody. Cóż tu więcej można powiedzieć?

Trzeba zacząć od tego, że nie wiadomo dokładnie kiedy, ale gdzieś miedzy 9,3 a 6,5 miliona lat temu żył ostatni wspólny przodek szympansa i człowieka, nazwanego myślącym. Problemy w ustaleniu dokładnego przebiegu ewolucyjnych zdarzeń biorą się stąd, że analizie poddawanych jest mnóstwo skamieniałości, które są zbyt stare (mają ponad 100 tys. lat i nie pochodzą z wiecznej zmarzliny), aby udało się z nich wydobyć jakiś DNA do badań porównawczych. Dałoby się tu próbować zastosować metody analizy białek zachowanych w odkrywanych szczątkach (tzw. proteomika), ale ta w porównaniu z genomiką dopiero raczkuje i jest znacznie droższa.

– Kiedy spojrzysz na narrację o pochodzeniu hominidów, to jest po prostu wielki bałagan, nie ma żadnego konsensusu – powiedział Sergio Almécija [1}, antropolog z Amerykańskiego Muzeum Historii Naturalnej i pierwszy autor pracy przeglądowej na ten temat w magazynie „Science” z 7 maja bieżącego roku. – Ludzie pracują według całkowicie odmiennych paradygmatów, to coś niespotykanego w innych dziedzinach nauki – dodał. A w podsumowaniu jego pracy możemy przeczytać zdanie trudne do zaakceptowania dla przekonanych – dzięki obrazkom z podręczników do biologii, na których czworonożna małpa coraz bardziej się prostuje, by wejść w nasz świat pewnym krokiem– iż rzecz jest prosta i oczywista. A mianowicie: „Konieczne jest również zaprzestanie przypisywania każdej nowoodkrytej skamieniałości głównej roli, tak, aby wpasować ją do scenariuszy ewolucyjnych, które nie są oparte na testowalnych hipotezach”.
Ta historia ciągle się pisze i niewiele wiadomo na pewno. Nie tylko dlatego, że jako rodzaj ludzki nadal mamy przed sobą nieznaną nam, dłuższą lub krótszą przyszłość. Również dlatego, że przeszłość naszą, mimo olbrzymiej liczby odkryć z zakresu paleontologii, antropologii, archeologii, etnologii, genetyki molekularnej i badań nad językiem – kryją mroki. Wiadomo na pewno, że jesteśmy ssakami naczelnymi, spokrewnionymi najbliżej z linią szympansią wielkich małp człekokształtnych. Ze wszystkimi naczelnymi łączy nas odkryty w USA wymarły Purgatorius – rodzaj bardzo prymitywnego naczelnokształtnego (jeszcze nawet nie lemura) sprzed 65 milionów lat. Oczywiście mamy – jako gatunek i jako jednostki – wspólnego przodka ze wszystkim co żyje i co wymarło. Świadczy o tym wspólna dla wszystkich zbadanych dotąd przejawów życia na Ziemi metoda, w jakiej przechowują one w DNA kodującą ich metabolizm, rozwój i rozmnażanie informację genetyczną.

Bardzo skomplikowana sieć ewentualnych wzajemnych relacji pokrewieństwa między znajdowanymi skamieniałościami wysnuwana jest z trudnych do analizy różnic i podobieństw, na poziomie mocno niekompletnych szkieletów. A skoro nie można porównywać sekwencji ich DNA, to się analizuje metodami antropologii fizycznej tak wielkości osobników i ich czaszek, zwłaszcza zaś puszki mózgowej, jak i sposoby poruszania się. Gdzie istotne jest, czy np. małpa porusza się jeszcze sprawnie pomiędzy gałęziami drzew lub czy podczas poruszania podpiera się na kłykciach rąk. Dokoła nas przetrwało bardzo niewiele gatunków żyjących potomków owych wymarłych małp Starego Świata z epoki miocenu (23-5,3 mln lat temu), od których się wszystko dla nas zaczęło. Wszystkiego żyje dziś kilka wielkich małp człekokształtnych (orangutan, goryl, szympans) i jeden gatunek rodzaju Homo.

Tu warto zwrócić uwagę na terminologię w dziedzinie ewolucji człowieka – dziś głównie anglojęzyczną. Biorąc też pod uwagę, że „ostatni wspólny przodek” to koncept. Nie musimy mieć w rękach skamieniałości takiego stworzenia, a jego istnienie i datowanie jest dziś wysnuwane głównie z analizy sekwencji DNA żyjących obecnie potomków.
Historia ewolucji małp człekokształtnych i ludzi jest w dużej mierze niekompletna. A systematyka wymarłych gatunków, na podstawie skamieniałych szczątków, budzi kontrowersje. Zmienia to bowiem rekonstrukcję naszego pochodzenia i kluczowe jego punkty, takie jak ostatni wspólny przodek. Rys. Almécija i in. „Skamieniałe małpy i ewolucja człowieka”, „Science” 7 maja 2021, https://science.sciencemag.org/content/372/6542/eabb4363
Mamy zatem przedmioceńskie małpy Starego Świata. Ich i nasz ostatni wspólny przodek żył ponad 25 mln lat temu. Wspólnie z ich dziś żyjącymi potomkami tworzymy grupę, zwaną małpy wąskonose, do której należą koczkodanowce (Cercopithecoideas; do nich należy rodzina współcześnie żyjących koczkodanowatych) i człekokształtne (hominoidy). Do człekokształtnych należą gibbonowate i człowiekowate (hominidy), a ich ostatni wspólny przodek z dzisiejszym gibbonem żył ok. 17 mln lat temu. Ok. 2 mln lat później pojawiają się tzw. hominidy, czyli, jak to określano dawniej, dwunożne człekokształtne. Należą tu wielkie małpy człekokształtne i ludzie. Stąd nasz ostatni wspólny przodek z orangutanem żył jakieś 15 mln lat temu. Wreszcie jakieś 11-12 mln lat temu pojawia się ostatni wspólny przodek dla linii prowadzącej do dzisiejszych goryli oraz wspólnego przodka szympansów i ludzi, który jest nieznany i żył (umówmy się gdzieś pośrodku wyżej wspomnianego zakresu, bo niby czemu nie, skoro konsensusu brak) 7,5 miliona lat temu. O linii prowadzącej wprost do rodzaju Homo (dziś noszą nazwę homininów) możemy mówić od co najmniej przełomu miocenu i pliocenu, czyli na pewno ponad 5,5 mln lat temu.

Ale dlaczego?…

To w naszej jako gatunku przeszłości, czasem bardzo odległej, kryją się odpowiedzi na liczne pytania. Dlaczego nasza stopa służy do chodzenia i biegania, a nie chwyta? Dlaczego nasza ręka potrafi i chwycić gałąź, i ulepić garnek, że o ewentualnym namalowaniu Mony Lisy nie wspomnę? Dlaczego precyzyjnie rozróżniamy rozliczne kolory, za to węch mamy słaby? Dlaczego nasz olbrzymi mózg myśli abstrakcyjnie i opracował systemy przekazywania informacji na odległość tak przestrzenną, jak i czasową, od mowy po pismo, a nawet wymyślił sztuczne inteligencje? Dlaczego nie mamy sierści, co czyni nas jedyną dziś żyjącą nagą małpą na Ziemi? Dlaczego zaczęliśmy przygotowywać nasze pożywienie w ogniu? Dlaczego w wielu miejscach globu jako dorośli nadal pijemy i trawimy mleko? Dlaczego z pietyzmem grzebiemy swoich zmarłych?

Nasi najbliżsi żyjący zwierzęcy krewni tego wszystkiego nie umieją. I jest im dobrze. Nasi najbliżsi wymarli krewni ludzcy umieli przynajmniej część tych rzeczy, a jednak już ich tu nie ma. Informacji szukamy dziś głownie wśród szczątków kostnych naszych przodków i w naszym własnym DNA, które przecież po nich odziedziczyliśmy. W każdym z nas znajdują się reminiscencje małpiej przeszłości. Nasza „wewnętrzna małpa” nie lubi np. upadać na kość ogonową, choć podobno pupa nie szklanka. Jest to doświadczenie boleśnie uświadamiające nam obecność w każdym z nas resztkowego ogona, choć, nawiasem mówiąc, małpy człekokształtne też nie mają ogonów.
Postura i zachowania lokomotoryczne żyjących naczelnych są złożone i nie do końca poznane. Trudno np. porównać czworonożność małpy z chodzeniem przy podpieraniu się kłykciami rąk u szympansów. Nie poznano też wielu zachowań np. goryli. Dwunożność zaś istniała już w repertuarze pozycji małp mioceńskich. Jaki procent zachowań stanowiły poszczególne postawy? Rys. Anna Tybel-Chmielewska, opisy w języku polskim dr hab. Jan. Tomasz Kozłowski, profesor antropologii fizycznej z UMK, źr. „Science” 7 maja 2021
Dlaczego poruszamy się na dwóch kończynach a nie na czterech, jak nasi najbliżsi żyjący małpi krewni oraz większość kiedykolwiek zamieszkujących naszą planetę zwierząt kręgowych zwanych czworonogami (Tetrapoda), od płazów po ssaki? Co w tym wypadku było czynnikiem doboru naturalnego, promującym wyprostowaną postawę, której śladów zawsze z takim zacięciem szukamy u naszych wymarłych przodków, analizując ich odnajdywane szkielety? Jak samica australopiteka sprzed 3,2 mln lat nazwana Lucy, znaleziona w 1974 roku w północnej Etiopii. Choć jej czaszka wyglądała „małpio”, to bez wątpienia chodziła na dwóch nogach. Rozpoznajemy to i po kolanach ukształtowanych tak, że były ku sobie zbliżone, oraz po kształcie miednicy. Małpy zaś mają nogi proste i kolana od siebie odległe, co uniemożliwia im długotrwałe chodzenie na tylnych kończynach.

Skąd to się wzięło, pozwala wywnioskować inna legendarna już skamieniałość sprzed 4,4 miliona lat, znaleziona 20 lat później i niecałe 100 kilometrów od Lucy, nazwana Ardi (od Ardipithecus). Ta, w przeciwieństwie do Lucy, żyła w gęstszym lesie. A jednak jej krótka i szeroka u góry miednica świadczy o tym, że chodziła na dwóch nogach, choć jeszcze nie tak sprawnie, jak my. Budowa miednicy Ardi pozwalała jej jednak równie swobodnie wspinać się na drzewa. Zresztą w przeciwieństwie do Lucy i do nas, Ardi miała w pełni chwytny paluch stopy, co pozwalało jej nadal poruszać się wśród gałęzi. Ani Ardi, ani Lucy nie chodziły, jak dzisiejsze szympansy, wspierając się na kłykciach ręki.

Za dwunożność jednak płacimy niezwykłymi obciążeniami naszego unikatowego na skalę światową, wygiętego w literę S kręgosłupa. Co każdy odczuwa, gdy go krzyż boli lub, co nie daj Boże, dysk wypadnie. Na dwóch nogach znacznie też łatwiej stracić równowagę niż na czterech (co może się dla nas, zwłaszcza w starszym wieku, zakończyć dość tragiczne). Wie o tym każdy solidnie podchmielony, a instynktownie wyczuwa to raczkujące niemowlę, zanim odważy się wstać. Gdybyśmy jednak nie stanęli na nogi, nie uwolnilibyśmy rąk. A ręce wolne i zdolne działać w sposób skoordynowany, niezależnie od nóg, przy głębokiej współpracy z mózgiem, mogą zrobić narzędzia, uprawić pole, ulepić garnek i namalować Monę Lisę. Że o wykonaniu operacji neurochirurgicznej nie wspomnę. Uczynić sobie Ziemię poddaną. Stworzyć cywilizację.

Geny kreatywności, czyli czym się różnimy od szympansa i neandertalczyka

Stał się być może bardziej kreatywny w swoich prapraprawnukach. W nas.

zobacz więcej
Odkryte skamieniałości naczelnych i żyjące małpy mają długie palce zakończone paznokciami, tak jak my, a przeciwnie do innych wielkich grup ssaczych w randze rzędu, jeśli spojrzeć na rzecz systematycznie. Jaka siła selekcjonowała u małp chwytne palce? Siedlisko. A dokładnie pożywne delikatne młode listki, kwiaty i powstałe z nich owoce, które są dostępne tylko tym, co potrafią balansować także na zakończeniach gałęzi.

Chodź, pomaluj mój świat

Podobnie rzecz się ma z kolorowym widzeniem. Nasi odlegli małpi przodkowie widzieli żółty, a zaczęli odróżniać czerwony od zielonego czy purpurowy od niebieskiego. Ci bowiem, którzy nie umieli wyszukać barwnych słodkich owoców w oddali na szczytach drzew, gorzej się odżywiali. A zatem zostawiali mniej zdrowego potomstwa.

Widzenie kolorowe zależy od białek, zwanych jodopsynami, które są produkowane w komórkach siatkówki, zwanych czopkami. Posiadane przez nas trzy jodopsyny pokrywają swą receptorową wrażliwością wszystkie długości fal „barwnych” – od fioletowej do czerwonej (widzimy w systemie RGB). Małpy od nas ewolucyjnie odległe (małpy Nowego Świata, szerokonose), np. kapucynki, mają tylko dwie jodopsyny. Na dwóch różnych chromosomach. Nasza jodopsyna 3 sąsiaduje z jodpopsyną 2 na chromosomie X i klarownie gen ten wyewoluował przez duplikację i powolne nagromadzenie mutacji w nowopowstającym wariancie. Tak powstało białko pozwalające nam odróżniać czerwony od zielonego i purpurowy od niebieskiego. [2]

Darmo jednak, jak to zgrabnie ujął Wacław w „Zemście”, nikt nie daje. Rozwinąwszy różnokolorowe widzenie, przestaliśmy się w naszych poszukiwaniach żywności i partnera seksualnego kierować tak bardzo węchem. To znaczy nasi małpi przodkowie przestali. Z 1000 genów odpowiedzialnych za czułość powonienia, aktywnych u drapieżników, np. psa, u naczelnych działa tylko ok. 400. Reszta jest obecna, ale się wyłączyła.

Znane nam dziś najstarsze odkryte narzędzia kamienne, których wykonanie przypisuje się naszym krewnym – australopitekom, mają 3,3 mln lat. Były to reprezentatywne dla tzw. kultury olduwajskiej prymitywne otoczaki do trzymania bezpośrednio w dłoni. Dawniej uważano, że stworzono je po to, by bronić się przed drapieżnikami (jak się nie ma pazurów, to nie bardzo jest czym) i wydajnie oddzielać mięso od kości. Dziś uczeni sądzą, że narzędzia służyły przede wszystkim do rozłupywania kości. Australopiteki (jeszcze nie rodzaj Homo) potrafiły zatem używać swych rąk do wytworzenia narzędzi i posługiwania się nimi. Posiąść pewną umiejętność, rozwijać ją i przekazywać ten kunszt kolejnym pokoleniom. Byli zdolni myśleć w sposób taktyczny, a nie tylko celowy. Dziś zaczynamy się tego uczyć, gdy mamy kilka tygodni.


To wymagało także mózgu doskonalszego niż mają pozostałe ssaki. Mózgu, który wykształciły naczelne będące naszymi przodkami. 40 procent naszego małpiego mózgu jest zaangażowane w widzenie, a specjalny niemały region ciemieniowy zaangażowany jest wyłącznie w koordynację oko-ręka. Cywilizacja, którą stworzyliśmy, dowodzi jednak niezbicie, że czymś się od małp różnimy. Będzie nam być może niemiło usłyszeć, że trzymiesięczny makak spokojnie pokonuje trzymiesięcznego człowieka w teście psychologicznym sprawdzającym stałą obecność obiektu. Co to takiego? Otóż każdy z nas wie, że prezenty gwiazdkowe będą pod choinką, tylko teraz są gdzieś schowane. Innymi słowy, zdolni jesteśmy do przekonania, że „nie widzę tego, ale to jest”, bo widziałem to uprzednio, zanim zostało schowane. Jednak takich reakcji psychologicznych musimy się dopiero nauczyć. I tu małpy, jeśli chodzi o tempo owej nauki, biją nas na głowę.

Nasze dzieciństwo i zależność od rodziców trwają dłuuuuugo. Właściwie powinno nam to ewolucyjnie zaszkodzić – bo dzieciństwo to słabość wobec drapieżnika, nieporadność w zdobywaniu pokarmu, podatność na choroby. Ale… im dłużej jesteśmy dziećmi, tym de facto dłużej się uczymy. Dłużej nabywamy kolejnych i kolejnych nowych umiejętności, nowych wiadomości, nowej mądrości. Nienarażeni, że nas w tym czasie zaraz coś pożre, bo zajmują się nami troskliwie rodzice. Nas mózg zaś – znów: co do wielkości przypadającej na jednostkę masy ciała, unikat na skalę światową – ma 86 miliardów neuronów w samej swej korze, która zajmuje się myśleniem, kojarzeniem, magazynuje niejako naszą pamięć i osobowość. Neuronów połączonych ze sobą w niespotykanie gęstą sieć wymiany informacji. Co do planu budowy, nie różni się on od mózgu nie tylko innych ssaków łożyskowych, takich jak np. owadożerne nietoperze czy gryzonie, ale nawet ryb. Podstawowe geny kontroli rozwoju tego organu działają już u niewątpliwie bezmózgiego lancetnika – jednego z najprymitywniejszych strunowców.

Mózg – trampolina do świata geniuszu

Diabeł tkwi w szczegółach, zwłaszcza szczegółach kory mózgowej. Rozwój tej struktury kontrolują geny właściwe tylko człowiekowi. Mają one za zadanie sprawić, by kresomózgowie (u naszych przodków oddychających jeszcze skrzelami struktura odpowiedzialna zasadniczo za kontrolowanie doznań węchowych) rozrosło się do gigantycznych rozmiarów. Geny owe mają za zadanie zmusić macierzyste komórki neuronów kory mózgowej do nieznanego nigdzie indziej poziomu proliferacji, czyli powstawania kolejnych i kolejnych pokoleń komórek rozwijających się ostatecznie w neurony.

Diagnozujemy świat gorzej niż szympansy w zoo

W danych dotyczących ludzkości błądzą i czytelnicy tabloidów, i uczestnicy zjazdu laureatów Nagrody Nobla.

zobacz więcej
Proces powstawania nowych neuronów w mózgu ludzkim trwa w czasie rozwoju nieporównanie dłużej i jest bardziej wydajny, niż u innych kręgowców, włączając w to szympansy. Opiera się również – dość nietypowo – o namnażanie się komórek zwanych protoplastami podstawowymi, gdy u innych kręgowców są to komórki protoplastów powierzchniowych. Rzecz jest nietrywialna, bo komórki macierzyste u podstawy struktury kresomózgowia mają moc dzielić się we wszystkich płaszczyznach, zaś te powierzchniowe jedynie w jednej. Ta niezwykła przemiana rozwojowa, która wydarzyła się u naszych małpich jeszcze i wymarłych przodków, jest kontrolowana genetycznie.

Około 60 genów zarządzających rozwojem mózgu ludzkiego nawet nie występuje w genomie myszy, zaś ponad 200 da się tam znaleźć, lecz nie są one aktywne podczas neurogenezy. Jeden z tych genów, specyficznych tylko dla człowieka, nazwany ARHGAP11B, według obliczeń specjalistów pojawił się na drodze częściowej duplikacji bardzo powszechnego w naturze innego genu, jakieś 5 mln lat temu. Czyli wtedy, gdy przodek szympansów i przodek ludzi byli już osobnymi i niekrzyżującymi się gatunkami, natomiast zanim kolejny ostatni wspólny przodek dał początek neandertalczykom, denisowianom i ludziom współczesnym.

Być może ten genetyczny skok o brzemiennych dla naszego rozwoju skutkach nastąpił w populacji australopiteków ze wschodnioafrykańskiej kolebki ludzkości, która dała początek Homo habilis/Homo rudolfensis sprzed 2,4 mln lat. Jego puszka mózgowa miała większą objętość niż u australopiteka, a jedną ze znalezionych czaszek tego gatunku charakteryzowała objętość puszki mózgowej 750 centymetrów sześciennych, czyli o połowę większa od mózgu australopiteka, który miał ok. 500 cm3! Niestety, twarz nadal przypominała bardziej małpią niż współczesną nam ludzką, zaliczany zatem bywał w przeszłości do australopiteków, a nie rodzaju Homo, gdzie jest przedstawicielem najdawniejszym. Jego obecność w Afryce jest potwierdzona jeszcze w osadach sprzed 1,5 mln lat. Stąd miał okazję współegzystować tak z plejstoceńskimi australopitekami, jak i z Homo ergaster i uważanym za jego bezpośredniego potomka H. erectus.

W tym miejscu musi się pojawić największy wynalazek ludzkości, czyli ogień. Jak twierdzi w jednym ze swoich esejów – napisanych wspólnie z Johnem A. J. Gowlettem, a opublikowanym 8 lat temu na łamach archeologicznego pisma „Azania” – popularny autor książek o ewolucji człowieka Richard Wrangham, to już być może homininy wcześniejsze od H. erectusa zachowywały czasem przypadkowo pozyskany ogień i zaczęły go okazjonalnie używać już 2 mln lat temu.
Archeologiczna skala czasu, łącząca informacje chronologiczne i geograficzne o skamieniałościach australopiteka. Fot. Encyclopaedia Britannica / UIG Via Getty Images
Także do wrzucenia w niego kawałka mięsa czy innego jadła – co stanowi podłoże tzw. kulinarnej hipotezy ewolucji człowieka (ang. cooking hypothesis), opowiedzianej szerokiej publiczności w książce wydanej w Polsce pod tytułem „Walka o ogień” (ang. Catching Fire: How Cooking Made Us Human, 2009). W ten sposób uzyskuje się wielokrotnie więcej kalorii ze zjadanego pożywienia, gdyż nie trzeba już go godzinami żuć i trawić, puszczając na to wiele „pary w gwizdek”. Wielki przełom lepszego odżywienia mógł znacząco przyczynić się do rozrostu mózgu (obserwowany już u H. habilis) oraz późniejszych zmian w twarzoczaszce (mniejsza mięśniówka i mniejsze zęby, niezbędne do żucia), które obserwuje się już bez wątpienia u H. erectus, będącego już – według Wranghama – „małpą gotującą” na cztery fajerki, że się tak wyrażę. Część paleontologów jednak nadal odrzuca „hipotezę kulinarną” Wranghama. Pierwszym gatunkiem ludzkim, co do którego są świadectwa kopalne korzystania z ognia (mikroskopijne ślady popiołu drzewnego towarzyszące skamieniałościom), był istotnie Homo erectus, ale najwcześniej milion lat temu.

Homo wirus, czyli jak człowiek podbił świat

Z kolei być może H. ergaster (afrykańska wersja H. erectus) sprzed 1,8 mln lat, pochodzący od H. habilis i posiadający rozrastający się płat czołowy mózgu, wytworzył z czasem pierwsze pięściaki – narzędzie kamienne, którym ludzkość posługuje się tu i ówdzie jeszcze do dziś! U tych osobników zanikał już dymorfizm płciowy (różnice w wielkości samców i samic oraz np. w wielkości ich kłów). Może to dowodzić powstawania kooperujących i zorganizowanych większych grup hominidów, o strukturze funkcjonowania przypominającej człowieka współczesnego. Bowiem u naczelnych znacznie większe kły samców niż samic korelują z funkcjonowaniem w niewielkich grupach: samiec plus harem mniejszych samic – tak jest np. u goryli.

Mniej więcej do tego momentu historia naszego gatunku, choć zagmatwana niczym fabuła powieści kryminalnej, zachowuje przynajmniej jedność miejsca. Dzieje się w Afryce. Jednak gatunek nasz, jak inne organizmy, charakteryzuje się immanentną koniecznością ekspansji. Jakże dla nas krytycznie odniósł się do tej tendencji agent Smith w słynnej scenie torturowania Neo w pierwszej części filmowej trylogii „Matrix”. On – program chroniący system przed zagrożeniem – porównał nas, ludzi, do wirusów. Nie wdając się z nim w dyskusję, trzeba przyznać, że odkąd szkielety istot człowiekowatych są znajdowane poza Afryką, sprawa się gmatwa.

Naukowcy hodują mózg neandertalczyka. Stworzyli go z ludzkich neuronów

Można ten miniorgan wszczepić myszy czy małpie i patrzeć, co będzie.

zobacz więcej
Najprościej byłoby przyjąć, że nasz wysoki niewątpliwy przodek o mózgu objętości niecałego 1 kilograma Homo erectus (dosłownie „człowiek wyprostowany”), opuścił Afrykę ponad milion lat temu i skolonizował Eurazję, po drodze mocno rozjaśniając karnację. Dając też szansę na powstanie i ewolucję już poza Afryką archaicznych ludzi: człowieka – neandertalczyka i denisowianina. Na terenie Afryki wyewoluował z niego Homo heidelbergensis, który następnie, jakieś 600 tys. lat temu, ponownie opuścił Afrykę i ponownie skolonizował Eurazję, napotykając tam H. erectus, lub jego potomków. Domniema się, że był on już istotą mówiącą, nagą i czarnoskórą. O potencjalnej umiejętności mowy ma świadczyć rozrośnięty płat czołowy mózgu, odpowiedzialny u nas za tę zdolność. Afrykańska sawanna była zbyt gorąca i stopniowe zrzucanie gęstego owłosienia pozwalało przekształcać torebki włosowe w gruczoły potowe, a więc schładzać skórę. To samo miało na celu zwiększenie powierzchni ciała poprzez wzrost.

Nie da się jednak żyć pod równikowym afrykańskim słońcem bez owłosienia i ze skórą niepigmentowaną. Promieniowanie UVB szybko by taki żywot jednostkowy i populacyjny zakończyło. Oczywiście po opuszczeniu Afryki, podczas kolonizacji rejonów północnej Eurazji, ciemny pigment stawał się zbędny, a nawet szkodliwy. Jego obecność uniemożliwiała bowiem wydajną produkcję witaminy D przy znacznie słabszym nasłonecznieniu. Bez tej z kolei nie ma zdrowego potomstwa. Podobnie – w Afryce ciemna skóra chroniła przed ubytkami w organizmie kwasu foliowego, niszczonego przez promieniowanie słoneczne, a niezbędnego dla prawidłowego rozwoju układu nerwowego płodu. W wyższych szerokościach geograficznych ta ochrona jest zbędna, o ile ciężarna spożywa go dużo w diecie i chroni się przed silną ekspozycją na słońce. Tak genetycznie się zmieniając, „wybielał” już prawdopodobnie H. erectus i inni żyjący na północy jego potomkowie, np. neandertalczyk. A i człowiek anatomicznie nowoczesny, po opuszczeniu Afryki. Zresztą do momentu skolonizowania Azji południowej, gdzie nieco ściemniał ponownie na drodze mutacji genetycznych. Ewoluowaliśmy jako gatunek pod przemożnym wpływem Słońca.
Pojawienie się naszego gatunku Homo sapiens (choć H. heidelbergensis na pierwszy rzut oka wcale się tak bardzo od nas nie różnił) to zjawisko późniejsze, choć też zwykło się przyjmować – za paleontologami Louisem i Mary Leakey’ami – czysto afrykańskie. Około 160 tys. lat temu pojawia się odkryty nad rzeką Auasz w Etiopii nasz najwcześniejszy reprezentant – H. sapiens idaltu, a od 100 tys. lat nasze szkielety nie ulegają już poważnym zmianom. Odkrycia z terenu Maroka sprzed dwóch lat ujawniły jednak pięć szkieletów wyglądających jak najbardziej współcześnie, a datowanych na 300 tys. lat wstecz.

Człowiek jaki jest… każdy wie?

Od tego zatem czasu mamy na kontynencie afrykańskim ślady człowieka współczesnego takiego, jakim jest każdy z nas, czyli tzw. anatomicznie nowoczesnego. Opuszcza on znowu Afrykę i kolonizuje Eurazję i Oceanię, a potem również Ameryki. Krzyżuje się z neandertalczykiem i denisowianinem (albo z odkrytym właśnie w Izraelu kolejnym gatunkiem człowieka – który wcześniej miał okazję krzyżować się z neandertalczykiem) oraz jakimś czwartym archaicznym hominidem, którego skamieniałości jak dotąd nie odkryto – lub może jest to H. erectus, czego potwierdzić nie sposób ze względu na starość szczątków – ale którego ślady genetyczne spostrzeżono klika lat temu w naszym genomie. Co i dziwne nie jest – całą wiedzę o denisowianach do niedawna mieliśmy z jednej kości palca, kilku zębów i niewielkiego fragmentu czaszki. A przede wszystkim z zawartego w nich DNA! Ślady genomu „tego czwartego” gatunku archaicznego człowieka pojawiają się we współczesnych populacjach wysp Azji Południowo-Wschodniej.

To on, człowiek współczesny, 40 tys. lat temu zaistniał w Europie jako człowiek z Cro-Magnon o objętości mózgu 1600 cm3 (my dziś średnio mamy nieco mniej –1350 cm3). Stworzył on liczne kultury: magdaleńską (malowidła naskalne w Lascaux ), oryniacką i wiele innych. Podobnie jak neandertalczyk, grzebał on zmarłych i miał wierzenia, ale ponadto wytwarzał ceramikę, budował stałe domostwa, obserwował ruchy ciał niebieskich. 10 tys. lat temu nauczył się uprawiać ziemię.

Obcinano im palce na znak, że należą do zamkniętej kasty. Elity okaleczonych „szamanów” – malarzy

Wchodzili w głąb europejskich jaskiń, by malować na skałach. Tysiące lat temu podpisywali się odciskiem dłoni – bez kciuka, często bez palca serdecznego i małego.

zobacz więcej
Wiele jednak skamieniałości hominidów odkrywanych a to na Jawie, a to w Chinach, a to w Gruzji czy ostatnio Rumunii, których datowanie nie ulega żadnej wątpliwości, coraz bardziej poddają w wątpliwość hipotezę „Out of Africa” (Wyjścia z Afryki) na rzecz rozwoju gatunku ludzkiego w rozlicznych centrach. Tzw. hipoteza „multiregionalna”, zwłaszcza jej warianty „kompromisowe” proponują tezę, że człowiek wyszedł z Afryki ponad milion lat temu jako H. erectus, by lokalnie ewoluować, ale jego populacje nadal krzyżowały się ze sobą i zachowywały jedność gatunkową (dawały płodne potomstwo). Kolejne zaś dwie fale migracyjne z Afryki – także potomków H. erectus, ale ewoluujących na Czarnym Lądzie – ponownie mieszają się z zastanymi populacjami, a nie je wypierają i zastępują. Tę hipotezę zdają się potwierdzać dane genetyczne, uzyskane na współczesnych populacjach ludzkich (Aborygeni australijscy, lud Chan, rdzenni Europejczycy, Afrykanie i in.) oraz na skamieniałościach nie starszych niż 100 tys. lat. Dopóki nauka nie posiądzie zdolności wydobywania dającego się analizować DNA ze starszych skamieniałości i nie tkwiących w wiecznej zmarzlinie, nie będziemy wiedzieć na pewno, co działo się z naszymi przodkami przez ponad 900 tys. lat naszego rozwoju jako „ludzi niewspółczesnych”.

Wracajmy do początku tej historii i tego tekstu, a zatem artykułu z niedawnego „Science”. Chyba nie mamy innego wyjścia, skoro bardzo stary DNA jest nie do zanalizowania, a skamieniałości jest wiele i bardzo rozmaitych, trudnych do ustawienia w jeden ciąg. Taki ciąg nie istnieje – jest rozgałęzione drzewo rodowe człowieka. Według autorów artykułu istnieją zatem dwa główne podejścia do rozwiązania problemu pochodzenia człowieka. „Z góry na dół” polega na analizie żywych małp człekokształtnych, zwłaszcza szympansów. „Z dołu do góry” zaś kładzie nacisk na małpy wymarłe, niestety słabo znane ze skamieniałości. Na przykład niektórzy naukowcy zakładają, że hominidy pochodzą od przodka podobnego do szympansa, poruszającego się chodem podpartym – na kłykciach palców rąk. Inni twierdzą, że ludzka linia pochodzi od przodka, który bardziej przypomina mioceńskie małpy człekokształtne, poruszające się w inny sposób, np. znacznie chętniej od szympansa wspinających się pionowo i poruszających jedynie na nogach. Te jednak trzeba jeszcze znaleźć w formie dobrze zachowanych kopalnych szczątek, aby się o tym przekonać. Praca z „Science” skupia w sobie przemyślenia nad tym całym galimatiasem kości i hipotez specjalistów z dziedzin od paleontologii po morfologię funkcjonalną i filogenetykę. [3}
Jane Goodall, angielska prymatolog, etolog i antropolog z szympansem, 1995 rok. Fot. Apic/Getty Images
Szczątki kostne człowiekowatych datowane na czas postulowanego rozdzielenia się linii szympansiej i linii, która doprowadziła do rodzaju Homo (która zawierała ardipiteka, orrorina, australopiteka) znaleziono we wschodniej i środkowej Afryce. Ponadto w całej Afryce i Eurazji udokumentowano obecnie ponad 50 rodzajów kopalnych małp człekokształtnych. Jednak wiele z tych skamieniałości wykazuje mozaikowe kombinacje cech, które nie odpowiadają oczekiwaniom badaczy. Żaden „ostatni wspólny przodek” nie chce po rekonstrukcji w całości wyglądać tak, jak wyobrażają sobie takie stworzenie uczeni. Niewykluczone, że głównie dlatego, iż takie znaleziska są mało kompletne. W konsekwencji nie ma naukowego konsensusu co do ewolucyjnej roli odgrywanej przez te skamieliny.

Naukowcy zauważają, że większość historii o ludzkim pochodzeniu nie jest zgodna ze szczątkami kostnymi, które do dzisiaj odkryto. Pozostaje pytanie, czy dalsze ich poszukiwania zmienią coś w tej kwestii, choć np. byłoby cudownie znaleźć skamieniałości ostatnich przodków tak współczesnych goryli, jak i szympansów? Może jednak trzeba także zmienić wyobrażenia i wymagania wobec owego przodka?

Nie wiemy jak dokładnie było, ale wiemy, że obrazki z podręczników, gdzie coraz bardziej wyprostowana małpa idzie najpierw z kijem w dłoni, po czym można ją już współcześnie ubrać, za bardzo upraszczają proces, który trwał co najmniej 6 milionów lat.
[4}

Zaobserwujmy zachowanie kilkuletnich dzieci w zoo przy wybiegach dla małp – pozbawią nas resztek wątpliwości. Jest faktem, że nie trzeba być miłośnikiem Jane Goodall, by z obserwowaną przez nas małpą czuć bliskość znacznie większą, niż ze złowioną przez nas rybą czy zjadanym kurczakiem. Zredukowaną w stosunku do innych ssaków twarzoczaszkę, zwrócone przed siebie wrażliwe na kolory oczy i chwytną rękę o przeciwstawnym kciuku dzielimy ze wszystkimi naszymi małpimi kuzynami. A już rezusy posiadają system pojęć, który umożliwia danej istocie wyciąganie wniosków o stanie umysłu innych istot, czyli tzw. teorię umysłu. Jesteśmy małpą pełną paradoksów. Dwunożną, pozbawioną sierści, o wielkim mózgu, posiadającą władzę nad ogniem, wytwarzającą narzędzia i posługującą się językiem. I nieustannie próbującą zrozumieć siebie samą. Małpą, która koniecznie chce wiedzieć, skąd się wzięła.

– Magdalena Kawalec-Segond

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Bardzo dziękuję pani prof. UAM, dr hab. Katarzynie Kaszyckiej z Instytutu Biologii i Ewolucji człowieka za wiele cennych, krytycznych uwag i korekt na wstępnych etapach pracy nad niniejszym tekstem.
Przypisy:

[1] wypowiedź dla portalu Phys.org: https://phys.org/news/2021-05-human-stories-compatible-fossils.html wróć

[2] Podstawowe sekwencje genów czerwonego i zielonego zgadzają się w 98 procentach. Są wynikiem duplikacji z pojedynczego genu prekursorowego. Ponieważ małpy z Nowego Świata mają tylko jeden taki gen na chromosomie X, duplikacja musiała nastąpić po rozdzieleniu pul genów przodków małp ze Starego i Nowego Świata, gdy Afryka i Ameryka Południowa około 40 milionów lat temu oddzieliły się od siebie z powodu dryfu kontynentalnego.

Ludzie, małpy człekokształtne i większość, jeśli nie wszystkie małpy Starego Świata są trójchromatyczne (dosłownie „trzy kolory”). Mają trzy różne rodzaje jodopsyn na czopkach, co pozwala im rozróżnić niebieski, zielony i czerwony. Natomiast małpiatki, takie jak lemury i lorysy, mają stosunkowo słabe widzenie kolorów, ponieważ są dwuchromatyczne. Rozróżniają błękity i zielenie, ale nie widzą czerwieni. Widzenie kolorów wśród gatunków naczelnych z Nowego Świata jest zaskakująco zmienne. Niektóre z nich są dwu-, a inne trójchromatyczne. Większość samic (ok. 60 proc.) niektórych gatunków potrafi rozróżnić czerwienie. Tak jest w przypadku marmozet, tamaryn, sajmiri i czepiaków. Wszystkie jednak samce tych gatunków widzą tylko błękity i zielenie. Z drugiej strony małpy ponocnicowate są monochromatyczne. Widzą tylko czarny, biały i pośrednie szarości. Rzadkie zaburzenie genetyczne u ludzi, znane jako achromatopsja, powoduje podobną niemożność widzenia kolorów z powodu wadliwych czopków.
wróć

[3] Na jej łamach prof. Almécija twierdzi, że ograniczenia interpretacyjne wynikają z polegania wyłącznie na jednym z tych przeciwstawnych podejść. Badania „z góry na dół” czasami ignorują fakt, że żyjące małpy człekokształtne (ludzie, szympansy, goryle, orangutany i gibbony) są po prostu ocalałymi z dużo większej, a obecnie wymarłej grupy. Z drugiej strony, badania oparte na podejściu „z dołu do góry” mają skłonność do nadawania poszczególnym skamieniałym małpom istotnej roli ewolucyjnej, która pasuje do wcześniej istniejącej narracji. wróć

[4] Portal Phys.org cytuje także wypowiedź innej współautorki pracy opublikowanej w „Science”, antropolog Ashley Hammond: „Żyjące dziś gatunki małp człekokształtnych są gatunkami wyspecjalizowanymi, reliktami znacznie większej grupy małp obecnie wymarłych. Kiedy weźmiemy pod uwagę wszystkie dowody – to znaczy zarówno żyjące, jak i kopalne małpy człekokształtne i hominidy – jest oczywiste, że ludzka historia ewolucyjna odtwarzana wyłącznie na podstawie małp żyjących ma dziś luki”. Skamieniałości małp mioceńskich mają bowiem kombinacje cech, które trudno spotkać u ich dziś żyjących krewnych, za to bywają obserwowane u kopalnych hominidów. „Skamieniałe małpy człekokształtne są niezbędne do odtworzeni punktu wyjścia, z którego wyewoluowali ludzie i szympansy” – podsumowują autorzy. wróć

Źródła:

https://science.sciencemag.org/content/372/6549/1424

https://www.theguardian.com/science/2021/jun/25/massive-human-head-in-chinese-well-forces-scientists-to-rethink-evolution

https://phys.org/news/2021-05-human-stories-compatible-fossils.html

https://science.sciencemag.org/content/372/6542/eabb4363

https://www.tandfonline.com/doi/full/10.1080/0067270X.2012.756754

http://www.sci-news.com/othersciences/anthropology/science-neanderthal-genome-fourth-lineage-01624.html
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Talibowie. Who is who. Przewodnik po władzach Afganistanu
Są w nich nie tylko terroryści, ale też uczestnik negocjacji z Donaldem Trumpem i… były współpracownik CIA.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ze skoczni na rower. Z nart na bieżnię. Z płotków na bobsleje
Primož Roglič i inni sportowcy wszechstronni.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Eksperci – największa plaga Ameryki
Fachowcy od urządzania innym życia wedle naukowych metod.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Dlaczego cukrzycy są bardziej narażeni na ciężki COVID-19?
Czwarta fala może być niewesoła, jeśli wziąć pod uwagę, że w otyłości dobiliśmy do statystyk USA!
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Eurokraci zgrzytają zębami. Francuz gorszy niż Polacy
Kandydat na prezydenta Francji zaatakował podstawy Unii Europejskiej, której przez dekady wiernie służył.