Rozmowy

Współpracowała z Abwehrą? Była bigamistką? Sekretna historia słynnej polskiej aktorki

Bała się wrócić do Polski. Ciążyły nad nią podejrzenia o współpracę z hitlerowcami, miała syna z Niemcem, a do tego władze w Polsce przejęli znienawidzeni przez nią komuniści.

Ina Benita (czyli Inna Florow-Bułhak) w latach międzywojennych była gwiazdą polskiego kina, wielką popularność przyniosło jej role w kilkunastu uznanych filmach, m.in. „Jego ekscelencja subiekt”, „Jaśnie pan szofer”, „Doktór Murek”, „Serce batiara” i „Sportowiec mimo woli”. W czasie okupacji, mimo ogłoszonego bojkotu, występowała w koncesjonowanych przez Niemców teatrach – za zgodą polskiego podziemia. Tajemnicze wojenne i powojenne losy aktorki opisał Marek Teler w książce „Zagadka Iny Benity. AK-torzy kontra kolaboranci”.

TYGODNIK TVP: Dlaczego Ina Benita po II wojnie światowej utajniła swą przeszłość?

MAREK TELER
: Jej wojenna historia była wyjątkowo złożona i skomplikowana, a przy tym pełna niejednoznaczności. Po roku 1939 nie tylko współpracowała z polskim wywiadem przy rozpracowaniu kolaboranta Igo Syma, ale też wykorzystywała swoje znajomości z Niemcami do uwalniania przyjaciół z więzień, m.in. kuzyna amanta filmowego Franciszka Brodniewicza z Pawiaka i aktora Zbigniewa Sawana z Auschwitz. Była przy tym jedną z najpopularniejszych artystek występujących na scenach koncesjonowanych przez niemieckiego okupanta.

W 1943 r. związała się z Hansem Paschem, Niemcem wspierającym polskie podziemie. Bliskie kontakty z okupantem, granie w teatrach jawnych i podejrzenia o działalność w niemieckim wywiadzie… Dla Benity nie było możliwości powrotu do Polski, więc odcięła się od przeszłości i dramatycznych wojennych przeżyć. Na emigracji rozpoczęła nowy etap życia. Milczała, żeby uniknąć pytań, które przywoływałyby tragiczne wspomnienia. O tym, że była przedwojenną gwiazdą kina, nie powiedziała nawet najbliższej rodzinie.

Stała się ofiara pomówień? Była szpiegiem? A może „hitlerowską dziwką”, jak przedstawiła ją na antenie „Fali 49” komunistyczna propagandzistka Wanda Odolska?

Jako informatorka podziemia pojawiała się w miejscach, w których roiło się od niemieckich mundurowych i kolaborantów, np. w mieszkaniu dyrektora teatru Komedia Józefa Artura Horwatha. Kiedy zaś jej przyjaciel Sawan trafił do Auschwitz, interweniowała w jego sprawie u niemieckich urzędników z Pałacu Brühla.

W końcu nadmierne wykorzystywanie przez Inę wpływów u Niemców sprawiło, że sama znalazła się na celowniku wywiadu ZWZ/AK. Działacze podziemia donosili choćby o jej romansie z urzędnikiem propagandy Gerhardem Manzlem. Wykorzystywała tę znajomość, aby interweniować w sprawie więźniów Pawiaka.

Kontrowersyjna i ryzykowna działalność Benity podsycała rozmaite plotki, lecz jednocześnie brak dowodów na to, że zdradziła Polskę. Co ciekawe, wspomniana audycja „Fala 49” Wandy Odolskiej była właściwie jedynym śladem zainteresowania krajowych mediów Benitą w latach bierutowszczyzny. Władze komunistyczne liczyły zapewne na to, że dzięki radiu ktoś pomoże im namierzyć aktorkę, podejrzewaną o współpracę z Abwehrą.

Dlaczego, w odróżnieniu od wielu innych polskich aktorów, nie porzuciła pracy w teatrze w okupowanej przez Niemców Warszawie?
"Zagadka Iny Benity. AK-torzy kontra kolaboranci", Marek Teler, wyd. Bellona 2021
Była właściwie pierwszą aktorką, która otrzymała ofertę występów w teatrze jawnym Komedia od reżysera Romana Niewiarowicza, działającego pod pseudonimem „Łada” w kontrwywiadzie Związku Walki Zbrojnej. Zapewne od początku miała świadomość, że jest to zakamuflowany punkt informacyjny polskiej konspiracji.

Uczestniczyła w spotkaniach organizacyjnych przed otwarciem placówki i zajmowała pierwszą pozycję na sporządzonej przez Niewiarowicza liście artystów, którzy grają w teatrze „za wiedzą i zgodą Polskiego Państwa Podziemnego”. Występowała w polskich sztukach wystawianych dla polskiej publiczności u boku takich gwiazd jak: Kazimierz Junosza-Stępowski, Maria Malicka czy Józef Węgrzyn. Była z zawodu aktorką, więc chciała kontynuować swą pracę nawet w warunkach okupacyjnych.

Roman Niewiarowicz stał się dlań nie tylko reżyserem, lecz także konspiracyjnym zwierzchnikiem?

Niewiarowicz i jego działalność szpiegowska to właściwie materiał na osobną książkę, ponieważ działał jednocześnie w wywiadzie i kontrwywiadzie ZWZ/AK. Kwerenda w Instytucie Pamięci Narodowej pozwoliła mi odnaleźć wiele meldunków „Łady” dotyczących osób podejrzewanych o kontakty z Niemcami. Rozpracowywał nie tylko osoby powiązane ze światem artystycznym, jak Sym, Horwath czy żona Junoszy-Stępowskiego, Jadwiga, ale też rotmistrza Przemysława Deżakowskiego, który zadenuncjował pułkownika Janusza Albrechta. Niekiedy uczestniczył też osobiście w akcjach likwidacyjnych, jak to było w przypadku wspomnianego Deżakowskiego.

W ramach działalności w referacie wywiadu ofensywnego „Wschód” (WW-72) regularnie kursował między Warszawą a Lwowem. Jednocześnie cały czas reżyserował kolejne sztuki w Komedii i nie wzbudzał żadnych podejrzeń ze strony swoich zaprzedanych Niemcom współpracowników z teatru w osobach Syma i Horwatha. Musiał cenić Benitę za jej pomoc w rozpracowaniu Syma, ponieważ na liście aktorów grających w teatrze Komedia za zgodą podziemia wymienił jej nazwisko nawet przed Ewą Stojowską, swą najbliższą współpracowniczką i partnerką życiową z czasów okupacji.

Jaką sceną był Teatr Komedia? Czy, jak inne koncesjonowane przez Niemców teatry, wystawiał antypolski repertuar?

Przede wszystkim Niewiarowiczowi udało się zwolnić Komedię – jako jedyną wśród scen jawnych – od przekazywania części zysku z biletów na dozbrojenie armii niemieckiej. Przemycał też do repertuaru treści patriotyczne, starając się na różne sposoby przechytrzyć niemieckich cenzorów. Wystawiono tam choćby antyniemiecki spektakl „Szpieg” (pod zmienionym tytułem „Obowiązek”), w której padały hasła dotyczące przywiązania do ojczyzny, a – jeśli wierzyć relacji Malickiej – planowano nawet inscenizację „Obrony Częstochowy”. „Jeśli każą nam zagrać coś antypolskiego, to odmówimy” – twierdził Niewiarowicz i faktycznie ze sceny teatru Komedia nigdy nie padło żadne słowo przeciwko ojczyźnie.

Jednak Józef Artur Horwath, dyrektor placówki, był renegatem.

Mówili, że sprzedał Gestapo Hankę Ordonównę. Historia niezłomności i kolaboracji aktorów od czasów okupacji

Chłopcy z konspiracji strzygli i chłostali zdrajców podczas spektaklu, na oczach publiczności.

zobacz więcej
Nazywano go „kanalią”, uznając za osobę zaprzedaną Niemcom. Zagrał w antypolskiej filmowej agitce „Heimkehr” rolę sekretarza wojewody, a po śmierci Syma przejął po nim funkcję naganiacza polskich aktorów do tegoż filmu. Podobno to właśnie on doprowadził do aresztowania i osadzenia na Pawiaku tych, którzy mieli o Symie złą opinię. Jednocześnie jednak ukrywał żydowskie pochodzenie swojej kochanki lub żony Hanki Libickiej i wygłosił płomienne patriotyczne przemówienie na pogrzebie Junoszy-Stępowskiego.

Badając życiorysy dyrektorów teatrów jawnych, można zauważyć, że każdy z nich miał w czasie okupacji jakiś moment, kiedy objawiał „ludzką twarz”. Za chłodnym encyklopedycznym stwierdzeniem „współpracował z Niemcami” kryły się bowiem skomplikowane indywidualne historie, które niejednokrotnie wymykają się jednoznacznym ocenom. Horwath poniósł zresztą za ukrywanie Libickiej najwyższą cenę – jesienią 1943 r. obydwoje zostali rozstrzelani przez Niemców w ruinach warszawskiego getta.

Bojkot scen koncesjonowanych przez niemieckiego okupanta nie powiódł się, ponieważ „gra była bardziej potrzebna niż milczenie”?

Prasa podziemna głosiła hasło: „Tylko świnie siedzą w kinie, co bogatsze, to w teatrze”, ale w końcu sami działacze konspiracyjni przyznali się do niepowodzenia tej akcji. Aktorzy Komedii wspominali, że widownia zawsze była zapełniona, a niektóre spektakle pokazywano nawet po 50 razy! Teatry umożliwiały mieszkańcom Warszawy choć przez chwilę zapomnieć o okrucieństwie wojny i poczuć namiastkę przedwojennego świata, który został im brutalnie odebrany 1 września 1939 r. Istniały też bardziej prozaiczne powody ich popularności. W teatrach nie zdarzały się łapanki i było w nich ciepło, co szczególnie zimą miało dla ludzi duże znaczenie – w okresie okupacji wiele domów pozbawiono ogrzewania.

Niejeden z artystów Komedii był uważany za kolaboranta…

Historia Marii Malickiej jest doskonałym przykładem na to, jak plotki mogą zniszczyć czyjąś reputację. Dzięki wizytom w niemieckich urzędach w towarzystwie dyrektora Komedii Horwatha udało jej się wyciągnąć eksmęża, Zbigniewa Sawana z Auschwitz. Zapłaciła za to wysoką cenę. Po Warszawie zaczęły krążyć pogłoski o jej intymnych relacjach z wpływowymi Niemcami, a nawet jej rzekomym ostrzyżeniu przez polskie podziemie. Tymczasem została jedynie ostrzeżona, żeby przestała występować na scenie koncesjonowanej przez okupanta, a śledztwo Niewiarowicza w sprawie aktorki wykazało jej całkowitą niewinność.

Przypięto Malickiej łatkę kolaborantki, a tymczasem prowadziła działalność konspiracyjną: kolportowała podziemną prasę, zaopatrywała poszukiwanych żołnierzy w fałszywe papiery i udzielała pomocy aktorom w potrzebie. Istnieją też poszlaki wskazujące na to, że pomagała ukrywać żydowskie dzieci i wyrabiać im fałszywe aryjskie dokumenty.

Irena Malkiewicz i Jerzy Pichelski zostali po wojnie ukarani przez Związek Artystów Scen Polskich, a przecież należeli do ZWZ/AK. Tymczasem, dajmy na to, Zachariasz Drożyński czy zwłaszcza Tymoteusz Ortym-Prokulski w Polsce Ludowej odnaleźli się doskonale...
Listopad 1948, proces polskich aktorów grających w niemieckim filmie "Heimkehr" wyprodukowanym w 1941 roku. Od lewej: Michał Pluciński, Juliusz Łuszczewski, Stefan Golczewski i Wanda Szczepańska. Fot. PAP
Działalność komisji i sądów weryfikacyjnych przypadła na koniec lat 40., czyli czasy stalinizmu, w których AK-owców uznawano za „zaplute karły reakcji”. Artyści nie tylko obawiali się ujawnienia swej pracy konspiracyjnej, ale też mieli problemy z jej udowodnieniem. Wielu świadków, mogących ją potwierdzić, zginęło, wyemigrowało lub samemu walczyło o własną reputację przed komunistycznymi sądami.

Drożyński i Ortym-Prokulski, których w czasie okupacji polskie podziemie oskarżało o współpracę z Niemcami, po wojnie zdecydowali się pójść na współpracę z komunistycznymi władzami, dzięki czemu uniknęli represji. Pierwszy z nich, czyli komunistyczny współpracownik „KS-2”, został dyrektorem finansowym teatru Syrena, zaś drugi – informator bezpieki „Karol Malski” – w latach pięćdziesiątych występował jako konferansjer na imprezach estradowych, a następnie wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Był zresztą autorem cyklu artykułów „Gdzie hrabiny były kelnerkami”, w którym w barwny, choć niezbyt obiektywny sposób przedstawił polskie życie artystyczne czasów okupacji.

Napiętnowano jedynie zatrudnionych w teatrach pod dyktatem Niemców – w spektaklach naiwnych, lecz chyba przewyższających poziomem, a zwłaszcza kunsztem wykonawczym!, gros współczesnych polskich kabaretów – zaś występujący w antypolskich widowiskach na scenach sowieckiego Wilna, Białegostoku czy Lwowa przeistaczali się niekiedy w komisjach weryfikacyjnych ZASP-u w prokuratorów.

W czasach komunizmu nie można było ukarać artystów teatrów działających pod okupacją sowiecką, a po 1989 r. było już na to za późno. Nie musieli stawać przed komisjami i sądami weryfikacyjnymi, nie wyciągano im okupacyjnej przeszłości, a nawet – jak pokazuje przykład Jacka Woszczerowicza [aktora, który pracował w teatrach w Grodnie i Białymstoku pod okupacją sowiecką w latach 1939-41, a następnie z Teatrem I Armii Wojska Polskiego wraz z wojskami sowieckimi wrócił do Polski – red.] – sami sądzili koleżanki i kolegów występujących na scenach funkcjonujących pod niemieckim dyktatem. Dopiero w latach 90. – za sprawą badań Janiny Hery czy Edwarda Krasińskiego, a w ostatnich latach dzięki cennym publikacjom Tomasza Mościckiego – zaczęto porównywać repertuar teatrów działających pod obydwiema okupacjami.

W świetle pańskich ustaleń profesor Bohdan Korzeniewski [ceniony teatrolog, historyk, krytyk i reżyser teatralny – red.] przypomina – toutes proportions gardees – inkwizytora Torquemadę.

Jego stosunek do artystów teatrów jawnych jest przede wszystkim trudny do zrozumienia, zwłaszcza biorąc pod uwagę autorytet, jakim się cieszył i wojenne zasługi (m.in. ratowanie bezcennych zbiorów Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego). W latach 1946–1947 wchodził w skład sądu weryfikacyjnego II instancji Związku Artystów Scen Polskich i charakteryzował się surowym podejściem do swoich kolegów po fachu, którzy grali na scenach koncesjonowanych przez niemieckiego okupanta.

Słodki smak kolaboracji

We francuskim teatrze niemiecką okupację zapamiętano jako złoty wiek – mówi amerykański pisarz i dziennikarz Alan Riding.

zobacz więcej
Umniejszał zasługi Niewiarowicza dla konspiracji i kwestionował jego rolę w rozpracowaniu Syma. Zarzucał Andrzejowi Szalawskiemu czytanie komunikatów w niemieckiej „szczekaczce” (ulicznych głośnikach), a Malickiej wypominał zbyt bliskie kontakty z Niemcami. Niedługo po wojnie wiele spraw faktycznie było jeszcze niejasnych, toteż niektóre tezy Korzeniewskiego można usprawiedliwić sprzecznymi informacjami świadków. Powtórzył je jednak w wywiadzie książkowym udzielonym w 1988 roku Małgorzacie Szejnert, zatytułowanym „Sława i infamia”, gdy dysponował już znacznie większą wiedzą.

Liczne błędy profesora zamieszczone w tej publikacji wyliczała Halina Zakrzewska ps. „Beda”, działająca z Niewiarowiczem w wywiadzie „Wschód’, a przy tym dobrze znająca i Korzeniewskiego. Miała mu zresztą za złe, że nie skonsultował z nią wielu omawianych spraw i na bazie własnej intuicji stawiał kontrowersyjne – mówiąc najłagodniej – tezy. „Sława i infamia” cały czas uznawana jest jednak za główne źródło wiedzy o teatrach jawnych i przyczynia się do powielania wielu krzywdzących opinii. Warto przy tym zaznaczyć, że Korzeniewski był przeciwny nazywaniu aktorów teatrów jawnych „kolaborantami”. Ich postępowanie uznawał po prostu za nieposłuszeństwo wobec zarządzeń ZASP-u.

Inne autorytety środowiskowe miały odmienny ogląd sytuacji?

Karol Adwentowicz wiedział bardzo dobrze o działalności Niewiarowicza w strukturach ZWZ/AK, a Stefan Jaracz w chwili zakończenia wojny był już u kresu swojego życia, więc mógł szczerze wyrazić swoją opinię na temat weryfikacji artystów okupacyjnej Warszawy. Wybitnych postaci, które usiłowały przerwać to swoiste „polowanie na czarownice”, było zresztą więcej.

Konspiracyjną działalność Niewiarowicza poświadczał też m.in. ceniony lekarz Aleksander Domaszewicz, a Szalawskiego – Kazimierz Moczarski z Biura Informacji i Propagandy ZWZ/AK, przyszły autor słynnych „Rozmów z katem”. Ten ostatni dwa tygodnie niebawem sam trafił zresztą do więzienia i z wyrokiem dziesięciu lat pozbawienia wolności za służbę w AK. Myślę, że to najlepiej obrazuje warunki, w jakich przebiegała weryfikacja artystów. W mrokach stalinizmu rzetelne zbadanie tematu było po prostu niemożliwe.

Szalawski spędził w więzieniu cztery lata.

W celi zamknięto go za współpracę z Deutsche Wochenschau, czyli kroniką filmową Generalnego Gubernatorstwa. Zatrudnił się tam jako „wtyka” kierowanej przez Niewiarowicza brygady kontrwywiadu ZWZ/AK. Wykradł Niemcom fotografie ukazujące egzekucje w Palmirach i obozy dla jeńców wojennych, a także pomagał w rozpracowaniu aktorów podejrzewanych o współpracę z okupantem.

Nie ukrywał swojej działalności w konspiracji, ale też nie mógł ujawnić niektórych jej szczegółów – aby chronić przełożonych i współpracowników. Pełna szczerość i tak na niewiele by się zdała, a może nawet pogorszyła jego sytuację. W konsekwencji sąd skazał go w 1949 r. za „współpracę z hitlerowcami i działanie na szkodę Narodu Polskiego”. Prośba matki aktora o łaskę nie została uwzględniona, więc odsiedział cały wyrok. Nie ubiegał się o rehabilitację, ponieważ nie wyobrażał sobie ponownego stawania przed sądem. Wojenne przeżycia i powojenna niesprawiedliwość kosztowały go zbyt wiele.
Andrzeja Szalawskiego oskarżono po wojnie o kolaborację z Niemcami, najpierw na trzy lata pozbawiono prawa wykonywania zawodu, potem aresztowano i skazano na 4 lata w więzienia. Odsiedział cały wyrok, wyszedł w roku 1952 na wolność i wrócił do pracy w teatrze oraz filmie. Kadr z filmu "Ostatni po Bogu" w reż. Pawła Komorowskiego, rok 1968. Fot. Forum
Wróćmy do Benity. Jakie były jej dalsze losy? Została aresztowana przez Niemców.

Nie zachował się żaden dokument informujący o przyczynach aresztowania aktorki. Przez wiele lat powtarzano informację, że Ina trafiła na Pawiak za „skalanie rasy” (Rassenschande), czyli romans z oficerem Wehrmachtu, który w ramach kary miał z kolei zostać wysłany na front wschodni. Okazuje się jednak, że jej przyjaciel lub kochanek Gerhard Manzel został skazany za zsyłkę na front już w marcu 1943 r., a Ina trafiła za kraty dopiero 10 miesięcy później. Co więcej, znalazła się tam wraz z Hansem Georgiem Paschem, czyli niemieckim działaczem antyhitlerowskim wspierającym polskie podziemie. Zatem najprawdopodobniej zatrzymano ją za konspirację, a nie zakazaną miłość.

Pierwszy mąż miał wpływ na jej losy okupacyjne?

W czasie okupacji Jerzy Tesławski [Gieorgij Aleksandrowicz Tiesławski, emigracyjny rosyjski pisarz i publicysta, kompozytor, scenarzysta - red.] nawiązał kontakt z organem wywiadowczym Abwehry Sonderstab „R”, którym dowodził Rosjanin Borys Smysłowski. Zamierzali – we współpracy z Niemcami – walczyć z Sowietami, a rekrutowali się głównie spośród dawnych członków Białej Armii. Ina pomagała byłemu mężowi w okupowanej Warszawie, między innymi załatwiając mu pracę autora tekstów kabaretu w kawiarni Bohema.

Kontakty z Tesławskim ściągnęły na nią zapewne uwagę jego przełożonego, a co za tym idzie także innych szemranych postaci powiązanych z Abwehrą, takich jak choćby ukraiński dziennikarz i działacz polityczny Mikołaj Czebotarew.

Nie zachowały się jednak żadne dowody na to, by Benita zdecydowała się na współpracę z Niemcami. Nienawidziła bolszewików, ponieważ zniszczyli jej dom w Kijowie, ale też równie szczerze nienawidziła nazistów za to, że zafundowali Polakom piekło na ziemi.

Z drugim małżonkiem nigdy się nie rozwiodła?

Małżeństwo z operatorem Stanisławem Lipińskim rozpadło się już w marcu 1939 r., czyli niecały rok od ich ślubu. Nie dopełnili jednak formalności związanych z rozwodem, ponieważ w czasie wojny Lipiński został zesłany na Syberię, a po zwolnieniu z łagru trafił do Armii Andersa, z którą przeszedł szlak bojowy. Próba przeprowadzenia przez Benitę rozwodu z Lipińskim w sierpniu 1943 r. zakończyła się, więc niepowodzeniem.

Po wojnie Lipiński bezskutecznie poszukiwał Iny za pośrednictwem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Jednak oboje w ułożyli sobie życie na nowo. On ożenił się z pieśniarką Janiną Jasińską, a Benita miała jeszcze dwóch mężów: Pascha i Lloyda Frasera Scuddera.

Z Igo Symem przed ołtarzem nie stanęła?

Przeżyli krótki i burzliwy romans w latach 1933–1934, kiedy był aktorem filmowym i rewiowym w Warszawie i nie miał jeszcze żadnych kontaktów z niemieckim wywiadem. Pozostawała z nim w przyjaźni do wybuchu wojny, a w czasie okupacji wykorzystywała tę znajomość, aby dopomóc Niewiarowiczowi w rozpracowaniu kolaborującego artysty. Chociaż na zachowanych zdjęciach z teatru Komedia Benita i Sym wyglądają na bliskich przyjaciół, aktorka stanowczo mu odmówiła, gdy oferował jej rolę w „Heimkehr”.

„Granatowa” policja. Kolaboranci czy patrioci?

Po wojnie nie uznano „granatowych” za organizację przestępczą. Zweryfikowano pozytywnie 10 000 funkcjonariuszy. Sześciuset zostało skazanych za wysługiwanie się okupantowi, w tej liczbie było kilka wyroków śmierci.

zobacz więcej
Dyrektora Theater der Stadt Warschau zabito dopiero za trzecim podejściem. Ponoć zginął bez wyroku śmierci?

Według relacji Niewiarowicza wcześniejsze próby zlikwidowania Syma zakończyły się fiaskiem. Za pierwszym razem został pilnie wezwany do Wiednia, a za drugim akcję w ostatniej chwili wstrzymano. Wokół tej śmierci, jak również istnienia lub nie wyroku na gwiazdora-renegata, jest sporo niejasności, które dokładniej przedstawię w biografii aktora „Upadły amant. Historia Igo Syma” (premiera jesienią 2021 r.).

Odkrył pan egipskie i białoruskie epizody w życiorysie Benity…

Nie tylko pomagała Niewiarowiczowi w rozpracowywaniu agentów, ale też sama była przez niego dokładnie prześwietlana ze względu na swoje miłostki. Dzięki zachowanym meldunkom „Łady” dowiadujemy się, że w życiu prywatnym artystki pojawili się dwaj tajemniczy mężczyźni: Egipcjanin Ahmed Mustafa Dissouki, mający przed wojną kontakty z nazistami (odwiedzali prowadzony przez niego w Berlinie „Ciro Bar”) i jednocześnie podejrzewany o współpracę z Intelligence Service – oraz pochodzący z polskiej lekarskiej rodziny bon vivant Eugeniusz Karnicki, który po roku 1939 ogłosił się Białorusinem i zarządzał zajętymi przez Niemców polskimi majątkami.

Po nich nastał tajemniczy Manzel?

Przez dekady uważano, że oficer niemieckiej propagandy, który zawrócił Benicie w głowie, nazywał się Otto Haver i pochodził z Wiednia. Osoby o tym nazwisku nie wymieniają ani rejestry żołnierzy Wehrmachtu, ani przedwojenne księgi adresowe tej naddunajskiej metropolii. Meldunki ZWZ/AK stwierdzają z kolei, że Ina była kochanką lub przyjaciółką Gerharda Ludwiga Manzla, syna rzeźbiarza Ludwiga Manzla i kierownika referatu Musik und Theater w Wydziale Propagandy w Warszawie.

W tych informacjach znajduje się również wiadomość o pośrednictwie Benity w zwalnianiu Polaków z więzień, w czym miał jej pomagać właśnie ów Manzel. Kiedy sprawa jego zaangażowania w pomoc Polakom wyszła na jaw, zdecydowano o zesłaniu go karnie na front wschodni. Zdołał jednak zbiec i wrócić do Warszawy, a o jego dalszych losach opowiadam w książce.

Kolejny niemiecki adorator artystki wylądował w obozie koncentracyjnym.

Wiosną 1943 r. Benita związała się z Hansem Georgiem Paschem, przeciwnikiem hitleryzmu, wspierającym polskie podziemie jako Jan Jerzy Pasz. To wyjątkowo enigmatyczna postać, ale wiadomo, że przed wojną prowadził w Berlinie wypożyczalnię samochodów i podróżował po Europie. Miał też liczne kontakty w świecie artystycznym, a jego żoną była słoweńska aktorka Nives Novy.

Według relacji ich synów, Ingo i Borisa Paschów, Hans Georg pomagał Żydom wydostać się z III Rzeszy. Szczegóły działań Benity i Pascha nie są dokładnie znane. Wiadomo, że trafili razem na Pawiak, skąd 30 lipca 1944 r. jego wywieziono do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Dwa miesiące później został zwolniony, udało mu się odnaleźć ukochaną, po czym wspólnie trafili do Dolnej Saksonii.

Trop aktorki urywał się w Powstaniu Warszawskim...
Ina Benita i Igo Sym w komedii muzycznej "Na fali Eteru" Pawła Leone'a w Teatrze Malickiej w Warszawie w 1938 roku. Fot. NAC/ IKC/ Foto Forbert, Warszawa
Przez wiele lat uważano, że zginęła pod koniec sierpnia 1944 r. w trakcie przeprawy kanałami ze Starego Miasta do Śródmieścia, chociaż pojawiały się relacje świadków, którzy widzieli ją we wrześniu 1944 r. w Śródmieściu, a miesiąc później w Milanówku.

Dzięki zamieszczonym w internecie, pod jednym z artykułów o aktorce, komentarzom wnuka Iny, Grega Scuddera i słoweńskiego polityka Ingo Pascha udało mi się ustalić, że przeżyła wojnę i po jej zakończeniu przebywała kolejno w Niemczech, Francji, Algierii, Maroku i Stanach Zjednoczonych. Rodzina Iny okazała się wyjątkowo życzliwa i z chęcią opowiedziała mi o jej powojennych losach. Wiemy już, że przedwojenna gwiazda polskiej kinematografii zmarła 9 września 1984 r. w wieku 72 lat.

Była bigamistką?

Nie miała żadnych wiadomości o Lipińskim, z którym od marca 1939 r. znajdowała się w separacji, toteż chyba nie myślała o swoim małżeństwie z Paschem w kategoriach bigamii. Chciała poślubić mężczyznę, którego kochała i uregulować kwestie prawne związane z ich synem Tadeuszem. W księgach więzienia na Pawiaku, gdzie dziecko przyszło na świat, zapisano je bowiem pod nazwiskiem Lipiński. Ślub z Paschem w czerwcu 1945 r. i potwierdzenie przez niego ojcostwa ich syna bardzo ułatwiło jej życie, a przy tym umożliwiło zmianę nazwiska i ukrycie się przed poszukującymi aktorki komunistycznymi władzami.

Śmierć Pascha miała wpływ na to, że do ojczyzny już nigdy nie przyjechała?

Zginął w listopadzie 1945 r. w lesie Rüdershausen koło Rhumspringe, gdzie zamieszkał z Iną i synem po zakończeniu II wojny światowej. Była aktorka przez trzy miesiące poszukiwała go po tym, jak zniknął bez śladu. W końcu odkryła, że padł ofiarą zabójstwa na tle rabunkowym, a sprawcą mordu okazali się... polscy robotnicy z lokalnego obozu dla przesiedleńców. Był dla nich Niemcem, nie mogli wiedzieć o jego wojennej działalności na rzecz polskiego podziemia.

Okupacyjne przeżycia i ta powojenna tragedia z pewnością sprawiły, że Benita bała się wrócić do Polski. Ciążyły nad nią podejrzenia o współpracę z hitlerowcami, miała syna z Niemcem, a do tego władze w Polsce przejęli znienawidzeni przez nią komuniści.

We Francji usiłowała powrócić do aktorstwa? Jak to się stało, że opuściła Europę?

Deski teatralne zamieniła na lokale rozrywkowe Lazurowego Wybrzeża. Według wspomnień synów aktorki grała na tamburynie i kastanietach w kawiarnianym zespole, a także okazjonalnie śpiewała na pogrzebach. W czasie jednego z takich występów poznała zresztą czwartego męża, Amerykanina Lloyda Frasera Scuddera ze służby cywilnej United States Air Force, z którym doczekała się drugiego syna Johna Charlesa.

Oskarżeni o kolaborację z Hitlerem. Wywiezieni do Azji

Rosja to wielki zbiorowy narcyz.

zobacz więcej
Lloyd ściągnął ją z do Algierii, a następnie do Maroka, gdzie w Casablance wzięli ślub. A kiedy lotnicy amerykańscy zakończyli swą służbę w Afryce, rodzina Scudderów wyjechała do USA. Po kilku przeprowadzkach zamieszkali w Middletown, gdzie była aktorka spędziła ostatnie 24 lata życia. Zawsze marzyła o Ameryce, choć z pewnością nie przypuszczała, jak wyboistą drogą tam dotrze.

– rozmawiał Tomasz Z. Zapert

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Ina Benita jako Anna, siostra Julci, w jednej ze scen filmu "Ludzie Wisły" z roku 1937. Fot. NAC/ IKC
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Mikrofon, pióro i SB
Wspomina Jarosław Abramow-Newerly.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Za granicą Polacy działają w pojedynkę i w niezgodzie
W tej chwili Ameryka wie wystarczająco dużo o sytuacji na granicy, by stać po stronie Polski – mówi prof. Ewa Thompson z Rice University.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Transseksualiści to osoby zaburzone
„Niezgodność płci” jest tym samym, czym anoreksja – uważa psycholog.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Epitet „faszysta” wprowadziła propaganda komunistyczna
„Faszysta” stał się tym, kogo się nienawidzi i chce wykluczyć z przestrzeni publicznej.
Rozmowy Poprzednie wydanie
We mnie też jest taki Chmielowski, wieczny buntownik
Świat filmowy nie musi się zamykać w obrębie kilku nazwisk.