Cywilizacja

Eutanazja, aborcja, „gejoza”. Choroby Unii Europejskiej

Przykład twórcy wspólnoty Roberta Schumana – wyśmiewanego z powodu codziennej obecności na mszy i pomawianego o „wysługiwanie się Watykanowi” – nie jest ani trochę oderwany od życia. Zamiast go lekceważyć czy wyszydzać, lepiej byłoby przyjrzeć się mu i nim inspirować.

Schuman, jeden z najważniejszych „ojców założycieli” Wspólnoty Europejskiej, dziś rozszerzonej w Unię Europejską, już niedługo może zostać beatyfikowany. Powinien to być powód do wielkiej radości: oto papież ogłosił 9 maja dekret o heroiczności jego cnót, co jest uznawane za przedostatni etap drogi „na ołtarze”. Ale równocześnie sytuacja jest dramatyczna.

Kiedy piszę ten artykuł 24 czerwca 2021, w Parlamencie Europejskim trwają ostatnie przygotowania do głosowania nad tak zwanym Raportem Maticia, który klasyfikuje „aborcję jako środek ochrony zdrowia i prawo człowieka”, ale nie przewiduje takiego „prawa” dla dzieci nienarodzonych. I ostatecznie rezolucja przeszła. 378 głosów było za, 255 przeciw, a 42 europosłów wstrzymało się od głosu.

I nie jest to jedyna stojąca w tak jaskrawej sprzeczności z chrześcijańskim fundamentem UE sprawa. Stosowana na coraz szerszą skalę eutanazja, narastająca chęć wprowadzenia zakazu obrony życiu poczętego, ogarniająca wszystkie dziedziny życia „gejoza” to tylko trzy dziedziny – a wszystkie godzą w podstawy cywilizacji.

Wśród dawnyci obecnych europosłów, eurourzędników i dyplomatów odwołujących się wciąż do chrześcijańskich korzeni coraz częściej słyszy się ton zwątpienia, jeśli nie wręcz pesymizmu: że wzór Roberta Schumana był, owszem, czytelny – ale jego beatyfikacja przychodzi za późno, w Europie nikt już nie pamięta jego dziedzictwa, choć wielu nadal wymachuje sztandarami z jego nazwiskiem i organizuje parady 9 maja, w Dniu Europy. To właśnie w tym dniu, w 1950 roku, ogłoszona została deklaracja Schumana – czyli propozycja wspólnej koordynacji produkcji stali i wydobycia węgla w RFN i Francji, która to deklaracja była zalążkiem integracji europejskiej.

– Zapomina się, ze Schumanowi w pierwszym rzędzie chodziło o pojednanie między Niemcami i Francuzami, a to była intencja z gruntu chrześcijańska – przypomina ks. prof. Piotr Mazurkiewicz z UKSW, wybitny znawca spraw europejskich. – Schuman przecież był świadom, jak wielka część Europy dostała się pod sowieckie panowanie i wiedział, że jeśli pozostała część kontynentu ma się oprzeć sowieckim próbom rozszerzania terytorium, to musi być zjednoczona w tym oporze. A nie dojdzie do tego bez pojednania, bo przecież mówimy o latach tuz powojennych. Do takiego myślenia Schuman był przygotowany jako człowiek głębokiej wiary, bo pojednanie to nie jest naturalny odruch człowieka, to jest wymaganie Ewangelii.

Przypomnijmy, o kogo chodzi

„Luksemburczyk z urodzenia, wykształcony w Niemczech, rzymski katolik z przekonania i Francuz z serca” – mawiał o sobie . Urodził się w 1886 roku i po rozległych, zakończonych doktoratem, studiach prawniczych osiedlił się w Metzu, gdzie prowadził praktykę prawniczą i działał jako świecki katolik.

Do 1918 roku był, nolens volens, obywatelem niemieckim, został nawet powołany jako rezerwista do niemieckich batalionów pracy. Chciał wprawdzie zostać księdzem, ale już wtedy pojawiały się w katolickim świecie prądy duchowe lansujące inny model drogi do świętości: przez pracę i życie codzienne zgodne z wiarą.
Robert Schuman z kardynałem Giovannim Montinim. późn iejszym papieżem Pawłem VI w Mediolanie w 1956 roku. Fot. KEYSTONE-FRANCE/Gamma-Rapho via Getty Images
W latach 1919-40 był posłem, a w 1940 roku, jako sekretarz stanu ds. uchodźców, został aresztowany przez Gestapo i wywieziony do Niemiec. Uciekł i ukrywając się w klasztorach, przedostał się do południowej strefy Francji i przyłączył się tam do ruchu oporu.

W IV Republice (1946-58) Schuman szybko stał się jedną z kluczowych postaci polityki francuskiej – był premierem (1947-48) i ministrem spraw zagranicznych (1948-52). Codziennie był na Mszy świętej, co powodowało, że przeciwnicy zarzucali mu – niczym w stalinowskiej propagandzie stosowanej jawnie w Polsce, a zapewne niejawnie w przeżartej komunistycznymi wpływami Francji – działanie według wskazówek Watykanu.

– Wiara Schumana była totalna, był zatracony w Bogu. Wierzył w Boga bez reszty. Całe jego istnienie było w jakimś sensie zatracone w Bogu. Żył w sercu Boga. To właśnie z tej relacji czerpał on uzasadnienie dla swej działalności politycznej – mówił teraz mówi ks. Bernard Ardura, przewodniczący Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych, a zarazem postulator procesu kanonizacyjnego Schumana. – Jednakże przeżywał on swoją wiarę w sposób dyskretny, nie był zbyt ekspansywny. Nie chodził z wyciągniętym sztandarem, ale wszystkie jego czyny czerpały natchnienie z wiary. Przez cały czas, kiedy żył w podziemiu podczas II wojny światowej, kiedy ukrywał się u trapistów i w innych klasztorach, poznał do głębi św. Tomasza z Akwinu, jego Sumę Teologiczną. Inspirował się również pismami św. Augustyna. Był to człowiek, którego wiara dążyła do zrozumienia. Kochając Boga, chciał Go poznać. A zatem wiara Roberta Schumana była skromna, nieostentacyjna, ale bardzo głęboka i dynamiczna – tłumaczy ks. Ardura (podaję za KAI).

Wartość Europy – Europa wartości

„To trwały wzór dla wszystkich odpowiedzialnych za budowę Europy” – powiedział o nim Jan Paweł II w Parlamencie Europejskim w Strasburgu, w 1988 roku. To Schuman jako pierwszy stawiał tezę „wartość Europy to Europa wartości”.

Czy jednak tę opinię Roberta Schumana o Europie opartej przede wszystkim na wartościach, które zaszczepiło na naszym kontynencie chrześcijaństwo, podzielają politycy zajmujący się dziś kwestiami europejskimi? Jeden z moich, chcących zachować anonimowość rozmówców, stały bywalec chrześcijańskich gremiów w strukturach europejskich, podaje z goryczą przykład projekt konstytucji europejskiej z lat 2003-2004 – ostatecznie nie ratyfikowanej – i jej preambuły, która (wbrew stanowisku wielu krajów i apelom Jana Pawła II) nie odwoływała się do chrześcijaństwa. – O jakim wpływie myśli Roberta Schumana możemy w takim razie mówić? – podsumował pesymistycznie. I podkreślił, że po latach doświadczeń w strukturach europejskich może stwierdzić, że nie tylko nikt tam nie myśli o chrześcijanach z „naszej” części Europy, ale ze chrześcijanie są w ogóle nieobecni ze swoją myślą polityczną czy społeczna.

Czyń dobro. O charakterze i ograniczeniach prawa naturalnego

I Arystoteles, i św. Tomasz zgodzą się, że celem każdego ludzkiego działania jest szczęście.

zobacz więcej
Trudno w tym momencie nie przypomnieć prof. Josepha Weilera, prawnika konstytucjonalisty i zarazem wyznawcy klasycznego judaizmu, który w swojej książce „Chrześcijańska Europa. Konstytucyjny imperializm czy wielokulturowość?” (wydanie polskie Poznań 2003) jasno wykładał, że Europa nie powinna odrzucać swoich chrześcijańskich korzeni.

To właśnie Joseph Weiler w 2010 roku bronił w Europejskim Trybunale Praw Człowieka państwa włoskiego pozwanego przez kobietę, która żądała zdjęcia krzyża ze ściany w szkole publicznej. A gdzie byli wtedy politycy czy samorządowcy, których sama przynależność partyjna powinna stawiać w pierwszym rzędzie obrońców chrześcijańskich wartości?

Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz, w latach 2008–2012 sekretarz generalny Komisji Konferencji Episkopatów Unii Europejskiej COMECE przyznaje: – Rzeczywiście, mamy w Europie problem z partiami chadeckimi, w których słowo „chadecki” oznacza „ chrześcijański”. Politycy tych partii często są chrześcijanami dopiero po godzinie dwudziestej drugiej, w zaciszu swojego pokoju. Jeśli Raport Maticia będzie przegłosowany, to znaczy, że co najmniej połowa posłów w Parlamencie Europejskim nie jest chrześcijanami. Pojawiają się postulaty, że może lepiej byłoby zrezygnować z tego przymiotnika. Nie brakuje tez polityków i stowarzyszeń z nazwiskiem Schumana w nazwie czy statucie, których działalność nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem, ale są w grze, są przy władzy.

– Stąd próby tworzenia nowych partii – wyjaśnia ksiądz profesor – są przez nie bardzo źle przyjmowane, bo jeśli nowe „chrześcijańskie” partie zaczęłyby wygrywać, to stare muszą stracić.

– Obecny projekt Europy – stwierdza ks. Mazurkiewicz – jest zasadniczo w rękach socjaldemokratów i chadeków, a ich wizje dokładnie się pokrywają. Potrzebne jest więc głębokie wsparcie dla osób, które angażują się w działania na rzecz Europy z projektu Schumana, Jana Pawła II i Franciszka. Obecny papież na początku pontyfikatu był pełen entuzjazmu, a dziś tyle już go ubyło. Teraz papież Franciszek już wie, że polityk wychodzi ze spotkania z nim, i mówi to co chce.

„Europo, odnajdź siebie samą! Odkryj na nowo swoje głęboko zakorzenione ideały. Bądź sobą! Nie bój się swojej tysiącletniej historii, która jest bardziej oknem ku przyszłości niż ku przeszłości. Nie lękaj się swojej potrzeby prawdy, która ogarnęła ziemię od czasów starożytnej Grecji, uwypuklając najgłębsze pytania każdego człowieka; twojej potrzeby sprawiedliwości, która rozwinęła się z prawa rzymskiego, a z czasem stała się szacunkiem dla każdej istoty ludzkiej i jej praw; twej potrzeby wieczności, ubogaconej przez spotkanie z tradycją judeochrześcijańską, która znajduje odzwierciedlenie w twoim dziedzictwie wiary, sztuki i kultury” – napisał papież Franciszek kilka miesięcy temu, w październiku 2020, z okazji kilku rocznic europejskich, powołując się zresztą na apel Jana Pawła II w Akcie Europejskim wygłoszonym w Santiago de Compostela.
Kanclerz Niemiec Konrad Adenauer (z lewej) i szef francuskiego MSZ Robert Schuman podczas konferencji w Londynie w 1952 roku. Fot. Ron Burton/Keystone/Hulton Archive/Getty Images
„Dziś, gdy wiele osób w Europie z nieufnością stawia sobie pytania o jej przyszłość, wielu patrzy na nią z nadzieją, w przekonaniu, że ma ona jeszcze coś do zaoferowania światu i ludzkości. Jest to ta sama ufność, która zainspirowała Roberta Schumana, świadomego, że «wkład, jaki zorganizowana i żyjąca Europa może wnieść w cywilizację, jest niezbędny dla utrzymania pokojowych stosunków». Jest to ta sama ufność, jaką i my możemy mieć, wychodząc od wspólnych wartości zakorzenionych w historii i kulturze tej ziemi” – stwierdził obecny papież.

Wszystko jest możliwe

Co więc można zrobić i czym może być beatyfikacja Roberta Schumana dla katolików, dla polityków-chrześcijan, którzy – mimo wszystkich nacisków i trudności – starają się nimi być w każdym głosowaniu i w każdym działaniu? I czy w ogóle można jeszcze coś zrobić?

– Bez budowania środowiska kulturowego nie będzie formacji człowieka – mówi ks. Mazurkiewicz – już w „Centessimus Annus” [encyklika Jana Pawła II z roku 1991 – red.] mamy cały wielki rozdział temu poświęcony. Formacji człowieka! Bo to nie jest przypadek, że tylu polityków staje dzisiaj przed sądem. Lista zagrożeń, które czyhają na polityków, stale się wydłuża – ale to nie jest wystarczający powód, aby poddać się współczesnej kulturze politycznej i kulturze zła. Przykład Roberta Schumana będzie wspierał ludzi sumienia niezależnie od czasów, w których przyjdzie im żyć – bo pokazuje, że we współczesnej polityce można również żyć w święty sposób.

Co nie znaczy, oczywiście, ze w pierwszych rzędach na beatyfikacji Roberta Schumana zasiądą ludzie o czystych sercach i takich rękach. Ksiądz Mazurkiewicz nie ukrywa, że nie jest łatwo o znaki nadziei w europejskiej polityce. Ale – podkreśla – kiedy był w latach osiemdziesiątych studentem i wiedział, ze komunizm nie może przetrwać, to jednak nie wierzył, że system runie za jego życia. I co się stało? Nie tylko zło nagle potrafi urosnąć w siłę, ale dobro tez.


– Wiemy więc , że takie rzeczy się zdarzają, doświadczyliśmy tego. I dobrze by było, żebyśmy nie zepsuli za bardzo choć tego co mamy, zanim zaczną następować zmiany w dobrym kierunku – mówi z naciskiem ten znawca europejskich realiów.

Bo łatwo się mówi o zagrożeniach z powodu przynależności do UE takiej jaka dzisiaj jest, ale może jednak należy czasem uruchomić wyobraźnię i wiedzę, by zobaczyć inne zagrożenia, gdyby Polska w tej UE nie była obecna. A przykład Roberta Schumana – owszem, niekiedy wyśmiewanego z powodu codziennej obecności na mszy i pomawianego o „wysługiwanie się Watykanowi”, nie jest ani trochę oderwany od życia. Zamiast go lekceważyć czy wręcz wyszydzać, lepiej byłoby przyjrzeć się mu i nim inspirować.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: W corocznych Paradach Schumana w Warszawie biorą udział politycy zazwyczaj bardzo dalecy od chrześcijaństwa, czasem wręcz otwarci przeciwnicy Kościoła. Na zdjęciu od lewej Marcin Święcicki, Paweł Rabiej, Aleksander Kwaśniewski, Piotr Nowina-Konopka w maju 2019 roku. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Talibowie. Who is who. Przewodnik po władzach Afganistanu
Są w nich nie tylko terroryści, ale też uczestnik negocjacji z Donaldem Trumpem i… były współpracownik CIA.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ze skoczni na rower. Z nart na bieżnię. Z płotków na bobsleje
Primož Roglič i inni sportowcy wszechstronni.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Eksperci – największa plaga Ameryki
Fachowcy od urządzania innym życia wedle naukowych metod.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Dlaczego cukrzycy są bardziej narażeni na ciężki COVID-19?
Czwarta fala może być niewesoła, jeśli wziąć pod uwagę, że w otyłości dobiliśmy do statystyk USA!
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Eurokraci zgrzytają zębami. Francuz gorszy niż Polacy
Kandydat na prezydenta Francji zaatakował podstawy Unii Europejskiej, której przez dekady wiernie służył.