Cywilizacja

Stan Bidena budzi obawy. Zapasowa prezydent czeka w gotowości

Ma symbolizować pokrzywdzoną część Ameryki, która choć nie ma „przywilejów” białej, rządzącej klasy, to potrafi sięgać po najwyższe stanowiska. Problem polega tylko na tym, że Kamala Harris nigdy nie była biedną dziewczynką z imigranckiej rodziny, za jaką próbowała uchodzić w kampanii wyborczej, gdy starała się o nominację Demokratów w prawyborach prezydenckich. Więcej, uosabia wszystko to, z czym lewica w USA walczy.

Świat zawsze pilnie przygląda się, co robi prezydent USA i uważnie się przysłuchuje temu, co mówi. Przypadek Joe Bidena jest jednak nieco inny. Wszyscy pilnie nadstawiają uszu i bacznie obserwują także wtedy, gdy przestaje prezydent mówić i wygląda jakby nic nie robił, bo nie jest w stanie. Zdarza się bowiem, że 79-letni lokator Białego Domu czasami zastyga, rozgląda się, bezradnie rozkładając ręce i sprawia wrażenie, że nie wie, co się dzieje z nim i wokół niego. Jakby odłączano mu energię, jakby się zawieszał program sterujący. Tak stało się także w Wielkiej Brytanii w czasie spotkań grupy najbogatszych państw świata G7, kiedy Biden nie wiedział, co ma mówić i gubił się do tego stopnia, że był prowadzony za rękę przez współpracowników czy żonę.

Te incydenty powtarzają się coraz częściej i choć amerykańskie media – które w swej przytłaczającej większości hołubią prezydenta – ignorują owe stany „psychicznej nieobecności”, to jest jasne, że z przywódcą najpotężniejszego państwa świata dzieje się coś niedobrego. Zaklęcia o jego wspaniałej formie, pochwały, jak to dokonuje czynów niesłychanych, bo jest w stanie toczyć rozmowy przez dwie godziny, nic nie pomogą. Ronny Jackson, który był osobistym lekarzem Baracka Obamy i Donalda Trumpa, twierdzi, że stan zdrowia Bidena budzi poważne obawy.

Na ławce rezerwowych

Demokraci, a za nimi media coraz częściej muszą się więc oglądać na wiceprezydent Kamalę Harris, bo w każdej chwili może się okazać, że Biden naprawdę nie jest w stanie pełnić swej funkcji. Zapasowa prezydent, bo taka jest w istocie rola pani Harris, pozostaje w stanie gotowości i przyucza się do wykonywania zawodu prezydenta.
Brytyjska królowa Elżbieta II w czasie szczytu G7 przyjęła prezydenta USA Joe Bidena i jego żonę w Windsorze. Fot. Mark Cuthbert - Pool/UK Press via Getty Images
W amerykańskim porządku ustrojowym rola wiceprezydenta jest znikoma: ma siedzieć na ławce rezerwowego na wypadek, gdyby z przywódcą Stanów Zjednoczonych coś się stało. Nelson Rockefeller, gdy był wiceprezydentem u Geralda Forda, który sam zresztą wszedł do Białego Domu jako rezerwowy za Richarda Nixona, mówił, iż cała jego praca sprowadzała się do tego, by uczestniczyć w pogrzebach i jeździć po świecie w miejsca, gdzie było trzęsienie ziemi.

Pozycja Harris jest jednak wyjątkowa, bo sam Biden nie ukrywał, że swój urząd zamierza pełnić tylko przez jedną kadencję. Dla Demokratów od początku było jasne, że to prezydent przejściowy, więc senator z Kalifornii szykuje się na start w wyborach w 2024 roku, a jej wiceprezydentura to przyuczanie do zawodu i przygotowanie Stanów Zjednoczonych na nowy amerykański sen. A w XXI wieku w tym śnie Demokratów i lewicy to kobieta zasiada w Białym Domu. Na dodatek niebiała. I te przymioty mają wystarczyć, reszta jest nieistotna.

Pani wiceprezydent zapala chanukowe świece

Czy amerykańska polityk odbiera żydowskiemu świętu powagę?

zobacz więcej
Kamala Harris ma symbolizować pokrzywdzoną część Ameryki, która nie ma „przywilejów” białej, rządzącej klasy, a potrafi sięgać po najwyższe stanowiska, łamiąc uprzedzenia i pokonując wszelkie przeszkody, jakie rzucać ma wedle lewicy niesprawiedliwy, rasistowski, patriarchalny system. Żeby jednak tak się stało, specjaliści od propagandy powinni chyba na nowo napisać jej historię, i jej rodziny. Kamala Harris uosabia bowiem wszystko to, z czym lewica w USA walczy, i jak nikt pokazuje groteskowość politycznej poprawności dzielącej ludzi wedle ras, płci, wiary, wykształcenia, pochodzenia społecznego etc.

Azjatoamerykoamerykanka z elity

Pierwszy kłopot dla wyznawców politpoprawności pojawia się, gdy próbują określić pochodzenie etniczne Kamali Harris i nazywają ją Afroamerykanką. A niby czemu Afroamerykanka, a nie Azjatoamerykanką, skoro jej mama była z Indii i z Afryką nie miała nic wspólnego? Podobnie czarnoskóry tata, który przyjechał z Jamajki. Może więc Harris jest Azjatoamerykoamerykanką. To brzmi groteskowo, ale oddaje absurdy obsesyjnego przyporządkowywania ludziom rasy czy pochodzenia etnicznego.


Na dodatek Harris po mamie wywodzi się z najbardziej uprzywilejowanej kasty tamilskich braminów w Indiach. Jej dziadek był dyplomatą, ministrem w gabinecie indyjskim, doradcą rządu Zambii, a wcześniej on i rodzina pracowali w korpusie urzędniczym Brytyjskiego Imperium, dla którego Indie były perłą w koronie.

Mama Kamali – Shyamala Gopalan ukończyła prestiżowe szkoły w Indiach, by jako 19-latka wyjechać na studia na jeden z najlepszych amerykańskich uniwersytetów – Berkeley. Potem robiła karierę naukową na uczelniach i w klinikach Stanów Zjednoczonych i Kanady, prowadząc wielkie badania nad rakiem piersi.
Radość na Jamajce. Kariera Kamali Harris budzi zainteresowanie rodaków jej ojca Donalda Harrisa. Fot. Rudolph Brown / EFE / Forum
Tatą Kwiatu Lotosu, bo to oznacza imię Kamala, jest pochodzący z Jamajki profesor ekonomii Donald Harris, wywodzący się wprost z rodziny bajecznie bogatych właścicieli plantacji i niewolników. Na Karaibach to nie było nic nadzwyczajnego, że czarnoskórzy bywali właścicielami czarnoskórych niewolników. Fortunę przodków pani wiceprezydent Harris budowali też na Jamajce irlandzcy więźniowie Imperium Brytyjskiego.

W żaden sposób nie jest więc ona pokrzywdzoną dziewczynką z imigranckiej rodziny, za jaką próbowała uchodzić w kampanii wyborczej, gdy starała się o nominację Demokratów w prawyborach prezydenckich.

Jeszcze w czasie debaty pretendentów w 2019 roku zwracając się do Joe Bidena, zarzuciła mu, że jest on rasistą. Chodziło o to, iż był przeciwnikiem specjalnego programu polegającego na dowożeniu autobusami murzyńskich dzieci do lepszych szkół. Harris mówiła, iż była biedną dziewczynką, która musiała korzystać z takich „wyrównujących” szanse programów. Jak jednak jej wykazano, zwyczajnie kłamała. Mimo rozwodu rodziców, całe dzieciństwo spędziła w bogatym, prestiżowym środowisku akademickim, głównie w Montrealu.

Czempionka wsadzania do więzień

Policja w USA znacznie częściej zabija białych

1200 Amerykanów ginie rocznie w wyniku interwencji policji. Wśród nich jest 250 czarnoskórych, w tym tylko 17 nieuzbrojonych.

zobacz więcej
W czasie innej debaty jej konkurentka z Hawajów, Tulsi Gabbard przypomniała jej niechlubną przeszłość jako prokuratora, kiedy to Harris kosztem czarnoskórych pompowała statystyki walki z przestępczością. W kampanii prezentowała się jako czempion walki o prawa kobiet, jak też walki z systemowym rasizmem.

Systemowy rasizm polegać ma m.in. na tym, iż to prawo sprawia, że więzienia zapełniają głównie Murzyni. Jeden drobny występek np. palenie trawki – i kara, a potem kolejna, tak dochodzi do eskalacji sankcji i młody człowiek w wieku 23 lat staje się wielokrotnym recydywistą z marnymi szansami na normalne życie. Dotyczy to wszystkich, także białych, ale to dzieciaki z gett szczególnie łatwo wpadają w pułapkę. Bieda, złe towarzystwo, złe wzorce – ojciec w więzieniu, rozbite rodziny – to otwarta, prosta droga do wyroków. Mówi się o taśmociągu: szkoła – więzienie (pipeline: school – prison).

Harris jako prokurator okręgowa San Francisco, a potem prokurator generalna Kalifornii miała świetną okazję, by z owymi drakońskimi przepisami walczyć. Tymczasem okazała się absolutną czempionką w egzekwowaniu prawa, które słało do wiezień czarnoskórych. Statystyki zwalczania przestępczości rosły, a wraz z nimi ambicje pani prokurator. Za kraty wsadziła ponad 1500 palaczy marihuany, w większości czarnoskóre dzieciaki. Więzienia puchły, a ona wspinała się po szczeblach kariery, aż została senator i pretendentką do nominacji w wyborach prezydenckich.

Niesie ją fala

Znana już była z oskarżania, wówczas jeszcze kandydata do Sądu Najwyższego, Bretta Kavanaugh o gwałty i obrzydliwe ekscesy seksualne sprzed niemal 40 lat. I to się sprzedawało.
Senator Kamala Harris na proteście przeciwko nominacji Bretta Kavanaugh na sędziego Sądu Najwyższego. Fot. Drew Angerer/Getty Images
Harris stawała się czempionką także praw kobiet i ruchu MeToo, który pojawił się, gdy wyszło na jaw, że producent filmowy Harvey Weinstein przez dziesięciolecia molestował kobiety, zmuszał do wstrętnych praktyk w zamian za obietnice kariery.

Harris popłynęła na kolejnej fali i w kolejnej debacie znów zaatakowała Bidena, tym razem zarzucając mu niemal przestępstwa seksualne. Ale kolejny raz dosięgła ją przeszłość.

Oto na jaw wszyło, że Departament Sprawiedliwości Kalifornii w czasach, kiedy kierowała nim Kamala Harris, na masową skalę zawierał ugody z kobietami, które były molestowane i atakowane seksualnie przez podległych jej pracowników. Odszkodowania szły w miliony. Taka była cena zamiatania spraw pod dywan. Zapłacili kalifornijscy podatnicy, a kampania Harris okazała się katastrofą.

Już w grudniu 2019, a więc na 11 miesięcy przed wyborami, wycofała się z wyścigu. Nie była w stanie wygrać prawyborów nawet w swym rodzinnym stanie, Kalifornii. Notowania miała fatalne i wydawało się, że Ameryka może zapomnieć o ambitnej pani senator, gdy niespodziewanie dla wszystkich Joe Biden w marcu 2020 roku zaproponował jej, by została wiceprezydent u jego boku.

Pedofil, pijak, zbiorowy gwałciciel. Jak wykończyć sędziego

Lewica zapowiedziała, że będzie walczyć z nim „wszelkimi metodami”.

zobacz więcej
O tym, iż na to stanowisko wskaże kobietę, było jasne, ale przez całe miesiące nie potrafił wybrać spośród kilku potencjalnych kandydatek. Decydujący być może okazał się list ponad stu czarnoskórych intelektualistów, artystów i celebrytów, którzy zagrozili, że jeśli zostanie wybrana biała polityk, to Biden straci głosy kolorowych mniejszości. Ostatecznie Biden zdecydował się na nielubianą, niebudzącą zaufania, uchodzącą za fałszywą i zakłamaną, choć niepozbawioną pewnej charyzmy senator z Kalifornii Kamalę Harris.

Nie była w Europie ani na granicy

Teraz więc była senator przyucza się do zawodu prezydenta, a pierwszym i jedynym jak dotąd zadaniem powierzonym jej przez szefa, Joe Bidena było poradzenie sobie z wielkim kryzysem imigracyjnym. I po raz kolejny Kamala Harris została zdemaskowana jako osoba, która nie radzi sobie z żadnymi trudniejszymi problemami.

Jej wizyta w Gwatemali i Meksyku skończyła się dyplomatyczną i wizerunkową katastrofą. Propagandowe sztuczki niewiele pomogą, gdy trzeba się skonfrontować z realną polityką i kryzysem. Jej opowieści, że prawdziwą przyczyną imigracji jest bieda i przestępczość, i że to z nimi trzeba walczyć, zostały wyśmiane. Problem wzrostu nielegalnej imigracji o kilkaset procent w ciągu 2 lat, setek tysięcy osób próbujących dostać się nielegalnie do Stanów Zjednoczonych trzeba rozwiązać teraz, a nie czekać aż Ameryka Łacińska stanie się bezpieczna i bogata.

Podobnie wyszydzony został wywiad, jakiego udzieliła NBC News. Harris nie chce spotkać się ze strażnikami granicznymi, zobaczyć ośrodków, w których trzymani są ci, których schwytano na próbie nielegalnego przedostania się do USA, nie chce wybrać się na granicę z Meksykiem, by samej naocznie skonfrontować się z problemem. Pytana przez dziennikarza Lestera Holta, kiedy wreszcie pojedzie na granicę odpowiedziała: – W Europie też nie byłam – po czym wybuchła śmiechem.
Amerykańską granicę z Meksykiem wciąż szturmują imigranci z Ameryki Południowej. Tym na zdjęciu udało się przejść Rio Grande i znaleźć się na terytorium USA.Fot. Brandon Bell/Getty ImagesFot.
W tej sytuacji nie dziwi, że 56 republikańskich członków Kongresu w petycji zażądało od Bidena odsunięcia pani Harris od sprawy kryzysu imigracyjnego. „Pomimo kryzysu na granicy, którego ten kraj nie widział od dwóch dekad, wiceprezydent Harris nie wykazała jeszcze chęci zainteresowania i zaznajomienia się z pierwszej reki z tym problem” – napisali kongresmeni, którym przewodzi Glenn Grothman z Wisconsin. „W ciągu 85 dni, odkąd wiceprezydent otrzymała zadanie rozwiązania tego kryzysu, jeszcze nie odwiedziła granicy i nie spotkała się z agentami Straży Granicznej, urzędnikami imigracyjnymi i celnymi (ICE) oraz lokalnymi funkcjonariuszami organów ścigania… Ten kraj nie może sobie pozwolić na kolejną minutę bezczynności ze strony wiceprezydent Harris” – napisali Republikanie. „Chociaż publicznie bronił Pan wiceprezydent, to nawet Pan musi być zniechęcony jej bezczynnością” – zwrócili się do Bidena

Póki trwa kryzys i póki Harris się nim zajmuje, Republikanie mają powód, by w widowiskowy sposób atakować administrację Bidena.

Kłopot Demokratów

Nie ma wątpliwości, że to Demokraci wykreowali problem nielegalnej imigracji. Jeszcze w czasie kampanii wyborczej obiecali darmową opiekę medyczną nielegalnym przybyszom, a jedną z pierwszych decyzji Bidena było wstrzymanie budowy muru na granicy z Meksykiem. Biden i Harris praktycznie obiecali też wielką amnestię dla nielegalnych imigrantów – prostą ścieżkę do legalizacji pobytu i uzyskania obywatelstwa.

Mafie zarabiają na przemycie ludzi 14 mln dolarów dziennie. Jak USA (nie) radzą sobie z migrantami

Największy kryzys graniczny od 20 lat. Kamala Harris miała go zażegnać, ale zadanie ją przerosło.

zobacz więcej
Przez Amerykę Środkową ruszyły więc tłumy tych, którzy chcą dostać się do Stanów Zjednoczonych zanim amnestia zostanie ogłoszona. Sam akt może zaś na dziesiątki lat odmienić sytuację polityczną w USA. Demokratom jednym ruchem przybędą miliony wyborców. Latynosi, oprócz Kubańczyków, w przeważającej mierze głosują na partię Joe Bidena.

Zapowiedzi amnestii i obietnica opieki socjalnej stoją jednak w sprzeczności z tym, co Harris mówiła w Gwatemali i Meksyku. Tam ostrzegała, by mieszkańcy Ameryki Łacińskiej nie wybierali się w niebezpieczną podroż, nie opłacali przemytników, nie próbowali przekroczyć granicy, bo zostaną schwytani i odprawieni na drugą stronę rzeki Rio Grande, do Meksyku.

Wzbudziło to złość lewicy, która powoli zaczyna pożerać Partię Demokratyczną z jej establishmentem uosabianym przez Joe Bidena. Polityka niemal odwiecznego, który karierę w Waszyngtonie rozpoczynał jako senator z Delaware w 1972 roku, a więc w czasie, kiedy Edward Gierek ledwie wymościł się w Polsce, Związkiem Radzieckim rządził Leonid Breżniew, a Chinami towarzysz – Mao Zedong.

Sęk w tym, że pozytywną opinię o pani wiceprezydent ma zaledwie 38 procent Amerykanów, co jest wynikiem wręcz katastrofalnym, jeśli zważyć, że urząd sprawuje ona zaledwie 5 miesięcy. Sam Biden ma poparcie ok. 49 procent Amerykanów.

W kłopocie są nawet sprzyjające Harris i Bidenowi media. Właśnie na jaw wyszło, że na konferencjach wiceprezydent pojawiają się nieznani nikomu, być może fałszywi, dziennikarze. Wygłaszają peany na jej temat, a potem zadają pytania, na które ona gładko odpowiada. Podejrzewa się, że to inscenizacje organizowane przez pracowników Harris, ale ostatecznych dowodów nie ma.

Kamala Harris miała być przeciwwagą dla starych elit – siwych, białych, patriarchalnych starców takich jak Biden – i symbolem nowej, postępowej i kolorowej etnicznie Ameryki. Stała się dla Białego Domu i Demokratów kłopotem, z którym nie wiadomo, co zrobić. W 2024 roku może się okazać wyborem jeszcze gorszym niż Hillary Clinton w roku 2016.

– Dariusz Matuszak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Prezydent Joe Biden i wiceprezydent Kamala Harris w Białym Domu. Fot. Anna Moneymaker/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak eurokraci usiłują przejąć kontrolę nad Polską
Jan Rokita: Chodzi o oddanie rządów – przynajmniej na jakiś czas – zaufanym funkcjonariuszom instytucji unijnych.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Futbol podrasowany złymi emocjami
Ludzie Bońka są usuwani z PZPN, u jego następcy znaleziono podsłuch. Selekcjoner odmówił oglądania meczów na stadionach Ekstraklasy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czy odtworzenie wymarłych gatunków uzdrowi Ziemię?
„Zrobienie” mamuta i innych dawnych zwierząt ma odbudować ekosystemy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kryzys graniczny. Kto zarabia na migrantach?
Niezależne białoruskie portale piszą o paraliżu migracyjnym na mińskim lotnisku i w coraz większej liczbie miast.
Cywilizacja wydanie 8.10.2021 – 15.10.2021
Stanowe wojenki z Waszyngtonem w tle
Aborcja, podatki, marihuana, koncerny i uchodźcy.