Historia

Będziesz mnie zbierała łyżeczką

To Giovanni Brusca pociągnął za manetkę. Ten sam bezlitosny morderca, który roztopił w kwasie dziecko, Giuseppe Di Mattea, syna skruszonego Santina, i który popełnił lub zlecił zabójstwa około pięciuset osób.

Kilka tygodni temu, 9 maja 2021, włoski sędzia Rosario Livatino (1952-1990) zamordowany za walkę z mafią, został błogosławionym Kościoła katolickiego. W tym samym dniu w Watykanie powołano grupę roboczą, która przygotowuje ekskomunikę dla członków mafii. Data nawiązuje do wizyty Jana Pawła II, który 9 maja 1993 roku w Agrigento na Sycylii, po odwiedzinach u rodziców zamordowanego sędziego, wygłosił historyczne przemówienie, grożąc mafii sądem Bożym. – Spotkanie z rodzicami sędziego papież nosił przez kilka godzin w swoim sercu, wręcz się w nim zagotowało – przypomniał w wywiadzie dla KAI kard. Francesco Montenegro, arcybiskup senior Agrigento – wtedy nikt nie spodziewał się krzyku papieża: „W imię Chrystusa, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, Chrystusa, który jest Drogą, Prawdą i Życiem, zwracam się do odpowiedzialnych: nawróćcie się, pewnego dnia przyjdzie sąd Boży”. Mafia zareagowała na krzyk papieża m.in. zamachem bombowym na bazylikę św. Jana na Lateranie – przypomniał kardynał.

Wcześniej, w 2013 roku, w Palermo beatyfikowany został ks. Pino Puglisi (1937-1993) jako pierwszy kapłan zamordowany przez mafię. Mafia nie była w stanie mu darować, że jako „chłopak z Sycylii” nie tylko wyrywał ze szponów mafii młodych ludzi, ale chciał wychowywać dzieci i młodzież w duchu wolności od mafii. Kiedy w 2018 roku, w rocznicę jego śmierci, do jego grobu przybył papież Franciszek, przypomniał inne jeszcze, tragiczne wydarzenie z Sycylii, związane z mafią: rok przed śmiercią księdza Pino odbywały się w Palermo i okolicach pogrzeby sędziego Giovanniego Falconego, jego żony i ich obstawy – zamordowanych w straszliwym zamachu na autostradzie.

Żona jednego z policjantów, zamordowanego wraz z Falconem, 22-letnia Rosaria Costa na pogrzebie swojego męża – przypomniał papież Franciszek – błagała przez łzy: „Stańcie się na nowo chrześcijanami”. „Nawróćcie się do prawdziwego Boga, do Jezusa Chrystusa, drodzy bracia i siostry! Mówię do was, członkowie mafii: jeśli tego nie zrobicie, wasze życie będzie stracone i będzie to najgorsza z porażek”.



Sędzia Falcone (1939-1992) jest być może najmocniejszym symbolem walki z mafią, prowadził ją już w latach 70. XX wieku. Jest jednym z najsłynniejszych włoskich sędziów, nazywanym „pogromcą sycylijskiej mafii”. To on z grupą współpracowników – sędzia Paolo Borsellino zginął rok później – doprowadził do największego w historii walki z mafią procesu przeciwko sycylijskiej Cosa Nostra: akt oskarżenia przeciwko 475 członkom mafii liczył 8,6 tys. stron – skazano 342 z nich. Na pamiątkę tych wielkich sędziów lotnisko w Palermo zostało nazwane lotniskiem Falcone-Borselino. A dzień śmierci sędziego Falcone, 23 maja, został z inicjatywy Stowarzyszenia „Europejscy Sędziowie i Prokuratorzy dla Demokracji i Wolności” ogłoszony Dniem Wymiaru Sprawiedliwości.

Dzięki uprzejmości Oficyny Wydawniczej WOLUMEN drukujemy fragment książki „Giovanni Falcone. Samotny bohater” napisanej przez jego siostrę Marię oraz dziennikarkę Franceskę Barra, która od lat zajmuje się dokumentowaniem historii mafii. Maria Falcone była wykładowcą prawa i ekonomii w szkołach wyższych, od roku 1992 prowadzi działalność edukacyjną w dziedzinie praworządności, głównie w szkołach. Książkę przełożyła Elżbieta Morawiec, znakomita publicystka i krytyk teatralny.
Maria Falcone, Francesca Barra „Giovanni Falcone. Samotny bohater”
23 maja 1992 – mattanza

Człowieka można zabić, ale nie można go pokonać.
Ernest Hemingway, „Stary człowiek i morze”


Na 23 maja przewidziana była mattanza w Favignanie. Od zawsze był to rytuał, którym pasjonował się Giovanni. Także tym razem chciał asystować przy opróżnianiu basenów z tuńczykami. Zaplanował zatem powrót do Palermo na piątek 22 maja, aby móc w tym uczestniczyć.

W tenże piątek rano zadzwonił jednak, powiadamiając mnie, że przełożył wyjazd na następny dzień. Wolał zaczekać na Franceskę, która uczestniczyła w komisji egzaminacyjnej w prokuraturze, i wrócić razem z nią. Skądinąd ochrona odradzała mu wyprawę do Favignany – byłaby to nieostrożność.

Egzaminy odbywały się w hotelu Ergife w Rzymie. Młody sędzia, Mario Conte opowiadał mi potem, że tamtego ranka widział Giovanniego oczekującego na Franceskę. Przyjechał jednym samochodem wraz z ochroną. Poszedł na spotkanie z żoną, był w dresie, rozluźniony. Przez chwilę zdawali się być najnormalniejszą parą.

Bestie mafii. Bezlitośni mistrzowie zbrodni

Zabijanie sprawiało im przyjemność. Poznaj najbardziej krwawych bandziorów.

zobacz więcej
Bywało często, że syreny alarmowe poprzedzały przyjazd mojego brata. Tak więc kiedy wieczorem 23 maja usłyszałam je z ulicy o osiemnastej dwadzieścia, pomyślałam, że to pewnie samochody eskorty otwierają przejazd Giovanniemu. Ale nikt nie zadzwonił do naszych drzwi. Telefon przeciwnie – zaczął dzwonić bez przerwy. Dostałam dziwny telefon od przyjaciółki. Najwyraźniej ktoś został poinformowany o wypadku przede mną.

Ponure przeczucie kazało mi włączyć telewizor. Tak jak podczas zamachu w Addaurze, po raz drugi wiadomości telewizyjne poinformowały mnie o próbie zamachu na życie Giovanniego.

Zadzwoniłam na policję, ale nie chciano udzielić mi informacji. Nie uwierzyli, że jestem siostrą. Pobiegłam wówczas do szpitala miejskiego w Palermo. Podczas tego szalonego biegu nie miałam jednak najgorszego przeczucia. Telewizja powiadomiła o zamachu, mówiąc jedynie, że Giovanni został ranny. Miałam nadzieję, że mu pomogę, wesprę go.

Miałam taką nadzieję. Aż do chwili, kiedy dostrzegłam przy wejściu Paola Borsellino, który zjawił się tam przede mną. Wyszedł mi naprzeciw także Alfredo Morvillo, brat Franceski. Paolo objął mnie i wypowiedział słowa, których nie zapomnę nigdy: „Umarł w moich ramionach. Nie odzyskał niestety przytomności”.

To wszystko, co pamiętam z tamtych chwil. Całą druzgocącą esencję. Nie pozwolili mi nawet zobaczyć Giovanniego. Powiedzieli tylko, że mój brat nie żyje. Dorzucili natomiast, że Francesca ocalała.

Tylko przez kilka chwil doznałam ulgi. Króciutkich. Francesca bowiem sześć godzin później, wskutek krwotoku w czasie operacji, także odeszła. Ta wiadomość uświadomiła mi, że wszystko naprawdę się skończyło.

Pięćset kilogramów trotylu w plastikowych pojemnikach zabiło mojego brata, Franceskę i eskortę.
Giovanni zajął miejsce za kierownicą. Francesca siedziała przy nim, w białym samochodzie. Za nimi był drugi samochód, niebieski, eskorty. Poprzedzało ich brązowe auto z drugą częścią eskorty.

To Giovanni Brusca pociągnął za manetkę. Ten sam bezlitosny morderca, który roztopił w kwasie dziecko, Giuseppe Di Mattea, syna skruszonego Santina, i który popełnił lub zlecił zabójstwa około pięciuset osób.

Z eskorty Giovanniego nietknięte wyszły cztery osoby: kierowca sądowy Giuseppe Costanza, który tamtego dnia siedział za Giovannim, oraz agenci, którzy znajdowali się w niebieskim aucie. Zginęli agenci z samochodu poprzedzającego auto Giovanniego: Rocco Dicillo, Antonio Montinaro, Vito Schifani.
Wszyscy byli młodzi. Rocco Dicillo właśnie ukończył trzydzieści lat, pochodził z prowincji Bari. Eskortował Giovanniego od 1989. Montinaro nie miał jeszcze trzydziestu lat. Pozostawił żonę Tinę i dwu synów – starszy miał cztery lata, młodszemu, półtorarocznemu, dał na imię Giovanni. Montinaro był szefem ochrony i połączyła go z moim bratem niezwykła więź, Giovanni chciał go wziąć ze sobą do Rzymu. W wywiadzie udzielonym niedługo przed śmiercią na pytanie dziennikarza, czym jest odwaga dla człowieka z eskorty sędziego w ciągłym zagrożeniu, Antonio odparł, że kto wykonuje taki zawód, zawsze może wybierać między tchórzostwem a strachem: „Strach jest czymś właściwym nam wszystkim. Ktoś się lęka, marzy, kocha, płacze. To ludzkie uczucie. Tchórzostwo zaś nie powinno istnieć w ludzkiej optyce. Jak wszyscy ludzie – lękam się. Nie jestem jednak tchórzem. Lęk na moim stanowisku to obawa o to, że dzieci pozostaną same. Dla żonatego mężczyzny strach istnieje z racji przynależności do rodziny. Ma się obawę, że nie umrze się z ważnego powodu [...]. We Włoszech zapomina się o rodzinach zamordowanych policjantów”.

Prawie codziennie – wspominała jego żona – mówił o śmierci: „W dniu, w którym to się stanie, będziesz mnie zbierała łyżeczką”. Mimo to był wesoły, pełen życia.
W wozie eskorty zginęli: Rocco Dicillo, lat 30; Antonio Montinaro, lat 29; Vito Schifani, lat 27. Fot. Mat. wydawnictwa
Vito Schifani miał dwadzieścia siedem lat, urodził się w Ostuni, miał paromiesięczne dziecko i żonę Rosarię, której wystąpienie podczas pogrzebu wszyscy pamiętamy.

Z dystansu dwudziestu lat wciąż nie umiem skomentować tych wydarzeń. Tak więc chciałabym zakończyć, odwołując się do słów Ernesta Hemingwaya: „Człowiek nie zawsze nad wszystkim triumfuje, ale nawet wtedy, kiedy porażka jest całkowita, to, co ważne, to trud przeciwstawienia się losowi i tylko na miarę tego trudu można osiągnąć zwycięstwo w klęsce”.

– Maria Falcone, Francesca Barra

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: 23 maja 1992. Zamach na sędziego Falcone. Fot. Alberto Pizzoli/Sygma/Sygma via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Japoński dyplomata, który ratował polskich Żydów
Wiedział, że jeśli przeciwstawiłby się rozkazom swoich przełożonych, zostałby zwolniony i okryłby się hańbą.
Historia Poprzednie wydanie
Syberyjski Rockefeller. Polski milioner w Rosji
Produkował dla Rosjan setki tysięcy wiader spirytusu.
Historia Poprzednie wydanie
Freie Stadt Danzig. Niebezpieczna nostalgia nad Motławą
Ulice były wolne dla brunatnych batalionów.
Historia Poprzednie wydanie
Tłum szturmował samoloty, statki i barki. Amerykańska hańba
To moralna porażka Stanów Zjednoczonych – donosił prezydentowi Fordowi Henry Kissinger.
Historia wydanie 10.09.2021 – 17.09.2021
Dekalog dobrego człowieka
Społeczna Krucjata Miłości miała doprowadzić do powstania „nowych ludzi plemienia”.