Cywilizacja

Dzicy lokatorzy. Wyjedziesz na urlop, a oni „legalnie” zajmą twoje mieszkanie

Kilka dni przed planowanym włamaniem zamawiają jedzenie pod upatrzony adres - to dowód, że już przebywają w danym miejscu. Po zajęciu posesji wstawiają własne meble, na półkach ustawiają swoje pamiątki i podpisują umowę np. z dostawcą internetu, co uwiarygadnia ich obecność. W świetle prawa dom staje się ich miejscem zamieszkania, a więc bez wyroku sądu trudno się ich pozbyć.

Kiedy Manuel z miejscowości Mataró niedaleko Barcelony wyjechał na wakacje, do jego domu wprowadzili się dzicy lokatorzy. Prawowity właściciel domu przez 6 lat bezskutecznie walczył o jego odzyskanie. W pewnej chwili wydawało mu się nawet, że jest szansa – z mediów społecznościowych dowiedział się, że „jego” lokatorzy wyjechali na wakacje na Ibizę. Postanowił odbić swój dom w ten sam sposób, w jaki go stracił – wyłamał drzwi i dostał się do środka.

Nie przewidział jednak – pisze hiszpański portal internetowy ABC Cataluña – że dzicy lokatorzy założą alarm, który uruchomił się od razu, kiedy tylko wszedł na posesję. Nowi mieszkańcy w ekspresowym tempie wrócili z wakacji i oskarżyli Manuela o… włamanie. W ten sposób właściciel mieszkania nie tylko nie odzyskał swej własności, ale ma odpowiadać przed sądem.

Brzmi absurdalnie? Tyle, że tak właśnie wygląda codzienność tysięcy Hiszpanów zmagających się ze zjawiskiem, które ma już swoją nazwę – okupas (pisane przez k, a nie, jak mogłoby się wydawać, przez c). Okupas wywodzi się od hiszpańskiego słowa „ocupación”, co oznacza „zajęcie czyjegoś terenu” i określa zarówno zjawisko, jak ludzi, którzy zajmują należące do kogoś nieruchomości.

To problem znany od lat nie tylko w Hiszpanii, lecz również w Portugalii, czy niektórych krajach Ameryki Południowej. W pozostałej części Europy (także w Polsce) osoby, które zajmują czyjeś posesje (choć głównie jednak pustostany) określane są jako skłotersi, a ich siedziby to skłoty (ang. squatters, squat). Zjawisko nielegalnego zajmowania nieruchomości nasila się w całej Unii Europejskiej, jednak szczególny problem z dzikimi lokatorami mają Hiszpanie. Proceder nasilił się zwłaszcza w okresie pandemii, wraz z recesją gospodarczą i wzrostem bezrobocia.

Według dziennika „El Mundo”, od chwili wybuchu epidemii COVID-19, zjawisko okupas wzrosło o 300 procent. Aktualnie ponad 200 tys. hiszpańskich nieruchomości jest zajmowana nielegalnie. W opinii niektórych komentatorów, to jednak zaledwie niewielki procent wszystkich mieszkań i domów w Hiszpanii – lecz czy to ma kogoś uspokoić?

„Codziennie odnotowywanych jest w Hiszpanii ponad 40 skarg na nielegalne zasiedlenie, od 10 tys. do 15 tys. rocznie. Jedynym sposobem na rozwiązanie tego problemu jest uznanie zajmowania cudzych mieszkań za przestępstwo i skazywanie winnych na kary pozbawienia wolności. Tymczasem obecne prawo traktuje okupowanie mieszkań tylko jako wykroczenie” – skarżyła się burmistrz miejscowości Cadrete w regionie Saragossy, Maria Angeles Campillos, cytowana przez portal El Periódico.

Mieszkaniowy boom

Wszystko zaczęło się pod koniec lat 90., kiedy Hiszpanię ogarnął „cud gospodarczy”. Pensje rosły w szybkim tempie, ludziom żyło się coraz lepiej, a wielu ludziom do pełni szczęścia brakowało tylko własnego mieszkania. Dlatego – według danych Europejskiego Banku Centralnego z 2007 r. – na początku XXI w. ogromną część, bo 25 procent hiszpańskiego PKB, generowało właśnie budownictwo mieszkaniowe.
Okupas, którzy 2 maja 2021 zajęli budynek na ul. Cruces w Madrycie należą do ruchu zajmującego się następującymi kwestiami społecznymi: transseksualizmem, prawami człowieka do żywności, protestu, dochodu podstawowego, opieki zdrowotnej oraz prawem prekariatu do pracy. Na zdjęciu kuchnia zajętego budynku. Fot. A. Perez Meca/Europa Press via Getty Images
„Pomiędzy 2000 a 2009 wybudowano ponad 6 mln mieszkań. Tylko miedzy 2004 a 2008 co roku dodawano średnio 600 tys. nieruchomości. Więcej niż Francja, Niemcy i Wielka Brytania razem wzięte. W rekordowym 2007 tych mieszkań było ponad 800 tys. według danych rządowych, według innych instytucji liczba przekroczyła milion. (…). Do roku 2006 liczba sprzedanych lokali ciągle rosła, osiągając swoje rekordowe maksima na poziomie 995 tys. Później było już tylko gorzej. Liczba oddanych mieszkań rosła, ale sprzedaż siadała, liczba pustostanów dramatycznie się zwiększała, ale ceny wbrew zdrowemu rozsądkowi ciągle eksplodowały” – czytamy na blogu www.bogaty.men w tekście pt. „Hiszpańska corrida mieszkaniowa”.

Presja medialna i społeczna była tak silna, że każdy pragnął inwestować w nieruchomości, zwłaszcza wtedy, gdy ich ceny zaczęły gwałtownie rosnąć. W 1990 r. cena metra kwadratowego oscylowała wokół 915 euro. W roku 2006 wynosiła już 3 tys. euro.

Banki udzielały coraz więcej pozornie tanich kredytów hipotecznych, a ludzie zaczęli zadłużać się nawet na 50 lat, byle tylko kupić upragnione mieszkanie. Jeżeli kogoś nie było stać na kredyt, bank wyszukiwał mu żyranta. W ten sposób częsta była sytuacja, gdy dwoje kredytobiorców wzajemnie zabezpieczało swoje pożyczki. Problem rodził się wówczas, kiedy jeden z nich okazywał się imigrantem, który w obliczu kryzysu wracał do swego kraju np. w Ameryce Południowej. A drugi z żyrantów zostawał z dwoma kredytami, których nie był w stanie spłacić.

Kryzys nadszedł w roku 2008, bańka pękła. Ceny mieszkań zaczęły gwałtownie spadać. Do 2013 r. niektóre nieruchomości straciły 70 procent swej pierwotnej wartości. Firmy budowlane, w których, w kulminacyjnym momencie, zatrudnionych było 13 procent Hiszpanów, zaczęły upadać. 3 mln ludzi zostało bez pracy, za to z kredytem za nieruchomość, której wartość nie była nawet w połowie tak wysoka, jak w chwili zakupu. Według rządowych wyliczeń 20 procent nieruchomości w kraju stoi opustoszała. Wymownym obrazem tego kryzysu są osiedla-widma. Nic dziwnego, że w końcu musiał pojawić się ruch okupas.

Prawo okupacji

Korzeni tej idei należy się doszukiwać w czasach rewolucji obyczajowej 1968 r. Sprzeciw wobec kapitalizmu i wyzyskowi „klasy nieposiadającej”, a także promocja wolnej miłości i nieskrępowanej ekspresji seksualnej sprawiły, że w całej Europie Zachodniej zaczęły powstawać liczne komuny, której członkowie musieli przecież gdzieś mieszkać. Zaczęto więc zajmować puste, nieużywane budynki w większych miastach, które przekształcano w symbole walki z niesprawiedliwym systemem. Najwięcej skłotów powstało wówczas w Amsterdamie, Barcelonie i Berlinie.

Macron abdykuje. „Żółte kamizelki” tworzą nowy ustrój

Mistrz uroku osobistego, który chciał być „królem” Francji. Okazał się okrutnym narcyzem mszczącym się za brak współczucia po śmierci babci.

zobacz więcej
Rozwój ruchu okupas we współczesnej Hiszpanii przyspieszyła sytuacja społeczno-gospodarcza tego kraju: mamy jednocześnie dziesiątki tysięcy pustostanów i tysiące rodzin pozbawionych dachu nad głową, bezrobotnych, usuniętych z mieszkań, bo nie spłacali kredytu hipotecznego. Niektórzy spośród nich starają się układać sobie życie od nowa dzięki pomocy rodziny i znajomych, inni decydują się na zostanie okupas. No bo w końcu – abstrahując od prawa własności – niby dlaczego opuszczonej nieruchomości nie miałaby zająć biedna rodzina, której nie stać na spłatę kredytu, samotna matka bądź imigranci zza Oceanu?

Czasem też zdarzały się też przypadki, że grupa okupas remontowała i dostosowywała pustostan do potrzeb lokalnej społeczności, organizując tam swoiste centra kultury, które z biegiem czasu uzyskiwały legalny status. Innym razem, opuszczoną, będącą zabytkiem fabrykę, udało się uratować przed rozbiórką tylko dlatego, że okupas utworzyli tam skłot. Bywa też, jak w przypadku budynku la Carboneira znajdującego się w dzielnicy Eixample w Barcelonie (wybudowany w 1864 r., niegdyś fabryka), że sąsiedzi byli wdzięczni okupas, gdyż tylko ich obecność uchroniła miejsce przed zburzeniem i budową kolejnego, wielopiętrowego hotelu.

Początkowo nie istniało w Hiszpanii prawo, które regulowałoby zajmowanie czyichś mieszkań i domów. Sytuacja zmieniła się w roku 1996. Autorami rewolucyjnych rozwiązań była trójka lewicowych polityków: Ada Colau, Pablo Iglesias i Irene Montero. Jak pisze w artykule dla tygodnika „Najwyższy Czas” Renata Acosta, Hiszpanka o polskich korzeniach, specjalistka ds. negocjacji biznesowych, wszyscy utorowali sobie drogę do kariery postulatami o powszechnym prawie do własnego mieszkania: „Ada Colau – obecnie burmistrz Barcelony, niegdyś skrajnie lewicowa działaczka, zajmująca nielegalnie cudze mieszkanie; to właśnie od tego zaczęła się jej kariera polityczna; Pablo Iglesias – działacz młodzieżówki Komunistycznej Partii Hiszpanii, założyciel skrajnie lewicowej partii Podemos; Irene Montero – minister do spraw równouprawnienia, prywatnie partnerka Iglesiasa, również działaczka Komunistycznej Młodzieżówki.”

Przepisy potocznie określane są jako „La ley de okupas” – „prawo okupacji” – to seria aktów prawnych, czy raczej „ułatwień”, które tworzą luki w prawie i pomagają nielegalne zajmować nieruchomości.

Według hiszpańskiego Kodeksu Karnego, istnieją dwa rodzaje „przejęć” nieruchomości – włamanie i wkroczenie. Włamaniem jest zajęcie posesji, która nie jest zwyczajnym, tj. pierwszym miejscem zamieszkania (np. dom letniskowy). Za włamanie grozi od 3 do 6 miesięcy pozbawienia wolności. Wkroczeniem zaś jest przejęcie domu będącego stałym miejscem zamieszkania. W tej sytuacji KK przewiduje karę od 6 miesięcy do 2 lat więzienia (do 4 lat, jeśli wkroczenie wiązało się z aktem przemocy).
Była publiczna szkoła Św. Bernarda w Sewilli zajęta przez okupas. Fot. Felipe Rodriguez/VW Pics/Universal Images Group via Getty Images
Wydawałoby się zatem, że prawo chroni właścicieli nieruchomości. Z hiszpańskiej Konstytucji wynika, iż miejsce zamieszkania jest nienaruszalne i żadna instytucja ani osoba nie ma prawa wtargnąć na jego teren bez wyroku sądu. Ten zapis pozornie działa na korzyść posiadaczy nieruchomości, ale w praktyce na swoją korzyść wykorzystują go okupas.

Przewodnik dla włamywacza

W jaki sposób? Kilka dni przed planowanym zajęciem zamawiają jedzenie pod upatrzony adres (to już dowód, że przebywają w danym miejscu). Po zajęciu posesji wstawiają własne meble, na półkach ustawiają swoje pamiątki i podpisują umowę np. z dostawcą internetu lub firmą ochroniarską, co uwiarygadnia ich obecność. Mogą też od razu zarejestrować się w miejscowym urzędzie miejskim pod „okupowanym” adresem, aby otrzymać np. zasiłek socjalny. W ten sposób, w świetle prawa, dom staje się ich miejscem zamieszkania, a więc bez wyroku sądu trudno się ich pozbyć.

W mediach społecznościowych można znaleźć liczne poradniki, jak zostać okupas, w jaki sposób się do tego przygotować, który dom lub mieszkanie wybrać, a także, jak zabarykadować drzwi oraz przetrwać w środku kluczowe 48 godzin, po których właściciel nie będzie mógł sam wyrzucić dzikich lokatorów z posesji. Liczne organizacje lewicowe działające na terenie Hiszpanii organizują nawet stacjonarne „kursy przygotowawcze” dla przyszłych okupas, a ogłoszenia rozmieszczają, zupełnie legalnie, w różnych punktach miast.


Skrajnie lewicowa organizacja Arran (młodzieżówka Kandydatury Jedności Ludowej; CUP) wydała 100-stronicowy podręcznik, jak legalnie zajmować cudze mieszkania. „Ten przewodnik jest skierowany do wszystkich, którzy chcą wyjść z rynku nieruchomości i cieszyć się godną przestrzenią bez płacenia grosza tym, którzy całe życie próbują nas okradać” – piszą, reklamując go.

Okupas mogą liczyć na wsparcie kancelarii prawnych wyspecjalizowanych w przejmowaniu nieruchomości. Cieszą się także dużą sympatią lewicowych polityków, którzy wspierają „uwolnienie przestrzeni” i „alternatywny model mieszkania”.

Sądy nie skazują

Z drugiej strony w całej Hiszpanii powstawać zaczęły firmy, które zajmują się ekspresową eksmisją bezprawnych lokatorów. Niemal za każdym razem taka próba związana jest z jest dużym ryzykiem, gdyż nigdy do końca nie wiadomo, kim są ludzie, którzy wtargnęli na czyjąś posesję – być może to tylko samotna matka z dzieckiem, a może gang narkotykowy albo imigranci, którzy, jak się okazuje, doskonale znają swoje przywileje oraz hiszpańskie prawo w tym zakresie.

W 2019 r. wprowadzono prawną możliwość tzw. ekspresowej eksmisji. Po powiadomieniu policji o nielegalnym przejęciu, okupas muszą w ciągu 5 dni roboczych udowodnić swoje prawa własności do posesji – jeśli nie dopełnią tego obowiązku, sąd, w ciągu 30 dni, może zdecydować o ich eksmisji. W praktyce jednak, ze względu na przeładowanie wymiaru sprawiedliwości tego typu sprawami, decyzja o eksmisji może się przeciągać latami.

Komu bije Krzywa Dzwonu. Rzecz o buncie BLM

Porządni Afroamerykanie cierpią wskutek kryminalnych działań – by tak rzec – swoich „czarnych owiec”.

zobacz więcej
Wciąż jednak najskuteczniejszym sposobem na pozbycie się okupas jest szybka reakcja, bowiem do 48 godzin po zajęciu nieruchomości, czyn ten jest uznawany za włamanie. Po tym czasie, zwłaszcza gdy niechciani lokatorzy zdążą już rozgościć się w nowym mieszkaniu traktowani są niejako jako „zasiedzeni”, a wyrzucenie ich wiąże się z bardzo mozolną i trwającą nawet kilka lat rozprawą sądową. Nie ma też pewności, że ostateczny wyrok sądu będzie korzystny dla posiadacza nieruchomości. Zdarza się, że sąd nie zgadza się na zwrócenie własności ze względu na… biedę i brak możliwości opłaceniu czynszu przez okupas, tym samym sankcjonując bezprawne przejęcie.

Choć zdecydowana większość postępowań kończy się pozytywnie dla właścicieli mieszkań, którym nielegalnie odebrano ich własność, to, jak wskazuje hiszpańskojęzyczny portal Business Insider, hiszpańskie sądy nie skazują okupas na karę pozbawienia wolności, pomimo, że KK takie kary przewiduje.

Lider opozycyjnej prawicowej Partii Ludowej (PP), Pablo Casado – jak podaje Polska Agencja Prasowa – wezwał ostatnio socjalistyczny rząd Pedro Sancheza do zabronienia gminom rejestrowania okupas w zajmowanych mieszkaniach (mogą wówczas pobierać pomoc socjalną jako rezydenci, a właściciele nieruchomości mają jeszcze większy problem, aby się ich pozbyć). „Należy przywrócić w prawie przestępstwo uzurpacji i karać zawłaszczenie wyrokami od 1 do 3 lat pozbawienia wolności” – stwierdził w wywiadzie dla „El Mundo”.

Trzeba płacić za wodę dzikich lokatorów

Zdaniem Daniela Esteve, byłego boksera i szefa firmy „Desokupa” („uwolnij mieszkanie”), problem nielegalnych przejęć obecnie tylko w niewielkim stopniu dotyczy wyrzuconych na bruk rodzin. Dla portalu Público mówił: „Od Balearów do Teneryfy, od Katalonii do Andaluzji – zjawisko «okupa» występuje wszędzie i nie jest to już okupowanie z potrzeby, przez biedne rodziny bez dachu nad głową. To jest przestępczość zorganizowana, działające bezkarnie mafie (…) profesjonalni przestępcy, złodzieje. Dochodzi z nimi do walki wręcz, bywało, że odnosiliśmy rany od noża i siekiery”.

Niekiedy z pomocą przyjść mogą sąsiedzi, którzy zaświadczą, że mieszkanie zostało nielegalnie zajęte. To może nieco skrócić proces, ale i to nie jest pewne. Co ważne, aby w ogóle móc starać się o zwrot nieruchomości, konieczna jest ciągłość w uiszczaniu rachunków za prąd i wodę. Innymi słowy – właściciel mieszkania nie może w nim mieszkać, lecz ma obowiązek regulować wszystkie opłaty za ludzi, którzy nielegalnie zajęli jego lokal. Jeśli tego zaniecha, sąd może uznać, że dobrowolnie porzucił nieruchomość.
Parada ruchu okupas na ulicach Barcelony 5 stycznia 2021. Fot. Thiago Prudêncio/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Zdarza się, że posiadacze nieruchomości decydują się na samodzielne negocjacje z okupantami i czasem, po wypłaceniu pewnej sumy haraczu (2-4 tys. euro), lokatorzy wynoszą się.

W obawie przed utratą mienia, właściciele domów i mieszkań decydują się na monitoring lub zatrudnienie firmy ochroniarskiej. Mogą też, na czas nieobecności, prosić o pomoc sąsiadów bądź rodzinę, aby regularnie zaglądali do ich domu. Trudności z zabezpieczeniem mieszkania mają często osoby starsze, nie mające bliższej rodziny. Kiedy trafią np. do szpitala obawiają się, czy będą miały do czego wracać.

– Anna Szczepańska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Działacze ruchu okupas podczas demonstracji na ulicach Barcelony 5 stycznia 2021. Fot. Thiago Prudêncio/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Igrzyska bez sushi. Wszystkim chodzi tylko o pieniądze
Działacze olimpijscy w Tokio zaryzykują tylko, jeśli pójdą w miasto. Wtedy mogą coś złapać. Chociaż niekoniecznie koronawirusa.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tradycyjna medycyna chińska oparta na faktach
Zastosowano ją w szpitalach w Wuhan i połowa chorych po ok. 10 dniach opuszczała je jako wyleczona. Czy 4000 lat tradycji może się mylić i musi się legitymizować „badaniami klinicznymi”?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Cichy białoruski bohater – arcybiskup Artemiusz
Jedyny hierarcha prawosławny, który skrytykował przemoc władzy wobec protestujących. Wysyłał kandydatów na księży do polskich szkół teologicznych, by „oddychali głęboko powietrzem wolności” i „zobaczyli, jak może w przyszłości wyglądać Białoruś”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Irina przytnie grzywkę, Andrij trawnik. Ukraińcy w Polsce AD 2021
Ukraińcy zwykle lubią Polaków i Polskę bardziej i odczuwają wobec nich większą bliskość niż na odwrót.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Bronił Polski przed atakami władz Izraela. Jair, syn Benjamina
Polacy, wiedzcie, proszę, że obecny rząd jest nielegalny i nie reprezentuje narodu izraelskiego! – napisał.