Historia

Francja rozbita. Wielka ewakuacja polskich żołnierzy

Co do Francuzów, nie było zaskoczenia – rokowania z Niemcami wchodziły w decydującą fazę i los Wojska Polskiego był im w zasadzie obojętny. Co innego Brytyjczycy, ci nie zamierzali się poddać, ale gdy admirał Świrski zwrócił się do ich Admiralicji z prośbą o skierowanie okrętów na francuskie wybrzeże, ta najpierw odprawiła go z kwitkiem.

Klęska wrześniowa nie oznaczała końca Wojska Polskiego. Tysiące żołnierzy przedostały się na Zachód, przede wszystkim do Francji, gdzie można było zacząć odbudowę armii. Naczelny Wódz generał Władysław Sikorski i jego współpracownicy włożyli w to wiele wysiłku – w efekcie na początku maja 1940 roku nad Sekwaną stacjonowało już 85 000 polskich żołnierzy. Plany sięgały jeszcze dalej, ale 10 maja Wehrmacht rozpoczął ofensywę na Zachodzie.

136 dywizjom niemieckim alianci przeciwstawili 142 dywizje. Przewaga sprzymierzonych wyrażała się też w niektórych rodzajach sprzętu, m.in. czołgach (3300 kontra 2500 niemieckich tanków). Ale to Wehrmacht posuwał się do przodu w ekspresowym tempie – 14 maja poddała się Holandia, dwa tygodnie później Belgia. A Francja? Stojący na czele tamtejszej armii generał Maxime Weygand już 25 maja przekonywał członków Komitetu Wojennego Rady Ministrów, że wskutek przegrania tzw. bitwy flandryjskiej dalszy opór jest bezcelowy.

Ostatecznie, Francuzi zdecydowali się na kontynuowanie walki, ale druga faza niemieckiej ofensywy (rozpoczęta 5 czerwca) okazała się ich gwoździem do trumny. Postępy Wehrmachtu były tak szybkie, że 11 czerwca francuski rząd ogłosił Paryż miastem otwartym i ewakuował się do Tours. Trzy dni później ulice stolicy wypełniły się mundurami w kolorze feldgrau, a 17 czerwca nowy francuski premier, marszałek Philippe Pétain poinformował Hitlera, że jest gotów do kapitulacji.
Rok 1940. Uroczystość wręczenia sztandarów oddziałom saperów polskich we Francji. Fot. Archiwum Fotograficzne Czesława Datki/NAC
Czy słowa bohaterskiego dowódcy z I wojny światowej były szokiem dla polskiego premiera i Naczelnego Wodza? Zapewne nie aż tak wielkim, bo od kilku dni Sikorski zdawał sobie sprawę z katastrofalnego położenia wojsk francuskich. Niestety, jego wcześniejszy optymizm i bezgraniczna, ślepa wiara w potęgę militarną Francji sprawiły, że nie dopuszczał myśli o ewakuacji Wojska Polskiego z tego kraju. Zwolnił nawet swojego szefa sztabu, który sugerował przerzut polskich sił do Wielkiej Brytanii. Ale po kolei.

Różowe okulary Sikorskiego

Generał Sikorski był znany ze swojej sympatii do Francji i jeszcze przed przewrotem majowym w 1926 roku cieszył się wśród francuskich elit opinią głównego polskiego frankofila. Nie dziwi więc, że na pierwsze tygodnie wojny francusko-niemieckiej patrzył przez różowe okulary i przekonywał, że Francuzi lada moment przejdą do kontrofensywy. Optymizm nie opuścił go nawet w pierwszej dekadzie czerwca – na posiedzeniu Rady Narodowej informował, że sytuacja na froncie jest ustabilizowana.

Dziewczyna z obrazka. Kim była? Jak ją odnaleziono?

Ta opowieść, i tak zaskakująca, będzie miała ciąg dalszy.

zobacz więcej
Innego zdania byli Brytyjczycy i 9 czerwca zaproponowali dowódcy polskiej marynarki, admirałowi Jerzemu Świrskiemu użyczenie statku w celu ewakuacji rządu RP. Sikorski zbył tę propozycję milczeniem, a nazajutrz wygłosił tryskające optymizmem przemówienie radiowe do Polaków pod okupacją. Powiedzieć, że był to niefortunny krok to spory eufemizm, zwłaszcza że tego samego dnia pracownicy ministerstwa spraw wojskowych i członkowie sztabu Naczelnego Wodza musieli się ewakuować z Paryża. Urzędników MSWoj. ulokowano w seminarium w Angers, a sztab w pobliskiej wsi Chemille.

O kompletnym rozminięciu się Sikorskiego z realiami świadczy jego rozmowa z wiceministrem spraw wojskowych, generałem Marianem Kukielem, do której doszło 11 czerwca. Kukiel zapytał wówczas swojego szefa, co z polskimi żołnierzami w razie klęski Francji. Sikorski odparł, że plan B (czyli ewakuacja Polaków) jest niepotrzebny – Wojsko Polskie pozostanie we Francji – i zaczął kreślić pozytywny scenariusz rozwoju wydarzeń na froncie. „Uważał że Angers nie jest zagrożone, Bretania będzie mocno broniona, a bitwa o Francję nie była jeszcze rozegrana”.

Naczelny Wódz pozwolił sobie nawet na efektowne zdanie, iż „Francja nie upadnie, prędzej się Alpy rozstąpią niż miałaby zginąć Francja”. Na to Kukiel powtórzył słowa francuskiego generała Victora Denaina – „sytuacja staje się krytyczna, Niemcy nacierają na Paryż” – ale niewiele wskórał. Sikorski miał bowiem w głowie nie ewakuację Wojska Polskiego, a podróż do kwatery polowej w Bourlemont. Chciał czym prędzej pojechać na front, aby odszukać Weyganda i namówić go do nowej kontrofensywy z wykorzystaniem wojsk wycofanych z Linii Maginota.

Dobry nastrój Sikorskiego zmąciła dopiero uwaga szefa jego sztabu, pułkownika Aleksandra Kędziora, że „oficerowie brytyjscy myślą o ewakuacji wojsk” i „są jeszcze do tego warunki”. Rozsierdzony tym naczelny Wódz określił postawę Kędziora jako defetyzm i poinformował, że może czuć się zwolniony z obowiązków szefa sztabu. Następnie wyjechał na front, poszukując Weyganda przez kolejne 6 dni (!).
Dopiero14 czerwca 1940 premier RP i Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski (na zdjęciu z lewej, w środku jego adiutant mjr Michał Miszke) poprosił o przygotowanie planów ewakuacji Polaków z Francji. Fot. Ministerstwo Informacji i Dokumentacji rządu RP na emigracji/ NAC
Musiało minąć kilkadziesiąt godzin zanim Sikorski wyzbył się złudzeń co do oporu francuskiej armii. Jeszcze 12 czerwca depeszował do Kukiela, prezydenta Władysława Raczkiewicza i rządu: „Osobiście stwierdzam bardzo dobrą postawę wojsk francuskich i wzorowy porządek na tyłach. Przeciwdziałać defetyzmowi i plotkom o głębokim zagonie na zachodnim odcinku frontu”.

Dopiero depesza z 14 czerwca przyniosła zmianę tonu – generał poprosił Kukiela o zorganizowanie (w porozumieniu z generałem Kazimierzem Sosnkowskim) ewakuacji polskich władz cywilnych i wojskowych z Angers.

Vive la kapitulacja!

Przed wiceministrem spraw wojskowych stało jednak o wiele poważniejsze wyzwanie – ratowanie Wojska Polskiego przed nadciągającymi Niemcami. Sytuacja armii była o tyle skomplikowana, że choć łącznie liczyła ona ok. 85 000 żołnierzy, około połowa sił znajdowała się na froncie. Oznaczało to, że ponad 40 000 Polaków podlega rozkazom francuskim i nie można ich tak po prostu ewakuować. Kukiel wiedział też, że wycofanie oddziałów polskich z frontu poskutkuje oskarżeniami ze strony Francuzów o zdradę.
Rozkazy francuskich dowódców musiała wypełniać np. Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich, dopiero co wsławiona bojami o Narwik. 14 czerwca polecono jej bronienie 28-kilometrowego fragmentu tzw. „reduty bretońskiej”. A to, że brygada nie miała pojazdów do transportu, środków łączności, granatów ręcznych, moździerzy, zbyt mało amunicji, czy wreszcie – była pozbawiona artylerii? Jaki Francuz by się tym przejmował... Zależne od dowódców Weyganda pozostawały też takie jednostki jak I Dywizja Grenadierów, 2 Dywizja Strzelców Pieszych, 10 Brygada Pancerno-Motorowa czy I Dywizjon Myśliwski.

Do dyspozycji polskich władz wojskowych pozostawały natomiast jednostki w fazie formowania i żołnierze z ośrodków szkolenia. Mowa m.in. o dywizjach piechoty – 3 i 4 oraz Centrum Szkół Piechoty, stacjonujących w większości na terenie Bretanii. Tamtejsi Polacy nie znajdowali się jeszcze w bezpośrednim zasięgu Niemców, ale Kukiel profilaktycznie zdecydował o ewakuacji bretońskich sił w rejon Saintes. Z jednym, ale kluczowym, zastrzeżeniem – w razie gdyby Francuzi zdecydowali się bronić Bretanii, Polacy mieli zostać na miejscu i ich wspomóc. Tak się stało i np. 3 Dywizja aż do 18 czerwca nie mogła opuścić swojego obozu.


Sęk w tym, że Francuzi z jednej strony toczyli walkę z Wehrmachtem, z drugiej zaś zamierzali podjąć rozmowy kapitulacyjne. Premier Reynaud bez ogródek powiedział o tym polskiemu ministrowi spraw zagranicznych, Augustowi Zaleskiemu, 15 czerwca: „Francja wobec Niemiec przypomina uroczą i pożądaną kobietę, uporczywie zdobywaną przez adoratorów […]. Kiedy poprosi o zawieszenie broni, Niemcy będą tym tak zaskoczeni i pochlebieni, że nie będzie nam trudno uzyskać […] honorowych warunków”. Dzień później Reynaud rozstał się z fotelem premiera, ale jego następca, marszałek Pétain, podążył drogą wytyczoną przez poprzednika.

Skąd wziąć statki?

W reakcji na stanowisko Reynauda Zaleski zwrócił się o pomoc do Brytyjczyków, a ci odpowiedzieli 16 czerwca. Zaoferowali 53 wizy dyplomatyczne i 280 pozwoleń umożliwiających pobyt w Wielkiej Brytanii najważniejszym polskim politykom, urzędnikom i ich rodzinom. Sprawa ewakuacji cywilów przyspieszyła i dzień później na „wyspę ostatniej nadziei” odpłynął na pokładzie brytyjskiego krążownika „Arethusa” prezydent Raczkiewicz wraz z częścią ministrów.
14 czerwca 1940 roku wojska niemieckie wkroczyły do Paryża. Fot. by © Hulton-Deutsch Collection/CORBIS/Corbis via Getty Images
Co z Wojskiem Polskim? Generał Kukiel zdawał sobie sprawę z dwuznacznej polityki Francuzów i mimo, że zgodził się na zostawienie oddziałów w Bretanii, nie zrezygnował z przygotowań do ewakuacji. W tym celu utworzył 2 okręgi wojskowe: bretoński i drugi obejmujący zasięgiem tereny na południe od Loary. Polecił również dowódcom jednostek będących w polskiej dyspozycji i znajdujących się poza Bretanią marsz w kierunku Saintes – miasta położonego nieopodal portów atlantyckich. Takie wytyczne były konieczne, ale niewystarczające – należało opracować plan ewakuacji.

Blefowali, że pomogą Polsce. Rzeźnikowi cywili postawili pomnik. I pytają: po co nam była ta wojna? Nocne Anglików rozmowy

Brytyjczyków zmanipulował „mały, antysemicki szakal z Cieszyna”, pretensje Niemiec do Polski były uzasadnione, Churchill był niekompetentny, a potęga imperium i legendarne bitwy to złudzenie – tak konserwatysta obala mity swego narodu o „słusznej wojnie”.

zobacz więcej
Tym zajął się generał Kazimierz Sosnkowski, minister bez teki i jeden z najwybitniejszych polskich dowódców. Pod jego okiem w dniach 16-17 czerwca oficerowie sztabu Naczelnego Wodza (Sikorski wciąż nie wracał z frontu) przygotowali projekt przerzutu wojska do Wielkiej Brytanii (jako opcję rezerwową przyjęto ewakuację lądem, przez Hiszpanię). Plan przewidywał m.in., że polscy żołnierze w Bretanii, którzy są w stanie walczyć, będą bić się u boku Francuzów. Z kolei oddziały bretońskie nieprzygotowane do boju przejdą na południe od Loary, gdzie miały czekać jednostki z rejonów Parthenay i Bressuire. Potem wszyscy Polacy mieli obrać jeden kierunek – porty nad Atlantykiem.

Dopiero po południu 17 czerwca w Libourne – gdzie obecnie przebywał rząd i sztab Naczelnego Wodza – pojawił się Sikorski. Generał zatwierdził plan Sosnkowskiego i mogłoby się wydawać, że nic, tylko się ewakuować. Niestety, jeden problem pozostał nierozwiązany: skąd wziąć statki do przetransportowania tysięcy polskich żołnierzy na Wyspy Brytyjskie? W grę wchodziły przede wszystkim jednostki francuskie i angielskie, tyle że sojusznicy nie kwapili się do pomocy na tak szeroką skalę.

Zachowanie Francuzów nie mogło to być zaskoczeniem – rokowania z Niemcami wchodziły w decydującą fazę i los Wojska Polskiego był im w zasadzie obojętny. Co innego Brytyjczycy, ci nie zamierzali się poddać, ale gdy admirał Świrski zwrócił się do Admiralicji z prośbą o skierowanie okrętów na francuskie wybrzeże, ta odprawiła go z kwitkiem. Potrzebna była rozmowa na najwyższym szczeblu, Sikorski – Churchill (18 czerwca Naczelny Wódz poleciał do Londynu). Po niej stanowisko brytyjskiej marynarki się zmieniło i z Wysp ruszyła flota na odsiecz Polakom.

Hasło do odwrotu

Efekt pobytu Naczelnego Wodza nad Tamizą to również rozkaz, który 19 czerwca nadało londyńskie radio. W eter popłynęło wezwanie do polskich dowódców – Sikorski polecił im kierować się z oddziałami do portów lub wycofać się do neutralnej Szwajcarii. Co ważne, adresatami rozkazu byli zarówno oficerowie stojący na czele jednostek podległych Sikorskiemu, jak i wojskowi z frontu podporządkowani francuskiemu dowództwu. Generał wiedział, że w tym momencie nie ma ani minuty do stracenia i każdy polski żołnierz w Wielkiej Brytanii jest więcej wart niż wierność wobec niezbyt lojalnego sojusznika.
Rok 1940. Nic nie zapowiadało kleski Francji. Obchody święta 3 maja w I Dywizji Grenadierów. Fot. Archiwum Fotograficzne Czesława Datki/NAC
Niestety, do niektórych frontowych jednostek rozkaz dotarł, gdy już nie było czego zbierać. Tak było na przykład w przypadku Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, która 18 czerwca została zaatakowana przez niemiecki korpus pancerny. Historyk Józef Smoliński pisze wręcz o „rozjechaniu” brygady – i podhalańczycy rozproszyli się po Francji. Tylko niewielkiej części podkomendnych generała Zygmunta Bohusza-Szyszki dopisało szczęście i skonfiskowanymi samochodami dojechali do Brestu, skąd się ewakuowali.

Z kolei I Dywizja Grenadierów 19 czerwca była świeżo po krwawej bitwie pod Lagarde, która poważnie osłabiła jednostkę. Dość wspomnieć, że tylko jej 2 pułk stracił w walkach 80% żołnierzy, a dola i niedola dywizji zależała od Francuzów. Dowódca grenadierów, generał Bronisław Duch zdawał sobie z tego sprawę i gdy prosił o wycofanie swoich sił z frontu, liczył się z odmową. Istotnie, francuski przełożony postawił weto – pytanie, co dalej? Ostatecznie, Duch nie zdecydował się na bunt, zamiast tego wybrał walkę u boku Francuzów do końca.

Słowo „Narwik” mówi więcej interesującemu się historią Polakowi, niż mieszkańcowi Oslo

Norwegia w II wojnie została porzucona przez aliantów, tak jak Polska. Największą hańbą Brytyjczyków było utrzymywanie w sekrecie, że będą się ewakuować.

zobacz więcej
W związku z tym polscy grenadierzy dotarli do Raon-l'Étape 20 czerwca i kilkanaście godzin bronili miasta przed Niemcami, mimo sprzeciwu francuskiego burmistrza! Nazajutrz rano Duch zezwolił na wycofanie. Przebiegło ono według precyzyjnego planu, więc dosyć sprawnie. Ciężką broń polscy żołnierze zniszczyli, niektóre dokumenty spalili, a resztę, wraz ze sztandarami, załadowali do skrzyń i zakopali. Wreszcie, zaczęli opuszczać miasto niewielkimi grupami. Jednostka uległa rozwiązaniu.

Jako ciekawostkę można przytoczyć faky, że na losach I Dywizji spore piętno odcisnęły mickiewiczowskie „Dziady” – dowództwo jednostki zdecydowało, że Polacy zaczną się wycofywać z Raon-l'Étape, gdy dywizyjna radiostacja nada określony sygnał. Problem dotyczył wyboru dźwięku. W końcu przyjęto sygnał „4444”, zaproponowany przez kapitana Romana Czerniawskiego, który zainspirował się zaś cytatem z „Widzenia księdza Piotra”: „A imię jego czterdzieści i cztery”...

Po opuszczeniu miasta wielu grenadierów skierowało się do portów – na Wyspy dotarło ok. 1500 żołnierzy.

Byle szybciej, byle dalej

Z jednostek frontowych, które odebrały rozkaz Sikorskiego, warto jeszcze poświęcić słowo 2 Dywizji Strzelców Pieszych. 19 czerwca jej główne siły znajdowały się w o tyle korzystnej sytuacji, że walczyły tuż przy granicy francusko-szwajcarskiej. Zresztą, już dzień wcześniej nadzorujący działania dywizji generał Daille przewidywał, że po wykorzystaniu amunicji Polacy przejdą do Szwajcarii. Ewakuacja 2 DSP rozpoczęła się 19 czerwca wieczorem i odbyła bez poważniejszych perturbacji – dzięki temu niemieckiej niewoli uniknęło 11 611 żołnierzy.

Co z oddziałami podlegającymi Polakom? Teoretycznie ich dowódcy nie musieli się pytać Francuzów o zgodę na ewakuację, ale w praktyce aliant robił wiele, aby zachować pod kontrolą i te jednostki. Francuski szef sztabu generalnego, generał Colson posunął się nawet do tego, że zakazał im zmiany lokalizacji choćby o milimetr. Wobec tego, do Polaków płynęły sprzeczne komunikaty, o czym pisał później m.in. dowódca 4 Dywizji Piechoty, gen. Rudolf Dreszer.
Z polskiego MSWoj. otrzymał on rozkaz marszu do Saintes, od Francuzów – zakaz przemieszczania się. W tajemnicy przygotował więc swoje siły do ewakuacji z rejonu Parthenay (gdzie stacjonowała 4 DP).

Gdy Francuzi zorientowali się, że Dreszer i jego podkomendni próbują na własną rękę przedostać się do Saintes, postanowili przeciwdziałać. Najpierw Polaków próbował zatrzymać pułkownik jednego z francuskich korpusów, parę kilometrów później do akcji wkroczyła policja. Konkretnie lokalny prefekt, który wdał się w ostrą dyskusję z żołnierzami Dreszera. Burzliwa wymiana zdań zakończyła się polskim sukcesem – nie dość, że Francuz pozwolił kontynuować ewakuację, to zobowiązał się do zaopatrzenia dywizji w odpowiednią ilość benzyny!

Nim jednostka dotarła do wybrzeża, kilkakrotnie była zatrzymywana przez oficerów misji francuskiej. Bezskutecznie, ale prawdziwym wyzwaniem dla Polaków okazało się zaokrętowanie w porcie La Pallice. Załadunkowi na 3 polskie statki rybackie, francuski statek „Auvergne” i brytyjski „Alderpool” towarzyszyło bowiem niemieckie bombardowanie. Lotnicy III Rzeszy trzykrotnie atakowali port, na szczęście obyło się bez większych strat.

Ewakuacja Wojska Polskiego obfitowała zresztą w dramatyczne epizody – gdy żołnierze Stacji Zbornej w Bressuire dotarli do portu w La Rochelle, zastali odchodzący brytyjski statek. Każdy z nich musiał podpłynąć do transportowca i wciągnąć się na niego po linie.

Wyspa ostatniej nadziei
Jak wspomnieliśmy, ważne znaczenie dla losów ewakuacji miała rozmowa generała Sikorskiego z Churchillem. Naczelnemu Wodzowi udało się częściowo naprawić zaniechania i uzyskał nie tylko zgodę na wysłanie okrętów dla Polaków. Brytyjczycy przystąpili też do organizacji obozu dla naszych żołnierzy pod Glasgow. Sikorski wrócił więc nad Sekwanę (przyleciał do Libourne 20 czerwca wieczorem) z dobrymi wieściami, czym do pewnego stopnia uspokoił Kukiela i Sosnkowskiego. Przeprowadził z nimi ostatnią odprawę, po czym w nocy 20/21 czerwca odleciał z Sosnkowskim do Londynu.

Na posterunku pozostał Kukiel, który kierował ewakuacją polskiej armii do końca, tj. do 25 czerwca. Tego dnia on i jego sztab o 11.00 wsiedli w St. Jean de Luz na pokład torpedowca „Restigouche” i popłynęli do Plymouth. Godzinę później port i Francję jako ostatni opuścili żołnierze batalionu czołgów z 10 Brygady Kawalerii Pancernej. Łącznie, zdołano ewakuować do Wielkiej Brytanii ok. 19 500 Polaków, w tym 4300 oficerów i niemal 11 000 szeregowych wojsk lądowych oraz blisko 1000 oficerów i ponad 3200 szeregowców sił powietrznych. Na Wyspach znalazło też schronienie ok. 3000 cywili: polityków, urzędników, członkowie ich rodzin i rodzin wojskowych.
W ręce Niemców wpadło ponad 20 000 polskich oficerów i szeregowych. Straty te byłyby niższe, gdyby generał Sikorski w krytycznych dniach zachował rozsądek i koordynował prace ewakuacyjne, zamiast szukać swojego francuskiego odpowiednika. W efekcie sytuację musieli ratować Sosnkowski z Kukielem, a Naczelny Wódz tylko do pewnego stopnia zmazał swoje winy dzięki ustaleniom z Churchillem. Nic dziwnego, że już w lipcu 1940 roku nad Tamizą rozpętało się polskie piekiełko. Przeciwnicy Sikorskiego, głównie z kręgów sanacyjnych, przystąpili do ofensywy propagandowej i oskarżyli Naczelnego Wodza o zatracenie Wojska Polskiego. Prezydent Raczkiewicz pozbawił go nawet premierostwa, ale ostatecznie Sikorski utrzymał się na stanowisku. Jakim sposobem? To temat na osoby artykuł.

– Tomasz Czapla

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Wykorzystane w tekście cytaty pochodzą z publikacji: „Ewakuacja Wojska Polskiego do Wielkiej Brytanii w czerwcu 1940” Józefa Smolińskiego, „Władysław Sikorski” Romana Wapińskiego, „Kazimierz Sosnkowski podczas II wojny światowej. Książe niezłomny czy Hamlet w mundurze?” Ireneusza Wojewódzkiego oraz „Wojsko Polskie we Francji 1939-1940: organizacja i działania bojowe” Janusza Zuziaka.
Najważniejsza bitwa Churchilla
Zdjęcie główne: Ewakuacja wojsk brytyjskich z Dunkierki w maju 1940 roku. Fot. Roger Viollet Collection/Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Syberyjski Rockefeller. Polski milioner w Rosji
Produkował dla Rosjan setki tysięcy wiader spirytusu.
Historia Najnowsze wydanie
Freie Stadt Danzig. Niebezpieczna nostalgia nad Motławą
Ulice były wolne dla brunatnych batalionów.
Historia Najnowsze wydanie
Tłum szturmował samoloty, statki i barki. Amerykańska hańba
To moralna porażka Stanów Zjednoczonych – donosił prezydentowi Fordowi Henry Kissinger.
Historia Poprzednie wydanie
Dekalog dobrego człowieka
Społeczna Krucjata Miłości miała doprowadzić do powstania „nowych ludzi plemienia”.
Historia Poprzednie wydanie
Przestudiowałem „Kapitał” trzy razy
„Inteligencja nasza nieraz, nieświadomie może, przygotowuje grunt dla komunizmu, a sobie szafot” – pisał w 1938 roku ks. Wyszyński.