Cywilizacja

EURO – turniej rozgrywany w przerwie meczu o Superligę

Najgłośniej i najbardziej pryncypialnie na Superligę oburzała się UEFA. A wiadomo, że ten kto najgłośniej krzyczy, ma najwięcej za uszami. Po 12 latach utajnionych negocjacji, po dziesiątkach ustaleń, zmian i poprawek projektu federacja uznała, że najlepiej będzie się odciąć od pomysłu.

W piątek 12 czerwca 2021 na Stadio Olimpico w Rzymie drużyny Turcji i Włoch rozpoczynają 16. Piłkarskie Mistrzostwa Europy. Po raz pierwszy odbywają się z takim rozmachem, bo aż w 11 państwach kontynentu.

Sportowe emocje będą pochłaniać kibiców przez miesiąc. Futbolowe tsunami przetoczy się przez ekrany telewizorów i łamy prasy. Pewnie przykryje gorące spory o igrzyska w Tokio, które startują zaraz potem, a MKOl. nawet nie zmartwi się tym razem, że przykryje.

Może EURO zmniejszy chwilowo napięcia w samym futbolu, które nasiliły się podczas pandemii, przybrały ostre formy, a swym zasięgiem objęły nie tylko świat piłki nożnej, ale także polityki, mediów i sporych grup społecznych.

Jednak nie warto się łudzić, że czas pokoju w piłkarskiej rodzinie Europy będzie trwały. Że będzie czymś więcej niż więcej niż przejściowym zawieszeniem broni. Ten spór jest fundamentalny, dotyczy władzy i pieniędzy, zatem powróci.

Finansowe żniwa

UEFA to europejska federacja związków piłkarskich. Jako taka ma przychody i wydatki. EURO, Liga Mistrzów i Ligi Europy to jej podstawowe źródła dochodów ale i kosztów, takich jak nagrody, wsparcie rozwoju piłki krajowej czy utrzymanie organizacji.

Mistrzostwa Europy to dla UEFA finansowe żniwa. Każde kolejne przynoszą większe zyski od poprzednich. Przychód ostatniego Euro 2016 przyniósł około pół miliarda euro. Dwie wcześniejsze imprezy trochę powyżej 200 mln.

Działacze europejskiej centrali widzą to tak: jeden rok tłusty, czyli ten z EURO, powinien zabezpieczyć trzy lata chude. Potrzebną sumę określili konkretnie na pół miliarda euro. Jednak przychody z Ligi Mistrzów i Lig Europy są potężne.

Rozgrywki klubowe stanowią 90% przychodów federacji. Za prawa do transmisji telewizyjnych UEFA otrzymuje 2,3 miliarda euro w ciągu sezonu. Zatem „skromne” pół miliarda euro za mistrzostwa Europy to raczej bonus niż suma podstawowa.

Tak na serio EURO to bardziej sianokosy niż wielkie żniwa. To statutowy obowiązek UEFA, który daje jej władzę nad europejską piłką. Rozgrywki klubowe, a zwłaszcza Liga Mistrzów, to smakowity tort. Kawał tego tortu chce jej wyrwać pewien Hiszpan, i ma na to pomysł.

Pomysł nazwano Superligą, był prezentowany publicznie, włącznie z nazwami drużyn i ludźmi zarządu. Jednak w europejskim futbolu uznano go za schizmę, za spisek wrogich sił, niemal za wymysł szatana. Został zatrzymany w biegu, przynajmniej na razie.

Tajne negocjacje

Czy projekt Superligi powstał tylko po to, żeby zaraz upadł? Czy tylko po to, żeby zrobić wielkie zamieszanie? Czy jednak po to, żeby zarobić wielkie pieniądze? Czy wzięli się za to amatorzy, czy rekiny futbolu? Czy teraz trwa cisza po burzy, czy przed nową nawałnicą?

Na te pytania nie ma odpowiedzi. Ciekawe, że nikt jej nie szuka. Może środowiska piłkarskie uznały, że zagrożenie minęło i będzie jak było. Że niedoszła rewolucja pożarła własne dzieci i jest pozamiatane…Według mnie to „mylny błąd”.
Florentino Pérez (z lewej), prezes Realu Madryt i europejskiej Superligi na zdjęciu z lutego 2020 na stadionie Santiago Bernabeu z emerytowanym królem Hiszpanii Juanem Carlosem. Fot. Forum/ GTRES Online
Superliga jest jak duch w starej szafie. Już w 2009 roku prezydent Realu Madryt Florentino Perez ogłosił, że Ligę Mistrzów, która się zużyła, powinien zastąpić nowy format rozgrywek najlepszych z najlepszymi, bez zbędnych ogonów fazy grupowej.

Ciekawe, że i wtedy nikt tego nie drążył. Perez zapowiedział, że sam się tym zajmie, jeśli nie zrobi tego UEFA, która wie, że eliminacje Ligi Mistrzów mają mniejszą oglądalność, więc stacje telewizyjne płacą mniej za prawa do transmisji, na czym tracą kluby.

Wtedy UEFA nie zajęła stanowiska publicznie, jednak w tajemnicy zaczęła nad tym dyskutować. W 2016 roku miała już zarys własnego projektu: 16 najlepszych klubów według rankingu UEFA podzielonych na dwie grupy po 8 drużyn.

Żeby osłabić wrażenie segregacji futbolu zostawiono uchyloną furtkę dla gości specjalnych. Po 4 czołowe drużyny ligowe z Anglii, Hiszpanii, Włoch i Niemiec miały mieć wstęp do Ligi Mistrzów bez kwalifikacji.

Jednak furtka dla gości specjalnych niczego nie osłabiała. Zwłaszcza poczucia, że bogaci chcą się odciąć od całej reszty. To nie była furtka dla Rumunów, Albańczyków, Litwinów, Polaków itd. Ona była uchylona dla elity piłkarskiej, więc i finansowej.

Krótko mówiąc UEFA zabrała się do tego, co Perez proponował tyle, że na własny rachunek, i pod firmą Champions League. Robiła to ostrożnie, lecz i tak nadziała się na kontrę europejskich klubów i narodowych federacji.

Przecieki do mediów i ostra krytyka projektu czasowo zamknęły temat. Konie zostały wstrzymane, ale pomysł elitarnych rozgrywek nie upadł. Działacze UEFA mieli go z tyłu głowy i chcieli zrealizować, choć już wiedzieli, że muszą to zrobić inaczej.

Dwa lata później, w 2018 roku rozpoczęły się tajne negocjacje, m.in z Perezem, jednak nie nad Ligą Mistrzów lecz już nad Superligą w miejsce starego modułu. Informacje ujawnił internetowy portal Football Leaks, zajmujący się, po bożemu (statystyczno-informacyjnie) piłką zawodową.

Ale ten portal miał większe ambicje, co zostało docenione przez dziennikarzy „Der Spiegel”, którzy we współpracy Ruim Pinto, jednym z twórców portalu, zaczęli publikować liczne brudy futbolu.

Teksty spowodowały wszczęcie postępowań podatkowych przeciwko Leo Messiemu, Cristiano Ronaldo i Jose Mourinho. Amerykański sąd ponowił też postepowanie w sprawie gwałtu jakiego miał dopuścić się Ronaldo na Kathryn Mayordze.

Krótko mówiąc Football Leaks stał się mniejszym WikiLeaks a Rui Pinto małym Julianem Assange’m. Football Leaks nie tylko upublicznił temat tajnych rozmów na piłkarskich szczytach Europy i wymienił nazwę projektu. Podał także uzgodnioną datę wdrożenia rozgrywek Superligi – rok 2021: sierpień.

Parszywa dwunastka

Wiadomość o Superlidze wypłynęła na początku drugiej połowy kwietnia tego roku w formie przecieku medialnego. Źródłem przecieku były dwie gazety – „The Times” i „New York Times”, co wskazuje na zaplanowaną akcję międzynarodową.

„Czaruś” Roberta Lewandowskiego i inni. Budzi ich szelest banknotów i przyjemnie tuli do snu

Kibice są wściekli. Media sugerują szwindel. Sport na tym traci, ale ktoś zarabia.

zobacz więcej
Świat miał się dowiedzieć i miał zareagować, żeby decydenci mogli się dowiedzieć, jak zareaguje świat i stosownie do tego samemu reagować. Świat zareagował bardzo nerwowo i jednoznacznie. Kibice protestowali, media lamentowały, że koniec futbolu.

Ciekawe, że najgłośniej i najbardziej pryncypialnie oburzała się UEFA. Po 12 latach utajnionych negocjacji, po dziesiątkach ustaleń, zmian i poprawek projektu federacja uznała, że najlepiej będzie się odciąć. Niech wszyscy wiedzą, że nic nie wiedziała.

Skądinąd wiadomo, że ten, kto najgłośniej krzyczy, ma najwięcej za uszami. Europejska centrala futbolu ma tam sporo. Nie chciała brać na siebie kolejnej fali krytyki. Toteż bez żalu wystawiła na pożarcie Florentino Pereza i spółkę.

Przy okazji tego zamieszania swoje też ugrali politycy. Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson i prezydent Francji Emmanuel Macron negatywnie się wypowiadali o Superlidze. Rząd Hiszpanii oświadczył, że zrobi wszystko, aby ona nie powstała.

Nad reakcją polityków nie warto się jednak rozczulać, a zwłaszcza wierzyć, że chodzi im o tzw. dobro piłki. Politycy zawsze mają na uwadze przede wszystkim elektorat, a kibice to przecież wyborcy. Jak jest okazja, żeby zapunktować, to nie przepuszczą.

12 gigantów klubowych Europy zgłosiło akces do Superligi: Manchester United, Manchester City, Arsenal, Chelsea, Tottenham i Liverpool z Anglii, Real Madryt, Atletico Madryt i FC Barcelona z Hiszpanii oraz AC Milan, Inter Mediolan i Juventus z Włoch.

Akt założycielski miał obejmować 15 drużyn, zatem potrzebne były jeszcze trzy. Najlepiej Borussia, Bayern i PSG, ale na tym etapie miejsca pozostawały nieobsadzone. W futbolu nic nie dzieje się przypadkiem ani bezinteresownie.

Na Parszywą Dwunastkę spadły gromy ze wszystkich stron. Za to na tych, co się nie włączyli – lunął deszcz komplementów oraz totalnie odjechanych zachwytów nad ich postawą etyczną, głębokim rozumieniem sportu i fair play.

Hipokryzja nagrodzona

Tymczasem zachowanie PSG było strzelistym aktem hipokryzji, ujmując to najdelikatniej. Ten klub należy do Katarczyków, a jego prezes Nasser Al-Khelaifi do grona najbogatszych i najbardziej wpływowych działaczy.

Dla swojej grupy medialnej beIN załatwił m.in. prawa do mundiali 2018 i 2030. A w 2020 roku został oskarżony przez szwajcarską prokuraturę o korupcję przy przetargu na prawa transmisji spotkań piłkarskich.

Jego nazwisko pojawia się także w kontekście łapówek przy przyznawaniu Katarowi piłkarskich mistrzostw świata 2022 oraz lekkoatletycznych mistrzostw w Dosze w 2017 i przelewu na konto ówczesnego prezydenta IAAF kwoty 3,5 mln dolarów.

Paris Saint-Germain miał dotychczas paskudną opinię i we Francji i w UEFA. Kojarzył się z łamaniem zasad finansowego Fair Play, kreatywną księgowością, zmieniania umów ze sponsorami. Jednak rewolucyjna wstrzemięźliwość klubu diametralnie zmieniła optykę.

Al-Kheleifi nie przystąpił do rebelii, choć publicznie jej nie potępił. Za to jego ludzie wygłaszali komunikaty w stylu, że pan prezes to osoba pełna empatii, dlatego nie wyraża zgody, aby bogaci zabierali pieniądze biednym.
Nasser Al-Khelaifi za młodu był tenisistą, pierwszym reprezentantem Kataru w rozgrywkach ATP. Dziś jest szefem Katarskiego Związku Tenisowego ale przede wszystkim - od roku 2011 - prezesem futbolowego klubu Paris Saint-Germain (którego właścicielem jest fundusz Qatar Sports Investments). Na zdjęciu ze stycznia 2019 podczas turnieju tenisowego w Dosze wraz z ówczesnym trenerem PSJ Thomasem Tuchelem. Fot. Quality Sport Images/Getty Image
Z tej przyczyny Aleksander Ceferin, prezydent UEFA, nazwał Katarczyka „wielkim człowiekiem, respektującym wartości futbolu”. Natomiast „Le Figaro” porównało go do Robin Hooda, trochę ironicznie, ale jednak nie dodając, że jest to rasowy wilk w owczej skórze.

W nagrodę za dobre sprawowanie, i oczywiście nieposzlakowaną opinię, Katarczyk został nowym przewodniczącym Europejskiego Stowarzyszenia Klubów (ECA), na miejsce Andrei Agnellego, który przystał do struktur Superligi.

Przepraszam, czy to szantaż?

UEFA zagrała na wszystkich instrumentach jednocześnie. Na emocjach kibiców, wyrachowaniu polityków i ostro zakręconych mediach. Wyszło z tego coś między Marszem Mendelsona a Międzynarodówką, więc brzmiało fałszywie.

Piłkarska federacja starała się przekonać publiczność, że ona działa w obronie futbolu a Perez i przyjaciele chcą go zniszczyć. Tymczasem interesy UEFA i Superligi są dokładnie takie same i stąd draka w rodzinie.

UEFA chce pomnażać zyski i Superliga tego chce. Obie strony mają świadomość, że futbolem rządzą pieniądze. A kto ma kasę ten ma władzę w tym biznesie. Realną władzę a nie tylko tytularną.

Gdyby projekt Pereza przeszedł a Superliga ruszyła w sierpniu, nie tyle skończył by się futbol, co UEFA. Hiszpan, jak zapowiedział, zgarniałby co roku 4 mld za prawa telewizyjne, a UEFA zostałaby ze swoim EURO jak Himilsbach z angielskim…

Pół miliarda w „czasie żniw” z mistrzostw Europy, jeszcze trochę z Lig Europy i to by było na tyle. Champions League to ciągle ta kura, która znosi złote jaja. Superliga przejęłaby aktywa oraz funkcjonowała niezależnie.

Stąd ta histeria, stąd kibice na barykadach, a w tle marsze żałobne. Napinanie muskułów, straszenie karami były jałowym populizmem. Na przykład ten zakaz gry w reprezentacji narodowej w odwecie za mecze w Superlidze byłby nieskuteczny, choćby z uwagi na prawa obywatelskie.

Jest pytanie, o co chodzi? Niektórzy uważają, że o szantaż. Bogate kluby chcą dostawać od UEFA więcej pieniędzy, rzekomo dlatego wyskoczyły z tym pomysłem. Ale nie ma w tym logiki.

Za Superligą stoi światowy holding finansowy JP Morgan. Trudno zakładać, że taki bank wdawał by się w drobne szwindelki. Narażał własną reputację i własne pieniądze dla szantażu, na którym zresztą miałby zarabiać ktoś inny.

Ponadto pod tym projektem podpisali się doświadczeni menedżerowie, rezygnując z prestiżowych stanowisk w futbolu, jak Agnelli. Pracowali nad nim wybitni prawnicy. I po co? Żeby strzelić sobie w stopę, doprowadzić do kompromitacji w świetle kamer?

Pilnowanie swojej miski

Jednak mleko się rozlało. Widmo Superligi zawisło w przestrzeni publicznej i gdzieś tam wisi. Ale temat jak nagle wypłynął, tak nagle utonął. UEFA mocno spuściła z tonu. Nie rozdaje już kopniaków, zaledwie pomrukuje na Real, Barcę i Juventus, które trwają przy Superlidze.

Chciwość i korupcja. Milionowe transfery i sędziowskie przekręty. Cała prawda o futbolu

To nie pieniądze psują piłkę nożną. Psują ją ludzie, których zepsuły pieniądze, bo mieli do nich zbyt łatwy dostęp.

zobacz więcej
UEFA nie ma interesu, aby grzebano w tej sprawie. Kto będzie grzebał, ten się dogrzebie, że ona w niej tkwi od początku. UEFA pilnuje swojej miski pośrednika w Lidze Mistrzów. Nieważne, czy miska jest w połowie pusta czy do połowy pełna, dopóki coś w niej jest.

A jest coraz mniej. „Parszywa dwunastka” straciła w pierwszym roku pandemii 1,5 miliarda euro. Oglądalność futbolu, a zwłaszcza Ligi Mistrzów, gwałtownie spada. W niektórych krajach nawet o 80 procent. Coraz trudniej o sponsorów.

Kluby piłkarskie to przedsiębiorstwa biznesowe. Żeby biznes się opłacał, musi być zysk. I musi być popyt na towar. Tyle, że w piłce nożnej podaż przewyższa popyt. Nie da się ogarnąć takiej liczby meczów w sezonie.

UEFA zarzuca konkurentom chciwość, ale czym są jej rozdęte kalendarze rozgrywek jak nie przejawem pazerności? Na każdym meczu można zarobić. Na trzech tysiącach spotkań więcej niż na trzydziestu, to oczywiste. Tyle, że istnieją granice przesytu.

Tak się porobiło, że obecnym zagrożeniem dla futbolu jest futbol. Produkowany w nadmiarze, zbyt drogi w użytkowaniu, przeszacowany finansowo, skorumpowany, pełen hipokryzji i hipokrytów.

Wyeliminowanie pośrednika

Czy Superliga jest na to lekarstwem? Szczerze i serdecznie wątpię. Superliga to samo co Liga Mistrzów i jeszcze gorzej, tyle, że bez UEFA. I o to toczy się ta gra. O wyeliminowanie pośrednika. Sądzę, że inaczej JP Morgan by w to nie inwestował.

Bank zaoferował 5 miliardów dolarów. Wykładając takie pieniądze trzeba monitorować przepływy, czego pośrednik w postaci dużej, międzynarodowej struktury organizacyjnej, opasanej biurokracją nie ułatwia.

Póki co dziewiątka z dwunastu drużyn wróciła do szeregu. UEFA przestała histeryzować. JP Morgan posypał głowę popiołem, żeby nikt nie pomyślał, że bank może być mściwy, a zwłaszcza chciwy. Co to oznacza? Moim zdaniem przerwę w rozgrywkach o Superligę.


Przerwa będzie zagospodarowana przez EURO nr 16. Nie ma lepszego sposobu odwracania uwagi od mętnych i pokrętnych sprawek piłeczki kopanej jak porządnie haratnąć w gałę. Gdy chłopaki wybiegają na boisko, nic się nie liczy oprócz gry.

Jest fan, jest adrenalina, kto by tam miał głowę do zajmowania się buntownikami czy wręcz przeciwnie, oraz do dociekań kto ma rację, a kto jej nie ma. Ten czas to prezent dla obu stron i niewątpliwie obie go wykorzystają.

UEFA złapie oddech, gdyż została zaskoczona w narożniku i wpadła w panikę, więc będzie miała miesiąc, żeby ochłonąć. Przy okazji skosi swoje „EURO sianko”, pewnie więcej niż pół miliarda euro, bo impreza jest Eurototalna.

A Perez i przyjaciele zamkną się z prawnikami, żeby dopracować projekt. Teraz będzie im łatwiej, ponieważ znają argumenty przeciwnika, gdyż padły publiczne. Znają mocne i słabe miejsca oporu środowiska a także kibiców.

Gdy wybrzmią hymny i fanfary EURO, zwaśnione strony zapewne siądą do twardych negocjacji, żeby wypracować kompromis. Nie wiadomo kiedy to nastąpi. Jednak wiadomo, że kierunek był już dawno uzgodniony.

Pozostał tak naprawdę chyba tylko jeden problem do rozwiązania – komu przypadnie większy kawał tego tortu?

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Czy rozgrywany w Porto w 2021 roku finał Ligi Mistrzów między Manchesterem City a Chelsea był ostatnim z tej serii? Czy najwyższe rogrywki europejskie zastąpi niebawem Superliga? Fot. Visionhaus/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Igrzyska bez sushi. Wszystkim chodzi tylko o pieniądze
Działacze olimpijscy w Tokio zaryzykują tylko, jeśli pójdą w miasto. Wtedy mogą coś złapać. Chociaż niekoniecznie koronawirusa.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tradycyjna medycyna chińska oparta na faktach
Zastosowano ją w szpitalach w Wuhan i połowa chorych po ok. 10 dniach opuszczała je jako wyleczona. Czy 4000 lat tradycji może się mylić i musi się legitymizować „badaniami klinicznymi”?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Cichy białoruski bohater – arcybiskup Artemiusz
Jedyny hierarcha prawosławny, który skrytykował przemoc władzy wobec protestujących. Wysyłał kandydatów na księży do polskich szkół teologicznych, by „oddychali głęboko powietrzem wolności” i „zobaczyli, jak może w przyszłości wyglądać Białoruś”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Irina przytnie grzywkę, Andrij trawnik. Ukraińcy w Polsce AD 2021
Ukraińcy zwykle lubią Polaków i Polskę bardziej i odczuwają wobec nich większą bliskość niż na odwrót.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Bronił Polski przed atakami władz Izraela. Jair, syn Benjamina
Polacy, wiedzcie, proszę, że obecny rząd jest nielegalny i nie reprezentuje narodu izraelskiego! – napisał.