Historia

Ile razy Anglia zdradziła Polskę? Nielojalny sojusznik

75 lat temu świat hucznie świętował zwycięstwo nad Niemcami i Japonią w II wojnie światowej. Londyńska Parada Zwycięstwa 8 czerwca 1946 roku była jedną z największych w historii nowożytnej Europy. Do przemarszu nie dopuszczono jednak przedstawicieli Polskich Sił Zbrojnych, co dla wielu było ostatecznym dowodem, że nasi zachodni alianci ułożyli się z Sowietami kosztem Polski.

Rodzina królewska, w tym młodziutkie księżniczki Elżbieta i Małgorzata, bohater Imperium i były już premier Winston Churchill, ówczesny szef rządu Clement Attlee i przede wszystkim najważniejsi alianccy przywódcy w ciepły dzień 8 czerwca 1946 roku podziwiali kolumnę liczącą blisko 500 pojazdów i 21 tysięcy żołnierzy. Prezentowała się zwycięska, głównie brytyjska armia lądowa, marynarze, ale i wojska sprzymierzone, a nawet służba pomocnicza, pielęgniarki czy strażacy gaszący Londyn w czasie bombardowań.

Uczniom wręczano okolicznościowe pocztówki przemówieniem Króla Jerzego VI, a na ulice miasta od Regent's Park do Mall wyległo kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Przemarsz weteranów prowadził marszałek Bernard Law Montgomery, za nim dość nieliczni Amerykanie, dumni Francuzi, ci sami, którzy najpierw walczyli w pierwszej bitwie aliantów pod Narwikiem, a później podzielili się na „wolnych” od de Gaulle’a i kolaborantów z Vichy.

Obok nich regimenty arabskie, przedstawiciele Wspólnoty Brytyjskiej, w tym Australijczycy broniący Tobruku w 1941, Nowozelandczycy szturmujący Monte Cassino i Kanadyjczycy walczący pod Falaise i wyzwalający Belgię i Holandię w 1944 roku. Nad dumnymi zastępami, w których barwnie szły nacje tak zasłużone na froncie jak Meksykanie, Brazylijczycy, Jamajczycy i Służba Zdrowia Fidżi, przelatywały samoloty RAF. I nie trzeba było wyjątkowej orientacji w przebiegu wojny, aby ze zdziwieniem stwierdzić, że kogoś tu brakuje. Gdzie są Polacy?

Lista gości zatwierdzona na Kremlu

Nazwy wspomnianych powyżej jednostek i operacji z czasu II wojny światowej zostały wybrane nieprzypadkowo. Frontowi koledzy polskich żołnierzy z wymienionych bitew mogli czuć rozczarowanie z powodu tej nieobecności. Gen. Władysław Anders tak wspominał ten dzień: „Nie było to dla nas obrazą, przeciwnie – sądziliśmy, że przykro będzie raczej tym żołnierzom sojuszniczym, którzy defilują, iż ich polscy koledzy z walk tej wojny nie maszerują wraz z nimi. Względy natury politycznej, tak jak już wielokrotnie w stosunku do nas, nawet i w tej dziedzinie przeważyły szczególnie rażąco”.

Sprawa rozegrała się szybko. Nasze wojska zaproszono, a następnie wyproszono „po angielsku”. Już latem 1945 roku Wielka Brytania, Francja i USA faktycznie cofnęły międzynarodowe uznanie dla polskiego rządu na wychodźstwie. Gdy Sowieci podstępem aresztowali przywódców Polskiego Państwa Podziemnego zachodnie rządy nie reagowały. Formalnie stroną rozmów dyplomatycznych stał się dla Zachodu tylko rząd komunistów. Nie zmieniało to okoliczności, iż w roku 1946 polskie wojska jako część korpusów alianckich stacjonowały we Włoszech oraz zarządzały tzw. polską strefą okupacyjną w zachodnich Niemczech przy granicy z Holandią.
Polscy lotnicy w grudniu 1940 w bazie RAF obserwują startujące samoloty. Fot. A. J. O'Brien/Fox Photos/Getty Images
Zaproszenie na londyńską defiladę trafiło do Warszawy, ale Sowieci uznali że jedynym miejscem do świętowania może być Moskwa, w ostateczności Berlin. Ostatecznie w czerwcu w Londynie maszerowali nawet Czesi, a Polacy, zarówno ci z „ludowego”, jak i ci z „londyńskiego” wojska, zostali wykluczeni – bo w obu przypadkach nie zgodził się Kreml.

Brytyjczycy jednak chcieli wyjść z tego z twarzą. Sytuacja oburzała ich własną opinię publiczną. Mieszkańcy Wysp jeszcze parę lat wcześniej byli zakochani w naszych pilotach, niesłuchanie skutecznych w czasie Bitwy o Anglię. Kurtuazyjnie zaproszono więc przedstawicieli polskich dywizjonów. Ci jednak stwierdzili, że w obliczu wykluczenia innych Polaków, ich udział byłby obrazą dla całych Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. I ostatecznie nie defilował żaden polski żołnierz.

Czy 75 lat po tych wydarzeniach jest sens nadal rozpamiętywać tę zadrę? Brak Polaków musi budzić zdumienie. W końcu w fecie nie brali udziału przedstawiciele jedynego narodu, który walczył z Hitlerem tak długo – przez 2077 dni. Od dnia pierwszego aż do ostatniego dnia wojny w Europie. Nie był to jednak symbol braku elegancji, ale nowego międzynarodowego ładu. Z jednej strony początków uległości Zachodu wobec wzrastającej potęgi Związku Radzieckiego, z drugiej wstępu do trwającej przez następne 43 lata zimnej wojny. Po II wojnie światowej osłabione Imperium Brytyjskie symbolicznie dało sygnał Moskwie, że Kreml może dyktować, kto i jak ma maszerować na ulicach Londynu.

Krokodyle łzy Churchilla

Nie bez znaczenia był fakt, iż premier Attlee był liderem rządzącej w latach 1945-51 Partii Pracy, zawsze antykomunistycznej (jak na standardy lewicy), ale w trakcie wojny i tuż po niej nieco bardziej przychylnej Związkowi Radzieckiemu. To była tak naprawdę osobista decyzja nowego premiera. Protestując przeciw niej 5 czerwca 1946 r. Churchill podczas przemowy w Izbie Gmin wyraził „głęboki żal, iż żaden z oddziałów polskich, które przelały swoją krew dla wspólnej sprawy, nie został dopuszczony do udziału w Defiladzie”. Dziś możemy taką deklarację nazwać jedynie wylewaniem krokodylich łez, bo krytykowana przez ekspremiera decyzja była tylko konsekwencją polityki Brytyjczyków – i samego Churchilla – wobec Polski realizowanej już od pierwszych wystrzałów z pancernika Schleswig-Holstein.

W polskiej dyskusji o wojnie wielokrotnie wypominamy Wielkiej Brytanii brak reakcji na rozpoczęcie II wojny światowej i podjęcia walki przeciwko Hitlerowi. To jednak nie było takie proste. 25 sierpnia 1939 roku został wprawdzie podpisany układ sojuszniczy z Wielką Brytanią, ale nie zawierał on zobowiązania do działań wojsk lądowych (to zadanie miała wziąć na siebie Francja, która, jak wiemy, zawiodła). Mało tego, armia brytyjska była praktycznie niezdolna do realizacji takiej operacji.

Na odsiecz Finom! Wojna zimowa a sprawa polska

Gdyby Helsinki czekały na pomoc aliantów, zostałyby na lodzie.

zobacz więcej
Dlatego bardziej znaczące od bierności we wrześniu powinno być przemówienie Churchilla jako ministra w rządzie Neville’a Chamberlaina już 1 października 1939 roku. De facto zaakceptował w nim agresję sowiecką dokonaną dwa tygodnie wcześniej: „Pozycje zajęte przez wojska rosyjskie są konieczne do zapewnienia bezpieczeństwa Rosji w obliczu nazistowskiego zagrożenia” – mówił Pierwszy Lord Admiralicji.

Zaledwie kilka dni później spotkał się z radzieckim ambasadorem w Londynie Iwanem Majskim. Wizja koalicji ze Stalinem stawała się obsesją Churchilla, niezależnie od tego, iż był to kraj, który najpierw zaatakował Polskę, a następnie, już w listopadzie 1939, Finlandię. Co ciekawe, dopiero ta druga agresja spotkała się to z reakcją społeczności międzynarodowej, gdy po rozpoczęciu wojny zimowej ZSRR został wykluczony z Ligi Narodów.

Sytuacja była, delikatnie mówiąc, dwuznaczna. Brytyjczycy chcieli flirtu z Sowietami, a ci byli jednym z dwóch okupantów Polski, z którą Londyn był w sojuszu. Polscy żołnierze u boku aliantów brali już udział w bitwie o Narwik, obronie Francji, szykowali się do obrony Tobruku i przede wszystkim mieli olbrzymi wkład w powietrzną Bitwę o Anglię. To wszystko jednak nie przeszkadzało Churchillowi w poszukiwaniu zbliżenia z Kremlem. I działo się to jeszcze przed atakiem Niemiec na ZSRR 22 czerwca 1941 roku, co wykazuje brytyjski historyk Geoffrey Roberts.

W swojej książce „Churchill i Stalin. Toksyczni bracia” (tytuł oryginalny brzmiał: „Churchill and Stalin: Comrades-in-Arms” czyli „Churchill i Stalin: towarzysze broni”) podkreśla, że Churchill jeszcze w roku 1940 napisał list do Stalina, a brytyjski ambasador Stafford Cripps w ramach specjalnej misji oferował Wiaczesławowi Mołotowowi akceptację dla porządku granic w Europie Wschodniej i wstrzymania się od operacji militarnych przeciwko ZSRR. Mało tego na tydzień przed atakiem Hitlera na ZSRR Churchill uzgodnił z prezydentem USA F. D. Rooseveltem gotowość pomocy wojskowej i gospodarczej dla Moskwy. Brytyjski premier zdawał sobie sprawę, że bez otwarcia drugiego frontu przeciw Niemcom nad Wyspami ciągle będzie wisieć zagrożenie wznowienia operacji Lew Morski i intensyfikacja działań Luftwaffe.

Nie trzeba głośno mówić

Realizacja Planu Barbarossa dla Churchilla oznaczało przeniesienie ciężaru konfliktu z Europy Zachodniej i Afryki Północnej. Pełne poetyckich odniesień przemówienie radiowe wygłoszone w dniu niemieckiej agresji na Rosję (Churchill celowo nie używał terminu ZSRR, ale Rosja i podkreślał los biednej ludności zaatakowanej przez hitleryzm) było jego symbolicznym zerwaniem z antykomunizmem, któremu hołdował do tego momentu przez całe życie. Już poza anteną Churchill stwierdził, że „gdyby Hitler najechał piekło, to sam diabeł będzie naszym sojusznikiem”.
Winston Churchill z wizytą u Józefa Stalina w Moskwie w sierpniu 1942 roku. Fot. Crown/Mirrorpix/Mirrorpix via Getty Images
W relacjach rządu polskiego w Londynie z Brytyjczykami zaczął się nowy rozdział. Straciliśmy status cennego sprzymierzeńca. Jeszcze podpisanie paktu Sikorski-Majski i heroiczny wysiłek gen. Andersa, który doprowadził do ewakuacji obywateli polskich z ZSRR do Iranu, pozwolił na uratowanie życia ponad 100 tys. ludzi zamkniętych w łagrach. Kolejne lata wojny pokazywały jednak, że dla Wielkiej Brytanii stajemy się sojusznikiem niewygodnym. Odtąd rozpoczął się bowiem cykl wydarzeń, w których polscy żołnierze oddawali życie za sprawę niepodległej Polski w przedwojennych granicach, która w tym czasie już była przegrana. Szlak Andersa nie mógł mieć szczęśliwego zakończenia.

Nazwa czarnomorskiego kurortu Jałta, gdzie odbyła się konferencja przywódców mocarstw w lutym 1945 r., jest dziś symbolem konszachtów Zachodu ze Stalinem i ustępstw aliantów wobec Sowietów. Tyle, że w rzeczywistości owe ustępstwa nastąpiły na... konferencji teherańskiej, a dopiero po Jałcie ujrzały światło dzienne. To w Iranie już pod koniec 1943 roku zaakceptowano oddanie pod kuratelę ZSRR większości terenów zajętych 17 września 1939.

Oznaczało to, że pochodzący często z Kresów żołnierze gen. Andersa jeszcze przed atakiem na Monte Cassino, wyzwalaniem Ankony i Bolonii nie mieli perspektywy powrotu do domu. Lwów i Wilno, kresowe wsie i miasteczka miały znaleźć się w odpowiednich republikach radzieckich. Tylko, że nikt o tym nie wiedział: ustalenia teherańskie Churchilla, Stalina i Roosevelta były zatajane przed rządem londyńskim.

Z drugiej strony, trzeba pamiętać, że największym koszmarem dla Zachodu byłoby gdyby Stalin zakończył swoją ofensywę na linii Bugu, ewentualnie Wisły pozostawiając aliantów z Hitlerem tylko na froncie zachodnim. Wracając do Churchilla, brytyjski premier wykazał się swego rodzaju uczciwością: 22 lutego 1944 r. w swoim wystąpieniu w Izbie Gmin stwierdził, że rząd brytyjski nigdy nie gwarantował Polsce powrotu do granic sprzed II wojny światowej.


Ciekawie na stosunki polsko-brytyjskie wpłynęło także odkrycie grobów polskich oficerów w Katyniu. Polski rząd na wychodźstwie zerwał wtedy stosunki dyplomatyczne z ZSRR, choć generała Władysława Sikorskiego zniechęcał do tego gestu osobiście Winston Churchill, mówiąc mu wprost, że „są rzeczy, które, choć wiarygodne, nie nadają się do tego, by mówić o nich publicznie”.

Władzom brytyjskim basowały miejscowe media. Jan Nowak-Jeziorański, wówczas skierowany z tajną misją do Sztokholmu, relacjonował swoją lekturę dostępnej tam prasy brytyjskiej: „Poza nielicznymi wyjątkami gazety londyńskie zgodnym chórem kierowały głosy oburzenia, krytyki i potępienia nie pod adresem Rosji, jako strony podejrzanej o dokonanie masowego morderstwa na jeńcach wojennych, lecz przeciwko ofierze zbrodni, która ośmieliła się ujawnić poszlaki i domagać się ujawnienia prawdy.”

Polscy lotnicy na koniec wojny zestrzelili aż cztery odrzutowe Messerschmitty

Brytyjczycy rozważali kupienie najnowocześniejszego myśliwca na świecie od… Polski.

zobacz więcej
Jeszcze ciekawsze wydaje się to, że i o Katyniu, później upadku Powstania Warszawskiego, ale także konferencji jałtańskiej polscy żołnierze 2. Korpusu dowiadywali się w pierwszej kolejności nie z własnych gazet, ale z propagandowych radiostacji niemieckich nadających we Włoszech w języku polskim (słynna WANDA). Gen. Anders uważał, iż szkodliwość ich przekazu nie polegała na skutecznym nakłanianiu żołnierzy do dezercji, ale na tym, iż to od Niemców Polacy poznawali gorzką prawdę.

Dowcipy o Polakach

Miesiąc po wybuchu powstania w Warszawie radio wykorzystał Wódz Naczelny gen. Kazimierz Sosnkowski, aby nadać swój słynny rozkaz nr 19., wyrażający krytykę sił alianckich wobec braku wsparcia dla walczącej stolicy. Sosnkowski chciał zwiększenia zrzutów i wykorzystania szkolonej przez gen. Stanisława Sosabowskiego brygady spadochronowej. Pomimo wcześniejszego krytycznego stosunku do powstania, Wódz Naczelny zabiegał o decyzję aliantów o skierowaniu elitarnej jednostki nad Wisłę.

Po nadaniu radiowej odezwy Sosnkowskiego Brytyjczycy byli oburzeni. Słowa generała stały się pretekstem do realizacji postulatu Sowietów, którzy wcześniej zabiegali o jego marginalizację przez Brytyjczyków. Jeszcze w lipcu 1944 Churchill w depeszy wysłanej do Stalina obiecał wpłynięcie na polski rząd w celu usunięcia dowódcy z zajmowanego stanowiska. Dowództwo brytyjskie groziło nawet rozbrojeniem brygady Sosabowskiego i nie zgodziło się na wysłanie do walczącej stolicy Polski choćby niewielkiej – kilkudziesięcioosobowej – kompanii spadochroniarzy.

Ostatecznie miejsce Sosnkowskiego zajął powstańczy dowódca gen. Tadeusz Bór Komorowski, który zresztą parę dni po powołaniu na stanowisko trafił do niemieckiej niewoli. Elitarna brygada spadochronowa została natomiast bardzo poważnie osłabiona w czasie nieudanej operacji Market-Garden, a potem także pozbawiona przez Brytyjczyków swojego dowódcy – odznaczonego Krzyżem Walecznych za bitwę pod Arnhem – gen. Stanisława Sosabowskiego.

Ostateczne ustalenia brytyjsko-sowieckie dotyczące Polski zapadły niedługo po upadku powstania, w czasie wizyty Churchilla w Moskwie 9 października 1944. Kwestia polska była tylko jedną z wielu kart w geopolitycznej grze, a dla aliantów w tamtym momencie najważniejsze było przystąpienie ZSRR do wojny przeciwko Japonii. Stalin wykorzystywał te oczekiwania Zachodu praktycznie od roku 1943, a wojnę Japonii wypowiedział dopiero w sierpniu 1945.
Gen. Stanisław Sosabowski, twórca i dowódca 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Fot. Marek Skorupski/ Agencja Forum
Dlatego też właśnie to już w październiku 1944 w zaciszu gabinetu na Kremlu „wielka dwójka” zadecydowała nie tylko o losach polskich granic, odebraniu nam Kresów, przydzieleniu Prus Wschodnich i ziem zachodnich, podziału Niemiec na strefy okupacyjne, ale – co najważniejsze – ostatecznie autoryzowała rząd stworzony pod kuratelą Sowietów, czyli Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. To w trakcie tego spotkania padły protokołowane słowa premiera Wielkiej Brytanii: „Polacy to mężni i dzielni ludzie. Niestety mają głupich przywódców. Gdzie dwóch Polaków, tam pojawia się spór”, podsumowane przez Stalina żartem: „Gdy Polak jest sam, zaczyna się kłócić sam ze sobą”.

– Cezary Korycki

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Parada zwycięstwa w Londynie w roku 1946. Fot. Hulton Archive/Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Japoński dyplomata, który ratował polskich Żydów
Wiedział, że jeśli przeciwstawiłby się rozkazom swoich przełożonych, zostałby zwolniony i okryłby się hańbą.
Historia Poprzednie wydanie
Syberyjski Rockefeller. Polski milioner w Rosji
Produkował dla Rosjan setki tysięcy wiader spirytusu.
Historia Poprzednie wydanie
Freie Stadt Danzig. Niebezpieczna nostalgia nad Motławą
Ulice były wolne dla brunatnych batalionów.
Historia Poprzednie wydanie
Tłum szturmował samoloty, statki i barki. Amerykańska hańba
To moralna porażka Stanów Zjednoczonych – donosił prezydentowi Fordowi Henry Kissinger.
Historia wydanie 10.09.2021 – 17.09.2021
Dekalog dobrego człowieka
Społeczna Krucjata Miłości miała doprowadzić do powstania „nowych ludzi plemienia”.