Rozmowy

Orzeł, swastyka i czerwona gwiazda. Polityka zagraniczna Piłsudskiego

Hitler od połowy lat 30. podejmował wysiłki, żeby przekonać polskie elity do zawarcia sojuszu antysowieckiego. W zamian za to Polska miała otrzymać Ukrainę i dostęp do Morza Czarnego. Piłsudski uważał, że Hitler stawia sobie cele niemożliwe do zrealizowania i dlatego odrzucił jego ofertę. To jest też dowód na jego ogromny pragmatyzm i zdrowy rozsądek – mówi Krzysztof Rak, doktor nauk historycznych, publicysta i dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Jest autorem wydanej w tym roku książki „Piłsudski między Stalinem a Hitlerem” oraz wcześniejszej „Polska - niespełniony sojusznik Hitlera”. Współprowadzi cykliczny program „CHiP”, emitowany od poniedziałku do czwartku o godz. 17.35 w TVP3 Warszawa.



TYGODNIK TVP: Czy istniała doktryna polityki zagranicznej Józefa Piłsudskiego?

KRZYSZTOF RAK:
Sądzę, że nie. I bardzo dobrze, że nie istniała. To było siłą jego polityki zagranicznej. Wielkie koncepcje dorobili marszałkowi później jego piewcy, a ich imię było Legion. Nie znaczy to jednak, że jego polityka nie była podporządkowana żadnym zasadom, wręcz przeciwnie, ale ich zbiór trudno nazwać jakąś wielką koncepcją, bo są to reguły, które politycy stosują na co dzień. Należą do nich zasada zachowania władzy, utrzymania bytu państwowego, czy też racji stanu (interes państwa). Męża stanu poznaje się nie po projektach, lecz po umiejętności realizacji zasadniczych celów, z których dla polityki zagranicznej najważniejszym jest utrzymanie bytu państwa na arenie międzynarodowej. Potrzebny jest mu również rozsądek, elastyczność oraz pragmatyzm.

Wybitny polityk, a do tego grona niewątpliwie zaliczał się Piłsudski, wie, że nie jest żadnym realizatorem wielkich i skomplikowanych wizji; wie, że nie jest demiurgiem, lecz tym, który się do rzeczywistości dostosowuje. Cechuje go przede wszystkim pokora, ponieważ zdaje on sobie sprawę z tego, jak mało w gruncie rzeczy od niego zależy. Prawdziwy mąż stanu nie stara się na siłę zmienić procesów politycznych, historycznych, społecznych, lecz wykorzystuje je do realizacji swoich własnych celów. Takim był Józef Piłsudski i dlatego bez przesady można powiedzieć, że to najskuteczniejszy polski polityk XX wieku.
Józef Piłsudski na Kasztance przyjmuje defiladę Wojska Polskiego na placu Saskim, 11 listopada 1926. Fot. Centralne Archiwum Wojskowe, Domena publiczna, Wikimedia Commons
Dokonany przez niego pucz wpłynął na aktywizację naszej polityki zagranicznej?

Po zamachu majowym zmienił jej wektory. Wcześniejszy minister spraw zagranicznych Aleksander Skrzyński postawił bowiem na współpracę z mocarstwami zachodnimi, czyli na Francję i Wielką Brytanię. Uważał, że należy płynąć w głównym nurcie. I okazało się, iż nie miał racji, czego dowodem była jego klęska w trakcie konferencji w Locarno w 1925 roku. Piłsudski dokonał zwrotu: zamiast na podporządkowanie się mocarstwom, postawił na porozumienie z dwoma największymi wrogami Polski, a mianowicie Związkiem Sowieckim i Niemcami. Na początku nie miał sukcesów, przede wszystkim dlatego, że Niemcy, to jest ich minister spraw zagranicznych Gustav Stresemann, nie chcieli z Polską współpracować, lecz czekali na jej upadek. Liczyli, że w ten sposób uda im się odzyskać Pomorze Gdańskie oraz Górny Śląsk.

Dyrektywy Piłsudskiego początkowo usiłował urzeczywistniać minister August Zaleski, zluzowany po kilku latach przez Józefa Becka. Z jakich powodów?

Piłsudski nie potrzebował do prowadzenia polityki partnerów, lecz posłusznych wykonawców. Prawdopodobnie Zaleski wydawał mu się być zbyt niezależny. Dlatego zmienił go na Becka, działającego niczym ślepe narzędzie marszałka.

Który nie postrzegał II RP mocarstwowo. W przeciwieństwie do swoich sukcesorów…

Niewątpliwie Piłsudski miał świadomość słabości Polski. Dlatego przede wszystkim starał się zapewnić jej bezpieczeństwo i nawet nie myślał o tym, aby uczynić z niej wielkie mocarstwo. Był realistą i wiedział, że w ciągu kilku lat byłoby to przecież niemożliwe. Niestety, po śmierci Piłsudskiego Beck uwierzył, że Polska jest potęgą. Usiłował prowadzić politykę mocarstwową, co moim zdaniem stanowi najważniejszą przyczyną jego porażki w latach 1938-1939. Przecenił siłę i potencjał Polski, a nie docenił siły i potencjału Niemiec. To był grzech pierworodny jego polityki.

Grzechy piłsudczyków nie mogą obciążać Piłsudskiego

Podstawową wadą systemu sanacyjnego było jego „sklerotycznienie”, czyli brak sprawnych mechanizmów odmładzania elit państwa – mówi politolog Przemysław Żurawski vel Grajewski.

zobacz więcej
Najlepiej widać to na przykładzie roku 1938. Dążąc do rozbicia Czechosłowacji, Beck chciał stworzyć regionalne ugrupowanie, które zrównoważyłoby wpływy niemieckie w Europie Środkowej. Polska jednak była zbyt słaba na wdrożenie tego planu. W wyniku likwidacji państwa naszych południowych sąsiadów, w którym II Rzeczpospolita wzięła aktywny udział za sprawą jej ministra sprawa zagranicznych, panem Europy Środkowej stał się Adolf Hitler. To jest dobry przykład nieskuteczności myślenia koncepcyjnego w polityce międzynarodowej. Bardzo często bowiem realizacja wielkich projektów kończy się skutkami całkowicie odmiennymi od zamierzonych. W 1938 roku, po wyeliminowaniu Czechosłowacji, to Polska miała zostać liderem regionu, a w rzeczywistości stała się nim III Rzesza. A tego na pewno Józef Beck nie zamierzał.

Wróćmy do Piłsudskiego. Rozważał ustępstwa terytorialne wobec Niemiec?

W źródłach niemieckich lub sowieckich pojawiają się tego rodzaju spekulacje. Zapewne w różnych stolicach rozpuszczono na ten temat pogłoski. Nie wydaje mi się jednak, ażeby Piłsudski na serio rozważał normalizację stosunków z Niemcami za cenę ustępstw obszarowych, kolidujących z naszą racją stanu. Niemcy chcieli odzyskać całe Pomorze Gdańskie, a to oznaczało, że Polska musiałaby utracić dostęp do morza. Nie wierzę, że marszałek wyraziłby zgodę na coś takiego. Niemożliwe to było również ze względów wewnętrznych. Piłsudski był oczywiście dyktatorem, ale jego reżim nie miał takiej siły, żeby spacyfikować niezadowolenie społeczne, które wywołałoby oddanie części ziem ojczystych Niemcom.

Konsensus z Republiką Weimarską nie wchodził w grę wyłącznie z jej winy?

Moim zdaniem tak, ponieważ tamte Niemcy nie chciały dogadać się z Polską. Więcej – gardziły nią, traktowały jako państwo sezonowe. Były przekonane, że jest u progu krachu gospodarczego, społecznego i politycznego. Nie było więc żadnego miejsca na politykę. Berlin czekał, aż kryzys doprowadzi wschodniego sąsiada do upadku, a wtedy miał nadzieję urzeczywistnić wszystkie swoje roszczenia wobec Warszawy.
Wizyta w Polsce Josepha Goebbelsa, niemieckiego ministra propagandy w rządzie Hitlera, 15 czerwca 1934. Marszałek Józef Piłsudski, po prawej Goebbels ¬i szef polskiej dyplomacji Józef Beck. Pierwszy od lewej Hans von Moltke, urodzony w Opolu ambasador Niemiec w II RP. Wcześniej był kierownikiem działu polskiego w niemieckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, od 1931 r. posłem niemieckim w Polsce. Fot. Bundesarchiv, Bild 183-B0527-0001-293 / CC-BY-SA 3.0
Dlaczego relacje z Berlinem wydatnie się poprawiły po wyborczej wygranej Adolfa Hitlera?

Bo w odróżnieniu od Stresemanna nie zależało mu na powrocie do granic Rzeszy sprzed 1914 roku. Hitler w „Mein Kampf" nazwał wręcz zbrodnią dążenie do przywrócenia przedwojennego status quo Stworzył wielką koncepcję. Chciał podbić Związek Sowiecki, by w ten sposób zapewnić narodowi niemieckiemu tak zwaną przestrzeń życiową. Na pewno dostrzegał, że pomiędzy Niemcami a Sowietami znajduje się Polska. Mogła zatem stać się przeszkodą lub sojusznikiem w jego wielkiej krucjacie wschodniej. Wybrał to drugie rozwiązanie i od połowy lat 30. podejmował wysiłki, żeby przekonać polskie elity do zawarcia sojuszu antysowieckiego. W zamian za to Polska miała otrzymać Ukrainę i dostęp do Morza Czarnego. Piłsudski nie przyjmował pomysłów tego rodzaju. To jest też dowód na jego ogromny pragmatyzm i zdrowy rozsądek. Uważał, że Hitler stawia sobie cele niemożliwe do zrealizowania i dlatego odrzucił jego ofertę. Jak pokazała historia, miał stuprocentową rację. Drang nach Osten po Lebensraum zakończyło się przecież spektakularnym upadkiem „tysiącletniej III Rzeszy”. Notabene, Hitler jest doskonałą egzemplifikacją tezy, że materializacja wielkiej wizji z reguły kończy się przegraną jej autora.

Hipoteza o proponowanej Zachodowi przez Piłsudskiego wojnie prewencyjnej z III Rzeszą jest legendą?

Oczywiście że tak, stanowi wymysł jego apologetów: Becka i Edwarda Rydza-Śmigłego. Jej celem jest przekonanie, że winnymi klęski 1939 roku nie były elity II Rzeczypospolitej, lecz głupi Francuzi, którzy w 1933 roku nie zgodzili się wraz z Polakami wywołać krótkiej, zwycięskiej wojny z Niemcami. Rzecz w tym, że do dziś brak nie tylko dowodu, lecz nawet mocnej poszlaki, iż Piłsudski oferował wówczas Paryżowi wspólny atak na hitlerowskie Niemcy.

Beck rozumiał, że Hitler chce Polaków „zhołdować” pokojowo

Beck musiał zmagać się z zarzutami nie tylko o to, że był świadkiem śmierci gen. Zagórskiego, ale również, że osobiście go zamordował.

zobacz więcej
Sowieci bardziej się Piłsudskiego bali, pamiętając rok 1920, czy też szanowali za to, iż nie wsparł „białych”?

W grę wchodzi jedno i drugie. Sowieccy dyplomaci w rozmowach z marszałkiem wielokrotnie przypominali mu, że w krytycznym dla reżimu bolszewików momencie nie przyszedł w sukurs Antonowi Denikinowi czy Piotrowi Wranglowi. Jednocześnie doskonale pamiętali, że Piłsudski zatrzymał na przedmieściach Warszawy rewolucję światową. Niemniej wierzyli głęboko w to, że jest ona procesem nieuchronnym i prędzej czy później rozleje się na cały świat.

Jak na kontakty Warszawa-Moskwa rzutowała operacja „Triest”?

To bardzo skomplikowana kwestia. Kryptonim „Triest” nosiła kluczowa i misterna akcja dezinformacyjna sowieckich służb wywiadowczych, prowadzona na bardzo szeroką skalę w latach dwudziestych zeszłego wieku. Dzięki niej Sowieci spenetrowali między innymi nasz wywiad, czyli tak zwaną „Dwójkę”. Wciąż pozostaje tajemnicą, jak głęboko sięgnęły macki Moskwy. Nie wiemy nic na temat jej agentury zainstalowanej w instytucjach polskiego państwa. Mamy pewne podejrzenia, ale żadnych mocnych dowodów. Wiele jednak wskazuje, że Kreml poznał niejeden nasz sekret. W ostatnich latach Rosjanie opublikowali kilka dokumentów sowieckiego wywiadu wojskowego z lat 30. Na tej podstawie możemy stwierdzić, że dokładnie rozpracowali niemiecką ambasadę w Warszawie. A to po prostu oznacza, iż stosunki polsko-niemieckie nie kryły przed nimi żadnych tajemnic.

Kreml negocjował z Polską dwutorowo? Osobno ludowy komisarz spraw zagranicznych Maksim Litwinow wraz ze specsłużbami, osobno Stalin?

Raczej nie. W latach 30. wszystkie najistotniejsze decyzje, w tym również te dotyczące relacji polsko-sowieckich, podejmował osobiście gensek (sekretarz generalny w partii komunistycznej – przyp. red.). Sowiecka dyplomacja i służby specjalne mogły co najwyżej spowalniać wdrażanie części jego wytycznych w życie. Ale jedynie do czasu. W drugiej połowie lat 30. zlikwidował zasadę kolektywnego zarządzania i wtedy jego wola nie trafiała już na administracyjne przeszkody. Faktem jest jednak, że w połowie roku 1931 Ludowy Komisariat Spraw Zagranicznych nie chciał rozmawiać z Polską na temat paktu o nieagresji. Stalin musiał dokonać pewnego wysiłku, żeby wcielić swoje postanowienie w życie. Polegało to na tym, że nakazał Biuru Politycznemu, które było formalnie rzecz biorąc najważniejszym ciałem decyzyjnym, aby poleciło Ludowemu Komisariatowi Spraw Zagranicznych przeprowadzenie rokowań z Polską.
1930 rok. Marszalek Polski Józef Piłsudski w saloniku na piętrze willi. Fot. Domena publiczna/RSW/Forum
Potrzeba wzmocnienia więzi z Polską wydłużyła żywot Karola Radka?

Trudno wskazać na jednoznaczny dowód, że życie Radka skrócone zostało ze względu na jego zainteresowanie Polską. Miał bowiem większe grzechy na sumieniu. Pamiętajmy, że należał do liderów ruchu trockistowskiego. A to było zasadniczo wystarczającym powodem, ażeby stać się śmiertelną ofiarą jednej z kolejnych czystek. Mówiąc nawiasem, Bogusław Miedziński – czołowy piłsudczyk, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, organu prasowego sanacji – wywiadujący Radka, ówczesnego redaktora naczelnego dziennika „Izwiestia”, u progu lat 30. w Moskwie, zanotował: „Gdy wyraziłem zdziwienie, że jego stosunki ze Stalinem, które zaczęły się raczej pod złym znakiem po śmierci Lenina, zmieniły się tak znakomicie, odpowiedział: «Tak, istotnie myślałem początkowo, że najlepszym rozwiązaniem po śmierci Lenina będzie dopełniający się wzajemnie duumwirat: Trocki – Stalin, ale jak posiedziałem na Syberii, to doszedłem do przekonania, że sam Stalin wystarczy»”.

Piłsudski z podpisaniem umowy ze wschodnim sąsiadem się ociągał.

Początkowo kontynuował linię ministra Skrzyńskiego. Sowieci propozycje zawarcia paktu o nieagresji złożyli Warszawie jeszcze na początku 1925 roku. Skrzyński wyraźnie odwlekał podjęcie ostatecznych decyzji w tej kwestii, wychodził bowiem z założenia, że tego rodzaju umowa będzie bardziej korzystna dla Moskwy aniżeli dla Warszawy. Pakt o nieagresji z Polską dawał Stalinowi gwarancję bezpieczeństwa zachodniej flanki ZSRR. Sowieci obawiali się oczywiście natarcia państw kapitalistycznych, ale bardzo dobrze potrafili również czytać mapę. A interwencja mogła się w gruncie rzeczy dokonać tylko poprzez terytorium Polski. Pakt o nieagresji z II RP w praktyce oznaczał zagwarantowanie bezpieczeństwa Sowietom ze strony mocarstw europejskich.

Dlaczego Piłsudski nie pomógł rozbić bolszewików?

Carski generał podkreślał, że czuł się przez Polaków zdradzony.

zobacz więcej
Nasza dyplomacja miała również świadomość, że polityka paktowa Moskwy służyła de facto stworzeniu konkurencyjnego wobec Traktatu Wersalskiego porządku międzynarodowego. Doskonale sobie zdawała także sprawę z tego, że w układzie kontrolowanym przez Moskwę, Warszawa będzie się musiała w końcu stoczyć do roli satelity. Piłsudski zapewne rozważał jeszcze jedną rzecz. Otóż do skutecznego balansowania niezbędne mu były dwa bieguny, to jest zarówno Moskwa, jak i Berlin, toteż należało zawrzeć równolegle porozumienia ze Związkiem Sowieckim i Niemcami. Z tymi ostatnimi było to w drugiej połowie lat 20. zupełnie niemożliwe. Z drugiej zaś strony Stalin od 1926 roku gotów był natychmiast podpisać odpowiednią umowę z Polską. Piłsudski oczywiście zdawał sobie z tego sprawę, ale nie mając uregulowanych stosunków z Niemcami, odwlekał rozmowy z Sowietami.

Dla Hitlera Polska stała się – co gruntownie przedstawił pan w swej poprzedniej dysertacji – niespełnionym sojusznikiem. Dla Stalina także?

Trudno jest mi dostrzec symetrię koncepcji Stalina i Hitlera wobec Polski. Hitler rzeczywiście wierzył, że może ona zostać jego sprzymierzeńcem. Zdawał sobie bowiem doskonale sprawę, iż będzie potrzebował partnerów do krucjaty na wschód. Z kolei Stalin wiedział, że Polska nie wesprze Armii Czerwonej w marszu na zachód. Zresztą prawdę mówiąc w ogóle nie oczekiwał takiej pomocy. Do realizacji swego zamierzenia przydatne mu było nie tyle wsparcie innych państw, ile wywołanie w tych krajach rewolucji. A zatem potencjalnym koalicjonistą w istocie nie byłaby Polska, czy Niemcy, lecz mieszkająca tam, zrewoltowana klasa robotnicza. Celem Stalina było bowiem zniszczenie porządku państwowego i utworzenie na jego gruzach Związku Socjalistycznych Republik Rad. Rządzącego całym światem.

– rozmawiał Tomasz Zbigniew Zapert

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Krzysztof Rak, historyk dyplomacji i filozofii, ekspert w dziedzinie stosunków międzynarodowych, urzędnik państwowy, publicysta i tłumacz. Dyrektor zarządzający Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, w latach 2006 –2008 był członkiem zarządu FWPN.

Jest doktorem nauk historycznych (Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego) i absolwentem filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Przez kilka lat był asystentem na Wydziale Filozofii filii UW w Białymstoku (obecnie Uniwersytet w Białymstoku). W latach 90. pracował jako urzędnik w Kancelarii Prezydenta, Ministerstwie Spraw Zagranicznych oraz Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdzie zajmował się problematyką międzynarodową (stosunki polsko-niemieckie, polityka europejska). Potem został rzecznikiem prasowym Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

W latach 2007–2009 pracował w Telewizji Polskiej, najpierw jako szef redakcji zagranicznej Agencji Informacji TVP, a potem jako szef „Wiadomości”. Dziś jest współprowadzącym cykliczny program TVP „CHiP”. Od drugiej połowy lat 90. prowadzi też działalność publicystyczną (tematyka międzynarodowa), przede wszystkim w dzienniku „Życie” (ukazywało się do 2005) i tygodniku „Wprost” (w wersji papierowej wydawany do 30 marca 2020). Ponadto publikował w „Gazecie Wyborczej”, „Gazecie Polskiej”, „Naszym Dzienniku”, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, „Die Welt”, „Handelsblatt”, „The Sarmatian Review”. Obecnie współpracuje z „Rzeczpospolitą” i „Nową Konfederacją”.
Wydawnictwo Bellona
Krzysztof Rak jest autorem książek: „Polska - niespełniony sojusznik Hitlera” oraz „Piłsudski między Stalinem a Hitlerem”.
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Europa traci znaczenie. Centrum świata są Indo-Pacyfik i Chiny
Podwodne okręty atomowe mają potężny zasięg i mogą odegrać decydującą rolę w potencjalnym konflikcie z Chinami.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Przodkowie ożyli na stodołach
Murale inspirowane starymi fotografiami zwykłych ludzi. Chłopów, powstańców, nauczycieli, młynarzy - dziadków i rodziców. Polaków, Żydów, Rusinów...
Rozmowy Najnowsze wydanie
Pachnący pancerz i loki na Pawiaku. Kobiety w czasach okupacji
Na koniec walk chciały założyć modną sukienkę. Dbanie o siebie dawało im siłę i pokazywało Niemcom: „Nie złamaliście nas, żyjemy!”.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Angela Merkel rządziła za długo
Piotr Semka: Jej sukcesem jest nieformalny, aczkolwiek solidny sojusz Niemiec z Rosją.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Raki były zbyt powszechne, o kunszcie kucharskim świadczył...
W słodkiej bułce lądowała słonina. W kompocie – alkohol. Tryumfował wynalazek Szwajcara Juliusa Maggi, konserwy i kuchnia gazowa.