Cywilizacja

Najszybsze buty świata. Czy to już doping technologiczny?

Oprogramowanie buta to oczywisty znak czasu, specyficzny wyraz poprawności technologicznej oraz ewidentnej ściemy, która podwyższa cenę produktu. Chipy, czujniki, sensory, aplikacje dostarczają więcej informacji niż biegacz potrzebuje. O wiele za dużo, żeby można z nich skorzystać w czasie biegu, a zwłaszcza na zmęczeniu.

Żyjemy w epoce uzależnień od technologii. Przez ostatnie pół wieku nastąpiło w tym zakresie rekordowe przyspieszenie w każdej dziedzinie. Także w sporcie, i to nawet w formach najprostszych jak choćby bieg.

Biegać każdy może. Jeden lepiej, drugi gorzej. W bieganiu nie ma żadnej filozofii, jak się zdaje. I nie ma dopóty, dopóki jest to zabawa, a nie praca. Biegacz zawodowy musi opanować mnóstwo elementów techniki biegania, nim nauczy się robić to automatycznie.

Inaczej biega sprinter, inaczej średniodystansowiec, inaczej maratończyk. Każdy z nich biega inaczej na różnych odcinkach swoich dystansów. Różne są długości kroków, różne rytmy kroków, siły odbicia od podłoża, różna praca ramion i różne ułożenie sylwetek w różnych fazach biegu.

To pakiety podstawowe nabywane po latach treningu. Wyniki zależą od talentu, wkładu pracy, dyscypliny, charakteru. I to by było na tyle. Biegacz do biegania nie potrzebuje na pozór żadnych gadżetów technologicznych. A jednak…

Boso i w ostrogach

Do biegania potrzebne są nogi, a nogom potrzebne są buty. Od razu zaznaczę, że nie każdym nogom. Etiopczyk Bikila Abebe wygrał olimpijski maraton w Rzymie, biegnąc boso, głównie po asfalcie. To był rok 1960, dawno temu.

Dwukrotna mistrzyni świata, czterokrotna rekordzistka świata w biegach średnich i długich Zola Budd z RPA też biegała boso, także w ostrogach, skoro tyle osiągnęła. Ona biegała już po bieżniach tartanowych, zatem twardych i szorstkich. To była połowa lat 80. XX wieku.

Nie należy stąd wyciągać innych wniosków ponad ten, że są wyjątki od każdej reguły. Zasadniczo bieganie bez butów idzie nieźle, lecz tylko po plaży wzdłuż morza. Zawodowcy są obuci i obkuci w tym temacie jak szewcy.

Buty do biegania dzielą się na dwa rodzaje: „maratonki” i „kolce”. Te pierwsze służą do biegania po ulicach, a drugie po bieżniach. Pierwsze mają podeszwy bez kolców, a drugie z kolcami. Dalej głos ma technologia.

Od lat 20. do połowy ubiegłego wieku producenci obuwia sportowego koncentrowali wysiłki głównie na pantoflach z kolcami. Adresatem produkcji był przede wszystkim sport wyczynowy, a dobre „kolce” były produktem specyficznym i poszukiwanym.
Bikila Abebe wygrał olimpijski maraton w Rzymie, biegnąc boso, głównie po asfalcie. Fot. Keystone-France/Gamma-Keystone via Getty Images
W tamtych czasach dominowali bracia Adi i Rudolf Dasslerowie, najpierw razem, a potem osobno. W 1948 roku założyli dwie odrębne firmy. Adi został właścicielem Adidasa, a Rudolf – Pumy. Między butami obu firm nie było większych różnic technologicznych.

Sytuacja na rynku zmieniła się diametralnie z nastaniem mody na jogging, najpierw w USA, a potem w skali globalnej. Za modą na truchcik dla zdrówka, nadszedł trend wyścigowy, czyli moda na matrony i wszelkie biegi uliczne. I to było to!

Do tysięcy zawodowców dołączyły miliony biegaczy niedzielnych, podając producentom obuwia na tacy gigantyczny sektor konsumencki. Rywalizacja o klienta raptownie przyspieszyła, a nowinki technologiczne stały się obowiązkowe.

Buty na miarę

Gwiazdy maratonów od dawna noszą buty szyte na miarę. Słowo „szyte” należy jednak traktować metaforycznie, ponieważ dawne metody klejenia i szycia zastępują nowe technologie: choćby spiekania laserem czy procesy drukowania 3D.

Dopasowanie detali prototypu, z uwzględnieniem indywidualnych cech stopy konkretnego zawodnika, zajmuje dzisiaj kilka godzin. Kiedyś trwało to długie miesiące, wymagało licznych przymiarek i wielu poprawek.

Koronawirus im sprzyja. One wygrały maraton o rynek

Jeszcze niedawno panie, które zakładały but na płaskiej, elastycznej podeszwie do wizytowego stroju, uważano za nieobeznane z zasadami elegancji.

zobacz więcej
Jednak dzisiaj samo wykonanie buta, który idealnie odpowiada anatomii stopy to już za mało. Konstrukcja musi uwzględniać indywidualne predyspozycje biomechaniki ruchu danego biegacza, a nie ogólne zasady biomechaniki biegu jako takiego.

Personalne profile biomechaniczne są bardzo pomocne zwłaszcza zawodowcom. Techniki biegania wybitnych maratończyków różnią się ważnymi detalami i o nie tutaj chodzi. Kąt nachylenia sylwetki, rozkład nacisku stóp, moc odbicia. Takie i podobne szczegóły brane są pod uwagę. One oraz trójwymiarowy skan stopy decydują o wyborze modelu obuwia, który następnie zostaje sprofilowany pod określonego biegacza, na potrzeby jego indywidualnej techniki.

Czujniki, sensory, aplikacje

Jednak to, co współcześni biegacze mają dziś na nogach, to nie tylko buty. To bardzo precyzyjny system elektroniczny, który dostarcza na bieżąco – znaczy podczas biegu – mnóstwo pożytecznych, a także zbędnych, informacji.

Na przykład Smart soks: skarpety znacznie cieńsze niż kiedyś, z głównym modułem wielkości znaczka pocztowego, który zbiera informacje z sensorów umieszczonych na spodzie skarpetki.

Różne firmy stosują własne rozwiązania. New Balance Arion oferuje wkładkę do butów, która monitoruje siłę kontaktu z podłożem i wiele innych danych biomechanicznych. Transfer danych trafia do aplikacji w telefonie komórkowym.

Altra Torin IQ to cienkie taśmy z czujnikami schowane w górnej warstwie podeszwy. Aplikacja pokazuje procentowy udział pięty, śródstopia i palców w przemieszczaniu stopy. Wskazuje też siłę nacisku lądowania.

I jeszcze jedno: Under Armour Speedform Gemini 3 RE, który monitoruje kadencję, dystans i tempo biegu. A po sparowaniu z aplikacją MapMyRun daje informację, czy organizm jest gotowy do biegu interwałowego, czy jeszcze nie.

Oprogramowanie buta to oczywisty znak czasu, specyficzny wyraz poprawności technologicznej oraz ewidentnej ściemy, która podwyższa cenę produktu. Chipy, czujniki, sensory, aplikacje dostarczają więcej informacji niż biegacz potrzebuje. O wiele za dużo, żeby można z nich skorzystać w czasie biegu, a zwłaszcza na zmęczeniu. Tak naprawdę wyczynowiec czy amator musi wiedzieć dwie rzeczy: jak trzyma tempo i jakie ma tętno. Procentowy udział pięty w pracy stopy jest mu na nic.

Karbon i pianka

Buty szyte na miarę ani fantazje elektroniczne nie wyczerpują zagadnienia. W produkcji buta chodzi o but. W produkcji sportowego buta chodzi o but maksymalnie użyteczny. W tej sprawie toczą się igrzyska firm.
Karbonoprzyjazne buty Nike Vaporfly. Fot. Mike Marsland/WireImage
W 2017 roku na czoło rozgrzanego peletonu, jakkolwiek by to brzmiało – szewców sportowych, wyskoczyła firma Nike z nowym modelem Nike Vaporfly 4%, a świat sportu oszalał ze szczęścia. Najszybsze buty świata, tak je natychmiast nazwano.

Buty mają płytkę karbonową i choć ona jest istotnym elementem modelu, to nie jest jedynym ważnym rozwiązaniem. Lecz właśnie na niej skupiono całą uwagę i to zastosowanie uznano za rewolucyjne.

Była to spora przesada zważywszy, że już 20 lat wcześniej Darren Stefanyshyn (polskobrzmiące nazwisko) użył takiej płytki w butach adidasa. Stefanyshyn był też promotorem pracy doktorskiej Genga Luo, który potem zatrudnił się w Nike.

W przemyśle tak jak w sporcie postęp jest wynikiem ciągłości wiedzy i doświadczenia. Rzeczywista innowacją Nike było dołożenie do płytki z włókna węglowego sprężystej pianki ZoomX w modelu Vaporflay 4%. Geng Luo pracował przy tym projekcie.

Sportowy but jest użyteczny tym bardziej, im bardziej zwiększą ekonomikę biegu. I to już cała szewska filozofia. Praktyka tkwi w detalach. Masa buta, amortyzacja, a także sztywność podeszwy, nad tym należy zapanować. Nike dała radę przy pomocy karbonu i pianki.

Za liderem ruszyła w pościg konkurencja. Gadżet wszedł na rynek, karbon okazał się marketingowym hitem, konstrukcja urządzenia nie była już tajemnicą, rywale znali kierunek, pozostawało rozkręcenie produkcji.
Asics wypuścił – Metaracer, Adidas – adizero Pro, New Balance – Fuelcell TC. Saucony ma Endorphine Pro, a Brooks – Hyperion Elite. A Nike jeszcze podniosła poprzeczkę, tworząc ulepszony model Alphafly Next%.

Wiara podstawą handlu

Jednocześnie z wrzuceniem na rynek karbono-przyjaznych bucików nastąpiła faza edukacyjna. W przestrzeni publicznej zaczęły krążyć mądre liczby oraz uczone dane zachwalające zalety obuwia.

Po pierwszych badaniach ustalono, że płytka karbonowa obniża koszy energetyczne o 1%. Dlaczego? Ponieważ bardziej efektywnie pracują dźwignie stawu skokowego i śródstopia.

Jakiś czas później uczeni podnieśli stawkę do 4%. Dlaczego? Ponieważ dodano sprężystą piankę ZoomX, która we współpracy z karbonem zadziałała jak sprężyna, co ułatwiło bieganie i stało się podstawą nazwy Vaporflay 4%.

I jakiś czas później grona badaczy doszły do brawurowego wniosku, że mianowicie oszczędność energii wynosi jednak aż 12%. Dlaczego? Ponieważ but poprawia amortyzację, która zmniejsza zgięcie kolana, które zmniejsza wysiłek mięśni.


Badania przeprowadzono na bieżni mechanicznej, co miało wpływ na zwrot energii bieżni mechanicznej, więc nie do końca udało się wyjaśnić, czy oszczędność energii wynikała z buta, który trzyma się nogi, czy z bieżni, która ucieka.

Tak czy inaczej naród biegający dostał tak potężną dawkę informacji, że ludziom opadły szczęki. Niekoniecznie wszyscy wszystko zrozumieli, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby wszyscy uwierzyli, gdyż to wiara a nie wiedza jest podstawą handlu.

Na wszelki wypadek, aby szeregi wierzących miękko wprowadzić w stadium praktykujących, nie zaniechano klasycznego manewru, jakim jest przykład znanych i lubianych, a przed wszystkim wiarygodnych postaci. No bo pomysł pomysłem, towar towarem, lecz żeby sprzedać jedno i drugie, muszą być twarde dowody, że wynalazki działają w punkt. Jakie dowody? Rzecz jasna sportowe, poparte wielkimi nazwiskami i wielkimi wynikami.

I takie dowody zostały złożone. Gdy Kenijczyk Eliud Kipchoge włożył po raz pierwszy buty z karbonem, prawie złamał barierę 2 godzin w maratonie. Kiedy zrobił to po raz drugi, doszczętnie połamał zaporę.
Brigid Kosgei biegnie w londyńskim maratonie. Fot. Bob Martin for London Marathon Events/Getty Images
Jego rodaczka Brigid Kosgei w roku 2019 odebrała rekord świata Pauli Radcliffe z roku 2003. Brytyjka nie biegała w takich butach, Kenijka miała je na nogach, stąd prosty wniosek, że to butom zawdzięcza sławę i pieniądze. Rzecz jasna zbyt prosty wniosek.

Nic dziwnego, że po takich dowodach sukcesu karbonowe kolekcje są traktowane przez amatorów biegania jak buty siedmiomilowe, które nieomal same biegają. Wprawdzie kosztują kilkaset dolarów, ale co tam…

Wprawdzie z badań wynika, że jeśli komuś naprawdę pomagają w bieganiu, to tylko tym najszybszym, zatem zawodowcom najwyższej klasy, którzy potrafią wykorzystać technologiczne rozwiązania, ale co tam…

Za dobre „maratonki”

Nie ma sporu, że „maratonki” najnowszej generacji są znacznie lepsze od wzorów z przeszłości. Są lżejsze, lepiej chronią stopy i ładniej wyglądają. Są tak dobre, że aż za dobre, co obudziło czujność Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej (IAAF).

Na początku 2020 roku, który został nazwany „rokiem karbonu”, federacja skorygowała i uściśliła przepisy związane z obuwiem sportowym. Grubość podeszwy nie może przekraczać 4 centymetrów, a wkładka karbonowa może być tylko jedna.

O sprężystej piance ZoomX nie wspomniano. Jednak zapadła decyzja, że modna kolekcja będzie monitorowana i na bieżąco badana przez ekspertów, niezależnych od producentów. Jest oczywiste, że IAAF wyczuwa swym doświadczonym nosem doping technologiczny.

Jak zrobić biznes na adrenalinie. Mieli Małysza, zrezygnowali ze Stocha

RB Lipsk, Red Bull Salzburg, Red Bull Monachium, New York Red Bulls, Red Bull Brasil, Red Bull Ghana, Red Bull Racing i Scuderia Toro Rosso. Sportowe imperium, które wyrosło na taurynie.

zobacz więcej
Przyczyniła się do tego hałaśliwa reklama produktu, która sławi jego zalety w poetyce cudu objawionego. Lecz faktycznie z tym dopingiem może być coś na rzeczy. Zbyt szybko zbyt wiele firm wypuściło na rynek swoje kolekcje. Zbyt mało było czasu, żeby dokładnie zbadać wszystkie wzory i odmiany karbonowego buta. Poleganie wyłącznie na wynikach badań producentów nie wystarczy, ponieważ cele handlowe i cele sportowe są różne.

Handel zmierza do jak największej sprzedaży, sport musi przestrzegać równości szans. Jeżeli rzeczywiście ten but poprawia ekonomikę biegu, to w takich butach muszą biegać wszyscy zawodnicy, inaczej play nie będzie fair.

Niewykluczone, że producenci sami zastawili na siebie pułapkę. Każdy rodzaj sztucznego wspomagania wyników może być uznany za doping. Trzeba jeszcze mnóstwa testów, żeby ustalić, jak jest z tym karbonem i tą pianką w bucie.

Na razie nowe zabawki sprzedają się jak świeże bułeczki. Firmy obiecują „szycie” butów na miarę dla całej biegającej populacji świata. Obmyślają kolejne modele i gadżety elektroniczne, planują kolejne kampanie sprzedaży.

Sport dziś obficie korzysta z technologii. Nawet tak prosta, naturalna czynność jak bieganie. Jednak związek między tym, co się sprzedaje, a tym, co się przydaje, nie zawsze jest oczywisty. Ale nie jest to zła wiadomość.

Pomijając ewidentny doping technologiczny, współczesne wynalazki nie zmieniają istoty sportu. Czasem wywołują euforię, ale nie uzależniają. Talentu ani charakteru nie da się zastąpić wkładką w butach. I bardzo dobrze. Nich tak zostanie.

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: 46. BMW Maraton w Berlinie. Wrzesień 2019 r. Fot. Florian Gaertner/Photothek via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
20 lat polskiej Wikipedii. Skręcona w lewo czy ultrakatolicka
Artykuł o wykroczeniach seksualnych w Kościele ma dwa razy więcej przypisów niż informacja o Jezusie.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ekspert, jego kot i wiedza o specsłużbach. Jerzy Targalski
Nazywał Polskę Ubekistanem.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Cena za przytulanie, faktura za żałobę. Wszystko na sprzedaż
Świetnie rozwija się rynek zawodowych towarzyszy na takie imprezy jak wesela czy chrzciny. Ceny za jeden wieczór dochodzą do 2,5 tys. zł.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Talibowie. Who is who. Przewodnik po władzach Afganistanu
Są w nich nie tylko terroryści, ale też uczestnik negocjacji z Donaldem Trumpem i… były współpracownik CIA.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Ze skoczni na rower. Z nart na bieżnię. Z płotków na bobsleje
Primož Roglič i inni sportowcy wszechstronni.