Historia

Opatrzność miała tu wiele do roboty

W Laskach pojawiła się nawet Julia Brystygier, osławiona „Luna”, pułkownik, dyrektor Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w latach stalinowskich. Z niewidomą siostrą Bonifacją spotkały się w szpitalu. Zakonnica nie wiedząc, że ma do czynienia z Brystygierową, poprosiła o czytanie jej na głos Pisma Świętego, prasy katolickiej, książek religijnych. Zaprzyjaźniły się.

Historia zakładu w Laskach zaczęła się dokładnie 100 lat temu: w maju 1921 r. ziemianin Antoni Daszewski podarował pięć morgów ziemi hrabiance Róży Czackiej.

Cisza, w której wyraźnie słychać ptasi śpiew i ludzie idący niespiesznie alejkami wśród zieleni – to przede wszystkim przykuwa uwagę tego, kto zostawi za sobą głośną i tłoczną krajową siódemkę, zakorkowane ulice Wólki Węglowej i odjeżdżając kilka kilometrów od Warszawy, dotrze na skraj Puszczy Kampinoskiej – do Lasek. Na Brzozowej pod numerem 75, gdzie mieści się Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi, można zapomnieć o gwarze pobliskiej stolicy.

Wśród kwitnących o tej porze bzów i kasztanowców rozrzucone są mniejsze i większe budynki. Jedne, wzniesione jeszcze przed wojną są świadkami historii, inne, bardziej współczesne, odpowiadają potrzebom życia w XXI w. – To internat dziewcząt. Nie jest w tej chwili wykorzystywany. Budynek czeka na remont – tłumaczy Weronika Kolczyńska z działu promocji Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, z którą przemierzamy teren ośrodka.

Wskazuje duży budynek, w którym znajduje się Biblioteka Brajlowska i Czarnodrukowa Zakładu dla Niewidomych, domki, gdzie mieszkają siostry z nierozerwalnie związanego z Laskami zgromadzenia Franciszkanek Służebnic Krzyża i kaplicę z lat 20. XX wieku – murowano-drewnianą. Uderza jej skromne wnętrze, wykończone nieokorowanymi balami sosnowymi.
Kaplica w Laskach, taka sama od lat. Fot. Marek Szymański/Forum
Historia zakładu w Laskach, albo raczej „Dzieła Lasek” jak mówią ludzie związani z tym miejscem, zaczęła się dokładnie 100 lat temu. W maju 1921 r. ziemianin Antoni Daszewski podarował Róży Czackiej pięć morgów ziemi (ponad 25 tys. m kw.) pod budowę zakładu. W miejscu dawnego folwarku zaczął powstawać ośrodek dla niewidomych.

– Gdzie leżą te pierwsze przekazane pod budowę morgi? – pytam Władysława Gołąba, wieloletniego prezesa Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach, a dziś mieszkańca kompleksu, kiedy siedzimy w salonie niewielkiego domku, w którym mieszka wraz z żoną, Justyną. – Przypuszczalnie tu, gdzie siedzimy – mówi i dodaje: – W kolejnych latach Towarzystwo dokupowało ziemię. Zawsze mówię, że dziś Laski są większe od państwa watykańskiego! Zajmują 75 hektarów, a Watykan – 44 hektary.

„Zachciało się ślepej babie zakładać zgromadzenie”

Tego miejsca jednak najpewniej by nie było, gdyby nie hrabianka Róża Czacka herbu Świnka, znana jako siostra zakonna Matka Elżbieta Róża Czacka, założycielka Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi oraz Zgromadzenia Franciszkanek Służebnic Krzyża.

Hodowała owce i króliki, myła okna, a potem założyła sieć szkół

Izabela Dzieduszycka zmarła w dzień Bożego Narodzenia. Miała 92 lata.

zobacz więcej
Pochodziła z rodziny o patriotycznych tradycjach. Jej ojciec, Feliks Czacki był działaczem wielu organizacji społecznych, jednym z inicjatorów budowy kolei warszawsko-wiedeńskiej. Matka pochodziła z Ledóchowskich, a więc z rodziny, której też nie brakowało wybitnych i zasłużonych dla Polski przedstawicieli.

Róża od urodzenia cierpiała na krótkowzroczność. Wzrok straciła całkowicie w 1898 r. Miała wówczas 22 lata. – Rodzina Czackich starała się znaleźć lekarza, który pomógłby córce odzyskać wzrok. Jeździli po Europie. Różą Czacką opiekował się dr Bolesław Gepner, profesor okulistyki, a później leczenie przejął jego syn, też okulista, Bolesław Ryszard Gepner. To on powiedział jej w końcu: „Niech pani nie jeździ po znakomitych lekarzach w Europie, bo nikt pani nie pomoże. Wzroku pani nie odzyska. Niech pani zajmie się niewidomymi w Polsce, bo im nikt nie pomaga”. Wielu autorów podkreślało, że po tych słowach Róża zamknęła się w swoim pokoju na trzy dni. Przeżyła wewnętrzne rekolekcje i postanowiła, że zajmie się niewidomymi. Wyjechała zagranicę, poznała najnowsze metody wychowywania, kształcenia niewidomych, to wszystko ją bardzo zafascynowało i dało początek Dziełu Lasek – opowiada Władysław Gołąb.

W 1910 r. Róża Czacka zakłada ochronkę dla niewidomych dziewcząt w Warszawie. Rok później powołuje Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi. Bolesław Ryszard Gepner zostaje jego pierwszym prezesem, a ona obejmuje funkcję wiceprezesa.

Towarzystwo organizowało pomoc materialną dla niewidomych, powołało szkołę elementarną, zorganizowało bibliotekę brajlowską (Róża Czacka opracowała polski znaki w alfabecie brajla zatwierdzone oficjalnie w 1934 r. i skróty brajlowskie dzięki, którym zapis w brajlu zajmował mniej miejsca).


W 1915 r. Czacka wyjechała do Żytomierza, gdzie jej rodzina miała majątek. Ponieważ trwała I wojna światowa, do Warszawy wróciła dopiero w 1918 r., już w habicie. Wstąpiła do III zakonu św. Franciszka. Po uzyskaniu zgody prymasa Aleksandra Kakowskiego zaczęła tworzyć nowe zgromadzenie – Franciszkanek Służebnic Krzyża.

„Róża Czacka w czasie, gdy otrzymała pozwolenie na przyjmowanie pierwszych kandydatek [do zgromadzenia], nie była osobą pierwszej młodości, przekroczyła już bowiem czterdziestkę. Znane jest powiedzenie jednego z księży w kurii metropolitalnej warszawskiej, gdy aż dziewięciokrotnie chodziła z prośbą o możność otwarcia kaplicy w pierwszym domu – na Polnej, że: »Zachciało się ślepej babie zakładać zgromadzenie«” – czytamy w artykule Ewy Jabłońskiej-Deptuły zamieszczonym w tomie „Znani i nieznani ludzie Lasek”, pod redakcją Marii Krystyny Rottenberg FSK i Lidii Witkowskiej FSK.

Niewidomi duchowo

– Matka Czacka wychodziła z założenia, że niewidomemu trzeba dać narzędzie pracy, przygotować go do zawodu by mógł się w nim realizować, zarabiać. Chciała wychowywać elitę niewidomych, którzy idąc w życie, będą wspierać i przygotowywać innych niewidomych do pracy i życia wśród widzących. Była przeciwna filantropijnemu charakterowi organizacji wspomagających niewidomych, uważała, że trzeba wiele od nich wymagać – opowiada Władysław Gołąb.
Matka Czacka wykazywała troskę nie tylko o niewidomych fizycznie, ale także niewidomych na duszy. Fot. PAP/Albert Zawada
Matka Czacka wykazywała troskę nie tylko o niewidomych fizycznie, ale także niewidomych na duszy, poszukujących prawdy, oddalonych od Boga. Laski szybko stały się więc miejscem przyciągającym intelektualistów różnych wyznań, a nawet ateistów. Władysław Gołąb upatruje w tym dużą rolę ks. Władysława Korniłowicza. Został on Matce Czackiej polecony przez Achillesa Rattiego (późniejszego papieża Piusa XI), a przed wojną nuncjusza apostolskiego w Polsce. Stał się współtwórcą Lasek, jedną z postaci, która wywarła na to miejsce i zgromadzonych wokół niego ludzi ogromny wpływ.

– Ksiądz Korniłowicz był postacią niezwykłą. Zaprzyjaźniony z przedstawicielami zachodniej, kościelnej elity intelektualnej takimi jak Charles Journet czy Jacques Maritain, stale gromadził wokół siebie intelektualistów. W Warszawie, jeszcze przed wojną, prowadził kółko dyskusyjne, z założenia tomistyczne. W jego skład wchodzili artyści, literaci, naukowcy, studenci. To za sprawą tego kółka do Lasek zaczęli napływać intelektualiści. Udało się zorganizować Bibliotekę Wiedzy Religijnej, powołać do życia kwartalnik „Verbum” – wylicza Władysław Gołąb.

Prof. Jan Żaryn, choć podkreśla, że przy tworzeniu środowiska Lasek znaczenie miały charakter i charyzmat Matki Czackiej, to także wskazuje na rolę ks. Korniłowicza. – Przyciągał katolików, także tych mocno wyrastających z tradycji katolicyzmu społecznego, którzy łączyli osobistą drogę wzrostu religijnego z zaangażowaniem społecznym na rzecz innych, na rzecz przestrzeni publicznej – tak, by czynić ją lepszą, sprawiedliwszą. To oczywiście wymaga stałego napięcia intelektualnego, stąd rekolekcje, działalność wydawnicza, spotkania, które były miejscem refleksji teologicznej, społecznej, ale i politycznej. To przyciągało ludzi z różnorodnych środowisk – od chadecji po obóz narodowy – mówi historyk.

Życie bezkompromisowe. Fundamentalista Jan Zieja

Kościół katolicki na pewno zmierza od surowości ku miłości, ale tak daleko, jak ksiądz Jan w 1920 roku, nie zaszedł jeszcze do dzisiaj.

zobacz więcej
Wśród kółkowiczów był m.in. fotograf Stefan Ulatowski, poeta Jerzy Liebert, Zygmunt Serafinowicz (brat poety Jana Lechonia i późniejszy kierownik szkół w Laskach) czy Antoni Marylski (współtwórca Lasek, prezes Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, który w wieku 77 lat przyjął święcenia kapłańskie).

– To pod wpływem rozmów z ks. Korniłowiczem ochrzciła się Żydówka, absolwentka paryskiej Sorbony Zofia Landy. Później wstąpiła do Zgromadzenia Franciszkanek Służebnic Krzyża, przyjmując imię Teresa – przypomina Władysław Gołąb.

Takich nawróceń wśród ludzi związanych z kółkiem ks. Korniłowicza było więcej. Po Zofii Landy nawrócenie przeżyła zaprzyjaźniona z nią rzeźbiarka, Zofia Sokołowska pochodząca z niepraktykującej, antyklerykalnej rodziny ziemiańskiej, a także jej siostry i przyjaciel Franciszek Tencer, rzeźbiarz. Sokołowska też wstąpiła do Franciszkanek Służebnic Krzyża. W zgromadzeniu Matki Czackiej znalazła się również uczestnicząca w spotkaniach kółka lekarka, socjalistka Zofia Stainberg pochodząca z ortodoksyjnej, żydowskiej rodziny. Bronisława Wajngold, też Żydówka, religijne poszukiwania prowadziła wraz z blisko zaprzyjaźnionym z nią poetą, Jerzym Liebertem. Zaprowadziły ich one do Biblioteki Wiedzy Religijnej ks. Korniłowicza. Liebert pochodzący z katolickiego domu, ale przez lata niepraktykujący, w efekcie tych poszukiwań odnowił wiarę. Wajngold ochrzciła się, przyjmując imię Agnieszka (wydane po latach „Listy do Agnieszki” Lieberta poeta pisał właśnie do niej). Oboje zbliżyli się do grupy ludzi z kółka ks. Korniłowicza. Wajngold wstąpiła do zakonu Franciszkanek Służebnic Krzyża. Przyjęła imię Miriam.
Ks. Korniłowicz przyciągał katolików, także tych wyrastających z tradycji katolicyzmu społecznego. Fot. Wikimedia
– Moi dziadkowie, Zofia i Alfred Jankowscy, byli ewangelikami wyznania kalwińskiego i za sprawą Lasek, a konkretnie ks. Korniłowicza i pewnych przeżyć życiowych znaleźli się w orbicie wpływu Lasek. Przeszli na katolicyzm. Są pochowani na cmentarzu w Laskach, dlatego mam też osobisty sentyment do Lasek – opowiada prof. Żaryn.

Postawa mężna

W czasie II wojny światowej Zakład w Laskach niósł pomoc potrzebującym, był schronieniem dla uciekinierów, osób poszukiwanych przez gestapo, włączył się w działania powstańcze.

– Laski stały się bardzo ważnym miejscem dla wybitnych przedstawicieli polskiego, szeroko pojętego, Kościoła. Matka Czacka i ks. Korniłowicz po wyjeździe innej wybitnej postaci, ks. Jana Zieji, zapraszają do Lasek ks. Stefana Wyszyńskiego. Do Lasek trafia też Maria Okońska (polonistka i psycholog, założycielka Instytutu Prymasa Wyszyńskiego – przyp. red.). Laski są centrum duchowym Zgrupowania Armii Krajowej „Kampinos”, gdzie Stefan Wyszyński jako zaprzysiężony oficer AK jest kapelanem wojskowym. Tutaj prowadzi też wykłady dla studentów – wylicza prof. Jan Żaryn, historyk.

„Pamiętam wieczór, gdy jako kapelan rejonowy AK poświęcałem szpitalik powstańczy” – wspominał ks. Stefan Wyszyński. „Patrzyłem na Matkę i myślałem sobie, skąd w tej kobiecie taka odwaga, żeby wystawić Dzieło na wszelkie niebezpieczeństwa związane z czynnym zaangażowaniem w powstanie? Nie był to bowiem tylko szpital, był tutaj i ośrodek aprowizacyjny, i łączniczki, i szpital cywilny, i wiele innych rzeczy. Matka uważała, że trzeba wykazać postawę mężną, bo tego wymaga w tej chwili cały świat”. Mimo pacyfikacji okolicznych wsi Zakład w Laskach jakimś cudem został przed tym ocalony.

Matka Czacka zmarła w 1961 r. Schorowana, przez ostatnie lata rzadko opuszczała swój pokój przy laskowskiej kaplicy.

Pan Bóg wzywa do UB

Po wojnie wokół Towarzystwa (oficjalnie reaktywowanego w 1947 r.), jak dawniej, gromadzili się intelektualiści, środowiska opozycyjne. W Laskach pojawił się ks. Tadeusz Fedorowicz, który po śmierci ks. Korniłowicza w 1946 r. stał się autorytetem dla środowisk inteligenckich.

– Ksiądz Fedorowicz do każdego człowieka podchodził życzliwie. Kiedy po wybuchu II wojny światowej dobrowolnie wyjechał z Polakami wywożonymi na Wschód, nawet jak był przesłuchiwany przez enkawudzistę, to widział w nim człowieka – opowiada Władysław Gołąb i przypomina, że związanemu z Laskami ks. Bronisławowi Dembowskiemu doradzał to samo, kiedy ten był wzywany przez UB. – Mówił: „Skoro masz tam iść to znaczy, że tam cię wzywa Pan Bóg. Musisz pamiętać, że ci ludzie są ludźmi”.

Prymas Wyszyński: z kim do nieba?

Czy kardynał powinien mieć osobną beatyfikację, skoro jego rola była absolutnie wyjątkowa?

zobacz więcej
– Oaza wolności – mówi prof. Żaryn o Laskach w czasach PRL. – Kiedy z ks. Fedorowiczem spotkałem się jako historyk, opowiedział mi, jak w latach 50. do Lasek przyjechały ZMP-ówy, próbując zmusić Zakład do założenia komórki ZMP. Ksiądz je zaprosił, żeby zobaczyły, jak wygląda Zakład i życie niewidomych. ZMP-ówy widząc to, rozpłakały się i przyrzekły mu, że nigdy ZMP nie będzie próbować niczego zakładać w Laskach. To tylko epizod, ale trzeba powiedzieć, że w PRL Laski za sprawą ks. Fedorowicza, Antoniego Marylskiego, Michała Żółtowskiego, Zofii Morawskiej i wielu innych wspaniałych postaci stały się miejscem, w którym chroniły się osoby od lewa do prawa.

Do Lasek ciągnęli członkowie powołanego po odwilży października 1956 r. działacze Klubu Inteligencji Katolickiej, ludzie związani z wydawanym przez te środowisko miesięcznikiem „Więź”, z „Tygodnikiem Powszechnym” i zbliżonym do niego Instytutem Wydawniczym „Znak”. A także posłowie koła „Znak” (Jerzy Zawieyski, Stanisław Stomma, Tadeusz Mazowiecki) – niezależni od partii komunistycznej, zabiegający o liberalizację polityki komunistów wobec Kościoła.

Na skraju Puszczy Kampinoskiej brali udział w organizowanych przez ks. Fedorowicza spotkaniach, rekolekcjach, dniach skupienia, odbywali kolegia redakcyjne. Intelektualiści do środowiska Lasek trafiali także za pośrednictwem warszawskiego kościoła św. Marcina na ul. Piwnej.

Siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża otrzymały go po wojnie – był w opłakanym stanie. W końcu na Piwną przeniósł się dom generalny zgromadzenia. Spotykali się tam m.in. działacze KIK (część z nich po 1976 r. zaangażowała się w działania jawnie opozycyjne działając w KOR czy NSZZ „S”), tam też w 1981 r. powstał Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom (znany jako „komitet na Piwnej”) założony w celu pomocy internowanym w stanie wojennym i ich bliskim.

– Opozycjoniści znajdowali w Laskach życzliwość, oparcie, poczucie bezpieczeństwa – włącza się w rozmowę pani Justyna Gołąb. – Drzwi domu rekolekcyjnego były otwarte – dodaje.
Władysław Gołąb sam nie jest wychowankiem Lasek. Wzrok stracił w czasie Powstania Warszawskiego.Fot. PAP/Andrzej Hrechorowicz
A Władysław Gołąb, który funkcję prezesa Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi pełnił od 1975 do 2015 r. zaznacza, że władze nie raz miały pretensje o to, co dzieje się w domu rekolekcyjnym w Laskach.

– Dom rekolekcyjny uczyniliśmy domem prymasowskim, więc kiedy władze zgłaszały jakieś zastrzeżenia do tego, co się dzieje w domu rekolekcyjnym, wysyłaliśmy ich do prymasa, u którego niewiele mogli wskórać. Myśmy się w ten sposób zasłaniali prymasem, ale prymas oczywiście o tym wiedział. Lata 70., okres stanu wojennego to był trudny czas. Opatrzność miała w Laskach wiele do roboty – ocenia Władysław Gołąb, ale dodaje, że choć oficjalnie władza komunistyczna była Laskom niechętna, to nieoficjalnie nie raz partyjni oficjele wykazali się życzliwością. – W Laskach nie było Podstawowej Organizacji Partyjnej, wychowawcy nie byli przysyłani do nas przez kuratorium, sami decydowaliśmy o tym, kto u nas pracuje. Jerzy Kuberski, minister edukacji w latach 70. był nam przychylny. Zgodził się nawet na nadanie Ośrodkowi imienia Róży Czackiej i to zupełnie poza obowiązującą procedurą.

Profesor Żaryn przypomina jednak, że Laski w ramach różnych spraw operacyjnych (m.in. o kryptonimie Kobra) były przez komunistyczne służby monitorowane. – SB miała możliwość spisywania wszystkich numerów rejestracyjnych samochodów wjeżdżających na teren Lasek, co umożliwiło identyfikowanie ludzi. Robiła listy, grupując tych ludzi. Jedną z grup tworzyło – o zgrozo – środowisko komunistyczne, co z punktu widzenia SB oznaczało przenoszenie niewłaściwych informacji na grunt Kościoła. Oczywiście inwigilowane były osoby działające w KIK-u, przez wiele dziesięcioleci inwigilowany był Antoni Marylski. Same Laski pozostały jednak miejscem uspokojenia i tę funkcję pełnią do dziś – mówi prof. Żaryn.

W okresie PRL można tu było spotkać takie postacie jak historyk idei i publicysta Bohdan Cywiński, eseista i tłumacz Zygmunt Kubiak, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego" Jerzy Turowicz, ks. Jan Twardowski czy Andrzej Wielowieyski, w tamtych latach prawnik i działacz opozycji demokratycznej. Ale do Lasek przyjeżdżali też przedstawiciele lewicy, także komuniści. Bywał tu na przykład filozof Leszek Kołakowski. I to od lat 60. XX wieku, kiedy był jeszcze członkiem partii komunistycznej. Spotykał się tu na dyskusjach z prymasem Wyszyńskim, dla którego Laski pozostały jednym z najważniejszych miejsc.

Tydzień solidarnego głodowania

Kiepskie przygotowanie, fatalny moment, słaby rezonans wśród Polaków – oceniano protest, jaki od 3 do 10 października 1979 roku prowadzili działacze opozycji.

zobacz więcej
Dziś wielu z nich spoczywa na leśnym cmentarzyku znajdującym się na trenie Zakładu. Cmentarz został założony z myślą o siostrach, pracownikach Lasek i innych ludziach zasłużonych dla tego miejsca. Ziemne groby wśród drzew, zgodnie z wizją Matki Czackiej, są skromne – otoczone kamieniami, opatrzone prostymi drewnianymi krzyżami.

Są tam groby pisarzy, którzy z nowym ustrojem byli na bakier – jak Jerzy Zawieyski. Ale w orbicie tego środowiska byli i tacy, którzy w pierwszych powojennych latach uwierzyli w komunizm i wspierali go piórem jak Marian Brandys, który także spoczął w Laskach.

Zawieyski związany z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Znakiem”, działacz KIK w 1957 r. został posłem koło „Znak” w PRL-owskim Sejmie, był nawet członkiem Rady Państwa. Z prymasem Wyszyńskim łączyła go przyjaźń, byli w stałym kontakcie, toczyli długie dyskusje. Zawieyski chciał pełnić rolę mediatora pomiędzy Władysławm Gomułką a kardynałem Wyszyńskim.

Laski Zawieyski nazywał „drugim domem” i „duchową ojczyzną”. Często tam bywał, miał nawet własny pokój zwany pokojem Aniołów Stróżów. Pisał, że w Laskach walczył o swoją osobistą świętość. Nawrócił się, jak przyznawał, pod wpływem ks. Jana Zieji, działacza KOR i KSS KOR także pochowanego na cmentarzu w Laskach. Tajemnicą poliszynela było jednak to, że choć Zawieyski praktykował i reprezentował katolików w Sejmie PRL, przez lata żył w homoseksualnym związku ze Stanisławem Trębaczkiewiczem. Materiały z rozpracowania go przez SB – jeśli dać im wiarę – wskazują zresztą, że Trębaczkiewiczowi nie był szczególnie wierny. W Laskach spoczęli we wspólnym grobie.

Brandys pochowany został na leśnym cmentarzu obok żony Haliny Mikołajskiej, aktorki, działaczki KOR i KSS KOR, internowanej w stanie wojennym. Brandys w stronę opozycja demokratycznej zwrócił się pod koniec lat 70. W 1976 r. był jednym z sygnatariuszy Memoriału 101, w którym intelektualiści sprzeciwiali się zmianom w konstytucji PRL wprowadzającym zapis o przewodniej roli PZPR i przyjaźni z ZSRS. Chrzest przyjął tuż przed śmiercią żony w 1989 r., by móc wziąć z nią ślub kościelny i zostać pochowanym obok niej – na cmentarzu w Laskach.
Cmentarz został założony z myślą o siostrach, pracownikach Lasek i innych ludziach zasłużonych dla tego miejsca. Fot. PAP/Jacek Turczyk
Za sprawą spotkania w szpitalu z niewidomą siostrą Bonifacją, w Laskach pojawiła się nawet Julia Brystygier, osławiona „Luna”, pułkownik, dyrektor Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w latach stalinowskich. Była jedną z okrutniejszych funkcjonariuszek, odpowiedzialną za represje wobec ludzi Kościoła. Z MBP rozstała się w 1956 r.

W szpitalu siostra Bonifacja nie wiedząc, że ma do czynienia z Brystygierową, prosiła ją o czytanie jej na głos Pisma Świętego, prasy katolickiej, książek religijnych. Zaprzyjaźniły się. W końcu zaprosiła Brystygier do Lasek, a ta z zaproszenia skorzystała. – Wiemy ze wspomnień sióstr w Laskach i z akt IPN, że Brystygier tam bywała – mówi prof. Żaryn. – To pokazuje, że Laski przyciągają osoby poszukujące, w dysharmonii wewnętrznej. Z drugiej strony płk. Luna Brystygier swoim tajemnym życiorysem w jakiejś mierze musiała być osobą, którą się chciało nawrócić. A czy się ochrzciła? Rozmawiałem kiedyś z nieżyjącym już dziś jej synem, prof. Michałem Brystygierem i on mnie zapewniał, że niezależnie od tego, co się stało w Laskach, pogrzeb miała świecki. To jest jakaś wskazówka, jeśli chodzi o szukanie odpowiedzi, choć nie wyklucza tego, że mogła przyjąć chrzest.

W pokoju Aniołów Stróżów

W Laskach głośną książkę „Kościół, lewica, dialog” napisał Adam Michnik, guru środowisk liberalno-lewicowych. Trafił tam po raz pierwszy w 1975 r. za sprawą Haliny Mikołajskiej. Wtedy od jednej z sióstr dostał zaproszenie do Lasek, gdyby chciał zostać na dłużej, popracować. Zakład dla Niewidomych z dala od stolicy wydawał się doskonałym miejscem do pracy nad książką i Michnik z zaproszenia skorzystał. Do dyspozycji dostał pokój Jerzego Zawieyskiego.

Łapczywie gryzł powietrze, a jedną, nieomylną kulę z pistoletu zawsze skrywał na końcu ostatniego wersu

Czy jego surowe osądy życia publicznego – szczególnie pookrągłostołowego ładu i dojścia do władzy postkomunistów – wynikały z temperamentu harcownika, ze zbyt silnie rozkołysanych emocji, z frustracji? Samotność Zbigniewa Herberta.

zobacz więcej
W pokoju Zawieyskiego pomieszkiwał także poeta Zbigniew Herbert. W Laskach bywał od lat 80. Pisał, odpoczywał, modlił się i leczył w szpitaliku, który zbudowano jeszcze przed wojną.

„Mieszkał tutaj w różnych miejscach, także w pokoju pana Zawieyskiego, ale potem upodobał sobie szpitalik, bardzo dobrze się tu czuł. Uczestniczył również w naszym życiu wśród chorych. Był przy umierających, modlił się z nami (taki mamy zwyczaj, że zbieramy się przy umierającym i modlimy się wspólnie)” – wspominała w tomie „Znani i nieznani ludzie Lasek” s. Aniela Gielbert, z którą Herbert przez lata korespondował. Zakonnica dodawała, że poeta zawsze dużo pracował w Laskach i nigdy nie rozmawiał o polityce. „Bardzo chciał umierać w Laskach. Dzwonił nawet w tej sprawie do mnie jego przyjaciel, ale przecież ja nie decyduję tutaj w takich sprawach. Poza tym nie mamy warunków dla tak chorego człowieka”.

W Laskach wciąż żywe są też wspomnienia o Tadeuszu Mazowieckim, byłym premierze, działaczu KIK, pierwszym naczelnym „Więzi”, zmarłym w 2017 r. i pochowanym obok żony na leśnym cmentarzu. Mazowiecki wspominał, że do Lasek trafił dzięki Antoniemu Marylskiemu i Jerzemu Zawieyskiemu już w latach 60. Szczególnie zaprzyjaźnił się z s. Marią Gołębiowską (wspomnianą już s. Miriam Wajngold – od czasów okupacji używała nazwiska Gołębiowska). Z racji tej przyjaźni nazywano ją w Laskach „siostrą od opozycjonistów” (na przemian z przydomkiem „siostry od pisarzy”).

„Jesienią 1968 r. dowiedziałem się, że moja żona jest chora na raka. Siostra Maria wtedy niezwykle nam była bliska i bardzo niepokoiła się o zdrowie żony i mną się niepokoiła również bardzo. A w roku 1969, już po śmierci Jerzego Zawieyskiego, myśmy tu z Ewą, moją żoną, spędzili chyba miesiąc w Domu nad Łączką. Pamiętam, że odpoczywaliśmy najczęściej przed domem, a s. Maria przychodziła do nas i najzwyczajniej siadała obok i długo rozmawiała z nami. Potem, po śmierci mojej żony, s. Maria była niezwykle zatroskana o moich synów. Zawsze miała z nimi dobry kontakt ” – wspominał Mazowiecki (cytat za „Znani i nieznani ludzie Lasek”).
Tadeusz Mazowiecki został pochowany obok żony, Ewy. Fot. PAP/Paweł Supernak
– Tadeusz Mazowiecki wielokrotnie siedział w miejscu, gdzie my teraz siedzimy – mówi Władysław Gołąb. – Choć był nałogowym palaczem to tu, u nas nigdy nie zapalił. Wiedział, że my nie palimy. W czasach, kiedy był premierem bywał tu rzadziej, miał zbyt wiele obowiązków, ale później znów można było go spotkać w Laskach – dodaje. I przywołuje spotkanie w domu rekolekcyjnym zorganizowane w kolejną rocznicę śmierci Tadeusza Mazowieckiego. – Przy stole zasiedli różni ludzie z dawnej opozycji. Obok siebie znaleźli się kardynał Kazimierz Nycz i Adam Michnik. „Bardzo się cieszę, że mogę przy stole spotkać się z Waszą Eminencją księdzem kardynałem” – przywitał się z kardynałem Adam Michnik. Takie rzeczy są w Laskach możliwe.

Wspólna beatyfikacja

Władysław Gołąb przyznaje, że Laski są rodzajem oazy, przypominają gminę chrześcijańską w której wspólnie żyją niewidomi, siostry, świeccy. – Często tu się nawet drzwi nie zamyka, wychodząc z domu – mówi, a na parapecie za oknem drepczą dzięcioły, szpaki, sikorki dokarmiane słonecznikiem przez panią Justynę.

Władysław Gołąb nie jest wychowankiem Lasek. Wzrok stracił w 1944 r., jest więc inwalidą wojennym. – Miałem jeszcze resztki wzroku. Poczucie światła straciłem dopiero przed 20 laty. Czasem służyłem jako przewodnik innym niewidomym. W 1951 r. do Lasek przyjechałem z przyjacielem, pianistą Edwinem Kowalikiem. Edwin dał koncert Matce Czackiej w sali koncertowej przy domu dziewcząt. Po tym koncercie Matka Czacka zainteresowała się mną, wypytywała, jak sobie daję radę, co robię. Byłem wówczas na drugim roku studiów prawniczych. Matka Czacka powiedziała: „Jak pan skończy studia, niech się pan zajmie niewidomymi”. W pewnym sensie to było takie jej zalecenie dla mnie. W 1957 r. zacząłem pracę jako radca prawny w Warszawie, skąd przyjeżdżałem do Lasek, pomagałem w różnych sprawach. W 1969 r. zostałem członkiem Towarzystwa, potem członkiem zarządu, a od 1975 r. pełniłem funkcję prezesa, starając się kontynuować pracę Matki Czackiej – opowiada Władysław Gołąb.

Przez lata jednym z ważniejszych dla niego miejsc w Laskach był budynek, w którym jako prezes Towarzystwa miał biuro. Teraz, jak mówi, szczególne znaczenie ma dla niego kaplica. Odwiedza ją codziennie.
Sarkofag matki Elżbiety Róży Czackiej w kaplicy Matki Bożej Anielskiej w Laskach. Fot. PAP/Albert Zawada
Zaglądamy do środka. Kilka osób się modli. Korytarz po prawej stronie prowadzi do dawnego pokoju Matki Czackiej. Niewielki, jasny, z niskim stropem jest wręcz przyklejony do kaplicy. Dziś znajduje się tu sarkofag ze szczątkami Matki Czackiej. W ubiegłym roku zostały przeniesione z leśnego cmentarza w Laskach. Niebawem Matka Czacka zostanie ogłoszona błogosławioną Kościoła katolickiego. Beatyfikacja – wspólna z kard. Stefanem Wyszyńskim – zaplanowana jest na 12 września tego roku.

Na cmentarzu w Laskach nie ma już też szczątków ks. Korniłowicza. Zostały przeniesione do kościoła św. Marcina na ul. Piwnej, gdzie trwa modlitwa o beatyfikację kapłana.

– Agnieszka Niewińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Rok 1975. Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych im. Róży Czackiej prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża i Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach; biblioteka z książkami brajlowskimi. Fot. PAP/Maciej Musiał-AR
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Setki manifestantów utopionych w rzece? Fakty czy legenda
Prezydent przyjął wersję wydarzeń przygotowaną przez komunizujących historyków.
Historia Najnowsze wydanie
Ścięty na gilotynie. Śląski męczennik
Dlaczego młody ksiądz został oskarżony o zdradę stanu?
Historia Poprzednie wydanie
Polska pod obcym protektoratem. Suwerenność reglamentowana
Skoro sami Polacy zaprosili „zagranicę” do ingerencji, trudno, żeby nie skorzystała.
Historia Poprzednie wydanie
Sybiraczka z rodu Mickiewiczów
Dwa tygodnie po śmierci synka przyszła paczka od męża przez Czerwony Krzyż z Persji. Myślałam, że mnie to zabije. Czemu nie przyszła wcześniej!
Historia Poprzednie wydanie
Miał kmicicowatą naturę. Pierwszy rzucał butelkę z benzyną
Śmierć przyszła po Baczyńskiego wcześniej, i to na polu chwały, a nie w ubeckich kazamatach, jak dopadła „Anodę” Rodowicza.