Historia

Brzemię czerwonych ideologów. Czy uda się im wygumkować Sienkiewicza?

Co miałby zrobić autor, żeby Nel została doceniona? Staś zabija czterech Arabów, może powinien dać Nel zabić dwóch, aby był parytet? Nie mówiąc o lwie, którego także patriarchalnie zabija sam. Poprawności stałoby się może zadość, gdyby Nel była jak Lara Croft, Wonder Woman albo ta chińska panna Mulan, co to latając w powietrzu energicznie macha mieczem.

We wtorek 25 maja 2021 o godz. 22 TVP Historia pokaże brytyjski film fabularny „Chartum” z 1966 roku, w którym wystąpili Lawrence Olivier (jako Mahdi) i Charlton Heston (gen. Charles Gordon).

29 czerwca 1881 roku sudański kaznodzieja Muhammad Ahmad ibn Abd Allah ogłosił się Mahdim, czyli islamskim mesjaszem, którego przyjście miało być świadectwem końca czasów. O tym, że jest Mahdim Muhammad Ahmad dowiedział się od samego Allaha w serii objawień, o czym opowiedział słuchaczom swoich nauk. Porównywał się z prorokiem Mahometem, a to, że musiał uciekać na południe Sudanu przed egipską policją dodatkowo go uwiarygodniało – prorok Mahomet też uciekał z Mekki do Medyny przed swoimi wrogami.

Mahdi chciał odnowić prawdziwy islam, który – jego zdaniem – nie był wyznawany przez panujących nad Sudanem Egipcjan i Turków (pod ich protektoratem, przynajmniej formalnie, był Egipt). Po rozprawie z niewiernymi w łonie islamu, obiecywał opanować cały świat – miał analogiczne do swoich muzułmańskich poprzedników ambicje, którym kres położyły bitwa pod Poitiers za Karola Młota w 732 roku i bitwa pod Wiedniem. Ponowne, dosłowne odczytanie sunny, co ma przynieść ozdrowieńczą surowość prawdziwej wiary muzułmańskiej oraz pospolite ruszenie fanatyków może się kojarzyć współcześnie z państwem islamskim.

Złoto i długi

Powyższe skojarzenia są zasadne bo w powstaniu Mahdiego religijne motywacje miały prymat nad innymi. Ale i innych nie brakowało.

Od lat dwudziestych XIX wieku Egipt opanował graniczący z nim od południa Sudan, co przyniosło wzrost podatków dla miejscowej ludności. Gubernatorzy egipscy w Sudanie i ich administracja byli w wysokim stopniu skorumpowani, co było charakterystyczne dla całego Imperium Osmańskiego. Strumień dochodów idący do Kairu i potem do Stambułu stawał się płytszy przy każdym biurku, więc u źródła urzędnicy musieli zaczerpnąć jak najwięcej. Nie przysparzało to popularności Egipcjanom w Sudanie, gdzie do reakcji na chciwość dochodziła niechęć do obcości tego aparatu zwłaszcza, że wicekról Egiptu zatrudniał także chrześcijan.

Rolnicza ludność osiadła biernie znosiła ucisk, buntowali się nomadowie, którzy z fiskalizmem egipskim mieli do czynienia przy sprzedaży kości słoniowej i niewolników. Oni właśnie stali się zwolennikami Mahdiego i utworzyli jego armię. Coraz liczniejsze sfanatyzowane hordy zdołały dwukrotnie pokonać ekspedycje wojska egipskiego pomimo dowodzenia nimi przez brytyjskich oficerów, co pozwoliło mahdystom dozbroić się w broń palną, której początkowo nie mieli.

Brytyjczycy mieli coraz więcej do powiedzenia w Egipcie. Jeszce przed powstaniem Mahdiego wicekról (mianowany przez Stambuł) Ismail Pasza zaciągnął w Europie gigantyczne długi. Wielkiej Brytanii Egipt był winien 100 milionów funtów, przy dochodzie rocznym państwa wynoszącym dziewięć milionów. Egipt był bankrutem i Wielka Brytania starała się odzyskać swoje poprzez sieć doradców i oficerów.
Głowa Mahdiego - Muhammada Ahmada - na portrecie. Fot. Apic/Getty Images
Ismail Pasza miał kapiący od złota dwór, legendarnie skorumpowanych zauszników, a na otwarcie Kanału Sueskiego zbudował wielki, wytworny pałac i sieć hoteli, aby mieć gdzie godnie przyjąć koronowane głowy i znakomitych gości z Europy. Impreza w dzień otwarcia kanału zgromadziła w nowym pałacu sześć tysięcy ludzi i nazwana została przez prasę angielską największym przyjęciem świata. Salwy i fajerwerki ucichły, dług pozostał.

Egipt potrzebował reformy a Kanał Sueski musiał być bezpieczny, czego w coraz większym zakresie pilnowali Brytyjczycy.

Głowa na pice

Trzecia – po dwóch nieudanych z 1883 roku – egipska ekspedycja przeciwko mahdystom pod dowództwem generała Charlesa Gordona skierowała się na południe Sudanu w 1884 roku. Gordon miał polecenie ewakuować z zagrożonego Chartumu urzędników egipskich, przebywających tam Anglików i Europejczyków. Rzeczywiście generał 2500 osób wysłał pod eskortą do Kairu, ale zamiast wracać zaczął fortyfikować Chartum.

Charles Gordon był wybitnym oficerem. Jako dowódca cesarskich wojsk chińskich walczących przeciwko antyrządowemu powstaniu zadziwił dworskich mandarynów zupełną niepodatnością na korupcję. W powierzonych sobie oddziałach zaprowadził nieznaną tam wcześniej dyscyplinę. Gromił powstańców do momentu, gdy nie zdołał przeciwdziałać mordowaniu jeńców przez cesarskich dowódców. Wtedy podziękował za służbę.

To, co było dobre w kolonializmie – misja cywilizacyjna i moralna – uosabiał właśnie Gordon. Jako gubernator Sudanu z ramienia wicekróla (kedywa) zwalczał handel niewolnikami, zrezygnował z funkcji, gdy natrafił na opór egipskich urzędników. Był gorliwym czytelnikiem „Naśladowania Chrystusa” Tomasza a Kempis, gdy nie walczył był znanym filantropem, na wojnach bohaterski i honorowy.

Pomnikowy już za życia Gordon miał jedną wadę: nie wykonywał rozkazów, z którymi się nie zgadzał i zamiast się wycofać po wypełnieniu misji w Chartumie zaczął fortyfikować miasto. Zapasów było tam na pół roku i Gordon nie mógł zgodzić się z myślą, że ma miasto oddać mahdystom. Rząd w Londynie nie chciał się angażować w Sudanie uważając, że z buntem Mahdiego powinien sobie poradzić Egipt. Gordon chciał trwać tak długo, aż nie doczeka pomocy. Chartum był broniony od marca 1884 roku do stycznia 1885. Pomoc z Kairu pod dowództwem generała Garneta Wolseleya spóźniła się o dwa dni. Wolseley nie odbijał Chartumu z rąk mahdystów, zawrócił, a ruch Mahdiego podporządkował sobie cały Sudan.

Mahdyści w zdobytym Chartumie wycięli w pień wojsko egipskie i cywilnych mieszkańców, Gordona zakłuli włóczniami a jego głowę na pice zatknęli na głównym placu miasta. Było to zgodne z logiką mahdystowskiego dżihadu – kto się sprzeciwia Mahdiemu sprzeciwia się Allahowi, a za to jedyną karą jest śmierć.

Kali i Floyd

Ludzie boją się mówić, co myślą. Wielkie zwycięstwo cancel culture

Nękani są nie tylko ludzie ze świecznika i nie tylko za przejawy transfobii, rasizmu czy białego suprematyzmu.

zobacz więcej
Głowę Charlesa Gordona na pice widzieli bohaterowie „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza i sto dwadzieścia lat temu mogli o tym przeczytać pierwsi czytelnicy książki. W okrągłą rocznicę pierwszego wydania książki – choć trudno tu podejrzewać chęć celebracji – ukazał się na Twitterze wpis socjologa, doktora habilitowanego Macieja Gduli:

„Nie ma chyba w polskiej literaturze drugiej podobnej perły, łączącej w takim natężeniu rasizm, kolonializm i patriarchat. Kanon lektur w podstawówce nadaje się do kosza. Przestańmy męczyć i zatruwać dzieci!”

Maciej Gdula nie był pierwszy. W zeszłym roku nauczycielka polskiego z Sochaczewa na swoim facebookowym profilu wszczęła akcję zbierania podpisów pod postulatem wyrzucenia „W pustyni i w puszczy” ze szkół. „Kali ma twarz George'a Floyda” pisała w jednej z gazet. Nie sposób przypuszczać, by polonistka nie znała książki, którą omawia w szkole, choć do tak niegrzecznego przypuszczenia kusi różnica losów George'a Floyda i powieściowego Kalego, który z pomocą „pana wielkiego”, Stasia Tarkowskiego, został królem swego plemienia. George Floyd był – jak wiadomo – śmiertelną ofiarą systemowego rasizmu białych policjantów w USA, którzy corocznie podczas interwencji zabijają dwa razy więcej białych, niż czarnych. Przypisywanie systemowego rasizmu policji amerykańskiej nie jest zgodne ze zwykłą logiką, za to z logiką przebudzonej (woke) lewicy jak najbardziej.

Podobne przebudzone i uwrażliwione patrzenie na sprawy musiało skłonić do porównania Kalego z Floydem polonistkę z Sochaczewa. „Pan wielki” był wprawdzie dobry dla Kalego, ale przebudzeni wiedzą ile w tym rasizmu i kolonializmu oraz patriarchalizmu. A Maciej Gdula pisze o patriarchacie, czyli nie chodzi tylko o patriarchalne, może i pełne empatii, ale zawsze wyższościowe spojrzenie białych na tubylców, ale także stosunki damsko-męskie.

Staś się opiekuje Nel i dał by się dla niej zabić, ale – co tu kryć – patrzy na nią z góry. W powieści to mężczyzna, właściwie chłopiec, jest silniejszy, dzielniejszy i mądrzejszy. Wyczuwamy obrzydzenie socjologa do takich relacji, nie wziął tylko pod uwagę, że chłopiec jest starszy od dziewczynki o pięć lat, a w tym wieku to przepaść pod każdym względem na korzyść starszego dziecka.

Co powinien zrobić autor, żeby Nel czuła się doceniona? Staś zabija czterech Arabów, może powinien dać Nel zabić dwóch, aby był parytet, choć prawdziwy (woke) parytet to powinno być trzech, nie mówiąc o lwie, którego patriarchalnie zabija sam. Nel byłaby wtedy – może nieco przedwcześnie – Larą Croft, Wonder Woman albo tą chińską panną Mulan, co to latając w powietrzu energicznie macha mieczem. Sienkiewicz wprawdzie napisał taką żeńską postać, co niejednego pohańca ustrzeliła z garłacza, ale nie w tej książce. Ofiary Basi z „Pana Wołodyjowskiego” były muzułmanami, czyli stara polska ksenofobia i żadnej taryfy ulgowej przy ocenie „W pustyni i w puszczy” nie można się zapewne spodziewać.
Głowa gen. Charlesa Gordona niesiona przez ludzi Mahdiego po zdobyciu przez nich Chartumu. Ryc. z roku 1885. Fot. Time Life Pictures/Mansell/The LIFE Picture Collection via Getty Images
Zbawiciel i Mzimu

Zarzut rasizmu i kolonializmu, który zatruwa polskie dzieci jest tym bardziej alarmujący, że o ile dziecko angielskie, francuskie czy belgijskie może się odtruć w takich wypadkach krytycznie, przy pomocy nauczyciela, patrząc na historię swojego kraju, to co ma z zatruciem zrobić biedne dziecko polskie? Wziąć na siebie winy cudzych przodków? Właściwie czemu nie, to może mieć wpływ europeizujący. Bicie się w piersi za króla Belgów Leopolda II – żeby wymienić najgorszego kolonizatora – może mieć antyzaściankowy i uniwersalizujący potencjał, ale takie rzeczy to chyba dopiero w liceum.

Pomijając przyszłe możliwości edukacyjne wróćmy do „W pustyni i w puszczy” i obecnych zarzutów. W książce Murzyni są jak dzieci, naiwne i okrutne, podległe chwilowym emocjom, niestabilne. Przez krzywdzące stereotypy patrzy czytelnik powieści Sienkiewicza na Murzynów i Arabów. Półdzikie hordy Mahdiego mordujące okrutnie każdego, kto nie tak fanatycznie jak oni wierzy w mesjańskie posłanie przywódcy, to fakt historyczny. Odwzorowanie tego w powieści, to krzywdząca klisza. Walki plemienne wśród Murzynów i mordowanie jeńców lub zmienianie ich w niewolników na handel lub własne potrzeby to fakt. Obraz tego w powieści to krzywdzący stereotyp.

Gdy Kali obejmuje władzę wśród swoich Wahimi, to intronizacja wymaga ścięcia niewolników, a „pan wielki”, Staś Tarkowski, dowiaduje się, że na jego cześć będą dodatkowe dekapitacje. Staś zabrania egzekucji, czego król i plemię nie rozumie i jest im przykro, wszak chcieli uczcić białego bwana – kubwę. Staś zabrania wyższościowo z pozycji chrześcijańskich, bez szacunku do miejscowej kultury. Może to jest ten przejaw rasizmu.

Patriarchalne i kolonialne jest chrzczenie Murzynów, to czynienie na siłę z nich niby białych i pozbawianie tożsamości. Tak zapewne uważa Maciej Gdula cytując w polemice na TT , że Murzynka Mea miała pewność, iż po chrzcie wybieli się naprawdę. Wierzyła, że białe to lepsze, a czarne to gorsze, w czym utwierdza ją Staś poprzez chrzest, bo biała wiara lepsza, czarna gorsza. I tu trzeba się wczuć w to, co myślą na lewicy. Podejrzewam, że dla nich Zbawiciel i dobre, czy złe Mzimu są równowartościowe. I to, i to opium dla ludu, nawiasem mówiąc. Skandaliczne jest zatem zastępowanie Mzimu Panem Bogiem, cienia szacunku i krztyny zrozumienia w tym nie ma.

Mzimu pozwala rozbijać głowy pałkami pokonanym w wojnach plemiennych przeciwnikom, a ten nowy Bóg nie pozwala – jak tak można? Niezrozumienie dla wartości kulturalnych Afrykanów dostrzegała już duńska pisarka Karen Blixen. W Afryce mieszkała wiele lat i jako Dunka w angielskiej kolonii nie czuła się kolonizatorką. W zapiskach z Afryki pisała jak to Anglicy są nielubiani bo nie uczą się suahili i nie chcą zrozumieć miejscowej kultury. Do tego stopnia, że dumnym wojownikom zabronili wojen z innymi plemionami, a to było treścią ich życia, nie pozwalają im nawet porywać kobiet – no patrzcie Państwo, taka arogancja kulturowa.

Żywym ludziom obcinali dłonie i stopy. Potem je wędzili. Miliony ofiar króla

Urzędnicy pracujący w najważniejszych instytucjach Unii Europejskiej codziennie mijają pomnik zbrodniarza.

zobacz więcej
Czarne dzieci w polskiej szkole

W Indiach arogancja kulturowa Anglików prowadziła ich do walki ze zwyczajem palenia żywcem wdów na stosie wraz ze zmarłym mężem. Tam także nie było żadnego szacunku i zrozumienia. Anglicy od połowy XIX wieku walczyli z handlem niewolnikami, który napędzał plemienne wojny wśród Afrykanów i dawał zyskowne zajęcie Arabom. Tak naprawdę zbrodniami kolonializmu w Afryce można obciążyć Belgów i Niemców. W „W pustyni i w puszczy” mamy do czynienia z Anglikami, którzy naprawdę haniebnie zachowali się w Oranie i Transwalu wobec białych Burów, ale o tym w książce nie ma ani słowa i nie tym się brzydzi lewica biorąc powieść Sienkiewicza do ręki.

Łowienie klisz kolonialnych i stereotypów rasistowskich w powieści Sienkiewicza samo w sobie jest kliszą i stereotypem, tym razem antykolonialnym. Jakże daleko w tym lewica odeszła od klasycznego marksizmu. W tej doktrynie formacje społeczno-ekonomiczne następują po sobie i jest to proces nieodwracalny. Po wspólnocie pierwotnej jest niewolnictwo, po tym feudalizm, kapitalizm aż do raju na ziemi, komunizmu. Po formacji gorszej z punktu widzenia celu historii następuje lepsza. Po marksistowsku biorąc, jak miał się czuć ktoś ze świata kapitalizmu, gdy napotkał stosunki z pogranicza wspólnoty pierwotnej i niewolnictwa? Czy nie można zrozumieć jego poczucia wyższości i postawy patriarchalnej?

Cywilizowanie zakłada przedmiotowe traktowanie cywilizowanych, ktoś ze swojej pozycji wie, jak powinno się żyć i cywilizuje nie pytając o zdanie. Afrykanom zakazano wojen, łowów niewolników, mordów i porwań, co oburzało baronową Blixen. Współcześni oburzeni nie wnikają w takie szczegóły. Zdają się być oburzeni samym faktem, że biali ośmielili się kiedyś uznać swoją cywilizację za wyższą i lepszą. Dowody w sferze kultury materialnej i duchowej na rzecz tej wyższości świadczą przeciw temu, kto je podnosi. Tak każe poprawność polityczna, nazwa nie całkiem adekwatna, bo nie dotyczy tylko bieżącej polityki, ale – przede wszystkim – historii.

Nie wolno stygmatyzować jednostek i grup społecznych kiedyś dyskryminowanych. W krajach poprawnych politycznie wszyscy od dawna są równi wobec prawa i chodzi o dawne zaszłości i uprzedzenia. Stąd nie wolno mówić jak było, bo to może obrażać potomków ludzi niegdyś uważanych pod różnymi względami za gorszych. To podnosił Maciej Gdula w polemice z oponentami tłumacząc, że w polskich szkołach są czarne dzieci. Czyli może jednak w Afryce było tak, jak to opisuje Sienkiewicz, tylko chodzi o te czarne dzieci? Prostackie, oczywiście, byłoby pytanie, ile ich jest? A że Sienkiewicz pisał to ze swojego punktu widzenia? No cóż, nie był tak empatyczny, jak Karen Blixen, która pisała po nim, w całkiem innych czasach, fascynacji elit intelektualnych tymi – jak sama mówiła – „Natives”.
Maciejowi Gduli włosy na głowie się zjeżyły, kiedy czytał "W pustyni i w puszczy". Na zdjęciu: głowa Gduli. Fot. Agencja Forum/ Grzegorz Kozakiewicz
Gdula i Orwell

Bohater powieści George'a Orwella, „Rok 1984”, Winston Smith, miał taką pracę, że z historii wybierał nie to, co było, ale to, co być powinno z punktu widzenia aktualnych potrzeb. Miejsce pracy Winstona było prawdziwą wytwórnią poprawności politycznej. Uczciwie trzeba podkreślić, że Maciej Gdula dopuszcza „W pustyni i w puszczy”, ale dopiero w liceum lub na koniec podstawówki, aby dojrzalsza młodzież, a nie jedenastolatki, mogła czytać te trucizny krytycznie. To lepiej, niż u Winstona, któremu zakazano dawać jakiekolwiek szanse na czytanie krytyczne. Tę łaskawość socjologa być może spowodował Nobel autora, bo takiemu laureatowi jakieś względy się jednak należą.

O tym żeby książkę dla dzieci z dziecięcymi głównymi bohaterami przeczytały dzieci, którym różnice pomiędzy Afryka w XIX wieku i dzisiejszą przybliży nauczyciel mowy nie ma, bo rasizm się przedrze do niedojrzałych głów. Samemu Gduli włosy stawały dęba, jak to czytał, jak przyznał w innej wypowiedzi poza Twitterem.

Polska lewica i tak jest niemrawa w swoim przebudzeniu i opieszała w wymazywaniu (cancel culture) w porównaniu z zachodnioeuropejską i amerykańską. Tam wytwórnie wycofują stare filmy na swoich platformach internetowych, uniwersytety i redakcje zwalniają akademików i dziennikarzy, obiecujący do niedawna autorzy nie mogą nagle znaleźć wydawcy, jedna ze szwedzkich bibliotek spaliła książki o Pippi Langstrumpf, a w klasycznych balladach rockowych, jak w „The Night They Drove Old Dixie Down” grupy „The Band” wymienia się zwrotki i autor po latach musi się tłumaczyć w telewizji. Gdzieś nawet ocenzurowano Dantego.


Nasi, gdy się naprawdę obudzą, to zaatakują więcej tytułów, niż „W pustyni i w puszczy”. Do prezentowanej obecnie lewicowej wrażliwości klasyka literatury się w ogóle nie nadaje. Pobieżne krytyczne przejrzenie własnej pamięci podsuwa chociażby Zygmunta Krasińskiego, toż to horror. A i Mickiewicz nie lepszy, w „Panu Tadeuszu” za perypetiami głównych bohaterów stoi przecież praca niewolnicza, bo jak mówi jeden z tytułów największej gazety obudzonych – „Chłop lives matter”.

Tymczasem w Afryce w czasach „W pustyni i w puszczy” kolonizatorzy brytyjscy zwalczali niewolnictwo przeciwko czemu buntowali się kolonizowani, jak w państwie islamskim Mahdiego. Sam Mahdi umarł w 1885 roku z przyczyn naturalnych. Jego następca, szejk Abdullahi też chciał być mesjaszem, ale brakowało mu charyzmy i Sudan przekształcił się w zwykłą satrapię, nie pierwsza i nie ostatnią na kontynencie.

Puchar z czaszki

W Londynie po zamordowaniu Charlesa Gordona rząd był silnie krytykowany za nieskuteczną pomoc szanowanemu generałowi. Dodatkowo państwo Abdullahiego było ziemią skłóconych kalifów, cierpiącą głód i źle zarządzaną. W tej sytuacji Wielka Brytania obawiała się, że po Sudan sięgnie Francja lub Włochy. W trzynaście lat po zdobyciu Chartumu przez mahdystów Londyn postanowił zareagować. Do Egiptu przybyło osiem i pół tysiąca żołnierzy brytyjskich, którzy wraz z kilkunastotysięcznym korpusem egipskim ruszyli w kierunku Chartumu.

Sienkiewicz nie był rasistą. Był człowiekiem swoich czasów, gdy uważano, że kolonizatorzy powinni cywilizować Afrykanów

Wbrew poglądom niektórych, dzieci i nastolatki w większości sięgają po lektury.

zobacz więcej
Dowodził generał Horatio Herbert Kitchener, posuwał się powoli, bo na części trasy kładziono tory kolejowe dla zaopatrzenia jego armii. 2 września 1898 doszło do bitwy pod Omdurmanem, miejscowości leżącej naprzeciw Chartumu, po zachodniej stronie Nilu. Kitchener opierając się o Nil otoczył wojsko zasiekami i czekał na atak. Było to starcie cywilizacji. Mahdyści rzucili się na Brytyjczyków atakiem na płaskim terenie z białą bronią i dzidami. Kitchener miał działa na lądzie i kanonierkach na Nilu, karabiny maszynowe Maxima i wyćwiczoną, zdyscyplinowana armię. W krzyżowym ogniu karabinów maszynowych, dział i ostrzale piechoty na wprost poległo 10 tysięcy atakujących, a 16 tysięcy zostało rannych. Arabowie i Murzyni spotkali się z lawiną ognia, pierwszy ich szereg nie doszedł dalej, niż 50 metrów od zasieków.

Nie było walki wręcz poza bezsensowną szarżą Regimentu Lansjerów po pierwszym ataku mahdystów. Wśród lansjerów był młody porucznik Winston Churchill, którego raniono w rękę. „Była to egzekucja, a nie bitwa” jak napisał jeden z korespondentów brytyjskiej prasy. Alternatywą dla egzekucji atakujących było dać się wyrżnąć, bo przewaga liczebna mahdystów była przytłaczająca. Zwyciężyła technika i dyscyplina nad fanatyczną, straceńczą odwagą i nie liczeniem się dowództwa muzułmańskiego ze stratami, które rzuciło bezładną masę biegiem na najeżone lufami kolumny. Nikt nie dobiegł, ogień był zbyt gęsty. Straty po stronie brytyjskiej w bitwie były symboliczne.

Kitchenerowi jeszcze rok zajęło zajęcie całego Sudanu . Pomścił Gordona, lecz nie zachował się tak, jak zachował by się Gordon. Po bitwie pod Omdurmanem zabronił opatrywać rannych mahdystów. Wojska egipskie za jego przyzwoleniem mordowały jeńców, a w Chartumie zburzył grób Mahdiego, kości kazał wrzucić do Nilu, a z czaszki chciał sobie zrobić pamiątkowy puchar na biurko, z czego wobec reakcji dworu królowej Wiktorii musiał zrezygnować. Nie każdy biały potrafi zawsze ponieść „Brzemię białego człowieka” i dorosnąć do zadań służby podbitym, o których pisał w słynnym wierszu Rudyard Kipling, a Kitchener nie oparł się pokusie zemsty za rzeź Chartumu z 1885 roku.

Po bezwzględnym stłumieniu ostatnich gniazd oporu Horatio Kitchener zasłynął jako dobry administrator Sudanu jako jego brytyjski gubernator. Skończył się wyzysk mieszkańców przez egipską kleptokrację i kraj zaczął rozwijać się gospodarczo, po krwawych i chaotycznych rządach mahdystów. Ale „W pustyni i w puszczy” nie obejmuje już tych wydarzeń, akcja kończy się tuż po śmierci Mahdiego i polskie dzieci nie są zatruwane czynami kolonizatora jak z ze złego snu lewicowca. Taki sen zapewne by się skończył zanim Kitchener zdążył by się poprawić.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


We wtorek 25 maja 2021 o godz. 22 TVP Historia pokaże film fabularny „Chartum” z 1966 roku, w którym wystąpili Lawrence Olivier (jako Mahdi) i Charlton Heston (gen. Charles Gordon).
Zdjęcie główne: "W pustyni i w puszczy", film i serial w reżyserii Władysława Ślesickiego z 1973 roku. Tomasz Mędrzak jako Staś Tarkowski. Fot. TVP
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Syberyjski Rockefeller. Polski milioner w Rosji
Produkował dla Rosjan setki tysięcy wiader spirytusu.
Historia Najnowsze wydanie
Freie Stadt Danzig. Niebezpieczna nostalgia nad Motławą
Ulice były wolne dla brunatnych batalionów.
Historia Najnowsze wydanie
Tłum szturmował samoloty, statki i barki. Amerykańska hańba
To moralna porażka Stanów Zjednoczonych – donosił prezydentowi Fordowi Henry Kissinger.
Historia Poprzednie wydanie
Dekalog dobrego człowieka
Społeczna Krucjata Miłości miała doprowadzić do powstania „nowych ludzi plemienia”.
Historia Poprzednie wydanie
Przestudiowałem „Kapitał” trzy razy
„Inteligencja nasza nieraz, nieświadomie może, przygotowuje grunt dla komunizmu, a sobie szafot” – pisał w 1938 roku ks. Wyszyński.