Rozmowy

W domu ma rakietę, którą Amerykanie polecieli na Księżyc

Pewnemu juniorowi podczas zawodów wybuchł silnik rakiety. Jest dość spory, gdybyśmy go ponawiercali i odpalili, to byłby to mały granat. Rakieta rozpadła się więc na części. Chłopak miał dwie godziny na ich posklejanie, ponownie wypuścił makietę i okazał się najlepszy w tej konkurencji – opowiada Bartłomiej Tokarczyk, inżynier materiałoznawstwa, opiekun Uczniowskiego Klubu Modelarskiego ORION w Muszynie oraz wielokrotny Mistrz Polski i Europy w modelarstwie kosmicznym. Członkiem Kadry Narodowej Polski w tej dyscyplinie jest też jego syn.




TYGODNIK TVP: Przygotowuje się pan do Mistrzostw Świata FAI Modeli Kosmicznych, które w sierpniu odbędą się w Rumunii. FAI to Międzynarodowa Federacja Lotnicza (Fédération Aéronautique Internationale), zatem nie jest to jakaś tam zabawa. Z czym pan wystartuje?

BARTŁOMIEJ TOKARCZYK:
Od czterech lat pracuję nad makietą wielostopniowej rakiety Saturn V, którą w ramach misji Apollo 11 wykonano pierwszy lot na Księżyc. Potrzebną do tego dokumentację przekazał mi Antoni Opoczko, zmarły niedawno modelarz z Krakowa. Korzystałem też z pomysłów innych kolegów.

Chcę jak najbardziej zbliżyć się do oryginału. Plan jest oczywiście wykonany w odpowiedniej skali – makieta jest 110 razy mniejsza od rzeczywistej rakiety Saturn V, która wraz z modułem załogowym miała ponad 110 metrów wysokości, jej całkowita masa startowa wynosiła prawie 3000 ton i była w stanie wynieść w kosmos blisko 120 ton ładunku.

Największym wyzwaniem przy budowie makiety jest odwzorowanie szczegółów oryginału. Pomaga mi w tym program komputerowy i drukarka 3D. Jestem chyba pierwszym modelarzem w Polsce, który wykorzystuje części wydrukowane na drukarce żywicznej, bo taka zwykła się do tego nie nadaje. Dzięki temu jestem w stanie odtworzyć szczegóły nawet wielkości 0,1 milimetra. Nie byłoby to możliwe, gdybym używał zwykłych narzędzi. Najmniejsze części są robione z żywicy, inne z preszpanu, czyli takiego specjalnego papieru. Wykorzystuję też papier na pudełka papierosów.
Poszczególne elementy makiety później wracają na ziemię na spadochronie, żeby lądowanie przebiegało wolno i łagodnie. Fot. Andrzej Rusinowski
Makieta ma pięć członów i jest uruchamiana elektronicznie. Chcę dodać efekt kłębienia się dymu podczas startu, żeby przypominało to uruchomienie prawdziwego statku kosmicznego. Sztuką jest też uzyskanie tego, by rakieta wyleciała pionowo do góry. Trzeba w tym celu znaleźć odpowiedni punkt ciężkości – rakieta leci przecież za pomocą trzech silników i muszą być to silniki dużej mocy.

Podczas Mistrzostw Świata oceniane będzie nie tylko wykonanie, ale też sam lot. Taka makieta może wznieść się na wysokość 300 metrów. Poszczególne człony będą z niej po kolei odpadać, tak jak to dzieje się naprawdę i działo w Saturnie V, że po zużyciu paliwa kolejne człony są odrzucane, najczęściej tracone bezpowrotnie, a pracę podejmuje następny, wyższy człon. Poszczególne elementy makiety później wracają na ziemię na spadochronie, żeby lądowanie przebiegało w sposób wolny i łagodny. Modele mogą też spadać na taśmie.

Czyli zainteresowanie modelarstwem kosmicznym wzięło się u pana z fascynacji kosmosem w ogóle?

Po części tak. Kiedy zacząłem budować swoje pierwsze makiety, musiałem zgłębić konstrukcję prawdziwych rakiet nośnych ze statków kosmicznych. Zaglądając do dokumentacji, poznawałem też ich historie, kiedy i gdzie leciały. A jak wiemy, były to misje trudne. Tak jak ta najsłynniejsza Apollo 11. Mogła się nie powieść, bo w drodze na Księżyc pojawiły się problemy techniczne, ale kosmonauci byli dobrze wyszkoleni i poradzili sobie. Choć nie było przecież w tamtych czasach takiej generacji komputerów, ani tak zaawansowanej elektroniki, jak obecna. Trzeba było przeliczać wiele rzeczy w głowie, aby misja zakończyła się powodzeniem.

Załoga amerykańskiego statku kosmicznego wylądowała na powierzchni Księżyca 20 lipca 1969 roku. Mój dziadek z tatą oglądali relację w telewizji, byli bardzo poruszeni i podekscytowani, że człowiek potrafił dokonać czegoś tak niezwykłego. Dowódca załogi Neil Armstrong podsumował przecież ten wyczyn słynnym zdaniem: „To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”.

Po Apollo 11 na Księżycu lądowało jeszcze kilka statków kosmicznych z ludźmi, ale dziś nie robi to już takiego wrażenia. Rakieta może sama wystartować i wylądować.

Sowieci mogli być na Księżycu pierwsi. Dlaczego wyprzedzili ich Amerykanie?

ZSRR długo prowadził z USA wyrównaną rywalizację o dotarcie na Srebrny Glob. A potem serwował teorie spiskowe.

zobacz więcej
Podróże pozaziemskie zawsze pobudzały wyobraźnię ludzi. Czy podczas zajęć modelarskich budował pan futurystyczne pojazdy, podobne do tych z filmów science-fiction?

Kiedy jako dziecko chodziłem do klubu modelarskiego, to były tam również plany ze statkami kosmicznymi, więc próbowałem je budować pod okiem instruktora. A pomysłodawcy tych statków rzeczywiście odznaczali się niezwykłą wyobraźnią. Były też wyjątkowe kreacje. Weźmy choćby Agressive ReCoinnassance 170, w skrócie ARC-170 – ciężki myśliwiec z „Gwiezdnych wojen”, stosowany przez armię Republiki w końcowym okresie wojen klonów. Posiadał 2 średnie działa laserowe i 2 rufowe oraz wyrzutnię torped. Albo inny ciekawy statek – Low Attitude Assault Transport, przez Jedi nazywany po prostu kanonierką. To podstawowy pojazd desantowy, mógł pomieścić 2 pilotów, załogę przy działach i spory oddział klonów. Miał dużą siłę ognia, m.in. ruchome działa z przodu i jedno z tyłu, działa laserowe strzelające impulsami energetycznymi oraz wyrzutnie ciężkich rakiet.

Jednak kiedy zaczyna się przygodę z modelarstwem, to zaczyna się od najprostszych konstrukcji, czyli od latawców. Trzeba skleić listewki, zrobić poszycie i powiązać to ze sznurkiem w odpowiedni sposób. Uczyliśmy się też tym sterować w powietrzu. Później budowałem modele szybowców, czy tzw. makiety eksperymentalne, czyli nowe pojazdy wymyślane samodzielnie. I tak doszedłem do modeli rakiet kosmicznych.

Na jakich rzeczywistych rakietach się wzorujecie?

W zakres techniki rakietowej wchodzą zarówno wielkie rakiety nośne – czyli te przeznaczone do umieszczania na orbitach okołoziemskich sztucznych satelitów, czy statków kosmicznych i prowadzenia rozległych badań przestrzeni kosmicznej, jak i rakiety mniejsze – służące na przykład do badań przyziemnych warstw atmosfery. Są to tzw. rakiety meteorologiczne. Badają ciśnienie, prędkość wiatru, temperaturę na różnych wysokościach – parametry wykorzystywane później do prognoz pogodowych. Co ciekawe, mogą być też narzędziem umożliwiającym zmianę stanu atmosfery, są na przykład takie, które chmurę gradową potrafią zamienić w opad deszczu. Interesują nas oba typy rakiet.

Pierwsze modele rakiet tworzono w Polsce już w latach 50. ubiegłego wieku. Powstały konstrukcje z silnikami napędzonymi taśmą filmową. Tworzyli je wtedy harcerze. 10 lat później opracowano pierwsze silniki do rakiet.
Efekt kłębienia się dymu podczas startu ma przypominać uruchomienie prawdziwego statku kosmicznego. Fot. Bartłomiej Tokarczyk
Na zajęciach modelarskich dzieci i młodzież wykonują najpierw polską rakietę meteorologiczną Meteor 1. Taka makieta potrafi się wzbić na wysokość aż 700 metrów.

Bazujemy też na zagranicznych wzorach. Wśród francuskich najpopularniejsze są Diamanty z lat 60. zeszłego wieku – pierwsze rakiety nośne, które były zdolne wynieść satelitę w przestrzeń kosmiczną. Bezzałogowe. Z kolei najbardziej znane amerykańskie rakiety, które są popularne w modelarstwie, to oczywiście wspomniane przeze ze mnie Saturny, głównie wykorzystywane w lotach załogowych na Księżyc.

Wśród radzieckich rakiet mamy słynne Sojuzy, które latają do dzisiaj. Przystosowane są nie tylko do wynoszenia satelitów, ale i kapsuł załogowych. Tu warto przypomnieć, że na radzieckim statku Sojuz 30 lot kosmiczny wykonał nasz polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski, razem z radzieckim współtowarzyszem, pułkownikiem Piotrem Klimukiem. Lot rozpoczął się 27 czerwca 1978 roku. Dzień po starcie załoga połączyła się z naukową stacją orbitalną Salut 6 – Sojuz 29, gdzie wykonano program badawczy. Lot trwał 8 dni, w czasie których dokonano 126 okrążeń Ziemi oraz ustanowiono kilka rekordów Polski, zatwierdzonych przez FAI: m.in. wysokości (363 km), prędkości (28 tys. km/h) i czasu trwania lotu (190 godzin 3 minuty 4 sekundy), czy przebytego dystansu (5 273 257 km) – co w sumie nie było trudne, bo dotąd mieliśmy tylko jednego prawdziwego kosmonautę. Radziecko-polska załoga Sojuz 30 powróciła na Ziemię 5 lipca 1978, lądowanie nastąpiło na stepach Kazachstanu.

Niedługo może będziecie tworzyć modele rakiet latających z ludźmi na Marsa. Elon Musk chce, by rakieta Starship, zaprojektowana przez jego prywatną firmę SpaceX, odbyła pierwszą, bezzałogową podróż na tę planetę już w 2024 roku, kiedy wystąpi korzystne okienko bliskości Czerwonej Planety z Ziemią, a pierwsi ludzie mieliby polecieć kilka lat później.

To wizjonerskie plany. Choć trzeba przyznać, że technologia poszła bardzo do przodu. Elon Musk buduje statki kosmiczne, które po wymianie podzespołów można użyć wielokrotnie. Tylko się je tankuje i leci z powrotem. I to jest największe osiągnięcie w tym zakresie. Naprawdę niezwykłe!

Chcą budować kopalnie w kosmosie

Kamil Muzyka, ekspert ds. prawa kosmicznego: Kilka przedsiębiorstw planuje wydobywanie kopalin na planetach. To firmy amerykańskie, brytyjskie i japońskie. Powstało też konsorcjum polskie.

zobacz więcej
Ale żeby coś więcej wiedzieć o planach podboju Marsa, trzeba poczekać na pierwszy lot Starship. Patrząc na obecną rakietę firmy SpaceX, nie jest ona przystosowana do przewożenia znacznej liczby materiałów, z których by można stworzyć bazę na innej planecie. Na razie buduje się rakietę do przewozu ludzi. Pewnie w przyszłości stworzą na orbicie okołoziemskiej taką bazę, do której najpierw by wywożono elementy zabudowy, a później stamtąd by je transportowo na Marsa statkiem złożonym już w kosmosie. Też potrzebna byłaby do tego duża grupa osób, które budowałyby takie miejsce do zamieszkania na Czerwonej Planecie… Ale czy w ogóle można myśleć o życiu na tej planecie, skoro panują tam wysokie temperatury? Może docelowo służyłaby raczej do pozyskania pewnych surowców, pierwiastków, których jest mało na Ziem.

No to wróćmy na Ziemię. Podobno modelarz jest też trochę meteorologiem.

Trochę tak. Wypuszczony z wyrzutni model rakiety łapie ciepłe powietrze i się zawiesza. Przed startem patrzymy więc na termometr i wybieramy odpowiedni czas, kiedy ten model najlepiej wypuścić, żeby wpadł w ten bąbel powietrza i dzięki temu jak najdłużej utrzymał się na pewnej wysokości.

Modele rakiet rzecz jasna nie tak, jak ich wzorce kosmiczne, ale mogą być niebezpieczne, w końcu są to substancje łatwopalne. Jak sobie z tym radzicie na zawodach czy pokazach?

Trzeba zachować zasady bezpieczeństwa. Rakiety muszą być odpalane na pustej przestrzeni, z dala od skupisk ludzkich, dróg czy lasów. Nie można też tego robić przy lotniskach i korytarzach powietrznych, można natomiast korzystać z pasów lotniczych na lotniskach sportowych. Kiedy się rakietę odpala, trzeba sprawdzić, czy gdzieś w pobliżu nie unoszą się motolotnie albo szybowce, żeby nie zakłócić ich lotu.

Po wystrzeleniu rakieta wzbija się w powietrze, osiąga daną wysokość, następnie zaczyna opadać w dół i ląduje nierzadko kilka kilometrów od miejsca startu. I to bieganie za nią jest dość ciekawe, bowiem teren bywa różny. Na przykład raz szukałem makiety na polu kukurydzy, która miała 3 metry wysokości. Aż mnie ciarki przechodzą, co by było, gdybym się wtedy zgubił. Nieraz, aby odzyskać model, trzeba było przepłynąć rzekę.
Sztuką jest też uzyskanie tego, by rakieta wyleciała pionowo do góry. Fot. Andrzej Rusinowski
Mimo wszelkiej ostrożności wypadki się zdarzają, ale naprawdę rzadko. Miałem raz nieprzyjemną przygodę w Krakowie na Pucharze Świata. Jeden z widzów wjechał nielegalnie na lotnisko swoim samochodem. Puszczałem wtedy rakietę meteorologiczną Meteor1. Spadochron się nie otworzył i makieta spadła na jego auto, uszkadzając mu dach – pojawiło się spore wgniecenie.

Z kolei juniorowi Wojtkowi Koszelskiemu podczas zawodów wybuchł silnik rakiety. Jest on dość spory, gdybyśmy go ponawiercali i odpalili, to byłby to taki mały granat. Rakieta rozpadła się więc na części. Wojtek miał dwie godziny na posklejanie wszystkiego i udało mu się – ponownie wypuścił rakietę i okazał się najlepszy w tej konkurencji.

Właśnie, technika rakietowa bywa też wykorzystywana do budowy broni…

Niestety, pociski czy rakiety balistyczne nierzadko są też produkowane w sposób chałupniczy, jak makiety. To w sumie dość proste, bo o ile do napędu rakiet wynoszących obiekty w przestrzeń kosmiczną używa się silników o wielkiej mocy, to do rakiet badawczych czy bojowych przenoszących mniejsze ciężary wystarczą te o mniejszej mocy.

Mój kolega był na misji w Iraku i doświadczył ataku takiej rakietowy wykonanej chałupniczo. Wylądowała obok jego bazy, na szczęście ci terroryści byli niewprawni i nie potrafili jej uzbroić, to znaczy nie uruchomili zapalnika, który w momencie uderzenia w obiekt lub ziemię zdetonowałby materiał wybuchowy. Odnaleziono później prowizoryczną wyrzutnię tej rakiety, w której – co ciekawe – zastosowano programator od pralki. Chodziło konkretnie o moduł zegara, który po jakimś czasie uruchamiał zapalnik elektryczny i odpalał rakietę.

Można utopić miliony albo spełnić marzenia. Kosmiczny biznes

Inauguracja pierwszego turystycznego lotu w kosmos zapowiedziana została na lato tego roku, a inna prywatna firma ma wysłać na orbitę amerykańskich astronautów.

zobacz więcej
Obserwujemy też ostatnio natężenie konfliktu izraelsko-palestyńskiego, a organizacja Hamas – pomijając, że Palestyńczyków dozbrajają też państwa islamskie – również używa rakiet samoróbek. Wykonywane są z rur stalowych, np. wodociągowych. Do środka wrzuca się materiał wybuchowy, który łatwo zrobić z dostępnych w sklepach materiałów gospodarczych, nie będę podpowiadał jakich. Umieszcza się go w głowicy wraz z kulkami, gwoźdźmi czy śrubami. Nazwa tych rakiet pochodzi od palestyńskiego bojownika z czasu powstania przeciwko Brytyjczykom w latach 30. XX wieku, Izz ad-Dina al-Kassama. Pociski mają na szczęście stosunkowo niewielki zasięg: Kassam1 do 3-4 kilometrów, Kassam2 jakieś 7-10 km, a powyżej Kassam3. Masa ładunku wybuchowego wynosi najwyżej 10 kg, rakiety nie mają żadnego systemu elektronicznego, które by je naprowadziły na cel. Strzela się nimi na oślep, wybierając miejsca skupisk ludzkich. Izrael zaś ma tzw. Żelazną Kopułę, czyli tarczę antyrakietową, stworzoną do wykrywania, przechwytywania i niszczenia tej broni.

Nie zachęcamy do budowy takich rakiet, juniorowi Wojtkowi wybuchła przez przypadek. Niezwykłe, że potrafił ją szybko poskładać i mimo to wygrał swoją konkurencję. Pan też wielokrotnie stawał na podium: jest pan wielokrotnym Mistrzem Polski i Europy w modelarstwie kosmicznym, a za chwilę – miejmy nadzieję – Mistrzem Świata. Co panu dają takie rywalizacje?

To przygoda i wymiana doświadczeń z innymi modelarzami. Kiedy udało nam się zespołowo zdobyć tytuł Mistrza Europy, to była ogromna satysfakcja. Gdy człowiek stoi na podium i grają Mazurka Dąbrowskiego, to jest wzruszające przeżycie. Osiągnięcie podium światowego byłoby dla mnie uwieńczeniem dotychczasowej pracy, jakbym wszedł na najwyższą górę na świecie.
Polski zespół zdobył tytuł Mistrza Europy w Costesti/Buzău/Rumunia 2019. Fot. Andrzej Rusinowski
Pasją zaraził pan swojego syna, 12-letniego Mateusza, który również odnosi sukcesy w tej dziedzinie. W ubiegłym roku podczas zawodów w Lisich Kątach – Grudziądzu uzyskał tytuł Mistrza Polski w kategorii rakiet ze spadochronem. W konkurencji rakiet-makiet zdobył srebrny medal, natomiast w konkurencji rakiet z taśmą – brązowy. Po raz pierwszy w historii klubu Orion zawodnik junior zdobył komplet medali.

Jestem z niego bardzo dumny. Jego zainteresowanie wzięło się z tego, że żona miała mi za złe zbyt długie siedzenie w klubie modelarskim (śmiech). Zacząłem więc przynosić modele do domu, a syn przyglądał się, co robię. Tak go to zaciekawiło, że przyszedł do Ogniska Pracy Pozaszkolnej na zajęcia i już został. Szybko nabrał doświadczenia. Na swoim pierwszych zawodach udało mu się wejść na podium. Dwa lata temu pojechał na Mistrzostwa Polski Modeli Kosmicznych i zdobył srebrny medal w kategorii rakiet z taśmą. Ja na taki sukces musiałem czekać bardzo długo.

Bardzo zachęcam rodziców, by pobudzali aktywność swoich dzieci, w tym uczestnictwo w takich zajęciach, jak nasze. Ono ma wiele zalet.

Po pierwsze to okazja do wyjścia z domu, odskocznia od szkoły czy komputera. Po drugie uczestnicy naszych zajęć nabywają cierpliwości i samodzielności życiowej. Współczesne dzieci są bowiem dość bierne. Szczególnie teraz, podczas pandemii. Większość czasu spędzają na smartfonach, wolą grać online z kolegami niż spotkać się z nimi na podwórku. Mają wiedzę teoretyczną, ale czekają, aż ktoś za nich coś zrobi, lub szybko rezygnują z działania, gdy im coś nie wychodzi.

Kiedyś szło się na podwórko po południu i wracało wieczorem, ale nie kręciliśmy się bez celu po wałach rzecznych i nie piliśmy alkoholu, tylko chodziliśmy właśnie do klubu modelarskiego i robiliśmy coś innego, unikatowego. Na zajęciach nabywaliśmy praktycznych umiejętności, zdolności manualnych. Pociągające było samo majsterkowanie, cięcie piłą elektryczną, wiercenie, używanie tokarki – obecnie dzieci nie wiedzą, do czego służą takie urządzenia. Nie było silikonu, więc trzeba było wziąć kawałek balsy, papier ścierny, nożyk i dłubało się w formie. Balsa to gatunek najlżejszego drzewa na świecie, który się obrabia z dużą łatwością, bo model ma być lekki i nie może mieć elementów metalowych, które w razie wybuchu stanowiłyby zagrożenie. Dzisiaj robię formę silikonową, za niewielkie pieniądze kupuję żywicę odlewniczą, wlewam do tego silikonu i w ten sposób powstają części.

Jesteśmy dziećmi Wszechświata. Zgłębianie Kosmosu to poszerzanie wiedzy o Stwórcy

Każdy pierwiastek chemiczny naszego ciała musiał być kiedyś wyprodukowany we wnętrzu gwiazdy – mówi dr Bogdan Wszołek, który zbudował prywatne Obserwatorium Astronomiczne.

zobacz więcej
U nas w Ognisku dzieci uczą się tego wszystkiego, albo choćby tego, jak prosto przybić gwóźdź, co wcale nie jest dla nich takie oczywiste. Jeśli nabędą takie umiejętności, będę umieli wiele rzeczy naprawić w domu i ich przyszłe rodziny będą na pewno zadowolone.

Po trzecie – poznają coś nowego nie tylko w warsztacie, lecz uczą się występów i rywalizacji. Trzeba bowiem zaznaczyć, że modele nie dają takiej satysfakcji, gdy buduje się je tylko dla siebie. Jeśli dziecko nie pokaże go na zawodach, to szybko zniechęca się do zajęć. Model się robi, aby go później zaprezentować szerszemu gronu.

No i po czwarte – w takim miejscu dzieci mogą porozmawiać z kimś również o trudnych sprawach. Czasami zwierzają mi się ze swoich problemów rodzinnych. Mieliśmy w grupie chłopaków, którzy przychodzili niemal codziennie, bo woleli placówkę od siedzenia w domu, gdzie był tata alkoholik i mama niezaradna życiowo. Ognisko dawało im poczucie wolności i spokoju.

Sam się dziwię, że modelarstwo to wciąż bardzo niszowa pasja, że takich zapaleńców jest w Polsce niewielu (śmiech).

A chciałby pan polecieć w kosmos?

Nie wiem, czy bym się odważył. Jestem już na to chyba za stary (śmiech). Mam rodzinę, a taki lot niesie za sobą jakieś ryzyko, obecnie mniejsze niż kiedyś, lecz nadal zdarzają się awarie. Są natomiast samoloty, które wznoszą się bardzo wysoko i bardzo szybko opadają, wytwarzając w ten sposób stan nieważkości. I tego chciałbym doświadczyć.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Od czterech lat Bartłomiej Tokarczyk pracuje nad makietą amerykańskiej rakiety Saturn V, którą w ramach misji Apollo 11 wykonano pierwszy lot na Księżyc. Fot. arch. BT
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Przestałam być dziennikarzem, a zaczęłam być człowiekiem
Halszka Wasilewska. Od „Wódko pozwól żyć” przez „Rozmowy intymne” po „telewizję do zerkania”.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Zygmunt August lubował się w strojach. Kazimierz Jagiellończyk...
To była lokata kapitału. Żony królów polskich miały po kilkadziesiąt ekskluzywnych strojów.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Jestem pięknie zajęty
Moja edukacja odbywała się na cmentarzu – mówi Leszek Długosz.
Rozmowy wydanie 9.07.2021 – 16.07.2021
Widelec opowiada historię. Najstarsze przepisy spisane po polsku
Książka odnaleziona w bibliotece w Kijowie.
Rozmowy wydanie 9.07.2021 – 16.07.2021
Herbert nazywał siebie „tekściarzem Gintrowskiego”
Antykomunistyczny bard, na którego utworach wychowały się całe pokolenia.