Historia

Jak UB wykończyło „romantyka socjalizmu”

W dniach jego procesu prasa szalała. „Kazimierz Pużak ma kartę życia zapisaną krwią i błotem”, „Zdrajcy klasy robotniczej – płatni agenci imperializmu”, „WRN-owskie trupy polityczne doszły szybko do reakcyjnej mety”, pisano. Skazany w procesie pokazowym działaczy PPS-WRN, w listopadzie 1948 roku, na 10 lat pozbawienia wolności, Kazimierz Pużak zmarł półtora roku później w więzieniu w Rawiczu. W chwili śmierci miał 67 lat. Czy legendarny PPS-owiec mógł paść ofiarą politycznego mordu?

Wiele na to wskazuje, a jedną z najważniejszych poszlak jest relacja córki. Maria Pużak wspominała, że gdy władze więzienne wydały jej ciało ojca, „na plecach, pod łopatką, miał ogromną dziurę, wypełnioną tamponem z waty”.

Rodzina miała zresztą ogromny problem z odebraniem zwłok. Gdy żona i córki przyjechały po nie do Rawicza, dowiedziały się, że Pużaka już pochowano. Potrzebna więc była ekshumacja. Na tym nie koniec: jadący do Warszawy karawan ubecy w Kaliszu zawrócili do Rawicza. Bliscy musieli wrócić z trumną, a potem przez wiele godzin czekać na zgodę powrotu do stolicy.

Dalszy ciąg szykan nastąpił w Warszawie – w przeddzień pogrzebu rodzinę Pużaka odwiedził pewien mężczyzna i poinformował, że pochówek ma się odbyć się o 8 rano, „bo takie jest żądanie MBP” (Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego – przyp. red).

Jego ostatniej drodze towarzyszyli oczywiście ubecy, a 2 tygodnie po pogrzebie bezpieka zatrzymała wdowę po Pużaku, jego dwie córki i zięcia. Na szczęście na krótko. Rodzina pozostawała pod obserwacją służb do końca lat 70. XX wieku, a sam Pużak doczekał się rehabilitacji dopiero w 1989 roku. 7 lat później został pośmiertnie uhonorowany Orderem Orła Białego.

Starzy PPS-owcy i gromada samozwańców

Przed wojną Kazimierz Pużak był nie byle kim, bo sekretarzem generalnym PPS, posłem na Sejm. Po przegranej w 1939 roku kampanii wrześniowej stanął na czele konspiracyjnej wersji partii – Wolność-Równość-Niepodległość (PPS-WRN). Zarazem zaangażował się w budowę struktur Polski Podziemnej i w jej ramach zajmował coraz poważniejsze stanowiska. Wreszcie, w marcu 1944 ogłoszono go przewodniczącym Rady Jedności Narodowej, czyli podziemnego parlamentu. Gdyby wówczas narodziła się III RP, byłby kandydatem do najwyższych urzędów.

Tymczasem musiał rywalizować z agenturą sowiecką w postaci Polskiej Partii Robotniczej. PPR-owcy, gotowi wykonać każde polecenie Stalina, nie poprzestali na poszerzaniu własnych szeregów. Inspirowali również powstawanie legalnych i prokomunistycznych partii, udających przedwojenne formacje polityczne. Tak powstała „odrodzona PPS”, założona w kwietniu 1943. Jeszcze pod koniec 1944 roku miała nikłe poparcie (7-8 tysięcy członków). Stosunek liderów PPS-WRN do zawłaszczających ich sztandar był jasny – nazwali ich „gromadą samozwańców” i zaapelowali do partyjnych dołów o bojkot organizacji.
Wielka trójka decyduje. Od lewej: brytyjski premier Winston Churchill, prezydent USA Franklin Delano Roosevelt i przywódca ZSRR Józef Stalin. Fot. PAP/Photoshot
Niestety, sytuacja polityczna nie sprzyjała Pużakowi i reszcie – styczeń 1945 to kolejna ofensywa Armii Czerwonej i obejmowanie następnych polskich ziem przez podążających za Sowietami komunistów. Z kolei w lutym odbyła się konferencja Wielkiej Trójki w Jałcie – Stalin, Churchill i Roosevelt ogłosili, że powojenna Polska zostanie pozbawiona Wilna i Lwowa. Efekt? Wielu członków WRN uznało, że lepiej wstąpić do „odrodzonej PPS” by, osłabiając – jak mieli nadzieję – prokomunistyczny skręt partii, w ten sposób powalczyć z PPR. Liderzy WRN nie mogli tego zignorować i zaczęli myśleć o legalizacji swojego ugrupowania.

Podobną postawę przyjęli przywódcy innych konspiracyjnych formacji i wydawało się, że niebawem oficjalnie skonfrontują się z komunistami. Nim jednak do tego doszło, pułkownik NKWD Konstantin Pimienow wystosował zaproszenie na poufne rozmowy polityczne do Leopolda Okulickiego, ostatniego dowódcy Armii Krajowej i Jana Stanisława Jankowskiego, Delegata Rządu na Kraj. Pużak zdawał sobie sprawę, że jeśli Polacy wezmą udział w rokowaniach, mogą paść ofiarą podstępu – Zygmuntowi Zarembie, koledze z PPS-WRN, powiedział: „Mam najgorsze przeczucia. Ja znam bolszewików. […] To są mistrzowie oszustwa”.

Na prawo Kreml, na lewo Łubianka

Orła zamienili na sierp i młot. Zdradę nazwali przyjaźnią. Polscy literaci, artyści po 17 września 1939

Kolaboranci, wyznawcy i towarzysze drogi na terenach zajętych przez ZSRS.

zobacz więcej
Niemniej, przewodniczący RJN uznał, że polska delegacja musi się spotkać z Sowietami, aby uniknąć oskarżeń o antyradzieckość. Zdecydował się uczestniczyć w rozmowach, poprosił tylko Zarembę, aby w razie czego przejął kierowanie podziemną PPS, bo „to szaleństwo wchodzić nam obu w paszczę sowiecką”.

Polsko-radziecka konferencja rozpoczęła się 27 marca 1945 w kwaterze NKWD w Pruszkowie, ale Okulicki, Jankowski i Pużak nie zabawili tam długo. Gospodarze zaprosili ich do swojej siedziby na warszawskiej Pradze, a 28 marca poinformowali, że Polacy „są zaproszeni do Moskwy […] Sprawa wyjazdu jest bardzo pilną […], dla szybkiej realizacji mamy do dyspozycji samolot, który już jest na lotnisku”.

Delegaci nie mieli wyboru – w razie odmowy zostaliby zapewne zabici – wsiedli więc na pokład, by po paru godzinach wylądować w stolicy ZSRR. Z lotniska zabrał ich samochód i, jak wspominał Pużak „nurtowała nas myśl – dokąd jedziemy. […] stąd na prawo – Kreml, a na lewo słynna Łubianka. Zwrot na lewo zakończył niepewność”.

Pozostali członkowie Rady Jedności Narodowej zamiast czekać na wieści od Pużaka, pojechali do Pruszkowa i również wpadli w ręce NKWD. 29 marca przetransportowano ich liberatorem z Okęcia do Moskwy – co ciekawe, moskiewskie lotnisko odmówiło przyjęcia samolotu i pilot ratował się przymusowym lądowaniem na polu pod Iwanowem.

Nazajutrz kilkunastu Polaków załadowano do pociągu zmierzającego do Moskwy – tak dołączyli do Pużaka, Okulickiego i Jankowskiego. Na Łubiance czekali na postępowanie, które przeszło do historii jako „proces szesnastu” bądź „proces moskiewski”.

Nim o tym, kilka słów na temat traktowania więźniów. Sowieci nie bili ich, ale starali się uprzykrzyć życie na wszelki możliwy sposób. Jedzenie? Rano kawałek chleba i kubek wrzącej wody, na obiad płyn z liśćmi kapusty (niekiedy z dodatkiem ziemniaków), a na kolację rzadka kasza. Do tego przejmujące zimno w celi, spacery ograniczone do minimum i nakaz spania twarzą do włączonej na noc żarówki. Iście sowiecka perfidia.

Najgorsze były jednak długie, dochodzące do kilkunastu godzin, przesłuchania. Dodajmy, że wielokrotne – samego Pużaka w ciągu niecałych 3 miesięcy śledczy wzywali 140 razy (!). Więzienny weteran (za działalność w PPS-Frakcji Rewolucyjnej 6 lat spędził w carskich więzieniach, w tym w najcięższym – twierdzy w Szlisselburgu) nie dał się złamać, a podczas pseudoprocesu (18-21 czerwca 1945) zachował godną postawę. Spośród stawianych oskarżonym zarzutów (m.in. utworzenie w Polsce antyradzieckiej konspiracji zbrojnej, posiadanie nielegalnych radiostacji, plany ataku na Armię Czerwoną wraz z Wehrmachtem) przyznał się jedynie do używania stacji.
Aresztowanie przywódców polskiego Państwa Podziemnego
Co więcej, swoimi zeznaniami kpił z oskarżycieli, czego przykładem jest niniejszy dialog:

„Pużak: Dowiedziałem się od przypadkowej osoby [o rozwiązaniu Armii Krajowej – przyp. red.].
Prokurator: Osoby znanej podsądnemu?
Pużak: Tak. Od znajomego.
Prokurator: Czy podsądny może podać jego nazwisko?
Pużak: A po co?
Prokurator: Podsądny nie chce?
Pużak: To była tajemnica. […] Co z tego wyniknie?”.

Wyrok zapadł 21 czerwca. Pużak otrzymał karę 1,5 roku więzienia. Chichotem historii pozostaje fakt, że równolegle z procesem toczyły się w Moskwie rozmowy między Stanisławem Mikołajczykiem a komunistami w sprawie sformowania wspólnego rządu.

Powrót do podziemia

Sowiecki sąd nieprzypadkowo orzekł niskie kary wobec Polaków (najsurowiej potraktowany Okulicki miał spędzić 10 lat za kratkami). Wyeliminowani z politycznej gry, mieli poczuć, że ocalenie zawdzięczają łaskawości Stalina i nie warto sprzeciwiać się zaprowadzanym przez niego porządkom nad Wisłą.
Nie docenili jednak Pużaka, który po powrocie do kraju niemal natychmiast podjął konspiracyjną pracę na rzecz wolnej Polski... Po wyroku „Bazyli” (pseudonim lidera PPS-WRN) odsiedział jeszcze 4 miesiące – 1 listopada na mocy amnestii wypuszczono go wraz z Kazimierzem Bagińskim i Aleksandrem Zwierzyńskim.

Byli aresztanci zostali przewiezieni do polskiej ambasady w Moskwie, gdzie pomocy udzielił im chargé d’affaires Władysław Matwin (zapewnił nocleg i wyżywienie w hotelu). To jedna strona medalu, drugą było dwóch „opiekunów” (zdaniem Pużaka oficerów NKGB) towarzyszących kilka dni później Polakom w pociągu do Brześcia. Tam nastąpiła przesiadka, kolejnym przystankiem miała być Warszawa.

Oddajmy głos samemu Pużakowi: „za Mińskiem Mazowieckim kazano nam wyjść z pociągu i w szeregu pod konwojem cywilów, kroczyć przed siebie […]. Znaleźliśmy się pod lasem […]. Zwierzyński szeptem mnie zapytał: – Czy to prowadzą nas na rozstrzał? – odpowiedziałem: – Zdaje mi się, że coś w tym rodzaju”.


Na szczęście, przeczucie „Bazylego” zawiodło. Pochód zatrzymał się przy szosie i dwóch samochodach, które zabrały ich do stolicy, a konkretnie, do praskiej siedziby UB, budynku, który Pużak miał już nieprzyjemność poznać jako kwaterę NKWD. Tam kilkukrotnie wypytywano go o stosunek do Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej (nowy gabinet z Władysławem Gomułką i Stanisławem Mikołajczykiem w składzie). Pużak nie pozostawił ubekom złudzeń. „Odpowiedziałem do protokołu, że odnoszę się negatywnie” – pozwolił sobie nawet na sugestię, że UB kontynuuje niechlubne tradycje carskiej Ochrany.

Bezpieka zdołała wymusić na nim jedynie pisemną deklarację, że w razie zmiany miejsca pobytu będzie o tym informował UB. Wkrótce go zwolniono. Pierwsze kroki na wolności skierował na Grochów, gdzie spotkał się z rodziną, żoną i dwiema córkami.

Mimo 62 lat na karku, Pużak nie zamierzał bezczynnie przyglądać się sowietyzacji Polski – „polityka ugody z Sowietami to potworne głupstwo. Jej autorzy zostaną okryci sromem i wykończeni […]. Jedyna droga – to twardo stać przy zasadach prawdziwej niepodległości, prawdziwej demokracji, prawdziwego socjalizmu”.

W tym celu, wraz z kilkoma współpracownikami, reaktywował w styczniu 1946 roku PPS-WRN. Został zresztą liderem konspiracyjnego stronnictwa i pod jego kierunkiem opracowano program partii. W wizji Pużaka Polska jawiła się jako kraj demokratyczny, uniezależniony od ZSRR i oparty na gospodarce rynkowej, aczkolwiek dbający o bezpieczeństwo socjalne pracowników. Naiwne? Owszem, ale świadczące o ideowości „romantyka socjalizmu”, jak bywa nazywany. Pod jego wodzą PPS-WRN była aktywna w terenie – przed tzw. referendum ludowym socjaliści prowadzili antykomunistyczną kampanię wśród inteligencji i robotników. Ponadto, na polecenie Pużaka WRN-owcy starali się storpedować głosowanie, oddając puste kartki wyborcze, z wypisanym tylko jednym słowem: „wolność”.
Manifestacja Bloku Demokratycznego na placu Zwycięstwa w Warszawie po sfałszowanych wyborach w styczniu 1947. Fot. PAP
Odtworzone lewicowe podziemie nie było liczną strukturą. Większość wojennych towarzyszy Pużaka przystąpiła do „odrodzonej PPS” (w połowie 1946 roku partia miała 250 tys. członków), ale za to dobrze zakonspirowaną. W terenie organizacja była podzielona na 3-, maksymalnie 5-osobowe komórki, których przywódcy utrzymywali kontakt z osobami wyznaczonymi przez kierownictwo (tzw. Krajowy Ośrodek WRN, Pużak był jego przewodniczącym). Liderzy PPS-WRN spotykali się regularnie, co miesiąc, dwa, głównie w lokalu Instytutu Rzemieślniczego w Warszawie.

100 tysięcy ludzi w więzieniach. Miliony zastraszonych. Jak wykończyć opozycję i wygrać wybory

Gomułka rzucił hasło: „dobić faszystów z PSL”. Jego słowa potraktowano dosłownie.

zobacz więcej
Socjalistyczna konspiracja nawiązała też współpracę z mikołajczykowskim PSL-em. Połączenie sił zaowocowało m.in. tym, że w wyborach do Sejmu w styczniu 1947 roku WRN-owcy startowali z list ludowców.

Pużak zapewne nie miał nadziei na szybką zmianę rządów – swoje działania traktował jako symboliczny sprzeciw lewicy wobec monowładzy komunistów. Swoją taktykę barwnie podsumował w rozmowie z emigracyjnym działaczem PPS, Wacławem Zagórskim, który tak opisywał spotkanie: „Powołał się na hetmana Chodkiewicza i bitwę pod Kircholmem. Wytrwać […] w obliczu czterykroć silniejszego nieprzyjaciela, a w sprzyjającej chwili rozwinąć się nagle w szyk bojowy, stoczyć walną bitwę i odnieść zwycięstwo”.

W ubeckim areszcie

Tyle że „sprzyjająca chwila” nie nadchodziła, a 5 czerwca 1947 Pużak został aresztowany przez UB. Właściwie od chwili powrotu do Polski cały czas był inwigilowany przez bezpiekę. Namawiany do ucieczki z kraju przez wieloletniego przyjaciela, a zarazem współpracownika w PPS, Zygmunta Zarembę, odparł: „Za stary jestem na emigrację. Muszę dokończyć swą drogę tutaj”...

Wraz z nim za kratki trafili inni liderzy PPS-WRN: Tadeusz Szturm de Sztrem, Józef Dzięgielewski, Ludwik Cohn, Wiktor Krawczyk oraz Feliks Misiorowski.

Aresztowanie Pużaka ubecy połączyli z rewizją w jego domu. Znaleźli m.in. część archiwum PPS-WRN, partyjne broszury i listy od polskich socjalistów z Londynu oraz pieniądze, w tym amerykańskie dolary – wykorzystano je potem w procesie jako dowód na szpiegowską działalność Pużaka.

Na rozprawę Pużak czekał w więzieniu na Mokotowie, do lutego 1948 przesłuchiwano go 8-krotnie. Zahartowany w bojach ze śledczymi, szedł w zaparte i przekonywał, że nic nie wie o powojennym PPS-WRN, a ze znajomymi, jak Szturm de Sztrem czy Zaremba, spotykał się jedynie prywatnie.
Kazimierz Pużak po aresztowaniu przez funkcjonariuszy UB w 1947 roku. Fot. IPN
Ponieważ komunistom nie udało się zmusić Pużaka do uległości, wzorem Sowietów starali się obrzydzić mu pobyt za murami i upokorzyć go. Przydzielanie zbyt małego/dużego ubrania, wręczanie za krótkiego koca, zakręcanie grzejników w celi, wtrącanie do karceru – takim szykanom poddawano legendarnego działacza PPS i na Mokotowie, i w Rawiczu (dokąd trafił po procesie).

Osobną kwestią były fatalne warunki panujące w więzieniach. W Mokotowie na przykład „w celach przewidzianych przed wojną na 30 osób, nierzadko przebywało nawet 100 osadzonych. […] Kąpiel odbywała się raz w miesiącu. Klozety służyły nie tylko do wiadomych celów, ale także pobierano z nich wodę do picia, mycia zębów czy prania”.

Wśród więźniów Pużak cieszył się ogromną estymą. „Z pięknym, siwym, sumiastym wąsem, typ starego Polonusa, potrafił sobie zjednać wszystkich mądrością, niezłomną postawą i niezwykłą skromnością”. Gdy pewnego razu więźniowie zaproponowali mu stały dostęp bez kolejki do kotła z zupą, kategorycznie odmówił. Póki miał siły, bywał gawędziarzem i opowiadał kolegom o swoich konspiracyjnych przeżyciach. Znajdował też wspólny język z aresztantami o bardziej prawicowych poglądach. Modlącym się współwięźniom zdradził, że „chociaż nie praktykuje, to jednak wierzy w istnienie Boga”.

Festiwal kłamstwa w sądzie i w prasie

Tymczasem, wielkimi krokami zbliżało się zjednoczenie „odrodzonej PPS” i PPR, a w zasadzie wchłonięcie partii socjalistycznej przez komunistów. W związku z tym, Bolesław Bierut oraz reszta towarzyszy przyspieszyli likwidację niezależnej lewicy. Z jednej strony, wymusili na liderach „odrodzonej PPS” czystkę w szeregach (w latach 1947-1948 usunięto z partii ponad 200 tysięcy osób). Z drugiej, postanowili pogrążyć niepodległościowców spod znaku Pużaka – 5 listopada 1948 roku przed warszawskim Wojskowym Sądem Rejonowym ruszył proces przywódców PPS-WRN.

Jana Olszewskiego przyjaciele z lat młodości. Wyklęci, torturowani, zamordowani, złamani

Nieznana opowieść byłego premiera o zaangażowaniu w mikołajczykowskie PSL i o tragicznych losach jego kolegów z tamtych czasów.

zobacz więcej
Akt oskarżenia, podpisany przez czołowego prokuratora epoki stalinowskiej, Stanisława Zarakowskiego, ukazywał Pużaka jako diabła w ludzkiej skórze. Podczas I wojny światowej miał on zrobić z PPS „sługę imperializmu austro-niemieckiego”. Na jego działalność w II RP składały się według oskarżyciela mobilizowanie (wraz z Piłsudskim) robotników do napaści na ZSRR, faszyzacja polskiej lewicy i doprowadzenie do klęski wrześniowej (!). W latach II wojny Pużak miał współpracować z gestapo i wraz z burżuazją (krajową i zagraniczną) zwalczać PPR, nawołując do morderstw na komunistach. Jego powojenna aktywność obejmowała zaś m.in. szpiegowanie na rzecz Andersa oraz bliskie kontakty z NSZ i UPA.

Ten festiwal kłamstw w najgorszym sowieckim wydaniu kończył się konkluzją, iż Pużak w latach 1945-1947 dążył do „zmiany przemocą ludowo-demokratycznego ustroju Państwa Polskiego oraz usunięcia ustanowionych organów władzy zwierzchniej Narodu”.

Na równi z prokuratorem zasłużonego socjalistę oczerniała prasa, w dniach procesu wypełniona haniebnymi artykułami. Oto fragmenty kilku z nich: „Kazimierz Pużak ma kartę życia zapisaną krwią i błotem”, „Zdrajcy klasy robotniczej – płatni agenci imperializmu”, „WRN-owskie trupy polityczne doszły szybko do reakcyjnej mety”.
Proces przywódców PPS-WRN. Zeznania składa Feliks Misiorowski, w głębi za stołem m.in. adwokaci Marian Niedzielski i Mieczysław Maślanko, w drugim rzędzie oskarżeni Józef Dzięgielewski (z lewej) i Tadeusz Szturm de Sztrem, w trzecim rzędzie Wiktor Krawczyk (z lewej) i Ludwik Cohn oraz w ostatnim rzędzie Kazimierz Pużak. Fot. PAP
Inwektywy ze strony dziennikarzy i Zarakowskiego nie zrobiły na Pużaku wrażenia. Podobnie jak podczas procesu w Moskwie kierował złośliwości pod adresem prokuratora, a w ostatnim słowie dał wyraz wierności sobie. „To są poglądy kształtujące się u mnie w ciągu dziesiątków lat i […], gdy stoję nad grobem, byłoby naprawdę nie do uwierzenia […], że zmiana poglądów dokonała się w sposób naturalny”.

Warto podkreślić, że na wysokości zadania stanął obrońca Pużaka Marian Niedzielski, który w mowie końcowej błyskotliwie zbijał prokuratorskie argumenty. Wyrok mógł być jednak tylko skazujący. „Bazyli” otrzymał 10 lat więzienia, sąd zdecydował też o konfiskacie jego mienia.

Obojętność towarzysza Cyrankiewicza

Ręcznie zarządzał systemem opresji. Bierut to typowy radziecki aparatczyk, miałki i bezbarwny

Po wojnie komuniści politycznie istnieją tylko dlatego, że mają poparcie Armii Czerwonej – mówi Piotr Lipiński, autor książki „Bierut: kiedy partia była bogiem”.

zobacz więcej
Czy istniał ktoś, kto mógłby odwrócić bieg tej historii? Przyjaciele Pużaka taką osobę widzieli w Józefie Cyrankiewiczu. Długoletni premier PRL przed 1939 rokiem należał do krakowskiego okręgu PPS. W trakcie II wojny zorganizował pod Wawelem oddział PPS-WRN i nawiązał bliską współpracę z Pużakiem. Ich wspólnym dziełem było np. podpalenie przez WRN-owców niemieckich magazynów z sianem w dzielnicy Krakowa – Borku Fałęckim. Pużak polecił wcześniej Cyrankiewiczowi znajomego chemika, a ten przygotował materiał z zapalnikiem. Wystarczyło podrzucić Niemcom ładunek, do czego doszło w listopadzie 1940 roku.

„Bazyli” na tyle cenił kolegę, że myślał o powierzeniu mu po wojnie roli sekretarza generalnego PPS. Cyrankiewicz był nawet kandydatem PPS-WRN na zastępcę Delegata Rządu na Kraj. Gdyby plan się ziścił, „Tor” (podziemny pseudonim Cyrankiewicza) zostałby jednym z najważniejszych polityków Polski Podziemnej. Los chciał inaczej – w 1941 roku pojmało go gestapo, najpierw był przetrzymywany w więzieniu na Montelupich, potem znalazł się w transporcie do Auschwitz. Tam zapisał pozytywną kartę jako członek obozowej konspiracji.

Przed kapitulacją III Rzeszy Cyrankiewicz zdążył jeszcze być w KL Mauthausen. Stamtąd wrócił do kraju i... natychmiast spotkał się z Bierutem (maj 1945), a w lipcu został sekretarzem generalnym „odrodzonej PPS”.

Jak wytłumaczyć ten zwrot? Czy Cyrankiewicz był przekonany, że Polska jest skazana na podległość Stalinowi i poprzez działalność w PPS chciał łagodzić sowietyzację kraju? A może kierowały nim bardziej przyziemne motywy – nadzieja na korzystanie z życia dzięki partyjnej legitymacji? Tak czy siak, od tej pory stał się w miarę wiernym sojusznikiem komunistów. W miarę, bo zdarzało mu się jednak stawiać towarzyszom z PPR. Na przykład w listopadzie 1946, gdy zorganizował obchody 10. rocznicy śmierci jednego z ojców II RP i lidera międzywojennej PPS Ignacego Daszyńskiego. Spotkało się z wściekłością Gomułki, ale Cyrankiewicz oświadczył mu, że nie zrezygnuje z historycznego dziedzictwa (to samo powiedział ambasadorowi ZSRR). Niektórzy historycy stawiają nawet tezę, że w 1948 roku komuniści po prostu przyłożyli mu pistolet do głowy: albo połączysz z nami swoją partię, albo wsadzimy cię za kratki. Gdyby nawet tak było, to przecież nie musiał w 1945 roku wstępować do „odrodzonej PPS”.
Grudzień 1948. Kongres Zjednoczeniowy PPR i PPS, a jednocześnie I zjazd PZPR. Od lewej: Zofia Dzierżyńska, minister przemysłu i handlu Hilary Minc, prezydent Bolesław Bierut, premier Józef Cyrankiewicz, członek Biura Politycznego KC PZPR Jakub Berman, wicemarszałek Sejmu Roman Zambrowski. Fot. PAP
Bliscy Pużaka liczyli, że Cyrankiewicz zrobi cokolwiek, aby pomóc swemu dawnemu mentorowi. Nie zrobił nic. Według historyka Michała Śliwy, na wieść o skazaniu Pużaka Cyrankiewicz zapłakał. Ponoć „bał się mu pomóc, aby go nie posądzono, że wspiera WRN-owców”. Janowi Karskiemu Cyrankiewicz miał jednak cynicznie powiedzieć, że „po wojnie Pużak się zdezaktualizował”. Jeśli więc rzeczywiście trawiły go jakieś wyrzuty sumienia, to tylko prywatnie – na III Plenum KC PZPR (listopad 1949) stwierdził, że „agentury w odbudowanej PPS miały wyraźne oparcie […] wśród ludzi Pużaka”.

Wśród „wrogów ludu”

W tym czasie Pużak przebywał już w Rawiczu. W latach stalinizmu w tamtejszym więzieniu można było odnaleźć wielu „wrogów ludu”, odsiadkę zaliczyli tu m.in. bohater bitwy o Anglię Stanisław Skalski; późniejszy zasłużony obrońca w procesach politycznych PRL Władysław Siła-Nowicki oraz marszałek pierwszego Sejmu III RP Wiesław Chrzanowski.

Wydaje się, że ostatnią szansą było listowne poproszenie Bieruta o ułaskawienie. „Z wami nie będę rozmawiał, o żadną łaskę prosił nie będę” – zareagował Pużak.

Niestety, hart ducha nie szedł już w parze ze zdrowiem fizycznym. Pużak miał problemy z nerkami i sercem. Ponieważ władze więzienia utrudniały mu dostęp do leków, zdobywał je nieoficjalnymi kanałami. Na przykład metodą „bochenkową” – więzienny lekarz chował pastylki w chlebie i takie pieczywo było dostarczane „Bazylemu”.

Lekarska pomoc uratowała Pużaka w lutym 1950 roku, gdy wracając do celi z nocnego przesłuchania, upadł i stracił przytomność. Strażnicy trzymali go ponad godzinę na korytarzu – w więziennym szpitalu znalazł się dopiero po uzyskaniu z Warszawy zgody na leczenie. Medycy zdążyli w ostatniej chwili...

Dwa miesiące później 67-letni Pużak ponownie trafił w ręce lekarzy, ale już nie udało się mu pomóc. Zmarł 30 kwietnia 1950 roku, w do dziś niewyjaśnionych okolicznościach. Jedna z relacji głosi, że został celowo zepchnięty ze schodów przez strażnika, gdy szedł na spacerniak lub do łaźni. Mocno obolałego więźnia przeniesiono do szpitala, gdzie skonał. Według innej wersji, hospitalizacja Pużaka nastąpiła po jego pobycie w karcerze: „Jego wygląd przeraził nawet szpitalny personel. Był przytomny, ale w stanie agonalnym, na ratunek było już za późno”.

– Tomasz Czapla

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Wykorzystane w tekście cytaty pochodzą z publikacji: „Proces szesnastu” Jerzego Kochanowskiego, „Cyrankiewicz. Wieczny premier” Piotra Lipińskiego, „Kazimierz Pużak (1883-1950). Biografia polityczna” Marcina Paneckiego, „Wspomnienia 1939-1945” Kazimierza Pużaka i „Polska Partia Socjalistyczna 1892-1948. Zarys dziejów” Włodzimierza Sulei.
Zdjęcie główne: Proces pokazowy przywódców PPS-WRN. Widoczni m.in.: Kazimierz Pużak, Wiktor Krawczyk, Feliks Misiorowski, Ludwik Cohn, adwokaci: Mieczysław Maślanko i Marian Niedzielski. NAC/Socjalistyczna Agencja Prasowa
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Tylko tu nauczycielki obowiązywał celibat. Śląska autonomia
W niemieckiej części regionu nie miały zastosowania przepisy antyżydowskie III Rzeszy.
Historia Poprzednie wydanie
Prawosławny król. Koronowany przez katolickiego papieża
Gdyby Amerykanie nakręcili o tym film, zdobyłby dwa Oscary i miliard dolarów wpływów.
Historia Poprzednie wydanie
Atmosfera nagonki, oskarżeń i dyskryminacji. Co się stało z...
W niewoli generałowie „Bór” i „Monter” przestali się do siebie odzywać.
Historia Poprzednie wydanie
Kanibalizm pozostał tematem sensacyjnych plotek. Jedzenie i...
O głodzie wspominało się w PRL w sposób zakamuflowany.
Historia wydanie 29.04.2022 – 6.05.2022
Jak Solidarność przejęła od komunistów święto pracy
1 maja skandowano: „chodźcie z nami, dziś nie biją”.