Historia

Oaza w okupowanej Warszawie, czyli... szpital zakaźny

Szpital Zakaźny św. Stanisława przy ul. Wolskiej 37, z oddziałami tyfusu plamistego, brzusznego, ospy, odry, szkarlatyny, żółtaczki i gruźlicy, był przez całą II wojnę światową aż do wybuchu powstania omijany przez najbardziej wścibskich Niemców. Dzięki temu stał się bezpieczną oazą dla konspiracji nie tylko w dzielnicy Wola, ale w całej Warszawie.

W okresie międzywojennym Wola była, w porównaniu do innych dzielnic warszawskich, bogata w szpitale. W XIX wieku ufundowany przez Stanisława Staszica szpital przy ul. Okopowej 2/4 stał się sławny, nie tylko w zaborze rosyjskim, dzięki badaniom dr. Odo Bujwida nad szczepionką przeciwko wściekliźnie. W 1935 roku Szpital Wolski przeniósł się z ul. Okopowej do nowej siedziby przy ul. Płockiej 26, specjalizując się w leczeniu gruźlicy i chorób płuc.

W pobliżu, na terenie między ulicami Leszno i Żytnią, z wejściem przy ul. Leszno 136, wybudowany został i otwarty w 1913 roku szpital Karola i Marii Szlenkierów, ewangelickich przemysłowców i działaczy społecznych. Inicjatorką i fundatorką budowy była córka, Zofia Szlenkier. Był to pierwszy, dziecięcy szpital w Warszawie, leczący dzieci bez względu na wyznanie i pochodzenie. Koszty leczenia najuboższych dzieci pokrywała opieka społeczna i gmina.

Na południe od dwóch wymienionych placówek wybudowany został w latach 1894-1902 Szpital Starozakonnych, na terenie majątków Wielka Wola i Czyste. W 1907 roku przeszedł pod zarząd magistratu. Wówczas był to najnowocześniejszy i największy szpital w Warszawie, wzorowany na lecznicach z zachodniej Europy. Przed wybuchem II wojny światowej liczył 1500 łóżek, zatrudniał 147 lekarzy, 119 pielęgniarek i 6 farmaceutów. W czasie walk we wrześniu 1939 roku znalazł się na pierwszej linii walk. Niemieckie samoloty zbombardowały i zniszczyły kilka budynków szpitalnych, m.in. wszystkie sale operacyjne. W momencie kapitulacji miasta przebywało w nim około 5 tysięcy rannych żołnierzy i cywilów.
Decyzją niemieckich władz okupacyjnych Szpital Starozakonnych podlegający magistratowi przekazany został zarządowi gminy żydowskiej. Przewieziono do niego chorych i rannych Żydów z innych warszawskich szpitali. Nieżydowski personel przeniesiono m. in. do Szpitala Zakaźnego św. Stanisława przy ul. Wolskiej 37, który znajdował się w środku dzielnicy między omówionymi wyżej szpitalami. Powstał z inicjatywy carskiego prezydenta miasta Warszawy, generała Sokratesa Starynkiewicza. Przyjął pierwszych pacjentów 31 grudnia 1882 roku.

W drugiej połowie lat dwudziestych ubiegłego wieku szpital, po przebudowie i modernizacji, zwiększył stan posiadania z 415 do 586 łóżek klasy III, 10 łózek klasy II i 4 łózek klasy I – razem dysponował 600 łóżkami. W skład zespołu szpitalnego wchodził budynek administracyjny od strony ul. Wolskiej, izba przyjęć, dwa wielopiętrowe budynki, kilka parterowych pawilonów, laboratorium, sale sekcyjne, kaplica przedpogrzebowa, kostnica, pralnia parowa, mieszkania personelu. W głębi stały budynki gospodarcze, wozownia, składy i kotłownia.

W czasie wrześniowych nalotów niemieckich zburzony został budynek z izbą przyjęć. Pod gruzami zginęła dr Janina Dalikowska i pielęgniarka, siostra zakonna Wójcik. Reszta zabudowań pozostała nienaruszona.

Konspiracja. Szpital zaprzysiężonych w tajnej armii

Doktor Ignacy Roman Szpikowski, od 1931 roku dyrektor Szpitala Zakaźnego, z częścią szpitalnego personelu już przy końcu 1939 roku wstąpił do konspiracyjnej, podziemnej organizacji. Do jakiej? I tu w relacjach osób pracujących w placówce i z nią związanych występują dwie organizacje, do których należeli: Służba Zwycięstwu Polski (SZP) powołana 27 września 1939 roku, a przekształcona w styczniu 1940 roku w Związek Walki Zbrojnej (ZWZ) oraz Tajna Armia Polska (TAP), utworzona 9 listopada 1939 roku.

Bohater tak wyjątkowy, że aż niemożliwy. Dlatego ogłoszono, że sypał w śledztwie

Najnowsza historia jest w Polsce bieżącą polityką.

zobacz więcej
Założycielem i dowódcą Tajnej Armii Polskiej był mjr Jan Henryk Włodarkiewicz, z którym blisko współpracował ppor. Witold Pilecki. Już w tydzień po powołaniu TAP gen. Michał Tokarzewski-Karasiewicz, założyciel i dowódca SZP, złożył za pośrednictwem mjr. Antoniego Sanojcy propozycję włączenia TAP do Służby Zwycięstwu Polski. Mjr Włodarkiewicz odrzucił ofertę. Zamierzał stworzyć silną organizację wojskową, w jego założeniach i planach konkurencyjną do SZP. Konkurencyjność uwidaczniała się w dowództwie, a nie w powstających oddolnie konspiracyjnych strukturach.

Z zachowanych przekazów (w moim archiwum) wynika, że personel szpitala i kilka osób spoza niego zostało zaprzysiężonych przez rotmistrza-majora dypl. Jana Piotrowskiego „Artura”, mjr. Pawła Kowalskiego „Rocha” i księdza Władysława Smyrskiego, kapelana szpitala. Rtm Piotrowski był oficerem SZP, od stycznia 1940 roku w ZWZ. W stopniu majora o pseudonimie „Okoń” zajmował od lutego 1944 roku stanowisko zastępcy szefa Biura Studiów Wojskowych („193”, „C-3”, „Wd-63”, „Tytus”) w Oddziale II (wywiadu) w Komendzie Głównej Armii Krajowej.

Rtm Piotrowski „Artur” odebrał przysięgę od dyr. Szpikowskiego oraz oficerów rezerwy Wojska Polskiego, uczestniczących w kampanii wrześniowej i zatrudnionych w szpitalu: kierownika administracyjnego ppor. Zdzisława Nosarzewskiego „Nowka”, głównego księgowego Stanisława Sokolnickiego „Stasia”, ppor. Kazimierza Lewandowskiego „Tyburskiego”. W zaprzysiężeniu oficerów brał udział mjr Paweł Kowalski „Roch”. Zaprzysiężony został też ppor. Michał Bieńkowski „Wanda”, właściciel sklepu papierniczego przy rogu ul. Pańskiej i Twardej. Podporucznicy Bieńkowski i Nosarzewski uczestniczyli w zaprzysiężeniu podoficerów Wojska Polskiego, sierżantów: Jana Skoczka „Wąsika”, Mariana Kowalskiego „Sępa”, Jana Niedźwieckiego „Stechnickiego” i st. sierżanta Kazimierza Piekarzewskiego „Sępa”. Od lekarzy i personelu medycznego szpitala, w tym pielęgniarek – sióstr zakonnych przysięgę odbierał kapelan ks. Smyrski.
Mjr Jan Piotrowski „Artur”. Fot. arch. Macieja Kledzika
Kilku podoficerów zgodnie potwierdziło w relacjach i oświadczeniach złożonych po wojnie, że w listopadzie i grudniu 1939 roku wstąpili do Tajnej Armii Polskiej działającej na terenie Szpitala Zakaźnego. Mieczysław Niewiński napisał: „Jan Skoczek przyjął mnie do pracy w Szpitalu Zakaźnym przy ul. Wolskiej i w listopadzie lub grudniu 1939 r. zaproponował mi wstąpienie do tajnej organizacji pod nazwą Tajna Armia Polska (TAP). Tę propozycję przyjąłem i po złożeniu przysięgi, którą odbierał dowódca Nosarzewski w asyście Jana Skoczka, stałem się członkiem TAP o pseudonimie Igor. Zadania przydzielał mi osobiście Jan Skoczek. Polegały m.in. na zorganizowaniu nasłuchu radiowego (radioaparat dostarczył J. Skoczek)”.

Z relacji Kazimierza Piekarzewskiego: „W grudniu 1939 roku zostałem zakonspirowany w organizacji TAP (Tajna Armia Polska) przez Zdzisława Nosarzewskiego i Jana Skoczka”.

Inny z podoficerów, Tadeusz Płudowski, pozostawił oświadczenie z 1959 roku, że należał w Szpitalu Zakaźnym do Związku Walki Zbrojnej z Janem Skoczkiem, Stefanem Mikulskim, Kazimierzem Styczyńskim, Mieczysławem Niewińskim, Kazimierzem Piekarzewskim, Tadeuszem Kruszyńskim, Lucjanem Bocianem, Zdzisławem Nosarzewskim, Bogdanem Malionem i dyrektorem szpitala dr. Szpikowskim.

Razem z zaprzysiężonym personelem szpitala zorganizowano konspiracyjny oddział wojskowy, liczebnością odpowiadający kompanii. Dowództwo nad całością oddziału, w skład którego, oprócz kompanii z dwoma plutonami, wchodziła grupa sanitarna z dr. Szpikowskim, objął rtm-mjr Piotrowski „Artur”, jego zastępcą został mjr Kowalski „Roch”. Z zaprzysiężonego personelu lekarskiego w grupie sanitarnej znaleźli się lekarze: Trzebiński, Rygalski, Lebert, Celmajster i asystent Paweł Kubica, po wojnie chirurg ortopeda w warszawskich szpitalach.

Kompania, którą dowodził ppor. Nosarzewski „Nowek” z zastępcą ppor. Lewandowskim „Tyburskim”, składała się z dwóch plutonów. Dowódcą pierwszego został ppor. Bieńkowski „Wanda”, jego zastępcą mianowano sierżanta Nosarzewskiego „Górala”. Drugim plutonem dowodził sierżant Marian Kowalski „Sęp”. Szefem kompanii został starszy sierżant Kazimierz Piekarzewski „Piłat”, zastępcą szefa sierżant Niedźwiecki „Sztechnicki”. W późniejszych relacjach występuje też jako oddział „W”.

Ulice znaczone krzyżami nie tylko kościołów

W Warszawie do dziś zachowało się 160 tablic Tchorka.

zobacz więcej
Szczególna rola w oddziale przypadła intendentowi Janowi Skoczkowi. Do wybuchu wojny pracował jako nadzorca gospodarczy w Szpitalu Starozakonnych na Czystem, przy ul. Dworskiej (po wojnie ul. Kasprzaka). Późną jesienią 1939 roku został przez Niemców przeniesiony do Szpitala Zakaźnego św. Stanisława przy ul. Wolskiej 37. Otrzymał mieszkanie wraz z żoną Wandą w kamienicy przy ul. Wolskiej 18, filii Szpitala Zakaźnego. Sąsiadem ich był Tadeusz Dworakowski, zaprzysiężony pracownik szpitala, który w swoim mieszkaniu prowadził konspiracyjny nasłuch radiowy.

Pod kierunkiem kierownika administracyjnego, ppor. Nosarzewskiego, z nasłuchu radiowego opracowywano komunikaty, pisane na maszynie. Z Janem Skoczkiem przygotowywali je m.in. Tadeusz Płudowski i Mieczysław Niewiński, a roznosiła wraz z prasą konspiracyjną do sąsiednich szpitali, Wolskiego oraz Karola i Marii Szlenkierów, Wanda Skoczek „Baśka”. Po latach wspominała: „Mąż mi od razu powiedział o swoim wstąpieniu do konspiracji. I dodał: – Chcesz, czy nie chcesz, to możesz też należeć. Odpowiedziałam mu, że jak będę otrzymywała polecenia, to chciałabym, żebyś ty mi je dawał, a nie kto inny. I tak było do końca”.

Uratowani z Pawiaka

Nikt jeszcze nie ustalił, ilu więźniów Pawiaka przy ul. Dzielnej, największego więzienia niemieckiego na terenie okupowanej Polski, zostało uratowanych dzięki opiece lekarzy i personelu Szpitala Zakaźnego. Pracownik lecznicy Kazimierz Piekarzewski „Piłat” napisał, że od października 1941 roku do kwietnia 1942 roku zorganizowano kilkanaście ucieczek chorych na tyfus więźniów z Pawiaka. Zagrożeni przesłuchaniami, torturami i rozstrzelaniem, więźniowie zaszczepiali się w więzieniu bakteriami tyfusu plamistego. Przewiezieni do szpitala przy ul. Wolskiej 37, na teren którego nie wszedł żaden Niemiec, pilnowani byli przez polskich granatowych policjantów.

Przy końcu października lub w pierwszych dniach listopada 1941 roku przywieziony został z Pawiaka inż. Józef Suliński, należący do podziemnej organizacji Polska Niepodległa. Zakażony tyfusem, po trzech tygodniach leczenia czuł się na tyle dobrze, że 18 listopada przygotowano go do ucieczki. Intendent Skoczek uszkodził instalację elektryczną, powstało zamieszanie i Józef Suliński został doprowadzony do bramy, za którą czekali na niego koledzy z Polski Niepodległej.
Warszawa, lata okupacji. "Pawiak pomścimy" – takie i podobne napisy ukazywały się na murach Warszawy. Fot. PAP/CAF
Dwa miesiące później, w styczniu 1942 roku, zorganizowana została ucieczka ze szpitala dwóch innych więźniów z Pawiaka zarażonych tyfusem. Jednym z nich był Stanisław Mazierski, oficer Wojska Polskiego, członek Związku Walki Zbrojnej aresztowany pod przybranym nazwiskiem Mikołaja Szablickiego. Do szpitala przeniesiony został z Franciszkiem Piskorzem, aresztowanym przez Niemców w marcu 1941 roku. W nocy z 11 na 12 stycznia 1942 roku w ucieczce obu więźniom pomagali Jan Skoczek, Kazimierz Piekarzewski i pielęgniarka-salowa Józefa Czajkowska. Uśpili policjantów granatowych pilnujących więźniów środkiem nasennym dodanym do herbaty.

Stanisław Mazierski napisał we wrześniu 1969 roku: „Po wyjściu z budynku szpitalnego udaliśmy się do mieszkania Jana Skoczka. Mieszkanie znajdowało się na terenie szpitala. Bez zbytecznych słów żona Jana Skoczka dostarczyła nam ubrania, które w pośpiechu założyliśmy na siebie. W tym czasie Jan Skoczek zapewnił nam wyjście na ulicę Wolską przy bramie przy kostnicy. Brama ta w zasadzie nie była czynna i otwarcie jej było dużym ryzykiem, ale w tym przypadku niezbędnym, decydującym o powodzeniu ucieczki. Pora nocna, gdyż było to po północy, około 0:45, mogła łatwo zwrócić uwagę różnych osób przebywających na terenie szpitala, względnie na ulicy. Ponadto ślady na śniegu oraz zaśnieżenie mieszkania, mogło naprowadzić na ślad drogi ucieczki”.

Uratowany w ten sposób ppor Mizierski „Żuk” kilka miesięcy później został adiutantem mjr. Wojciecha Kiwerskiego „Dyrektora”, pierwszego dowódcy Kedywu. Wiosną 1944 roku Mizierski objął dowództwo Grupy Techniczno-Samochodowej „Żuk” (kompanii motorowej) w Zgrupowaniu ppłk. „Radosława” Mazurkiewicza.

Pracownik szpitala Tadeusz Płudowski napisał we wrześniu 1969 roku, że „Jan Skoczek zorganizował odpowiednich ludzi (pracowników szpitala), którzy przeprowadzali akcje ucieczek. Nocne dyżury polegające na wykorzystaniu odpowiednich sytuacji (gaszenie świateł, przecinanie siatek na balkonach czy odwracanie uwagi policjantów) i koordynację całej akcji pełniła m.in. Wanda Skoczek. Nazwisk uwalnianych więźniów nie pamiętam, pamiętam tylko jedno nazwisko – Daniłowicz, który został odtransportowany przeze mnie na ul. Kwiatową”.

Magazyn broni i rusznikarnia w prosektorium

Głównym celem Tajnej Armii Polskiej, jaki wyznaczył i starał się zrealizować mjr Włodarkiewicz, było gromadzenie broni i przygotowywanie jej do działań powstańczych. Mieczysław Niewiński, zaprzysiężony do TAP pracownik szpitala wspominał: „Wiadomym mi jest, że Jan Skoczek w organizacji (TAP) pełnił funkcję zbrojmistrza, bowiem niejednokrotnie pomagałem mu w konserwacji i melinowaniu broni pochodzącej z kampanii wrześniowej”.

Żydowscy „faszyści” 1943. Walczyli i ginęli w getcie, żeby nie zginąć w komorach gazowych

Żydowski Związek Wojskowy – pomiędzy niebytem i kłamliwymi świadectwami.

zobacz więcej
Zdaniem Tadeusza Płudowskiego, „jedną z największych zdobyczy broni było odkopanie na terenie wesołego miasteczka Wenecja różnego rodzaju broni i amunicji. Broń ta zakopana została przez Wojsko Polskie we wrześniu 1939 roku. Po odkopaniu została wyczyszczona i doprowadzona do stanu używalności przeze mnie, Jana Skoczka, Wandę Skoczek, Mariana Kowalskiego i Lucjana Bociana. Wanda Skoczek po aresztowaniu w 1943 roku Kazimierza Ogrodowskiego, pracownika prosektorium szpitala, obawiając się rewizji, wyniosła w nocy z piwnicy prosektorium paczki z bronią”.

Z innych relacji wiadomo, że oprócz renowacji i naprawy wykopanej broni, w prosektorium produkowano materiały wybuchowe i granaty. Część broni przekazywana była do oddziałów partyzanckich, część dostarczana do warszawskiego getta.

Z relacji Wandy Skoczek: „Nosiłam broń na cmentarz żydowski. Przerzucałam przez parkan na cmentarz. Po dwa pistolety. Na ulicy Okopowej obstawę robili Chudowski i Kowalski. Byłam pewniejsza. Do Ogrodu Krasińskich kiedyś mąż ze mną poszedł. Odbierali broń ode mnie Jan Turower i Józef Łopata. Przed wojną byli właścicielami cukierni na terenie Świdra-Otwocka. Bardzo zamożni Żydzi. Do szpitala przychodzili w biały dzień. Nieraz przez okno spojrzałam – o Boże, idą. Turower, Łopata, Celmajster. Za cholewami mieli granaty i broń przy sobie. Tak byli odważni”.

Pomoc żydowskim konspiratorom

Opis pomocy pozostawił Kałmen Mendelson, po wojnie występujący pod nazwiskiem Madanowski, w artykule wspomnieniowym „Byli z nami” w tygodniku „Prawo i Życie” (nr 16 z 21 kwietnia 1974 r.). Pisząc artykuł był już ostatnim żyjącym żołnierzem Żydowskiego Związku Wojskowego, powołanego przy końcu 1939 roku. Napisał:

(…) Jeszcze w 1939 roku kilku oficerów WP żydowskiego pochodzenia, a wśród nich Mieczysław Apfelbaum („Kowal”) – późniejszy komendant ŻZW, Leon Rodal, Henryk Lipczyc-Lipiński i dr Józef Celmajster (po wojnie zmienił nazwisko na Niemirski), nie chcąc iść do niewoli a pragnąc działać konspiracyjnie, nawiązało kontakt z dobrze im znajomym Janem Skoczkiem („Wąsik”) – kierownikiem działu gospodarczego w szpitalu zakaźnym przy ul. Wolskiej 37. Na przełomie listopada i grudnia 1939 r. zostali oni przez Skoczka przyjęci do konspiracji otrzymując zadania zorganizowania kół wojskowych w dzielnicy północnej miasta, gdzie zamieszkiwała od lat większość ludności żydowskiej Warszawy. (…)


Oddział „W” przerzucał broń i zaopatrzenie z magazynów głównych całej organizacji, gdyż sam miał minimalne zasoby. Akcją zaopatrzeniową kierował nie dowódca oddziału Nosarzewski (dyr. administracyjny szpitala), lecz jego zastępca Jan Skoczek. Broń tą w drobnych ilościach przerzucał często sam Skoczek, czasem wraz z żoną Wandą. Wykorzystywał do tego celu też żołnierzy swego oddziału, podoficerów zatrudnionych w szpitalu jako pracowników magazynowych, jak Marian Kowalski (zmagazynował on trochę broni we wrześniu 1939) czy Henryk Iwański, Pudowski, Lejewski i inni. (…)

W czasie powstania oddział „W” wysłał do Getta 2 oddziały z bronią i amunicją z zadaniem wzięcia udziału w walce z Niemcami. I tak 19 kwietnia wszedł 6-osobowy oddział pod dowództwem Józefa Lejewskiego z bronią i amunicją, wziął udział w całodniowej walce i wycofał się tunelem pod pl. Muranowskim 20 kwietnia.

Większy oddział, 18-osobowy pod dowództwem Henryka Iwańskiego wszedł 27 kwietnia biorąc udział w największym i najkrwawszym boju Getta. (…) Oddział poniósł ciężkie straty, kilku zabitych, kilku rannych, a wycofując się pod wieczór zabrał ze sobą grupę 30, przeważnie rannych żołnierzy ŻZW.

Po upadku powstania oddział „W” poświęcał się wyłącznie akcji ukrywania Żydów.


Mendelson-Madanowski w kampanii wrześniowej był podchorążym WP. Artykuł podpisał stopniem kapitana.

Kożuszek z wydrowym kołnierzem

Zbliżał się 23 lutego 1944 roku. Kilka dni wcześniej Jan Skoczek przywiózł żonę ze szpitala Dzieciątka Jezus, gdzie była operowana. Leżała tego dnia w łóżku, gdy o godzinie 11:15 zadzwonił telefon. Portier z bramy przekazał, że na ulicy przed szpitalem dwóch cywilów rewiduje jej męża. Powiedziała mi w rozmowie w pierwszych dniach maja 1992 roku: „Później dowiedziałam się, że w portierni przedstawili się mężowi jako ludzie z organizacji. Zaproponowali rozmowę, najlepiej w restauracji Markiewicza, naprzeciwko szpitala. Mąż zgodził się. Kiedy przekroczył bramę, pokazali mu znaczek, że są z Gestapo i aresztowali go”.

Po Warszawie krążyła legenda, że sierżant Skoczek „Wąsik” broniąc się w restauracji Markiewicza zastrzelił kilku Niemców. Pojmany po wystrzeleniu wszystkich nabojów, został jeszcze tego samego dnia zamordowany.
Palmiry pod Warszawą. W czasie okupacji niemieckiej 1939–41 Niemcy rozstrzelali tu ponad 1700 osób, gł. więźniów Pawiaka. Fot. PAP/CAF
W rzeczywistości w cztery godziny po aresztowaniu, o godzinie 15:10, gestapowcy przywieźli do szpitala skutego kajdanami Jana Skoczka. Wskazał im kilka schowków na terenie zabudowań. Znaleźli w nich tylko dwa pistolety. W cztery dni później przyjechali ponownie. Tym razem znaleźli kilkanaście worków z materiałem wybuchowym. Pozostaje tajemnicą, czy w ciągu czterech godzin, jakie minęły od momentu aresztowania, pracownicy szpitala-żołnierze AK zdołali, i jak, wywieźć zawartość magazynów broni. I czy Jan Skoczek wskazał Niemcom tylko schowki puste lub prawie puste?

Sposób aresztowania go wskazuje, że gestapowcy nie wiedzieli o magazynach broni. Zrewidowali dokładnie mieszkanie dyrektora administracyjnego Nosarzewskiego, który po aresztowaniu Skoczka natychmiast zniknął ze szpitala wraz z rodziną, a także mieszkanie Skoczków. Z relacji Wandy Skoczek: „Z żandarmami wszedł cywil, którego znałam. Przyjeżdżał do męża wielokrotnie, z pewnością był w konspiracji . Zapytałam: – Co to, pan tu jest? Przyłożył palec do ust, nakazując mi milczenie. Szepnął, że też jest aresztowany i przyjechał z żandarmami jako tłumacz. Przyjrzałam mu się uważnie. Miał na sobie kożuszek męża z wydrowym kołnierzem. W czasie rewizji niczego nie znaleziono. Gdy wyszli, przewieziono mnie ponownie do szpitala Dzieciątka Jezus, gdzie przeleżałam cały miesiąc. Nie mogłam sobie darować, że nie zapytałam, skąd wziął kożuszek męża”.

Po wyjściu ze szpitala usiłowała dowiedzieć się o losach męża. Tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego udało się jej ustalić, że cywil, który wsypał, nazywał się Kuczewiak i był z Grójca, gdzie też wydał Niemcom kilka czy kilkanaście osób z AK. Otrzymał wyrok śmierci, który wykonał harcerz w kolejce do Grójca. Po wojnie spotkała przypadkowo mężczyznę, który siedział na Pawiaku. Doskonale pamiętał intendenta ze Szpitala Zakaźnego. Któregoś dnia w maju intendent Skoczek został wywołany z celi i nie wrócił już do niej. Tego dnia rozstrzelano kolejną partię więźniów w ruinach getta.

Opublikowany wiele lat temu artykuł w Londynie zakończyłem pytaniami. Dlaczego konspiracyjny oddział w Szpitalu Zakaźnym przetrwał do wybuchu powstania nawet tak trudne okresy, jak pomoc bojownikom żydowskim w getcie, a Niemcy aresztowali tylko intendenta Skoczka? Czy była to wsypa, czy osobiste porachunki? I za co? Za kożuszek z wydrowym kołnierzem?

Do dziś pytania pozostają aktualne.
I bez odpowiedzi.

– Maciej Kledzik

P.S. Nikt jeszcze nie opracował okupacyjnej historii szpitala. Na początku lat 90. ubiegłego stulecia opublikowałem w Londynie krótki artykuł „Kożuch z wydrowym kołnierzem”, odtwarzający fragment konspiracyjnej działalności na terenie placówki, aresztowanie i zamordowanie intendenta Jan Skoczka „Wąsika”. Niedawno zatelefonował do mnie prof. Andrzej Horban, konsultant krajowy chorób zakaźnych, doradca premiera do spraw walki z COVID-19 i powołując się na tamten, londyński tekst sprzed lat, poprosił o pełne przedstawienie historii szpitala zakaźnego w latach 1939-1944. Tekst ten dedykuję więc prof. Andrzejowi Horbanowi.


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Szpital Zakaźny św. Stanisława miał swoją siedzibę przy ul. Wolskiej 37 - obecnie mieści się tam Wojewódzki Szpital Zakaźny. W okresie niemieckiej okupacji wielu członków szpitalnego personelu było zaangażowanych w rozmaite formy działalności konspiracyjnej. Fot. printscreen z Google Maps
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Zieloni powstańcy, zielony gaz
Tuchaczewski pokonał „bandytów” bronią chemiczną, egzekucjami, głodem, obozami koncentracyjnymi dla dzieci (matki wyły, by dopuszczono je do trzylatków).
Historia Najnowsze wydanie
Brytyjczycy uważali ich za psychopatów. Rozprawa była bezwzględna
Żadna rewolta nie budziła takiego przerażenia jak Mau Mau.
Historia Poprzednie wydanie
Ile razy Anglia zdradziła Polskę? Nielojalny sojusznik
Neville Chamberlain, Winston Churchill, Clement Attlee. Poczet wiarołomnych brytyjskich premierów.
Historia Poprzednie wydanie
Kiedy w Polsce skończył się komunizm? I dlaczego tak późno?
Po wizycie w siedzibie KPZR w Moskwie Adam Michnik powiedział: „Chłopaki, robimy skok na kasę”.
Historia Poprzednie wydanie
Nie mogła nikomu nakazać pracy, za którą groziła śmierć
Co dziś się stało z niezliczoną ilością świadectw z czasów wojny, także świadectw żydowskich?