Historia

Stanął przeciw Piłsudskiemu i nie zamierzał się patyczkować

„Gdy bracia żywią miłość ku sobie, wiąże się węzeł między nimi, mocniejszy nad inne ludzkie węzły. Gdy bracia się waśnią […], waśń ich również silniejszą jest niż inne”. Tymi słowami Józef Piłsudski zwrócił się do polskich żołnierzy tuż po przewrocie majowym, ale w równej mierze ich adresatem mógł się czuć gen. Tadeusz Jordan-Rozwadowski.

Generał, który 6 lat wcześniej walczył ramię w ramię z Marszałkiem przeciw bolszewikom, podczas walk majowych w 1926 roku rozkazał podkomendnym: „Dostać w swe ręce przywódców ruchu, nie oszczędzając ich życia”. Innymi słowy wydał rozkaz zabicia Piłsudskiego i pozostałych dowódców zbuntowanych wojsk. W rewanżu Marszałek wtrącił go na rok do więzienia w Wilnie.

Patroni strzelców

Rozwadowski i Piłsudski spotkali się po raz pierwszy najprawdopodobniej w 1913 roku, ale zapewne słyszeli o sobie wcześniej. Pierwszy współpracował z galicyjskim Związkiem Strzeleckim, w którego ramach przyszły marszałek przygotowywał młodych Polaków do walki zbrojnej z Rosją. Dodajmy, że ta współpraca musiała mieć dyskretny charakter, gdyż Rozwadowski jako oficer armii austro-węgierskiej (w 1913 roku został generałem majorem) nie mógł oficjalnie angażować się w działalność ruchu paramilitarnego. W każdrym razie co najmniej kilkukrotnie wstawiał się za strzelcami u władz austriackich.


Skąd sympatia? Młodych bojowników i Rozwadowskiego połączyła niechęć do carskiej Rosji, którą to generał odziedziczył zapewne po przodkach: ojciec Tadeusza i jego dwóch braci wzięło udział w powstaniu styczniowym, a jeden ze stryjów poległ na polu bitwy.

Generał życzliwie odnosił się więc do strzelców, a spośród liderów organizacji żywy kontakt utrzymywał z Władysławem Sikorskim. Ten ostatni relacjonował, że „generał Rozwadowski (…) mając dostęp do sfer dworskich w Wiedniu i do następcy tronu (…), interweniował zawsze w Wiedniu, ilekroć trzeba było uzyskać koncesję dla ruchu strzeleckiego w Galicji, względnie chronić go przed szykanami policji”.

Rozwadowski na tym nie poprzestał – poprzez swoje koneksje sprawił, że drzwi austriackich akademii wojskowych stały otworem przed członkami innej organizacji paramilitarnej, Polskich Drużyn Strzeleckich.
Rok 1914. Członkowie Związku Strzeleckiego na ćwiczeniach. Fot. NAC/IKC
Wróćmy jednak do spotkania z Piłsudskim, do którego doszło w klubie myśliwskim w Krakowie. Generał miał wówczas przedstawić Komendantowi dwie koncepcje wykorzystania galicyjskich strzelców. Według jednej, w razie wojny austriacko-rosyjskiej zostaliby oni przetransportowani do Królestwa Polskiego i nękaliby Rosjan wypadami partyzanckimi. Zgodnie z drugą, strzelców należałoby rozlokować przy granicy z carską Rosją, a ich szeregi powiększaliby dezerterzy z armii rosyjskiej.

Rozmowie obu panów przysłuchiwał się dzisiejszy idol rewizjonistów historycznych, Władysław Studnicki, który zanotował: „Piłsudski słuchał z zajęciem projektów Rozwadowskiego, potem (…) powiedział mi, że planów tych nie aprobuje, pragnie jednak utrzymywania kontaktu z Rozwadowskim”.

Grzechy piłsudczyków nie mogą obciążać Piłsudskiego

Podstawową wadą systemu sanacyjnego było jego „sklerotycznienie”, czyli brak sprawnych mechanizmów odmładzania elit państwa – mówi politolog Przemysław Żurawski vel Grajewski.

zobacz więcej
W trakcie I wojny światowej generał i późniejszy marszałek spotkali się jeszcze kilkakrotnie, a w 1916 roku Rozwadowski był jednym z kandydatów na Komendanta Legionów Polskich. Rok później miał natomiast forsować kandydaturę Piłsudskiego do Tymczasowej Rady Stanu.

Twórcy Wojska Polskiego

Listopad 1918 roku przyniósł Polsce niepodległość, a bohaterom tego tekstu konflikt. Aby go wyjaśnić, trzeba się cofnąć o dwa tygodnie, do 28 października. Wtedy to Rada Regencyjna mianowała Rozwadowskiego na szefa Sztabu Wojska Polskiego – generał miał za zadanie budować od zera polską armię. W ciągu dwóch tygodni udało mu się, wraz ze współpracownikami, zorganizować w podstawowym zakresie Sztab Generalny i Ministerstwo Spraw Wojskowych. Rozwadowski zapoczątkował też proces formowania poszczególnych rodzajów wojsk, m.in. kawalerii, marynarki wojennej i straży granicznej.

Czy w tej sytuacji należy mu się miano twórcy Wojska Polskiego? Niekoniecznie, gdyż nie sposób zbudować armii w trzy tygodnie (z szefowania sztabowi Rozwadowski zrezygnował 15 listopada). A może przyznać ten tytuł Piłsudskiemu? Też nie, bowiem Naczelny Wódz zajmował się głównie dowodzeniem na froncie. Za budowniczego armii należy uznać w pierwszej kolejności generała Kazimierza Sosnkowskiego, wiceministra, a później ministra spraw wojskowych. To na jego barkach spoczęło dbanie o wyszkolenie, umundurowanie i wyżywienie polskiego żołnierza.

Pora tymczasem wrócić do zgrzytu na linii Piłsudski-Rozwadowski. Gdy Komendant objął z rąk Rady Regencyjnej stanowisko Naczelnego Dowódcy Wojsk Polskich, szef sztabu natychmiast się u niego zameldował. Konieczne było podjęcie decyzji, w jaki sposób budować wojsko: zorganizować powszechny pobór czy korzystać z zaciągu ochotniczego?
Naczelnik Państwa Józef Piłsudski (siedzi u szczytu stołu) podczas inspekcji frontu lwowskiego. Przerwa na obiad. Widoczni m.in. gen. Tadeusz Jordan-Rozwadowski (piąty z lewej) i Janina Karłowiczówna, przewodnicząca szkoły gospodarczej, gdzie zatrzymali się oficerowie. Fot. NAC
Piłsudski opowiadał się za posyłaniem na front ochotników – argumentował, że tylko ci, którzy dobrowolnie pójdą w kamasze, poradzą sobie z problemami nieuniknionymi w pierwszej fazie tworzenia armii (małe racje żywnościowe, braki w uzbrojeniu i umundurowaniu itd.). Dla Rozwadowskiego liczyła się przede wszystkim liczebność wojska, stawiał więc na pobór.

Kto miał rację? Zdaniem profesora Mariusza Wołosa z Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie generał. –Piłsudski myślał kategoriami strzelców i Legionów, do których ludzie zgłaszali się dobrowolnie. W związku z tym w ochotnikach widział najlepszy materiał na żołnierza. Rozwadowski miał natomiast inną perspektywę i wiedział, że w sytuacji walki o praktycznie wszystkie granice Rzeczpospolitej bardziej niż jakość liczy się liczba żołnierzy. Przeważyło zdanie Piłsudskiego i armia rozrastała się stopniowo, być może zbyt powoli – mówi profesor.

Atlas, który stworzył Polskę

Afera przemytniczo-kartograficzna, od której zależały losy Rzeczypospolitej.

zobacz więcej
Pełne zaufanie

Rozwadowski pogodził się z decyzją zwierzchnika, ale jak wspomnieliśmy, zrezygnował z funkcji szefa sztabu. Poprosił o nowy przydział i objęcie dowodzenia nad siłami polskimi w Galicji Wschodniej, tzw. Armią „Wschód”. Celem było wyzwolenie Lwowa, o który od 1 listopada toczyły się walki polsko-ukraińskie. Piłsudski zgodził się posłać tam generała, bynajmniej nie po to, by pozbyć się konkurenta do władzy w wojsku, jak twierdzili jego przeciwnicy. Komendant był świadomy fachowości Rozwadowskiego, wiedział też, że generał jako człowiek wywodzący się z Galicji dobrze zna teren.

Eugeniuszowi Romerowi (geografowi, kierownikowi biura geograficznego polskiej delegacji na konferencji paryskiej) Piłsudski miał mówić, że „do głównodowodzącego na odcinku lwowskim ma pełne zaufanie, jako też, że za wypadki na tym odcinku bierze on pełną odpowiedzialność”.

Jak spisał się Rozwadowski na czele Armii „Wschód”? Najkrócej rzecz ujmując, na medal – mimo nieustannego zagrożenia ukraińskiego i niedostatku własnych sił (Warszawa kierując żołnierzy także na inne odcinki, nie była w stanie w pełni zaspokoić jego apeli o posiłki), zdołał utrzymać miasto do momentu polskiej ofensywy w Galicji (marzec 1919).

Zwycięstwa w regionie zbiegły się w czasie z nową misją Rozwadowskiego – Naczelny Wódz powołał go na szefa Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu. Stanowisko prestiżowe, tyle że wówczas okazało się, iż zaufanie Piłsudskiego do podkomendnego ma granice. Nad Sekwaną w tym czasie gościł bowiem jego osobisty adiutant Bolesław Wieniawa-Długoszowski i Komendant poprosił go o poobserwowanie generała. Wieniawa raportował: „Pewien jestem, że (Rozwadowski – przyp. red.) nie konspiruje z endekami. (…) Zdaje się, że (…) unika spotkania z Rusinami, tj. delegacją ukraińską”.
Rok 1920. Polscy i ukraińscy żołnierze wkraczają do Kijowa. Fot. Wikimedia
Nad Sekwaną Rozwadowskiemu udało się m.in. uzyskać zgodę Francji na skierowanie przeciw Ukraińcom „Błękitnej Armii”. Generał uczestniczył też w negocjacjach z Francuzami na temat zaopatrzenia polskiej armii w broń, amunicję, mundury itd.

Potem w czasie krótkiego pobytu w Bukareszcie (maj 1920) Rozwadowski prowadził rozmowy dotyczące polsko-rumuńskiej konwencji wojskowej. Od roli dyplomaty wolał zapewne obecność na froncie, niemniej sprawdził się i na tym posterunku, co Piłsudski doceniał. Marszałek pisał o nim później, że „dobre wychowanie i służba poprzednia dają mu względnie wysokie kwalifikacje w pracach o naturze dyplomatycznej”.

Wizyta Rozwadowskiego w Rumunii to maj 1920, natomiast w kwietniu ruszyła ofensywa Wojska Polskiego na Ukrainie. Cel Piłsudskiego, dowodzącego uderzeniem, był prosty – rozbić operujących tam bolszewików i umożliwić Ukraińcom budowę własnego państwa, odgradzającego Polskę od Rosji. Ryzyko było spore, gdyż w ostatnich miesiącach władza w Kijowie zmieniała się jak w kalejdoskopie i nie było jasne, czy ludność poprze sprzymierzonego z Piłsudskim atamana Symona Petlurę. Niemniej, warto było je podjąć – chaos panujący między Bugiem a Dnieprem stworzył Polakom niepowtarzalną szansę na urządzenie regionu po swojemu i pozbawienie Rosji imperialnych kłów.

Niepiśmienni chłopi stali się Polakami. Inny Cud nad Wisłą

Osamotnione, wyniszczone państwo, po 123 latach nieistnienia, dokonało czegoś, co nie miało prawa się udać.

zobacz więcej
Rozwadowski proponuje, Piłsudski decyduje

Niestety, Ukraińcy do armii Petlury się nie garnęli, a wrogie armie – XII i XIV – zostały nie tyle rozbite, ile pobite. W dodatku na północy zaatakowały siły Michaiła Tuchaczewskiego – ich pierwsza ofensywa została odrzucona, ale druga, rozpoczęta 4 lipca, nabierała rozpędu z każdym dniem. 14 lipca padło Wilno, 19 – Grodno, 28 – Białystok, a 2 sierpnia – Brześć. Część odpowiedzialności za ten stan rzeczy spadała na Piłsudskiego, który zaakceptował rozciągniecie wojsk broniących się przed Tuchaczewskim wzdłuż całego frontu. Lepsza byłaby obrona punktowa, tj. skumulowanie sił w najbardziej zagrożonych miejscach.

Naczelny Wódz musiał jednak mierzyć się z o wiele cięższymi oskarżeniami, łącznie z zarzutem potajemnych kontaktów telefonicznych z Leninem. Celowali w tym zwłaszcza niektórzy endecy.

W tej sytuacji Piłsudski zastosował zasadę „wszystkie ręce na pokład”. Na czas Bitwy Warszawskiej powierzył dowodzenie nawet nieprzyjaznym sobie generałom, by wspomnieć Sikorskiego, Hallera czy Dowbora-Muśnickiego (ten odmówił).

Wcześniej, bo 26 lipca, przekazał kierowanie sztabem generalnym Rozwadowskiemu. Według profesora Wołosa, Marszałek zrobił to pod naciskiem Francuzów, choć sam też doceniał optymizm i rzutkość generała. Wkrótce powstał plan Bitwy Warszawskiej i do dziś powraca spór o jego autorstwo – w gruncie rzeczy jałowy. Nawet jeśli Rozwadowski, w nocy 5/6 sierpnia, przedstawił Piłsudskiemu dwa warianty rozegrania bitwy (generał mówił o tym 27 sierpnia, podczas obrad Rady Obrony Państwa), to Naczelny Wódz wybrał jeden z nich. Tym samym wziął na siebie wyłączną odpowiedzialność za zwycięstwo lub porażkę.
Wojna polsko-bolszewicka. Oddział kobiecy. Fot. NAC
Piłsudski zatwierdził też, zaproponowaną przez Rozwadowskiego korektę planu, tj. wzmocnienie sił generała Sikorskiego. Uczynił to wprawdzie z przekąsem, ale jednak, a dodatkowi żołnierze Frontu Północnego okazali się bezcenni dla niedopuszczenia bolszewików za Wisłę. Dodajmy, że w najbardziej krytycznej fazie bitwy (13-17 sierpnia) Rozwadowski kierował działaniami tegoż Frontu, a Piłsudski dowodził kontrofensywą znad Wieprza.

Kto kim rządził? Niech za odpowiedź wystarczy fakt, że gdy szef sztabu zaproponował przyspieszenie uderzenia (z 17 sierpnia na 15), Piłsudski nie zgodził się na ten termin. Zdecydował, że ruszy 16 sierpnia, a Rozwadowski przyjął to do wiadomości.

Nie lubił sejmokracji i importowanych idei. Ostatni Sarmata

Piłsudskiego „lewicowość” i „prawicowość” w ogóle nie interesowały.

zobacz więcej
Dla pełni obrazu dodajmy, że gdy generał zdawał relację z przebiegu bitwy premierowi Witosowi, miał wyrażać wątpliwości co do niektórych rozkazów Naczelnego Wodza. Górę nad sceptycyzmem brała jednak lojalność – „ (postanowień Piłsudskiego) on nie może często zrozumieć, ale musi się podporządkować”. Widać to w meldunkach i wypowiedziach Rozwadowskiego z czasu sierpniowych walk: „jeżeli Pan Komendant ma jakieś rozkazy, to proszę je podać dzisiaj jeszcze” (13 sierpnia); „Z resztą czekam na instrukcje Komendanta” (14 sierpnia); „proszę jeszcze o dokładną wiadomość o przybyciu tutaj Pana Komendanta, abym mógł (…) zaraz się zameldować” (17 sierpnia).

Feralny rok

Nie opadł jeszcze na dobre bitewny kurz, a społeczeństwo zaczęło się ekscytować tzw. „aferą prasową sztabu generalnego”. Chodziło o to, że biuro prasowe instytucji (kierowane przez piłsudczyka, pisarza Juliusza Kaden-Bandrowskiego) wspomagało finansowo propiłsudczykowskie i lewicowe gazety.

Szef sztabu, mimo że o sprawie dowiedział się post factum (po kontroli zarządzonej w biurze przez ministra Sosnkowskiego), wziął odpowiedzialność za działania swojej jednostki. Przed sejmową komisją wojskową bronił zarówno podwładnych, jak i Piłsudskiego (któremu prasa prawicowa zarzucała przyzwolenie na takie praktyki), a po jakimś czasie śledztwo umorzono. Ówczesne stosunki generała z Marszałkiem układały się poprawnie – z rąk zwierzchnika odebrał awans na generała broni, a w listopadzie 1921 roku został mianowany na Generalnego Inspektora Jazdy.

Co więcej, gdy Rozwadowski rozstawał się ze sztabem generalnym (kwiecień 1921), Piłsudski podziękował mu okolicznościowym listem: „W chwili najcięższej dla naszej Ojczyzny i naszej Armii powołałem Pana na stanowisko Szefa Sztabu, jako bezpośredniego i głównego mego pomocnika (…). Ze szczerą wdzięcznością, Generale, wspominam Pańską odpowiedzialną pracę w tym okresie, pracę pełną energii, pełną niczym niezachwianej ufności w ostateczne zwycięstwo. (…) Pańskie zdolności i żywy umysł pozwalały Panu w najcięższych okolicznościach wynajdywać sposoby wyjścia i szukać środków dla polepszenia sytuacji”.
Osobiści wrogowie marszałka Piłsudskiego: generałowie Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski podczas balu lotników. Fot. Polona
Z tak nakreśloną sylwetką mocno kontrastuje opinia, jaką Piłsudski wydał o Rozwadowskim półtora roku później, w grudniu 1922. Pod wrażeniem śmierci prezydenta Narutowicza spisał wówczas niejawne charakterystyki poszczególnych polskich generałów. Choć Rozwadowskiego uznał za wojskowego „o wielkiej wiedzy fachowej i żywej inteligencji” i stwierdził, że „w nieszczęściach jedyny”, to jednak nie szczędził mu krytyki. Odmawiał byłemu szefowi sztabu talentów organizacyjnych i administracyjnych, zarzucał mu także niekonsekwencję – „Zapala się łatwo do każdej rzeczy, (…) by natychmiast przerzucać się do innej”.

Co się w międzyczasie zmieniło? Prof. Wołos uważa, że zaostrzenie sądu o Rozwadowskim mogło wynikać z kontrowersji narastających wokół Bitwy Warszawskiej. – Pamiętajmy, że od pokonania Tuchaczewskiego nad Wisłą i nad Niemnem do grudnia 1922 roku minęły ponad dwa lata – w tym czasie część sceny politycznej, zwłaszcza prawa, podważała dokonania wojenne Marszałka. Także społeczeństwo nie zawsze widziało zwycięzcę w Naczelnym Wodzu, kierując swoje sympatie np. w stronę generała Józefa Hallera, ale i Rozwadowskiego. Piłsudski był tego świadom i siłą rzeczy jego krytycyzm wobec byłego szefa sztabu wzrastał. Z czasem Marszałek otwarcie przeszedł do kontrofensywy w zakresie polityki pamięci – mówi historyk.

Czarna karta z biografii Piłsudskiego. Jak Witos i Korfanty po powrocie z emigracji trafili za kraty

Marszałek uznał, że ten kto wchodzi w konszachty z endecją jest obciążony mordem na prezydencie Narutowiczu.

zobacz więcej
Zimna wojna

Wspomniana przez prof. Wołosa kontrofensywa polegała m.in. na opublikowaniu w 1924 roku książki „Rok 1920”. Na jej kartach Piłsudski zawarł swoją wizję zmagań z bolszewikami, kreśląc wizerunek nieomylnego wodza o żelaznych nerwach. Swoją legendę budował w kontrze do generałów, ukazywanych jako fuszerzy, których błędy musiał wielokrotnie naprawiać. Dostało się Stanisławowi Szeptyckiemu, Józefowi Hallerowi, Władysławowi Sikorskiemu, ale też Rozwadowskiemu. Pisząc o nim, Marszałek powtórzył w zasadzie opinię z grudnia 1922, ale tym razem ją upublicznił.

Nic dziwnego, że generał poczuł się dotknięty i polemizował z Piłsudskim na łamach prasy.

W kolejnym roku zimna wojna między wojskowymi trwała w najlepsze – Piłsudski nie przyjął zaproszenia na manewry kawaleryjskie, poprowadzone przez Rozwadowskiego na Wołyniu (sierpień 1925).

Mało? Do konfliktu na tle historycznym doszła teraźniejsza płaszczyzna, gdyż Marszałek uznał generała za potencjalnego konkurenta do władzy w armii. Wiedzieli o tym jego zwolennicy i żeby zmarginalizować przeciwnika, przeprowadzili na Rozwadowskiego propagandowy atak. Wiosną 1926 roku w prasie propiłsudczykowskiej pojawiły się pod jego adresem oskarżenia o oszustwa finansowe.

Generał miał się ich rzekomo dopuścić (wraz z generałem Józefem Hallerem) przy okazji zasiadania w Radzie Nadzorczej Stowarzyszenia Handlowego „Zrzeszenia Pracy”. Zarzuty były dosyć poważne, w związku z czym ówczesny minister spraw wojskowych Lucjan Żeligowski zwrócił się z prośbą o śledztwo do generalskiego sądu honorowego. Ten, owszem, zbadał sprawę i obu generałów uniewinnił. Mimo to atmosfera wokół Rozwadowskiego wciąż była gęsta. Tym bardziej, że współautor wiktorii warszawskiej krytykował działalność Piłsudskiego – w piśmie do Żeligowskiego z 21 kwietnia 1926 roku zarzucał Marszałkowi mieszanie wojska do polityki i dzielenie korpusu oficerskiego.

Rozkaz: użyć bomb i karabinów

Nie minął miesiąc, a między dwoma adwersarzami doszło do kolejnego starcia, tym razem zbrojnego. Przewrót majowy jest tematem na osobny tekst, ale zasługuje na kilka akapitów – to wtedy bowiem relacje między Piłsudskim a Rozwadowskim załamały się bezpowrotnie.
Maj 1926. Przewrót. Posterunek wojskowy przy wjeździe na Most Kierbedzia w Warszawie. Na pierwszym planie policjanci strzegący wjazdu na most. Na moście tablica ostrzegawcza: „Jazda stępa, palenie papierosów surowo wzbronione, na chodnikach zatrzymywać się nie wolno”. Fot. NAC/IKC
Generał jako dowódca obrony Warszawy stanął przeciw zbuntowanemu Marszałkowi i nie zamierzał patyczkować się ani z byłym przełożonym, ani z jego żołnierzami. Generałowi Włodzimierzowi Zagórskiemu (skądinąd znienawidzonemu przez piłsudczyków) stojącemu na czele wojskowego lotnictwa rozkazał „użyć bomb i karabinów maszynowych celem całkowitego rozproszenia nieprzyjacielskich oddziałów”.

Bombardowanie objęło z jednej strony wojska zmierzające do stolicy na pomoc Piłsudskiemu, z drugiej siły Marszałka w Warszawie. Miało służyć zastraszeniu przeciwników i w jakiejś mierze poskutkowało, inna sprawa, że spadające bomby stwarzały zagrożenie dla cywilów. Generał poszedł jednak o krok dalej i polecił swoim podkomendnym zlikwidować czołowych rokoszan, w tym Piłsudskiego. „Wyzyskując wczesne ranne godziny, natrzeć bezwzględnie na tyły buntowników (…), i starać się dostać w swe ręce przywódców ruchu, nie oszczędzając ich życia”.

Przyjaźń zakończona na moście Poniatowskiego

12 maja 1926 roku spotkali się nie tyle były naczelnik państwa z urzędującym prezydentem, ile wieloletni przyjaciele.

zobacz więcej
– Rozkaz ten generał Rozwadowski skierował do dowódcy 30 pułku piechoty Izydora Modelskiego. Adresat go nie otrzymał, dokument przejęli piłsudczycy – najprawdopodobniej przyszły minister spraw zagranicznych, a wtedy szef sztabu zbuntowanych wojsk Józef Beck. Interpretacja podwładnych Piłsudskiego była jednoznaczna: Rozwadowski życzy sobie śmierci naszego Komendanta. Co ciekawe, po latach ten rozkaz wzbudził ogromne kontrowersje na emigracji. Gdy w 1966 roku ujawnił go badacz Joseph Rothschild, żyjący jeszcze, a walczący w maju po stronie rządowej generał Marian Kukiel ogłosił, że Rozwadowski pisał o „oszczędzaniu życia buntowników – komentuje prof. Wołos. Dodajmy, że podobnego zdania jak Kukiel był generał Władysław Anders.

W związku z tym do Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku (gdzie przechowywano rozkaz), wybrał się mieszkający w USA Oskar Halecki, jeden z najwybitniejszych polskich historyków. Zbadał dokument i stwierdził, że fragment o „nieoszczędzaniu życia” jest autentyczny.

– Moim zdaniem dopiero ten rozkaz, który zbulwersował piłsudczyków i zapewne samego Piłsudskiego, przelał czarę goryczy. Już wcześniej Marszałek nie pałał sympatią do Rozwadowskiego, natomiast nie wyobrażał sobie takich słów wobec siebie. Stąd późniejsze represje wobec generała – podsumowuje Wołos.

Jak ocenić ów nieszczęsny rozkaz? Trudno, żeby Rozwadowski witał rokoszan chlebem i solą, wszak narazili kraj na ryzyko wojny domowej. Niemniej, tak drastyczna reakcja chyba nie była potrzebna, generał dał się ponieść emocjom.

Zemsta Marszałka

A Piłsudski? Nie zapomniał zniewagi i postanowił raz na zawsze pozbawić adwersarza wpływu na wojsko. Polecił naczelnemu prokuratorowi wojskowemu i prezesowi Najwyższego Sądu Wojskowego znaleźć na Rozwadowskiego i innych generałów cokolwiek, co pozwoliłoby „prowadzić śledztwo, a chociażby trzymać ich pod aresztem” (chodziło też m.in. o Zagórskiego i obalonego ministra spraw wojskowych Juliusza Malczewskiego).
Gen. Tadeusz Rozwadowski (po cywilnemu) i płk Izydor Modelski podczas spaceru. Fot. NAC/IKC
W efekcie były szef sztabu został najpierw internowany w Wilanowie, a potem osadzono go w wileńskim więzieniu wojskowym na Antokolu. Spędził tam blisko rok, i to w uwłaczających warunkach – uwięzionych generałów trzymano w nieogrzewanych celach, utrudniano im również dostęp do lekarzy. Każdy list od rodziny przechodził przez dłonie cenzora, a Rozwadowskiego dodatkowo ukarano wstrzymaniem emerytury.

Do tego katalogu szykan, obciążających Marszałka i jego obóz, można jeszcze dorzucić wydaną przez sanacyjne kręgi broszurę „Zbrodniarze”, szkalującą więźniów.

Wreszcie, w maju 1927 roku Rozwadowski doczekał się aktu oskarżenia i opuścił więzienne mury. Prosto z Wilna przewieziono go do Belwederu, gdzie po raz ostatni stanął oko w oko z Piłsudskim.

Szczegóły znamy z relacji generała. Marszałek wypytywał go m.in. o dokumenty dotyczące Bitwy Warszawskiej przekazane jakoby Kukielowi. Z kolei Rozwadowski oświadczył, że czeka na sprawiedliwy proces, „poczem, ukłonem wzajemnem rozstaliśmy się całkiem chłodno”.

Życzenie generała się nie spełniło. Zmarł 18 października 1928 roku. Niestety, jego grób na Cmentarzu Orląt Lwowskich jest pusty – w latach 70. XX wieku trumnę z generałem, w obawie przed Sowietami, przeniesiono w nieznane miejsce.

– Tomasz Czapla

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Wykorzystane w tekście cytaty pochodzą z publikacji: „Przewrót majowy” Andrzeja Garlickiego, „Generał broni Tadeusz Jordan Rozwadowski: żołnierz i dyplomata” Mariusza Patelskiego, „Mundur na nim szary...Rzecz o Józefie Piłsudskim (1867-1935)” Włodzimierza Sulei, „Bitwa warszawska 13-28 VIII 1920: dokumenty operacyjne. Cz. 1. (13-17 VIII)” pod red. Marka Tarczyńskiego oraz „Moje wspomnienia. Część II” Wincentego Witosa.
Przewrót Majowy
Zdjęcie główne: Rok 1923. Twórcy Wojska Polskiego jeszcze wszyscy razem: marszałek Józef Piłsudski i generałowie Tadeusz Rozwadowski i Kazimierz Sosnkowski. Fot. Centralne Archiwum Wojskowe
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Japoński dyplomata, który ratował polskich Żydów
Wiedział, że jeśli przeciwstawiłby się rozkazom swoich przełożonych, zostałby zwolniony i okryłby się hańbą.
Historia Poprzednie wydanie
Syberyjski Rockefeller. Polski milioner w Rosji
Produkował dla Rosjan setki tysięcy wiader spirytusu.
Historia Poprzednie wydanie
Freie Stadt Danzig. Niebezpieczna nostalgia nad Motławą
Ulice były wolne dla brunatnych batalionów.
Historia Poprzednie wydanie
Tłum szturmował samoloty, statki i barki. Amerykańska hańba
To moralna porażka Stanów Zjednoczonych – donosił prezydentowi Fordowi Henry Kissinger.
Historia wydanie 10.09.2021 – 17.09.2021
Dekalog dobrego człowieka
Społeczna Krucjata Miłości miała doprowadzić do powstania „nowych ludzi plemienia”.