Cywilizacja

Sto lat podzielonej Irlandii. Czy skutkiem brexitu będzie terror?

Wznoszone przez lata wysokie solidne mury, które oddzielają dzielnice protestanckie od katolickich, nie zniknęły, mimo planów, by rozpocząć ich likwidowanie. Mieszkańcy Belfastu i paru innych miast wcale tego nie pragną, bo mury dają im poczucie bezpieczeństwa.

Stulecie powstania Irlandii Północnej jest obchodzone dokładnie tak, jak można było przewidzieć: protestanci świętują, katolicy zaś podkreślają, że nie ma czego świętować. Za to władze brytyjskie i władze Republiki Irlandii zgodnie topią wszystko w powodzi deklaracji, przez które przewijają się takie same zapewnienia, banalne, ale obowiązkowe: rocznicę uczcimy w duchu wzajemnego szacunku, nieobrażania nikogo oraz tzw. inkluzywności - co oznacza, że nikt nie może czuć się pominięty. „Respectful and inclusive”, nowy kanon poprawnościowej nowomowy, nie omija, jak widać, nawet miejsca zawsze tak mało poprawnego jak Irlandia Północna.

Nieco ożywienia wnoszą jednak kontrowersje. Wzbudziło je na przykład wykorzystanie w oprawie obchodów wizerunku irlandzkiego poety Seamusa Heaneya, laureata literackiej Nagrody Nobla z 1995 roku. Katolicy wątpią, czy Heaney, katolik urodzony w północnoirlandzkim hrabstwie Derry, chciałby być wiązany z narodzinami prowincji, w której przez lata katolicy byli obywatelami drugiej kategorii. Na dowód cytują fragment wiersza, w którym Heaney pisze, że jego barwą jest zieleń (przypomnijmy: to narodowy kolor irlandzkich katolików, jeden z pasów na trójkolorowej fladze republiki) i że nie wznosi się toastu na cześć królowej.

Unioniści, czyli zwolennicy utrzymania Ulsteru w obrębie Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej – głównie protestanci – mają jednak na podorędziu kontrargument: zdjęcie Heaneya zatopionego w rozmowie z królową. „Sądzę, że przy takiej okazji jednak by to zrobił” – dowodził Steve Aiken, lider Ulsterskiej Partii Unionistycznej. Unioniści, nie bez racji pewnie, dodają, że gdyby na sztandary obchodów nie wciągnięto kogoś ze strony katolickiej, zarzucono by im niedostatek inkluzywności.

Stulecie zepchnęło w cień inną okrągłą rocznicę. Na przełomie kwietnia i maja mija 40 lat od słynnego strajku głodowego w więzieniu Maze w Belfaście. W ten sposób osadzeni tam bojownicy Irlandzkiej Armii Republikańskiej domagali się przywrócenia statusu więźniów politycznych. 5 maja 1981 zmarł najbardziej znany uczestnik strajku, Bobby Sands, autor wierszy, ale także przyjętej przez ruch republikański strategii „urny i karabinu”, czyli łączenia walki zbrojnej z polityczną. Władze brytyjskie, nieugięte, nie zdecydowały się na karmienie głodujących siłą. Zmarło dziesięć osób.

Rok wielkich rocznic

Czy obchody stulecia to ostatnia okazja, by w Irlandii Północnej świętować okrągłą czy ważną rocznicę? Tego oczywiście na pewno nie wiadomo, ale nastroje społeczne każą ostrożnie snuć przewidywania. Z sondaży, przeprowadzonych na początku kwietnia na zlecenie BBC, wynika, że zarówno mieszkańcy Ulsteru, jak republiki, nie wierzą, by prowincja na zawsze pozostała w Zjednoczonym Królestwie. Za dziesięć lat jeszcze w nim będzie – przekonanych jest o tym 55 proc. pytanych w Ulsterze i 59 proc. w republice. Ale za 25 lat, zdaniem ponad połowy (odpowiednio 51 i 54 proc.), już nie.
Plakat z wizerunkiem Bobby'ego Sandsa, terrorysty z IRA, którzy podjął strajk głodowy i zmarł po 66 dniach w brytyjskim więzieniu. Fot. Stuart Lutz/Gado/Getty Images
Już sama tak jasno wyrażona niewiara w trwałość Irlandii Północnej pokazuje, jak dalekie od spełnienia są słowa i życzenia króla Jerzego V, który 22 czerwca 1921 roku, otwierając w Belfaście pierwszy parlament Irlandii Północnej, mówił tak: „Wszyscy irlandzcy mężczyźni powinni wyciągnąć rękę do zgody i pojednania, przebaczyć i zapomnieć, i włączyć się do pracy, by w kraju, który kochają, nastał czas pokoju, spokoju i dobrej woli”.

Cały obecny rok - ściślej: poczynając od końca ubiegłego roku - stanowi jedną wielką, rozłożoną w czasie rocznicę stulecia. Początek to 23 grudnia 1920 roku, gdy uchwalony został Government of Ireland Act, przewidujący powołanie na terenie Irlandii dwóch parlamentów – w Dublinie i Belfaście. Cała Irlandia miała pozostać w ramach Zjednoczonego Królestwa. Kolejne ważne daty to 3 maja 1921 roku, gdy ukonstytuowała się Irlandia Północna, 22 VI, gdy po raz pierwszy zebrał się jej parlament, 11 lipca, gdy doszło do zawieszenia broni w wojnie z Brytyjczykami, wreszcie 6 grudnia. Tego dnia podpisano traktat anglo-irlandzki, powołujący do życia Wolne Państwo Irlandzkie (które 16 lat później odrzuci unię personalną z Koroną brytyjską i przekształci się w republikę) i przypieczętowujący podział Irlandii.

W ciągu owego roku upadła zatem idea podzielenia Irlandii na dwie części osobne, ale w równym stopniu podporządkowane władzy brytyjskiej. Ukształtował się nowy układ. Irlandia Północna, która pozostała przy Wielkiej Brytanii, objęła sześć hrabstw historycznej prowincji Ulster: Armagh, Antrim, Derry, Down, Fermanagh i Tyrone. Trzy pozostałe: Cavan, Donegal i Monaghan weszły w skład Irlandii. Taki podział nie był przypadkowy. W sześciu hrabstwach przewagę liczebną mieli protestanci. Gdyby pod władzą brytyjską znalazł się cały Ulster, proporcje wyznaniowe, a zatem de facto narodowościowe, byłyby zupełnie inne.

Więcej katolików, mniej protestantów

W ten sposób Wolne Państwo Irlandzkie skupiło ludność katolicką (do dziś protestanci stanowią zaledwie 3 proc. mieszkańców republiki). W Ulsterze protestanci, którzy są potomkami osadników szkockich sprzed trzystu lat, stanowili niegdyś 2/3 mieszkańców. Ale z czasem ich udział procentowy malał. Dzisiaj, według spisu powszechnego z 2011 roku, stanowią tylko 41,5 proc., minimalnie więcej niż wynosi udział katolików, który wzrósł przez te lata do 41 proc. (spis uwzględnia bezwyznaniowców, których sto lat temu właściwie nie było). To może wróżyć niepokoje.

Pod każdym względem na lewo. Separatyści wszystkich krajów łączcie się

Na polu poprawności i postępu separatystyczne regiony w Europie mają się czym pochwalić.

zobacz więcej
Źródłem problemów, jakich przez kolejne lata doświadczali mieszkańcy Irlandii Północnej (a także, choć w mniejszym stopniu, Wielkiej Brytanii i Irlandii), nie były proporcje ludnościowe same w sobie. Na stosunkach między obiema społecznościami ciążyła przeszłość, ale w równej, a może nawet większej mierze, teraźniejszość. Bo w Ulsterze katolicy byli społecznością pod każdym względem gorszą i upośledzoną: w pracy, w wynagrodzeniach, w dostępie do mieszkań, nie mówiąc o udziale we władzy i zarządzaniu prowincją. Dyskryminacja, dziś słowo modne i bardzo nadużywane, trafnie oddaje ich status. Katolicy byli biedniejsi i mieli o wiele gorsze perspektywy. To zrodziło ruch obrony praw obywatelskich, ale także ruch walki zbrojnej.

Irlandzka Armia Republikańska, która powstała na przełomie wieków i uczestniczyła aktywnie w bojach o wyzwolenie Irlandii, wzięła sprawy w swoje ręce. Poczucie krzywdy nałożyło się w sposób oczywisty na nigdy niewygasłe marzenie o zjednoczeniu Irlandii. A że po stronie protestanckiej również aktywne były groźne grupy paramilitarne, takie jak Stowarzyszenie Obrony Ulsteru (UDA) i Ochotnicze Siły Ulsteru (UVF), prowincja szybko stała się prawdziwą beczką prochu. Bilans trzydziestu lat terroru to ponad 3500 zabitych, w tym ponad 1800 zwykłych ludzi – nie żołnierzy i nie terrorystów.

Wstęp do zakończenia konfliktu stanowiło dopiero porozumienie wielkopiątkowe nazywane także porozumieniem z Belfastu, zawarte 10 kwietnia 1998 roku przez wszystkie jego strony: partie katolików i protestantów oraz Wielką Brytanię i Irlandię. Tylko wstęp - bo do definitywnego jego wygaszenia było daleko. Najtragiczniejszy w skutkach akt terroru miał przecież miejsce cztery miesiące po owej historycznej dacie, w sierpniu 1998 roku, w miasteczku Omagh, gdzie wybuch potężnej bomby podłożonej przez Prawdziwą IRA, zabił 29 osób i ranił ponad dwieście. Prawdziwa IRA powstała wskutek rozłamu w IRA, nie pierwszego zresztą i nie ostatniego, dokonanego przez przeciwników porozumienia z Belfastu.

Po moim trupie

Dziś o Irlandii Północnej, która przed laty była stale obecna w mediach całego świata, pisze się niewiele. Jeżeli już, to głównie o problemach, jakie jej istnienie rodzi w stosunkach między Wielką Brytanią a Unią Europejską po brexicie. Przyjęty przez Londyn i Unię tzw. protokół północnoirlandzki wprowadza kontrole celne towarów eksportowanych z Wielkiej Brytanii do Irlandii. Irlandia Północna bowiem jako jedyna część Zjednoczonego Królestwa pozostała w obrębie jednolitego rynku europejskiego.

Powstanie granicy celnej na Morzu Irlandzkim dyktowały jednak nie tyle względy ekonomiczne, co obawy natury politycznej. Gdyby tak się nie stało, granica między Ulsterem a republiką stałaby się „twardą” granicą między Wielką Brytanią a Unią, a to oznaczałoby rozerwanie licznych więzów, zwłaszcza na poziomie lokalnym, zawiązanych przez ostatnich 20 lat między Ulsterem a Irlandią.
W sierpniu 1998 roku, w miasteczku Omagh, wybuch potężnej bomby podłożonej przez Prawdziwą IRA, zabił 29 osób i ranił ponad dwieście. Fot. Paul McErlane - PA Images/PA Images via Getty Images
Koronny argument przeciwników powstania granicy mówił, że może to oznaczać powrót terroru, bo paramilitarne organizacje katolickich republikanów nie pogodzą się z osłabianiem więzów międzyirlandzkich. Drobne zamachy bez ofiar, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich trzech lat, traktowano jako ostrzeżenie. Czy słusznie? Nie wiadomo. Nie ma żadnych oczywistych wskazówek, żadnych deklaracji ani zapowiedzi, które pozwalałyby sądzić, że powrót terroru jest realny. Samą teoretyczną tego możliwość traktowano jednak poważnie, choć jest też możliwe, że wykorzystano ją w charakterze skutecznego straszaka.

To rozwiązanie zdecydowanie odrzucają ulsterscy protestanci, a ich stanowisko ma znaczenie również dla funkcjonowania rządu w Londynie. Boris Johnson jest w lepszej sytuacji niż niegdyś rząd Theresy May, który musiał liczyć się ze zdaniem unionistów, bo od nich zależało jego istnienie. Rząd Johnsona ma za sobą większość w Izbie Gmin, a zatem większą swobodę działania, ale sprawy Irlandii Północnej są dziś nie mniej delikatne niż dawniej i władze w Londynie nie mogą sobie pozwolić na lekceważenie oczekiwań protestantów. Dlatego Boris Johnson stara się dbać o dobre stosunki z unionistami, zapewniając – co uczynił podczas swej niedawnej wizyty w Belfaście – że do powstania stałej granicy biegnącej przez Morze Irlandzkie „może dojść tylko po moim trupie”.


Tu dygresja: terminologia określająca społeczności ulsterskie jest specyficzna, nie zawsze zgodna z rozpowszechnionymi odczuciami. Katolicy dzielą się na nacjonalistów i republikanów. Zaskakiwać może to, że nacjonalistami nazywani są ci, którzy mają poglądy umiarkowane, natomiast republikanie to odłamy najbardziej radykalne - co zresztą czytelnie ilustruje nazwa IRA i organizacji, które się z niej wywodzą. Protestanci z kolei mają w swym gronie unionistów, czyli zwykłych zwolenników unii z Wielką Brytanią, i radykalnych lojalistów. Lojalistami są członkowie grup paramilitarnych, fanatycznie przywiązani do idei unii i stosujący terror wobec katolików.

Pod osłoną murów pokoju

Po zawarciu porozumienia, złożeniu broni i samorozwiązaniu grup paramilitarnych w Ulsterze, jak się zgrabnie mówi, zapanował spokój, choć nie ma tu pokoju. Byłby on możliwy, gdyby obie społeczności zdobyły się na prawdziwe pojednanie. Ale do tego jest ciągle daleko. Wspólny parlament i rząd funkcjonują, ale nie bez przeszkód, na tyle poważnych, że po ostatnich wyborach na dłuższy czas bezpośrednie rządy musiał przejąć Londyn. Wznoszone przez lata wysokie, solidne mury, które oddzielają dzielnice protestanckie od katolickich i w związku z tym nazywane są, może i nie bez racji, „murami pokoju”, nie zniknęły, mimo planów, by rozpocząć ich likwidowanie. Mieszkańcy Belfastu i paru innych miast wcale tego nie pragną, bo mury dają im poczucie bezpieczeństwa.

„My sami” po irlandzku. Partia związana z terrorystami wraca na salony

W ciągu 40 lat zginęło 3500 osób. Połowa to ofiary IRA. Do dzisiaj mnóstwo jest spraw niewyjaśnionych: kto i dlaczego zginął, kto wydał rozkaz, kto go wykonał, gdzie spoczywają ofiary skrytobójczych morderstw?

zobacz więcej
Jest tak, bo – i to jest najważniejsze – dawne urazy wcale nie wygasły. Obchody stulecia pokazują to wyraźnie, nawet gdy sporne kwestie dotyczą spraw nie najważniejszych, ale wymownych. Oto partie katolickie zgodnie odrzuciły proponowane przez unionistów wystawienie przez pałacem Stormont, siedzibą władz prowincji, kamiennego pomnika w kształcie mapy sześciu hrabstw. „Taki pomnik – powiedziała Michelle O’Neill, wicepremier prowincji i zarazem wiceprzewodnicząca radykalnej katolickiej partii Sinn Fein – ujmuje historię z jednej tylko perspektywy”.

Druga wymowna sprawa to propozycja premier (teraz już eks-premier, bo parę dni temu podała się do dymisji) Arlene Foster, z równie radykalnej Demokratycznej Partii Unionistycznej (DUP), by uczcić stulecie likwidacją szkolnictwa związanego z wyznaniem. Pomysł przeszedł zupełnie bez echa. Mali ulsterscy katolicy od zawsze chodzą do szkół katolickich, mali protestanci – do protestanckich. Wspólne szkoły z pewnością dawałyby szansę na wytwarzanie się wśród uczniów poczucia wspólnoty – tyle że nikt ich nie chce.

Wreszcie, partie katolickie odrzuciły propozycję udziału w zespole przygotowującym obchody stulecia. Że tak postąpiła Sinn Fein, nikogo specjalnie nie zaskoczyło. Ale przyłączyła się do niej umiarkowana Socjaldemokratyczna Partia Pracy (SDLP), której współtwórcą i wieloletnim przywódcą był nieżyjący już John Hume, jeden z autorów porozumienia z Belfastu, uhonorowany za to, wraz z unionistą Davidem Trimble’m, Pokojową Nagrodą Nobla. A to już o czymś świadczy.

Granica stara i nowa

Rany mieszkańców Ulsteru przez ostatnie lata zostały może podleczone, ale do całkowitego wyleczenia jest z pewnością daleko. A może być i tak, że pewnego dnia otworzą się na nowo. Porozumienie nie wyklucza ewentualności zjednoczenia Irlandii, pod warunkiem, że stanie się to za zgodą większości mieszkańców – i republiki, i Ulsteru. Do tej pory tego nie rozważano, bo przewaga liczebna protestantów w Ulsterze sprawiała, że wynik był z góry przesądzony. Ale wszystko się zmieniło. Katolików jest dziś tylu co protestantów, a to w sposób oczywisty kształtuje oczekiwania.

Wspomniany sondaż opinii pokazał, że 37 proc. mieszkańców Ulsteru chce, by referendum odbyło się w ciągu najbliższych pięciu lat; kolejnych 29 proc. godzi się na termin późniejszy, ale samą ideę popiera. Co z tego wyniknie? Boris Johnson powiedział przecież, że nie wyobraża sobie przeprowadzenia takiego głosowania „jeszcze przez wiele, wiele lat”. A jako, jak sam siebie określił, „dumny unionista” uważa, że stulecie Irlandii Północnej może stanowić jedynie powód do radości i świętowania.
Socjaldemokrata John Hume (z prawej) wraz z unionistą Davidem Trimblem (z lewej) w roku 1998 otrzymali pokojową nagrodę Nobla za doprowadzenie do porozumienia w Irlandii Północnej. Fot. Micheline Pelletier/Sygma via Getty Images
Zmiany, jakie zaszły w ciągu tych stu lat, lapidarnie, ale może najbardziej trafnie ujął Mark Devenport, przez wiele lat szef BBC w Irlandii Północnej: „Przed stu laty Irlandia została przedzielona granicą tak, by na północy istniała większość protestancka, w stosunku 2:1. Skoro, jak zapewne pokaże nowy spis powszechny, tak już nie jest, tematem dyskusji stanie się referendum. A to ujawnia ciekawą symetrię. Teraz to unioniści mają powód do strapienia, bo powstaje nowa granica, ekonomiczna i morska zarazem, między Irlandią Północną a Wielką Brytanią. Za to wyznawcy wiary w zjednoczona Irlandię powinni pamiętać, że w 1921 roku ich poprzednicy także wierzyli, iż granica będzie tymczasowa. A po stu latach ona nadal istnieje”.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Ćwiczenia bojowników IRA w roku 1977. Fot. Alex Bowie/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Talibowie. Who is who. Przewodnik po władzach Afganistanu
Są w nich nie tylko terroryści, ale też uczestnik negocjacji z Donaldem Trumpem i… były współpracownik CIA.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ze skoczni na rower. Z nart na bieżnię. Z płotków na bobsleje
Primož Roglič i inni sportowcy wszechstronni.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Eksperci – największa plaga Ameryki
Fachowcy od urządzania innym życia wedle naukowych metod.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Dlaczego cukrzycy są bardziej narażeni na ciężki COVID-19?
Czwarta fala może być niewesoła, jeśli wziąć pod uwagę, że w otyłości dobiliśmy do statystyk USA!
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Eurokraci zgrzytają zębami. Francuz gorszy niż Polacy
Kandydat na prezydenta Francji zaatakował podstawy Unii Europejskiej, której przez dekady wiernie służył.