Historia

Polacy nie boją się samego diabła... Dyplomacja, realizm i honor w roku 1939

Hitler jeszcze w 1939 roku był przekonany, że z Polską byłby doszedł do ugody, gdyby w sprawę nie wmieszała się Anglia. W tajnym przemówieniu do generalicji 23 maja stwierdził, że gdyby nie dało się uniknąć jednoczesnego konfliktu, korzystniej będzie uderzyć wpierw na Zachód.

Beck rozumiał, że Hitler chce Polaków „zhołdować” pokojowo

Beck musiał zmagać się z zarzutami nie tylko o to, że był świadkiem śmierci gen. Zagórskiego, ale również, że osobiście go zamordował.

zobacz więcej
„Pokój jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę wysoką – ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”. To jedno z najsłynniejszych przemówień w historii Polski, a wygłosił je 5 maja 1939 r. Józef Beck, minister spraw zagranicznych RP.

Beck jako żołnierz Legionów Polskich i zaufany człowiek Józefa Piłsudskiego był głównym architektem polskiej polityki zagranicznej w latach 1932–39. Jest bohaterem wydanej w Wydawnictwie Literackim książki dwóch historyków Marka Kornata i Mariusza Wołosa pt. „Józef Beck. Biografia”. Oskarżany o proniemieckie sympatie szef dyplomacji – pokazują autorzy - „będzie również pierwszym politykiem w Europie, który zauważy zbrodniczy ekspansjonizm III Rzeszy”. W marcu 1939 Józef Beck odrzuca niemieckie żądania, w kwietniu składa wizytę w Londynie, gdzie premier Nevil Chamberlain ogłasza deklaracje gwarancji dla Polski.

Wybrany przez nas fragment przypomina okoliczności, w jakich doszło do wygłoszenia sławnego przemówienia, niemal dokładnie 82 lata temu. Fragmenty drukujemy za zgodą wydawcy.



Norweski profesor historii i minister spraw zagranicznych swego kraju Halvdan Koht – przeczytawszy po francusku wspomnienia Becka („Dernier rapport”) – stwierdził, że cały świat spodziewał się wojny, tylko nie Polska. Czy miał rację?

Pragnienie bezlitosnego odwetu za to, że wzgardzono jego „wielkodusznością”, ożywiało nastawienie Führera do Polski po 31 marca 1939 roku, kiedy przyjęła ona brytyjskie gwarancje pomocy. Polska decyzja o zawiązaniu sojuszu z Anglią przyjęta została w Berlinie z wielkim zaskoczeniem. Takiego scenariusza nie brano w rachubę. O Polakach Hitler zaczął mówić, że są to „bardziej zwierzęta niż ludzie” – czytamy w „Dziennikach” Goebbelsa z września 1939 roku .
11 listopada 1929. Marszałek Józef Piłsudski (w samochodzie, z lewej) w towarzystwie ppłk. Józefa Becka przyjmuje raport od wiceministra spraw wojskowych gen. Daniela Konarzewskiego (na koniu). Fot. NAC/ IKC
Jak zanotował gen. Walther von Brauchitsch pod datą 25 marca, wódz III Rzeszy oznajmił mu, że Polska powinna zostać rozbita tak, by w następnych dziesięcioleciach nie potrzeba było liczyć się z nią jako czynnikiem politycznym. Słowa te padły, zanim Chamberlain wystąpił ze swą deklaracją gwarancyjną.

Niewątpliwie pod jej decydującym wpływem na początku kwietnia 1939 roku Hitler powziął decyzję o zbrojnej rozprawie z Polską. Polecił sztabowe opracowanie koncepcji wojny przeciw swemu wschodniemu sąsiadowi.

Zaczął powstawać Fall Weiss. Stosowne rozkazy wydał przywódca III Rzeszy 11 kwietnia. Był zdumiony polską negatywną odpowiedzią na jego ofertę. Żądania swe oceniał przecież jako niezmiernie umiarkowane, świadczące – powtórzmy – o wyjątkowej „wielkoduszności” potężnych Niemiec wobec pogardzanego i znienawidzonego sąsiada.

Dwa sąsiedzkie problemy

Nie wiedząc, jaką decyzję podjął ostatecznie niemiecki przywódca, Beck traktował sojusz z Wielką Brytanią jako rodzaj „reasekuracji” dla Polski na okoliczność wojny, która jest możliwa, chociaż nie nieuchronna. I z tym przeświadczeniem podejmował starania o wznowienie dialogu politycznego z Niemcami.

Rozmawiając z von Weizsäckerem [ zastępca Ribbentropa – przyp.red.] , radca polskiej ambasady w Berlinie Stefan Lubomirski zapewniał 30 marca 1939 roku, że „angielskie usiłowania włączenia Polski do antyniemieckiej grupy mocarstw” są bez szans powodzenia. Ona „odrzuca wspólne działanie z Rosją w multilateralnym układzie”.

Beck nie uważał, aby sojusz z Wielką Brytanią zamykał ostatecznie możliwość wznowienia dialogu z Niemcami. Niewątpliwie z zamiarem, by ta informacja dotarła do Berlina, mówił 12 kwietnia 1939 roku ambasadorowi Japonii w Warszawie Suichi Sakō, że „nie sądzi”, aby „rząd angielski miał zamiar na razie iść za daleko”. Podkreślił stanowczo, iż „Polska ze swych podstawowych zasad nie zeszła, jeśli Niemcy, na co Pan Minister ma nadzieję, będą rozsądne, to układ z 1934 roku da się utrzymać. Sytuacja zmusiła Rząd polski do rozszerzenia zasięgu naszej polityki. Pamiętamy jednak, jak zawsze, o naszej geografii i o dwóch problemach sąsiedzkich, które przed nami stoją” .

W połowie kwietnia 1939 roku ambasador Italii w Warszawie Arone di Valentino podzielił się z ambasadą niemiecką wrażeniem, że Beck wciąż wierzy w możliwość „przyjaznych” rozmów z Niemcami .

Jak się zdaje, Beck wiązał też jakieś nadzieje z podrożą do Berlina rumuńskiego ministra spraw zagranicznych Grigorego Gafencu, ktorego zapoznał z polską interpretacją układu z Wielką Brytanią rozumianego jako ściśle obronny i niepozostający w sprzeczności z polsko-niemiecką deklaracją z 1934 roku – liczył zapewne na powtórzenie tych wyjaśnień Hitlerowi i von Ribbentropowi .

Ale szans na nowe otwarcie w stosunkach Polski i III Rzeszy już nie było.

Dla Niemców początek wojny to wciąż 22 czerwca 1941

Wolfgang Templin: W NRD nastąpiło zbiorowe rozgrzeszenie z nazistowskiej przeszłości. Tyle, że rozgrzeszano tylko tych, którzy uznali komunistyczną wykładnię dziejów.

zobacz więcej
„Linia 26 stycznia 1934” [polsko -niemiecka deklaracja o niestosowaniu przemocy – przyp.red.] należała do zamkniętych kart historii. Ambasador von Moltke opuścił Warszawę i polski minister nie mógł go przyjąć, aby przedstawić mu wyjaśnienia co do zasad polityki polskiej oraz istoty „reasekuracyjnego” sojuszu z Wielką Brytanią.

Instrukcje w pociągu

Niemcy utrzymywały z Polską nadal stosunki dyplomatyczne, ale jedyną właściwie treścią rozmów między polskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych a ambasadą Rzeszy stały się niemieckie pretensje o położenie niemieckiej mniejszości w państwie polskim. Ustały też wszelkie możliwości, jakimi do końca marca dysponował na terenie Berlina ambasador Lipski, wierny rzecznik „linii 26 stycznia 1934”. Wykonując instrukcję udzieloną mu w pociągu „Nord Express” przez powracającego z Londynu do Warszawy Becka, usłyszał z ust von Weizsäckera (zastępcy von Ribbentropa), że ten „od pewnego czasu nie jest w stanie pojąć polskiej polityki zagranicznej”.

Przyjmując w Berlinie rumuńskiego ministra spraw zagranicznych Grigore Gafencu, Hitler poinformował go, że przedłożona Polsce oferta ugody powtórzona już nie zostanie. Jako powód zerwania w stosunkach Berlin–Warszawa podał jasno jedno tylko posunięcie: sojusz polsko-brytyjski. Kanclerz niemiecki oświadczenie to złożył celowo – z myślą o tym, że Gafencu powtórzy je politykom brytyjskim, gdyż właśnie udawał się do Londynu. Hitler był przekonany, że z Polską byłby doszedł do ugody (oczywiście na jego własnych warunkach), gdyby Anglia się nie wmieszała w stosunki obydwu państw – i latem 1939 roku trwał przy tym poglądzie .

W tajnym przemówieniu do generalicji 23 maja Hitler jako naczelny wódz armii niemieckiej zaznaczył, że „zastrzega sobie wydanie ostatecznego rozkazu, aby wybrać moment najbardziej odpowiedni. Gdyby równoczesności konfliktu nie dało się uniknąć, będzie korzystniej uderzyć wpierw na Zachód”. Polska miała być izolowana, o co starać się miała dyplomacja Rzeszy. Hitler postanowił uderzyć „przy pierwszej odpowiedniej okazji”. I myśl tę wyraził jasno.

Zatrzymajmy się jeszcze nad próbą odpowiedzi na pytanie o poglądy Becka na stosunki polsko-niemieckie z kwietnia i maja 1939 roku. „W ciężkim zmaganiu wewnętrznym powziąłem decyzję przestawienia naszej polityki z toru rozsądnego porozumienia z tym sąsiadem na tor reassurance. Naszej opinii podoba się to nawet przesadnie – ja osobiście zdaję sobie sprawę z ryzyka tej decyzji” – pisał Beck w liście do Wieniawy-Długoszowskiego z 10 maja 1939 roku. Pójście na sojusz z Wielką Brytanią przyniosło nieoczekiwane zerwanie z Niemcami. Układ bilateralny, który przywódcom brytyjskim zaproponował Beck i do którego skutecznie doprowadził, uważał on albo za „ostatni skuteczny środek prewencyjny”, albo za krok dający Polsce „potężnego alianta” na okoliczność wojny, gdyby tej ostateczności nie udało się uniknąć .
Otwarcie wystawy sztuki polskiej w Berlinie 19 marca 1935. Od lewej siedzą przywódca III Rzeszy Adolf Hitler i premier Prus Herman Goering. Przemawia ambasador RP w Niemczech Józef Lipski . Fot. NAC/ IKC
Znaczące refleksje przedstawił minister w rozmowie z 23 kwietnia z ambasadorem Kennardem [ Howard William Kennard, brytyjski ambasador w RP i przy rządzie RP na Uchodźctwie – przyp.red.]. „Niemcom chodzi o odepchnięcie Polski od Bałtyku, aby uniemożliwić nam współpracę z zachodem i pchnąć na awanturę na wschodzie. Moj rząd powziął decyzję przeciwstawienia się temu wszelkimi siłami”.

Równocześnie polski minister nie wykluczał możliwości jakiegoś „wyrównania” w stosunkach polsko-niemieckich. Mówił bowiem do Kennarda:

„Dzisiaj Gdańsk się wydaje punktem niebezpiecznym, a może właśnie ten problem się ułoży między Polską a Niemcami, i cóż zostanie wtedy z kolaboracji polsko-angielskiej? Tylko nasze niebezpieczne, daleko idące zaangażowanie się w sprawie bezpieczeństwa Anglii na zachodzie”. Komentując tę rozmowę w liście do ambasadora Raczyńskiego, Józef Potocki podkreślał, że ministrowi „chodziło w pierwszym rzędzie o przecięcie takiego stawiania sprawy przez Anglików, będącego wynikiem insynuacji czy propagandy niemieckiej”. Zatem to nie przeświadczenie o nieuniknionej wojnie, ale raczej nadzieja na skuteczne odstraszanie poprzez sojusz z Wielką Brytanią stanowi klucz do myśli Becka wiosną 1939 roku.

Bluff się nie uda

W rozmowie z premierem Chamberlainem minister wyraził wątpliwość, „czy Niemcy zaryzykowałyby konflikt w sprawach tego rodzaju, mających znaczenie lokalne”. Chodziło oczywiście o Gdańsk. Powracając z Londynu przez Paryż, Beck dzielił się z ambasadorem Łukasiewiczem nadzieją, że „ostatecznie Berlin pogodzi się z naszym układem z Anglią”. W każdym razie droga do rozmów nie została zamknięta, a w sprawie Gdańska „jakiś kompromis dla nas możliwy do przyjęcia” uda się osiągnąć .

Kalkulacje Becka co do możliwości porzucenia przez Niemcy ich polityki siły były już wielokrotnie przedmiotem krytyki historyków. W odpowiedzi na tę krytykę zauważmy tylko, że jako polityk nie mógł on na ówczesnym etapie kryzysu międzynarodowego przyjąć jako wniosek ostateczny tego, że Hitler będzie szedł na konfrontację z koalicją państw i uwikła swój kraj w wojnę nie do wygrania. Dzisiaj oczywiście wiemy, że tak właśnie się stało, ale wiosną 1939 roku nie wydawało się to przesądzone.

W świetle tego stwierdzenia trzeba przyznać, że w realiach wiosny 1939 roku spojrzenie Becka na sytuację międzynarodową nie było pozbawione realizmu.

Realizm ów cechują przemyślenia, którymi dzielił się polski minister z Kennardem 23 kwietnia: „Musimy sobie jednak zdawać sprawę, że co innego jest decyzja bluffu przeciw słabemu, a co innego decyzja wejścia do wojny. Musimy jasno postawić sprawę, że albo Niemcy przyjmą une convenance internationale, albo ryzykują wojnę. Odrzucenie przez Niemcy pierwszej formy bez reakcji z naszej strony byłoby bardzo niebezpieczne. Odczuwamy obecnie próbę bluffu wobec nas, ale wiemy, że ten bluff się nie uda”. Za pośrednictwem ambasadora minister przestrzegał też stronę brytyjską, aby nie „zamykać oczu na niebezpieczeństwo ekscytacji imaginacji niemieckiej”.

Polska u boku Hitlera rusza na Sowietów. Co by było, gdyby…

Namiestnikiem Adolfa Hitlera w Polsce zostaje Władysław Studnicki, zwolennik sojuszu z Niemcami. Powołuje dwie dywizje Waffen-SS, aby na nich oprzeć obronę kraju...

zobacz więcej
Zwrot, jaki dokonał się w stosunkach między Polską a Niemcami, domagał się publicznego komentarza. Beck winien był go polskiej opinii publicznej. Nie chciał jednak przemawiać jako pierwszy mimo tej sposobności, którą dawała trwająca sesja budżetowa polskiego Sejmu. „Wolałem narazić się na zarzuty w kraju, niż skompromitować interesy naszej polityki zagranicznej. Brałem także pod uwagę [to], że w Niemczech u kanclerza, obok interesów merytorycznych, bardzo poważną rolę grają interesy sztucznego prestiżu”.

Ale 28 kwietnia głos zabrał Hitler, przemawiając w Reichstagu. Ujawnił swe żądania przedłożone Polsce i wspomniał o ofercie, jaka im towarzyszyła. Podkreślił, że rząd polski je odrzucił. Oferta – mówił – była jednorazowa, więc powtórzona już nie będzie. Wypowiedział też polsko-niemiecką deklarację o niestosowaniu przemocy.

Beck chyba najbardziej dotkliwie odebrał stwierdzenia kanclerza o sojuszu polsko-brytyjskim (czysto przecież obronnym) jako przyczynie zerwania polsko-niemieckiej ugody z 1934 roku. Znaczyło to ni mniej, ni więcej tylko tyle, że Niemcy nie przyznają już prawa Polsce do zawierania umów obronnych, z kimkolwiek ona zechce.

Mowa sejmowa

Beck wystąpił siedem dni po mowie kanclerza Rzeszy, 5 maja 1939 roku, na plenarnej sesji Sejmu, co w ówczesnym polskim obyczaju parlamentarnym stanowiło nader rzadką formę wypowiedzi ministrów spraw zagranicznych. Do historii Polski przeszły słowa końcowe tej niezwykłej mowy: „Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę wysoką – ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor” .

Długo można by cytować zagraniczne komentarze do tej mowy. Interesują nas jednak nie te wygłaszane z perspektywy czasu, lecz formułowane na bieżąco. Na zasadzie pars pro toto zatrzymajmy się przy jednej z nich. Profesor Carl Jacob Burckhardt – szwajcarski historyk specjalizujący się w dziejach dyplomacji XVII wieku, a w latach 1937-39 Wysoki Komisarz Ligi Narodów w Gdańsku – zanotował w swoim dzienniku (który później wykorzystał, pisząc wspomnienia), że „dla Polaków najwyższym dobrem jest honor, oni nie liczą i nie ważą”. I porównywał Polaków i Czechów: „Czesi kierują się rozsądnym utylitaryzmem, Polacy są odważni, nie boją się samego diabła, to jedyny naród w Europie, który jest dziś tak nieszczęśliwy, że chciałby walczyć”. Pogląd to typowy dla mentalności ustępstw.

W obliczu mowy sejmowej zamilkła opozycja polityczna w kraju. Nawet najbardziej stanowcze w krytyce ministra środowisko Frontu Morges postrzegało to posunięcie szefa polskiego MSZ jako zaskakujące zwycięstwo swojej orientacji. Entuzjazm opinii publicznej w kraju był silny. Poświadczają go liczne źródła.
Expose ministra spraw zagranicznych Józefa Becka wygłoszone 5 maja 1939 w Sejmie po zerwaniu przez Niemcy paktu o nieagresji z Polską. Fot. NAC/ IKC
Po latach Stanisław Mackiewicz pisał: „przyjemna jest popularność” – Beck „zawołał honor” i od razu ją uzyskał. Nie sposób powiedzieć nic bardziej mylącego. Ministrowi nie chodziło bynajmniej o osobistą popularność. Zdawał sobie nader dobrze sprawę z tego, że upada podstawowy fundament jego polityki – „linia 26 stycznia 1934” – w stosunkach z Niemcami. Niełatwo mu przychodziło żegnać się z tym, co pojmował jako największe osiągnięcie polityki polskiej od czasu podpisania traktatu wersalskiego .

Mowę Becka w Sejmie 5 maja 1939 roku postrzegać trzeba jako stanowczy sprzeciw wobec wszelkich złudzeń, że pod groźbą siły można bez wojny na Polsce wymusić ustępstwa. Wspominając w Rumunii w roku 1940 swe wystąpienie w odpowiedzi Hitlerowi, Beck ograniczył się do stwierdzenia, że „tylko jasne postawienie sprawy może być bądź to ostatnim środkiem zapobiegawczym, bądź też drogą [do] zaangażowania sił naszego kraju w ramach wielkiej wojny koalicyjnej”. Nic dodać, nic ująć.

Niemcy nie mogli spodziewać się w przemówieniu Becka niczego, co mogłoby ich zaskoczyć” – pisał Stanisław Żerko. Wrażenie, jakie sejmowe wystąpienie Becka wywołało w Europie, było jednak duże. Jak wynika choćby ze słów węgierskiego posła w Warszawie Andrasa Horyego, jeszcze po latach, kiedy spisywał on swoje wspomnienia, pozostawał wciąż pod wrażeniem owego wystąpienia, w którym polski „minister spraw zagranicznych dał Hitlerowi twardą, choć utrzymaną w eleganckim i grzecznym tonie odpowiedź”.

Przemówienie sejmowe ministra trzeba czytać łącznie z jego instrukcją dla polskiej prasy z 29 kwietnia 1939 roku, w której określił on trzy warunki graniczne możliwej ugody z Niemcami:

„I. Metody zastraszenia i presji nie działają na Polskę;

II. W negocjacji Niemcy nie mogą sobie przywłaszczać prawa określania, co leży w interesie Polski;

III Nie godzimy się na interpretację paktu z 1934 jako wykluczającego możność pokojowej pracy z państwami zachodnimi”.

Po „uwzględnieniu powyższych przesłanek, Polska nie jest przeciwna negocjacji”.

– Marek Kornat, Mariusz Wołos

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

"Józef Beck. Biografia", Marek Kornat, Mariusz Wołos, Wydawnictwo Literackie 2021
Autorzy książki „Józef Beck. Biografia” są profesorami historii.

Marek Kornat w 1995 ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w 2000 na Wydziale Historycznym tego uniwersytetu uzyskał stopień naukowy doktora nauk humanistycznych w zakresie historii na podstawie pracy "Pakt Ribbentrop-Mołotow a Polska. Dyplomacja II Rzeczypospolitej wobec niemiecko-sowieckiego zbliżenia i współpracy w 1939 roku". W 2005 uzyskał habilitację w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk na podstawie dwutomowej pracy "Bolszewizm – totalitaryzm – rewolucja – Rosja. Początki sowietologii i studiów nad systemami totalitarnymi w Polsce (1918–1939)". W 2015 otrzymał tytuł profesora nauk humanistycznych. Specjalizuje się w zakresie historii najnowszej. W ramach pracy naukowej zajmuje się m.in. historią dyplomacji i stosunków międzynarodowych w XIX i XX wieku, polską polityką zagraniczną w latach 1918–1945, dziejami polskiej i zachodniej myśli sowietologicznej, a w pewnym zakresie także dziejami polskiej historiografii.

Mariusz Wołos jest absolwentem studiów historycznych (specjalność archiwalna) na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu (1992), gdzie się doktoryzował w 1997 na Wydziale Nauk Historycznych na podstawie rozprawy "Alfred Chłapowski – poseł i ambasador Rzeczypospolitej we Francji w l. 1924-1936. Studium z dziejów stosunków polsko-francuskich". W 2004 na tym samym Wydziale uzyskał stopień naukowy doktora habilitowanego nauk humanistycznych na podstawie dorobku naukowego oraz rozprawy "Francja – ZSRR. Stosunki polityczne w latach 1924-1932". W 2014 uzyskał tytuł naukowy profesora. Specjalizuje się w historii dyplomacji, historii II Rzeczypospolitej, sowietologii, biografistyce, współczesnej historiografii rosyjskiej i polskiej. Jest badaczem mniejszości narodowych w Polsce i Europie.


Zdjęcia autorów: fot. PAP/Piotr Nowak. Tytuł tekstu pochodzi od redakcji.
Zdjęcie główne: 25 stycznia 1939. Minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop przed frontem kompanii honorowej na dworcu w Warszawie w towarzystwie ministra spraw zagranicznych Polski Józefa Becka. Fot. NAC/IKC
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Syberyjski Rockefeller. Polski milioner w Rosji
Produkował dla Rosjan setki tysięcy wiader spirytusu.
Historia Najnowsze wydanie
Freie Stadt Danzig. Niebezpieczna nostalgia nad Motławą
Ulice były wolne dla brunatnych batalionów.
Historia Najnowsze wydanie
Tłum szturmował samoloty, statki i barki. Amerykańska hańba
To moralna porażka Stanów Zjednoczonych – donosił prezydentowi Fordowi Henry Kissinger.
Historia Poprzednie wydanie
Dekalog dobrego człowieka
Społeczna Krucjata Miłości miała doprowadzić do powstania „nowych ludzi plemienia”.
Historia Poprzednie wydanie
Przestudiowałem „Kapitał” trzy razy
„Inteligencja nasza nieraz, nieświadomie może, przygotowuje grunt dla komunizmu, a sobie szafot” – pisał w 1938 roku ks. Wyszyński.