Felietony

Widoki, jakich nie ma Amazonka

Zaczynamy sezon! Wyciągamy łódki, łodzie, nowoczesne z supertworzywa i tradycyjne z jednego pnia drewna - i już 2 maja spotykamy się na Wiśle! Taki komunikat dostałam po spotkaniu „parafialnego kółka wodniaków”, choć formalnie taka nazwa i takie stowarzyszenie nie istnieją.

Na pięćset siedemdziesiątym szóstym – siódmym – dziewiątym kilometrze biegu Wisły, w Czerwińsku (pierwsza wzmianka pochodzi z 1155 roku) i w okolicznych nadbrzeżnych wioskach o pięknych, staropolskich nazwach – Wychódźc, Wilkówiec, Zdziarka, Praga – w zasadzie każdy ma jakaś łódkę.

Wisła towarzyszy ludziom od dziecka, choć jeśli wziąć pod uwagę, że są rodziny, które mieszkają tu od pokoleń – czyli „od zawsze” – to rzeka jest dla nich jak powietrze i ziemia wokół. Albo jeszcze bardziej, bo Wisła wciąż potrafi zaskoczyć: są tu nieznane miejsca i zakola, rzeka wciąż odsłonia coś nowego. Jak rok temu, po wielkich późnowiosennych deszczach, kiedy wysoka woda nakryła wyspy i wysepki zwane tutaj kępami. – Dopiero odkryły się przestrzenie, pojawiły się widoki, że Amazonka takich nie ma – mówił miejscowy rolnik, który Wisłą i z Wisłą żyje w jednym rytmie.


A ta kępa! Ja sama, choć letniczka od zaledwie ćwierć wieku, pamiętam krowy, które sąsiedzi wywozili łódkami na kępę, bo tam i trawa bujna, i w szkodę nie wejdą, a i pilnować nie trzeba. Ale to oznaczało trzykrotne w ciągu dnia przeprawy, bo krowy trzeba było przecież wydoić. Rosła tam jeszcze wiklina, chętnie przerabiana na wszelkiego rodzaju kosze i wszędzie były ryby, wciąż odławiane, choć teraz już tylko przez zapalonych wędkarzy, niekoniecznie zaś dla wsparcia budżetu, na obiad i kolacje.

Z biegiem rzeki

Rozpoczęciem sezonu rzecznego jest Wiślany Różaniec: w niedzielne wczesne popołudnie – w tym roku 2 maja o godzinie 15.00 – łódki spotykają się przy dawnej przeprawie (kilkadziesiąt lat temu działał tu prom) w Wychódźcu i z biegiem rzeki płyną, z kilkoma przystankami na kolejne dziesiątki różanca – jedna na drugim brzegu – do Czerwińska, gdzie u stóp bazyliki jest finał imprezy.

Od blisko tysiąca lat na wysokim brzegu wznosi się tam wspaniała romańska bazylika, która naznaczyła życie i dzieje miasta (potem wioski, ale od roku znowu miasta). To jedna z najstarszych świątyń na Mazowszu, wsławiona przeprawą wojsk Władysława Jagiełły, kiedy w 1410 roku zmierzał pod Grunwald.
Już same dzieje mostu przygotowanego wtedy przez „inżynierów” i strategów polskiego króla nadawałyby się na scenariusz przygodowo-rycersko-szpiegowskiego filmu, a cóż dopiero cała reszta. Skorzystam z okazji i podsunę miłośnikom przygody, historii oraz Wisły znakomitą powieść „Detektywi z klasztornego wzgórza” pióra Zuzanny Orlińskiej, prawdziwej perły wśród autorów literatury dla dzieci i młodzieży. Znajdziemy tam nie tylko atrakcyjnie podane dzieje Czerwińska, ale i Kornela Makuszyńskiego wraz z prezydentem Ignacym Mościckim odwiedzającymi miasto (w dodatku przypłynęli statkiem). I to się zdarzyło naprawdę, a Zuzanna Orlińska ubrała to tylko w powięściowe przygody.

Od 400 lat króluje w czerwińskiej bazylice Matka Boża przepięknej urody, wymalowana na wzór rzymskiego wizerunku Matki Bożej Salus Populi Romani z kościoła Santa Maria Maggiore. Historia czerwińskiego obrazu też jest tajemnicza: już to okoliczny malarz spod Łowicza go malował, już to jakiś inny artysta.

Nie dałoby się jej kupić za żadne sumy czy przywileje. Pani od El Greca

Nie skarżyła się na niegodziwości, których doświadczyła. Poczynając od największych przykrości, których nie oszczędzono jej i Hannie Sygietyńskiej, podając w wątpliwość wartość ich odkrycia.

zobacz więcej
Inna sprawa, że trzeba mieć nadzieje, iż kiedyś jakiś dociekliwy historyk sztuki czy inny pasjonat poszpera w archiwach i pamiętnikach i odkryje, jak to się stało, że w „owym czasie”, czyli w XVI-XVII wieku tyle się w mazowieckich kościółkach i bazylikach pojawiło obrazów Matki Boskiej wzorowanych na tym właśnie wizerunku, z rzymskiej bazyliki. Nota bene ulubionym przez obecnego papieża, skoro przed nim zaczyna i kończy każdą swoją zagraniczną podróż.

Już w 1648 roku Kościół uznał czerwiński wizerunek za cudowny i słynący łaskami, stąd też liczne tytuły tego obrazu i liczne niegdyś, a i teraz, pielgrzymki.

Prócz obrazu są jeszcze w bazylice nieźle zachowane – choć wołające już o konserwatora – freski i inne malowane fragmenty. W wielu innych tego typu historycznych miejscach już dawno zrobiono by z tego turystyczno-sakralną atrakcję z dziesiątkami pocztówek do kupienia i malarskimi plenerami nawet, ale tu czas jakoś inaczej płynie. Jednak to zupełnie inna historia.

Wystarczy łódka i chęć

Na razie wróćmy do tegorocznej majówki i innych szalonych pomysłów czerwińskich wodniaków. Od kilku lat miejscowi cieszą się tą inicjatywą, która im „wypaliła”, a w dodatku – czy raczej przede wszystkim – jest ich własna, tu narodzona, niezależna, niepodległa. Nikt nikomu nic nie narzuca, tylko proponuje. Wystarczy mieć łódkę (co, oczywiście, wymaga działania, bo łódka musi być zarejestrowana, do jej prowadzenia trzeba mieć uprawnienia motorowodne, itd., itp) i trochę dobrych chęci. To jest sedno: żeby nam się chciało chcieć!

Łatwo nie było, pomysł – a dojrzewał wiele lat – musiał doczekać proboszcza, który by to marzenie zrozumiał, zaakceptował i podjął jako swoje dzieło. Już od kilku lat ksiądz Łukasz Mastalerz realizuje z parafianami ten fantastyczny pomysł: Różaniec Wiślany. Jak każdy niecodzienny projekt i ten wymagał – i nadal wymaga – wielkiego zaangażowania. Bo wcale nie jest sprawą prostą – pisałam, kiedy pomysł się rodził – wyciągnąć z domów w letnie, niedzielne popołudnie zmęczonych codzienną pracą rolników. Niemal każdy ma tu łódkę, ale nie każdy wierzy, że różaniec wiślany to naprawdę świetna sprawa. Jak ludzi do tego przekonać? Jak zapalić iskrę?
Różaniec Wiślany w Czerwińsku nad Wisłą to miejscowa inicjatywa. Fot. Włodzimierz Piętka /Gość Niedzielny/ Forum
Tymczasem Wiślany Różaniec od trzech lat jest wizytówką parafii w Czerwińsku. Nawet w ubiegłym roku udało się przezwyciężyć strachy i ograniczenia związane z koronawirusem, i zebrać wodniaków. Przy czym, jak w każdej tego typu inicjatywie, malkontentów nie brakuje. Ale jednak się udało!

Inicjatywa szczęśliwie wciąż się rozwija i na razie nikt nie próbuje jej zepsuć, czyli ulepszać. Miejscowi wodniacy – i wodniacy letnicy, którzy mają domy i domki ukryte na wysokim, wiślanym brzegu – już dwa razy popłynęli z Pielgrzymka do Płocka, odwiedzić macierzystą katedrę i „swoją” relikwię św. Barbary, przed wiekami przywiezioną do…Czerwińska.

To kolejna, w zasadzie też filmowa historia: herma (relikwiarz w kształcie głowy) św. Barbary – pozyskana w XV wieku dla czerwińskiego klasztoru, pochodziła zasobów z krzyżackich, choć pierwotnie należała do pomorskiego księcia Świętopełka – kiedyś została „wypożyczona” do katedry w Płocku i już tam została.

Czerwińska całodniowa i – jednodniowa pielgrzymka płynie do Płocka, a mijanych widoków nie kupi się za żadne skarby świata. W tym roku planowane są następne kroki: wodna wyprawa do nieodległej Twierdzy Modlin i – oby – na wiślane obchody rocznicy Powstania Warszawskiego. Można tylko życzyć wytrwałości i stopy wody za burtą!

Z czego się śmieją autorytety z Facebooka?

Każdy ma prawo być sobą w swojej wiosce i w swoim miasteczku, i ma prawo stanowić o życiu tej społeczności.

zobacz więcej
Inna Polska

Swoich spotkań na rzece czerwińscy wodniacy nie traktują jednak jak atrakcji dla turystów, choć ja przecież właśnie zachęcam wszystkich do mniej lub bardziej czynnego udziału w tym przedsięwzięciu. Dla miłośników przyrody i przygody są to rzeczywiście bardzo ciekawe i pociągające propozycje. I niejedyne na długim biegu królowej naszych rzek, ale to już temat na kolejną zupełnie inną opowieść.

Opowieść o Polsce, jakiej nie znamy i jakiej nie poznamy z dwuminutowych materiałów w mediach, wszystko jedno jakich, społecznościowych czy tradycyjnych. O Polsce samorządnej i niezależnej, pełnej życia i zaangażowania w miejscowe sprawy. Widziana ze środka rzeki wygląda zupełnie inaczej. Zwłaszcza w maju, kiedy nadrzeczne krzyże i kapliczki wciąż jeszcze gromadzą ludzi na staroświeckie, piękne majowe nabożeństwa.

Kto tylko ma ochotę na taką niezwykłą wyprawę, niech wchodzi na stronę internetową bazyliki w Czerwińsku nad Wisłą, zgłasza udział i płynie! Albo przynajmniej stanie na brzegu i pomacha.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Czerwińsk nad Wisłą
Zdjęcie główne: 30.07.2017 r. Różaniec Wiślany w Czerwińsku nad Wisłą. Fot. Włodzimierz Piętka / Gość Niedzielny / Forum
Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
3 maja 1791. Konserwatywna rewolucja
Jest rozpowszechniona opinia, że był to po prostu… zamach stanu.
Felietony Poprzednie wydanie
Ogród
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Pan Pióro i ptak
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Miś na skalę naszych możliwości. Czyli tryumf chłopca do bicia
Cenzurę brał na przeczekanie. „Ci co dziś każą wycinać, jutro sami zostaną wycięci” – mawiał.
Felietony wydanie 23.04.2021 – 30.04.2021
Pandemia odsłoniła narodowe egoizmy. Czy zniszczy Unię?
Warszawa nie może sobie pozwolić wobec Moskwy na taką politykę, jaką prowadzą Paryż, Berlin i Budapeszt.