Cywilizacja

Zaszczuci przez skarbówkę. Jak urzędnicy mordowali domową edukację

W Polsce już dekadę temu świetnie rozwijała się edukacja spersonalizowana. Teraz parlament niemal jednogłośnie przeprowadził zmiany mające ułatwić dostęp do homeschoolingu.

Tego w polskim Sejmie nie było od dawna. Ramię w ramię głosowali posłowie PiS, KO, PSL, Kukiz'15, a nawet Konfederacji i Polski 2050. Efekt: 393 parlamentarzystów za i tylko trzech przeciw. Tematem łączącym okazała się być edukacja domowa. A dokładnie zmiana przepisów ułatwiających do niej dostęp.

W Polsce indywidualny sposób nauczania dzieci wciąż jest niszowy. Według danych Ministerstwa Edukacji i Nauki roku szkolnym 2020/2021 korzystało z niego zaledwie 15 tys. uczniów.

Tymczasem szacuje się, że w Stanach Zjednoczonych jest to ponad 2,5 mln! W Europie liderem jest Wielka Brytania, ale coraz więcej państw zauważa zalety homeschoolingu. W ubiegłym roku swoje prawo zmieniła pod tym względem Litwa.

W naszym kraju, już dekadę temu, niezwykle prężnie rozwijał się model spersonalizowanych placówek oświatowych, w których wprowadzano innowacyjne narzędzia e-learningu. Szacuje się, że do placówek prowadzonych przez Pawła i Marzenę Zakrzewskich uczęszczało ponad 50 tys. uczniów.

– Tę świetnie prowadzoną inicjatywę całkowicie zniszczył oddolny aparat urzędniczo-biurokratyczny – tłumaczy w rozmowie z Tygodnikiem TVP prof. Killion Munyama z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, poseł Platformy Obywatelskiej.

Jego słowa potwierdza warszawski nauczyciel akademicki prof. Karol Karski, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości.

– Polskich twórców i propagatorów domowego nauczania doprowadzono w praktyce do bankructwa, a w pewnym momencie zostali zmuszeni do wyjazdu z kraju – uważa prof. Karski.
W USA nauczanie domowe jest powszechne od lat. Na zdjęciu LIsa Dean z dziećmi Bitsy i Teddym podczas lekcji na temat mórz i oceanów na Ziemi, rok 2001. Fot. Marvin Joseph/The The Washington Post via Getty Images
Jak udało się nam ustalić, w sprawie szkół Zakrzewskich interpelacje poselskie pisali przedstawiciele wszystkich ugrupowań. Od Krystyny Pawłowicz poprzez Michała Kamińskiego, Kamilę Gasiuk-Pihowicz, a na Januszu Korwin-Mikkem kończąc. Łącznie ponad 200 parlamentarzystów.

Pandemia przyspieszyła reformę

Nowelizacja prawa całkowicie znosi obowiązek przypisania ucznia w edukacji domowej do szkoły w tym województwie, w którym mieszka.

To prawdziwa oświatowa rewolucja. Oznacza bowiem możliwość zapisania żaka do placówek, które mają najlepsze notowania i najciekawszą ofertę programową. Dziecko z Lubelszczyzny będzie mogło skończyć prestiżową szkołę w Warszawie, nie wychodząc z domu.

Zmienia to skostniałą strukturę szkolną w prawdziwy wolny rynek, gdzie wygrywa ten, który rzeczywiście będzie potrafił zachęcić do zdobywania i poszerzania własnych horyzontów. Eksperci mówią wprost: Kończy się era „czy się stoi czy się leży”. Teraz nauczyciel musi wykazać się realnymi zdolnościami.

Drugim niezwykle ułatwiającym życie uproszczeniem jest usunięcie wymogu uzyskiwania opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej. Bardzo często była to bariera nie do przeskoczenia. I formalność biurokratyczna, która zniechęcała rodziców.

Według inicjatorów zmian, były to dwie główne przyczyny blokujące rozwój homeschoolingu w Polsce. Ale przyznać trzeba, że reformę znacząco przyspieszyła pandemia koronawirusa.


Do tej pory większość rodziców nawet nie zdawała sobie sprawy, że nie musi posyłać swoich pociech do placówki oświatowej. Równie dobrze mogą bowiem sami zająć się ich edukacją. Sytuacja, gdy wszyscy uczniowie pozostali niemal na rok w domach i właśnie do domu przenieśli swoje edukacyjne życie, unaoczniło nieefektywność tradycyjnego modelu.

– Zobaczyłam, jak wiele czasu tracą moje dzieci na lekcjach, które w praktyce niczego ich nie uczą. Przez 45 minut mój Michał nie odezwał się do nauczycielki ani razu, a Zuzia potrafiła po sprawdzeniu obecności położyć się spać bez żadnych konsekwencji – opowiada Małgorzata Malinowska z Poznania. – Umiejętność zainteresowania dzieciaków danym zagadnieniem miało może 10 proc. nauczycieli. A byli też tacy, którzy wprost zniechęcali do swoich przedmiotów.

Tydzień w szkole = godzina w domu

Dlatego coraz więcej rodziców zaczęło interesować się alternatywnymi możliwościami edukacyjnymi. Bo okazuje się, że domowe nauczanie nie polega na zatrudnianiu guwernantki. Na początku roku szkolnego opiekunowie otrzymują podstawę programową i listę wymagań. Jasno jest przedstawione, z czego dziecko będzie rozliczane, co konkretnie powinno umieć i kiedy ma przystąpić do egzaminów.

Nagle ludzie zorientowali się, że materiał, który przerabiany jest przez tydzień w szkole, rodzic jest w stanie przekazać dziecku w godzinę.

Bez rannego wstawania, dzwonka i presji ocen. Ucieczka ze szkoły

Dlaczego państwo utrudnia życie rodzicom, którzy sami chcą uczyć swoje dzieci?

zobacz więcej
Z kolei temat, który jest skomplikowany i wymaga indywidualnego podejścia, w tradycyjnej placówce nie ma szans na rozszerzenie. Bo w klasie jest 30 uczniów. A każdy na innym poziomie zaawansowania.

Skupienie się na osobistych umiejętnościach przyswajania wiedzy przez ucznia jest najważniejszą zaletą domowego nauczania.

Ale niezwykle istotny jest też czas. Dziecko spędza w szkole średnio od 6 do 8 godzin. Do tego trzeba doliczyć dojazdy, przygotowanie śniadań czy wyprawek. W przypadku spersonalizowanego nauczania, to rodzic bądź opiekun wybierają dogodną dla nich porę.

Część rodziców obawia się też faktu, że pociecha może wpaść w nieodpowiednie towarzystwo. Wszystkie dane pokazują, że gros klientów domowego nauczania na świecie, to wielodzietne rodziny, dla których ważne są wartości chrześcijańskie. Drugą grupę stanowią osoby zamożne i bardzo zamożne.

Przeciwnicy tego typu nauczania podnoszą argumenty o braku socjalizacji rówieśników. Jednak według badań John Wesley Taylora, dzieci uczone w domu uzyskują wyniki o 47 proc. wyższe w obrazie siebie (czyli w samoocenie) niż ich rówieśnicy uczący się w szkole. Taylor brał tu pod uwagę akceptacje własnego wyglądu, statusu intelektualnego, wolności od lęku, przystosowania społecznego czy poczucia zadowolenia życiowego.

Co ciekawe, kwestie religijności mają później realne przełożenie na wybory dzieci. Centrum ds. Badań nad Apostolatem Uniwersytetu Georgetown przeprowadziło analizy, z których wynika że wśród dzieci kształconych w systemie edukacji domowej jest cztery razy więcej powołań kapłańskich i zakonnych niż wśród tych kształconych nawet w instytucjach katolickich, nie mówiąc już o szkołach tradycyjnych.

– Kraje anglosaskie już dawno postawiły na model, w którym to rodzic, a nie państwo wie co dla jego dziecka jest najlepsze – uważa prof. Munyama. – Dlatego z olbrzymim smutkiem przyjmuję fakt, że Polska dopiero rozpoczyna swoją przygodę z edukacją indywidualną. Tym bardziej, że świetnie się to rozwijało u nas już dekadę temu, dzięki tytanicznej pracy małżeństwa Zakrzewskich. W ich placówkach kształcone były dzieci znanych artystów czy sportowców. Angażowali się tu między innymi Paweł Delong, Natalia Niemen, Artur Dębski, Joszko Broda, Adam Kszczot, Piotr Małachowski, Robert Sycz, Andrzej Supron czy Marek Citko.

Urzędniczy terror, haniebne procedury

Klubów edukacji spersonalizowanej i demokratycznej było w szczytowym momencie ponad 70. Znajdowały się w każdym z 16 województw i kształciły łącznie ponad 50 tys. uczniów. Na ówczesne czasy były to jednostki elitarne, bo edukacja spersonalizowana praktycznie u nas nie istniała.

Tymczasem podopieczni Zakrzewskich mogli korzystać z nowoczesnego e-learningu. Zajęcia w klubach edukacyjnych, e-tornister, spersonalizowane rodzinne wioski edukacyjne, bon oświatowy, który przyznawany był w formie stypendium przeznaczonego na realizację zajęć pozaszkolnych czy poradniki tematyczne dla ucznia i rodzica to propozycje, które zdecydowanie wnosiły inną jakość do polskiej szkoły. I co najważniejsze dostępne były za darmo.
Archiwalna strona "Salomona", inicjatywy Marzeny i Pawła Zakrzewskich. Fot. printscreen
– Zdecydowanie nie spodobało się to części regresywnego środowiska edukacyjnego w naszym kraju. Nie zamierzam wymieniać ludzi z imienia i nazwiska, bo nie szukam zemsty – mówi w rozmowie z Tygodnikiem TVP Paweł Zakrzewski. – W bardzo krótkim czasie rozpoczęły się u nas niekończące się kontrole ze wszystkich możliwych instytucji państwowych i samorządowych. Mimo że nie wykazywały obiektywnych nieprawidłowości, urzędnicy i tak uparcie składali np. skargi kasacyjne nawet do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Blokowane były nam konta bankowe i majątek, a w pewnym momencie nawet jeden z prokuratorów chciał tymczasowego aresztowania mojej małżonki, bo jakoby nie mógł ustalić prawidłowego adresu korespondencyjnego. Jak później podkreślały w sentencjach prawomocnych wyroków sądy, sam błędnie wysyłał wezwania na niewłaściwy adres.

Pierwsze kontrole rozpoczęły się w 2012 r. Zakrzewscy opowiadają, że po kilku latach nie mieli już siły walczyć z aparatem urzędniczym i wyjechali z Polski w 2015 r. W przeciągu kilku lat, w ich sprawie interweniowało w Ministerstwie Finansów ponad 270 parlamentarzystów ze wszystkich opcji politycznych. Prof. Karski, który zajmuje się międzynarodowym prawem publicznym opowiada, że w swojej całej karierze prawnej nie spotkał się z tak jaskrawym przykładem zaszczucia obywatela przez „skarbówkę”.

Tygodnik TVP zapytał w Ministerstwie Finansów, jak to możliwe, że świetnie prosperujący biznes został doprowadzony do bankructwa. – Rzeczywiście poszczególni pracownicy przynajmniej kilku ówczesnych Urzędów Celno-Skarbowych a wcześniej UKS dopuścili się procedur wręcz haniebnych w opozycji do faktów, stanu prawnego oraz wielu wyroków WSA i NSA – mówi Paweł Wiącek, były dyrektor Gabinetu Politycznego Ministra Finansów, który został osobiście oddelegowany przez Tadeusza Kościńskiego do zbadania sprawy Zakrzewskich.

Dodaje, że według jego własnego śledztwa mogło dochodzić nawet do podrabiania dokumentów przez urzędników. Standardem był brak komunikacji między wojewódzkimi UCS-ami i zwyczajny brak chęci przyznania się do własnego błędu. – Sprawa państwa Zakrzewskich pokazała skalę samowoli i niekompetencji w urzędniczych dołach. Bardzo często jest to walka z tzw. betonem. Ale przyspieszyła też reformę całego systemu, którą wprowadziliśmy z ministrem Kościńskim.

Stracili 200 mln zł i zdrowie

Dotarliśmy do części akt spraw związanych z rodziną Zakrzewskich. Łącznie jest tego ok. 140 tomów w kilkunastu instytucjach śledczych!

Dla przykładu, tylko Zarząd Miasta Stołecznego Warszawy wysłał zawiadomienia o nieprawidłowościach w placówkach do 10 podmiotów i kilkunastu innych samorządów. W tym do kuratorium, prokuratury, CBA, ABW, Ministerstwa Sprawiedliwości czy Urzędu Kontroli Skarbowej. Ta ostatnia zawiadomiła UKS w Lublinie. Pozostałe jednostki rozpoczęły śledztwa prokuratorskie. W tym samym czasie trwało śledztwo policyjne. A dokładnie wydziału do walki z przestępczością gospodarczą i korupcją.

Fabryki posłusznych obywateli. Uczniowie piątkowi to idealni szeregowi pracownicy korporacji

Rodzice muszą wiedzieć, że za rozwój ich dzieci wcale nie odpowiada szkoła — mówi Angelika Talaga, neuropedagog i autorka bloga o innowacyjnych metodach edukacji.

zobacz więcej
W tym czasie zamykane były, jedna po drugiej, placówki oświatowe Salomon. I mimo że kolejne prokuratury i policja umarzały postępowania, to urzędy skarbowe wszczynały następne, swoje własne kontrole.

W pewnym momencie doszło do tego, że jeden z dyrektorów UKS wydał 12 nowych decyzji dotyczących sprawdzania biznesu Zakrzewskich, wiedząc że sądy umarzają śledztwa prokuratorskie „wobec braku znamion czynu zabronionego”.

Zakrzewscy odwołują się od wszystkich 12 decyzji UKS-u. Wojewódzki Sąd Administracyjny w bardzo szybkim tempie unieważnia pierwsze dwie decyzje. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej również stwierdza, że decyzje lokalnego UKS-u nie wchodzą do obrotu prawnego i przekazuje sprawy do ponownego rozpatrzenia UKS-u. Tenże UKS wydaje... dokładnie takie same decyzje. Dodatkowo wysyła informacje o swoim stanowisku na błędne adresy korespondencyjne Zakrzewskich, tak aby nie mogli się od nich odwołać.

Kolejne Wojewódzkie Sądy Administracyjne uchylają postanowienia Urzędu. Sprawa robi się na tyle absurdalna, że z interwencjami do Prokuratora Generalnego piszą parlamentarzyści ze wszystkich opcji politycznych. Ten z kolei wszczyna śledztwo w sprawie możliwości popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy publicznych.

Ta niekończąca się zabawa w kotka i myszkę może wydawać się zabawna, gdy ogląda się ją z boku. Tylko że jest opłakana w skutkach. Bo pionierzy edukacji spersonalizowanej w Polsce stracili w tym czasie cały dobytek życia. Wyliczają, że zamknięcie ich wszystkich placówek i koszty postępowań mogły doprowadzić do utraty nawet 200 mln zł! Nie mówiąc o utracie zdrowia. Przede wszystkim psychicznego.

– Straciliśmy przede wszystkim wprowadzane na polskim rynku światowe know-how edukacji spersonalizowanej – dodaje Wiącek. – Dzisiaj moglibyśmy być w miejscu Wielkiej Brytanii albo może nawet USA. Mi jako pracownikowi Ministerstwa Finansów wypada jedynie przeprosić za grzechy tak niekompetentnych osób.

Zakrzewscy mówią, że nie chowają urazy. Chcą raz jeszcze rozwinąć sieć placówek oświatowych i przyjść z jeszcze ciekawszą ofertą edukacyjną.

– My walczymy o lepszą szkołę dla naszych dzieci. O taką, która da im mocniejszy start w dorosłe życie, która spowoduje, że będą europejską elitą intelektualną. Bo według nas edukacja spersonalizowana zachęca młodego człowieka do poszerzania swoich horyzontów – kończą Zakrzewscy.

– Karol Wasilewski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

05.09.2020
Zdjęcie główne: Homeschoolling w Olszewnicy Starej k. Chotomowa. Agnieszka Gessel uczy swoje dzieci. Fot. Robert Gardziński/FORUM
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Igrzyska bez sushi. Wszystkim chodzi tylko o pieniądze
Działacze olimpijscy w Tokio zaryzykują tylko, jeśli pójdą w miasto. Wtedy mogą coś złapać. Chociaż niekoniecznie koronawirusa.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tradycyjna medycyna chińska oparta na faktach
Zastosowano ją w szpitalach w Wuhan i połowa chorych po ok. 10 dniach opuszczała je jako wyleczona. Czy 4000 lat tradycji może się mylić i musi się legitymizować „badaniami klinicznymi”?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Cichy białoruski bohater – arcybiskup Artemiusz
Jedyny hierarcha prawosławny, który skrytykował przemoc władzy wobec protestujących. Wysyłał kandydatów na księży do polskich szkół teologicznych, by „oddychali głęboko powietrzem wolności” i „zobaczyli, jak może w przyszłości wyglądać Białoruś”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Irina przytnie grzywkę, Andrij trawnik. Ukraińcy w Polsce AD 2021
Ukraińcy zwykle lubią Polaków i Polskę bardziej i odczuwają wobec nich większą bliskość niż na odwrót.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Bronił Polski przed atakami władz Izraela. Jair, syn Benjamina
Polacy, wiedzcie, proszę, że obecny rząd jest nielegalny i nie reprezentuje narodu izraelskiego! – napisał.