Historia

Wstydzić się przeszłości nie potrzebujemy

„Była ona spalona w roku 1945, już po przejściu frontu na zachód. Wtedy, gdy już właściwie nie było akcji bojowej, gdy wojska odpłynęły już daleko, pijani żołnierze ustawili na rynku gnieźnieńskim miotacze ognia i w sposób złośliwy podpalili wyniosłe hełmy na katedrze, a te, spadając, swoim ciężarem rozbiły sklepienia i przeniosły pożar do środka” – przypominał prymas Wyszyński losy katedry w Gnieźnie.

Katedry to pamięć o naszej kulturowej tożsamości. Są materialnymi znakami naszej przynależności do świata zachodniej christianitas, cywilizacji chrześcijańskiej. Obchodzoną w tych dniach rocznicę chrztu Polski – 14 kwietnia – wielu publicystów, historyków i badaczy idei oraz cywilizacji uważa na najważniejszą dla naszej tożsamości datę.

My na tę okazję wybraliśmy fragment z pięknie wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk nowej książki prof. Grzegorza Kucharczyka „Katedra i uniwersytet. O kryzysie i nadziei chrześcijańskiej cywilizacji”. Autor pokazuje w niej, jak splatały się ze sobą w dziejach chrześcijańskiej Europy losy katedr i tworzących się niejako wokół nich uniwersytetów. Ale pokazuje też, czym były katedry w naszych polskich dziejach – i czym była ich odbudowa po zniszczeniach II wojny światowej, zniszczeniach dokonanych rękami obu najeźdźców.

Autor idąc za nauczaniem prymasa Stefana Wyszyńskiego mówi, że Polacy podejmując po II wojnie światowej dzieło odbudowy swoich katedr, udowodnili swoją młodość. I przytacza słowa Prymasa Tysiąclecia: „ten obowiązek odbudowy wyzwala w nas nowe siły. To, że musimy odbudowywać, nie jest naszą klęską. Jest naszą szkołą”. „Młoda Polska – pisze autor – była tam, gdzie odbudowywano katedry, dotykając jednocześnie wielkiej przeszłości ochrzczonego narodu”.

Fragmenty drukujemy za zgodą wydawnictwa.
„Katedra i uniwersytet. O kryzysie i nadziei chrześcijańskiej cywilizacji”. Wyd. Biały Kruk
„Pamiętam, że jako nowo mianowany biskup lubelski, za najpilniejsze zadanie uważałem odbudowę zniszczonej Katedry i Seminarium, a także innych świątyń w Lublinie i na terenie rozległej diecezji. Zacząłem się wtedy uczyć trudnej dla księdza i teologa sztuki budowania. Nie wiedziałem, że w dwa i pół roku później przyjdę do Warszawy, gdzie trzeba będzie odbudowywać przeszło 70 zburzonych doszczętnie kościołów, łącznie z Archikatedrą Świętojańską, która leżała całkowicie w gruzach, wysadzona w powietrze”. W ten sposób wspominał w 1968 roku pierwsze lata swojej posługi biskupiej i prymasowskiej kardynał Stefan Wyszyński; lata naznaczone wysiłkiem podnoszenia z gruzów trzech katedr – lubelskiej, warszawskiej i gnieźnieńskiej – które w różnym czasie były kościołami biskupimi Prymasa Tysiąclecia (…).

Pijani żołnierze z miotaczami ognia

Gniezno i Warszawa, miasta jak klamry spajające dzieje chrześcijańskiej Polski od jej początków do dramatycznej współczesności. Na ich murach – jak mówił kardynał Wyszyński – „wypisane są dzieje Polski”. Płonęły, „jak płonęła Polska. Tyle razy zapadały się w gruzy, jak nasza Ojczyzna!”. Jedna zniszczona przez Niemców, druga przez Sowietów. Polskie katedry tak bardzo ogniskowały na siebie nienawiść wrogów polskości, ponieważ „odbijały na sobie oblicze religijne Narodu”.

Najważniejsze święto Polaków. Ani 3 maja, ani 11 listopada nie mogą się z nim równać

Filip Memches: Ustawa, która ustanawia Święto Chrztu Polski, powinna być skorygowana.

zobacz więcej
O ile przypominanie prawdy o okolicznościach zniszczenia archikatedry warszawskiej nie było zakazane w okresie PRL-u, to w przypadku zniszczenia archikatedry gnieźnieńskiej prawda o jej zniszczeniu przez „wyzwolicielską” Armię Czerwoną była objęta zakazem cenzuralnym.

Jednak w czasie obchodów milenijnych Prymas Wyszyński nie wahał się powrócić w homilii wygłoszonej w Warszawie do dramatycznych losów katedry Prymasów w Gnieźnie: „Wszystkim wiadomo, że była ona spalona w roku 1945, już po przejściu frontu na zachód. Wtedy, gdy już właściwie nie było akcji bojowej, gdy wojska odpłynęły już daleko, pijani żołnierze ustawili na rynku gnieźnieńskim miotacze ognia i w sposób złośliwy podpalili wyniosłe hełmy na katedrze, a te, spadając, swoim ciężarem rozbiły sklepienia i przeniosły pożar do środka. W ten sposób niemal zniszczało wielkie muzeum narodowe, olbrzymie bogactwo nagromadzonych przez wieki pomników kultury religijnej i narodowej”.

Kilka miesięcy wcześniej w gruzach legła archikatedra warszawska, która cała była ołtarzem: „W świętej sukcesji przez Gniezno, Poznań i Kraków wzięła swój królewski diadem i wraz z Krakowem szczyci się mianem »katedry królewskiej«. Jednocześnie jest ona płonącym ołtarzem, na którym, jak w »propugnaculum fidei’« [szańcu wiary] płoną ognie Bożej miłości i pełnej poświęcenia ofiary dla Ojczyzny. […] Świątynia ta, podobnie jak krakowska na Wawelu, zawsze przedziwnie wiązała głębokie nurty wiary i wierności Bogu z gorącą miłością dzieci Bożych do rodziny katolickiej i do umiłowanej Ojczyzny. […] Świątynia ta jest dla nas szkołą życia chrześcijańskiego i miłości ojczystej”.

Na kolana przed dziejami Narodu!

Te słowa o gnieźnieńskiej i warszawskiej archikatedrze wypowiadał człowiek głęboko zanurzony w polskie dzieje. Odczuwający je niemal namacalnie, wszak kamienie w murach prastarych polskich świątyń „wołają do nas dzisiaj jako świadkowie historycznej i wspaniałej przeszłości naszej kultury religijnej i narodowej”. W tych murach „naród i Kościół podali sobie dłonie”. Bez przypomnienia stosunku kardynała Wyszyńskiego do ojczystej historii nie będzie można w pełni zrozumieć jego miłości do katedr, które dźwigał z ruin.
Prymas Stefan Wyszyński i kard. Karol Wojtyła w krakowskiej procesji ku czci św. Stanisława. Fot. Adam Bujak/Biały Kruk
Dzieje Polski dla jej Prymasa to przede wszystkim dziedzictwo. „My, pokolenie trzydzieste czy czterdzieste od momentu chrztu – mówił w czasie centralnych obchodów milenijnych na Jasnej Górze – zdajemy sobie sprawę z tego, że dziesięć wieków naszej przeszłości religijnej, narodowej i państwowej jest jakąś wspólną własnością i wspólnym dziedzictwem, w które jesteśmy wkorzenieni i które jest wyposażeniem każdego z nas. Jest to fundament przeszłości, na którym opiera się teraźniejszość, pełna nadziei chrześcijańskiej, śmiało, odważnie i mężnie programująca w daleką przyszłość następnych tysiącleci”.

Dziedzictwo oznacza ciągłość i wspólnotę. Historia Polaków to dzieje ludzi żyjących „we wspólnocie ochrzczonego Narodu, który wprawdzie odchodzi do Ojca w swoich indywidualnych członkach, ale tworząc dziedzictwo ochrzczonego Narodu, idzie w tej rzeszy, we wspólnocie narodowej, w dalsze wieki za Ojcem przyszłego wieku, Jezusem Chrystusem”. (…)

Dziedzictwo historii ochrzczonego narodu wymaga pietyzmu. Przebywanie w przesyconych dziejami katedrach niejako dodatkowo przypomina o tej konieczności. Jakby nakładało szczególne zobowiązanie do sprzeciwu wobec oczerniania dziejów narodu.

Chodzi o świętego czy o „imprezę”? Dlaczego odłożono beatyfikację prymasa Wyszyńskiego?

Beatyfikacja kardynała Stefana Wyszyńskiego odbędzie się 12 września 2021 roku w Warszawie.

zobacz więcej
To w archikatedrze gnieźnieńskiej z ust Prymasa padły w roku milenijnych obchodów te mocne słowa: „Jako syn tego Narodu zmuszony jestem tu, w Bazylice Prymasowskiej, protestować przeciwko wszystkim, którzy z historii Narodu polskiego czynią sobie zabawkę albo też łatwy zarobek, bo » zły to ptak, co własne gniazdo kala!«. I nie wiadomo, skąd się wywodzi! Ostrożnie z dziejami Narodu! Ostrożnie z przeszłością! Ostrożnie z tymi, których przyzwyczailiśmy się czcić i szanować! Ostrożnie! Na kolana! Bo niejednej postaci, na którą plwacie, nie jesteście godni – Wy, pisarze płatni od wiersza – nóg całować! Oni przeszli i pozostawili trwałe ślady swego przejścia przez dzieje Narodu. I nikt nie zdoła zbezcześcić tych, których szanujemy! Tu, ze Wzgórza Lecha, z Bazyliki Prymasowskiej, która stoi na prochach przeszłości narodowej i która jest prawdziwym muzeum ducha narodowego i katolickiego, tutaj właśnie ten głos protestu paść musi! I ja go dziś stąd wysyłam na całą Polskę!”.

(…) Ten szacunek dla dziejów ojczystych jest nakazem moralnym nie tylko jako oddanie sprawiedliwości tym, którzy nas poprzedzali, ale przede wszystkim dlatego, że przez nasze dzieje oddziaływała, kształtowała naszą wspólnotę narodową Opatrzność. Historia Polski, jak podkreślał kardynał Wyszyński, to inaczej „gesta Dei per Polonos” (czyny Boże dokonane przez Polaków), znaczone przez „mirabilia Dei” (wielkie dzieła Boże). Do rzędu tych ostatnich zaliczyć można „wielkie akty Narodu”, od Mieszkowego „Dagome iudex” po Unię Horodelską, Unię Lubelską, lwowskie Śluby Jana Kazimierza, Konstytucję 3 maja i Jasnogórskie Śluby Narodu. Trzeba się „wsłuchać w te głosy dziejowe”, bo „są one dowodem wysokiej kultury Narodu polskiego, kultury duchowej, religijnej, społecznej i politycznej”.


Opatrznościowym wydarzeniem był również powrót Polski nad Odrę i Bałtyk po drugiej wojnie światowej. Prymas mówił o „powrocie Polski na Ziemie Zachodnie, do ojcowizny piastowskiej” jako „wyrazie sprawiedliwości Bożej i ostrzeżeniu dla krwawych narodów”. Podkreślał, że włączenie Ziem Odzyskanych do Polski było wyrazem interwencji Bożej w naszych dziejach, „bo Bóg jest nieustępliwy na drogach swoich, nie pozwala odmieniać swoich planów i zamierzeń”. Także ta prawda dziejowa jest utrwalona w kamiennych murach świątyń: „Spojrzyjcie wokół siebie! Spojrzyjcie na wspaniałe świątynie, które nas otaczają na Ostrowie Tumskim – mówił Prymas w 1965 roku we Wrocławiu, w dwudziestolecie powrotu tego miasta do Polski – To są świadkowie naszej prastarej tu obecności” (…).

Jesteśmy tu ze starodawna

Dzieło odbudowy polskich katedr było sięgnięciem w głąb ojczystej historii, całkiem dosłownym sięgnięciem do jej fundamentów. Dlatego nie było to li tylko przedsięwzięcie architektoniczno-inżynieryjne, ale wejście w misterium dziejów ojczystych. A nawet coś więcej – dotknięcie tajemniczego działania Pana Historii, który potrafi pisać prosto po krzywych liniach, jest w stanie wyprowadzić nawet ze straszliwego zła dobro służące całemu ochrzczonemu narodowi: „Pożary i zgliszcza odsłoniły łono ziemi polskiej (…).” (Kruszwica, 18 września 1970).
Ruiny katedry wrocławskiej na Ostrowiu Tumskim w 1945 roku. Fot. Materiały wydawnictwa Biały Kruk
W 1967 roku w warszawskiej archikatedrze Prymas wypowiedział podobne słowa: „Można powiedzieć, że przeżycia ostatnich lat to felix culpa, bo zburzenie świątyń pozwoliło nam dokonać pracy, której w innych warunkach nigdy byśmy się nie podjęli. Prawdopodobnie nigdy nie zeszlibyśmy do podziemi katedry gnieźnieńskiej, poznańskiej, warszawskiej i tylu innych, gdyby nie były zburzone. Gdy trzeba było sięgać po resztki ocalałych zabytków i pozostałych fragmentów, jednocześnie rydel zagłębiał się dalej niż zamierzano i odsłaniał przeszłość, której nie znaliśmy. Dzięki tej pracy udało się głęboko przeorać minione wieki naszego Narodu i jego kultury, ubogacając skarbnicę dziejów Polski” (24 czerwca 1967).

„Potworna mobilizacja nienawiści” czasów ostatniej wojny nie tylko „nie zdołała wydrzeć z serca ziemi polskiej kamieni, które kładli nasi praojcowie tu (w Kruszwicy), w Trzemesznie, w Gnieźnie, Poznaniu i Wrocławiu”, ale te „ognie wżerające się w ziemię ojczystą, wypalające ją aż do fundamentów, jednocześnie odsłoniły i pogłębiły znajomość naszych dziejów”. Przy okazji prac archeologicznych towarzyszących dziełu odbudowy „zyskaliśmy wiele dowodów świadczących o wielkiej kulturze narodowej i religijnej Narodu polskiego w czasach, które zazwyczaj pogardliwie nazywa się wiekami ciemnymi i wstecznymi”.

„Szperanie w prochach” nie było pogonią za czymś ulotnym. Wręcz odwrotnie. Tak jak w przypadku odbudowywanej i regotyzowanej archikatedry gnieźnieńskiej „schodzimy do podziemi, by je ucałować i powiedzieć: nie jesteśmy tu dzisiejsi ani wczorajsi. Jesteśmy ze starodawna” (Kraków 5 września 1964). Schodzenie do fundamentów katedr to dotknięcie „potężnego budowania”. To nie tylko nauka bogactwa polskiej kultury narodowej i religijnej, ale również przyswojenie sobie prawdy, że ma ona „fundamenty takie, aby żadna siła nie zdołała ich wydrzeć”. W ten sposób kolejne pokolenie może się przekonać o tym, iż „Polacy budowali w głąb ziemi, wgryzali się w jej głębiny”.

Rok 1966 – wojna tysiąclecia z milenium

Władze PRL wszędzie starały się konkurować z Kościołem.

zobacz więcej
Te słowa Prymasa Polski należy rozumieć dosłownie, ale również alegorycznie. Jak tłumaczył bowiem w 1970 roku, „wydobywanie na wierzch kamieni dawnego budowania i pokazywanie ich pokoleniu Tysiąclecia” służyło temu, „aby młode pokolenie było dumne z naszej przeszłości, aby nie czuło się tułacze, bezdomne – dziś tu, a jutro tam – by miało instynkt »zasiedziałości« narodowej, ducha obrony i wolę trwania”. Chodziło o utrwalenie wśród polskiej młodzieży wiedzy o tym, że „nie jest z kukułczego gniazda, bo w jej żyłach płynie krew ojców, dziadów i praojców, którzy kiedyś w tę ziemię wkładali trud i pracę, i walczyli o jej byt”.

Imperatyw zakorzenienia niejednokrotnie pojawiał się w nauczaniu Prymasa. 30 listopada 1957 roku w Szczecinie podkreślał, że „musimy pragnąć takiego wrośnięcia w ziemię polską, iżby nas stąd żadna burza nie wymiotła”.

Idąc za myślą Prymasa Tysiąclecia, można powiedzieć, że katedra jest miejscem spotkania, syntezą naszych najcenniejszych „dóbr odziedziczonych”, czyli „ziemi i kultury ojczystej”. (…) Jak drzewo, które mocno wrosło korzeniami w ojczystą ziemię, tak naród polski musi trwać przy swoich katedrach – syntezie „dóbr odziedziczonych”. Tylko w ten sposób nie będzie „przepychany w swoich granicach etnicznych” jako skutek „niedostatecznego wszczepienia się w ojcowiznę” (Jasna Góra, 15 sierpnia 1975).

Ci, którzy padli, pouczyli nas, jak trzeba żyć

Taka wizja historii Polski ujmowana przez pryzmat „dóbr odziedziczonych” i akcentująca imperatyw „zasiedziałości”, znajdująca swoją syntezę w polskich katedrach, była dla „przepchniętego” narodu polskiego po drugiej wojnie światowej antidotum na poczucie tymczasowości, niepewności czy przyjścia na „nie swoje” (Ziemie Zachodnie).
Wypalone przez Niemców ruiny archikatedry św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Fot. Mat. wydawnictwa Biały Kruk
Była również zdecydowanym głosem sprzeciwu wobec propagandy władz komunistycznych, które bazując na tych nastrojach (dodatkowo wzmocnionych faktem eksterminacji w latach 1939–1945 przez obu okupantów znacznej części polskich elit) przekonywały o tym, że Polacy powinni wstydzić się swojej niepodległości. II Rzeczpospolitą sprowadzano do „nieudolnych rządów sanacji”, a dzieje I Rzeczypospolitej do „warcholstwa szlachty” i „sprzedajnych magnatów”. Do tego dochodzili koncesjonowani przez komunistów „realiści”, tropiący „dzieje głupoty w Polsce”.

W takim kontekście wypowiadał Prymas słowa o tym, że „mądry Naród pochyla się dzisiaj ze czcią nad swoją przeszłością. Tym więcej, że wstydzić się jej nie potrzebuje, chociaż wiemy, że jak w życiu ludzkim wiele można poprawić, tak w życiu Narodu wiele można było lepiej wykonać. Ale dziękujemy Bogu za taką przeszłość, szanujemy ją, nie chcemy z nią zrywać, przeciwnie, widzimy w niej żywe powiązanie z teraźniejszością” (Wrocław, 1 września 1965).

(…) Prymas Wyszyński, kapelan powstańczych oddziałów walczących w1944 roku w stolicy, przypominał w 1960 roku podczas ponownej konsekracji kościoła arcybiskupów warszawskich, że przez jego środek przebiegała granica cywilizacji, a nawet więcej: granica duchowych rzeczywistości. Z jednej strony „nacierała nienawiść najeźdźcy”, z drugiej „broniła świętych ołtarzy miłość i wiara powstańców warszawskich. Tu na posadzce, którą omywamy dziś wodą poświęconą, płynęły potoki krwi najlepszych synów Stolicy. Tu ułożono z ich ciał istny stos ofiarny, który miał zaświadczyć wobec całej ludzkości, że Polacy giną pro aris et focis (za ołtarze i ogniska domowe) w samym sercu Stolicy, w Archikatedrze Świętego Jana”.

Czy tylko księża są nieszczęśliwi, zranieni, skrzywdzeni przez media? Biedny katolik patrzy na Kościół

Wyrosło nowe pokolenie, któremu nikt – ani w kościele, ani na lekcjach religii – nie mówił o złu aborcji, o tym, że chodzi o życie dziecka.

zobacz więcej
(…) Ale trotyl nie był silniejszy od ducha. „Kopiec grobowy stał się kolebką zmartwychwstania”. Miłość ofiarna, która kazała bronić katedry w 1944 roku, na nowo dźwignęła jej mury. „Ci, którzy tu padli, pouczyli nas, jak trzeba żyć i umierać w obronie największych świętości Narodu. Padając w obronie Katedry, pouczyli nas, że nie wystarczy żyć z wiary: trzeba umieć dać życie za wiarę; nie wystarczy składać Bogu ofiarę z Ciała i Krwi Jego Syna: trzeba oddać własne ciało i krew Ojcu śmierci i życia”. Kamienie odbudowanej warszawskiej archikatedry „wołać będą z murów o dziejowej zasłudze, o niezmordowanej ufności Narodu, który nie da się przysypać gruzami padających miast i świątyń, krzycząc potęgą miłosnej woli trwania całemu światu »o Polsce, która nie chce umrzeć« (Pius XII)”.

(…) Tymczasem Prymas Tysiąclecia podkreślał, że „bastion”, jakim jest „naród milenijny” ma nieprzemijające powołanie do bycia fortecą Okcydentu. Przypominanie o tym było częścią milenijnego nauczania kardynała Wyszyńskiego, który w Warszawie 13 stycznia 1966 roku podkreślał, że „jesteśmy jednak »przedmurzem chrześcijaństwa«, wbrew temu wszystkiemu, co na ten temat pisze się i mówi. Nasza pozycja tutaj to jak gdyby kamień opatrznościową dłonią Bożą rzucony w to miejsce, aby zaznaczał obecność Kościoła wobec protestanckiej Północy i wobec prawosławnego Wschodu i wobec kotła bałkańskiego, gdzie właściwie wszystko jest przemieszane i nie ma na czym się oprzeć. Tylko dzięki Opatrzności Bożej, dzięki woli Bożej tutaj właśnie, w Polsce, jest ta »petra angularis« (kamień węgielny)świętego budowania. Kościół świadczy tutaj swą postawą, męstwem, wyznaniem, jasnością nauki, wiernością wobec kultury chrześcijańskiej i cywilizacji łacińskiej i przez to ubezpiecza Kościół rzymskokatolicki przeciwko mocarzom ciemności”.

(…) Przygotowany pod kierunkiem Prymasa Polski słynny list biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 roku, z którego zazwyczaj pamięta się urywek ostatniego zdania („przebaczamy i prosimy o przebaczenie”), niemal w całości był poświęcony przypomnieniu, że nasze „dobra odziedziczone” wyrastają z Zachodu, do którego zostaliśmy wszczepieni dzięki chrztowi Mieszka I w Kościele łacińskim.
Prezbiterium gotyckiej archikatedry w Gnieźnie z widoczną w głębi konfesja św. Wojciecha. Fot. Adam Bujak/Biały Kruk
To dlatego list ten spotkał się z taką furią władz komunistycznych (osobiście Władysława Gomułki), które słusznie upatrywały w nim uderzenie w swój podstawowy komunikat propagandowy. Atak władz PRL na Prymasa i biskupów poszedł „po linii niemieckiej”; oskarżano ich o „zdradę” i „wysługiwanie się niemieckim rewizjonistom”. W rzeczywistości jednak reżim najboleśniej odczuł przypomnienie przez Prymasa i biskupów prawdy o naszych prastarych związkach z Zachodem.

Do tej kwestii kardynał Wyszyński powracał zresztą niejednokrotnie w swoim nauczaniu. Przypominał, że „Polska nie jest w Eurazji”. Natomiast „genetycznie, dziejowo skierowana jest ku Rzymowi, ku rodzinom chrześcijańskim Zachodu. Kulturalnie tkwi w tej orbicie, w społeczności nadprzyrodzonej Kościoła rzymskokatolickiego, kultury rzymskiej i cywilizacji europejskiej”. Jak przypominał Prymas w roku obchodów milenijnych, nasza tysiącletnia „obecność w zasięgu kultury łacińsko-rzymskiej ocaliła nas przed wynarodowieniem”.

Podczas sesji naukowej zorganizowanej w Gnieźnie, a poświęconej Milenium chrztu Polski, Prymas zwrócił uwagę, że decyzja Mieszka I z 966 roku o przyjęciu chrztu nie tylko była „wyjściem na spotkanie łaski Bożej”, ale była również wyrazem „dalekowzroczności i świadomości, które idą przez świat” – „dlatego skierował się ku Rzymowi, ku kulturze antycznej i włączył Naród w ówczesny świat chrześcijański, taki, jakim on wtedy był” (14 kwietnia 1966).

– Grzegorz Kucharczyk

Tytuł i śródtytuły od redakcji; zdjęcie autora PAP/Tytus Żmijewski


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Grzegorz Kucharczyk jest historykiem, profesorem nauk humanistycznych. Specjalizuje się w historii myśli politycznej XIX i XX wieku oraz historii Niemiec. Profesor Instytutu Historii im. Tadeusza Manteuffla PAN, pracownik Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu oraz Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim. Publikował m.in. w „Christian Order”, „Salisbury Review”, „Christianitas”, „Cywilizacji”, „Arcanach”, „Naszym Dzienniku”. Współautor (wraz z Pawłem Milcarkiem i Markiem Pawłem Robakiem) serii podręczników historii do gimnazjum „Przez tysiąclecia i wieki”.
Zdjęcie główne: Warszawa, lipiec 1947. Msza przy prowizorycznym ołtarzu wzniesionym w ruinach katedry pw. św. Jana Chrzciciela na Starym Mieście przy ul. Świętojańskiej. Fot. po/ms PAP
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Bohater tak wyjątkowy, aż niemożliwy. Więc ogłoszono, że sypał
Najnowsza historia jest w Polsce bieżącą polityką.
Historia Najnowsze wydanie
„Pamiątki” po Hitlerze. Kłopot czy biznes?
Aligator Führera zdechł rok temu w moskiewskim zoo mając 84 lata. Wypchano go i umieszczono w Muzeum im. Darwina.
Historia Najnowsze wydanie
KGB na tropie Jana Pawła II
Sowieckie służby szybko zrozumiały, jakie zagrożenie dla systemu komunistycznego może stanowić pontyfikat papieża Polaka.
Historia Najnowsze wydanie
Stanął przeciw Piłsudskiemu i nie zamierzał się patyczkować
Gen. Rozwadowski rozkazał „użyć bomb i karabinów maszynowych celem całkowitego rozproszenia nieprzyjacielskich oddziałów”
Historia Najnowsze wydanie
Idę po swoją kulę w brzuch
Słychać było pojedyncze wystrzały z AKS-74: to nasi dobijali rannych duszmanów. Duszmani też nie brali komandosów do niewoli.