Historia

Rok 1966 – wojna tysiąclecia z milenium

Centralne uroczystości milenijne odbyły się 3 maja w święto Matki Bożej Królowej Polski na Jasnej Górze. Władze PRL zrobiły wszystko, by utrudnić Kościołowi życie. Kolej zmniejszała składy pociągów do Częstochowy, drogi prowadzące do miasta zaczęły nagle być remontowane, a młodzież szkolna miała dodatkowe zajęcia do godziny 20. Władze partyjne na poważnie myślały nawet o zaproszeniu do Polski na ten dzień zespołu The Beatles.

W środę, 14 kwietnia o godz. 17.15 na antenie TVP Historia będzie można obejrzeć film dokumentalny „Historia Polski - Mesco dux Baptizur, czyli Książę Mieszko Ochrzczony” w reżyserii Macieja Pawlickiego, według scenariusza Grzegorza Górnego.

14 kwietnia 1966 roku w prawdopodobną datę – w 966 roku była to Wielka Sobota – tysiącletniej rocznicy chrztu księcia Polan, Mieszka I, seria uroczystości milenijnych w Gnieźnie rozpoczęła się mszą świętą koncelebrowaną przez prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Pozbawiony wolności w latach 1953 – 1956 prymas w odosobnieniu, głównie w Komańczy, wypracował koncepcję Wielkiej Nowenny Tysiąclecia. Dziewięć lat modłów do Matki Bożej w całym kraju miały być antidotum na niszczącą chrześcijańskiego ducha narodu propagandę komunistyczną, szczególnie w okresie stalinizmu. Także przygotowaniem duchowym do przypadającego w 1966 roku tysiąclecia chrztu Polski.

Jeszcze przed zwolnieniem prymasa, na Jasnej Górze podczas obchodów święta Matki Bożej Królowej Polski, gdy zakonnicy z biskupami ukazali ludowi na wałach jasnogórskich cudowny obraz Matki Bożej, na błoniach przed klasztorem rozległy się spontaniczne głosy: „Matko chodź do nas” i „Matko zostań z nami”. To wydarzenie nasunęło prymasowi pomysł zorganizowania peregrynacji obrazu po kraju w ramach uświetnienia wydarzeń Wielkiej Nowenny. Nie było oczywiście mowy o wożeniu po parafiach oryginału. Sporządzono dwie kopie, które kardynał Wyszyński, po zwolnieniu z internowania, zawiózł do Rzymu w 1957 roku. Jedną zostawił w darze Piusowi XII, druga, poświęcona przez papieża, wróciła do kraju.


Peregrynacja kopii obrazu po Polsce rozpoczęła się już od Dworca Głównego w Warszawie. Na mniejszych dystansach pomiędzy parafiami obraz przewożono w odkrytym samochodzie, aby wierni zgromadzeni na trasie mogli go widzieć. Do przejazdu dłuższymi odcinkami służył zamknięty samochód-kaplica, utworzony z furgonetki FSC Żuk. Przez kilka lat obraz nie niepokojony, tylko obserwowany, podróżował bez przeszkód.

Kościół zamknięty w kruchcie

Objęcie władzy przez Władysława Gomułkę w październiku 1956 roku niosło nadzieje dla wszystkich, także dla Kościoła w Polsce. Gomułka uwolnił prymasa, a prymas Wyszyński zaapelował do wiernych o poparcie władzy w wyborach głosowaniem bez skreśleń. Strona kościelna planowała jakoś rozsądnie ułożyć się z władzą, zaś władza – jak się okazało – planowała niedługi oddech, aby po nim realizować wobec Kościoła nieśmiertelne idee Marksa, Engelsa i Lenina.
Odwilż nie trwała długo. Władysław Gomułka szybko zaczął przykręcać Kościołowi śrubę Fot. PAP/CAF
Już niecałe dwa lata po tak zwanej październikowej odwilży przeprowadzono brutalną rewizję w prymasowskim Instytucie Jasnogórskim, szukając planów Wielkiej Nowenny i obchodów milenium chrztu Polski. Następnie wyrzucono ze szkół krzyże, a potem lekcje religii, zlikwidowano niższe seminaria duchowne, kleryków z wyższych zaczęto powoływać do wojska, nie zostawiono w spokoju nawet prowadzonej przez księdza Franciszka Blachnickiego Krucjaty Wstrzemięźliwości. Oczywiste się stało, że na przykład z pijaństwem trzeba walczyć, ale ze Związkiem Radzieckim na czele, a nie z Matką Bożą. Przed 1966 rokiem było jasne, że miejsce Kościoła w PRL jest w kościelnych budynkach, czyli, jak mówili marksiści, w kruchcie.

Na samym początku roku rocznicowego, w styczniu odbyło się posiedzenie Krajowego Komitetu Frontu Jedności Narodu, czyli instytucji będącej pasem transmisyjnym woli PZPR do wszystkich legalnych organizacji społecznych. Na posiedzeniu wystąpił redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” Jerzy Turowicz. Apelował o uszanowanie religijnych źródeł państwowości polskiej i o zgodne, wspólne obchody tysiąclecia. Na oczywiste zwrócenie uwagi, że u źródeł Polski stał jej chrzest, emocjonalnie zareagował Władysław Gomułka.

Gomułka wierzgał Stalinowi, Chruszczowowi, Breżniewowi. Nie ciągle i nie stale, ale kiedy walczył o swoje, wierzgał

Miał silne poczucie tego, co polskie, a co sowieckie, niczym chłop na własnej ziemi.

zobacz więcej
W ekspresyjnym wystąpieniu, często unosząc głos powiedział: „Tutaj, redaktorze Turowicz, rzecz nie w tym, że my przeciwstawiamy te dwie daty – tysiąclecie chrztu i tysiąclecie państwa. Sprawa w tym tkwi, że Kościół, Episkopat, szczególnie kardynał Wyszyński przeciwstawia chrzest Polsce Ludowej. (…) Wy policzcie sobie, ile razy wskazano w tym całym orędziu (prymasa i biskupów polskich do biskupów niemieckich – przyp. red. ), że Polska przez całe swoje dzieje tysiącletnie związana była z Zachodem. Z Zachodu czerpała kulturę, Zachód ją cywilizował, Zachód świadczył na jej rzecz, a szczególnie Niemcy”.

Dalej sekretarz przywołuje jedno z kazań prymasa: „Konkretnie 3 stycznia w Gnieźnie mówił – my, niestety, musimy nagrywać jego kazania – »Będziemy nadal, gdzie trzeba i ile razy trzeba, zaświadczać o naszej obecności w świecie chrześcijańskim i katolickim, jako przedmurze chrześcijaństwa«. A co to jest, towarzysze, przedmurze? Trzeba by sobie zadać pytanie – a co jest za tym murem? Za murem Związek Radziecki, tak?”.

Prymas witany okrzykami: Baran

Obronny stosunek duchowy wobec współczesnych następców Turków i Tatarów był nie do przyjęcia, no i jeszcze ci Niemcy.

Na resentymencie antyniemieckim zbudowana była cała propaganda PRL za Gomułki, było to skuteczne, bo od wojny nie upłynęło wiele lat, ale od Niemiec nie mogło przyjść nic dobrego nawet u zarania dziejów.

W tamtych czasach teza, że ochrzścili nas Niemcy, a nie wątpliwa oficjalna, że Czesi oraz na przykład pisanie, że Kraków Chrobry zdobył na Czechach przy pomocy wojsk saskich oraz o długich stuleciach pokoju na granicy zachodniej to były herezje. Władysław Gomułka obawiał się, że podkreślanie przez prymasa Wyszyńskiego więzi Polski z Zachodem może podważyć opowieść o tysiącletnim Drang nach Osten, no i – przede wszystkim – miał niedawny przykład „zdrady” polskich biskupów.
Rok 1966
Na zakończenie Soboru Watykańskiego II, w 1965 roku, polscy biskupi wystosowali do wielu episkopatów zaproszenie na uroczystości milenijne do kraju. W orędziu do biskupów niemieckich padły słowa: „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”. Zagotowało się w mediach kontrolowanych przez partię, a innych nie było. Za co wybaczenie hitlerowcom i co oni mają nam wybaczyć?! Już podczas roku milenijnego prymasa przed katedrą warszawską witały okrzyki: „Baran!”, a rozwrzeszczeni aktywiści podchodzili także pod siedzibę prymasa przy ulicy Miodowej.

Kilkudziesięcioosobowe grupy aktywu partyjnego i propaganda władz nie zachwiała zaufania do prymasa Polski zwłaszcza, że Gomułka łączył oskarżenie o proniemieckość – w czym mógł liczyć na odzew mas, z oskarżeniem o antyradzieckość – co już zupełnie nie było chwytliwe. Gdyby się skupił na rzekomej proniemieckości miał by lepsze efekty.

Tysiącletnia Polska Ludowa

Witana wszędzie uroczyście na granicach diecezji i parafii kopia obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej do czasu podróżowała swobodnie.

Czy można dobrowolnie oddać się w niewolę?

Jan Paweł II w swoim nauczaniu do tej koncepcji jednak się nie odwoływał.

zobacz więcej
Władze na razie podjęły kontratak tysiąclecia przeciwko milenium na innych frontach. Kraj przemierzały Sztafety Tysiąclecia, wyruszały z Chełma i Lublina oraz innych ważnych propagandowo miejsc. Uczestnicy sztafet przyjmowały – na ziemiach, przez które przechodziły – meldunki o sukcesach w ich socjalistycznym rozwoju. Na szlaku sztafety spotykały mogiły żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, żołnierzy radzieckich i partyzantów Armii Ludowej oraz wielkie budowy socjalizmu. Ślady bojów o Polskę praojców, jeżeli były to boje z Niemcami, były zauważane w przemówieniach centralnych i lokalnych sekretarzy. Tym lokalnym w czerwonym ferworze zdarzało się mówić czasem o tysiącleciu Polski Ludowej.

Z rzeczy bardziej konkretnych, władze starały się przekonać do siebie akcją „Tysiąc szkół na tysiąclecie”. Rzeczywiście dość szybko wybudowano prawie 1500 szkól i w tym wypadku propaganda chwaliła coś, co było potrzebne, a właściwie konieczne.

Przed zainicjowaniem akcji w 1960 roku statystycznie przypadało 74 uczniów na klasę, a do szkól dopiero wchodził powojenny wyż demograficzny. Niezbyt urodziwe, klockowate budynki obowiązkowo z schronami na pewno pozostały w pamięci wielu pokoleń, tylko co ma szkoła do chrztu jako przeciwwaga propagandowa? Rzeczywiście religii w nich już nie było.

Religijny śpiew kontra armatni salut

Uroczystości milenijne rozpoczęte w Gnieźnie 14 kwietnia otrzymały nieoczekiwane „wsparcie”. Wiernym śpiewającym przed katedrą przeszkodził huk wystrzałów armatnich – to nieopodal Ludowe Wojsko Polskie z marszałkiem Marianem Spychalskim świętowało rocznicę forsowania Odry.

Dwa dni później w Poznaniu nieopodal katedry uroczystościom milenijnym towarzyszyły świeckie uroczystości święcące tysiąclecie. Przemawiał pierwszy sekretarz, który zechciał wspomnieć o: „ograniczonym i wyzbytym narodowego poczucia odpowiedzialności [...] umyśle przewodniczącego episkopatu polskiego oraz o wojującym z naszym państwem ludowym nieodpowiedzialnym pasterzu pasterzy”.
Odtąd wszędzie władze starały się konkurować z Kościołem. W Warszawie, Krakowie i Gdańsku do rozpędzenia wiernych użyto ZOMO.

Centralne uroczystości milenijne odbyły się 3 maja w święto Matki Bożej Królowej Polski na Jasnej Górze. Kolej zmniejszała składy pociągów do Częstochowy, drogi prowadzące do miasta zaczęły nagle być remontowane, młodzież szkolna miała dodatkowe zajęcia do godziny 20, a nawet przesunięto rozgrywki ligowe tak, by właśnie 3 maja odbywał się w Częstochowie atrakcyjny mecz. Władze partyjne na poważnie myślały o zaproszeniu na ten dzień zespołu The Beatles.

Pomimo tych zabiegów na błoniach jasnogórskich zgromadziło się od 200 do 400 tysięcy ludzi. Wymowny podczas mszy świętej był pusty fotel dla papieża Pawła VI, który zaproszony przez Episkopat nie uzyskał zgody władz na przyjazd.

Aresztowanie Matki Boskiej

Prymas, który przelicytował komunistów

Kardynał Stefan Wyszyński postawił na „katolicyzm ludowy”.

zobacz więcej
Niedługo po uroczystościach jasnogórskich zmieniły się losy poświęconej przez Piusa XII kopii cudownego obrazu Matki Bożej z Jasnej Góry. W roku milenijnym obraz towarzyszył głównym uroczystościom, a przez ostanie dziewięć lat zdołał odwiedzić dziesięć diecezji, a w nich wszystkie parafie. Zawsze obraz był witany na granicach diecezji i parafii przez orkiestry, wiernych w strojach ludowych, nawet banderie konne. Przybycie obrazu poprzedzały wielodniowe modlitwy, w każdej parafii był jedna dobę, przed obrazem modlitwy trwały dzień i noc.

Cierpliwość komunistów się wyczerpała i w roku milenijnym każdy przejazd był kierowany na miejsce docelowe inną trasą, aby nie był witany przez wiernych po drodze.

20 czerwca w drodze z Fromborka do Warszawy kolumna samochodów z obrazem, w której jechał także prymas, została zatrzymana koło miejscowości Liksajny. Kierowanie samochodem – kaplicą przejął milicjant i obraz zawieziono prosto do Warszawy z pominięciem planowanych przystanków. W katedrze po mszy okazało się, że obraz nie może jechać dalej. Księża ustawili go w zakratowanym oknie zakrystii i wierni z ulicy oddawali mu cześć, modląc się i paląc świece.

2 września uwolniony obraz pojechał na uroczystości do Katowic. Pod Będzinem kolumna i tym razem z prymasem, została zatrzymana. Siłą uprowadzono do samochodu milicyjnego księdza, któremu starano się odebrać kluczyki. Jednemu z prałatów major milicji groził użyciem pałki. W końcu milicja spięła przewody stacyjki i zawiozła obraz na Jasną Górę.

Klasztor otoczyły posterunki milicji rewidujące każdy wyjeżdżający samochód. Paulinom zagrożono, że jeżeli obraz wyjedzie, to oni stracą swój klasztor w Warszawie i seminarium w Krakowie.

Po dojściu do władzy Edwarda Gierka posterunki zdjęto, ale groźba wobec zakonu paulinów pozostawała w mocy. Dopiero w 1972 roku ks. Jerzy Wójcik z Radomia postanowił obraz ukraść. Zrobił odcisk klucza do kaplicy, w której zamknięty był obraz, a wtajemniczone zakonnice wywiozły płótno poza klasztor.
Złodziej w sutannie
Przez sześć lat przebywania kopii cudownego obrazu w czymś, co z uwagi na miejsce można nazwać aresztem domowym, w parafiach, które miał nawiedzać eksponowano puste ramy. Działało to na wiernych chyba mocniej niż gdyby władze obraz zwolniły.

Ukradzione z Jasnej Góry płótno już bez przeszkód peregrynowało nadal. Obraz podróżował nawet w czasach stanu wojennego i dalszych latach osiemdziesiątych. Władze ówczesne miały co innego na głowie, niż walkę z kultem maryjnym. Po objechaniu wszystkich parafii w Polsce i kilkuletniej przerwie, kopia obrazu wyruszyła w ponowną peregrynację. Zmienił się ustrój i nie było już milicji i do czasu wystąpienia koronawirusa nikt i nic obrazu nie zatrzymywało.

Mediewiści na froncie

Jak dla kościelnego milenium centralne znaczenie miała Jasna Góra 3 maja, tak dla władz warszawska Defilada Tysiąclecia 22 lipca. Przed czołgami i rakietami szli wojowie Chrobrego, rycerze spod Grunwaldu, jechała husaria i inni rekonstruktorzy. Nad placem Defilad samoloty uformowały stylizowanego orła i liczbę 1000. Ludzi obserwujących było mniej, niż pod Jasną Górą, bo to wakacje.

Dwa nieprzystające do siebie światy w 1966 roku świętowały niby to samo, a właściwie nie to samo. 3 maja na Jasnej Górze Kościół świętował milenium chrztu Polski, bez udziału państwa – nie licząc funkcjonariuszy udających pielgrzymów, a nawet księży. 22 lipca świętowało państwo tysiąclecie państwa polskiego bez udziału Kościoła. I nic dziwnego.

PRL dokonywał codziennie w roku milenijnym i przedtem łamańców umysłowych i nie lada ekwilibrystyki propagandowej, aby tysiąclecia nie kojarzyć z przyjęciem chrztu przez księcia Polan, Mieszka I. Tylko ta nieszczęsna data - w 966 roku nic się nie wydarzyło z czym mogły by się utożsamiać siły postępu. Starano się mimo to. Choć w średniowieczu religia i państwowość były splecione nierozerwalnie. Nie znano państw demokracji ludowej, francuskiej laïcité , nawet rozdziału Kościoła od państwa. Państwo wtedy służyło Kościołowi w jego zadaniach i korzystało z organizacji kościelnej w sprawowaniu swojej administracji. Jedno bez drugiego było nie do wyobrażenia. Bez chrztu księstwo Polan stałoby się terenem misyjnym i nie zostałoby państwem europejskim.
PZPR starało się z całej historii wyłuskać propagandowo „postępowe” elementy. Zawód historyka podlegał ciągłym presjom. W czasach obchodów tysiąclecia państwa polskiego ze spokojną pracą musieli się pożegnać mediewiści, których postawiono na pierwszej linii frontu ideologicznego. PRL dwoił się i troił, ale konfrontację tysiąclecie – milenium przegrał.

Aparat państwowy sprowokowany Wielką Nowenną ogłoszoną przez kardynała Stefana Wyszyńskiego starał się udowodnić niemożliwe, że tysiąclecie Polski nie ma nic wspólnego z chrztem Polski. Sięgnięto po tysiące rozmów ostrzegawczych i zakazów wobec uroczystości kościelnych, by przez bezsilną przemoc zomowskich pałek dojść do groteski aresztowania obrazu. Było strasznie, było śmiesznie, a przede wszystkim głupio. A wierzący na ulicach przed kościołami, w masowych modlitwach i pielgrzymkach mogli poczuć swoja siłę, a z nią nadzieję.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Kontynuacja obchodów milenijnych na Jasnej Górze, 15 sierpnia 1966. Fot. Miroslaw Stankiewicz/Forum
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Polacy nie boją się samego diabła. Dyplomacja i honor w roku 1939
O Polakach Hitler zaczął mówić, że są to „bardziej zwierzęta niż ludzie”.
Historia Poprzednie wydanie
Lewica nie chce honorować Napoleona: „rasisty i seksisty”
200 lat po śmierci cesarz Francuzów wciąż nie odniósł decydującego zwycięstwa w najtrudniejszej z wojen: o pamięć.
Historia Poprzednie wydanie
Śląsk: krwawa demonstracja woli
3 maja 1921 roku wybuchło III powstanie śląskie wieńczące serię zmagań o polskość Górnego Śląska.
Historia Poprzednie wydanie
Jego miłość do aut narodziła się w Polsce
W Warszawie pochowani są przodkowie założyciela słynnej firmy samochodowej i żyją jego krewni.
Historia wydanie 16.04.2021 – 23.04.2021
Walczyli w getcie, żeby nie zginąć w komorach gazowych Treblinki
Żydowski Związek Wojskowy – pomiędzy niebytem i kłamliwymi świadectwami.