Historia

Mieli go otruć albo zastrzelić. Jak brytyjscy cichociemni spóźnili się na wojnę

Ochotnika do wykonania akcji SOE znalazło w styczniu 1945 roku, sprawdzenie kontrwywiadowcze kandydata skończono w lutym, a w marcu attache wojskowy ambasady Wielkiej Brytanii w USA, gdzie kandydat służył, dostał telegram, by oficera nie przysyłać.

W poniedziałek, 5 kwietnia o godz. 22:20 TVP Historia pokaże film dokumentalny w reżyserii Guilaina Depardiu „Operacja Foxley. Zabić Hitlera”.

Adolf Hitler od 1942 roku coraz częściej przebywał w swojej alpejskiej rezydencji w Berchtesgaden, do Berlina i w inne miejsca jeździł, gdy naprawdę musiał. Na Hitlera przygotowano ponad czterdzieści zamachów, z czego większość się nie odbyła.

Otóż Hitler – intencjonalnie, czy nie – był kapryśny i nieprzewidywalny w swoim sposobie bycia i sprawowania funkcji wodza III Rzeszy. Kończył starannie zaplanowane spotkania przed czasem, trasy przejazdu zmieniał w ostatniej chwili lub już w trakcie, potrafił nawet zatrzymać swój prywatny pociąg na nieplanowany postój. Raz, na Pomorzu na przygotowane dla niego na torach ładunki wybuchowe wjechał całkiem inny skład. Było to w 1941 roku, a akcję przygotowała polska organizacja „Gryf Pomorski”. Podobna sytuacja miała się zdarzyć na Opolszczyźnie, również była to akcja partyzantów polskich, kojarzonych z organizacją „Muszkieterzy”.

Führer był podejrzliwy i nieufny, tym bardziej im gorsza stawała się sytuacja Wehrmachtu na frontach II wojny światowej. Miał gigantyczną ochronę, czego wymagały jego liczne przejazdy odkrytym samochodem przez szczelnie zapełnione ludźmi ulice, o czym mieszkańcy domów przy tych ulicach mogliby niejedno powiedzieć. Nie bał się strzału ze środka rozentuzjazmowanego tłumu, licząc na to, że zamachowiec wie, iż zostałby natychmiast zlinczowany – nie były to jeszcze czasy zamachowców samobójców.

Niemieccy oficerowie próbują

Adolf Hitler przetrwał trzy rzeczywiście groźne zamachy. Pierwszy, dokonany przez samotnie działającego komunistę, w Burgerbraukeller (Piwnica Mieszczańska) w 1939 roku w Monachium. Wtedy przemówienia planowane na dwie godziny führer zakończył po trzydziestu minutach i opuścił salę, a bomba z czasowym zapalnikiem wybuchła, gdy był już w pociągu do Berlina.

Drugi w 1943, kiedy w powietrzu nie wybuchła bomba podłożona w samolocie Hitlera. Trzeci – najsłynniejszy – zamach w Wolfsschanze na Mazurach w czerwcu 1944 roku, polowej kwaterze Hitlera kosztował go niegroźną kontuzję ręki. Zamachowiec, pułkownik Claus von Stauffenberg zdołał uzbroić tylko jeden ładunek z dwóch, jakie przywiózł do Wilczego Szańca. Ten ładunek w teczce przesunął możliwie blisko Hitlera, którego ocaliła wyjątkowo solidna konstrukcja dębowego stołu. Po nieudanym zamachu Niemcy ogarnęła fala represji. Obok spiskowców aresztowano wiele osób, które już wcześniej budziły podejrzenia. Wiele z nich straciło życie.
Mazurska kwatera główna Hitlera po zamachu. Fot. ullstein bild/ullstein bild via Getty Images
Hitler rozgłaszał potem, że Opatrzność – chyba ta, która rezyduje w Walhalli – nad nim czuwa, choć już wcześniej zdawał się nie mieć co do tego wątpliwości i trudno mu było zaprzeczyć.

Jeszcze przed objęciem władzy przeciwnicy polityczni dwa razy ostrzelali jego samochód i raz przedział wagonu, w którym jechał.

Gdy doszedł do władzy niejednokrotnie zamachowcy w panice rozbrajali ładunki wybuchowe na jakiejś wystawie, którą wódz przedwcześnie opuścił. W jednym przypadku zamachowiec oprowadzał Hitlera i – wyprzedzając epokę – miał bombę w płaszczu. Zamierzał zginąć wraz z Hitlerem. Niestety, wódz pożegnał go bardzo szybko i opuścił wystawę. Raz w willi Berghoff koło Berchtesgaden jeden z oficerów mających wziąć udział w naradzie zdołał zachować przy sobie pistolet, ale traf chciał, że akurat wtedy zawężono krąg uczestników i nie wpuszczono go do pokoju obrad.

Hitler lepszy żywy niż martwy?

Może dobrze się stało, że polskie próby zamachu na przywódcę III Rzeszy nie powiodły się. Bo odwet byłby tak krwawy, jak nigdy.

zobacz więcej
W Wehrmachcie były grupy oficerów, które chciały usunąć Hitlera jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Generałowie obawiali się, że Anglia i Francja – których siły, a szczególnie determinację, przeceniali – nie zniosą zaboru Austrii, a na pewno Czechosłowacji, o Polsce nie wspominając i uważali, że Niemcy nie są jeszcze – pod koniec lat 30. XX wieku – gotowe do wojny. A do wojny na dwa fronty nie powinny przystępować nigdy. Układ w Monachium po aneksji Czech oraz tak zwana dziwna wojna ze strony aliantów Polski w 1939 roku wykazały, że to Hitler miał rację, nie oni. Potwierdziło to przed narodem, że führer jest mężem opatrznościowym i w sferach wojskowych pomysł usunięcia go stracił na popularności, przynajmniej na jakiś czas. Wojskowi zamachowcy chcieli tego samego, co Hitler, tylko rozsądnie mierząc zamiar podług sił.

Anglicy się wahają

Co do przeciwników III Rzeszy to, po upadku Francji, jedynie Anglia miała zasoby i możliwości potrzebne do wykonania zamachu. Powstałe dopiero podczas wojny SOE (Special Operations Executive), czyli połączenie wywiadu z dywersją na dużą skalę szkoliło komandosów, którzy mieli być wysłani do krajów okupowanych i samych Niemiec. Mieli siać zamęt i dezorganizować łączność, logistykę oraz siać panikę wśród niemieckiej ludności cywilnej.

Pewnie Ian Fleming, oficer wywiadu marynarki wojennej Wielkiej Brytanii i autor wydawanych po wojnie książek o Jamesie Bondzie, miał się czym inspirować, opisując pracownię szpiegowskich gadżetów, kierowaną przez Q. SOE tworzyło tryskające gazem wieczne pióra, maleńkie pistolety do damskich torebek, jednostrzałowe latarki, które się same chowały w rękawie i tym podobne niezbędne wyposażenie dla agentów Jego Królewskiej Mości.

W Anglii długo jednak nie rozważano serio likwidacji Hitlera. Winston Churchill uważał, że wojny wygrywa się na polu bitwy, a nie takimi nierycerskimi metodami. Z czasem, kiedy stawało się coraz bardziej jasne, jak Niemcy prowadzą wojnę, te obiekcje topniały, ale pojawiły się inne. Obawiano się, że usunięcie ciągle popularnego Hitlera uczyni z niego męczennika sprawy wielkości III Rzeszy i wzmocni wolę walki narodu niemieckiego, a nie ją osłabi. Poza tym dowodzenie przejęliby całkowicie kompetentni generałowie niemieccy, bez wtrącania się „genialnego” wodza w strategię i bieżącą taktykę, co wzmocniłoby możliwości militarne III Rzeszy.

Hitler wydaje rozkazy

Geniusz führera ostatni raz przemówił przy okazji wojny przeciw Polsce i rzeczywiście – według jego przewidywań – Zachód się nie ruszył. Potem już było coraz gorzej. Kiedy latem 1940 roku niemieckie dywizje pancerne przyparły do morza 320 tysięcy Anglików i sojuszników, dostały rozkaz zatrzymania się i korpus ekspedycyjny zdołał się ewakuować na Wyspy Brytyjskie.
Wódz III Rzeszy z najważniejszymi generałami. Fot. ullstein bild/ullstein bild via Getty Images
Politycznie, podobno aby zbytnio nie drażnić Anglików, bo wódz liczył na sojusz z nimi – wspólnota rasy – w dalszej wojnie przeciwko wszystkim i podziale świata. Militarnie jednak Hitler dostrzegł na mapach bagna wokoło Dunkierki i nie chciał wytracić swoich czołgów. Kapral w Berlinie lepiej przeczytał mapy sztabowe od generałów będących na miejscu.

Podczas bitwy lotniczej o Anglię Hitler kazał bombardować miasta, zamiast skupić wszystkie siły na bombardowaniu lotnisk RAF. Nie wydał rozkazu do inwazji lądowej, bo spodziewał się w Anglii 30 dywizji gotowych do obrony. W rzeczywistości były co najwyżej trzy i patrole patriotycznych wieśniaków z dubeltówkami. Co prawda w tym błędzie miał swój udział wywiad wojskowy (Abwehra), którego szef, admirał Wilhelm Canaris nie przepadał za nazizmem.

Hitler pomógł swojemu sojusznikowi Benito Mussoliniemu w Jugosławii i Grecji, co opóźniło atak na ZSRR o kilka tygodni. Jak znaczący to był błąd wykazała wczesna w 1941 roku i wyjątkowo surowa zima, i Moskwę Wehrmacht mógł oglądać tylko przez lornetki.

Wódz III Rzeszy kazał atakować Stalingrad ze względu na nazwę miasta, zamiast je obejść i skierować siły bezpośrednio na Kaukaz. A pod Stalingradem wydał armii feldmarszałka Friedricha von Paulusa rozkaz: „ani kroku w tył”, co skończyło się domknięciem sowieckiego okrążenia i zniszczeniem armii.

II wojna skończyłaby się wcześniej, gdyby słuchali swoich szpiegów

Daremne trudy cichych bohaterów. Teorie spiskowe i fakty.

zobacz więcej
Gdy Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Japonii po ataku na Pearl Harbor w 1941 roku, Hitler wypowiedział wojnę USA, choć układ z Japonią nie zobowiązywał Niemiec do tego. No i miał teraz na froncie zachodnim nie izolowaną Anglię z niewielkimi siłami sojuszniczymi, ale kraj, który mógł produkować tyle broni i sprzętu, ile niemieckie łodzie podwodne nigdy nie zdołałyby zatopić.

Armia Czerwona przejechała potem pół Europy amerykańskimi samochodami, żywiąc się amerykańskimi konserwami, były też samoloty i inny sprzęt. Na samotnej dotąd na Zachodzie (do czerwca 1941 w ogóle) Anglii lądowali żołnierze USA z wyposażeniem także dla Brytyjczyków, szykując się do inwazji okupowanej Francji.

Hitler odmówił także dosłania trzech dywizji pancernych generałowi Rommlowi do Afryki. Gdyby Rommel je dostał, pewnie dotarłby do pól naftowych Iraku i wyrzucił Anglików z Egiptu.

To najbardziej znaczące dowody talentu dowódczego wodza III Rzeszy mniej więcej do połowy wojny. Później było ich także niemało, jak zabronienie generałowi von Runstedtowi przesunięcia dwóch dywizji pancernych na plaże Normandii w reakcji na desant sprzymierzonych. Hitler czekał na „prawdziwy” desant w Pas-de-Calais.

Zginie od kuli

Nie wiadomo więc, co sprawiło, że w połowie 1944 roku na Wyspach zaczęto poważnie rozważać pomysł usunięcia Hitlera drogą zamachu. W momencie, kiedy podjęto plany operacji Foxley Niemcy wojnę już przegrały i nie było od tego odwrotu. III Rzesza nie miała już zasobów materiałowych ani ludzkich i jej całkowita klęska była tylko kwestią czasu. Sprzymierzeni wylądowali już w Normandii, a Armia Czerwona zbliżała się do Wisły.
Rok 1944. Żołnierze Gwardii Walijskiej już we Francji. Fot. Culture Club/Getty Images
Myślano pewnie, że to przyspieszy koniec wojny, a warunki do takiego przedsięwzięcia stały się korzystne, bo Hitler w Berchtesgaden, w swojej willi Berghoff prowadził regularny tryb życia.

Codziennie po godzinie 9.00 wódz udawał się z głównej rezydencji do położonej kilkaset metrów niżej herbaciarni na śniadanie. Spacer ten trwał około 20 minut i ochrona miała przykazane nie pojawiać się w zasięgu wzroku Hitlera. Sama rezydencja i okolica były strzeżone przez doborowe jednostki SS, ale na tej jednej trasie führer nie chciał ich widzieć. To był czas samotnej koncentracji przed czekającymi co dzień dziejowymi zadaniami. Esesmanom z głównej rezydencji Hitler znikał z oczu za zakrętem po przejściu kilkuset metrów ścieżki, a ci z herbaciarni nie widzieli go jeszcze przez jakiś czas.

To był moment na zamach, choć SOE nie ustaliło, jak częste i gęste są patrole otaczającego ścieżkę z obu stron lasu, bo że muszą być, to nie ulegało wątpliwości. No i najważniejsze, czy są to patrole z psami?

Planowano wysłanie jednego lub dwóch strzelców wyborowych ubranych w niemieckie mundury, znających biegle niemiecki z fałszywymi dokumentami. Zamachowcy mieli karabiny Mauser, typowe wyposażenie Wehrmachtu, w plecaku celowniki optyczne i granaty do ochrony osobistej, chociaż trudno przypuszczać, aby po udanej misji ci „żołnierze piechoty górskiej” mogli cało opuścić okolicę.

Polskie superagentki – śmierć przychodzi od „swoich”

To Muszkieterowie pierwsi przesłali na Zachód meldunki o zbrodniach niemieckich na Polakach i Żydach, zdobywali fotografie tajnych doków dla U- Botów i plany operacji Barbarossa (ataku na ZSRR). Niestety, wprawiali dowództwo ZWZ w irytację.

zobacz więcej
W wersji bardziej rozbudowanej plan przewidywał dodatkowych dwóch zamachowców, którzy zadziałaliby po śniadaniu Hitlera, gdyby pierwsi z jakichś powodów nie strzelili. Hitler wracał na górę samochodem, który – w tej wersji – miał być ostrzelany z granatnika. Gdyby „strzelec alpejski” strzelił i nie trafił, to teżw użyciu miał być granatnik, bo ochrona na odgłos strzału pojawiłaby się szybko na miejscu i na pewno umieściłaby Hitlera w samochodzie. Celność granatnika z odległości przynajmniej stu metrów – bo taką zakładano dla wszystkich strzelców, gdyż ścieżka biegła polaną, a las był dalej – była bardzo problematyczna. Obok Berghoffu, willi Hitlera, mieli też swoje domy Herman Goering i Martin Borman, a cały teren strzegło stu esesmanów, zewnątrz była ochrona cywilna i SOE musiało chyba sobie zdawać sprawę, że planuje raczej misję samobójczą.

Albo od trucizny

Zanim doszło do zatwierdzenia misji ze strzelcem wyborowym i strzelcami z granatnikiem, SOE brała pod uwagę inne możliwości. Myślano o zatruciu wody w wagonie jadalnym Hitlera. Brytyjczycy mieli bardzo dokładne plany pociągu z zaznaczonym zbiornikiem na wodę pitną. Chcieli użyć trucizny początkowo nie dającej objawów, by uniemożliwić podanie jakiegoś antidotum, objawy zatrucia miały się pojawić tuż przed śmiercią za sześć lub siedem dni.

Wprawdzie pociąg sprzątały francuskie więźniarki, co budziło nadzieje na współpracę, ale Brytyjczycy zaczęli podejrzewać, że ostrożny Hitler nie korzysta ze zbiornika, tylko z zamkniętych butelek. Trudna sprawa.

Pociąg można wykoleić, co planowano przy użyciu oddziału agentów przebranych za Bahnpolizei, którzy w jakimś tunelu mogliby podłożyć ładunki. Rzeczywiście na terenie Niemiec trasy kolejowe nie były tak strzeżone, jak w krajach okupowanych. Był za to inny problem. SOE cierpiało na brak kontaktów z niemieckim ruchem oporu, wysyłani agenci skakali w ciemno i nikt ich nie witał, a kończyło się to najczęściej niezachęcająco.
Określenie „brak kontaktu” pochodzi z odtajnionych dokumentów SOE, i poprzez nie Anglicy uprzejmie zakładają, że ruch oporu w III Rzeszy musi istnieć. Skok w nieznane na nieprzygotowany teren groził zarówno „policji kolejowej”, jak i strzelcom mającym działać w okolicach Berghoffu i jeżeliby ktoś na ziemi na nich czekał, to nie byłby to z całą pewnością niemiecki ruch oporu. Zamachowcy mieli skoczyć w nocy w „rejonie działania” i gdzieś przeczekać.

Za późno

Wariant ze „strzelcami alpejskimi” był przygotowany najstaranniej i był brany poważnie pod uwagę. Nie ma śladu zgody premiera Winstona Churchilla na operację, a o czymś takim musiał wiedzieć, widocznie nie zabronił, skoro przygotowania trwały. Nie wiadomo, przynajmniej z dokumentów SOE, dlaczego do operacji nie doszło, bo zestawienie dat etapów przygotowań z sytuacją na frontach zdaje się wyjaśniać wszystko właściwie, poza samymi przygotowaniami.

Rozkazywał Francuzom, pracował dla Brytyjczyków, oszukał Niemców. Czy James Bond był Polakiem?

Był jednym z najważniejszych agentów w historii europejskiego wywiadu. To dzięki niemu lądowanie aliantów w Normandii zakończyło się sukcesem.

zobacz więcej
14 lipca 1944 roku Hitler wyjechał z Berghoffu do swojej kwatery polowej, Wilczego Szańca pod Kętrzynem i więcej w Alpy bawarskie nie wrócił.

Tymczasem ochotnika do wykonania akcji SOE znalazło w styczniu 1945 roku, sprawdzenie kontrwywiadowcze kandydata skończono w lutym, a w marcu attache wojskowy ambasady Wielkiej Brytanii w USA, gdzie kandydat służył, dostał telegram, by oficera nie przysyłać. „W obecnych okolicznościach ubieganie się o tego oficera wydaje się nieuzasadnione. Może w innym terminie” – napisano w telegramie.

W tym czasie Hitler planował śmiałe manewry dla nieistniejących już dywizji i tak naprawdę rządził tylko swoim bunkrem w Berlinie. Nie wykonano też ideologicznego rozkazu o niszczeniu wszystkiego za sobą przez cofający się Wehrmacht – jeżeli Niemcy nie zdołały zwyciężyć, to – w umyśle Hitlera – nie zasługiwały na istnienie.

Od marca 1945 roku, kiedy to zrezygnowano z zama chu, Hitler nie mógł już swoimi błyskotliwymi rozkazami dla wojska „pomagać” ani powstrzymywać sprzymierzonych. Fanatyczni i przerażeni Niemcy bronili się instynktownie na wszystkich kierunkach.

Zasłużone w wielu akcjach i niewątpliwie skuteczne SOE z operacją Foxley spóźniło się na wojnę.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Operacja „Foxley”
Zdjęcie główne: Adolf Hitler wśród rozentuzjazmowanego tłumu mieszkańców Berchtesgaden. Fot. ullstein bild via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Polska pod obcym protektoratem. Suwerenność reglamentowana
Skoro sami Polacy zaprosili „zagranicę” do ingerencji, trudno, żeby nie skorzystała.
Historia Poprzednie wydanie
Sybiraczka z rodu Mickiewiczów
Dwa tygodnie po śmierci synka przyszła paczka od męża przez Czerwony Krzyż z Persji. Myślałam, że mnie to zabije. Czemu nie przyszła wcześniej!
Historia Poprzednie wydanie
Miał kmicicowatą naturę. Pierwszy rzucał butelkę z benzyną
Śmierć przyszła po Baczyńskiego wcześniej, i to na polu chwały, a nie w ubeckich kazamatach, jak dopadła „Anodę” Rodowicza.
Historia Poprzednie wydanie
Wielostronnie nietypowi. Jak nie z tego świata
Szwecja właściwie nigdy się o niego nie upomniała, nie uparła się przy konieczności wyjaśnienia okoliczności jego śmierci.
Historia wydanie 8.10.2021 – 15.10.2021
Potęga drwiny. Dwie dekady po śmierci Janusza Szpotańskiego
Gomułka nazwał poetę „człowiekiem o moralności alfonsa”.