Cywilizacja

Greckie marmury, afrykańskie brązy, indyjski diament. Wywiezione do muzeów Zachodu

Egzotyczne zabytki przez stulecia przywożono do Europy. Prezentowane są w muzeach Londynu, Paryża, Amsterdamu, Berlina i wielu innych miast zachodnioeuropejskich. W większości kraje odrzucają żądania Grecji, Nigerii, Egiptu czy kolejnych państw, które domagają się, by te skarby zwrócono krajom pochodzenia.

„Jeżeli ustąpimy wobec jednego kraju, nagle się okaże, że British Museum jest puste” – tę krótką, nie pozbawioną ironii, ale także poczucia realizmu uwagę wygłosił parę lat temu David Cameron, gdy jeszcze pełnił urząd premiera Wielkiej Brytanii. W paru słowach zawarł jednak treść bogatą w niuanse.

Po pierwsze: co oznacza ów wspomniany przez premiera „jeden kraj”? To jedno z państw zabiegających o odzyskanie skarbów kultury, które w różnych, głównie kolonialnych okolicznościach zostały wywiezione z ich obecnych terytoriów i trafiły do British Museum. Jest ich na tyle dużo, że spełnienie wysuwanych roszczeń mogłoby oznaczać ogołocenie jednego z największych i najbogatszych muzeów świata. Po drugie: nietrudno o wniosek, że ogromna kolekcja British Museum stoi skarbami przywożonymi z różnych stron świata. Wreszcie, po trzecie: władze brytyjskie nie zamierzają ustąpić. Wiedzą, że jeżeli zrobią to choćby raz, łańcuch roszczeń będzie nie do przerwania.

David Cameron odniósł się w ten sposób tylko do jednej, wcale nie najważniejszej sprawy: ewentualności zwrócenia Indiom słynnego diamentu Koh-i-Noor. Sprawa diamentu jest przy tym marginalna w porównaniu z innymi, bo choć Indie napomykają o chęci jego odzyskania, nie wytaczają wielkich dział. Pewnie dlatego, że w 1849 roku diament przekazał królowej Wiktorii maharadża Lahore, a zatem imperium brytyjskie weszło w jego posiadanie w sposób legalny. Prawo własności trudno jest w tym wypadku podważyć, a brytyjscy politycy nawet nie udają, że indyjskie sugestie traktują poważnie.
Korona brytyjskiej królowej, zawierająca 2200 diamentów, w tym słynny Koh-i-Noor – Górę Światła. Fot. GraphicaArtis/Getty Images
Z całego świata

Koh-i-Noor to przypadek o tyle szczególny, że jako brytyjski klejnot koronny nie jest on obiektem ściśle muzealnym. Inaczej przedstawia się sprawa z innymi egzotycznymi zabytkami, które przez stulecia przywożono do Europy. W muzeach Londynu, Paryża, Amsterdamu, Berlina i wielu innych miast Europy Zachodniej prezentowane są marmury z Partenonu, brązy z Beninu (figury i płaskorzeźby zrabowane pod koniec XIX wieku przez żołnierzy brytyjskich w pałacu królewskim w Beninie, na terenie obecnej Nigerii), głowy posągów z Wyspy Wielkanocnej, ołtarz pergamoński, babilońska Brama Isztar, głowa królowej Nefretete, mumie faraonów, chińskie wazy i mnóstwo innych mniejszych, choć także bezcennych obiektów.

W samym tylko muzeum antropologicznym Pitt Rivers w Oksfordzie zgromadzono aż 600 tys. rzeźb, masek i płaskorzeźb z Afryki i innych części świata. W paryskim Muzeum Quai Branly – ponad milion. British Museum i Luwr dysponują kolekcjami nie tylko ogromnymi, ale zawierającymi skarby najcenniejsze z cennych. I w większości – wyjątek stanowi Dan Hicks, dyrektor Pitt Rivers – odrzucają żądania Grecji, Nigerii, Egiptu i innych państw, które domagają się, by zabytki zwrócono krajom pochodzenia.

Ale skarb, o który toczy się najgorętsza i najbardziej zawzięta batalia, nie ma akurat nic wspólnego z brytyjskim imperium kolonialnym. Tym skarbem – najcenniejszym, jak się ocenia, ze wszystkiego, co ma w swej bogatej kolekcji British Museum – są marmury z Partenonu, zwane również marmurami Elgina, od nazwiska człowieka, za sprawą którego znalazły się w Wielkiej Brytanii. To fragmenty fryzu ze świątyni Ateny na Akropolu. To część największa, aż 80 metrów, podczas gdy Atenom pozostało jedynie 50 metrów.

Tajemnice najpiękniejszej kobiety świata. 200 lat temu znaleziono Wenus z Milo

Zachwytom nad urodą półnagiego ciała bogini od początku towarzyszyła fascynacja jej kalectwem. Bezręki posąg, zdaniem feministek, najlepiej symbolizuje bezradność i bezbronność kobiety.

zobacz więcej
Fragmenty, czasami naprawdę niewielkie, znajdują się także w ośmiu innych muzeach europejskich, między innymi w Luwrze. Grecki premier Kyriakos Mitsotakis przed dwoma laty uzyskał od prezydenta Emmanuela Macrona solenną obietnicę, że na uroczystości dwusetlecia Grecji, przypadającej 25 marca tego roku, metopa z Luwru zostanie wypożyczona i wysłana do Aten. Nic jednak nie wskazuje na to, by władze francuskie dotrzymały obietnicy. Ani w greckiej prasie, ani na stronie internetowej Muzeum Akropolu nie ma na ten temat ani słowa.

92 płaskorzeźby, przedstawiające sceny mitologiczne, są dziełem Fidiasza, największego rzeźbiarza starożytnej Grecji, który stworzył je na zlecenie Peryklesa, ówczesnego przywódcy Aten. Powstały zatem w V wieku p.n.e. i zdobiły wewnętrzny dziedziniec Partenonu aż do 1803 roku, gdy zostały wycięte, zapakowane i przetransportowane do Londynu na polecenie Thomasa Bruce’a, siódmego earla Elgin, szkockiego arystokraty, który w owym czasie był ambasadorem brytyjskim w imperium osmańskim.

Lord Elgin ich posiadaniem cieszył się tylko kilkanaście lat. Będąc na skraju bankructwa, postanowił spieniężyć skarby przywiezione z Aten. Zaoferował je rządowi brytyjskiemu, który, za zgodą parlamentu, wyłożył na ten cel niebagatelną kwotę 35 tys. funtów, przy założeniu, że starożytne rzeźby zostaną przekazane niedawno powstałemu British Museum i udostępnione w ten sposób szerokiej publiczności. Tak też się stało.

Pięć lat później Grecy zbuntowali się przeciwko rządom tureckim. Po dziewięciu latach krwawych bojów i po czterystu latach niewoli stworzyli własne państwo. Czy mógł być lepszy sposób świętowania wielkiej rocznicy dwusetlecia, niż odzyskanie marmurów? Nawet gdyby – o co także zabiegali Grecy – zostały one przynajmniej wypożyczone. Wielka Brytania byłaby skłonna na to przystać, pod warunkiem – formułowanym od dawna – że Grecja uznałaby prawo własności British Museum. To jednak nie wchodzi w grę.

W sercu każdego Greka

Nietrudno wyobrazić sobie entuzjazm, jaki ogarnąłby Grecję, gdyby jakimś cudem udało się skłonić władze brytyjskie do oddania marmurów. Grecy bez wątpienia popadliby w euforię równą tej, jaka opanowała Polskę na wieść o wyborze Polaka na tron Piotrowy – Jana Pawła II. Ktoś, komu udałoby się przekonać Brytyjczyków – polityk, człowiek kultury, tak naprawdę każdy – w Grecji zasłużyłby sobie na miano świętego, cudotwórcy, bohatera narodowego na miarę Peryklesa albo z nowszych czasów – Elefteriosa Wenizelosa (dla przypomnienia: wielokrotny premier, który na początku XX wieku doprowadził do znaczącego powiększenia terytorium Grecji), czy wręcz zbawcy narodu – miano najzupełniej, z greckiej perspektywy, zasłużone.
Marmury z Partenonu są czymś, co naprawdę łączy Greków. Społeczeństwo greckie, nie inaczej niż społeczeństwa wielu krajów, jest mocno podzielone. Ale w sprawie odzyskania rzeźb Fidiasza wszyscy Grecy mówią jednym głosem i nie ma znaczenia, czy jest to głos socjalisty, konserwatysty czy radykała ze skrajnej prawicy.

Chętnych do roli bohatera narodowego oczywiście nigdy nie brakowało. Zwrócenia marmurów od prawie 40 lat domagają się wszystkie kolejne greckie rządy, poza okresem, gdy ich uwagę zaprzątał wyłącznie kryzys finansowy i związany z nim dramatyczny spadek poziomu życia. Pierwsza, w 1983 roku, wystąpiła z tym postulatem słynna aktorka Melina Mercouri, która w ówczesnym gabinecie Andreasa Papandreu – pierwszym socjalistycznym rządzie Grecji – była ministrem kultury. Studenci studiów klasycznych uniwersytetu w Oksfordzie zorganizowali wówczas na ten temat dyskusję, na którą pani minister została zaproszona. Jednym z organizatorów był niejaki Boris Johnson.

Obecny brytyjski premier deklaruje się jako entuzjasta antyku w całej rozciągłości, ale szczególnym sentymentem darzy Peryklesa jako wodza i męża stanu. Gdy tylko objął stanowisko szefa rządu i wprowadził się na Downing Street 10, w swym gabinecie umieścił popiersie Peryklesa, nabyte w muzealnym sklepie przy British Museum. Miłość do antyku nie powoduje jednak, że Johnson wykazuje większą niż którykolwiek z jego poprzedników gotowość do oddania marmurów. Wprost przeciwnie. „Rozumiem uczucia Greków – powiedział w wywiadzie, jakiego udzielił niedawno greckiemu dziennikowi »Ta Nea«. – Ale nasze stanowisko jest od dawna jasne: Lord Elgin wszedł w posiadanie marmurów i British Museum również posiada je legalnie”.

Argument, jakim posłużył się Boris Johnson, to jedna z dwóch głównych osi sporu. Brytyjczycy dowodzą, że lord Elgin działał lege artis. Uzyskał zgodę władz tureckich zarówno na prowadzenie prac na wzgórzu Akropolu, jak i na wywiezienie rzeźb za granicę, a skoro tak, to nie ma niczego, co podważałoby prawo Wielkiej Brytanii do posiadania marmurów.


Grecy są jednak innego zdania. Twierdzą, że nawet jeśli Elgin działał za zgodą lokalnego tureckiego zarządcy, nie uzyskał firmanu – formalnej, koniecznej w takim wypadku, wyrażonej na piśmie zgody sułtana. To zaś oznacza, że wywiózł marmury nielegalnie – czy też, mówiąc prościej: Elgin je ukradł. Minister kultury Lina Mendoni tak to określa, dodając, że Wielka Brytania swe prawo do nich wywodzi z czegoś, co stanowiło akt bezprawia.

Akropol u stóp Akropolu

Ateńskie Muzeum Akropolu wystawia swoim twórcom wspaniałe świadectwo. Jest wyjątkowe: ma wspaniałe eksponaty, ekspozycję przejrzystą i nie przeładowaną, a na dodatek urzeka położeniem – u stóp Akropolu. Ostatnią kondygnację wypełniają mury Partenonu w stosunku 1:1. Jest więc też fryz – oczywiście fragmenty oryginalne, ale także kopie tych, które znalazły się z dala od Aten.

Muzeum powstało jako odpowiedź na drugą oś grecko-brytyjskich sporów o marmury. Cóż z tego, dowodzili Brytyjczycy, że rzeźby powstały w Grecji? Grecy mogą sobie mówić, że powinny być pokazywane i oglądane na miejscu, ale w Atenach przecież nie ma po temu odpowiednich warunków. Muzeum Archeologiczne w centrum miasta jest stare i nienowoczesne. Marmury, gdyby zostały tam umieszczone, zniszczeją. Natomiast British Museum zapewnia wszystko, czego zabytki potrzebują, a na dodatek ogromną publiczność – bo wielki, kosmopolityczny Londyn odwiedza o wiele więcej ludzi niż Ateny.

Te argumenty nie są pozbawione słuszności i nic dziwnego, że Grecy wzięli je sobie do serca. Tak powstało Muzeum Akropolu, otwarte w 2009 roku. Przez 11 lat odwiedziło je ponad 14 milionów ludzi. Trudno mu się pod tym względem równać z British Museum, odwiedzanym co roku przez ponad 6 mln osób, i w dodatku wszechstronnym, bo daje przegląd wielu kultur, w przeciwieństwie do ateńskiego, skoncentrowanego na złotym wieku kultury helleńskiej. Ale czy o to właśnie chodzi?

Zbiory łupili Niemcy, Sowieci i władcy PRL. Stuletni magazyn „prezentów” wciąż o nie walczy

Marszałek Rokossowski w 1949 r. zabrał z muzeum i podarował Stalinowi 20 sztuk cennej broni palnej z XV-XVIII w. Rok później szable z XVII-XVIII w. sprezentował chińskiemu marszałkowi Zhu De.

zobacz więcej
W argumentacji brytyjskiej też jest jednak odrobina racji. Rzeczywiście, gdy rzeźby są w Londynie, więcej ludzi może je obejrzeć. Tak samo – a nawet bardziej, zważywszy na odległość – jest w wypadku brązów z Beninu, czy głów postaci z Wyspy Wielkanocnej, bo Londyn jest w centrum świata, a Benin i wyspa bardzo od niego daleko. Kto jeździ do Beninu czy Nigerii? Wielu ludzi, jeśli nie obejrzy ich zabytków w Londynie czy Paryżu, na własne oczy nie ujrzy ich nigdy.

To wszystko rodzi pytania i o dostępność odległych kultur, i o jakość z nimi kontaktu – bo pełnia poznania możliwa jest wówczas, gdy podziwiamy skarby przeszłości tam, gdzie one powstały. Czy lepiej jednak poznawać je przy londyńskiej ulicy, czy może wcale? Premier Kyriakos Mitsotakis w rozmowie z brytyjskim tygodnikiem „Observer” podkreślał, że dzieła dawnych wieków „należy oglądać in situ”. To oczywiste, że marmury z Partenonu należy oglądać w mieście Peryklesa. Ale to, co w wypadku Grecji nie jest niewykonalne, niekoniecznie się sprawdza, gdy dotyczy krain odległych i nie tak łatwo dostępnych.

Bitwa nie zostanie przegrana

Na takie pytania, zadawane przecież nie od dzisiaj, w ostatnich miesiącach nałożyły się kwestie nowe, dotyczące kolonialnej przeszłości takich krajów, jak Wielka Brytania, Francja,, Belgia czy Holandia. Skoro przed laty ich obywatele – żołnierze, kupcy, plantatorzy – wywozili z kolonii zabytki, co należy zrobić teraz? Czy dawne mocarstwa kolonialne mają prawo do posiadania dzieł, które nierzadko – jak w wypadku brązów z Beninu – zostały po prostu zagrabione?

Trudno tu nie dostrzegać wpływu wielkich demonstracji spod znaku Black Lives Matter, które przetoczyły się zwłaszcza przez Wielką Brytanię w połowie ubiegłego roku. Chwilami przybierały szokujące formy, takie jak burzenie pomników czy żądanie, by z uczelni zniknęły nazwiska ludzi, którzy wprawdzie zrobili majątek dzięki pracy niewolników w koloniach, ale w Wielkiej Brytanii łożyli ogromne sumy na cele oświatowe czy charytatywne. Chodzi na przykład o Cecila Rhodesa, patronującego kolegiom na uniwersytetach, czy Edwarda Colstona, filantropa z Bristolu. Zresztą samo British Museum powstało dzięki Hansowi Sloane’owi, posiadaczowi plantacji na Jamajce, na której oczywiście pracowali niewolnicy. Jego kolekcja, licząca ponad 70 tys. obiektów, stanowiła zaczątek muzeum.
Demonstranci przebrani za lorda Elgina i rzeźbę z Partenonu protestują przed British Museum w Londynie, wzywając je do zwrotu marmurów Grecji. Dzieła Fidiasza, największego rzeźbiarza Hellady, powstały w V wieku p.n.e. i zdobiły dziedziniec ateńskiego Partenonu aż do 1803 roku, gdy zostały wycięte, zapakowane i przetransportowane do Londynu na polecenie Thomasa Bruce’a, siódmego earla Elgin, szkockiego arystokraty. Fot. Stefan Rousseau/ PA Images via Getty Images
Co jednak znamienne, odżegnywaniu się od potępianej spuścizny kolonialnej wcale nie towarzyszą deklaracje, że dzieła sztuki zostaną zwrócone krajom, z których terenu zostały wywiezione. Hartwig Fischer, dyrektor British Museum, rozumie wprawdzie na przykład stanowisko Nigerii, która chciałaby odzyskać brązy z Beninu, ale nie widzi żadnego pola do ustępstw. Jedyne, co jego zdaniem można i należy zrobić, to utrzymywać ścisłą współpracę na poziomie muzeów – co, przełożone na działania, oznacza możliwość wypożyczania dzieł.

Jak widać, zwracanie zabytków, które trafiły do metropolii w czasach kolonialnych, jest o wiele trudniejsze niż żądanie, by z nazwy instytutu zniknęło imię Cecila Rhodesa. Trudno jest godzić się z uszczupleniem kolekcji i rozstawaniem się z tym, co w Wielkiej Brytanii zadomowiło się na dobre. British Museum uczyniło jedynie obowiązkowy gest pod adresem BLM, usuwając nazwisko Hansa Sloane’a.

Grecy są w sytuacji o tyle dobrej, że mają po swojej stronie przychylność opinii publicznej, nawet w Wielkiej Brytanii. W wielu krajach, tam zwłaszcza, gdzie żyje znacząca liczebnie grecka diaspora – w Australii, USA, Kanadzie – działają komitety popierające roszczenia Aten w sprawie już nie „zwrotu”, jak mówiono przez lata, lecz „połączenia” (reunification) marmurów z Londynu z tymi, które pozostały w Grecji. Taka terminologia, nie bez nuty irytującej dosłowności, od niedawna obowiązuje, ale dla meritum sprawy nie ma to oczywiście żadnego znaczenia. Na opinię publiczna wpływają też celebryci, a wśród nich pierwsze miejsce zajmuje niezmordowany George Clooney ze swą żoną Amal, która w swoim czasie zajmowała sie aspektami prawnymi tej sprawy.

Dlatego Grecy nie tracą nadziei. Głęboko wierzą, że ich długie i intensywne starania wreszcie zostaną uwieńczone powodzeniem. Bo, jak się wyraził premier Mitsotakis, „ta bitwa nie zostanie przegrana”.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Marmury Elgina to najcenniejszy zabytkiem w bogatej kolekcji British Museum i ciesza się największym zainteresowaniem zwiedzających. Fot. Richard Baker / In Pictures via Getty Images Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Igrzyska bez sushi. Wszystkim chodzi tylko o pieniądze
Działacze olimpijscy w Tokio zaryzykują tylko, jeśli pójdą w miasto. Wtedy mogą coś złapać. Chociaż niekoniecznie koronawirusa.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tradycyjna medycyna chińska oparta na faktach
Zastosowano ją w szpitalach w Wuhan i połowa chorych po ok. 10 dniach opuszczała je jako wyleczona. Czy 4000 lat tradycji może się mylić i musi się legitymizować „badaniami klinicznymi”?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Cichy białoruski bohater – arcybiskup Artemiusz
Jedyny hierarcha prawosławny, który skrytykował przemoc władzy wobec protestujących. Wysyłał kandydatów na księży do polskich szkół teologicznych, by „oddychali głęboko powietrzem wolności” i „zobaczyli, jak może w przyszłości wyglądać Białoruś”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Irina przytnie grzywkę, Andrij trawnik. Ukraińcy w Polsce AD 2021
Ukraińcy zwykle lubią Polaków i Polskę bardziej i odczuwają wobec nich większą bliskość niż na odwrót.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Bronił Polski przed atakami władz Izraela. Jair, syn Benjamina
Polacy, wiedzcie, proszę, że obecny rząd jest nielegalny i nie reprezentuje narodu izraelskiego! – napisał.