Kultura

Burza nad szkołami aktorskimi. Przemoc systemowa czy metoda edukacyjna?

Teraz każdy będzie chciał zabrać głos. Ci znani, bo chcą pokazać, że mimo szykan zrobili karierę. Ci nieznani, bo przekonują, że nie zrobili kariery z powodu szykan – komentuje jeden z aktorów.

W połowie marca 24-letnia aktorka Anna Paliga opublikowała list w mediach społecznościowych. Oskarżyła w nim łódzką filmówkę (oficjalna nazwa: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. Leona Schillera) o tolerowanie różnych form przemocy wobec studentów, przyszłych aktorów. Sama dopiero co tę szkołę skończyła.

Oto próbki: „Dr Grzegorz Wiśniewski (znany reżyser teatralny – P.Z.) uderzył studentkę w twarz tak mocno, że z nosa trysnęła jej krew (...). Prof. Bronisław Wrocławski (aktor Teatru Stefana Jaracza w Łodzi, były dziekan wydziału aktorskiego łódzkiej filmówki – P.Z.) wyciągnął studentkę na środek sceny, po czym pogryzł ją od dłoni do szyi na oczach całej grupy, żeby pokazać drugiemu studentowi, jak gra się pożądanie. (…) Dr Grażyna Kania (znana reżyserka teatralna – P.Z.) zmusiła studentkę do rozebrania się w trakcie egzaminu (...) «Albo zdejmiesz stanik, albo wyrzucę cię z uczelni»”.

Dyrektor Teatru Jaracza Waldemar Zawodziński nakazał studentom stanąć w parach w samych cielistych majtkach naprzeciwko siebie i mówić o tym, co nie podoba się im w ciele swojego partnera. (...) Prof. dr hab. Mariusz Grzegorzek, rektor naszej szkoły (znany reżyser filmowy i teatralny– P.Z.), w trakcie prac nad dyplomem wielokrotnie, niemalże codziennie przez okres trwania prób wpadał w furię i nazywał mnie «pie… ną szmatą, k..wą». Poniżał zarówno mnie, jak i moich kolegów w obecności całej grupy i pracowników technicznych.”

Fala nie do zatrzymania

Ostatnio środowisko teatralne bywało już przedmiotem skandali. Reżyserzy Paweł Passini i Włodzimierz Staniewski zostali oskarżeni o mobbing. Dyrektor krakowskiego Teatru Bagatela Henryk Jacek Schoen stracił stanowisko po pojawieniu się oskarżeń o molestowanie. Żadna z tych historii nie była jednak punktem wyjścia do rozkręcającej się fali. Na przykład Staniewski, to lider działającego na uboczu Teatru Gardzienice, odbieranego trochę jak rządząca się własnymi prawami wspólnota.

Za symbol opresyjności w świecie teatru uchodziły przez moment fuksówki, czyli studenckie otrzęsiny. Rektor Wojciech Malajkat zakazał ich w Akademii Teatralnej w Warszawie, potem rektor Dorota Segda – w Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Wielu aktorów ich broniło. Nie zakazano fuksówki w Łodzi, ale to dziś mniejszy problem tej uczelni, bo zarzuty wobec niej nie dotyczą rytuałów studenckich.

Tym razem podważono system kształcenia w szkołach aktorskich. Natychmiast pojawiły się wypowiedzi koleżanek i kolegów Anny Paligi wspierające jej zarzuty.
Grzegorz Wiśniewski podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje" w 2006 roku otrzymał nagrodę publiczności za reżyserię spektaklu "Plastelina". Fot. PAP/Andrzej Grygiel
Oto jedno z takich oświadczeń: „Studiowaliśmy na Wydziale Aktorskim w latach 2003-2007 pod opieką Prof. Ewy Mirowskiej i Prof. Wojciecha Malajkata. Zabieramy głos, gdyż nie ma w nas zgody na przemoc, kontynuowanie atmosfery strachu, niedomówień, pomówień, ukrywania sprawców. Relacje opublikowane w mediach społecznościowych są dla nas wstrząsające, a ich skala pokazuje, jak szerokie jest to zjawisko i jak wielu osób dotyczy. (…). Doświadczyliśmy w Szkole Filmowej przemocy i mobbingu, byliśmy też tych zjawisk świadkami. Sytuacja jest złożona i naszym zdaniem wymaga zastosowania transparentnych procedur. (...) Sprzeciwiamy się zmowie milczenia. Próby wyciszania sprawy, załatwienia jej w «gronie rodzinnym» poprzez wzywanie Studentek i Studentów na indywidualne rozmowy do Dziekanatu, uważamy za niedopuszczalne” – wśród podpisanych aktorki Weronika Rosati i Marta Nieradkiewicz, które zamieściły też własne wspomnienia. Podobnie jak Maria Dębska i masa innych osób.

Odezwało się nawet w tej sprawie Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. Zmusiło to obecną rektor filmówki Milenię Fiedler do przeproszenia ofiar i obietnicy wyjaśnienia całej historii. Były rektor Grzegorzek zaprzeczył, jakoby kogokolwiek szykanował. „Nie jestem despotą” – zapewnił. Przypomniano natychmiast filmiki krążące w Internecie, pokazujące jak przeklina na planach filmowych.

Niektóre z wymienionych osób nie zabrały głosu. Rzecz szybko rozlała się poza Łódź. Znany aktor Dawid Ogrodnik opowiedział, jak to kilka lat temu w Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie aktorka Beata Fudalej biła po twarzy studentów i obrzucała ich wulgarnymi słowami. Z kolei Zofia Wichłacz twierdziła, że po roku odeszła z Akademii Teatralnej w Warszawie, zdołowana panującą tam atmosferą „łamania ludzi”. Eliza Rycembel relacjonowała, jak w tej samej AT traktowano ją jako notorycznie niezdolną, a jeden z profesorów (który, jak zastrzegła, już odszedł), wkładał jej ręce pod bluzkę.

Groteskowy łańcuszek i krzywda

Chwilami można mieć wrażenie rozkręcającego się, groteskowego łańcuszka. Ogrodnik pochwalił obecne władze krakowskiej szkoły, rektor Dorotę Segdę i prorektora Adama Nawojczyka, że sprawę przemocy jakoś załatwiły. Na przykład wypchnęły Beatę Fudalej do Warszawy. Natychmiast pojawił się na Facebooku wpis aktora Adriana Perdjana, w którym oskarżył tegoż Nawojczyka o psychiczne szykany podczas zajęć. „Prywatne przytyki, obgadywanie za plecami, nastawianie kolegów z roku przeciw mnie i uwagi odnośnie talentu” – brzmi to mniej groźnie niż opowieść Anny Paligi.

Z kolei aktor Aleksander Kurzak oskarżył samego Ogrodnika o chamstwo na zajęciach: „Pamiętam jak mi przerwałeś moją etiudę krzycząc: »«co to k… ma być, ja pier…, co ty ku…, w cyrku jesteś». Byłeś wtedy bardzo agresywny. (…) W tym momencie pokazałeś mi, że jestem gównem, że jestem nikim i tak też się czułem”.

Aktorska „fala”? A może pomysłowe otrzęsiny? Koniec pewnej tradycji

W Warszawie są przekonani, że opinię psuły fuksówce szkoły w Krakowie czy we Wrocławiu, gdzie było podobno „bardziej brutalnie”.

zobacz więcej
Rzecz wyszła nawet poza szkoły, skoro aktorka Małgorzata Maślanka oskarżyła reżyserkę Monikę Strzępkę, że w roku 2011 usunęła ją z obsady spektaklu „W imię Jakuba S.” w krakowskim Teatrze Łaźnia. – Nie neguję patologii, ale pamiętajmy: teraz każdy będzie chciał zabrać głos. Ci znani, bo chcą pokazać, że mimo szykan zrobili karierę. Ci nieznani, bo przekonują, że nie zrobili kariery z powodu szykan – komentuje Aktor 1, rok ukończenia studiów na AT w Warszawie 2003.

Nim jednak uznamy to za farsę, czy przejaw przeczulenia, przyznajmy, że niektóre historie są drastyczne. Joanna Koroniewska opowiedziała, jak prof. Ewa Mirowska (aktorka wymieniana często przez absolwentów łódzkiej filmówki w negatywnych kontekstach) nie pozwoliła jej pojechać do umierającej matki. Uznała próbę za ważniejszą.

Pękają różne tabu

Paweł Tomaszewski, dziś aktor Teatru Polskiego w Warszawie, z furią zaatakował Grzegorza Wiśniewskiego, reżysera demaskowanego również przez Paligę. Zarzucił mu niszczenie ludzi podczas prac nad spektaklem dyplomowym „Plastelina” dla krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych w roku 2005. Wspomniał jednak także o roli opiekuna swojego roku Krzysztofa Globisza. Jako wiecznie pijany, miał być niezdolny do obrony swoich studentów. Celem stają się więc autorytety.

Eskalacja oskarżeń prowadzi do zdradzania tajemnic, które nawet jeśli były tajemnicami poliszynela, to przez lata nikt nie mówił o nich publicznie. Oto aktorka teatralna i filmowa, absolwentka łódzkiej filmówki, przy okazji dyskusji o wpisie Paligi przypomniała na Facebooku, że sławny reżyser filmowy prowadząc zajęcia ze studentami, był prawie zawsze pijany. Ponieważ Facebook nie jest przestrzenią całkiem otwartą, nie wymieniam nazwiska ani jej, ani owego reżysera.

Jakieś tabu pękło. Dla porządku odnotuję, że ktoś zwrócił aktorce pod jej wpisem uwagę, że reżyser nie maltretował studentów, a potrafił im pomagać.

Ciekawy jest ideowy kontekst owej burzy. Jej producentami są sami aktorzy, w szczególności ci z młodszych roczników. Ale sprawę nagłaśnia „Gazeta Wyborcza”, przekonana, że to część wielkiej kampanii przeciw molestowaniu, nawet jeśli w niektórych historiach to panie prześladują studentów. Hałas ma być częścią kwestionowania starego, „feudalnego” świata, nie pisze się tego wprost, ale takie tony pobrzmiewają. Uderza się także w osoby, które były autorytetami dla samej „Wyborczej”. Rektor Grzegorzek na inauguracji w łódzkiej filmówce roku 2017 wygłosił płomienną mowę przeciw polityce obecnego rządu.

Z drugiej strony złośliwej satysfakcji nie ukrywają konserwatyści. Nie zauważają, że skrajną konsekwencją tej kampanii może być przyszła bezsilność kadry wykładowców wobec studentów w szkołach artystycznych. To przecież nie ich kadra, a fakt, że wreszcie nie oskarża się księży, ma swoją wagę. Po prawej stronie temat odnotowywany jest w duchu satysfakcji, że ludzie uważani za bogów okazali swoją małość. W tym sensie ma rację Krystyna Janda przestrzegając, że konsekwencją będą straty wizerunkowe całego środowiska.
Reżyser Mariusz Grzegorzek z aktorką Ewą Żukowską podczas realizacji telewizyjnego spektaklu według sztuki Eugene'a O`Neilla "Zmierzch Długiego Dnia" w roku 1997. Fot. PAP/CAF-Cezary Pecold
Ale zatrzymać się tego nie da i nawet Janda została skrytykowana przez takie osoby jak Paulina Młynarska, za swą troskę o wizerunek. Ja szkołę łódzką znam słabiej, ale Akademię Teatralną w Warszawie lepiej. I to na jej przykładzie postaram się wyciągnąć wnioski.

Co suszysz zęby po ostatnim kliencie?

Dopiero przed dwoma laty zainstalowano tu porady psychologa. Wykładowcy nie mają, bo mieć nie mogą, przygotowania pedagogicznego. To przecież nauka zawodu. I są przypadki skrajne. wciąż pamięta się tu ekscesy dobrej skądinąd aktorki Beaty Fudalej, która przeszła z Krakowa (jak grzeszni księża odsyłani z parafii na parafię, komentuje jeden z aktorów), po czym odeszła nagle w roku 2018, w czym zdaje się widać rękę rektora Malajkata.

Aktor 2 (rok ukończenia AT 2018) opowiada o naturze jej zajęć: – Wrzaski, wyzywanie: „nie wyglądasz jak mężczyzna, nie masz jaj", "co, suszysz zęby po ostatnim kliencie? „Śpiewasz tak, że chce się rzygać”.

– Fuda ma talent słowotwórczy. Obrażała studentów bawiąc się formą. Ale uważała, że to metoda. Że trzeba ich cisnąć, a wtedy puszczą soki twórcze. Często dzwoniła w środku nocy, żeby jeszcze pogadać o piosence, czy tekście i wtedy była miła, zachowywała się jak przyjaciółka. Jej agresję przyjmowaliśmy jako oczywistość, wiedząc, że jak trafimy na nią w szkole, będzie wrzeszczeć, wymagać nieznośnej do oglądania energii wyżyłowanej nie wiem skąd, że przyklei komuś gumę do żucia do twarzy, albo będzie bić – opowiada Aktor 2.

– Rozpatruję te historie w kategoriach mojego początkowego błędu – mówi mi dziś rektor Malajkat.

Absolwenci wymieniają także innych wykładowców, ekscentrycznych, a czasem rwących się do awantur. Ale podkreślają, że prawie każdy z nich miał swoich obrońców, ba wielbicieli, wśród studentów. Aktor 2: – Nawet Fuda miała. Koleżankę biła po twarzy, a ta teraz powtarza, że „wiele jej zawdzięcza”.

Jest jednak coś więcej niż opowieści o ekscesach poszczególnych osób. To pytanie o system. To edukacja z natury rzeczy trudna, czasochłonna, stresująca. Ale czy nie przykręca się tam śruby zanadto?

Nie wywalaj, Malaj…

Tak pisała Anna Paliga o łódzkiej filmówce: „Na wydziale aktorskim panuje absurdalne i niszczące przekonanie, że młodych należy «łamać» i «przyzwyczajać do zaciskania zębów», a także, że doświadczanie przemocy pomoże im w zostaniu lepszymi aktorami. Studenci, wychodząc do świata profesjonalnych planów filmowych, nie są przygotowani na stawianie oporu manipulacjom i zastraszaniu. To prowadzi do kontuzji, frustracji, zaburzeń odżywiania, załamań nerwowych”.

Piotr Olkusz na portalu Teatralny: „I to jest wielki paradoks szkół aktorskich. (…) Po stresujących egzaminach, którymi ekscytuje się co roku prasa, opisując szczegółowo, ilu kandydatów w danej szkole aktorskiej przypada na jedno miejsce, po kolejnych etapach egzaminu, po selekcji przeprowadzanej przez kilkuosobową komisję, świeżo upieczeni studenci stawiają się na pierwszych zajęciach i słyszą, że «dopiero teraz sprawdzi się, czy się nadają», że «dopiero teraz zacznie się prawdziwy stres»”.

Piotr Zaremba w obronie polskich aktorów

Lubię polskich aktorów. Uważam, że są przez moich znajomych o prawicowych poglądach demonizowani albo przesadnie lekceważeni. Ale odpowiadają na to przewrażliwieniem i stereotypami.

zobacz więcej
Aktorka, która niedawno skończyła studia na AT w Warszawie, opowiada o życiu na pierwszym roku pod presją selekcji. Stworzono dwie grupy, jedną wzorcową, drugą z założenia gorszą. Tę gorszą poddawano zadaniom, jej zdaniem ponad siły. Wykładowcy nieustannie powtarzali, że niektórych trzeba będzie „odstrzelić”. Tych osób, które ostatecznie wyleciały, nie ostrzegano, jakie błędy popełniają. Nie ukrywano, że to dla zasady przyjmuje się „za dużo”. Moja rozmówczyni opowiada, że było to dla niej doświadczenie traumatyczne. Nawet na wyższych latach brakowało jej indywidualnego podejścia do każdego studenta.

Za współtwórcę tego systemu niedawni studenci uznają rektora Malajkata, przedstawianego w innych sytuacjach, także w łódzkiej filmówce, jako obrońcę słabszych. Aktorka: – Na naszej fuksówce mieliśmy dżingiel „nie wywalajlajlajlajlaj, Malaj".

Jak to naprawić?

Aktor 2: – Szwankuje system selekcji. Stwarza taki stan napięcia, który niszczy wszelką swobodę, a tylko swobodny i „otwarty" student może nabywać warsztat. Pierwszy rok aktorstwa w sensie myśli był dla mnie regresem. Jedyne na czym korzystałem to przedmioty techniczne. Po drugie, przedmiotowe traktowanie studenta, tak jak i często potem w zawodzie – aktora. Nasz wpływ na tok studiów jest minimalny. Można wpłynąć na swoje obecności i zaangażowanie, ale nie na to do czyich metod pracy jest nam bliżej, lub co chciałoby się rozwijać.

Aktor 3 (rok ukończenia AT 2013): – Mnie osobiście traumatyczne sytuacje nie spotykały, ale byłem świadkiem często zbędnych form i strategii „edukacji” teatralno – emocjonalnej Wymienię rzeczy, które moim zdaniem kuleją:

1) Selekcje na pierwszych latach– powodują ze przyjmuje się za dużo osób w celu wyrzucenie części ze szkoły. Młody, chłonny na wszystko człowiek z marzeniami i otwartą głową dostaje informację – rozwijaj się, pokaż nam swoje wnętrze, bo inaczej polecisz. Głupota. Moim zdaniem zresztą w szkołach studiuje w ogóle za duża liczba osób, których rynek potem nie wchłania.

2) Problem z autorytetami. To nie jest tak że cierpimy na brak autorytetów. Normalną fazą rozwoju jest jednak odcięcie się w pewnym momencie od silnych, uznanych osobowości i szukanie własnej ścieżki. Druga opcja to wielokrotnie próba dopasowywania siebie do czyjejś (często mistrzowskiej) foremki. Wielu wykładowców nie może znieść odcięcia pępowiny, traktuje je jako brak uznania, co nie jest prawdą.

3) Brak skodyfikowanej systemu edukacji teatralnej, brak programu. Każdy prowadzi inną, często prywatną, wykreowaną metodą, można trafić na osoby które uczą na zupełnym freestylu tego co im w duszy gra.

Część z wykładowców posuwa się do manipulacji, wygrażania, mobbingu, który na wczesnych etapach edukacji jest trudny ze względu na strach do zasygnalizowania. Czy ludzi trzeba łamać by dotrzeć do ich esencji? Im dłużej pracuję w zawodzie tym bardziej się przekonuję ze nie. Krew, pot i łzy zastępuje praca, empatia, otwartość rzetelność, które dają wyniki lepsze i są długofalowe – podsumowuje Aktor 3.
Aktorzy Beata Fudalej i Grzegorz Małecki podczas spektaklu "Narty Ojca Świętego" autorstwa Jerzego Pilcha w reżyserii Piotra Cieplaka w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Lublinie w 2009 roku. Fot. PAP/Mirosław Trembecki
– Jeśli są skargi, jest problem – przyznaje rektor Malajkat. I dodaje: – Czy przyjmujemy za dużo osób na pierwszy rok? To nie jest proste, bo za każdym studentem idą pieniądze, potrzebne uczelni. Ale pracujemy nad lepszym systemem, żeby nie trzeba było ze studentami zbyt łatwo się rozstawać.

Kogo trzeba zgwałcić?

Rzecz ciekawa, oskarżyciele występują pod nazwiskiem, za to ci aktorzy, którzy nawet są krytyczni, ale wyważeni, proszą o anonimowość. Jak tłumaczą, nie chcą wyjść na tych, którzy bagatelizują temat.

Aktor 3 mówi: – Cieszę się ze coś pęka w środowisku i może każdy uzyska prawo do powiedzenia bez strachu: twoje zachowanie narusza moją godność, poczucie bezpieczeństwa. Trzeba być jednak bardzo ostrożnym, by tego typu postawy nie zaczęły się zamieniać w domaganie się łatwych efektów, pójście na artystyczne skróty, ignorowanie samorozwoju i postawę roszczeniową.

Mateusz Kmiecik z Teatru Narodowego (rok ukończenia AT 2018) napisał na Facebooku: „Akademię przeżyłem bardzo dobrze. Nikt mnie nie mobbingował, nie ukończyłem jej z problemami fizycznymi czy psychicznymi, a wspomnienia mam świetne. Uczyli mnie ci sami profesorowie. Z tym, że jeżeli był problem lub przekroczenie pewnej granicy załatwiałem sprawę tu i teraz. W większości przypadków była to relacja aktor-reżyser, co wydaje mi się zdrowym podejściem, ale to podejście wynikało również z tego, jak byłem nastawiony do zająć i szkoły. To musi być obosieczna relacja.


Oczywiście krzywdzenie, czy znęcanie się jest złe, ale wylewanie pomyj w mediach też nie jest rozwiązaniem. Dziękuję śp. Andrzejowi Strzeleckiemu (poprzedni rektor – P.Z.) za podarowanie mi szansy oraz wszystkim profesorkom i profesorom, że wyprowadzili mnie na ludzi”.

Kmiecikowi niektórzy koledzy zarzucili, że bagatelizuje w ten sposób oskarżenia. – Niczego nie bagatelizuję, po prostu razi mnie, kiedy moi profesorowie padają ofiarą uogólnień – odpowiada.

Pojawiły się też nieliczne głosy otwarcie broniące systemu „zimnego chowu cieląt”. Aktor Tadeusz Chudecki uznał, że Beata Fudalej jest krzywdzona, a przecież „ktoś, kto wymaga, może się wydawać okrutny”. Podobną opinię wyraził Tomasz Raczek, krytyk filmowy. Przypomniał słowa człowieka o ciężkiej ręce, Tadeusza Łomnickiego: „Jeśli ja ich (studentów – P.Z.) nie zgwałcę, życie ich zgwałci”. Polemizował z Raczkiem w tej sprawie rektor Malajkat: „Są osoby kruche, a zdolne, które trzeba chronić”. Znany reżyser filmowy przypominał z kolei na Facebooku, że to „okrutnicy” zostawiali po sobie niezapomniane dzieła.

Maksyma Mai Komorowskiej

Aktor 1 ujmuje temat po troszę w kategoriach pokoleniowych: – My czterdziestolatkowie wspominamy szkołę lepiej niż młodsze roczniki. Może było wtedy więcej kultury w traktowaniu studentów, ale też dla nas było oczywiste, że to zawód trudny, gdzie nieustannie podlega się ocenom, nieraz niesprawiedliwym. Ja kiedy poszedłem do Akademii, byłem po ośmiu latach szkoły muzycznej. Tam się jest nieustannie ocenianym, trafia na różne poprzeczki. Obawiam się teraz przesady w drugą stronę. Ktoś na mnie huknął, jestem nieszczęśliwy i od razu to ogłaszam na Facebooku.

Wróg judaizmu, wielbiciel pięknych pań. Woody Allen niczego nie żałuje

Podziwia Szymborską i ujawnia szczegóły wizyty w rezydencji Polańskiego na Lazurowym Wybrzeżu.

zobacz więcej
Zarazem ten sam aktor przyznaje, że za dużo jest w jego świecie wiary w maksymę Mai Komorowskiej „Jeśli grasz, to żyjesz”. To zawód zbyt totalny. – Te historie się powtarzają. Dyrektor jednego z warszawskich teatrów zwymyślał koleżankę, kiedy zamiast iść na próbę generalną, chciała być przy umierającym ojcu. Ale uparła się, zerwała próbę. I premiera się w końcu odbyła.

Aktor 1 dodaje, że sama reżyseria miewa w sobie coś przemocowego. – Spotkałem wielu reżyserów, którzy niszczyli przez zaborczość, przez za wielkie ego, własne dzieło – opowiada.

Reżyseria, czyli o przemocy

Aktor średniego pokolenia, wykładowca z AT: – Wejście w proces pracy teatralnej, to zawsze wejście w sferę dyskomfortu. Mniejszego lub większego. Zależy od wrażliwości uczestnika. Ci, którzy wytrwają doznają rozmaitych satysfakcji, które decydują o pozostaniu w zespole, o kontynuowaniu pracy, o podejmowaniu nowych wyzwań i nowego ryzyka. Zbigniew Zapasiewicz, w trybie bon mote'u mawiał, ze aktor musi mieć wrażliwość mimozy i skórę nosorożca. Dla aktora praca na scenie zawsze łączy się z większą lub mniejszą presją, związaną z wymogami tworzywa literackiego, wymaganiami reżysera, koniecznością dostosowywania się do próśb i potrzeb kolegów aktorów. Ogromna koncentracja, wysiłek wyobraźni, pobudzanie własnych emocji „wyciąga nam nerwy na powierzchnię skóry". A wtedy często nawet próba „pogłaskania" zadaje ból.

Tylko co począć ze skrajnymi przypadkami (a może tylko relacjami?): – Przez trzy miesiące byłem uczestnikiem obłędu tego człowieka. Byłem uczestnikiem jego manipulacji, zastraszania, znęcania się, zamęczania, dręczenia, nagabywania, wykorzystywania, nadużyć na każdej płaszczyźnie, nie wykluczając sfery seksualnej – tak opisuje swoje doświadczenie z Grzegorzem Wiśniewskim Paweł Tomaszewski. Chodzi o spektakl z 2005 roku.

Poza pretensjami o znęcanie się, pojawia się tam także zarzut nadmiernej eksploatacji. „Tam nauczyłem się, że jak nie wylądujesz w szpitalu w wyniku skrajnego przemęczenia, to znaczy, że nie zaangażowałeś się wystarczająco w projekt, tam nauczyłem się, że po próbie wieczorowej niepytany o zgodę musisz zostać na próbie nocnej, która potrwa, nie wiadomo, do której”.

Co jednak z opowieściami o wybitnych reżyserach: Kazimierzu Dejmku czy Jerzym Jarockim, i aktorach oraz reżyserach takich jak Tadeusz Łomnicki, którzy po latach są opisywani jako despoci, a przynajmniej ludzie katujący każdy szczegół inscenizacji w nieskończoność? Z pewnością byli reprezentantami starego świata, wierzącymi w zawód aktorski z maksymy Mai Komorowskiej. Bo już dygresje można sobie darować. Dziennikarki „Gazety Wyborczej” oburzające się na Facebooku na Dejmka czy na Holoubka, że często gęsto przeklinali w pracy, nie mają nic przeciw dzisiejszym agresywnym przekleństwom lewicowych aktywistów.
Zbigniew Zapasiewicz i Gustaw Holoubek w "Operetce" Witolda Gombrowicza w reżyserii Macieja Prusa w warszawskim Teatrze Dramatycznym w 1980 roku. Fot. PAP/Henryk Rosiak /CAF
Jarocki bywał złośliwy. Podczas prac nad „Kosmosem” Gombrowicza potrafił szydzić sobie przy młodszych aktorach z wiekowego już Zbigniewa Zapasiewicza. 85-letniemu Andrzejowi Łapickiemu kazał w czasie prób „Tanga” wskakiwać na krzesło, a kiedy ten powołał się na swój wiek, reżyser sam wskoczył. – Widzisz, a jestem tylko trochę młodszy od ciebie – rzucił. Ale przecież nie za to Jarockiego kochaliśmy.

Jest pytanie, na ile metody tamtych, traktujących teatr jako coś w rodzaju klasztoru, nadają się dziś do lamusa, a nawet zasługują na krytykę. Faktem jest, że zostały po nich dokonania, wielkie. Wśród atakowanych teraz są ludzie utalentowani, ale chyba nie na tyle, aby usprawiedliwić swoje najgorsze ekscesy efektem. A czasem… Autorka kilku nienajgorszych inscenizacji Grażyna Kania, w roku 2018 miała kłopot z dopuszczeniem jej spektaklu „Otello” do festiwalu szkół teatralnych w Łodzi, bo podejrzewano plagiat. Sprawa wciąż jest wyjaśniana. Ta sama Kania znana była z personalnych konfliktów, także z „dorosłymi” aktorami.

Seks i polowanie na czarownice

Jest coś jeszcze. Jeden z moich rozmówców widzi w wielkiej władzy reżyserów czy dyrektorów spuściznę dawnych czasów. Pewnie tak jest, ale czy zawsze? W historiach Paligi i jej koleżanek czy kolegów w zasadzie nie ma prawdziwego molestowania. Ale incydent z cielistymi kostiumami czy ze zdejmowaniem stanika (czemu Grażyna Kania zresztą zaprzecza) wynika z logiki teatru nowoczesnego, ekshibicjonistycznego, szukającego swojej legitymacji w drastycznych prowokacjach. Tego „Gazeta Wyborcza” nie zauważa.

Już Łomnicki nakazywał swoim studentom recytowanie z dłonią przyłożoną do krocza partnera. Erotyka to jedna z napędowych mocy sztuki. Pytanie, czy jej obecna wersja uzbraja w większą wrażliwość, czy z niej odziera.

Aktor 4 (rok ukończenia AT 2016) mówi, że napatrzył się w swojej szkole wszystkiego, łącznie z molestowaniem. – Oczyszczenie jest potrzebne. Choć boję się, że przypadki „niehardcorowe” zbanalizują dyskusję, jak przy #MeToo. Kim innym jest aktorka zgwałcona, a kim innym taka, której szwenkier zajrzał za dekolt, a obie mówią w jednym chórze.

Luksusowe molestowanie, czyli przemoc, za którą się płaci

Potrzeba uniknięcia wstydu czy wydatków nadal sprawiają, że w szkołach tuszuje się skandale.

zobacz więcej
Mój rozmówca niepokoi się nie tylko tym: jeśli polowanie na czarownice potrwa, nastąpi uderzenie w kontrowersyjnych, ale przecież pożytecznych pedagogów i szkoła ulegnie paraliżowi. Ten sam aktor opisuje propozycje składane teraz do komisji antymobbingowej przy Akademii:

– Że nie można zwrócić uwagi studentowi na ubiór, fryzurę, wygląd. Czyli jak przyjdzie na próbę w traperach uwalonych kilogramem błota to będzie mógł w nich grać, bo to jego prawo i wolność? Albo że uwagi pedagog ma wygłaszać bez emocji. Negatywnych i pozytywnych. Nie można się wzruszyć czyjąś sceną. A przy pracy nad „idź Ofelio do klasztoru”, mam zachować kamienną twarz, być soplem lodu. Przecież emocje są sercem tego zawodu! Co innego nie obrażać studentów, a co innego posiadać emocje.

Tak oto poprawność polityczna może być konsekwencją uzasadnionych pretensji i frustracji. Choć rektor Wojciech Malajkat zapewnia, że nikt emocji na zajęciach nie będzie zabraniał. Inny z kolei aktor bagatelizuje całe starcie: – W Polsce liczą się przede wszystkim kryteria polityczne. Oskarżani o przemoc są ideowo po tej samej stronie co oskarżyciele, więc ten spór zostanie wygaszony. Jedna z koleżanek jest oskarżana w mediach społecznościowych, że wytykała studentom na zajęciach odmienną orientację seksualną. Ale dziś biega na marsze kobiet i wielu to wystarczy.

Czas pokaże, czy szkoły aktorskie zostaną po tej kampanii oczyszczone z nadmiernej toksyczności, czy zmienią się w laboratoria politpoprawnego savoir vivre’u. A może prawie wszystko zostanie po staremu, choć tyle padło mocnych słów?

– Piotr Zaremba

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Zdjęcie główne: Dorota Segda, rektor Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie i Wojciech Malajkat, rektor Akademii Teatralnej w Warszawie podczas inauguracji roku akademickiego 2016/2017 w Łodzi. Fot. PAP/Grzegorz Michałowski
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Pisanie sowieckiej ikony
Gułag opisywany jest jako „szkoła nowego, szczęśliwszego społeczeństwa”
Kultura Poprzednie wydanie
Polański kazał mu ufarbować włosy i znęcał się nad nim na planie
Reżyser posłuszeństwo wymuszał krzykiem. Starsi aktorzy byli oburzeni. Debiutanci spuszczali uszy po sobie.
Kultura Poprzednie wydanie
Był uważany za obciach. Przeistoczył się w wykonawcę, z którym...
Grzegorz Brzozowicz wspomina Krzysztofa Krawczyka.
Kultura wydanie 2.04.2021 – 9.04.2021
Jezioro Dargin
Fragment nowej powieści Wojciecha Chmielewskiego.
Kultura wydanie 2.04.2021 – 9.04.2021
Kartka od Judasza
Kogo przepraszał, kogo zapewniał o swej miłości? Usprawiedliwiał się, czy brał na siebie całą winę i wzywał pomsty na swoją głowę?