Rozmowy

Słowo „Narwik” mówi więcej interesującemu się historią Polakowi, niż mieszkańcowi Oslo

Churchill chciał zdobyć Narwik za wszelką cenę, to była jego obsesja, nawet gdy wiadomo było, że nastąpi wycofanie wojsk sprzymierzonych z portu. Nie było żadnego uzasadnienia dla tej operacji, zginęło prawie 300 żołnierzy. To była największa zdrada Brytyjczyków, życie Norwegów, Polaków i Francuzów poświęcone dla ich prestiżu — mówi Jan P. Pettersen, historyk i emerytowany major norweskiej armii, autor książek o udziale Norwegów w II wojnie światowej.

TYGODNIK TVP: Czy Narwik faktycznie był tak ważnym strategicznie miejscem Europy tuż przed atakiem Niemców na Francję i Belgię w czerwcu 1940 roku?

JAN P. PETTERSEN:
Już pod koniec września 1939 roku Winston Churchill, który wtedy jeszcze nie był premierem, a Pierwszym Lordem Admiralicji, czyli dowódca brytyjskiej marynarki, planował podjęcie akcji na Morzu Norweskim, w celu zablokowania transportu rudy żelaza ze Szwecji przez port w Narwiku. Później przez kilka miesięcy postulował jej podjęcie wobec władz wojskowych Francji i Wielkiej Brytanii. Francja też miała w tym swój cel, aby odciągnąć uwagę Niemiec od swoich granic. Narwik miał zatem znaczenie strategiczne, ale miał być głównie symbolem oporu wobec III Rzeszy i potwierdzeniem, że Wielka Brytania faktycznie jest z Adolfem Hitlerem w stanie wojny.

Niestety okazał się dość nieudolną manifestacją. Z militarnego punktu widzenia bitwa o Narwik była bowiem bezsensownym rzuceniem do walki znacznych sił, ryzykowaniem życia tysięcy żołnierzy, by następnie wycofać ich do Francji, która już kilka tygodni później padła łupem Niemców. W swojej książce „Narvik 1940. Strategisk Mål og Politisk Symbol” (pol. Narwik 1940. Cel strategiczny i symbol polityczny), która mam nadzieję trafi kiedyś do rąk także polskich czytelników, wykazuję, iż popełnione tam zostały błędy nie tylko w planowaniu operacji, jej realizacji, ale także choćby w samej idei sparaliżowania Narwiku. Cel można było osiągnąć, przejmując kontrolę nad położonymi w głębi lądu liniami kolejowymi –choćby Bjornfjell, co sugerowali norwescy dowódcy.
Francuscy żołnierze piechoty (Chasseurs Alpin) w drodze do Narwiku w Norwegii podczas II wojny światowej, 1940 r. Fot. European / FPG / Getty Images
Mieszka pan w Narwiku, za kołem podbiegunowym, ale to miejsce nietypowe ze względu na klimat.

Pochodzę z wioski Håkvik, położonej kilkanaście kilometrów od miasta – zresztą może być znana osobom z Polski zainteresowanym historią, gdyż właśnie tam miał miejsce desant waszej brygady. Narwik to faktycznie jedno z niewielu miejsc położonych poza kołem podbiegunowym, w którym ocean za sprawą Prądu Zatokowego, czyli Golfsztromu, przez cały rok nie zamarza. Gdy położone bardziej na południe szwedzkie porty na Bałtyku są skute lodem, ów prąd wlewa cieplejszą wodę z Atlantyku do Morza Barentsa sprawiając, że i zima tu nie jest tak naprawdę arktyczna. Narwik mógł więc – wracając do historii – przez cały rok dostarczać szwedzką rudę żelaza okrętami na południe.

Jak alianci przygotowali się na operację, która wprawdzie miała miejsce wiosną, lecz patrząc na nasze środkowoeuropejskie standardy przypominała wojnę toczoną zimą?

Niestety wojska alianckie rzuciły do walki ludzi absolutnie nieprzygotowanych do poruszania się po górskich stokach, bez wyposażenia. Z tego co wiem, Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich nie składała się z górali, choć miała nazwę kojarzącą się z tym regionem Polski. Śnieg u nas o tej porze roku jest straszny – mokry, roztapiający się, ciężki i trudny do poruszania się nawet dla wytrawnych narciarzy. Wiem, że przysłanych tu 18 tysięcy żołnierzy, może poza francuskimi strzelcami alpejskimi, miało słabe przygotowanie. Polacy, pomimo świetnego etosu bojowego i organizacji dowódców, też: nie mieli nart, tylko rakiety śniegowe, co samo w sobie jest absurdem, biorąc pod uwagę warunki w Norwegii. Do tego samo założenie brytyjskiego dowództwa, aby atakować Narwik z dwóch stron i rozproszyć wojsko, było wielkim nieporozumieniem. Brytyjczycy mieli ogromną przewagę marynarki i lotnictwa, czego zupełnie nie wykorzystali w tej operacji.

26 tys. zabitych Finów, 130 tys. Sowietów. Znacząca wojna, o której Zachód zapomniał

Osiem scen i terminów wojny zimowej, które proszą się o kamerę.

zobacz więcej
Jaki był plan brytyjskiego i francuskiego dowództwa?

Pojawił się pomysł rozsiania min na Morzu Norweskim, tak aby zmusić Niemców do wpłynięcia na wody międzynarodowe i umożliwić zatrzymanie ich okrętów. To oczywiście miało sprowokować przeciwnika. Gdy miny zostały postawione, wysłano wojska ekspedycyjne do Narwiku, Trondheim oraz Bergen. Oczywiście, jak powiedziałem, najważniejszym celem było zablokowanie linii kolejowej ze Szwecji. A że zima 1939/1940 należała do jednej z najsurowszych tamtej dekady, a kwiecień czy maj nie wykluczał wcale braku śniegu, oznaczało to praktycznie brak możliwości swobodnego działania wojsk lądowych.

Czego jeszcze nie wiemy o tej operacji, a co możemy znaleźć w pana badaniach?

Kiedy do Norwegii wysyłano kolejne oddziały, sytuacja stawała się ciężka i daleko inna, niż założenia ekspedycji sił sprzymierzonych. Pierwsze starcia aliantów z Niemcami miały miejsce już 9 kwietnia, lecz alianckie dowództwo otrzymywało złe wytyczne. Głównodowodzący Lord Cork realizował inne zadania niż dowódca wojsk lądowych generał Pierse Mackesy. I co najważniejsze, nie informowali o swoich planach lokalnych sił generała Carla Gustava Fleischera, nie konsultowali, nie korzystali z wiedzy ludzi znających fiordy i góry jak własną kieszeń. Tymczasem wielu z nas było myśliwymi, świetnie strzelającymi, poruszającymi się na nartach. Już sam brytyjski pomysł, aby atakować zatokę z północy i południa był nieporozumieniem. Norweskie oddziały stoczyły najtrudniejsze walki, ale największą hańbą aliantów było utrzymywanie w sekrecie decyzji o ich ewakuacji.

Podobne odczucia mieli Polacy, trafiłem na takie wspomnienia naszych weteranów w archiwach Polskiego Radia.

Zdaję sobie sprawę, że alianci w zaistniałej sytuacji chcieli się wycofać, ale sposób w jaki to zostało uczynione dziś jest wręcz nieakceptowalny. Aż do 3 czerwca żaden norweski żołnierz nie wiedział, że Brytyjczycy i Francuzi od 24 maja planują ewakuację, co można uznać za zdradzenie wojsk, które kilka tygodni wcześniej walczyły z nimi ramię w ramię. Brytyjczycy przekazali tę informację rządowi, ale pod jednym warunkiem: generał Fleischer i jego wojsko mieli nic nie wiedzieć. I tak się stało: jego oddziały walczyły, gdy siły sprzymierzone opuszczały wybrzeże.
Oczywiście Brytyjczycy do dziś przedstawiają bitwę, jako pierwsze starcie z Niemcami, otwierające ich udział w II wojnie światowej. Jednak ze strategicznego punktu widzenia był to olbrzymi błąd. Narwik został zaatakowany kosztem życia wielu żołnierzy, straty okrętów i samolotów, a za chwilę opuszczony. Jako specjalista od strategii wojskowej wystawiam tej operacji bardzo negatywną recenzję.

Jaki zatem był jej cel?

Churchill chciał zdobyć Narwik za wszelką cenę, to była jego obsesja, nawet gdy wiadomo było, że nastąpi wycofanie wojsk z portu. Nie było żadnego uzasadnienia dla operacji mającej miejsce tuż przed ewakuacją sił sprzymierzonych, gdy zginęło prawie 300 żołnierzy. To była największa zdrada Brytyjczyków, życie Norwegów, Polaków i Francuzów poświęcone dla ich prestiżu.

Jako wojskowy udowadnia pan, że operacja, będąca pierwszą bitwą aliantów podczas II wojny światowej, była świadectwem ich zupełnego nieprzygotowania do walki z Wehrmachtem.

Co potwierdził nie tylko jej przebieg, ale i to, co stało się niedługo później we Francji – Blitzkrieg oznaczał przejście przez Benelux i zajęcie Paryża. Wcześniej padła Norwegia, ale odnośnie wydarzeń w moim kraju uważam, że Hitler wcale nie chciał okupacji. Wprawdzie Vidkun Quisling zabiegał o to, licząc na pozostanie nazistowskim namiestnikiem, odwiedzał Führera w Berlinie zimą 1939 roku, ale dla III Rzeszy neutralność Norwegii i Szwecji była bardzo wygodnym rozwiązaniem. Wszystko zmienił incydent z niemieckim okrętem Altmark.

Może pan to przybliżyć, bo to u nas historia jednak mało znana, a w Norwegii symbol podobny do naszego 1 września… Kiedy w połowie lutego 1940 roku niemiecki statek handlowy Altmark, przewożący brytyjskich jeńców wojennych (statek płynął z południowego Atlantyku do Niemiec, opływając od północy Wielką Brytanię i następnie w dół wzdłuż wybrzeża Norwegii – przyp. red.), został abordażowany na norweskich wodach terytorialnych przez marynarkę brytyjską, to ostatecznie sprowokowało Hitlera do ataku na Norwegię. To wydarzenie pokazało, że norweski rząd nie ma woli ochrony swojej neutralności przed obydwiema stronami konfliktu, ani nawet potencjału, aby jej bronić.

Blefowali, że pomogą Polsce. Rzeźnikowi cywili postawili pomnik. I pytają: po co nam była ta wojna? Nocne Anglików rozmowy

Brytyjczyków zmanipulował „mały, antysemicki szakal z Cieszyna”, pretensje Niemiec do Polski były uzasadnione, Churchill był niekompetentny, a potęga imperium i legendarne bitwy to złudzenie – tak konserwatysta obala mity swego narodu o „słusznej wojnie”.

zobacz więcej
Później ORP Orzeł zatopił pierwszy transport Wehrmachtu do Norwegii. Londyn i Oslo udawały, że nie będzie z inwazji?

To był ważny i kluczowy moment wojny w Skandynawii i do dziś nie wiemy, dlaczego Brytyjczycy zignorowali meldunek polskiego okrętu. Twierdzili wręcz, że niemiecka flota wyrusza, aby uderzyć w ich konwoje pomiędzy Wielką Brytanią a USA na północy Atlantyku. Również norweski rząd na początku kwietnia otrzymał szereg raportów związanych z ruchami wojsk niemieckich i planowaną agresją. Tymczasem sprawy w poranek 9 kwietnia roku 1940 potoczyły się dość szybko, Niemcy lądowali w siedmiu miejscach. Według mnie mogli zostać powstrzymani zanim dotarli choćby do Trondheim. To był kolejny dowód, czym skutkował brak zdecydowania aliantów. Formalnie byli z Hitlerem w stanie wojny, a oddali mu nie tylko Norwegię, ale przede wszystkim Atlantyk – co zemściło się w czasie Bitwy o Anglię.

Decyzja Hitlera o agresji na neutralny kraj mogła dziwić?

Biorąc pod uwagę ważną, strategiczną pozycję naszego kraju, trudno było wierzyć, że po wybuchu II wojny światowej neutralność Norwegii zostanie zachowana. Jak mówiłem, naiwnością byłoby uznawanie ataku Niemiec za coś niespodziewanego. Chcieliśmy zachować podobny status, jak w czasie I wojny światowej, tylko że tu sytuacja była diametralnie inna. Wtedy mieliśmy mocną armię, która potrafiła bronić neutralności państwa, lecz w okresie międzywojennym polityka partii socjaldemokratycznych zmierzała ku demilitaryzacji. Dlatego właśnie byliśmy łatwym celem dla Niemiec i nie tylko dla nich, bo od północy czaiło się zagrożenie ze strony ZSRR.

Polscy żołnierze, którzy lądowali w kwietniu 1940 roku pod Narwikiem, początkowo mieli wesprzeć Finlandię właśnie w wojnie zimowej z Sowietami.

Planowana wyprawa korpusu ekspedycyjnego do zaatakowanej przez ZSRR Finlandii była jednak tylko pozorowaną akcją, której prawdziwym celem było zajęcie portu oraz zablokowanie kopalni w Kirunie i linii kolejowej ze szwedzkiej Luleå. Alianci jednak nie mieli dobrego planu wobec rozwoju wydarzeń w Europie, praktycznie od września 1939.


A tymczasem dla nas zagrożenie nadchodziło także ze Związku Sowieckiego, nikt nie wiedział, czy Józef Stalin nie będzie zainteresowany ekspansją także w naszym kierunku. Dopiero po ataku Rosjan na Finów właśnie na północy Norwegii powołane zostały pierwsze wojska – tzw. służba neutralności. Miały bronić kraju w sytuacji sowieckiego ataku z północy. Siły, które wtedy zmobilizowano potwierdziły, że naród mógł się bronić także przed Niemcami.

Do dziś ocena postawy Norwegów w czasie wojny jest dyskusyjna i to przede wszystkim różnie odbierana przez przedstawicieli własnego narodu.

Wokół historii udziału Norwegów w II wojnie światowej narosło wiele mitów, manipulacji czy nieścisłości. Dziś mieszkańcy północnej Norwegii nadal czują, że poświęcenie ich przodków nie jest docenione choćby w narracji historycznej naszego kraju. A przecież Norwegia broniła się: na południu prawie 4 tygodnie, na północy aż 8 tygodni. O waleczności oddziałów z Narwiku mówi się za mało. I szkoda, że dziś słowo „Narwik” znaczy więcej dla zainteresowanego historią Francuza czy Polaka, niż dla mieszkańca Oslo. W tych krajach są miejsca upamiętnienia tej bitwy, nazwy ulic.

Norwegia mogła czuć się zdradzona, czy opuszczona przez aliantów, tak jak Polska?

Formalnie nie byliśmy związani traktatami sojuszniczymi, ale atak Niemiec miał związek z przychylnością władz Norwegii wobec aliantów. W pewnym sensie Norwegia została pozostawiona sama sobie przez aliantów tak samo, jak Polska. Historie Polski i mojego kraju w trakcie II wojny można uznać za podobne: nie byliśmy przygotowani na atak, władze uciekały w popłochu, tworząc uzależnione od Londynu rządy na uchodźstwie. Warto dodać, że Norwegia i Polska miały wojsko biorące udział w wojnie, ruch partyzancki, którego wielkim symbolem u nas jest Maks Manus. To jego brawurowa akcja udaremniła realizację programu nuklearnego nazistów. To są fakty dość mało znane nawet osobom zainteresowanym historią II wojny światowej.

Na odsiecz Finom! Wojna zimowa a sprawa polska

Gdyby Helsinki czekały na pomoc aliantów, zostałyby na lodzie.

zobacz więcej
Symbolem Norwegii w czasie wojny często jest kolaboracyjny rząd Quislinga, czy Konrad Sundlo, dowódca garnizonu, który oddał Narwik bez walki oddziałom Wehrmachtu.

Powiela pan niestety narrację, która wyrywa z kontekstu fakty historyczne. A to jest wygodne w wydawaniu łatwych ocen. Partia narodowo-socjalistyczna nie miała w Norwegii przed wojną poparcia większego niż 2 procent, a nawet po ataku Niemców bardzo dużo jej członków, norweskich oficerów, podjęło walkę z Wehrmachtem. Co ciekawe, później niektórzy walczyli u boku Niemców na froncie wschodnim. Były tego różne powody, czasem ideologiczne, czasem ekonomiczne. Pamiętajmy, że dekret rządu już drugiego dnia po ewakuacji z kraju głosił, że każdy, kto podejmie współpracę z nazistami będzie automatycznie traktowany jak zdrajca ojczyzny. Quisling został stracony w 1945 roku w Oslo, a przywołany przez pana Sundlo oddał bez walki Narwik, bo myślał racjonalnie i nie chciał narażać małego miasteczka na śmierć cywili, z czego słynęły działania zbrojne Niemców.

Ostatecznie wojna w Norwegii nie przyniosła takich zniszczeń, jak choćby w Polsce.

Niemcy mieli liczne i dobre relację z naszym krajem jeszcze przed wojną. Poza tym istotny był aspekt ideologii narzuconej przez nazistów. Nordycy w ich pojęciu mieli być rasą uprzywilejowaną, za takich uważał Norwegów Hitler. Faktycznie ludność cywilna nie była specjalnie prześladowana, ale pamiętajmy, że Norwegia nie padła bez walki — ponad 12 tysięcy ludzi zginęło w trakcie operacji wiosną 1940 roku.

Czy w Norwegii mówi się o udziale obywateli tego kraju w dywizjach Waffen SS? Choćby o słynnej pancernej dywizji Wiking, która brała udział w Powstaniu Warszawskim, kontrolując przedpola naszej stolicy od strony Zegrza i Legionowa?

Osoby zainteresowane historią wiedzą, jakie były losy części Norwegów, którzy wybrali tę stronę. Powstawały o tym książki, więc trudno uznać temat za społeczne tabu. Warto podkreślić, że osoby walczące w wojskach hitlerowskich po powrocie do kraju czekało więzienie i utrata praw obywatelskich.
Żona Anthony'ego Josepha Drexela Biddle Jr., ambasadora USA w Norwegii, wręcza Carlowi Gustavowi Fleischerowi (1883 - 1942), głównemu dowódcy sił norweskich, przypinkę od British War Relief Society of America (BRWA - Brytyjskiego Stowarzyszenie Pomocy Wojennej w Ameryce) i miała kształt „kciuka do góry”. Odbyło się to podczas ceremonii przekazania mobilnych kantyn od BRWA następcy norweskiego tronu Olafowi. 30 lipca 1941. Fot. George W.Hales/Fox Photos/Hulton Archive/Getty Images
Polscy historycy często twierdzą, że Norwegowie w trakcie walk o Narwik nie byli jednostkami ani specjalnie wyszkolonymi, ani uzbrojonymi.

(milczenie)... Wie pan, co mówił Donald Trump, gdy słyszał coś niewygodnego: to fake news (śmiech).

Zadziwia mnie to, jak historycy podejmują narrację Imperium Brytyjskiego, dla którego fakt istnienia na północy samozwańczych sił zbrojnych pod wodzą generała Carla Gustava Fleischera, biorących udział w walkach, było po prostu niewygodne. Churchill nie chciał utrzymać przyczółku na północy kraju, częściowo zaangażować część armii niemieckiej w Skandynawii, aby zmniejszyć jej potencjał ofensywny w Europie. Wojsko stworzone na północy Norwegii mogło być armią wolnego kraju, będącego sojusznikiem aliantów, a generał Fleischer kimś na miarę skandynawskiego de Gaulle’a. Zresztą z tego, co wiem, i Norweg, i Francuz są kawalerami polskiego Orderu Virtuti Militari, a przywódca naszych wojsk w czasie walk o Narwik cieszył się ogromną estymą wśród polskiego dowództwa.

To, co dzieje się od 80 lat, to manipulacja faktami, nie tylko przez wstydzących się za swoje błędy dowódców alianckich, ale i historyków. W Narwiku zginęło oczywiście 97 Polaków, ale aż 141 Norwegów i dodatkowo 282 na morzu. Tymczasem tak często mówi się, że była to operacja brytyjsko-francusko-polska.

Co działo się z oddziałami norweskimi po operacji?

Generał Fleischer i jego 6. Dywizja nie kapitulowali, byli zdecydowani na dalszą walkę. W przeciwieństwie do rządu, który pod presją aliantów wybrał poddanie się i opuścił kraj. Kapitulację przyjmował generał Otto Ruge, który pozostał w niemieckiej niewoli.

Gen. Fleischser już w Wielkiej Brytanii postulował podejmowanie działań przez norweski ruch oporu. Był tym samym osobą niewygodną, gdyż swoją postawą potwierdzał, iż niezłomność była możliwa. W Londynie, w strukturach rządu na uchodźstwie był persona non grata. Został wysłany jako attaché wojskowy do Kanady, co było dla niego plamą na honorze. W tym czasie osoba posiadająca niższy stopień od niego była wodzem sił zbrojnych.

Dziwna polityka króla i norweskiego rządu wobec bohaterów ciągnęła się wiele lat po roku 1940. Nasze odznaczenie, Krzyż Wojenny, nadano ponad 91 alianckim żołnierzom z Narwiku i tylko jednemu Norwegowi – właśnie Fleischerowi. Dzień po przyznaniu odznaczenia, generał popełnił samobójstwo w Ottawie, wiadomość o uhonorowaniu nie zdążyła do niego dotrzeć. W pamiętnikach napisał: „Straciłem honor”.

– rozmawiał Cezary Korycki

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Pozostałości po jednej z walk morskich toczonych w Ofotfjord wiosną 1940 roku. Były częścią tzw. bitwy o Narwik, w której Niemcy przez niemal dwa miesiące – od 9 kwietnia do 8 czerwca – walczyli z wojskami alianckimi i Norwegami w okolicach teho miasta i zarazem strategicznego, niezamarzającego portu przeładunkowego szwedzkiej rudy żelaza. Na dnie zatoki spoczywa wiele okrętów, dziś często odwiedzanych przez nurków. Niektóre z wraków zostały uznane za groby wojenne. Fot. Galerie Bilderwelt/Getty Images
Zobacz więcej
Rozmowy Poprzednie wydanie
Alergie wypełniły niszę zwolnioną przez choroby zakaźne
To cena płacona za „westernizację” modelu życia. Nie mamy gdzie nauczyć się, „kto swój, a kto wróg”.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Czym cap odstraszał zarazę?
Wszystko leczyło laudanum, czyli opium zmieszane z winem w wersji dla kobiet, lub z wódką – dla panów.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Modlą się ze mną łąki. W góralskiej gwarze
Co jest najlepsze na uroki? I czym jest pijowecka, madziar, albo śtajerek?
Rozmowy wydanie 16.04.2021 – 23.04.2021
Odnawialne źródła energii nie rozwiążą problemów z klimatem
We wrześniu 2021 nie będzie pokrywy lodowej na Oceanie Arktycznym, pierwszy raz w dziejach ludzkości.
Rozmowy wydanie 16.04.2021 – 23.04.2021
Dobre piwo rzemieślnicze można zrobić nawet ze śledzia
Polacy nie gęsi i swój złocisty trunek mają.