Felietony

Śmiać się i smucić z panem Lemem

Wedle pisarza/myśliciela, człowiek za sprawą technologii nie uczynił lepszym ani gorszym swojego człowieczeństwa, „wyogromniały tylko jego możliwości czynienia drugim dobra lub zła”. 2021 został ogłoszony Rokiem Stanisława Lema.

W kolejnym odcinku programu „Co dalej?” tematem programu będzie twórczość Stanisława Lema i fantastyka naukowa jako narzędzie krytyki społecznej. Gośćmi Mateusza Bosaka będą pisarz Tomasz Kołodziejczak i publicysta Tomasz Rowiński. Piątek 26 marca godz. 17.45 w TVP Kultura.


W drugiej połowie lat 80. zeszłego wieku, urodzeni we wcześniejszej dekadzie młodzi czytelnicy odkrywali dla siebie fantastykę. A ściślej rzecz biorąc – „Małą Fantastykę” i „Fantastykę”. Mieli też „Komiks – Fantastyka”. Nawet jeśli żyli w biednym miasteczku, albo i na wsi, gdzie realny socjalizm to była elektryfikacja plus władza dzielona między lokalnego kierownika PGR a księdza proboszcza, mieli pewność, że w którymś z okolicznych kiosków RUCH-u czekał będzie na nich kosmos, na kilkudziesięciu stronach czasopism science-fiction. Powyższe tytuły kupowałem zwykle na dworcu kolejowym w wielkopolskim Śremie, którego obszerna wówczas poczekalnia mieściła również kiosk przypominający nieco klubokawiarnię.

Sprawujący tam władzę sprzedawca, starszy pan w okularach o grubych szkłach, miał towar także dla młodszych – szczególną obfitość przezroczy z bajkami do rzutnika „Ania”. Wiedział dużo o życiu codzienno-intymnym swego miasta, pracował wszak na strategicznej placówce. W dymie palonych tu „Klubowych” i „Popularnych” toczyły się rozmowy, płynęły gorzkie żale ludu pracującego miast i wsi oraz drobnej inteligencji. O swoich sprawach opowiadał mu świat, którego nikt już właściwie nie chciał słuchać. I jako pierwszy sprzedawca wiedział też, że zaraz nie będzie tutaj ani jego, ani przezroczy z bajkami do „Ani”, ani kawy po turecku podawanej w szklankach z plastikowym koszyczkiem, ani zbieranych do popielatych klaserów znaczków z polskim kosmonautą Mirosławem Hermaszewskim, ani „Klubowych”, ani „Małej Fantastyki”.

Osamotniony, staroświecki, dziwaczny. Poszedł dalej w ciemność…

Pod koniec życia był już na dobre i złe związany z prawicowymi tytułami, ale nigdy nie udawał zadzierżystego antykomunisty.

zobacz więcej
Ale my, młodsi czytelnicy i czytelniczki, zdążyliśmy przestać się o to martwić, szybko dorastając między 1987 a 1990 rokiem; pojawiły się inne atrakcje. I zbójeckim prawem autora mogę powiedzieć w imieniu owego starszego człowieka w brylach z rogowymi oprawami i w grubych szkłach, który dawno już pewnie nie żyje: „Wy sobie lećcie w ten kosmos, tutaj i tak zaraz wszystko zacznie rdzewieć”. Tak też się stało. Dziś śremski dworzec to ruina, podobnie jak cała kolejowa linia Jarocin-Czempiń. A jeśli chodzi o fantastykę, to i na niej geopolityka odcisnęła swoje piętno: Stany Zjednoczone zaczytują się w chińskim autorze Cixin Liu, twórcy choćby trylogii trisolariańskiej, której astropolityczne wątki ukrywają niejeden bieżący, międzynarodowy trop.

Rzecz jednak ma być o Stanisławie Lemie, którego 15. rocznica śmierci przypada 27 marca. I owszem, będzie. On był pierwszy na mojej domowej półce, za sprawą skromnie wydanej książeczki z „Bajkami robotów”, z czarno-białymi ilustracjami. Był też w szkole, w piątej lub szóstej klasie podstawówki. Na dobre została ze mną „Bajka o maszynie cyfrowej, co ze smokiem walczyła”: opowieść o wielu morałach, z których większość dotyczy zasadniczej prawdy, że człowiek powinien zachowywać ostrożność, wchodząc w bliższą znajomość z technologiami, wytworami własnych rąk i swoich zaborczych pragnień. Cyfrowe maszyny mogą bowiem wykazać złośliwość, (nie)typową dla rzeczy martwych, albo źle zrozumieć lub przeinaczyć nasze intencje i tym sposobem napytać nam jeszcze większej biedy niż ta, której miały zapobiec.

Ale i to nie byłaby cała prawda o Lemie, którego czytałem. Najważniejsza lekcja okazała się taka: otoczony kosmosem i technologiami, jakich dotąd ludzkość nie znała, człowiek wciąż będzie głupcem. Albo mędrcem. Będzie się mylił, będzie kłamał, szukał prawdy i wyciągał z niej rozliczne pożytki, wpadał dzięki niej w kolejne pułapki; będzie się śmiał, wylewał łzy i ocierał oczy; będzie podległy namiętnościom; będzie czuł samotność, będzie jej pragnął i próbował temu zaradzić, ku własnemu szczęściu i zgubie.

Lem jest autorem literatury, która przygląda się bliżej technologii i naukowej wiedzy, opowiada o nich, ale nie traci z oczu człowieka w jego kondycji, którą jedni nazywają ułomną, inni grzeszną. Jest też autorem, który przypomniał, że wszechświat może być nam znacznie bardziej obcy, niż skłonni byliśmy sądzić w czasach, którymi rządził jeszcze historiozoficzny optymizm różnej proweniencji. Jego kosmologia apofatyczna dobrze się ukazuje, gdy porównamy „Solaris” choćby z „Końcem eksperymentu »Arka«” braci Arkadija i Borysa Strugackich.
Autor Solaris
Pragmatyzm Lema w podejściu do poznania naukowego i technologii jest zdecydowanie antyutopistyczny. Wedle Lema, technologia to „warunkowane stanem wiedzy i sprawności społecznej sposoby realizowania celów przez zbiorowość upatrzonych”. Dzieło człowieka, w swoich realnych i fantastycznych formach rzutowane również w kosmos, nie stanie się nigdy zbawcą ludzkości. Wprost wyłożone to jest na kartach „Summa technologiae”: człowiek za sprawą technologii nie uczynił lepszym ani gorszym swojego człowieczeństwa, „wyogromniały tylko jego możliwości czynienia drugim dobra lub zła”. Następnie pisarz/myśliciel dodaje: „Nie ufam żadnym przyrzeczeniom, nie wierzę w zapewnienia podbudowane tak zwanym humanizmem. Jedynym sposobem na technologię jest inna technologia”. Jedyna mądrość ludzka, a i największa trudność, polega na tym, by nauczyć się ostrożnego korzystania z coraz bardziej wyrafinowanych narzędzi.

Umysł ludzki jest jedynym znanym nam dotąd żonglerem technologicznego postępu i katastrof. Ale nasze mózgi żyją w wielkich bio-społecznych naczyniach. Lem nie postrzega technologii jedynie jako narzędzia, jak noża do chleba, albo ostrza w czyichś plecach. Jego twórczość umożliwia nam zrozumienie technologii jako wyrafinowanego społecznego i egzystencjalnego zjawiska – technologiczny postęp jest też wrastaniem rzeczy i zjawisk w człowieczeństwo i w społeczeństwa. Coraz bardziej prawdopodobny mikroczip wszczepiony pod ludzką skórą jest przedmiotem, relacją, symbolem i nową cząstką psyche.

Jak Obcy z Predatorem wprowadzili nas w XXI wiek

Czyli: dlaczego przyszli wynalazcy powinni oglądać filmy science-fiction.

zobacz więcej
Starsze pokolenia, gdy myślały o technologicznym zagrożeniu, miały przed oczyma atomowe grzyby rozsiane nad światem. I tego nadal nie można wykluczyć, ale współcześnie kapryśność technologii lepiej zrozumiemy, jeśli sięgniemy choćby po „Kapitalizm sieci” Jana J. Zygmuntowskiego albo „Wiek kapitalizmu inwigilacji” Shoshany Zuboff. Nowe formy nadzoru społecznego, budowa i warunkowanie międzyludzkich wzorców zachowań, modelowanie egzystencjalnych tęsknot, które uspokajająco nazywamy hiperkonsumpcją, nowe formy uzależnień, którymi być może zajmie się fantastyka kolejnych pokoleń – znajduję ciągłość między tymi wyzwaniami, a sięgającym nieraz po groteskę i kpiny humorem Lema, jego cierpkim sceptycyzmem względem perypetii ludzkości w XX wieku i jego pewnością, że – tak czy inaczej – technologie będą się rozwijać, także jako odpowiedź na problemy z technologiami, które je poprzedzały. Poznawanie świata, czego mistrzem jest Lem, chroni przed pychą, rozpaczą, naiwnym utopizmem i przed abberacjami nowego irracjonalizmu.

Niewykluczone, że na którymś z możliwych światów, godnych Ekumeny Ursuli LeGuin, na podupadającej kosmicznej stacji jakieś dziecko czeka właśnie na przyjazd planowo opóźnionego międzygwiezdnego pociągu „Uczony Klapaucjusz”, przeglądając na urządzeniu z kryształków pismo fantastyczne. I słyszy rozmowy zmęczonych dorosłych, że postęp zostanie zaraz przestawiony na inne tory, a oni będą bio-fabrycznie przemontowani lub przerobieni na części zamienne. Nie poczuje jednak niepokoju, bo dorośli czasem narzekają, ale i tak obiecują lepszy świat. Taki, na którym nie może zabraknąć ciepłych, jasnych miejsc, sprzyjających pogodnym myślom. Pociąg międzygwiezdny w końcu wyląduje, historia pójdzie dalej swoją niezbyt jasną drogą. A chłopiec po latach uzna, że i tak warto było śmiać się i smucić z panem Lemem.

– Krzysztof Wołodźko

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Czerwiec 1960. Filozof, pisarz, futurolog, eseista i satyryk Stanisław Lem w garażu przy swoim domu, ulica Narwik na osiedlu Kliny w Krakowie. Fot. PAP/Piotr Barącz
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Czy ZSRR faworyzował Ukraińców kosztem Rosjan?
Gospodarz Kremla usiłuje udowodnić mieszkańcom Ukrainy, że są ubogimi krewnymi Rosjan, którym powinni dziękować za swój stan posiadania.
Felietony Najnowsze wydanie
Moje rozmowy z Borgesem
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Lato
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Don Kichot
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Sterling
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.