Felietony

Manifest zwolenników aborcji

„Aborcja jest” Katarzyny Wężyk to manifest ludzi, którzy nie tylko uważają ją za w pełni moralnie dopuszczalną, ale wręcz uznają za codzienność, za jeden z fundamentalnych elementów doświadczenia kobiecości.

Ta książka niczym mnie nie zaskoczyła. Za dużo czytałem tekstów i książek amerykańskich i brytyjskich na ten temat, by cokolwiek mogło mnie zadziwić. Standardowe jest tu zarówno ustawienie tematu aborcji jako czegoś od zawsze oczywistego, jak i takie pomijanie obecnych choćby u Hippokratesa zastrzeżeń wobec niej, by móc stwierdzić, że nawet filozof uznawał ją za dopuszczalną.

Amerykańska kalka

Nie zaskakuje także narracja dotycząca nauczania Kościoła, w której nacisk kładziony jest na dyskutowaną przez wieki kwestię czasu „animacji” (to znaczy wstąpienia duszy w ciało) i tego, czy jest ona – posługując się językiem filozoficznym – bezpośrednia (to znaczy następuje w momencie, gdy powstaje nowy organizm) czy też pośrednia i stopniowa (związana z jakimś momentem rozwoju albo z pierwszymi ruchami). Spór ten rzeczywiście się toczył, ale – co autorka ignoruje – wcale nie dotyczył kwestii uznawania aborcji za grzech ciężki. Tak była ona traktowana od samego początku chrześcijaństwa.

Dziwnym trafem nie znajdziemy także jasnego wskazania, że spór ten nie dotyczył ani moralności, ani teologii, ale ówczesnego rozumienia „embriologii” czy „biologii”. Ojcowie i Doktorzy Kościoła nie spierali się więc w tej sprawie o to, do kiedy aborcja jest moralnie dopuszczalna, ale o to, jak rozumiemy rozwój człowieka, zastrzegając przy tym, że każda aborcja jest czymś złym.


Milczeniem – co charakterystyczne – pominięta zostaje także całość współczesnej argumentacji przeciwko aborcji, która wbrew temu, do czego próbuje przekonać czytelników Wężyk, nie jest związana ani z chęcią kontroli kobiet, ani z przekonaniem, że mężczyźni mają mieć większe prawa, ani tym bardziej z pragnieniem powrotu do tego, co było. Chodzi w niej natomiast o uznanie, że z samego faktu przynależności do gatunku ludzkiego (a co do tego, że zarodek do niego należy nie ma sporu) wynikają pewne uprawnienia – w tym fundamentalne prawo do życia.

Pominięcie tego elementu argumentacji – co jest oczywiście wygodne z perspektywy retorycznej – pozwala skupić się wyłącznie na piętnowaniu (niewątpliwie się pojawiającej) mizoginii, ale w ogóle nie dotyka istoty sporu, jaki realnie się toczy.
Protesty po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że aborcja z przesłanek embriopatologicznych jest niezgodna z konstytucją. Fot. PAP/Grzegorz Momot
W jego trakcie nikt nie kwestionuje prawa kobiet do własnego brzucha ani do własnej decyzji, a jeśli czegoś dotyczy ów spór to uprawnień innej osoby (względnie istoty), które mogą ograniczać uprawnienia kobiety. To jest centrum sporu. W książce Wężyk jednak w zasadzie on nie istnieje. Ale i w tym punkcie jest to książka niezwykle typowa, można powiedzieć kalka tego, co od lat czytamy na amerykańskich stronach internetowych czy w amerykańskich publikacjach dotyczących tzw. praw reprodukcyjnych.

Od antykoncepcji do aborcji

Jeśli zatem w ogóle piszę o tej publikacji, to nie dlatego, że wnosi ona coś nowego do debaty ani nie dlatego, że pojawiają się w niej złośliwości wobec mojej żony, ale dlatego, że – pomijając jej słabości – powinna być ona uważnie przeczytana także przez obrońców życia. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Otóż, zapewne nieświadomie, Wężyk dostarcza wielu argumentów właśnie im, pokazuje, jakie często są prawdziwe przyczyny aborcji i wreszcie wskazuje na co powinniśmy – jako strona pro life – zwrócić baczniejszą uwagę.

Oburzenie, złość nie są właściwą odpowiedzią na „Aborcja jest”, zamiast tego warto wyciągnąć z niej wnioski. I to niekoniecznie takie, do których chciała nas doprowadzić autorka.

Feminizm zdjął z mężczyzn odpowiedzialność

Wielu mężczyzn w Polsce opowiada się za prawem do aborcji. Bo to nie oni przechodzą przez koszmar, jakim jest usuwanie ciąży.

zobacz więcej
Pierwszy wniosek, do którego prowadzi czytelników Wężyk jest oczywisty. Antykoncepcja nie chroni przed aborcją i nie sprawia, że aborcji jest mniej. Część z jej bohaterek wprost stwierdza, że antykoncepcję stosowała, ona zawiodła, zawiodła często także antykoncepcja awaryjna (tzw. dzień po) i stąd aborcja. Strach przed dzieckiem, niechęć do konsekwencji aktu seksualnego zablokowały je nawet na próbę przyjęcia dziecka. Trudno o lepszy przykład powiązania mentalności antykoncepcyjnej z aborcją. Jedno wynika z drugiego, a Katarzyna Wężyk wcale tego nie ukrywa.

Każdy powód dobry

Nie jest też prawdziwym nieustannie powracający – przynajmniej do niedawna – argument, że aborcja ma być rozwiązaniem wyjątkowym, gdy kobieta znajduje się w sytuacji dramatycznej. Według Wężyk „trzeba znormalizować normalną aborcję, czyli znakomitą większość zabiegów”. Co znaczy normalna aborcja? To aborcja przprowadzona dlatego, że dziecko mogło zmienić życie, miało się za małe mieszkanie albo odchowane dzieci i to nowe mogło wszystko zniszczyć.

„Zwyczajna aborcja (…) to przypadek tych 74 procent kobiet, które pytane o powodów przerwania ciąży odpowiedziały, że dziecko w tym momencie dramatycznie zmieniłaby ich życie – nie mogłyby pogodzić macierzyństwa z pracą, edukacją czy opieką nad posiadanymi już dziećmi lub starszymi członkami rodziny. To te 48 procent, które odpowiadały, że nie chcą być samotnymi matkami albo mają problemy w związku. To 73 procent, które deklarowały, że nie stać ich na dziecko” – wskazuje Wężyk. I z pasją przekonuje, że nie ma powodów, by uważać, że aborcja kiedykolwiek jest zła. Każda jest dobra, każdy powód jest odpowiedni, i nikomu nic do tego, dlaczego ktoś ją dokonuje. A każdy, kto ma inną opinię, nawet jeśli opowiada się za aborcją, to w istocie jest dziadersem.

Gdzie są mężczyźni?

Z książki „Aborcja jest” wynika także, że w przypadku aborcji zazwyczaj zawodzą mężczyźni. Kolejne opowieści kobiet wskazują, że mężczyzna był nieodpowiedni, nie walczył, ale po prostu wyłożył pieniądze, a jeśli któryś się zainteresował, to jego rola ograniczyła się do towarzyszenia w drodze do kliniki aborcyjnej.

„Nigdy nie byłam z facetem, który zapewniłby mi wystarczająco dużo poczucia bezpieczeństwa, by stworzyć z nim coś stabilnego – na tyle stabilnego, żeby myśleć o odpowiedzialności za jeszcze jedną istotą. Oprócz kota” – opowiada jedna z bohaterek. A motyw nieobecności odpowiedzialnego mężczyzny wraca jak refren w kolejnych opowieściach.
Demonstracja zwolenników pro life przed Sądem Najwyższym w Waszyngtonie. Fot. Alex Wong/Getty Images
W książce wciąż powraca wściekłe zapewnienie, że zespołu poaborcyjnego nie ma, a spora część rozmówczyń zapewnia, że nigdy swej decyzji nie żałowała. Trudno jednak nie dostrzec, że wiele kobiet nieustannie myśli o tym, co się wydarzyło, inne przeżywają żałobę, a jeszcze inne wciąż walczą o to, by wszyscy uznali, że ich aborcja (i aborcja w ogóle) nie tylko jest OK, ale była jedynym możliwym wyborem. To, warto pamiętać, także są objawy traumy związanej z aborcją. Nie zawsze objawia się ona w żalu i płaczu, a często ów żal i płacz przychodzi dopiero wiele lat później.

Utwierdzanie przekonanych

Ruchy pro life jednak – i to także jest istotny wątek tej książki – powinny jak ognia unikać skojarzenia z dziadersami. Siłą polskich feministek jest także to, że część działaczy tego ruchu jest nie tylko za życiem poczętym, ale też walczą z maseczkami (bo przecież COVID nie istnieje) albo angażują się w polemiki z ruchem homoseksualnym. W ten sposób dyskwalifikują temat w oczach wielu z tych, którzy życia może by i bronili, ale bez całego tego pakietu.

Amerykańskie ruchy pro life odrobiły tę lekcję. Nie brak feministek opowiadających się za życiem, argumentację pro life wyprowadza się z liberalnych przesłanek, z zasady niedyskryminacji czy z przekonania, że najsłabszych trzeba bronić. To jest droga, którą trzeba iść. Ruch pro life nie jest obroną przeszłości, XIX-wiecznego modelu rodziny, ale powinien być zakorzeniony w tradycji walki z niewolnictwem, walki o prawa obywatelskie, o uznanie, że także najsłabsi mają prawo do życia. Amerykanie pokazują, że można to zrobić. Nie ma powodów, by Polska miała być gorsza.

I na koniec jeszcze jedno. „Aborcja jest” z perspektywy obrony życia nie jest zagrożeniem. Celem Katarzyny Wężyk nie jest przekonywanie nieprzekonanych, ale utwierdzanie przekonanych. A w Polsce, tak jak w USA, wciąż większość stanowią nieprzekonani do żadnej opcji. Można ich określić jako przeciwników aborcji, którzy uznają, że czasem można ją zastosować albo jako jej zwolenników, którzy uważają, że w wielu przypadkach jest ona niedopuszczalna. To do nich trzeba się zwrócić. Utwardzanie przekonanych jest w tej chwili drogą donikąd.

– Tomasz P. Terlikowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Badanie w gabinecie ginekologicznym pod koniec pierwszego trymestru ciąży. Fot. BSIP/Universal Images Group via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Współpracownik prawdy. Był zawsze obiektem krytyki i złośliwości
Czy możliwe, że dla młodszego pokolenia dziennikarzy te sprawy nie są już istotne?
Felietony Najnowsze wydanie
Symetrysta
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Pióro
Andrzej Krauze komentuje dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Monika Olejnik ma prawo być mężczyzną?
Nasze liberalne elity uważają się za obrońców oświeceniowego rozumu.
Felietony Najnowsze wydanie
Popkultury igraszki z diabłem
W rapie do tej pory wątki satanistyczne w zasadzie się nie pojawiały.