Cywilizacja

Zaraza w raju polskich celebrytów

Od 1998 r. w Tanzanii wszelkie akty homoseksualne są uznawane za nielegalne. Gejom grozi 30 lat więzienia, a nawet dożywocie, zaś lesbijkom „zaledwie” 5 lat pozbawienia wolności lub wysoka grzywna – różnica wynika podobno stąd, że do aktów homoseksualnych pomiędzy mężczyznami dochodzi znacznie częściej.

„To, co poczułam mocno w Afryce, to bardzo silna wibracja żywiołu ziemi. Dziś dotarła do mnie świadomość, że tego właśnie w tym momencie życia potrzebowałam. Po medytacji z tą energią, zobaczyłam siebie inną, jakby pojawiła się we mnie nowa jakość, do której wcześniej nie miałam dostępu” – pisała na Instagramie prosto z Zanzibaru Edyta Herbuś, tancerka.

Zachwytu egzotyczną wyspą i jej mieszkańcami nie kryła również Iwona Pavlović, też tancerka: „Codziennie spotykamy się z piękną, cudowną dziewczynką o imieniu Huzajma... Przychodzi do nas ze swoimi młodszymi siostrami... Ich uśmiechnięte buźki zarażają nas miłością do swojego kraju.”

Tanzania, a konkretnie Zanzibar, miejsce, którego wskazanie na mapie do niedawna (niemal na pewno) nastręczałoby trudności większości naszych celebrytów, a pewnie także wielu zwykłym śmiertelnikom, stało się nagle Ziemią Obiecaną. Co takiego ma ten egzotyczny zakątek, że awansował do rangi ulubionego kierunku covidowych wakacji i jaki ma to związek z niedawną śmiercią prezydenta Tanzanii?

Focia z Murzynkiem

Lista polskich celebrytów, którzy w ostatnich miesiącach gościli na należącej do Tanzanii wyspie jest bardzo długa. Modę na ten kierunek miała zapoczątkować – według portali plotkarskich – młoda aktorka serialowa Julia Wieniawa. Po niej na zanzibarskich plażach wygrzewały się mniej i bardziej znane aktorki, piosenkarki i prezenterki: Joanna Racewicz, Justyna Steczkowska, Natalia Kukulska, Beata Kozidrak, Agnieszka Dygant, Barbara Kurdej-Szatan, Marieta Żukowska, Izabela Kuna, Anna Dereszowska czy Klaudia El Dursi. A spośród panów m.in. koszykarz Marcin Gortat, aktor Rafał Królikowski i muzyk skandalista Nergal.

Przynajmniej część z nich wakacje spędziła w jednym z hoteli sieci PiliPili należących do Wojciecha Żabińskiego, który – jak sam o sobie pisze – rzucił wszystko i wyjechał na rajską wyspę. Deklaruje, że w swoich działaniach stara się nieść pomoc miejscowym – dając im pracę i angażując się w rozwój edukacji, stwarza szansę na lepsze życie.

O chęci niesienia pomocy ubogim mieszkańcom wyspy zapewniają także wypoczywający celebryci. „Dzięki artystom i turystom z Polski, którzy tu przyjeżdżają, budowane jest Centrum Edukacji, gdzie dzieci będą się uczyć angielskiego i obsługi komputera. Dostaną również ciepły posiłek, powstanie także boisko i basen dla nich. Pieniądze zebrane podczas koncertów na licytacjach przeznaczone są na budowę tego miejsca. Potrzeby są ogromne!” – pisała na Instagramie Beata Kozidrak, wokalistka.
Cel szczytny, ale raczej nie wszyscy znani podzielają jej intencje. A kiedy niektórzy z nich próbują integrować się z miejscowymi, u internautów wywołuje to raczej konsernację niż podziw. Zachowanie młodej aktoreczki Julii Wieniawy, która podczas wycieczki po wyspie rozdaje dzieciom prezenty i ubrania, trudno uznać za niesienie realnej pomocy. To raczej lans, utrwalający krzywdzący stereotyp bogatego, białego człowieka, który traktuje Afrykanów protekcjonalnie. Jeżeli dołożymy do tego relację „live” z „wydarzenia” w mediach społecznościowych, to trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystko obliczone było tylko na ilość odsłon posta i ewentualny angaż do kolejnej reklamy. Widocznie słodkie zdjęcia z małymi, umorusanymi Murzynkami, wciąż pozostają w modzie.

Częściej słychać tylko rosyjski

Egzotyczne wakacje w środku pandemii nie są zresztą szczególnie dobrze odbierane przez fanów. Cóż kiedy wakacje w raju, zaledwie 10 godzin lotu z Polski (za niecałe 3 tys. zł.) kuszą. W końcu – jak twierdzą tanzańskie władze – w ich kraju zagrożenie epidemiczne nie istnieje. Czy na pewno?

Od kilku miesięcy na Zanzibar przylatują co tydzień dziesiątki Polaków. Podobno na ulicach częściej od polskiego, słychać jedynie język rosyjski (rządy Tanzanii i Rosji podpisały porozumienie o ruchu bezwizowym).

Dama z Murzynkiem. Lans Dominiki Kulczyk

Eliza Olczyk: Kim jest kobieta, której oponenci nie szczędzą szyderczych uwag w rodzaju: „Dobra biała pani z czarnym dzieciątkiem”?

zobacz więcej
Ten afrykański kraj, a szczególnie, posiadający autonomię, archipelag Zanzibaru z dwoma największymi wyspami Zanzibarem i Pembą, to w istocie, w obecnej sytuacji – raj na Ziemi. Obowiązują tutaj być może najlżejsze restrykcje na całym świecie. Turyści, tuż po opuszczeniu pokładu samolotu, mogą poczuć klimat „sprzed pandemii”.

Aby wjechać do Tanzanii nie jest konieczny negatywny test w kierunku zakażenia koronawirusem. Podróżni nie muszą również odbywać obowiązkowej kwarantanny. Wyjątkiem są osoby, które po przybyciu do Tanzanii kontynentalnej wykazują objawy choroby – ci mogą zostać skierowani na test. Na Zanzibarze jednak ta zasada nie obowiązuje.

Chociaż lokalne władze wydają ogólne zalecenia, takie jak utrzymywanie dystansu, noszenie maseczek, dezynfekcja rąk oraz mierzenie temperatury osobom wchodzącym do zamkniętych pomieszczeń, to w praktyce mało kto się nimi przejmuje.

Zainteresowanie Zanzibarem jest tak duże, że na początku marca tego roku polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało ostrzeżenie w sprawie podróży. Możemy w nim przeczytać m.in.: „Ambasada RP w Dar es Salaam uprzejmie przypomina, iż ostatnie oficjalne dane dotyczące COVID-19 władze Tanzanii upubliczniły 29 kwietnia 2020 r. Brak szerokiego testowania i bieżących informacji o liczbie zarażonych ze strony lokalnych władz uniemożliwiają ocenę faktycznego zagrożenia epidemicznego w tym kraju. Wg informacji nieoficjalnych zagrożenie takie zarówno w Tanzanii kontynentalnej, jak i na Zanzibarze, jest poważne.”

Modliwa i inhalacje

Rzeczywiście, już na początku pandemii, w marcu 2020 r., władze Tanzanii z prezydentem Johnem Pomba Magufuli’m na czele bagatelizowały problem. Pod koniec kwietnia, w całym kraju (liczącym 56 mln mieszkańców) odnotowano 509 zakażeń oraz 21 zgonów spowodowanych COVID-19. Na początku maja, decyzją prezydenta, zawieszono szefa głównego laboratorium, Nyambure Moremi. Powodem miało być wykrycie koronawirusa w próbkach pochodzących od… kozy, przepiórki oraz z papai. Zdaniem Magufuli’ego ten wynik podważył wiarygodność wszystkich testów, więc prezydent zakazał dalszego ich wykonywania – nie wyjaśnił jednak dlaczego zdecydował się na prowokację z użyciem podstawionych próbek.
Władze Kenii nie wierzą w zaklęcia o końcu epidemii i na granicy testują kierowców jadących z Tanzanii. Fot. REUTERS/Thomas Mukoya
Od tamtej pory Tanzania zaprzestała testowania, a tym samym przekazywania danych dotyczących rozwoju epidemii do WHO (pomimo wielokrotnego upominania). Na stronie Uniwersytetu Johna Hopkinsa, który monitoruje sytuacje epidemiczną na całym świecie, szukając informacji na temat Tanzanii, wciąż odnajdziemy „status” epidemii sprzed niemal roku, czyli 509 zakażeń. A przecież miemożliwe jest, aby przez cały ten okres, liczba chorych nie uległa znacznemu zwiększeniu.

Zdaniem prezydenta Magufuli’ego sytuacja została opanowana. Chorym na COVID-19 szef państwa zalecił inhalacje z pary wodnej, picie ziół, zdrowe odżywianie i modlitwę.

W czerwcu 2020 r., po trzech dniach postów i modlitewnego czuwania, prezydent ogłosił, iż kraj jest już wolny od epidemii. Wkrótce zapowiedział także, że Tanzania nie jest zainteresowana kupnem szczepionek.

Odciął się od korzeni, zwodził, mylił tropy. W pogoni za Freddiem

Zespół Queen powstał 50 lat temu i wciąż koncertuje, ale żaden z jego kolejnych wokalistów nie może równać się z Freddim Mercury’m.

zobacz więcej
O trudnej (choć nie wiadomo jak bardzo) sytuacji epidemicznej w Tanzanii informuje jednak opozycja oraz Kościół Katolicki. Sekretarz Episkopatu Tanzanii, Charles Kitima w rozmowie z portalem BBC News Swahili stwierdził, że w ostatnich miesiącach zmarło 25 księży i 60 sióstr zakonnych, których objawy choroby wskazywały jednoznacznie na SARS-CoV-2. Dodał również, że duchowni w całym kraju odnotowują gwałtowny wzrost liczby odprawianych pogrzebów: „Zwykle w miejskich parafiach odbywała się jedna lub dwie msze żałobne tygodniowo, a teraz odprawiamy msze codziennie”.

Lekarze pracujący w tanzańskich szpitalach, zarzucają rządowi ignorowanie problemu i alarmują, że sytuacja może się wciąż pogarszać. „Władze wywierają na nas presję, abyśmy nie zajmowali się osobami z objawami koronawirusa albo leczyli ich z powodu zapalenia płuc (…) jesteśmy w niebezpieczeństwie, ponieważ nie otrzymujemy nawet środków ochrony osobistej” – mówił dla portalu Africa Report jeden z lekarzy pracujących w Szpitalu Narodowym Muhimbili w Dar es Salaam.

Duża liczba zagranicznych turystów (kilkadziesiąt tysięcy osób miesięcznie) i ignorowanie wszelkich zasad reżimu sanitarnego – zwłaszcza w kurortach – każą przypuszczać, że wirus na terytorium Tanzanii rozprzestrzenia się w podobnym tempie lub szybszym, jak w sąsiednich krajach. Dla przykładu: w Kenii, liczącej 51 mln mieszkańców, do 21 marca tego roku odnotowano 120 tys. zakażeń i niemal 2 tys. zgonów.

Gdzie jest prezydent?

Zdania na temat koronawirusa prezydent Tanzanii nie zmienił nawet wówczas, kiedy jasne stało się, że w wyniku COVID-19, w lutym tego roku zmarł jeden z ważniejszych tanzańskich polityków, wiceprezydent Zanzibaru, Seif Sharif Hamad. Niedługo później, 27 lutego sam prezydent Magufuli po raz ostatni był widziany publicznie.

Po kilku dniach nieobecności w mediach, dziennikarze zaczęli dopytywać, co się dzieje z głową państwa. Chociaż rząd zapewniał o dobrym stanie jego zdrowia, to nie wystarczyło. Z nieoficjalnych informacji, jakie trafiły do opinii publicznej wynikało, że prezydent choruje i przebywa w szpitalu w Nairobi (Kenia) lub w Indiach, oczywiście pod zmienionym nazwiskiem.
Wieść o śmierci 61-letniego prezydenta wstrząsnęła Tanzanią. Fot. REUTERS/Emmanuel Herman
17 marca (niemal) wszystko stało się jasne. W wystąpieniu telewizyjnym, wiceprezydent Tanzanii Samia Hassan Suluhu przekazała, że prezydent Magufuli, w wieku zaledwie 61 lat, zmarł na atak serca.

Wiadomość wstrząsnęła Tanzanią. Pojawiły się liczne spekulacje, że przyczyną śmierci nie były wcale problemy kardiologiczne, lecz zakażenie koronawirusem. Oczywiście, wszyscy zdają sobie sprawę, że po miesiącach odrzucania zagrożenia epidemicznego, tanzański rząd tego nie potwierdzi – przynajmniej na razie.

Koronasceptyk i wróg LGBT

John Magufuli był prezydentem raczej lubianym, choć opozycja zarzucała mu autorytarne ciągoty i ograniczanie wolności słowa. Urząd objął w roku 2015, a w 2020 wygrał kolejne wybory. Głową państwa miał szansę być do 2025 r., przez dwie kadencje.

Napoje energetyczne, traktory, dzikie zwierzęta. Polskie firmy podbijają Afrykę

Wciskanie przez białych towarów drugiej kategorii Afrykańczycy traktują jak kolonializm.

zobacz więcej
Sympatię Tanzańczyków zjednał sobie głównie dzięki hasłom walki z korupcją i ograniczeniem wydatków państwa, które szybko wcielił w życie. Zlikwidował kilka resortów, zmniejszając liczbę ministrów z 30 do 19 oraz zdecydował o przyznaniu sobie znacząco niższej pensji, która wynieść miała 4 tys. dolarów (wcześniej pensja prezydenta wynosiła 15 tys.). Dzięki jego staraniom, jeszcze w 2015 r., kraj poradził sobie z szalejącą epidemią cholery – na walkę z chorobą przeznaczono m.in. pieniądze, które wcześniejszy prezydent planował wydać na obchody święta niepodległości. Ten ruch spodobał się ludziom, którzy widzieli w nim sprawnego administratora, zainteresowanego losem najbiedniejszych mieszkańców.

Zdaniem prof. Andrzeja Polusa z Uniwersytetu Wrocławskiego, Magufuli był odważnym politykiem, który wiele spraw wolał wziąć we własne ręce, niż zostawić je potencjalnie skorumpowanym podwładnym. „Wytaczał procesy międzynarodowym korporacjom wydobywczym (działającym na polu produkcji złota w Tanzanii) za niepłacenie należnych Tanzanii podatków. Inwestował w infrastrukturę i transport – zasadność części inwestycji (jak np. rewitalizacja [linii lotniczych - dop. red.] Air Tanzania) była kontestowana, ale wiele z podjętych przez niego projektów infrastrukturalnych miało racjonalizację ekonomiczną” – podkreśla Polus w artykule dla Polskiego Centrum Studiów Afrykanistycznych.

Pomimo swoich starań i poprawy warunków życia Tanzańczyków, Magufuli cieszył się, delikatnie mówiąc, złą opinią w światowych mediach. Wszystko za sprawą restrykcji skierowanych przeciwko osobom deklarującym się jako LGBT. Chociaż krzywdzącym jest twierdzić, że to Magufuli odpowiada za prawo, które obowiązuje w państwie, to trzeba przyznać, że sam nie zrobił nic, aby złagodzić surowe przepisy – chociaż żywiono wobec niego takie nadzieje, zanim został prezydentem.

Od 1998 r. w Tanzanii wszelkie akty homoseksualne są uznawane za nielegalne (swoją drogą nielegalny jest także heteroseksualny seks oralny i analny). Gejom grozi 30 lat więzienia, a nawet dożywocie, zaś lesbijkom „zaledwie” 5 lat pozbawienia wolności lub wysoka grzywna – różnica wynika podobno stąd, że do aktów homoseksualnych pomiędzy mężczyznami dochodzi znacznie częściej.
John Magufuli w pełni sił w czasie wizyty w stolicy Kenii, Nairobi w 2016 roku. Fot. REUTERS/Thomas Mukoya
Magufuli i jego rząd nie tylko nie złagodził przepisów, lecz włączył się w swoistą „krucjatę” w obronie moralności, krytykowaną przez środowiska lewicowe na całym świecie. W 2016 r. jego decyzją zamknięto finansowane przez Stany Zjednoczone projekty zapewniające opiekę medyczną osobom homoseksualnym. Prezydent zdając sobie sprawę z problemu, jakim w Tanzanii jest wirus HIV, obarczył winą za jego rozprzestrzenianie gejów, po czym deportował chorych na AIDS migrantów pochodzących z krajów sąsiednich.

Powszechne oburzenie, które zachodnia lewica od razu okrzyknęła mianem „polowania na czarownice”, wywołała deklaracja gubernatora okręgu Dar es Salaam. W październiku 2018 r. Paul Makonda oświadczył, że wszyscy homoseksualiści z okręgu zostaną wyłapani oraz poddani przymusowemu leczeniu lub, jeśli odmówią terapii, zamknięci w więzieniach do końca życia.

Jak Francja wykradła dzieci Reunionu. „Mają nie być zbyt czarne”

Niektóre matki traciły córki i synów jedynie dlatego, że paliły papierosy.

zobacz więcej
W wyniku międzynarodowych nacisków (w tej sprawie wypowiadał się nawet ówczesny sekretarz stanu USA Mike Pompeo) Ministerstwo Spraw Zagranicznych Tanzanii zapewniło, że opinia przedstawiona przez Makondę jest jego własną i nie należy jej traktować jako stanowiska rządu. Chociaż do powszechnych „łapanek” nie doszło, to rząd prezydenta Magufuli’ego znalazł się pod jeszcze większym ostrzałem.

Prawo uderzające w osoby deklarujące się jako LGBT jest w Tanzanii surowe, lecz nie wyjątkowe. W Afryce homoseksualizm zakazany jest łącznie w 35 państwach (karą jest od 14 do 30 lat więzienia). W Mauretanii, północnej Nigerii (na terenach zamieszkałych przez muzułmanów), w Sudanie i Somalilandzie grozi za niego kara śmierci.

Szkoda więc, że pomimo sukcesów w polityce zagranicznej i znacznej poprawie sytuacji gospodarczej kraju, prezydent Magufuli zostanie zapamiętany przede wszystkim jako prześladowca gejów i „koronasceptyk”. Jedno i drugie jest zasługą – przede wszystkim – wiodących lewicowych mediów na całym świecie.

Co zrobi muzułmanka z Zanzibaru?

Niemal jedną trzecią populacji Tanzanii stanowią muzułmanie. Jednak na Zanzibarze to aż 98 procent wszystkich mieszkańców, o czym wielu zachodnich turystów zapomina. Choć strój kąpielowy czy skąpe szorty i koszulki na plaży czy wokół hotelowego basenu są jak najbardziej dozwolone, to na pewno nie jest to ubiór stosowny na spacer po mieście czy obiad w restauracji. Mieszkańcy Zanzibaru, których większość żyje z branży turystycznej, dość długo przymykali oko na zachowania turystów, jednak ci coraz częściej i w coraz bardziej wyzywający sposób nie potrafili uszanować miejscowych tradycji.
W marcu tego roku wszedł więc nakaz zakrywania ciała od ramion do kolan w miejscach publicznych (ciekawostka: portal Onet określił ten nakaz jako „bardzo konserwatywny” [sic]). W przypadku zbyt roznegliżowanego stroju, policja może nałożyć mandat wynoszący do 2 tys. dolarów. – Nie ma w tym nic nowego. To tylko przypomnienie istniejącego prawa. Szanujemy różnice między narodami i ludźmi, ale obowiązkiem gości jest zrozumienie praktyk kulturowych i kodeksu postępowania Zanzibaru – wyjaśniała minister turystyki, Lela Muhamed Mussa.

Turystyka stanowi 18 % PKB całego państwa. Zaś na Zanzibarze branża turystyczna to aż 28 % dochodów. Wydaje się, że to głównie z tego powodu, zmarły niedawno prezydent nie chciał zamykać kraju w czasie pandemii.

Na razie nie wiadomo, jaki stosunek zarówno do pandemii, jak i dalszego rozwoju turystyki ma nowa pani prezydent Samia Suluhu, zresztą pochodząca z Zanzibaru muzułmanka, która zgodnie z konstytucją sprawuje funkcję głowy państwa do końca kadencji jej zmarłego poprzednika. Swoją drogą nie ma chyba co liczyć na to, że jej zdanie na temat roznegliżowanych turystów spacerujących po zabytkowym Kamiennym Mieście różni się od opinii innych wyspiarzy.


Media na całym świecie zdążyły jednak już okrzyknąć ją nową nadzieją, podkreślając entuzjastycznie, że jest to pierwsza kobieta na tak wysokim stanowisku w tej części Afryki – jak gdyby tylko płeć gwarantowała rozwiązanie wszystkich problemów, z jakimi boryka się ten ludny kraj.

Nowa prezydent nie ma przed sobą łatwego zadania i prawdopodobnie zdaje sobie sprawę, że obejmuje władzę po, być może, najbardziej charyzmatycznym tanzańskim polityku od czasu „ojca narodu” Juliusa Nyerere.

Przede wszystkim, musi zdecydować, w jaki sposób chce uprawiać politykę, mając do wyboru w zasadzie trzy możliwości. Może kontynuować drogę, którą podążał Magufuli, nie zważając na opinię międzynarodową i wewnętrzną opozycję, próbować w spokojny sposób kontynuować jego reformy gospodarcze, unikając kontrowersyjnych posunięć lub zupełnie odrzucić jego „dziedzictwo” i skupić się na budowaniu własnego kapitału politycznego. Najtrudniej będzie zrealizować ostatnią z opcji.

To, co może okazać się jej atutem to pochodzenie – prezydent urodziła się na Zanzibarze i przez dwie dekady (do 2015 r., kiedy została wiceprezydentem) nie była zaangażowana w politykę Tanzanii kontynentalnej. Jest natomiast niemal pewne, że mianując swego zastępcę, będzie wybierać spośród polityków „kontynentu”, a ci, w większości bliscy współpracownicy byłego prezydenta, będą wywierać na nią wpływ. Pytanie, czy będzie umiała się im przeciwstawić.
Nowa prezydent Samia Suluhu w czasie inspekcji gwardii honorowej. Fot. REUTERS
Śmierć Magufuli’ego nie spotkała się ze szczególną rozpaczą tych, którzy dawno uznali go za autokratę. Portal Africa Report z ulgą przyznał, że stało się to w chwili, kiedy Tanzania zaczęła przemieniać się w reżim, a organizacja Human Rights Watch napisała, że „otwiera to nowy rozdział dla poszanowania praw człowieka w Tanzanii”.

Czy zatem nowa prezydent zdecyduje się na liberalizację państwa lub zniesienie przepisów uderzających w homoseksualistów? Podjęcie takich kroków wydaje się wysoce wątpliwe, przynajmniej w najbliższym czasie. Obecnie, pierwszoplanowym problemem jest pandemia i kwestia, czy Samia Suluhu „uzna” jej istnienie i podejmie działania, aby ograniczyć rosnącą liczbę zachorowań. Zmiana polityki w tym zakresie byłaby ważnym sygnałem dla wszystkich twardogłowych zwolenników zmarłego prezydenta, że „idzie nowe”.

Na inne, mniej lub bardziej radykalne zmiany, jest jeszcze za wcześnie, a zachwycone nową prezydent lewicowe media, prawdopodobnie szybko spuszczą na całą sprawę zasłonę milczenia.

– Anna Szczepańska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: W połowie marca okazało się, że prezydent nie żyje. Oficjalnie zmarł na zawał. Na zdjęciu: sprzedawca gazet w stolicy kraju Dar es Salaam. Fot. REUTERS/Emmanuel Herman
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Bill Gates chciał zasłonić Słońce. Dziś spada jego gwiazda
Twórca Microsoftu miał obsesję na tle Nagrody Nobla. Na liście zaszczytów i tytułów brakowało mu tego trofeum.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Chodzą za nami agenci KGB
Wspomnienia korespondenta polskiej gazety z kraju Łukaszenki.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Rewolucjoniści szaleją na najlepszych uniwersytetach
Władze Wielkiej Brytanii planują zacząć walczyć z ograniczaniem wolności słowa na uczelniach.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Demokracja w stanie grzechu śmiertelnego
Apostazja stała się podstawową zasadą polityki.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
EURO – turniej rozgrywany w przerwie meczu o Superligę
Nie ma lepszego sposobu odwracania uwagi od mętnych i pokrętnych sprawek piłeczki kopanej, jak porządnie haratnąć w gałę.