Felietony

Dzieci – najsłabsze ogniwo

Marysia, lat czternaście, zakłada na uszy bezprzewodowe słuchawki i „idzie” na matematykę – do kuchni. W czasie lekcji odmierza mąkę, cukier, sieka masło, wybija jajka do miski, wystawia na stół rodzynki, ściera skórkę z cytryny – i od czasu do czasu przerzuca się na rozłożony w tym rozgardiaszu zeszyt i coś zapisuje. Niby nie ma się o co martwić, bo dziewczynka jest niezwykle uzdolniona matematycznie, ale jednak – co to za lekcje?

Obiadów nie robi , co to to nie, o obiad troszczy się mama. Marysia jest innowacyjna i codziennie proponuje rodzinie wypieki: bułeczki cynamonowe, belgijskie ciasteczka z kawałkami czekolady, babeczki migdałowe, precle amerykańskie z kukurydzianej mąki, pankejki, placuszki, rożki i tak dalej. Przed ojcem, który raz na jakiś czas robi większe zakupy, stoi więc trudne zadanie – musi wyszukiwać na sklepowych półkach nieznane produkty, bo dziewczynce pomysłów nie brakuje. Rodzina się śmieje, że Marysia szybciej ich utuczy niż minie pandemia.

Nie będę jednak opisywać kolejnych smakołyków, bo nie o kulinaria tutaj chodzi. Chodzi o nastolatkę i jej świat w czasie pandemii i lockdownu. Wszyscy bliscy twierdzą, że dziewczynka odnajduje się w nim znakomicie, ale czy rzeczywiście?

Starszy brat Marysi, już licealista, nawet nie fatyguje się otwieraniem i uruchamianiem laptopa, bo i po co – przecież „to wszystko” ma w smartfonie, po co robić zamieszanie. Ale czy chodzi o „zamieszanie”, o znudzenie monotonią wirtualnej szkoły, o lekceważenie nauki czy może o rosnącą obojętność – lub niechęć – wobec całego świata?


Oboje z siostrą są wciąż jeszcze bardzo dobrymi uczniami, więc ani o te ciasteczka, ani o smartfon nikt w rodzinie kopii nie kruszy, ale i tak rodzice mają poczucie, że trzeba sytuację kontrolować, bo wpadka już była. Zaangażowana w wypieki córka zapomniała, że lekcje trzeba jednak odrabiać i przypomniała sobie o tym dopiero po interwencji szkoły zaniepokojonej spadkiem aktywności uczennicy. Dobrze, że interwencja była, bo przecież nie w każdej szkole się zdarza.

Nuda i rozczarowanie

Agnieszka, lat piętnaście, zauważyła raz i drugi, że z panią od geografii niemal nie ma kontaktu podczas lekcji – pani coś tam zadaje, coś każe czytać.. Ale sama…tak hałasuje, że Agnieszka podejrzewa włączony odkurzacz.
Nauka zdalna w Przemyślu, ale i w każdym innym miejscu w Polsce. Fot. PAP/Darek Delmanowicz
Geografia jest pasją dziewczyny i nie zamierza z niej rezygnować tylko dlatego, że lekcje są on line. Dotąd sądziła zresztą, że szkoła jest zadowolona z jej osiągnieć geograficznych. Ale frustracja rośnie, bo młody człowiek nie ma jeszcze mechanizmów obronnych, żeby przejść do porządku nad takim rozczarowaniem i samemu dalej robić swoje.

Kacper w pierwszej klasie technikum mechanicznego przestał za to robić cokolwiek. Przecież mieli dłubać w silnikach i w samochodach, a tymczasem siedzą w domu.

Dziesięcioletni Leon, klasa trzecia więc czynna w realnym życiu szkolnym, na wiadomość sprzed dwóch tygodni, że może znowu będzie lockdown (teraz już jest!) zareagował…pozytywnie. Ku zdumieniu rodziców i dziadków przekonanych, iż Leon cieszy się, że rano idzie do szkoły. – Ale w domu jest bardzo fajnie – wyjaśnił chłopiec. – Wszyscy są razem, można układać lego w czasie lekcji, nie trzeba się spieszyć, nie ma hałasu.

Julka, lat szesnaście, we wrześniu ubiegłego roku z dumą zaczynała rok szkolny w pierwszej klasie technikum gastronomicznego. Teraz nie ma już w niej entuzjazmu dla kolejnych przekazywanych wirtualnie zadań praktycznych. Bo jak długo można – bez żadnej szkolnej „publiczności” – ćwiczyć krojenie warzyw w słupki, kostki oraz popisywać się sałatkami przed rodziną, która już się krzywi, że codziennie trzeba to jeść; a nic nowego nie wchodzi na tapetę, bo to by już była wyższa szkoła jazdy i potrzebny byłby nieco lepszy, szkolny sprzęt.

Po co nam łacina? Żeby Polacy zrozumieli, że są potomkami Rzymian

Państwo cezarów upadło, ale rzymskość odrodziła się w nowej rzeczywistości.

zobacz więcej
Z kolei Mateusz, jeden z braci młodej kucharki, raptem trzynastolatek, postanowił nagle uniezależnić się od szkoły, od rodziców, od rodzeństwa i nikomu nic nie mówiąc, udawał się codziennie na wycieczki w mroczną krainę internetu. Na szczęście szydło wyszło z worka na tyle wcześnie, że zaalarmowani przez szkołę rodzice zaczęli z synem rozmawiać, zaproponowali mu system nagród i kar, podjęli wspólne działania – i mają nadzieje, że będzie lepiej. – Na szczęście jesteśmy spójną rodziną – mówi mama niemałej gromadki, bo dzieci jest pięcioro. – Ale ciężko mi pomyśleć, co ma w takiej sytuacji zrobić na przykład samotna matka, która codziennie wychodzi do pracy.

Trochę chęci

A teraz będzie druga strona medalu, ale bez narzekania na szkołę i nauczycieli (na to zawsze jest czas), bo postanowiłam pisać pozytywnie. Wszędzie naokoło jest tyle narzekania i złośliwości, że coraz ciężej dawać sobie z tym radę. Zwłaszcza że nie brakuje dobrej woli, chęci działania, inicjatywy.

Tenże dziesięcioletni Leon razem z klasą „zwiedzał” kilka miesięcy temu Wawel, co okazało się dla dzieci dużą przygodą i przyjemnością. Nauczycielka Leona specjalnie wybrała muzeum spoza Warszawy, żeby w okresie typowym dla „zielonych szkół” dzieci miały choćby pozór wycieczki, czyli wycieczkę cyfrową.

Wirtualne lekcje jako propozycja ze strony muzeów pojawiły się już w ubiegłym roku szkolnym, kilka tygodni po ogłoszeniu lockdownu. – Trzeba wcześniej się zapisać, czasem poczekać ze dwa tygodnie, ale system działa. I sprawdza się – zapewnia Marianna Otmianowska, mama Leona, sama muzealnik i wykładowca UKSW. – Nie należy obawiać się problemów technicznych, bo muzea dokładają starań, nawet jeśli zdarzają się chwilowe problemy techniczne z połączeniem i dostępem.

Zamek Królewski na Wawelu
Marysię od domowej „cukierni” oderwał Szkolny Tydzień Artystyczny – oczywiście wirtualny – na który dziewczynka przygotowała plakat i wygrała w szkolnym minikonkursie: podstawą był cytat ze Stanisława Lema i trzeba było odpowiedzieć działaniem artystycznym. Można było zrobić zdjęcia, napisać opowiadanie, nawet przygotować biżuterię; niektóre dzieci spotkały się w parku i nagrały filmik ze swoich występów.

Taki tydzień wymagał od nauczycieli sporego zaangażowania, ale udało się świetnie. W jej szkole gejzerem pomysłów jest pani Justyna, która robi on line kółka sportowe, aerobic – do którego zachęca także rodziców, sobotnie wyjścia na biegówki dla rodzin.

W szkole na warszawskich Bielanach na zakończenie semestru zaproszono do pobliskiego lasku wszystkie rodziny na marsz na orientację – zabawa, jeśli nawet nie doskonała, jednak była. Oderwała dzieci od komputerów i doprowadziła do wspólnego spędzenia czasu z rodzicami, co – w czasie lockdownu, ale i poza nim – wcale nie jest takie oczywiste.

Samotni, nieszczęśliwi, spragnieni relacji. COVID-19 robi z nami straszne rzeczy

Kontakt nie gwarantuje jedności. Jednak brak kontaktu prowadzi do burzenia jedności, która istniała. Często do zaniku więzi.

zobacz więcej
– I o to najbardziej mi chodzi – deklaruje Ewa Balcewicz, nauczycielka z specjalnością z oligofrenopedagogiki (pedagogika osób z niepełnosprawnością intelektualną -przyp. red.) , co dodatkowo, jak mówi, uwrażliwia ją na sprawę uczniowskiej aktywności, zwłaszcza teraz. W podwarszawskiej miejscowości, gdzie pracuje, możliwości na pozaszkolne działania nie brakuje. Ewa Balcewicz wśród znajomych przeprowadziła zbiórkę pomysłów na konkursy – a o nagrody postarać się ma dyrekcja – i już przystąpiła do czynu. Będą więc konkursy fotograficzne na „dowody, że wiosna już przyszła” i na „nasze ptaki”, będą artystyczne na „optymistyczną antycovidową pisankę” i literackie na „najbardziej zakręcone zwyczaje wielkanocne w rodzinie”, będą poszukiwania lokalnych zabytków – z zadaniem wygrzebania zdjęć z przeszłości typu: „tu stał dziadek, kiedy uczył się w naszej szkole” lub poszukiwania „dzikich ostępów w naszej okolicy”.

I będą większe wyzwania, bo w sukurs mogą przyjść zupełnie nieoczekiwane instytucje. – Zapraszamy na bezpłatne lekcje w cyklu „Poznajemy tajemnice archiwum”, „Po co artystom archiwa”, „Jak powstaje fotografia” i inne, po których zapraszamy uczestników do tworzenia własnych kolekcji archiwalnych, kolaży fotografii czy obrazów i innych akcji – mówi Malwina Rozwadowska, dyrektor Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Wszyscy jesteśmy zmęczeni

Zapotrzebowanie na dobre pomysły w życiu szkolnym i domowym, na pozytywne inicjatywy, na mądre i dobre akcje rośnie. Nie ma co ukrywać: wszyscy jesteśmy w mniejszym lub większym koronawirusowym dołku, ale to oni – dzieci i młodsza młodzież – są w pandemii grupą najbardziej poszkodowaną. Są najsłabszym ogniwem społecznej sieci, najbardziej potrzebują wsparcia, mądrze rozdzielanych zadań, społecznej i psychicznej stymulacji, intelektualnej opieki. Od zniechęcenia i znużenia do apatii, a potem depresji – albo agresji – droga wcale nie musi być daleka.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: W styczniu najmłodsi uczniowie szkół podstawowych z Bydgoszczy wrócili do szkół. Nie na długo. Fot. PAP/Tytus Żmijewski
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Współpracownik prawdy. Był zawsze obiektem krytyki i złośliwości
Czy możliwe, że dla młodszego pokolenia dziennikarzy te sprawy nie są już istotne?
Felietony Najnowsze wydanie
Symetrysta
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Pióro
Andrzej Krauze komentuje dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Monika Olejnik ma prawo być mężczyzną?
Nasze liberalne elity uważają się za obrońców oświeceniowego rozumu.
Felietony Najnowsze wydanie
Popkultury igraszki z diabłem
W rapie do tej pory wątki satanistyczne w zasadzie się nie pojawiały.