Historia

Dziewczyna z obrazka. Kim była? Jak ją odnaleziono?

IPN szukał tożsamości młodej kobiety ze starego zdjęcia z czasów II wojny. Internauci znaleźli ją w dwa dni. To Maria Chłusewicz vel Barr vel Grabowska. Zmarła w Chichester w Anglii w 2018 roku, nie została jednak pochowana... Opowieść o niej, i tak zaskakująca, będzie miała ciąg dalszy.

Wojskowe Służby Informacyjne przekazały do Instytutu Pamięci Narodowej zasoby Zarządu II Sztabu Generalnego LWP (w skrócie: wywiadu wojskowego) – w tym pudło z tysiącem nieuporządkowanych fotografii z teczką „Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie”, skąd archiwiści wygrzebali portret kobiety w mundurze. Mimo przeprowadzonej kwerendy, nie było wiadomo „kim jest bohaterka ze zdjęcia, czy jeszcze żyje, a może żyją jej dzieci lub wnuki”. O pomoc w ustaleniu jej tożsamości i powojennych losów IPN zwrócił się więc do ludzi dobrej woli, w apelu opublikowanym w niedzielę 14 marca. „Postanowiliśmy poznać historię nieznajomej dziewczyny sfotografowanej ponad 70 lat temu na jednej z angielskich ulic. Chcielibyśmy dowiedzieć się, czy pozostała na emigracji, czy też może wróciła do zniszczonej wojenną pożogą Ojczyzny, w której na dobre szalał stalinowski terror” – napisano. Jedyna poszlaka to miejsce kadru uchwyconego w Londynie, Edynburgu lub Glasgow, bo – mówi mi Paweł Błażewicz z IPN-u – nie mogła to być okupowana Polska, a mundur kobiety wyglądał na angielski.

Zdjęcie pięknej i smutnej Polki pojawiło się w internecie – od razu posypały się komentarze, liczone w dziesiątki tysięcy. Wiele durnych. Że wygląda na młodą Agnieszkę Chylińską. Że podobna do Kai Paschalskiej albo Dagmary Krasowskiej z filmu „Galerianki”. Że to wykapana Barbara Nowacka. Niektórzy byli poważniejsi i zauważyli Distinguished Flying Cross (DFC – Krzyż Wybitnej Służby Lotniczej), bo pudełko od tego odznaczenia trzyma w ręku Dziewczyna z obrazka. „Z racji tego, że odznaczonych tym medalem zostało jedynie ok. 200 Polaków, można sądzić, że to Maria Bortnik” – napisał Dominik Butkiewicz i trop powielili inni. Znowu pudło, chociaż wreszcie kierunek okazał się właściwy.


Po skąpych poszlakach do kłębka dotarł administrator strony „II wojna światowa w kolorze”: www.facebook.com/WojnawKolorze2.0. To zresztą drugie wcielenie tej strony, bo pierwsze przez Facebooka zostało zablokowane w listopadzie 2020 roku za coroczny wpis o niemieckiej akcji Sonderaktion Krakau – aresztowaniu polskich naukowców krakowskich uczelni 6 listopada 1939 roku. Potem były blokady pod byle pretekstem, brak możliwości tworzenia grup i stale ograniczane zasięgi: mając 71 tysięcy obserwujących, wpisy autora widziało ledwie kilkanaście tysięcy osób; choć dzięki dokonanemu właśnie odkryciu udało się to zmienić.

***

Profil od siedmiu lat prowadzi Andrzej Matowski, student prawa i pasjonat historii, choć bez formalnego wykształcenia; poza pisaniem postów na stronie i publicystyki do pism historycznych, kończy pracę nad książką o mitach II wojny światowej (ma nadzieję wydać ją w tym roku). Zdarzało mu się również prowadzić podobne identyfikacje. – W tym tygodniu napisał do mnie pewien Polak, którego szwagier jest Portugalczykiem, i prosił o pomoc w rozpoznaniu na zdjęciu polskiego oficera towarzyszącego jego dziadkowi (portugalskiemu generałowi). Zidentyfikowałem go jako dowódcę 2. pułku lotniczego, ppłk Edwarda Lewandowskiego – opowiada. Widząc apel IPN, z miejsca przystąpił do pracy śledczego.

– Zdjęcie nazywane przeze mnie „Dziewczyną” bądź „Dziewczyną z Pudełkiem”, jest bardzo znane wśród amatorów historii II wojny światowej. Pojawia się co roku w okolicach Dnia Kobiet i trochę trudno się dziwić – mówi w rozmowie. Przyznaje, że IPN udostępnił na swojej stronie fotografię – zresztą wcześniej również z okazji Dnia Kobiet – źle pokolorowaną i trzeba było ją mocno poprawiać: „wersja IPN to automatyczna koloryzacja, moja fotografia była kolorowana ręcznie”. Dokonał tego inny pasjonat historii Mateusz Pietruszkiewicz, na służbie w profilu „Kolor na Froncie”, co dla Matowskiego stało się punktem startu do poszukiwań.

– Ponieważ zdjęcie jest ogólnie znane, ja także je znałem i kojarzyłem fakt, że było publikowane w gazecie emigracyjnej. Jego jakość i forma wykluczały raczej pamiątkę rodzinną. Zostało także opublikowane w albumie „The Drzewieniecki Collections” w USA, co oznaczało na pewno, że nie jest to pamiątka rodzinna – relacjonuje. Jak więc szukać? – Pomocny był detal: trzymane w dłoniach pudełko z odznaczeniem DFC, zarezerwowanym dla lotników i typowo bojowym, nadawanym za zasługi w walce z nieprzyjacielem. Kobiety z definicji go nie otrzymywały (pierwszą odznaczoną jest por. Michelle Goodman za walki w Iraku w 2008 roku). Poza tym, Dziewczyna nie ma przypiętego odznaczenia do munduru. Oczywistym zatem było, że odznaczony został ktoś z jej rodziny – mąż, brat, lub ojciec – kto nie mógł odebrać go osobiście. W tle zdjęcia znajdują się ludzie, zatem założyłem, że to goście ceremonii uroczystego i grupowego wręczania odznaczeń bojowych. Taka praktyka była dość powszechna w Wielkiej Brytanii i zajmowała się tym rodzina królewska. To okres 1942-1944, kiedy nie było już dużego zagrożenia niemieckimi nalotami – na ile się orientuję, król Jerzy VI nie dokonywał tego przed 1941 rokiem właśnie z tego powodu – mówi Matowski.
I ciągnie dalej: – Pozwoliło to zawęzić ramy poszukiwań. Potem zostało badanie gazet – wzmianek, kiedy ktoś został odznaczony DFC. Na wstępie mogłem odrzucić część gazet polskich, szczególnie wydawanych na Bliskim Wschodzie i we Włoszech, bo mundur Dziewczyny wskazywał na Wyspy Brytyjskie. Zaledwie 200 Polaków zostało odznaczonych DFC, ale nie znalazłem żadnego pasującego przypadku.

Pytany o Marię Bortnik, która pojawiała się w wielu sugestiach, dorzuca: – Moim zdaniem nie była ona podobna do osoby ze zdjęcia. Niezbyt pasowały rysy twarzy, a i ze znalezionej legitymacji pani Bortnik wynikało, że dopiero w 1946 roku została przyjęta w szeregi ochotniczek – zatem jeśli tak było, to co robiłaby w mundurze w czasie wojny, z pudełkiem z odznaczeniem za męstwo?

– Wtedy uzmysłowiłem sobie, że przecież były mieszane polsko-brytyjskie małżeństwa i to był dobry trop. Szukałem dalej. Co prawda wiele z gazet nie posiadało drukowanych fotografii, odrzuciłem także miesięczniki i kwartalniki, gdzie rzadko było miejsce dla zdjęć osób, nazwijmy to – mniej istotnych z punktu widzenia sprawy polskiej. Najlepiej było zacząć od najpopularniejszej, gdzie istniała największa szansa na to, że znajdę to zdjęcie. Oczywistym wyborem był zatem „Dziennik Polski”, którego numery są zdigitalizowane i dostępne w wersji cyfrowej. Robiłem to ręcznie przeglądając kilkaset numerów gazety i w końcu znalazłem. Zapewne poddałbym się już po godzinie, gdyby to nie było akurat TO zdjęcie. W ten sposób dotarłem do pani Marii – śmieje się.

***

W nocy z poniedziałku na wtorek, czyli z 15 na 16 marca, efekty śledztwa Matowski pokazał na Facebooku, gdzie „w związku z dość popularnym zdjęciem” opowiedział o „Tej Dziewczynie”. „Kim była? Nad tym sporo osób głowi się od wczoraj. Jej personalia udało się nam ustalić. Dziewczyna ze zdjęcia to Polka, Maria Barr, żona Squadron Leadera Philipa Rexa Barra ze 107. Dywizjonu RAF”. Koronnym dowodem był skan tekstu „Odznaczenie pośmiertne bohaterskiego lotnika” z „Dziennika Polskiego” z 11 czerwca 1943 roku (nr wydania 896) opisujący, że „we wtorek 8 czerwca 1943 roku o godzinie 11:00 w Pałacu Królewskim Buckingham, odbyła się uroczystość dekoracji lotników i marynarzy brytyjskich odznaczeniami bojowemi za waleczność, którzy zginęli względnie nie powrócili. Aktu dekoracji dokonał osobiście król Jerzy VI. Wśród odznaczonych na liście figurował squadron leader Filip R. Barr, Polak z pochodzenia, odznaczony orderem DFC, który nie powrócił do bazy po zadaniu bojowem. Wysokie to odznaczenie otrzymała z rąk Króla po zaginionym lotniku p. Marja Barr, Polka-córka pułkownika Wojsk Polskich, który brał udział w kampanji norweskiej”.

Polscy lotnicy na koniec wojny zestrzelili aż cztery odrzutowe Messerschmitty

Brytyjczycy rozważali kupienie najnowocześniejszego myśliwca na świecie od… Polski.

zobacz więcej
Dziennikarz emigracyjny nie poprzestał na oficjalnym źródle, szukał kontaktu z wdową i „po dwóch dniach wreszcie usłyszeliśmy jej miły głos w telefonie, uprzejma pani Barr chętnie podzieliła się szczegółami z audiencji”. Relacjonowała, że wraz z 300 osobami, przeważnie rodzinami najbliższych po zaginionych, stanęła w parach – ona z teściową, miały numer 63 – uszeregowanych według alfabetu i hierarchii odznaczeń. „Audjencja zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie, patrząc na liczne rodziny, których mężowie, bracia i ojcowie nie powrócili do swych domów. Po chwili kanclerz wymienił nazwisko, stopień mojego męża oraz order, poczem zbliżyłam się do Króla. Król Jerzy VI osobiście mi wręczył odznaczenie, poczem oświadczył: »Jest mi bardzo miło, że mogę wręczyć pani odznaczenia bojowe«. Następnie złożyłam dworski ukłon, poczem opuściłam pałac. (…) Przybyłam do Pałacu Królewskiego w mundurze Polskiego Czerwonego Krzyża. Wzbudził on duże zainteresowanie przedstawicieli prasy, którzy zadawali mi różne pytania, a nawet byłam przedmiotem zainteresowania u fotoreporterów”.

W „Dzienniku Polskim” pani Barr opowiedziała trochę o sobie. Urodziła się w 1923 roku w Grodnie. Dzieciństwo spędziła na Kresach, do szkół uczęszczała w Wilnie. Wojna przerwała naukę i maturę zdała dopiero po dotarciu do Szkocji w 1941 roku, tuż przed ślubem z panem Barrem. Poznała go na polskim statku „Sobieski”, po upadku Francji i ewakuacji z St. Jaen de Luz, miasteczka położonego koło granicy z Hiszpanią, gdzie wcześniej dotarła ze swoją rodziną: rodzicami i bratem. Jej mąż Filip R. Barr był lotnikiem w czasie walk powietrznych zestrzelonym nad Francją i ciężko rannym; wraz z czterema innymi angielskimi pilotami znalazł się na „Sobieskim” pod polską opieką. Tak się poznali, po przybyciu na Wyspy Brytyjskie – zaręczyli, by w 1941 roku wziąć ślub w kościele katolickim w Glasgow przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, ofiarowanej przez stojących w pobliżu polskich żołnierzy.

„Muszę dodać, że mąż mój miał lat 25 i był już majorem, a ja mam 20 lat. Szczęście nasze nie trwało długo. W listopadzie 1942 dostałam wiadomość, że mąż mój nie powrócił z zadania. Nie chciałam w to wierzyć, jak nawet dzisiaj w to nie wierzę. Mam ciągle nadzieję, że on wróci, że żyje. Mąż mój jest z pochodzenia Polakiem, a pradziad jego nazywał się Barciński, więc później rodzina dla łatwiejszej wymowy poczyniła zmiany w nazwisku na Barr. Niestety nie mogłam się dowiedzieć, z których stron pochodzą jego przodkowie; prawdopodobnie z ziemi krakowskiej. Obecnie pracuję w Polskim Czerwonym Krzyżu w Edinburgu przy przetaczaniu krwi. Praca ta daje mi zapomnienie po stracie męża, lecz jeszcze ciągle wierzę, że mąż mój wróci, że pozna Polskę, z której wywodzi się”.

Mateusz, autor innej facebookowej witryny „Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie” (www.facebook.com/psznazachodzie), która również zaangażowała się w poszukiwania Dziewczyny z obrazka, znalazł ją na podobnym zdjęciu – kadr nieco inny, ale fotografie zostały wykonane zaraz po sobie – w wydawanej w Nowym Jorku gazecie „The Polish Review” z 13 września 1943 roku. Artykuł jest po angielsku i – mimo tytułu „DFC won by Polish Pilot” – imię bohatera pisze z angielska „Philip”; cytuje słowa jego żony, że jest on „poddanym brytyjskim i z pochodzenia Polakiem”; poprawia także rodowe nazwisko „Barciński” na „Barczyński”. Jedno się nie zmienia – gazeta również przytacza gorzkie słowa pani Barr o tym, że „praca w PCK pomaga mi zapomnieć o mojej zgubie, ale zawsze mam nadzieję, że mój mąż wróci i pozna Polskę, kraj jego przodków”.

***

Adam Stefan Lewandowski z IPN potwierdził, że na archiwalnym zdjęciu jest Maria Barr, żona brytyjskiego pilota Philipa Rexa Barra, dowódcy 107. Dywizjonu RAF; pilot siedział za sterami lekkiego bombowca Douglas Boston i wykonywał operacje nad terytorium wroga.
W odkrywanie historii i rodziny Marii Barr włączyło się wiele grup facebookowych, w tym „303 Jag Squad”. Dzięki swojemu członkowie Tedowi Maryniczowi zamieścili fotografię samego uhonorowanego brytyjskim Krzyżem Wybitnej Służby Lotniczej Philipa Rexa Barra. Fot. Printscreen strony https://www.facebook.com/303jagsquaduk/photos/a.1862832740407083/4118224861534515h
Internauci na tym nie poprzestali i życiorys pana Barra również udało się zrekonstruować (w zasobach weteranów znaleziono nawet jego zdjęcie!): pochodził ze znanej i zamożnej rodziny polsko-żydowskiej z Nieszawy, wywodził się od Samuela Barczyńskiego, maklera z londyńskiej giełdy, naturalizowanego w Wielkiej Brytanii w 1860 roku. To ojciec lotnika, Philip Harry, zmienił rodzinne nazwisko na Barr. W tekstach o losach Philipa juniora na wojnie zdarzały się nieścisłości: miał zginąć w 1942 lub 1943 roku, nad Belgią lub Holandią. Znowu udało się precyzyjnie ustalić, że został zestrzelony nad belgijską miejscowością Wevelgem w prowincji Flandria Zachodnia. Data zgonu to 7 listopada 1942 roku, chociaż Barr pierwotnie był uznany za zaginionego i dlatego w 1943 roku żona odbierała odznaczenie DFC pełna nadziei, że mąż się odnajdzie i po wojnie pojadą do Polski…

Jego zgon ostatecznie stwierdzono w 1946 roku. W czasie poszukiwań odnaleziono nawet pomnik, który stoi od 10 listopada 2002 roku, niedaleko miejsca zestrzelenia w Wevelgem, koło gospodarstwa rolnego z kozłami i gęśmi. Upamiętnia on „Sqldr. PR Barr DFC” i innych członków załogi, którzy „oddali życie za naszą wolność, gdy ich Boston III Z2157 OM rozbił się w pobliżu tego miejsca 7 listopada 1942 roku” – co potwierdza datę śmierci. Monument ma wysokość półtora metra w kształcie steru samolotu, jest wykonany z granitu Himalaya Blue z Indii, ustawiony na cokole z granitu „Rustenburg Dark” z Republiki Południowej Afryki. Miejsce pochówku szczątek też zostało zlokalizowane: miejscowy cmentarz komunalny, kwatera E. 435.

Oprócz urody pani Barr, uwagę zwraca jej mundur. Matowski: – Mieliśmy z tym niezłą zagwozdkę. Według zdjęcia IPN, Maria Barr miała mundur Pomocniczej Lotniczej Służby Kobiet (PLSK, ale zwanych WAAF-kami od brytyjskiego pierwowzoru: Women’s Auxiliary Air Force). Mnie jednak nie pasował orzełek na jej furażerce – w PLSK noszono go z boku, nie z przodu, poza tym był wzoru wojsk lądowych, nie lotnictwa; brak także jakichkolwiek insygniów lotniczych. Guziki munduru były wzoru lądowego, a nie lotnicze RAF. Łuczek z napisem „Poland” koloru jasnoszarego na czarno-białym zdjęciu, co oznacza, że w oryginale czerwony, podczas gdy lotnictwo nosiło łuczki koloru czarnego. Upierałem się, że to mundur PWSK (Pomocniczej Wojskowej Służby Kobiet), ale zwrócono mi uwagę, że nie posiada on naramienników, charakterystycznych dla brytyjskich mundurów lądowych dla kobiet (lotnicze zaś ich nie miały). Mundur PCK to również nie jest, bo na tych nie noszono orła wojskowego, a emblemat Czerwonego Krzyża – mówi. To może oznaczać, że sama Maria Barr się pomyliła, mówiąc o mundurze PCK.

Blefowali, że pomogą Polsce. Rzeźnikowi cywili postawili pomnik. I pytają: po co nam była ta wojna? Nocne Anglików rozmowy

Brytyjczyków zmanipulował „mały, antysemicki szakal z Cieszyna”, pretensje Niemiec do Polski były uzasadnione, Churchill był niekompetentny, a potęga imperium i legendarne bitwy to złudzenie – tak konserwatysta obala mity swego narodu o „słusznej wojnie”.

zobacz więcej
Matowski: – Gdy się ma już imię i nazwisko danej osoby, to ustalenie jej dalszych losów jest stosunkowo łatwe – po dobie od odkrycia tożsamości pani Marii, wiemy prawie wszystko na jej temat.
Sam odkrył również pochodzenie jej ojca. „Mam pewne podejrzenia, że mógł to być Benedykt Chłusewicz – pochodził z Grodna, brał udział w kampanii norweskiej wiosną 1940 roku” – pisał. I opowiada w rozmowie: – W wywiadzie z „Dziennika Polskiego” napisano, że pani Maria jest córką polskiego pułkownika, uczestnika kampanii norweskiej. Wystarczyło prześwietlić losy wyższych stopniem oficerów WP z Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, co nie jest specjalnie trudne i zajęło mi dosłownie kilkadziesiąt minut. Założyłem bowiem, że jeśli mowa o pułkowniku, musiał być on w 1940 roku najwyżej majorem, a takich w SBSP było kilkunastu. Wielu z nich pochodziło ze Śląska i Małopolski, a nie z Grodzieńszczyzny. Historią Grodna zajmowałem się swego czasu zawodowo, jest mi bliskie to miasto, opisywałem m.in. jego obronę w 1939 roku, zatem i nazwisko Benedykta Chłusewicza nie jest mi obce. Poza tym, płk Chłusewicz posiadał jeszcze jeden „atut” – było mi wiadomo, że miał córkę Marię.
Bingo!

***

Sprawy w swoje ręce wziął także Adam Antoni Pszczółkowski, zawodowy genealog i heraldyk, specjalizujący się w badaniach nad szlachtą północnego Mazowsza, co nie oznacza skoków w bok – zresztą nie tak dalekich, bo Chłusewiczowie pochodzili z polskiej szlachty z terenu Wielkiego Księstwa Litewskiego. Chwalony przeze mnie za przeprowadzone śledztwo sumituje się, że „to praca zespołowa, kolegów i osób świeżo poznanych, które działają w UK i szukają po cmentarzach” – on jedynie upublicznił efekty, bo ma największy zasięg na Facebooku. Zebranie faktów o losach pani Marii zajęło raptem trzy dni! Tyle samo czasu upłynęło od zapowiedzi narzeczeńskiej w gazecie „Gloucester Citizen” (z 15 grudnia 1941 roku) do ślubu 18 grudnia w Kościele Matki Bożej z Lourdes w Glasgow, gdzie – mówi akt – zostało zawarte małżeństwo pomiędzy Philipem Rexem Barrem (poprzednio Barcińskim, czyli jednak nie Barczyńskim), dowódcą dywizjonu RAF, kawalerem, synem Philipa i Adelajdy z domu Hanby, a panną Marią Chłusewicz ze szkockiego Perth, córką Benedykta, pułkownika Wojsk Polskich i Zofii z domu Iżyckiej-Herman.

Po wojnie młoda wdowa wyszła ponownie za mąż za Polaka Stanisława Grabowskiego – ślub wzięli 3 kwietnia 1947 roku w londyńskiej dzielnicy Kensington. Rok później, 5 sierpnia, w Wimbledonie urodził się ich syn – Marek Bohdan Grabowski. Ojciec pani Marii – pułkownik Benedykt Chłusewicz – zmarł w 1951 roku i pochowano go na katolickim cmentarzu Św. Marii w Kensal Green w Londynie. Wkrótce potem pozostała rodzina – matka Zofia, brat Stanisław oraz sama Maria z drugim mężem i synem – wyemigrowali do Kanady. Tam w 1957 roku szukała ich bratowa Zofii, która w piśmie „Związkowiec” z 17 kwietnia 1957 roku (strona 7, rubryka „Poszukiwania”) anonsowała: „Chłusewicz Zofia, żona zmarłego w 1951 Benedykta, zamieszkała wraz z córką Marią i synem Stanisławem Chłusewicz w Kanadzie, poszukiwani są przez Wiktorię Życzkowską z domu Chłusewicz, która do 1944 roku zamieszkiwała w Polsce w mieście Lida, w 1944 roku została wywieziona w głąb Rosji, gdzie przebywała na zsyłce przeszło 10 lat, wróciła jako repatriantka i zamieszkuje obecnie Rzeszów, ulica Dąbrowskiego 58, blok 29, mieszkania 6. Pilnie poszukuję rodziny brata”. Raczej się nie spotkali: bratowa zmarła rok później, a rodziny Chłusewiczów i Grabowskich wróciły do Anglii, nie do Polski.
Wiele archiwaliów, zdjęć i dokumentów, wyszperanych informacji oraz własnorecznie sporządzanych drzew genealogicznych internauci przysyłają do Adama A. Pszczółkowskiego, a on codziennie nowe zamieszcza na swojej stronie. Tu pakiet rodzinnych fotografii, w tym ojca Marii Barr - Benedykta Chłusewicza, oficera II RP, jednego z dowódców w bitwie o Narwik w 1940 r., ważnej postaci londyńskiej emigracji. Fot. Printscreen strony https://www.facebook.com/photo?fbid=3686043614766879&set=pcb.368
Kolejny ślad: „The Ampleforth Journal” (vol. 123, 2018/2019), kronika szkoły, w której pracował Marek Grabowski, wspomina o jego życiu – szkole podstawowej Saint Phillip’s w Londynie, liceum w Ampleforth, miłości do sportu (zwłaszcza krykieta!), mocnych fundamentach na życie, studiach w Saint Mary’s University Twickenham (licencjat z historii, magisterium z edukacji). Napisano tam, że żonę Giovannę D’Annę poznał w 1970 roku, pobrali się w kościele św. Michała w Wolverhampton w 1972 roku, mieli troje dzieci: Marię, Zofię i Stanisława; i pięcioro wnucząt: Thomasa, Caitlin, Olivię, Leah i Amelię. Poświęcił życie pracy w edukacji, jako nauczyciel i dyrektor szkoły; był gorliwym katolikiem i wsparciem dla swojej parafii oraz wspólnoty; również aktywnym członkiem Zakonu Rycerzy Kolumba, zaangażowanym w działalność charytatywną. Przeszedł na emeryturę w 2005 roku i opuścił Londyn, aby się przeprowadzić do Braklesham Bay na południowym wybrzeżu, szczególnego miejsca dla rodziny Grabowskich, o którym często mówił jako o raju.

Nie wiadomo wiele jedynie o Stanisławie Grabowskim, drugim mężu Dziewczyny z obrazka. Ponoć był lotnikiem, jak można wyczytać w czasopiśmie „Parada” z lutego 1944 roku, choć ślub był w 1947 roku, więc to wszystko tylko domysły… Inne źródła mówią, że był architektem. A może podpowiedź tkwi w tym, że zdjęcie pani Marii znajdowało się w teczkach dawnego wywiadu wojskowego, który może interesował się nią lub jej mężem? Ustalono już naprawdę bardzo wiele, ale akurat to może być przedmiotem dalszej kwerendy. Bo dalej pojawiają się już daty śmierci. Zofia zmarła w Anglii w 1979 roku i jest pochowana wraz z mężem. Brat pani Marii, Stanisław, zmarł w 2003 roku we Francji w miejscowości Draveil: ma inskrypcję na rodzinnym grobie w Londynie, choć napis jest tylko symboliczny. Stanisław Grabowski – w 2004 roku. Zaś Dziewczyna z obrazka – Maria Chłusewicz vel Barr vel Grabowska – w Chichester w Anglii w 2018 roku. Ich syn Marek Bohdan również nie żyje, odszedł dwa lata temu. Ceremonie pogrzebowe odbyły się w kościele św. Piotra w Wittering. Nie zostali jednak pochowani! Ich spopielone ciała – pani Marii i Marka – wciąż czekają w urnach, by złożyć je do rodzinnego grobu w Londynie! IPN zapowiada, że po konsultacjach z potomkami Chłusewiczów i Grabowskich, zajmie się odrestaurowaniem zmurszałego pomnika.

I tu historia się urywa, chociaż zostały wnuki i prawnuki pani Marii, więc jest co badać dalej… Zwłaszcza, że do Adama Pszczółkowskiego napisała wdowa po Marku Grabowskim i odzywają się kolejni członkowie rodziny. Opowieść o Dziewczynie z obrazka, i tak zaskakująca, będzie miała ciąg dalszy. Paradoks polega na tym, że nie była wcale wyjątkowa, natomiast pełna rumieńców i wciąż wypływają fascynujące wątki. Ot, właśnie okazało się, że w Centralnym Archiwum Wojskowym w Rembertowie są teczki Benedykta Chłusewicza, materiały o nim posiada też Instytut Sikorskiego w Londynie. Wynika z nich, że losy rodziny były związane z jego karierą wojskową: tworzył Wojsko Polskie po odzyskaniu niepodległości; miał kolejne przydziały w Grodnie, Wilnie, Dubnie („Żołnierz Polski” donosił, że 17 czerwca 1929 roku witał tam prezydenta Ignacego Mościckiego, a „mała Marysia Chłusewiczówna wręczyła mu bukiet kwiatów polnych artystycznie związany”); był jednym z dowódców w bitwie o Narwik w 1940 roku, członkiem Wojskowego Trybunału Orzekającego w Londynie, ważną postacią londyńskiej emigracji. I to jest wytłumaczenie zainteresowania wywiadu jego rodziną i panią Marią Barr…

***

Polacy żyją w Anglii jak w srebrnych klatkach: jest im tu dobrze, ale czują się obco

Po decyzji o brexicie padały do nas ostre słowa: „My was nie chcemy”. Były pobicia, prześladowania w szkole. Emocje opadły, ale panuje niepewność – opowiada polski nauczyciel o życiu rodaków w Wielkiej Brytanii.

zobacz więcej
Okazało się, że już niemal osiem lat temu rozpoznał ją dr hab. Adam Puławski, historyk z IPN, który pisał wówczas książkę o stosunku rządu polskiego do zagłady Żydów i robił kwerendę „Dziennika Polskiego” z lat 1942-1943. „No i wpadła mi w oko piękna dziewczyna na zdjęciu w gazecie” – relacjonował Onetowi. Umieścił wtedy portret kobiety w mediach społecznościowych (zebrał kilka polubień) wraz z jej historią. I kiedy w poniedziałek wieczorem zauważył identyczne zdjęcie na profilu IPN, w komentarzu zamieścił biogram bohaterki, będący wypisem ze starej gazety: „Szanowni Państwo, na zdjęciu jest Maria Barr, żona lotnika Filipa R. Barra, który nie powrócił do bazy po jednej z misji w 1942 r. Maria Barr w imieniu męża odebrała medal z rąk samego króla WB Jerzego VI. Zdjęcie pochodzi z 1943 r. Mundur tej Pani wzbudzał bardzo duże zainteresowanie Anglików. Maria Barr urodziła się w Grodnie. Do szkoły uczęszczała w Wilnie. Po wybuchu wojny wylądowała w Wielkiej Brytanii. Tam w 1941 r. w Szkocji zdobyła maturę. Zaraz potem w 1941 r. wyszła za obywatela brytyjskiego, mającego polskie korzenie. Ona miała 20 lat, on 25. Ślub miał miejsce w Glasgow. Sama była córką pułkownika WP. W 1943 r. Maria Barr pracowała w Polskim Czerwonym Krzyżu w Edynburgu. Pozdrawiam”. W zalewie setek odpowiedzi, komentarz Puławskiego przepadł.

Media odkrycie przypisały Andrzejowi Matowskiemu ze strony „II wojna światowa w kolorze”, ale podchwyciły wątek, że państwowa instytucja nie mogła skorzystać z wiedzy Puławskiego, ponieważ… pozbyła się naukowca. W 2018 roku władze IPN zdecydowały o przeniesieniu go z Biura Badań Historycznych do Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie, co miało oznaczać – według historyka – pozbawienie „możliwości prowadzenia badań naukowych” i postanowił odejść z pracy. W jego obronie miało wystąpić blisko 130 historyków z Polski i z zagranicy; pod listem do prezesa IPN Jarosława Szarka podpisali się m.in. Norman Davies i Timothy Snyder. Na próżno. „IPN pozbywa się merytorycznych pracowników, takich, którzy przeprowadzają porządne kwerendy. Musiałem odejść, ponieważ IPN nie podobało się to, co piszę. Gdyby nie pozbywali się takich pracowników, to wiedzieliby wcześniej. Mimo wszystko pochwalam takie akcje IPN” – żalił się Puławski i mówił o poszukiwaniu Dziewczyny z obrazka.
Facebookowicz Tomasz M. Muskus zamieścił zdjecia i film pokazujący rodzinny grób Marii Barr - czyli grobowiec Chłusewiczów na St. Mary's Catholic Cemetery w londyńskiej dzielnicy Kensal Green, w którym wkrotce spoczną i jej prochy. IPN ogłosił, że zaangażuje się w odrestaurowanie grobu, po konsultacjach z rodziną. Zapowiedział także wpisanie go na listę grobów weteranów walk o Wolność i Niepodległość Polski. Fot. Printscreen strony https://www.facebook.com/2950171
Puławski napisał w sieci (i potem skasował, ale screeny nie płoną): „Nie znam admina strony »II wojna światowa«, słyszałem jednak bardzo niepochlebne opinie o nim. To on ogłosił się »zwycięzcą« w ustaleniu danych pani Marii Barr. Tymczasem sam mi podziękował pod postem IPN, niżej screeny. Wiem, że nie jest to sprawa ważna, ale jednak pokazuje »klasę« tego pana”. – Doceniam, że pan Puławski odnalazł panią Barr w 2013 roku, lecz ktoś w wieku dojrzałym i z tytułem naukowym, krzyczący pod każdą wzmianką na temat pani Marii „ja byłem pierwszy”, zachowuje się – moim zdaniem – w sposób godny politowania. To nie były wyścigi, ani poszukiwania Świętego Graala, tylko internetowa zabawa, mająca pomóc w odnalezieniu osoby zaginionej. Ja za poświęcenie czasu na odnalezienie pani Marii nie otrzymałem i nie oczekuję żadnej gratyfikacji – nie jest dla mnie ważne, czy byłem pierwszy, czy setny. Jestem szczęśliwy, że udało się nadać anonimowej, pięknej twarzy imię i odkryć jej historię, i że miałem w tym swój udział – komentuje w rozmowie Matowski.

Konfliktowi z Puławskim poświęcił też osobny wpis na profilu: „Żałość. Poważny naukowiec z tytułem profesorskim, w poważnym wieku, kłócący się jak dziecko »kto był pierwszy«, tupiący nogą pod każdym artykułem, korzystający z kalumnii na mój temat. NIGDY nie napisałem, że byłem »pierwszy«. Pisałem natomiast, że na ustalenia wpadł też administrator Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie, i że wpadliśmy na nie niezależnie od siebie, po badaniach archiwalnych gazet. Po przejrzeniu setek z nich, byleby tylko znaleźć odpowiedź – dla własnej satysfakcji. Z tych poszukiwań nie mam i nie oczekuję żadnego zysku, poza satysfakcją, że udało mi się odnaleźć smutną historię ciężko doświadczonej przez wojnę kobiety i nadać jej imię. I że robiłem to wspólnie – choć niezależnie – z wieloma innymi ludźmi. Takimi, którzy poza tupaniem nogą o tym, że byli pierwsi, poświęcili czas, energię i pieniądze, by wykupić dostęp do archiwów i wypełnić luki w życiorysie pani Marii. W momencie publikacji swojego posta nie wiedziałem, kim jest Adam Puławski i nie widziałem żadnych innych ustaleń. Nie jest dla mnie ważne, kto był pierwszy i nie zależy mi na tym tytule. To, że ktoś tam odkrył, pracując w IPN 8 lat temu zdjęcie pani Marii – swoją drogą, czy można wygrać »konkurs« na 8 lat przed jego ogłoszeniem? – można skwitować tym, że »Dziennik Polski« był pierwszy, bo już w 1943 roku odkrył dane pani Marii Barr. I co, dlaczego oni się nie wykłócają, że byli pierwsi, ha? Panie Adamie, współczuję Panu. Musi Pan być bardzo smutnym człowiekiem”.

Witamy w Polsce! Może dlatego pani Maria do końca życia została na Zachodzie?

– Jakub Kowalski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Maria Barr, żona squadron leadera Filipa Rexa Barra ze 107. Dywizjonu RAF – oficera o polskim pochodzeniu, który nie powrócił do bazy po zadaniu bojowym – odebrała 8 czerwca 1943 roku w Pałacu Buckingham z rąk samego króla Jerzego VI, przyznany mężowi Krzyż Wybitnej Służby Lotniczej. Piękna Polka i jej mundur przykuła uwagę fotoreporterów i dziennikarzy. O czym doniósł trzy dni później i okrasił zdjęciem „Dziennik Polski”. Fot. Z archiwum IPN
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Jak pomogliśmy wygrać II wojnę światową. Polscy geniusze techniki
Polski wynalazca wygrał proces i wywalczył ogromne odszkodowanie za bezprawne wykorzystanie opatentowanego przez niego peryskopu.
Historia Najnowsze wydanie
Francja rozbita. Wielka ewakuacja polskich żołnierzy
Sikorski wierzył we Francję ślepo i bezgranicznie.
Historia Najnowsze wydanie
PRL miał być drugim Kuwejtem. Ropa w Karlinie
To był największy pożar szybu naftowego w Europie.
Historia Poprzednie wydanie
Zieloni powstańcy, zielony gaz
Tuchaczewski pokonał „bandytów” bronią chemiczną, egzekucjami, głodem, obozami koncentracyjnymi dla dzieci (matki wyły, by dopuszczono je do trzylatków).
Historia Poprzednie wydanie
Brytyjczycy uważali ich za psychopatów. Rozprawa była bezwzględna
Żadna rewolta nie budziła takiego przerażenia jak Mau Mau.