Historia

Otoczeni przez Piłatów

Żydowskie dzieci uratowane z warszawskiego getta krótko przebywały w punktach przerzutowych. Szybko, wraz z fałszywymi świadectwami chrztu, przewożono je do miejscowych i okolicznych żeńskich klasztorów.

W środę, 24 marca 2021, w Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką TVP Dokument o godzinie 21:10 pokaże film Roberta Kaczmarka „Paszporty Paragwaju” opowiadający o działalności grupy Aleksandra Ładosia.


Transporty kolejowe z Żydami przeznaczonymi do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” – jak biurokracja III Rzeszy nazywała mord całego narodu – do niemieckich obozów zagłady zlokalizowanych w okupowanej Polsce wyjeżdżały ze wszystkich krajów zagarniętych przez Niemcy w czasie II wojny światowej. Pomoc żydowskim współobywatelom uniknięcia przeznaczonego dla nich losu w każdym z krajów okupowanej Europy niosła dla pomagających zupełnie inne zagrożenie.

24 marca 1944 roku o świcie do gospodarstwa rodziny Ulmów we wsi Markowa na Podkarpaciu wkroczyło pięciu żandarmów niemieckich w towarzystwie granatowych policjantów. W zabudowaniach znaleźli sześcioro ukrywających się Żydów. Zarówno poszukiwani Żydzi, jak i Józef Ulma, jego żona Wiktoria w zaawansowanej ciąży i ich sześcioro dzieci zostało zabitych na miejscu.

Niemcy od razu wiedzieli dokąd pójść. Wskazuje to na donos, i rzeczywiście doniósł granatowy policjant zamieszkały pod Łańcutem, Władysław Leś. Początkowo to Leś pomagał Żydom, którymi później zaopiekowali się Ulmowie. Żydzi zostawili u niego na przechowanie cenne rzeczy. Gdyby przeżyli wojnę, Leś musiałby oddać depozyty. Z wyroku sądu Polski Podziemnej granatowego policjanta zastrzelił w odwecie patrol Armii Krajowej.

Na posterunek w ciągu 24 godzin

To nie jedyny znany przykład stosowania kary śmierci na Polakach pomagających Żydom w Generalnym Gubernatorstwie w czasach okupacji niemieckiej. Od października 1941 roku Żydzi przebywający poza gettami i ukrywający ich, a nawet tylko wspomagający żywnością Polacy, zagrożeni byli karą śmierci według rozporządzenia wydanego przez Generalnego Gubernatora Hansa Franka.
Pomnik polskiego dyplomaty Henryka Sławika i węgierskiego urzędnika Jozsefa Antalla seniora w Budapeszcie. Sławik we współpracy z Antallem w czasie wojny zaopatrywali Żydów w fałszywe dokumenty, co pozwoliło uratować 5 tysięcy osób. Fot. PAP/MTI/EPA/Tibor Illyes
W Siedliskach w okolicach Miechowa w marcu 1943 roku zamordowano rodzinę Baranków z dwojgiem dzieci za ukrywanie czterech Żydów. Wykryci Żydzi oczywiście zginęli pierwsi. Macocha gospodarza Katarzyna Baranek zdołała się ukryć. Niemcy odjeżdżając zażądali od mieszkańców wsi dostarczenia ukrywającej się kobiety na najbliższy posterunek w ciągu 24 godzin, inaczej zastrzelą 40 Polaków. Wieś następnego dnia odprowadziła Katarzynę Baranek Niemcom.

6 grudnia 1942 żandarmi z posterunku w Górkach Ciepielowskich zamordowali w Starym Ciepielowie i Rekówce łącznie 33 osoby, w tym 31 Polaków i dwóch Żydów. W gronie ofiar znalazło się dwadzieścioro dzieci poniżej 18. roku życia. Najmłodsza ofiara masakry liczyła 7 miesięcy, najstarsza – ok. 70 lat. W tej jednej z największych zbrodni na polskiej wsi podczas okupacji chodziło o postraszenie okolicznych miejscowości, gdzie w lasach ukrywało się kilkuset Żydów zbiegłych z transportów po likwidacji prowincjonalnych gett.

Odstraszający przykład i obławy w lasach sprawiły, że większość uciekinierów z tych okolic nie przeżyła wojny. Bestialskie mordy całych rodzin podejrzewanych o wspieranie Żydów ukrywających się w lasach w okolicach Ciepielowa nastąpiły także w Świesielicach i Zajączkowie, pomimo, że w rozporządzeniu Franka nie było mowy o dzieciach Polaków łamiących rozporządzenie. Podobnych mordów całych rodzin chłopskich jest udokumentowanych kilkanaście.

Dobrze znane historykom są przypadki pacyfikacji całych okolic w akcjach przeciwko partyzantom. Za pomoc partyzantom płonęły wsie i ginęła ludność, a za partyzantów Niemcy uznawali nie raz kryjących się po lasach żydowskich uciekinierów z lokalnych gett.

Zakaz handlu i jałmużny

Instytut Pamięci Narodowej szacuje liczbę Polaków zamordowanych za pomoc Żydom na około tysiąc osób. Udokumentowano do tej pory 654 przypadków represji za taką pomoc. 258 osób zostało zastrzelonych na miejscu wykrycia żydowskich uciekinierów lub niedługo później. Dalsze 83 osoby zmarły w obozach koncentracyjnych i więzieniach.

Rozporządzenie Hansa Franka nie było wszędzie ściśle przestrzegane stąd około połowa Polaków represjonowanych za ukrywanie Żydów przeżyła wojnę. Sam tekst rozporządzenia dawał pewną swobodę miejscowym sądom specjalnym w wyrokowaniu o śmierci lub więzieniu. Schwytani Żydzi byli skrupulatniej mordowani tam, gdzie ich znaleziono, choć zdarzały się przypadki, że transportowano ich do większych gett, gdzie oczekiwali na transport do obozów zagłady.

Rozporządzenie Franka było znane Polakom i decydujący się na pomoc Żydom musieli się liczyć z najgorszym. W 1942 roku kiedy zaczęto likwidować getta i nastąpił Holokaust w Generalnym Gubernatorstwie administrujący poszczególnymi dystryktami przypominali w obwieszczeniach o karze śmierci za pomoc Żydom.

Wszystko, co działo się w Polsce z Żydami, działo się też w dużej mierze z Polakami

Problem roszczeń jest poważny i nie można go bagatelizować – mówi Mariusz Pilis, reżyser filmu „Skrzywdzeni. O Polakach i Żydach”.

zobacz więcej
Dawanie schronienia Żydom znajdującym się poza gettami uzupełniano zakazem handlu, jałmużny, przenoszenia żydowskiej korespondencji, a nawet użyczania transportu, czyli zabity mógł być gospodarz, który podwiózł Żyda furmanką. Niemcom chodziło o uniemożliwienie wszelkich kontaktów Polaków z Żydami, aby zastraszone polskie otoczenie gett nie mogło stanowić azylu dla próbujących uniknąć śmierci w obozach zagłady Żydów.

„Protest” Kossak-Szczuckiej

We wrześniu 1942 roku po wywiezieniu przez Niemców 300 tysięcy Żydów z getta warszawskiego do obozu zagłady w Treblince powstała podziemna Rada Pomocy Żydom, kryptonim „Żegota”. Stworzyły ją konspiracyjne środowiska polityczne reprezentowane w rządzie na uchodźstwie w Londynie. Rada powstała z inicjatywy Zofii Kossak-Szczuckiej ze środowisk narodowych i Wandy Krahelskiej-Filipowicz z PPS i składała się z Polaków i Żydów. Działała głównie w Warszawie, w mniejszym zakresie w Krakowie i Lwowie.

Powstanie „Żegoty” poprzedził „Protest” autorstwa znanej pisarki, Zofii Kossak-Szczuckiej wydany w 5 tysiącach egzemplarzy w formie afisza z lipca 1942 roku, jeszcze w czasie trwania akcji likwidacyjnej getta warszawskiego. „Protest” był aktem niezgody na obojętność Polaków, ale także aliantów i Żydów na Zachodzie na to, co się działo z Żydami polskimi. Pisarka nie kryła swojego stosunku do Żydów jako – jej zdaniem – wrogich polskości, ale jako katoliczka nie mogła spokojnie patrzeć na zagładę bliźnich.

„Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje – i milczy. Rzeź milionów bezbronnych ludzi dokonywa się wśród powszechnego, złowrogiego milczenia. (...) Nie zabierają głosu Anglia ani Ameryka, milczy nawet wpływowe międzynarodowe żydostwo, tak dawniej wyczulone na każdą krzywdę swoich. Milczą i Polacy. (...) Ginący żydzi otoczeni są przez samych umywających ręce Piłatów.”

Odwołując się do światopoglądu katolickiego pisała dalej: „Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala.” i w ostatnich wersach: „Kto tego nie rozumie, kto dumną, wolną przyszłość Polski śmiałby łączyć z nikczemną radością z nieszczęścia bliźniego – nie jest przeto ani katolikiem, ani Polakiem!”

„Żegota” załatwiała kryjówki za murem getta warszawskiego, fałszywe dokumenty i – we współpracy z Kościołem – fałszywe świadectwa chrztu i wszelka inną pomoc, szczególnie finansową. Pieniądze na działalność dostarczał rząd w Londynie, fundusze uzupełniały amerykańskie organizacje żydowskie.

Sendlerowa i Dobraczyński

Poza murem getta warszawskiego przetrwało kilkanaście tysięcy Żydów, w tym przynajmniej kilkaset dzieci. Dzieci wywiezione z getta krótko przebywały w punktach przerzutowych w mieście i były przewożone do warszawskich i okolicznych żeńskich klasztorów. W getcie do dalszej drogi przez mur przygotowywała dzieci – między innymi – Irena Sendlerowa, najbardziej aktywna z pracownic pomocy społecznej Zarządu Miasta. Praca w ratuszu dawała jej prawo wstępu do getta.
Ogród Zoologiczny w Warszawie był w czasie okupacji azylem dla setek Żydów szukających schronienia po aryjskiej stronie. Akcję zorganizował jego dyrektor Jan Żabiński wraz z żoną Antoniną. Zdjęcie małżeństwa z roku 1947. Fot. PAP/Stanisław Dąbrowiecki
Skierowania do zakonów, jako już dzieci z dokumentami aryjskimi, wystawiał kierownik jednego z wydziałów ratusza, pisarz katolicki Jan Dobraczyński. Wystawił ponad trzysta takich skierowań. Sama Sendlerowa uratowała około pięciuset dzieci. Domy Franciszkanek Rodziny Maryi pod zarządem matki Matyldy Getter przyjęły tą i innymi drogami 750 dzieci.

Kancelarie parafialne w całej Polsce wystawiały świadectwa chrztu także wielu dorosłym. To było niezbędne, aby żydowscy uciekinierzy mogli jakoś się zalegalizować po „aryjskiej stronie” dużych miast. Naprawdę dobre papiery sięgały trzech pokoleń wstecz, bo gestapowiec mógł zawsze się zapytać o matkę lub babkę.

Podobnie, jak z donosami na wsiach, w mieście też trzeba było ich się strzec a ponadto uważać na tzw. szmalcowników. W warszawskim żargonie przestępczym szmalec znaczył pieniądze toteż celem szmalcownika nie było wydanie ukrywającego się Żyda Niemcom, ale uzyskanie od niego za pomocą szantażu jak najwięcej gotówki.

Typowy szmalcownik bał się donieść, chyba, że anonimowo, bo musiałby się wytłumaczyć z zagarniętych pieniędzy i mienia, a to, co żydowskie należało według władz niemieckich do III Rzeszy. Polskie Państwo Podziemne zaczęło karać śmiercią szmalcowników i donosicieli od lata 1943 roku.

Paszport Urugwaju

Przez Ogród Zoologiczny w Warszawie przewinęły się setki Żydów szukających schronienia po aryjskiej stronie. Jego dyrektor Jan Żabiński, oficer AK wykorzystywał opustoszałe zoo jako schronienie dla nich oraz magazyn broni dla podziemia. Część zwierząt wyginęła podczas bombardowania Warszawy w 1939 roku, część zabrali Niemcy do swoich ogrodów zoologicznych, więc poza willą dyrektora było sporo miejsca w razie najścia gestapo. Państwo Żabińscy – Janowi pomagała żona, Antonina – działali do wybuchu Powstania Warszawskiego.

Bardzo cenione przez uciekinierów z getta warszawskiego były paszporty krajów nie będących w wojnie z III Rzeszą. Poeta, Władysław Szlengiel wyraził to zapotrzebowanie słowami:

Chciałbym mieć paszport Urugwaju,
ach, jaki to jest piękny kraj…
ach, jak przyjemnie być poddanym
kraju, co zwie się: Urugwaj….

Po czym następują zwrotki o innych krajach Ameryki Południowej. Poeta kończy wiersz:

„Chciałbym mieć paszport Urugwaju,
mieć Costa Rica, Paragwaj,
po to, by mieszkać spokojnie w Warszawie,
to jednak najpiękniejszy kraj


Grupa Ładosia i Henryk Sławik

Takie paszporty Żydom z gett w Polsce i w okupowanej Europie wystawiał masowo Aleksander Ładoś, poseł RP w Bernie, który kupował blankiety od konsula honorowego Paragwaju. Za blankiety płaciły, i do kraju przerzucały już wypełnione paszporty, organizacje żydowskie. Według świadectwa Abrahama Silberscheina, jednego z członków nieformalnej grupy Ładosia w Szwajcarii, działania te ocaliły przed wywózką do obozów zagłady około 10 tysięcy Żydów. Dotychczas opublikowana lista liczy 3262 nazwiska.

Mur miał chronić Żydów przed pogromami, Polaków przed tyfusem. Jak Niemcy przygotowali zamknięcie getta

W Warszawie przed wojną Dzielnica Północna była „naturalnie” zasiedlona przez Żydów. Niemcy musieli ją tylko ogrodzić i pilnować.

zobacz więcej
Na Węgrzech uchodźcami z RP opiekował się Henryk Sławik, były powstaniec śląski i dziennikarz, jako przewodniczący Komitetu Obywatelskiego do Spraw Uchodźców Polskich. Polakom nic nie groziło ze strony władz węgierskich, ale Żydzi polscy podlegali ustawom antysemickim w państwie sojuszniczym III Rzeszy. Sławik we współpracy z duchowieństwem węgierskim i urzędnikiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Josefem Antallem seniorem (ojcem późniejszego premiera Węgier z lat 1990-93), zaopatrywał Żydów w fałszywe dokumenty, co pozwoliło uratować 5 tysięcy osób. Wielu Żydom ułatwiło to emigrację a tych, którzy pozostali, mogło chronić przed Niemcami po zajęciu Węgier przez Wehrmacht w 1944 roku i węgierskimi faszystami.

W Vacu nad Dunajem powstał zaś sierociniec dla dzieci żydowskich (oficjalnie: dzieci polskich oficerów) – także dzięki zaangażowaniu Henryka Sławika. Po wkroczeniu na Węgry Niemcy aresztowali go i powiesili w obozie w Mauthausen-Gusen.

Od czerwca 1941 roku śmierci z rąk postępujących za Wehrmachtem Einsatzgruppen za wszelką pomoc Żydom mogli się spodziewać mieszkańcy kresów wschodnich Rzeczypospolitej i zajmowanych przez Niemców terenów Związku Radzieckiego. Kara śmierci za pomoc żydowskim współmieszkańcom była ogłoszona i stosowana w Serbii, oderwanej przez Niemców od Jugosławii w 1943 roku.

Na zachodzie inaczej

W okupowanych krajach zachodniej Europy wspominany przez niektórych historyków jest jeden przypadek stracenia duńskiego rybaka za przewiezienie Żydów do Szwecji na początku zorganizowanej przez obywateli i trwającej miesiąc akcji. Duńczycy, którzy na oczach niemieckiej marynarki wojennej przewieźli do Szwecji przez cieśninę Sund w sumie 8000 Żydów (95% ludności żydowskiej Danii) byli zagrożeni karą do trzech miesięcy więzienia.

W Norwegii kolaboracyjny rząd i Niemcy grozili represjami za pomoc Żydom w przekraczaniu granicy ze Szwecją. W Belgii i Francji za pomaganie Żydom nikt nie zginął i mało kto był w jakikolwiek sposób represjonowany.

W Holandii za pomaganie żydowskim współmieszkańcom 1997 osób zostało aresztowanych pod koniec 1943 roku w Amsterdamie. Za ukrywanie rodziny słynnej przez jej pamiętnik i powstałe na jego podstawie filmy żydowskiej nastolatki Anny Frank , dwóch Holendrów w sierpniu 1944 roku dostało kilkuletnie wyroki. Jeden z nich został zwolniony po sześciu tygodniach, bo się skarżył na zły stan zdrowia. Drugi musiał kilka miesięcy poczekać na nadejście Amerykanów.

Terror za chronienie Żydów przed zagładą, stosowany przez Niemców wobec Polaków, nie istniał w okupowanej Europie Zachodniej, w Grecji, na okupowanych Węgrzech w 1944 roku, w sojuszniczej z III Rzeszą Bułgarii, Rumunii i Słowacji. Nie był nawet wobec tamtych krajów projektowany. Był nie do pomyślenia nie tylko dla obywateli zachodu i południa kontynentu, ale także i dla samych architektów Holokaustu w Berlinie.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


W Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką TVP Dokument o godzinie 21:10 pokaże film Roberta Kaczmarka „Paszporty Paragwaju” opowiadający o działalności grupy Aleksandra Ładosia.
Zdjęcie główne: Żolnierze Wehrmachtu wraz ze schwytanymi przez nich w Częstochowie Żydami w 1840 roku. Fot. PAP/DPA
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Walczyli w getcie, żeby nie zginąć w komorach gazowych Treblinki
Żydowski Związek Wojskowy – pomiędzy niebytem i kłamliwymi świadectwami.
Historia Najnowsze wydanie
Wstydzić się przeszłości nie potrzebujemy
Jedna zniszczona przez Niemców, druga przez Sowietów. Polskie katedry.
Historia Poprzednie wydanie
Nocą przechodzili przez front i brali jeńców. Po wojnie budowali...
1,5 tysiąca polskich weteranów po wojnie dzięki australijskim towarzyszom broni znalazło schronienie na Antypodach.
Historia Poprzednie wydanie
Rok 1966 – wojna tysiąclecia z milenium
Władze PRL wszędzie starały się konkurować z Kościołem.
Historia Poprzednie wydanie
Podwójne życie księżnej Anny Czartoryskiej
Uważa, że nic tak nie szkodzi wizerunkowi Polski we Francji jak bezdomni, głodni i często pijani Polacy.