Kultura

Jezioro Dargin

Na tych uliczkach mógłbym mieszkać, znalazłoby się w starych pożydowskich domach coś niewielkiego dla mnie, dla samotnego, bez specjalnych wymagań, z wyjątkiem możliwości słuchania muzyki w czterech ścianach, robienia zakupów na ekologicznym bazarku, wakacji gdzieś w Italii lub Hiszpanii, nic więcej, taki byłem… Fragment nowej powieści Wojciecha Chmielewskiego.

Czasem pytałem go o miłość:

Kochasz żonę? Kochasz ją?

Odpowiadał oględnie albo nic nie mówił. Czasem śmiał się ze mnie, nie rozumiałem dlaczego. Tylko raz, oczywiście w karczmie, tuż po tym jak zostałem zwolniony, siedział bardzo już pijany i na moje pytanie o miłość rozpłakał się.

Ciągle o niej myślę, ciągle mnie to trzyma, mówił przez łzy.

Pani Grażynka wszystko bacznie obserwowała zza baru, chyba nawet ściszyła telewizor.

Przez to właśnie nie mogę związać się z żadną inną.

Telepała nim miłość do byłej, chociaż kilkakrotnie, także na trzeźwo, deklarował, że nigdy do niej nie wróci.

Historię małżeństwa mego przyjaciela znałem wyrywkowo, o tyle, o ile sam chciał mi o tym opowiedzieć. Nie pytałem. Przecież taki ktoś jak ja nie mógł wypytywać o szczegóły pożycia, zresztą to nie było w moim stylu.

Kiedy wrócę do Warszawy, nastąpią normalne dni. Jeden będzie następował po drugim. Przez wiele lat żyłem iluzją, błękitnym kwiatem, potem wrażeń dostarczało mi tragiczne życie mojego przyjaciela. Taka prawda, choć brzmi okrutnie. Było niczym niekończący się serial, który oglądałem za darmo, więcej – brałem w nim udział: znajdowałem się jednocześnie wewnątrz i na zewnątrz, sezon za sezonem. Teraz pozostanie pustka. Przecież do tej pory interesowało mnie nawet to, że w sklepie spożywczym mój przyjaciel zawsze kupował dwadzieścia deko piersi z kurczaka i chudy twaróg. Spożywał to wszystko, popijając herbatą posłodzoną miodem. (…)
Dworzec Główny w Warszawie. Fot. PAP/Tomasz Gzell
Starał się mimo wszystko zachować pogodę ducha, dlatego lgnął do ludzi prawdziwych, chociaż, kiedy po raz pierwszy trafił do szpitala, starałem się go ostrzec.

Daj sobie z nimi spokój, oni są z innej gliny niż my, trepy stare, milicja, ty grasz w innej lidze, w tej co ja i miliony innych, ale nie z nimi.

Słuchał mnie jak zawsze z uwagą, jednak dwa tygodnie po pierwszym wyjściu ze szpitala na Banacha już dzwonił do mnie z karczmy, a w tle słyszałem głosy ludzi prawdziwych.

Wiesz, co się dzieje?, mówił rozradowanym głosem, Darek Bomba wylądował wczoraj w izbie wytrzeźwień, ale już się pozbierał i jest z nami. Siedzi też ten facet, który ciągnie wódę z żurawinowym sokiem. Przyjeżdżaj tu, jest świetnie!

Mój przyjaciel również trafił na izbę, kiedy tuż po rozwodzie zamieszkał z matką. Po większej kłótni postanowił przenocować w hotelu robotniczym na Niemcewicza, był już zbyt pijany, nie chciano go zameldować. Potem jego relacja stawała się niejasna: straż miejska zgarnęła go spod hotelu, bo została wezwana przez obsługę, tyle udało mi się ustalić. Musiał zalec gdzieś przy hotelu albo był agresywny i wtedy hotelowy wezwał łapsów, bo gdyby grzecznie wyszedł, nic by się nie stało. Jaka wyglądała prawda, nigdy się nie dowiedziałem. (…)

Wstąpiłem gdzieś. Schodami w dół, przy barze kawa i pięćdziesiątka jägermeistera. Nie chciałem jeszcze wracać do hotelu. Smak tego likieru poznałem dzięki memu przyjacielowi, który kupował sobie od czasu do czasu setkę zielonego trunku i spożywał po obiedzie, na trawienie.

W półmroku obserwowałem dziewczynę podającą gościom, wydała mi się nijaka. I wtedy zadzwonił telefon.

Przedstawiła się matka mego przyjaciela i pytała się, czy jestem teraz z jej synem, bo jego telefon nie odpowiada, a ona bardzo się martwi. Właśnie podawali komunikat, że na stacji metra Centrum ktoś wpadł pod pociąg. Zwracała się do mnie per „panie redaktorze”. Zmartwiłem się, ale musiałem powiedzieć kobiecie, że niestety nie znam miejsca pobytu jej syna, jestem poza Warszawą i że na pewno wszystko dobrze się skończy.

Za darmo. Wielkanocne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego

Nie opowiem moim dzieciom historii o biskupie. Nie wyjaśnię nic nawet sam sobie.

zobacz więcej
Znowu wyszedłem w krakowską nockę. Na ulicach mnóstwo pijanych mężczyzn. Piotr Skarga stał na szczycie oświetlonej kolumny i wygłaszał do nich płomienne kazanie. Muzyka Washingtona niosła mnie leciutko, szedłem i szedłem, dotarłem nad Wisłę, a potem na Zagórze.

Na tych uliczkach mógłbym mieszkać, znalazłoby się w starych pożydowskich domach coś niewielkiego dla mnie, dla samotnego, bez specjalnych wymagań, z wyjątkiem możliwości słuchania muzyki w czterech ścianach, robienia zakupów na ekologicznym bazarku, wakacji gdzieś w Italii lub Hiszpanii, nic więcej, taki byłem. W moim życiu wszystko miało swój rytm. A może zatrudnić się w Radiu Kraków?

Potem już nie czułem się tak dobrze. Pomyślałem, że tak naprawdę nic nie różni mnie od Miłka Konserwatora czy Bolka Snajpera z karczmy, oni mają wódkę, ja mam inne paliwo, ale przecież reszta była podobna – poranki, wieczory. Oni w karczmie, ja w pracy. I ja niby byłem lepszy? Dlaczego?

Szyny tramwajowe lśniły w blasku nocnych latarni. Przeczytałem szyld: Apteka pod Orłem, obok natrafiłem na postój. Taksówką wróciłem do hotelu.

Heiko stał do połowy zanurzony w wodzie. Był poranek, a właściwie wczesne południe. Z pobliskiej przystani wypłynęły trzy małe żaglówki i kierowały się w stronę środka jeziora. Słońce ukryło się za chmurą o postrzępionych krawędziach.

Jak ci się dzisiaj podoba jezioro?

Bardzo dobre, ciepłe!, chłopak zamachał rękami, jakby chciał rzucić się do wody.

Heiko, wierzysz w Boga?

Z niedowierzaniem słyszę mój głos, ale wszystko dzieje się naprawdę. Heiko nie odwraca głowy, wciąż obserwuje żagle.

Nie, raczej nie ma nikogo takiego.

Myślisz, że to wszystko, Dargin i całe Mazury, to przez przypadek?

Historia pokazuje, teraz odwraca głowę, że nie może istnieć jedna osoba, która wymyśliła całe zło. Tylko ludzie są źli.

Ale może to Bóg jest zły? Nie myślałeś o tym?, nie ustępuję.

Ja w ogóle o tym staram się nie myśleć, uśmiecha się Heiko i nagle robi przysiad w płytkiej wodzie. Teraz widać mu tylko głowę nad powierzchnią.

– Wojciech Chmielewski
„Jezioro Dargin”, Wojciech Chmielewski, wyd. Czytelnik 2021
Wojciech Chmielewski (ur. 1969), prozaik. Absolwent historii i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. W 2007 roku otrzymał wyróżnienie w VI edycji Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza za tom opowiadań „Biały bokser”, a w 2017 roku został pierwszym laureatem Nagrody Literackiej im. Marka Nowakowskiego za całokształt twórczości. Rok później wszedł w skład kapituły tej nagrody. Współpracownik Teatru Polskiego Radia. W 2019 wydał tom opowiadań „Magiczne światło miasta”. Powyższy tekst jest fragmentem jego powieści „Jezioro Dargin” (wyd. Czytelnik 2021). Publikujemy go za zgodą wydawcy.
Zdjęcie główne: Jezioro Dargin. Fot. PAP/Jerzy Ochoński
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Słuszny gniew czarnych zagrabiony przez marksistów
BLM w obronie komunistycznego reżimu.
Kultura Najnowsze wydanie
Nie żyje rosyjski Johnny Cash. Chuligan, narkoman, mistyk
Wzywał: – Co roku zabijamy 4 miliony przyszłych Suworowów i Puszkinów! Dziewczyny, nie bójcie się rodzić!
Kultura wydanie 9.07.2021 – 16.07.2021
Berman, Brystiger i inni. Antyteza „Żydów XX wieku” Warhola
Rosyjski pionier soc-artu stworzył czarno-białą serię zbrodniarzy komunistycznych i kryminalistów.
Kultura wydanie 9.07.2021 – 16.07.2021
Pod wściekle palącymi promieniami słońca
Nauczył się żyć z plecakiem i śpiworem, koczując, gdzie rzucił go los.
Kultura wydanie 25.06.2021 – 2.07.2021
Odrobina ludzkiego smuteczku nałożonego na cały rechot świata
My chcemy studiować teksty mistrzów, a nie dopisywać do nich cokolwiek – powiedział reżyser.