Historia

Polska wygrała pokój czy przegrała zwycięstwo?

W obszarze państwa sowieckiego traktat ryski zostawił około 1,5 miliona Polaków. Jak wspominał ówczesny premier Wincenty Witos: „najciężej i najprzykrzej zarazem było z delegacjami polskiej ludności, (…) delegacje owe przychodziły (…), przekradając się z narażaniem życia i błagając z płaczem, żeby ich Polska nie dawała na pastwę katom bolszewickim.”

Z okazji 100. rocznicy podpisania traktatu ryskiego, w czwartek, 18 marca na antenie TVP Historia będzie można zobaczyć: o 16:20 reportaż poświęcony okolicznościom podpisania traktatu; o 18:25 debatę historyczną, którą poprowadzi Piotr Gursztyn; o 22:40 specjalny odcinek „Rozrób u Kuby”.

Sto lat temu, 18 marca 1921 roku Rzeczpospolita Polska i Rosja Radziecka podpisały w Rydze traktat pokojowy kończący dwuletnią wojnę polsko – bolszewicką. Co prawda zapewnił on Polsce prawie 20 lat spokoju na wschodnich granicach, ale też sprawił, że historycy do dziś się spierają, czy wygrałaliśmy wtedy pokój czy przegraliśmy zwycięstwo.

Wojna z bolszewicką Rosją przyniosła śmiertelne zagrożenie nowopowstałemu, po 123 latach nieistnienia, państwu polskiemu. Zagrożenie dla Polski odwróciła dopiero bitwa na przedpolach Warszawy w sierpniu 1920 roku, a tzw. bitwa niemeńska dopełniła totalnej klęski bolszewików.

W czasie kończenia negocjacji i podpisywania traktatu Armia Czerwona była zdezorganizowana, o niskim morale, źle zaopatrzona i wygłodzona. Znacznie lepsza kondycja zwycięskiego Wojska Polskiego nie upoważniała jednak – jak chcą publicyści po latach – do nadziei na zniszczenie bolszewizmu.

Społeczeństwo polskie było zmęczone sześcioma latami I wojny światowej, wojną polsko – ukraińską o Lwów, powstaniem wielkopolskim. Powstania śląskie, które trzeba było wspomóc, konflikt z Czechami o Śląsk Cieszyński dopełniały obrazu wysiłków militarnych, jakie musiała podjąć Rzeczpospolita u swego zarania.

Wprawdzie wspólny wróg powinien połączyć militarnie wysiłki Polski i oddziałów białej Rosji, generałów Antona Denikina i jego następcy Piotra Wrangla, ale biali Rosjanie bili się o Rosję od Władywostoku do Kalisza. Wojna światowa i rewolucja nie zmieniły tej mentalności. Przyciśnięci koniecznością mogli się zgodzić najwyżej na coś w rodzaju Królestwa Kongresowego dla Polski. Nie dziwi zatem, że dowodzący wojskiem polskim, marszałek Józef Piłsudski nie chciał współpracować z białymi Rosjanami.

Spa: zgoda na linię Curzona

Mocarstwom światowym zwycięskiej w I wojnie Ententy wydawało się, że nic się nie zmieniło od czasów Kongresu Wiedeńskiego w 1815 i, jak wtedy, każdą kwestię w Europie będą regulowały porozumienia państw zebranych teraz w Paryżu po pokonaniu Niemiec i Austro-Węgier. Gdy więc premier Władysław Grabski pojechał na konferencję mocarstw do Spa w 1920 roku z prośbą o mediację z będącymi już w natarciu bolszewikami, musiał zgodzić się na tzw. linię Curzona jako granicę Polski na wschodzie. Linia wykreślona przez brytyjskiego ministra spraw zagranicznych, lorda Curzona, w ogólnym zarysie zgadza się z dzisiejszą linią wschodniej granicy Polski. Lord Curzon zostawił wprawdzie po polskiej stronie Lwów, ale linia, błędnie skopiowana, została przedstawiona bolszewikom przez Brytyjczyków z Lwowem po ich stronie.
Pierwsza armia konna Siemiona Budionnego, chluba czerwonych w czasie wojny domowej w Rosji (1919-1922) oraz wojny polsko-bolszewickiej. Fot. Sovfoto/Universal Images Group via Getty Images
Dopóki Michaił Tuchaczewski szedł naprzód, bolszewicy chcieli więcej, właściwie wszystko. Jak napisał w rozkazie do wiosennej ofensywy dowodzący Armią Czerwoną Tuchaczewski – „po trupie białej Polski” trzeba dotrzeć do zrewoltowanych Niemiec i rozpalić rewolucję światową.

Co do pomocy z Zachodu dla Polski, to zakupione uzbrojenie nie mogło dotrzeć do kraju. Dokerzy niemieccy i angielscy nie chcieli go ładować, a gdańscy rozładowywać. Kolejarze czechosłowaccy nie przepuszczali pociągów towarowych do Polski. Na przykład z zakupionego sprzętu wojennego we Francji, 80 dział i 50 000 karabinów dotarło nad Wisłę już po zakończeniu działań wojennych..

Związki zawodowe na Zachodzie sympatyzowały z bolszewikami, a wtórowała im opinia publiczna. W Londynie w 1920 roku ambasada polska musiała być chroniona przez wojsko przed agresywnym tłumem wykrzykującym: „Ręce precz od Kraju Rad !”. W prasie Polska broniąca się przed imperialną od wieków i prącą na Zachód Rosją, była posądzana o imperializm.

W takiej atmosferze międzynarodowej Polska nie mogła liczyć na Zachód, ale – przynajmniej do momentu odwrócenia sytuacji na froncie – musiała się z Zachodem liczyć.

Antypolski jad Zachodu

Nazywano Polaków „urodzonymi niewolnikami”, a walkę o granice II RP – „polskim imperializmem”, który grozi pogromami Żydów.

zobacz więcej
Oprócz granicy z Krajem Rad pozostała do rozstrzygnięcia granica z także świeżo powstałą Litwą oraz granica zachodnia i południowa. Premier Grabski w Spa nie tylko zaakceptował linie Curzona, ale także zgodził się na przyznanie Wilna i Wileńszczyzny Litwie.

Londyn: Pożegnanie z suwerennością

Rokowania w Rydze potwierdzone traktatem pokojowym miały swoje początki w Mikaszewiczach i w Mińsku. Gdy armia polska ciągle się cofała w kierunku Warszawy polscy negocjatorzy byli w trudnej sytuacji. I nie od razu to się zmieniło po wygranej bitwie warszawskiej, o czym delegacja polska w Mińsku dowiedziała się z kilkudniowym opóźnieniem. Przedstawiciele Polski byli wtedy po sowieckiej stronie frontu, a użyczona im radiostacja „ciągle się psuła”. Z czasem Sowieci musieli spuścić z tonu i rozmowy w Mińsku zostały przerwane. Rokowania w Rydze rozpoczęto dopiero po przegranej przez nich bitwie niemeńskiej.

Godna zanotowania propozycja, kiedy bolszewicy czuli się silni, to warunki przedstawione przez Lwa Kamieniewa, który podczas brytyjsko - radzieckich rozmów handlowych w Londynie zażądał od Polski przy pośrednictwie Brytyjczyków: granicy na linii Curzona, redukcji w ciągu miesiąca armii polskiej do 50 tysięcy żołnierzy i 10 tysięcy kadry i administracji, wydania Armii Czerwonej wszystkich zapasów broni i zakazu produkcji broni przez Polskę, z przejętej broni Armia Czerwona wydzieli część na uzbrojenie w Polsce milicji ludowej, swobodnego przejazdu przez ziemie polskie wszelkich transportów radzieckich oraz oddanie linii kolejowej Wołkowysk – Białystok – Grajewo władzom radzieckim.
David Lloyd George nie czuł przesadnej sympatii do Polaków. Fot. Staff/Mirrorpix/Getty Images
Premier David Lloyd George i brytyjska Izba Gmin uznali te warunki za możliwe do spełnienia. W razie ich odrzucenia przez Polskę, Wielka Brytania miała cofnąć Polsce obiecaną, niesprecyzowaną co do charakteru, pomoc. Zaproponowano Polsce pożegnanie się z dwuletnią suwerennością, o co zapewne zadbała by zorganizowana przy pomocy Armii Czerwonej, milicja ludowa.

Dla Wielkiej Brytanii była to propozycja jak najbardziej normalna. Polski zbyt długo nie było na mapach i Zachodowi trudno się było przyzwyczaić, że znowu jest. A Rosja to olbrzymi rynek i możliwości szerokich interesów, zwłaszcza, że – przy całej sympatii i ciekawości dla eksperymentu sowieckiego – i tak bolszewizm się rozleci, bo jest bez sensu i wtedy będą normalne stosunki z dużym wschodnim mocarstwem, jak za cara.

Armia niezbyt liczna, ale szczerze antybolszewicka. Zapomniany sojusznik

Wojsko URL przyczyniło się do sukcesu ofensywy znad Wieprza, decydującej w Bitwie Warszawskiej, powstrzymując armię konną Budionnego w Zamościu i okolicach.

zobacz więcej
Polska nie produkowała broni i amunicji, cofające się wojska carskie w 1915 roku wywiozły z Królestwa Polskiego praktycznie cały przemysł. Przy takich pomocnikach jak Anglia – z Francją było nieco lepiej – trudno by sobie wyobrazić zwycięstwo w wojnie polsko – bolszewickiej, gdyby nie Węgry. Rząd Pala Telekiego przyznał nieodpłatnie Polsce 60 milionów naboi karabinowych, amunicję artyleryjską, 30 tysięcy karabinów i miliony części zapasowych. Pierwszy transport 22 milionów naboi karabinowych dotarł do Skierniewic 12 sierpnia 1920 roku, w sam raz na bitwę warszawską. Po bitwie gratulacje brytyjskie za zwycięstwo odebrał generał Maxime Weygand, francuski obserwator i doradca w Sztabie Generalnym.

Ryga:1,5 miliona porzuconych Polaków

Podpisany w Rydze traktat pokojowy z Rosyjską Socjalistyczną Republiką Radziecką i Ukraińską Socjalistyczną Republiką Radziecką sojusznicza wobec Polski Ukraińska Republika Ludowa mogła uznać za zdradę. Rzeczywiście Polska za partnera uznała sowiecka Ukrainę, a to, że dotychczas sześćdziesięciotysięczna armia Symona Petlury biła się po naszej stronie poszło w niepamięć. Zamość, na przykład, przed bolszewikami obronili Ukraińcy.

Ponad to Polska rozmawiała o przynależności Lwowa i Galicji Wschodniej z sowieckimi Ukraińcami, czyli praktycznie bolszewikami, a tereny te nigdy do Rosji nie należały. O ukraińskości delegacji sowieckiej najlepiej świadczy fakt, że tekst Traktatu po ukraińsku musiał napisać Leon Wasilewski, członek delegacji polskiej.

Traktat wymagał, aby na terenie Rzeczpospolitej nie stacjonowały żadne antybolszewickie siły zbrojne. Armia URL, biali Rosjanie Borysa Sawinkowa i konnica generała Bułak- Bałachowicza musiały zostać rozbrojone i internowane.

W wyniku traktatu w Rydze ustalono granicę, która mniej więcej pokrywała się z granicą drugiego rozbioru z nieznacznymi korektami na rzecz Polski (na Wołyniu i Polesiu). Polska otrzymała zaledwie około ¼ ziem, do których zgłaszała pretensje w trakcie negocjacji pokojowych. Spore obszary zamieszkane przez Polaków (m.in. Mińszczyzna) pozostały poza granicami Polski.

Ponadto strona sowiecka zobowiązała się do zwrotu zagrabionych dóbr kultury i wypłacenia odszkodowania. Traktat ryski regulował również zagadnienie powrotu Polaków, którzy na skutek przemieszczeń ludności w trakcie I wojny światowej znaleźli się na terenie Rosji.
Granica ustalona w traktacie granic mniej więcej pokrywała się z granicą drugiego rozbioru z nieznacznymi korektami na rzecz Polski. Fot. Mapa autorstwa Mix321 z polskiej Wikipedii,
Do ojczyzny mogli wrócić obywatele byłego Królestwa Polskiego, których około milion przeszło granicę na zachód do 1924 roku. 65% z tej liczby to byli Ukraińcy i Białorusini. W obszarze państwa sowieckiego Traktat Ryski zostawił około 1,5 miliona Polaków. Tych, którzy dożyli tak zwanej akcji polskiej z lat 1937 – 1938 w liczbie ponad 700 tysięcy wymordowało NKWD.

W traktacie Ryskim, jak w każdym traktacie, nie wyznaczono granicy w każdym szczególe. Zajmowały się tym w terenie komisje mieszane sowiecko – polskie przez ponad dwa lata. Strona polska dostrzegła możliwość wymiany miejscowości zaludnionych przez Polaków na inne tereny, zaludnione przez Białorusinów czy w ogóle niezaludnione. Takiej wymianie uległo około 10 tysięcy kilometrów kwadratowych na całej granicy, ale to była kropla w morzu potrzeb.

Nakreślona w traktacie linia często nie uwzględniała wielowiekowych powiązań lokalnych i prawa własności. Zdarzało się, że po sowieckiej stronie były zabudowania gospodarza, a po polskiej cała jego ziemia. Bywało, że chłopi bez względu na poczucie narodowościowe, jeżeli takowe mieli, palili zabudowania i uciekali na swoje do Polski. Często podziałowi ulegały wsie, znikały stosunki rodzinne i sąsiedzkie. Mieszkańcy czujący się Polakami pod zaborem też byli Polakami.

Atlas, który stworzył Polskę

Afera przemytniczo-kartograficzna, od której zależały losy Rzeczypospolitej.

zobacz więcej
W Związku Sowieckim utrzymanie polskości było trudne, a często niemożliwe. Jak wspominał ówczesny premier Wincenty Witos: „najciężej i najprzykrzej zarazem było z delegacjami polskiej ludności, […] delegacje owe przychodziły […], przekradając się z narażaniem życia i błagając z płaczem, żeby ich Polska nie dawała na pastwę katom bolszewickim.”

Nieodzyskany majątek

Przez lata toczył się spór historyków, czy wygrana wojna z bolszewikami nie zakończyła się przegranym pokojem. Zwycięska Polska mogłaby dostać więcej przy innych negocjatorach, ale delegacja polska była zdominowana przez endeków, którzy wcale nie chcieli zbyt dużych nabytków terytorialnych na wschodzie. Narodowa Demokracja miała wobec mniejszości narodowych koncepcję inkorporacyjną, czyli polonizacyjną, a im dalej na wschód, tym Polaków mniej.

Rosjanie ofiarowywali ponoć delegacji polskiej Mińszczyznę i Żytomierszczyznę, co miało zostać, przy zdumieniu oferentów, odrzucone.

Traktat ryski grzebał definitywnie koncepcję federacyjną Józefa Piłsudskiego, gdzie sprzymierzone z Polską, niepodległe Ukraina, Białoruś i Litwa miały być buforem oddzielającym Polskę od Rosji. Podobno endeccy negocjatorzy, szczególnie Stanisław Grabski, nie przyjęli Mińska i okolic, aby marszałek Piłsudski nie mógł stworzyć jakiejś szczątkowej federacji z czymś w rodzaju półniepodległego kantonu białoruskiego.

Poglądy takie były obecne w debacie w II RP, na emigracji po wojnie i w III RP. Profesor Andrzej Nowak w jednym z wywiadów prasowych podważył jednak ich zasadność, powołując się na najnowsze badania w archiwach radzieckich jednego z działających w Kanadzie historyków. Nikt nam nic nie chciał dawać (co brzmi przekonująco), bo dawanie bez przymusu w polityce, szczególnie dużych obszarów, jest niespotykane.


Za wkład Królestwa Polskiego w zasoby złota Banku Rosji Polska żądała początkowo 300 milionów rubli w złocie, później 85 milionów, a bolszewicy zgodzili się na 30 milionów, których i tak nie wypłacili. Tu trudno mówić o sukcesie.

Ze zrabowanych w czasie rozbiorów i przez wycofujące się wojska rosyjskie w 1915 roku powróciło do Polski wyposażenie Zamku Królewskiego i pomnik ks. Józefa Poniatowskiego, wywieziony po powstaniu listopadowym , aby zdobić dziedziniec pałacu Iwana Paskiewicza, obraz Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem” oraz 15 arrasów wawelskich z serii „Potop”. Rosjanie zwrócili Archiwum Koronne, 7193 rękopisy m.in. Biblioteki Załuskich, oryginalne diariusze sejmowe, listy i notatki Radziwiłłów, Chodkiewiczów, Kadłubka, Długosza, Naruszewicza, Kościuszki i Lelewela, a częściowo archiwa urzędów gubernialnych Królestwa Kongresowego. Z oporami, bo Rosjanie żądali bardzo szczegółowej dokumentacji własności, w następnej transzy wróciły do Polski zbiory grafik, rękopisów i książek, które znajdowały się w rosyjskich bibliotekach i archiwach państwowych.

Jak później oceniono, poza wschodnią granicą Rzeczpospolitej pozostało 70 tys. sztuk numizmatów, znaczna ilość arrasów, sztandary Legionów Dąbrowskiego, 10 tys. sztychów. Nie oddano także Archiwum Wielkiego Księstwa Litewskiego jako „przynależne nauce radzieckiej”.
To oni negocjowali traktat. Od lewej siedzą: Władysław Kiernik, gen.Mieczysław Kuliński, Jan Dąbski, Stanisław Grabski, Leon Wasilewski. Stoją: Michał Wichliński, Witold Kamieniecki, Norbert Barlicki, Adam Mieczkowski, Ludwik Waszkiewicz. Fot. Wikimedia
To, że zapisy o zwrocie dóbr kultury znalazły się w Traktacie Ryskim zawdzięczamy w jakiejś mierze Julianowi Leszczyńskiemu „Leńskiemu”, polskiemu komuniście i aktywnemu uczestnikowi rewolucji październikowej. Gdy redagowano tekst miał się on zwrócić do swoich towarzyszy, stwierdzając, że „wywiezione do Rosji polskie zabytki muzealne i skarby sztuki stanowią własność proletariatu polskiego, który prędzej czy później dojdzie do władzy i dlatego winny być Polsce zwrócone”. Internacjonalizm proletariacki może nie zdecydował, ale na pewno pomógł.

Bunt Żeligowskiego: złamany układ

Jesienią 1920 roku w obozach w Polsce przebywało od 80 do 85 tysięcy jeńców sowieckich. Około 60 tysięcy wróciło do swojego kraju, a około 16 – 18 tysięcy zmarło z głodu i chorób. Ponad tysiąc jeńców dobrowolnie pozostało w Polsce po zwolnieniu z obozów. W obozach w Związku Sowieckim szacunkowo przebywało od 44 do 60 tysięcy jeńców polskich. Wróciło do kraju ponad 26 tysięcy, 20 tysięcy nie wróciło nigdy i można przypuszczać, że nie przeżyło niewoli.

Podpisując pokój w Rydze, Polska dała wyraz samodzielności na arenie międzynarodowej. Organ powołany przez Ententę do ustalania granic w Europie Środkowej – Rada Ambasadorów – nie miał tu nic do powiedzenia. Zachodowi nie pozostało nic innego, jak zgoda na zawarty traktat. Przy okazji, chcąc nie chcąc, Polska zrobiła prezent bolszewikom, uznając ich państwo, bo do czasu traktatu państwowość Kraju Rad formalnie uznawały tylko Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia, Gruzja i Turcja.

Losy Wilna i Wileńszczyzny nie były zapisane w traktacie ryskim, bo teren ten nie był przedmiotem sporu z Sowietami, tylko z Litwą. Ponieważ Polska zrzekła się Wilna i okolic pod naciskiem brytyjskim na konferencji w Spa, zajęcie tych ziem narażałoby państwo na konflikt dyplomatyczny z „przyjaznymi” mocarstwami. Znalazł się jednak „zbuntowany” wobec swego przełożonego marszałka Piłsudskiego generał Lucjan Żeligowski, który Wilno i okolice zajął, tworząc Litwę Środkową. Wobec przewagi liczebnej ludności polskiej na Litwie Środkowej wystosowanie przez to państwo prośby do Rzeczpospolitej o przyłączenie było formalnością.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Traktat ryski
Zdjęcie główne: Początek rokowań w Rydze, 22 września 1920 roku. Fot. Właścicielem praw autorskich jest Magdalena Poznańska - http://kpbc.umk.pl/publication/203109, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=81713575
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Walczyli w getcie, żeby nie zginąć w komorach gazowych Treblinki
Żydowski Związek Wojskowy – pomiędzy niebytem i kłamliwymi świadectwami.
Historia Najnowsze wydanie
Wstydzić się przeszłości nie potrzebujemy
Jedna zniszczona przez Niemców, druga przez Sowietów. Polskie katedry.
Historia Poprzednie wydanie
Nocą przechodzili przez front i brali jeńców. Po wojnie budowali...
1,5 tysiąca polskich weteranów po wojnie dzięki australijskim towarzyszom broni znalazło schronienie na Antypodach.
Historia Poprzednie wydanie
Rok 1966 – wojna tysiąclecia z milenium
Władze PRL wszędzie starały się konkurować z Kościołem.
Historia Poprzednie wydanie
Podwójne życie księżnej Anny Czartoryskiej
Uważa, że nic tak nie szkodzi wizerunkowi Polski we Francji jak bezdomni, głodni i często pijani Polacy.