Felietony

Czy Unia Europejska mogła być katolicką i monarchiczną wspólnotą pod jednym berłem?

Polscy konserwatyści już przed drugą wojną światową snuli rozważania nad rozmaitymi wariantami scalania Europy. Punktem odniesienia była dla nich nieistniejąca już monarchia habsburska.

Unia Europejska od długiego czasu uchodzi za mocno zideologizowany projekt o charakterze lewicowym. Tę opinię o niej potwierdzają zarówno jej entuzjaści, jak i krytycy.

Pierwsi zachwalają UE jako instytucję dbającą o przestrzeganie praw, które się należą wszelkim grupom narażonym na dyskryminację, w tym: mniejszościom etnicznym, religijnym, seksualnym. Drudzy szarżują w porównywaniu Unii do Związku Sowieckiego zarzucając jej decydentom brak respektu dla woli narodów i chęć podporządkowania sobie państw europejskich na gruncie poprawności politycznej.

To jednak oznacza, że dziś UE stanowi zaprzeczenie tego, czym miała być według planów jej ojców-założycieli. Jak wiadomo, korzenie Unii tkwią między innymi w marzeniach chrześcijańskich demokratów, którzy, owszem, kreślili wizję wspólnej Europy, ale bynajmniej nie chodziło im o wdrażanie jakiejś lewicowej utopii.

Pomysły integracji europejskiej są jednak starsze niż to, co narodziło się po drugiej wojnie światowej w głowach takich chadeckich polityków, jak Konrad Adenauer czy Alcide De Gasperi. I warto zwrócić uwagę na fakt, że i Polacy mieli w tej sprawie niemało do powiedzenia. Przypomina o tym wydana przez Centrum Europejskie Natolin publikacja politologa Piotra Kosmali „Na straży Starego Kontynentu. Jedność Europy w polskiej myśli konserwatywnej lat 1914-1945”. Dużym jej atutem jest to, że zawiera ona nie tylko autorskie omówienie polskich koncepcji integracyjnych pierwszej połowy XX wieku, ale i wybór tekstów źródłowych.

Już sam tytuł książki brzmi intrygująco w kontekście tego, jak obecnie postrzegana jest UE. I tak okazuje się – jak dowodzi Kosmala – że w II Rzeczypospolitej to właśnie głównie konserwatyści – tacy, jak Jan Bobrzyński, Emanuel Małyński, Aleksander Skrzyński – snuli rozważania nad rozmaitymi wariantami scalania Europy. Wynikało to z tego, że dla ich macierzystych środowisk punktem odniesienia była monarchia habsburska, której rok 1918 przyniósł kres.
Richard Nikolaus hrabia Coundenhove-Kalergi, założyciel i prezes ruchu paneuropejskiego, a następnie panamerykańskiego z austriacko-niemiecką aktorką Idą Roland podczas otwarcia Kongresu Panamerykańskiego w Wiedniu w maju 1934 roku. Fot. Keystone-France/Gamma-Keystine via Getty Images
Stanowiła ona wielokulturowe imperium w ramach cywilizacji łacińskiej. Polscy konserwatyści – pisze Kosmala – widzieli w tym podmiocie „katolicką i monarchiczną wspólnotę wielu narodów pod jednym berłem lub okcydentalną zaporę wobec ekspansji azjatyckiej Rosji, a nawet wzór współpracy narodów środkowej Europy, umiejących się oprzeć silnym sąsiadom z Zachodu i Wschodu”.

W okresie międzywojennym ważnym wydarzeniem dla polskich orędowników integracji europejskiej było powołanie w roku 1922 ruchu paneuropejskiego. Przedsięwzięcie to zainicjował austriacki arystokrata, dyplomata Richard Coudenhove-Kalergi.

Paneuropeiści dostrzegali słabości działającej od roku 1920 – a więc świeżo powołanej – Ligi Narodów. Nie chcieli dopuścić do powtórki koszmaru, jakim okazała się pierwsza wojna światowa. Jednocześnie zależało im na uchronieniu Starego Kontynentu przed agresywnymi zakusami Sowietów. Wskazywali też problem ekspansji amerykańskiego kapitalizmu – traktowali ją jako wyzwanie dla rynków europejskich. Wobec takiego stanu rzeczy postulowali utworzenie federacji europejskiej (jej członków łączyłaby między innymi unia monetarna).

Trzeba jednak postawić pytanie: jaka byłaby aksjologia tego nowego tworu? Odpowiedź na nie mogą stanowić poglądy Coudenhove’a-Kalergiego, a one bynajmniej nie były zbieżne z katolicyzmem polskich konserwatystów.< Austriak był dzieckiem fin de siecle’u – epoki, w której królowała filozofia Fryderyka Nietzschego. Przyszłość ludzkości upatrywał w tym, co określał mianem „hiperetyki”. Postulował przewartościowanie chrześcijaństwa i powrót do natury. Głosił prymat piękna nad cnotą.

Nic zatem dziwnego, że paneuropeizm budził wątpliwości wśród polskich konserwatystów. Prawnik Władysław Leopold Jaworski – czytamy w publikacji Kosmali – „obserwował Europę podzieloną nie tylko pomiędzy państwa i narody, lecz także na dwa obozy: naprzeciw Europy racjonalistycznej stała przecież Europa religijna, która »widzi gdzie indziej swoją Ligę Narodów, nie w Genewie«”.

Kto naprawdę toczy walkę z koronawirusem? Łabędzi śpiew przeciwników państwa

Próbując opanować COVID-19, niektóre rządy popełnią straszliwe błędy, inne zostaną docenione po latach.

zobacz więcej
W tych zastrzeżeniach polskiego konserwatysty do paneuropeizmu były też podniesione inne wątki, które obecnie wydają się znajome – choćby kwestia uprzywilejowania stosunków francusko-niemieckich, niosącego zysk Niemcom, a stratę Polsce. Wreszcie aktualne pozostają następujące słowa Jaworskiego:

„Państwa muszą chcieć ludzie, którzy wchodzą w jego skład. Inaczej rozpada się w gruzy. Stanów Zjednoczonych Europy – muszą chcieć Europejczycy. Czy jednak tacy istnieją?”. Jak memento zatem należy potraktować stwierdzenie prawnika: „(…) bez wspólności ducha ani powstać, ani utrzymać się nie może żaden związek ludzki”.

Tak więc w międzywojniu obawy polskich konserwatystów względem tego, jak będzie realizowana integracja europejska były jak najbardziej uzasadnione. Rzecz w tym, że byli oni zakładnikami przeszłości. A ta przeminęła. W polityce europejskiej przestały się liczyć kosmopolityczne dynastie. Do głosu doszli przywódcy, dla których ważne były narodowe emocje mas. W tych warunkach i paneuropeizm przed drugą wojną światową nie wypalił.

Sytuacja jednak się zmieniła po tragicznych wydarzeniach lat 1939-1945. Dziś patrząc na harce ideologiczne polityków, którzy dominują w Unii Europejskiej, można dojść do wniosku, że wypełniają oni testament Coudenhove’a-Kalergiego. A konserwatyści II RP okazali się prorokami.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Dla Polaków marzących o wspólnej Europie wzorem były Austro-Węgry. Ilustracja: narodowości zamieszkujące monarchię austro-węgierską na mapie „Distribution of Races in Austria-Hungary” z Atlasu Historycznego Williama R. Shepherda z roku 1911. Fot Wikimedia
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Współpracownik prawdy. Był zawsze obiektem krytyki i złośliwości
Czy możliwe, że dla młodszego pokolenia dziennikarzy te sprawy nie są już istotne?
Felietony Najnowsze wydanie
Symetrysta
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Pióro
Andrzej Krauze komentuje dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Monika Olejnik ma prawo być mężczyzną?
Nasze liberalne elity uważają się za obrońców oświeceniowego rozumu.
Felietony Najnowsze wydanie
Popkultury igraszki z diabłem
W rapie do tej pory wątki satanistyczne w zasadzie się nie pojawiały.