Historia

Marsowy profil i legenda wystarczyły, żeby stanął na czele powstania. Foch generała

Nie tylko nastolatki potrafią osiągnąć wiele swoimi dąsami. Jenerał Ch. obraził się na Wielkiego Księcia Konstantego tak skutecznie, że w 12 lat później wdzięczny naród powołał go na Naczelnika całej siły zbrojnej, a Sejm powierzył „władzę najwyższą i najrozciąglejszą, z której sprawowania do żadnej odpowiedzialności pociągany być nie może”. Fatalny to był wybór.

W dzisiejszych czasach określenie „urodzony do wojaczki” nieczęsto bywa komplementem, a jeśli już trafi się taki syn w rodzinie – musi czekać, aż przyjmą go do WOT. 250 lat temu inaczej jednak bywało – a wtedy właśnie, 14 marca 1771 roku, przychodzi na świat Józef Grzegorz Chłopicki, środkowy syn Franciszka i Marianny (co prawda, część źródeł podaje, że 14 marca tylko go ochrzczono).

Za panowania króla Stanisława młody człowiek, którego pociąga armia, nie musi męczyć się, skazany na konsolę do gier: ledwie minął mu czternasty rok życia, Józef Grzegorz czmycha z bazyliańskiej szkole w Szarogodzie (trzeciej, do jakiej go wysłano, gdy nie odnosił zbytnich sukcesów jako uczeń w Niemirowie ani w Winnicy), by zaciągnąć się do regimentu piechoty Ożarowskiego przechodzącego przez miasteczko.

Przebieranki mundurowe

Dobosz, adiutant, pomocnik kwatermistrza czy kowala – żadna robota nie jest dla niego zbyt nużąca, byle choć trochę pachniała prochem. Woń tę można było w ukraińskich województwach jeszcze złapać w nozdrza, wszak minęło dopiero kilka lat, jak spacyfikowano hajdamaków, ale Rosjanie – o, ci to potrafią się bić! Właśnie zaczęła się kolejna wojna rosyjsko-turecka – i młody Chłopicki, podonie zresztą jak większość jego regimentu, porzuca służbę i zaciąga się do armii księcia Potiemkina.

Nie sądźmy go zbyt surowo: niedoinwestowane oddziały polskie nie oferowały splendoru, przysięgi nie traktowano zbyt poważnie. Chłopicki zachowuje się jak żołnierz zaciężny, których tysiące przemierza Europę.
"Szturm Oczakowa", pędzla Januarego Suchodolskiego. Fot. Wikimedia
Posmakował zaś prochu jak chciał, jesienią 1788 bierze nawet udział w oblężeniu i szturmie Oczakowa! Pamięta jednak, po której stronie ma serce: kiedy po przyjęciu konstytucji 3 Maja w 1791 zaczyna się robić gorąco, ponownie zaciąga się w polskie szeregi – tym razem jako podchorąży – do regimentu Ilińskiego. Dzielnie staje w wojnie polsko-rosyjskiej, bije się u boku Kościuszki pod Zieleńcami.

Gorzej, że przyszło mu raz jeszcze powtórzyć przebieranie mundurów: po drugim rozbiorze w 1793 roku całą, nominalnie jeszcze polską, załogę Kamieńca Podolskiego siłą wcielono do armii rosyjskiej, zmuszając do przysięgi na wierność Katarzynie! Na otarcie łez Chłopicki dostaje awans na podporucznika – i z tą już rangą przedziera się rok później do Galicji, po wybuchu insurekcji kościuszkowskiej.

Walczy w niej jako kapitan, ale po upadku powstania postanowia nie czekać na okazję do noszenia na czapie dwugłowego orła po raz trzeci: rusza na emigrację, do Dąbrowskiego, do Legionów!

Tam właśnie mają najpełniej rozkwitnąć wszystkie jego talenty: wytrwałość, odwaga, ale też rygoryzm, przywiązanie do dyscypliny, a jednocześnie, co tu gadać, smykałka do dowodzenia, którą przejawiał w kolejnych bitwach i rangach. Jak inni potrafią pisać nuty czy składać kości, tak Chłopicki wie, gdzie wycelować działa i w którym momencie poprowadzić grenadierów do szturmu.

Dał nam Księstwo Bonaparte

Miało koronę na swych orłach, ale czy było niepodległe?

zobacz więcej
Wąsal spod Saragossy

Jego wojenne przewagi i zasługi szczegółowo opisali historycy Dwudziestolecia, ostatniego pokolenia tak zakochanego w legendzie napoleońskiej; Stanisław Pomarański opisał nawet na łamach „Przeglądu Historyczno-Wojskowego” stan służby Chłopickiego, czyli wszystkie zachowane zapisy o starciach, awansach, dyslokacjach i wzmiankach w rozkazach. Możemy więc oszczędzić sobie tego cursus honorum, przypominając to, co najważniejsze: przez dziewięć lat, od 1797 po 1806 walczy za napoleońską sprawę na Półwyspie Włoskim, od Wenecji po Apulię – i z powrotem.

Najbardziej zasłużył się jednak na kolejnym etapie wojen napoleońskich, na czele Legii Nadwiślańskiej walcząc od 1808 po 1812 w Hiszpanii. Dosłużył się w tych kampaniach rangi generała brygady, Legii Honorowej, tytułu barona i uznania Cesarza – ale też dorobił się krwawej legendy.

Co bardziej drastyczne sceny z filmowych „Popiołów” Andrzeja Wajdy, co groźniejsi umundurowani wąsale trwożący mniszki (motyw znany z licznych relacji i rycin) – to wszystko ludzie Chłopickiego; a niewykluczone, że to on sam, nieustraszony i urzeczony zgiełkiem bitwy jako pierwszy wdziera się przez wyłom w murach do Saragossy. Również pod Epilą, Belchite, w Aragonii nie szuka wygód sztabowego namiotu.
Szturm klasztoru Santa Engracia w Saragossie, 1809. Obraz pędzla Louis-François Lejeune'a. Fot. Wikimedia 
Czy może Chłopickiego zabraknąć w wyprawie na Rosję? Nie może. Ale to wówczas po raz pierwszy dają o sobie tak mocno znać ambicje i temperament generała. Dlaczego na czele Legii Nadwiślańskiej postawiono nie jego, lecz Claparède? Czemu odmówiono mu bodaj dowództwa dywizji?

Nachmurzony, gniewny, bije się pod Możajskiem, bije pod Borodino – tam zaś, dostawszy odłamkami po nogach, rusza na tyły, najpierw leczyć się, potem antyszambrować, a gdy widoki na brygadę, a bodaj i napoleońską łaskę zaczęły słabnąć, a gwiazda cesarska gasnąć – czym prędzej, w grudniu 1813 roku, podaje się do dymisji.

I tak przychodzi mu służyć pod rosyjskim dowódcą po raz trzeci… Odczekawszy bowiem pół roku, aż zakończy się napoleońska awantura, Chłopicki bez skrupułów zgłasza się do triumfującego cara Aleksandra I, od którego 18 maja 1814 otrzymuje upragnioną nominację na generała dywizji. Regulaminy, plany operacyjne, tworzenie od podstaw 1. dywizji piechoty, weterani i poborowi – Józef jest w swoim żywiole, świeżo przyznane ordery św. Stanisława i św. Anny dzwonią na szerokiej piersi.

Dzieci zakuwał w kajdany. Okrutny komisarz carski

Wspomnienia są jednoznaczne: Mikołaj Nowosilcow był wiecznie pijany, chciwy łapówek i żądający wiadomych usług od sióstr, żon i matek aresztowanych w zamian za ich uwolnienie.

zobacz więcej
O jedną haftkę za daleko

Niestety, jest jeszcze Wielki Książę Konstanty – też obdarzony nielichym temperamentem i również przekonany o swej racji we wszystkim, co dotyczy wojska. Do pierwszych scysji dochodzi półtora roku po nominacji. 14 lutego 1817 roku, podczas rewii jazdy na placu Saskim w Warszawie, generał Chłopicki, zgrzany, rozpina dwie górne haftki munduru. Konstanty przejeżdżając, rzuca coś o niechlujach, dochodzi do scysji. Generał zawraca konia, wraca do domu i tam – zamyka się na półtora roku.

Na nic listy pisane przez Konstantego, ba! – przez samego Aleksandra! Na nic wizyty, które składa mu wprzód osławiony Dmitrij Kuruta (Grek w służbie carskiej, generał, najbardziej znany ze stworzenia w Warszawie biura zajmującego się perlustracją całej korespondencji Królestwa Polskiego i stworzenia doskonałej sieci donosicieli; jego portret powinien był powiesić w swoim gabinecie generał Kiszczak), potem sędziwy Józef Zajączek, namiestnik o kulach, wreszcie senator Nowosilcow. Nie – i już!

Generał przegląda swoją kolekcje map, popija portera – książek nigdy specjalnie nie lubił. Żąda publicznych przeprosin, nominacji na generała-adiutanta samego cara i przywrócenia apanaży z czasów napoleońskich. Jesienią 1818, znużony, zmienia front, składając na ręce Najj.Pana reskrypt z prośbą o zwolnienie ze służby z powodu złego stanu zdrowia.

Trochę przesadzał, podagrę miał już wcześniej, ale cesarz, zadowolony z rozwiązania, czym prędzej już 28 października udziela zgody, na otarcie łez zezwalając „na noszenie munduru”.
Portret Dmitrija Kuruty powinien wisieć w gabinecie gen. Kiszczaka. Fot. Wikimedia
Dopieróż popularność! Wszyscy niezadowoleni z rządów Konstantego (a samych tylko spisków młodzieżowych tego czasu, nie licząc Wolnomularstwa Narodowego, Aleksander Kamiński naliczył ponad sto) starają się działać w ukryciu. Generał nie ma więc żadnej konkurencji, jeśli idzie o rolę bohatera, co rzucił wyzwanie Moskalom: jednako wielbią go przekupki, aktorki i damy, co nie jest mu resztą niemiłe.

Po półtora roku zamknięcia ma trochę kłopotów z nadwagą, ale zdrowy tryb życia (przed południem przejażdżka konna, potem teatr i partia wista) rychło pozwa mu odzyskać kondycję.

Mówiąc nieco bardziej serio, jest rzeczą naprawdę zdumiewającą, jak można w kwiecie wieku spędzić 12 lat, nie robiąc literalnie nic: generał nie zaszczycał posiedzeń Towarzystwa Przyjaciół Nauk, prasy nie czytał, nawet inwestycji nie podejmował odważniejszych niż zagranie waletem czerwiennym bez atu. W pamiętnikach tamtej doby pojawia się niczym ruchomy element scenografii: przejeżdża w odkrytym powozie, budząc zachwyt marsowym profilem.

Przy Tobie, Najjaśniejszy Panie, stoimy i stać chcemy

Serwilizm czy rozsądek? O postawie galicyjskich konserwatystów.

zobacz więcej
Przerwane przedstawienie

Fakt, że ten profil i legenda wystarczyły, by 29 listopada 1830 roku spiskowcy zaoferowali mu dowództwo powstania, nie przestaje zdumiewać. O jego niechęci do fanfaronady wiedziano powszechnie, raz i drugi pokazał drzwi znajomym posłom sondującym jego opinię na temat brutalności Wielkiego Księcia czy zaostrzania cenzury.

Wzburzony Chłopicki nie doczekał nawet końca przedstawienia (a tego dnia dawano w świeżo otwartym Teatrze Rozmaitości, z tymczasową siedzibą w Towarzystwie Dobroczynności, całkiem świetne komedyjki!). Miał już praktykę w spędzaniu czasu w zamknięciu: zamiast do domu, gdzie mogliby go nachodzić podchorążowie, udaje się do pałacu Komisji Wojny, gdzie w mieszkaniu służbowym znajomego ppłk. Ludwika Sobieskiego przesiedział dwie doby aż do chwili, gdy docierają doń poważniejsi emisariusze. Książę Ksawery Drucki-Lubecki przekazuje mu wiadomość od samego Konstantego: trzeba jakoś opanować tę ruchawkę.

Generał Chłopicki przeciera ordery, wchodzi w skład Rady Administracyjnej (1 grudnia), obejmuje urząd Naczelnika siły zbrojnej (3 grudnia), wreszcie do chwili zwołania Sejmu ogłasza się dyktatorem powstania (5 grudnia). Zajęć ma co niemiara: dopilnować, by nikt nie przeszkadzał Konstantemu i jego oddziałom w opuszczeniu Królestwa (na jednym z wozów jedzie major Łukasiński w kajdanach), wstrzymać pobór i mobilizację, przygotować poselstwo do Petersburga.

Inna rzecz, że jego kalkulacje nie były zupełnie chybione. Biedny Chłopicki, jak wszyscy, pamięta Aleksandra jako herolda wolności z roku 1814 i ten obraz nieco rzutuje na Mikołaja. Generał ma nadzieję na rozszerzenie swobód Królestwa na „gubernie zachodnie” (czytaj – Litwę) i powrót do status quo ante.


Jego list do cara Mikołaja jest majstersztykiem: najpierw potępia spiskowców i podkreśla swoje zasługi („Zdecydowałem się połączyć w mojej osobie władzę wykonawczą, w całej swej rozciągłości, by nie stała się ona łupem szaleństwa agentów prowokatorów i wichrzycieli, bojaźliwych w godzinie niebezpieczeństwa, posiadających jednakże sztukę zwodzenia tłumów kłamstwami (…). Zaproponowano mi jako wrogowi anarchii (…) bym poparł utworzony siłą Rząd Tymczasowy, by oddać władzę jednemu człowiekowi, otoczonemu wsparciem wojska i posłuszeństwem narodu. (…) Ten środek, Sire już przywrócił spokój umysłom. Żołnierz przestrzega dyscypliny wojskowej, ludność powraca do swych zwyczajnych zajęć. Wszyscy powierzają bez obaw co mają cenniejszego władzy (…). Jednym słowem niepokoje ustały i zatarły się ślady nieporządku”.

I dalej: „Sire, te uczucia, które w ciągu kilku godzin uzbroiły całą stolicę, połączyły całe wojsko pod wspólnym sztandarem, uczucia, które jak iskra elektryczna przenikają wszystkie województwa… (…) Cały naród pragnie umiarkowanej wolności i nie chce jej wcale nadużywać, jednak dla tych samych powodów chce by była schronieniem przed wszelką przemocą i agresją. Pragnie konstytucji, przystosowanej do praktycznego życia. W wyniku niesłychanych zbiegów okoliczności, zajmując pozycję być może zbyt zuchwałą, jest gotów poświęcić wszystko dla najpiękniejszej sprawy narodowej niepodległości”.
Józef Grzegorz Chłopicki herbu Nieczuja (ur. 14 marca 1771 w Kapustynie, zm. 30 września 1854 w Krakowie). Fot, Wikimedia
Chciał wziąć cara pod włos, ale – nie wziął pod uwagę, że Mikołaj miał nieco twardszą niż Aleksander szczecinę. Kiedy 7 stycznia 1831 do Warszawy dociera wysłannik Petersburga z żądaniem bezwarunkowej kapitulacji, Chłopicki widzi, że wszystkie kalkulacje wzięły w łeb. Składa dyktaturę na ręce Sejmu, przyjmuje rolę doradcy wojskowego (bez umocowania formalnego, co okaże się fatalne) nowego Naczelnego Wodza, Mikołaja Radziwiłła.

Krótka galwanizacja Chłopickiego

I oto dokonuje się cud – modnej w romantyzmie – galwanizacji. Pozbawiony odpowiedzialności za politykę, postawiony w roli oficera sztabowego, znów jak przed dwudziestu laty otoczony znajomymi woniami dziegciu, piwa, prochu i koni, generał rozkwita. Dwoi się i troi, mobilizuje oddziały, ściąga gen. Prądzyńskiego z wygnania na prowincję, na które w grudniu sam go skazał. No i Olszynka Grochowska, wrzący dzień 22 lutego – też opisana, przez historyków i przez Wyspiańskiego, co do minuty. Niesubordynacja generała Krukowieckiego, niesubordynacja generałą Łubieńskiego („Tylko od Naczelnego Wodza przyjmuję rozkazy!”), Chłopicki maszeruje na czele oddziałów, biorących szturmem Olszynkę. Dostaje granatem po nogach, jak 19 lat temu pod Borodino – prawdziwe déja vu, a właściwie déja touché! Ale Warszawa ocalona.

Na tym aktywność generała się kończy. Saniami do Warszawy, kilka opatrunków – i wygodnym powozem do Galicji, do majątku hrabiego Potockiego w Krzeszowicach.

Pisałem o tuzinie lat spędzonych w Warszawie? W Krakowie spędzi ich 23. Z raportów, słanych przez tajnych agentów do gubernatora Lobkowitza wynika, że nieco zarzucił zainteresowanie aktorkami; w czerwień i żołędzie bez atu wychodził jednak dalej bez zarzutu. W relacjach z tamtego czasu powraca (przejęta nawet przez Mariana Brandysa w „Końcu świata szwoleżerów”) scena, być może apokryficzna, w której generał patrząc na Kopiec Kościuszki, stwierdza melancholijnie „I ja mogłem mieć podobny”. Do końca nie zrozumiał, biedaczysko, że dla osiągnięcia podobnych honorów nie wystarczy zadzierać nosa.

– Wojciech Stanisławski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Warszawianka. Pieśń z roku 1831
Zdjęcie główne: Rycina"Generał Józef Chłopicki wiedzie pułk grenadyerów w Olszynkę" pędzla Mariana Rybkowskiego. Fot. Centralna Biblioteka Wojskowa
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Walczyli w getcie, żeby nie zginąć w komorach gazowych Treblinki
Żydowski Związek Wojskowy – pomiędzy niebytem i kłamliwymi świadectwami.
Historia Najnowsze wydanie
Wstydzić się przeszłości nie potrzebujemy
Jedna zniszczona przez Niemców, druga przez Sowietów. Polskie katedry.
Historia Poprzednie wydanie
Nocą przechodzili przez front i brali jeńców. Po wojnie budowali...
1,5 tysiąca polskich weteranów po wojnie dzięki australijskim towarzyszom broni znalazło schronienie na Antypodach.
Historia Poprzednie wydanie
Rok 1966 – wojna tysiąclecia z milenium
Władze PRL wszędzie starały się konkurować z Kościołem.
Historia Poprzednie wydanie
Podwójne życie księżnej Anny Czartoryskiej
Uważa, że nic tak nie szkodzi wizerunkowi Polski we Francji jak bezdomni, głodni i często pijani Polacy.