Rozmowy

Dlaczego w Ptaszkowej jeżdżą autobusy szersze niż dłuższe?

Nasz proboszcz, ksiądz Józef Kmak, sam kiedyś, posługując w innych parafiach, lubił opowiadać dowcipy o Ptaszkowej. Teraz mówi, że został za to zesłany do Ptaszkowej za karę – śmieje się Adam Tokarz, były członek zespołu regionalnego Echo Jaworza i Parafialnego Klubu Sportowego w Ptaszkowej. Od lat angażuje się społecznie w życie swojej wioski i zbiera kawały na jej temat – ma ich już niemal pół tysiąca i chętnie je przytacza.

TYGODNIK TVP: Czy mieszkańcy Ptaszkowej mają poczucie humoru we krwi?

ADAM TOKARZ:
Wydaje mi się, że zostało ono wypracowane w czasie. Pierwsze dowcipy o Ptaszkowej pojawiły się w latach 70. ubiegłego wieku i były opowiadane w sąsiednich miejscowościach. Uważa się, że z zazdrości. Może miało to związek z historią, bo nigdy tu nikt pańszczyzny nie odrabiał, więc była to dumna społeczność, która karku nie schylała. Ponadto Ptaszkowa ma tradycje kolejarskie. Przez wieś przebiega trakcja kolejowa od czasów austriackich. Prawie 80 procent mieszkańców pracowało kiedyś na kolei, na przykład w zakładach naprawczych taboru kolejowego, albo w innych zakładach kolejowych. Zatem wiodło się im całkiem dobrze, bo kolejarz przed wojną to był pan.

Mówiło się nawet żartobliwie, że ptaszkowianie wynoszą nowonarodzone dziecię na tory, aby i ono zostało w przyszłości kolejarzem. Inny tego typu żart mówi o tym, że tory kolejowe zostały rozebrane, bo lekarz zalecił sołtysowi zażywanie żelaza i uznał, że tam jest jego najlepsze źródło.

Parowozów pozazdrościli nam Niemcy

Legenda mówi, że kiedyś w wagonach przy oknach były tabliczki zabraniające zbierania grzybów podczas jazdy, bo pociąg jechał na tyle wolno, że można było z niego wysiąść, zebrać grzyby i wsiąść z powrotem, by kontynuować podróż.

zobacz więcej
Ptaszkowianie od zawsze byli bardzo zaradnymi i pracowitymi ludźmi. Na wsi dbano o otoczenie. Nie brakowało inwestycji, co innych być może kłuło w oczy. I tak na różne sposoby nam dokuczano, czego przykładem są właśnie dowcipy o Ptaszkowej. Przyznam, że na początku nie przyjmowano tych kawałów z radością i otwartością, wręcz mnóstwo ptaszkowian, w tym również mój ojciec, obrażało się na nie. Dopiero z biegiem lat doszliśmy do wniosku, że trzeba z tego zrobić własny oręż i zaczęliśmy sami je opowiadać. Nawet niektórzy konkurowali między sobą, kto wymyśli bardziej zabawny dowcip. Tak nabraliśmy w końcu do siebie dużego dystansu.

I tak zrodził się pomysł na organizowanie we wsi „Mistrzostw Unii Europejskiej w opowiadaniu dowcipów o Ptaszkowej i jej sołtysie”? Podobno przez wiele sezonów to pan je wygrywał, stając na scenie w szranki z innymi mieszkańcami.

Obecnie konkurs jest zawieszony, być może dlatego, że kilka ostatnich mistrzostw wygrałem i konkurowanie ze mną nie miało sensu (śmiech). A tak bardziej poważnie, to opowiadanie kawałów niestety ustępuje pola różnego rodzaju memom ogólnie dostępnym w internecie. Swój wkład w rozkręceniu tej imprezy miał nasz proboszcz, ksiądz Józef Kmak, który sam kiedyś, posługując w innych parafiach, lubił opowiadać dowcipy o Ptaszkowej. Teraz śmieje się, że został za to zesłany do Ptaszkowej za karę.

W życiu i na scenie pokazywaliśmy, że nie ma sensu się obrażać, tylko pokonywać innych śmiechem. Nigdy nie brakowało chętnych do opowiadania dowcipów. Publiczność zawsze dopisywała i świetnie się bawiła. To był pełen spontan, nie było żadnych zasad konkursu, kto miał ochotę, to wychodził na scenę i opowiadał zabawne kawały z przekąsem. Czasem zasłyszany gdzieś dowcip był adaptowany na warunki ptaszkowskie. Oczywiście prowadzący czuwał nad tym, aby opowiadane kawały trzymały odpowiedni poziom i po prostu nie były wulgarne. Chodziło o zachowanie pełnej kultury.
Adam Tokarz wiele razy wygrał organizowane we wsi „Mistrzostwa Unii Europejskiej w opowiadaniu dowcipów o Ptaszkowej i jej sołtysie”. – Może dlatego konkurs jest zawieszony, że konkurowanie ze mną nie miało sensu – śieje się. Fot. arch. pryw. Adama Tokarza
Na początku pojawiały się dowcipy pokrewne do tych o Wąchocku. Na przykład: dlaczego w Ptaszkowej jeżdżą autobusy szersze niż dłuższe? Bo każdy chce siedzieć przy kierowcy. Inny: dlaczego w Ptaszkowej, gdy budowali drogę, to ostatecznie powstały dwie? Bo zaczęli budować z jednej i drugiej strony jednocześnie i te drogi się minęły.

Ptaszkowa to taki drugi Wąchock?

Wielokrotnie zapraszaliśmy na nasz konkurs przedstawicieli innych „obśmiewanych” miejscowości z Polski: Marklowic, Pcimia czy właśnie Wąchocka. Szkoda, że nigdy do nas nie przyjechali. My natomiast z radością wzięliśmy udział w Dniach Wąchocka. Tam dzieliliśmy się na scenie swoim humorem. Jego mieszkańcy podsumowali naszą wizytę w ten sposób: „No niestety, ptaszkowianie nas przerośli”. Bo różnica jest zdecydowana: o Wąchocku do tej pory opowiada się kawały, a o Ptaszkowej dowcipy opowiadają sami jej mieszkańcy. Tu mamy przewagę. Poza tym Wąchock nie jest wioską, tam sołtys jest mianowany, a u nas jest jak malowany.

Tych kawałów o Ptaszkowej zgromadził pan już ponad pół tysiąca. Skąd pomysł na ich kolekcjonowanie?

Zacząłem je gromadzić, bowiem dużo mówią o Ptaszkowej. Tworzą obraz ludzi wesołych, którzy potrafią się śmiać nawet z samych siebie i nie narzekają z byle powodu, a przecież malkontentów w Polsce nie brakuje. Łatwiej jest w życiu, gdy potrafi się obracać pewne rzeczy w żart. Lepiej mieć do czynienia z wesołą osobą, a nie ponurakiem. Śmiech to przecież zdrowie.

Dwie trzecie tych dowcipów nadaje się do opowiadania tylko w wąskim gronie i wyłącznie wśród dorosłych. Raczej nie można o nich mówić publicznie (śmiech). Warto jednak zaznaczyć, że nie śmiejemy się z konkretnych osób, a jedynie z ludzkich przywar i komicznych sytuacji życiowych. Fakt, że bohaterami kawałów często jest lekarz, ksiądz czy sołtys absolutnie nie oznacza, że dotyczą one personalnie tego, kto w danej chwili piastuje ważną funkcję. Poza tym niektórzy opowiadają żarty z sobą w roli głównej.

Nawet ksiądz ma ornat łącki, a liturgia jest w gwarze

Grają na listku, chodzą w gurmanie, a w zeleźnioku pędzą bimber, co niejednego cepra praśnie w młako.

zobacz więcej
Ulubiony dowcip księdza Józefa Kmaka, który sam lubi przytaczać w rozmowie, jest osadzony w kryminalistyce. I brzmi tak: uprowadzono proboszcza. Porywacze zażądali dwa miliony złotych okupu, Ptaszkowa zebrała 4 miliony i przekazała je porywaczom z adnotacją: „Tylko broń Boże go nie oddajcie!”.

Przytoczę jeszcze jeden: chłopiec przygląda się proboszczowi, który naprawia parkan wokół kościoła. Ksiądz zwraca się do niego tymi słowami: „Zapewne chcesz zostać stolarzem?”. Chłopiec odpowiada: „Nie, czekam jedynie, co ksiądz powie, kiedy się uderzy młotkiem w palec”.

Nasz sołtys Marian Kruczek też lubi się śmiać z siebie i też dzieli się kawałami z innymi. Wśród nich jest taki: w Wielkanoc poszedł z sołtysową do spowiedzi. Sołtysowa pierwsza, potem sołtys, który trochę się z proboszczem zagadał. Już odchodzi od konfesjonału, ale wraca: „Księże proboszczu, ale gdzie pokuta?”. „Twoja pokuta już klęczy przed ołtarzem”.

Inny kawał to: dlaczego w Ptaszkowej sołtys orze pole w kółko? Bo kupił sobie konia z cyrku.

Chcąc pokazać, że i ja potrafię pośmiać się z siebie, zaadaptowałem dowcip , który boleśnie pasuje do moich nasilających się problemów z pamięcią (śmiech). Kiedyś przyszli do mnie koledzy na urodziny. Witam ich i zastanawiam się, co miałem zrobić. Przypomniało mi się, że kawę, więc ją parzę i podaję. Wypijamy tę kawę i po chwili znów się zastanawiam, co ja to miałem zrobić. Ach – kawę miałem zrobić. Sytuacja powtarza się jeszcze kilka razy. Po spotkaniu koledzy wychodzą i mówią do siebie: „Jak ten Adam się zestarzał, on nam nawet kawy nie zrobił”.

I może coś z ogniska rodzinnego. W Ptaszkowej był pewien chłopczyk, który do 15. roku życia nie wypowiedział ani słowa. I nagle, ni stąd, ni zowąd przy obiedzie pyta rodziców: „Gdzie jest kompot?”. Wszyscy skonsternowani mówią, że to jakiś cud. I pytają: „Dlaczego nie mówiłeś przy tyle lat?”. A on na to: „Bo kompot był zawsze”.
Jeśli dojdę do tysiąca kawałów, to chciałbym je wydać. Może się komuś spodoba taka publikacja, przypomną się fajne chwile. Tym bardziej warto to zachować.

A są tematy tabu, z których się nie śmiejecie?

Nigdy nie żartujemy z matki. Uważam, że należy się jej głęboki szacunek. Inaczej z teściową, ale to tylko „mamusia” i musiała chyba sobie nie raz nieźle nagrabić, skoro zięciowie i synowe tyle mają o nich do powiedzenia (śmiech).

Naszym zdaniem sfera, której absolutnie nie należy ruszać, to wiara, religia. Wierzyć w coś i się z tego śmiać jest niestosowne. Tu też należy się ogromny respekt.

A poza tym warto przytoczyć fragment satyry Ignacego Krasickiego pod tytułem „Do Króla”:
„Im wyżej, tym widoczniej; chwale lub naganie
Podpadają królowie, najjaśniejszy panie!
Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka.
Wielbi urząd, czci króla, lecz sądzi człowieka.
Gdy więc ganię zdrożności i zdania mniej baczne,
Pozwolisz, mości królu, że od ciebie zacznę”.

To nie o to chodzi, żeby naigrywać się z konkretnej osoby, ale pokazać różne zachowania, słabości ludzkie, trochę je wyolbrzymić i mieć z tego odrobinę radości.

Ptaszkowa jest bardzo tradycyjna i przywiązana do wiary ojców?

Patronką parafii jest Matka Boska Radosna, która nie tylko pomaga nam być optymistami na co dzień, ale też wspiera nas w pielęgnowaniu naszej wiary. Jesteśmy praktykującymi katolikami. Kościół jest zawsze pełen. W naszej wsi popularne są na przykład nabożeństwa majowe przy przydrożnych kapliczkach, w których uczestniczą całe pokolenia. Młodzież udziela się przy kościele podczas różnych wydarzeń. Ministrantów nie brakuje. Dziewczynki udzielają się w Dziecięcej Służbie Maryjnej. Raczej więc nie mamy obaw, że młodzi będą odchodzić od Kościoła.

Bukiety na ścianach, girlandy wokół okien, szlaczki pod sufitem. Kwiatowe są nawet psie budy. To bombonierka ludowej sztuki

To jedyna miejscowość Polski umieszczona na japońskiej liście 30 najpiękniejszych miejsc w Europie, które koniecznie trzeba zobaczyć.

zobacz więcej
Rodziny wielopokoleniowe nadal mieszkają ze sobą. Tu widać pozytywny wpływ dziadków i babć na wnuki. Ale byłoby oczywiście nadużyciem mówienie, że jest idealnie. Pojawia się oczywiście tendencja, że młode pary chcą mieć własny dom, co z gruntu nie jest niczym złym. Wiadomo, że są przecież różnice pokoleniowe i cała sztuka polega na tym, aby ich jeszcze bardziej nie pogłębiać. Zdarza się, że małżeństwa nie wytrzymują próby czasu i dochodzi do rozwodów. Ale to marginalne przypadki.

Mieszkańcy Ptaszkowej są aktywni i chętnie pomagają w parafii. Motorem napędowym jest tu nasz proboszcz, który potrafi scalić mieszkańców w szczytnym celu. Ma coś takiego w sobie, że trudno mu odmówić, gdy prosi o pomoc. Gdyby nie on, wiele rzeczy by się nie udało. Zawsze musi być jakaś osoba, która tym wszystkim kieruje, ma autorytet, posłuch. I on to ma.

Przyszedł do naszej wioski m.in. z zadaniem wybudowania nowego kościoła. Mieszkańcy wzięli sprawę w swoje ręce. Pomagali fizycznie przy budowie. Były też liczne zbiórki społeczne na ten cel. Budowa trwała 17 lat i nigdy nie było zgrzytów, ani nachalności ze strony księdza. Tak powstała świątynia, bez pomocy sponsorów, długów i kredytów.

Mieszkańcy Ptaszkowej zapewne nie tylko są dumni ze swojego nowego kościoła, ale też stojącej opodal zabytkowej świątyni drewnianej z XVI wieku, w której w ostatnich latach odkryto bezcenne dzieło Wita Stwosza „Modlitwa w Ogrójcu”.

Przywilej lokacyjny dla Ptaszkowej wystawiła 3 lutego 1336 roku królowa Jadwiga, wdowa po Władysławie Łokietku. Król Kazimierz Wielki wydał później nowy akt lokacyjny 22 maja 1359 roku, który przewidywał m.in. budowę kościoła i uposażenie parafii. Przez jakiś czas źródła milczą w tej sprawie. Drewniana świątynia została tu ostatecznie zbudowana w 1555 roku przez Jana Joachima Kuklę, cieślę z Grybowa. Gruntowny remont przeszła pod koniec XIX wieku, a ostateczny kształt zyskała w 1929 roku i w tej postaci zachowała się do naszych czasów.
W zabytkowej świątyni drewnianej z XVI wieku w ostatnich latach odkryto bezcenne dzieło Wita Stwosza „Modlitwa w Ogrójcu”. Dzieło zawiera także kryptograficzny podpis – fałdy szaty świętego Jana układają się w litery nazwiska artysty: STVOS. Fot. Piotr Chronowski
W centrum ołtarza jest słynący łaskami, wspomniany wcześniej wizerunek Matki Boskiej Radosnej. Wizerunek ten, jako wotum za powrót do zdrowia, ofiarował w 1734 roku Michał Stadnicki i od tamtej pory uważany jest za jeden z największych skarbów Ptaszkowej. Są świadectwa uzdrowień na ciele i duszy ludzi modlących się przed tym obrazem.

Niezwykle cennym obiektem jest również rzeźba Matki Bożej z Dzieciątkiem, znajdująca się w prawym ołtarzu bocznym, pochodząca z około 1420 roku. Figura ta nazywana jest Madonną ze słonecznikiem, od trzymanego przez Maryję kwiatu.

Niewątpliwe naszą perełką jest odkryta w ostatnich latach płaskorzeźba „Modlitwa w Ogrójcu” z 1490 roku. Kompozycja jest wykonana z drewna lipowego i składa się z trzech figur. U dołu znajduje się dwóch śpiących apostołów: święty Jan o złożonych dłoniach i święty Piotr, który trzyma miecz. Ponad nimi na skale znajduje się modlący się Jezus Chrystus. Dzieło zawiera także kryptograficzny podpis – fałdy szaty świętego Jana układają się w litery nazwiska artysty: STVOS.

W ptaszkowskiej kompozycji zostały dostrzeżone liczne zbieżności kompozycyjne i stylistyczne z kamiennym Ogrojcem Stwosza, stanowiącym część epitafium Pawła Volckamera znajdującego się w kościele św. Sebalda w Norymberdze. Ponadto Ogrojec z Ptaszkowej mógł być kontynuacją „Chrystusa w Ogrodzie Oliwnym” z cmentarza przy krakowskim kościele Najświętszej Marii Panny.

Nieznane są okoliczności powstania dzieła i jego związki z kościołem Wszystkich Świętych w Ptaszkowej. Zostało pokryte w latach 30. XX w. grubą warstwą zniekształcającego gruntu, a następnie wadliwie pokryto ją polichromią. Podczas sprzątania płaskorzeźba wielokrotnie zostawiana była pod parkanem, bo nikt nie zdawał sobie sprawy z jej wagi! W 2002 roku przystąpiono do jej gruntownej konserwacji, podczas której usunięto naniesiony grunt i polichromię oraz uzupełniono brakujące detale. Następne badania potwierdziły ostatecznie autorstwo Wita Stwosza.

Tam, gdzie oddycha piekło, czarownica prosi o łaskę i karmią się astronauci

Całość operacji była ściśle tajna. Odbywała się pod płaszczykiem produkcji nowoczesnej paszy dla cieląt.

zobacz więcej
Wysnuto takie przypuszczenie, że początkowo ta rzeźba znajdowała się w Kościele Mariackim w Krakowie, jako jedna z części ołtarza. Ale przy zmianie epok wystrój świątyń się zmieniał i ten stary był przekazywany do innych kościołów. Kto go przywiózł do Ptaszkowej, nie wiadomo. Ksiądz Kmak też ma swoją teorię na ten temat. Na spotkaniu Polskiej Akademii Umiejętności wymyślił historyjkę, że Wit Stwosz przyjechał do wsi na urlop, wykonał tam swoją pracę i później sprezentował ją mieszkańcom. Przyjęto opowieść z radością, uśmiechem i brawami. Obecnie mamy ją umieszczoną w Muzeum Parafialnym, w specjalnym pomieszczeniu, z klimatyzacją zapewniającą odpowiednią wilgotnością i odpowiednimi systemami alarmowymi. To jest teraz nasza największa chluba.

Szokiem dla mieszkańców musiała być próba podpalenia zabytkowej świątyni osiem lat temu. Około północy z 15 na 16 stycznia 2013 roku czterech młodych mężczyzn oblało narożniki kościoła środkiem łatwopalnym. Ogień, który pojawił się w dwóch miejscach, został na szczęście szybko stłumiony przez strażaków.

To był niewyobrażalny wandalizm. Czujniki dymu wyzwoliły alarm. Po powiadomieniu straży pożarnej, pan kościelny Czesław Siedlarz raz z ks. wikarym Bogusławem Sobusiakiem i ks. proboszczem Józefem Kmakiem zaczęli śniegiem tłumić ogień na ścianach kościoła. Przybyli na miejsce strażacy zerwali zewnętrzne odeskowanie ściany, aby ugasić płonącą pod spodem drewnianą konstrukcję. Równocześnie zabezpieczano wnętrze kościoła, do którego przedostał się dym. Pożar udało się opanować.

Trudno sobie wyobrazić sytuację, że ta świątynia mogłaby doszczętnie spłonąć. Przeżyliśmy to bardzo i długo nie mogliśmy się z tego otrząsnąć. Z jednej strony to atak na naszą wiarę, świętość. Z drugiej strony to wyraz braku poszanowania tego, co stanowi ogromną spuściznę historii nie tylko regionu, ale całej Polski. Przyznam, że była w nas ogromna złość, kiedy umorzono śledztwo. Ale też żal, bo jeden z wandali, podejrzanych pochodził z Ptaszkowej. Pozostali to byli mieszkańcy innych podsądeckich miejscowości.

Zabytkowa świątynia wzbudza ogromny respekt wśród mieszkańców. Tu modliły się całe pokolenia. Jej klimat jest nie do opisania. Do dziś mam dreszcze, jak o tym mówię. Bardzo przeżyłem to podpalenie, bo leżą mi na sercu sprawy parafii i wioski.
Co roku ptaszkowianie organizują Spartakiadę Zimową dla niepełnosprawnych. Do tej pory odbyło się już ponad 60 edycji. Na początku była ona przeznaczona dla młodzieży szkół podstawowych. Kilkanaście lat temu zrodził się pomysł, aby ją rozszerzyć i objąć osoby niepełnosprawne z Warsztatów Terapii Zajęciowej. Fot. Piotr Chronowski
Pana zaangażowanie w życie parafii jest też widoczne podczas corocznej Spartakiady Zimowej dla niepełnosprawnych. Do tej pory odbyło się już ponad 60 edycji.

W tym roku będzie już 66. edycja tej imprezy. Patronem wydarzenia, które mam zaszczyt współprowadzić, jest Roman Stramka, ptaszkowianin z urodzenia. Podczas II wojny światowej był jednym z organizatorów przerzutów ludzi na Węgry. Trasę wiodącą z Nowego Sącza do Piwnicznej i Starej Lubovni, a stamtąd do Budapesztu, przeszedł 69 razy. Kilkakrotnie uciekał z rąk gestapo: z pociągu wiozącego go do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, z „celi śmierci” w gestapowskim więzieniu w Nowym Sączu, spod eskorty żandarmów, którzy zatrzymali go na Węgrzech, czy z pociągu transportującego go do obozu koncentracyjnego w Mauthausen-Gusen. Po zakończeniu wojny został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa za działalność konspiracyjną. Z więzienia został zwolniony dzięki pomocy ówczesnego wicepremiera Stanisława Mikołajczyka, którego syna przeprowadził kiedyś na Węgry.

Już od najmłodszych lat uprawiał wiele dyscyplin sportowych: pływanie, lekkoatletykę, kajakarstwo, piłkę nożną, kolarstwo i narciarstwo. Był aktywnym działaczem wielu klubów sportowych, trenerem i instruktorem narciarstwa w klubie „Sandecja”. W 1953 roku zdobył wicemistrzostwo Polski w biegu na 53 kilometry. 1 września 1965 roku zginął w wypadku. Pośmiertnie został przez Rząd Polski na uchodźstwie odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznych. Poprzez organizację spartakiad chcemy przede wszystkim upamiętnić tę postać. Był oddany idei sportu i wychowawcą pokolenia sportowców.


Od jakiegoś czasu mam przyjemność uczestniczyć w organizacji i współprowadzić imprezę. Na początku była ona przeznaczona dla młodzieży szkół podstawowych. Kilkanaście lat temu zrodził się pomysł, aby ją rozszerzyć i objąć osoby niepełnosprawne z Warsztatów Terapii Zajęciowej. Konkurencje są zabawowe. Na przykład: rzut do bałwanka, strzał hokejką na bramkę oraz wyścigi narciarskie. Niepełnosprawni doskonale się tutaj czują. Ich uśmiech jest nie do przecenienia. Niemal całymi dniami siedzą w domach bezczynnie, a tu mają okazję wyjść na zewnątrz i świetnie się bawić.

Praca z nimi zapewne uczy pokory i otwartości na drugiego człowieka.

Mieszkańcy Ptaszkowej są bardzo życzliwymi ludźmi. Każdy, kto się tutaj pojawia, zostaje przyjęty z tzw. dobrodziejstwem inwentarza. Nikt nie pyta skąd przyjechałeś, co sobą reprezentujesz, tylko mówi się: „Fajnie, że jesteś”.
Adam Tokarz: – Moja rodzina od pokoleń pochodzi z Ptaszkowej. Jestem dumny szczególnie z babci, która zasłynęła w regionie jako wykwalifikowana akuszerka. Fot. arch. pryw. Adama Tokarza
Są gospodarnymi ludźmi, co widać po nowo powstających domach. Nikt tu nie czeka na pomoc opieki społecznej, tylko ciężko pracuje. Nie ma tu takiej zawiści, że jak komuś się powodzi lepiej, to źle i ja muszę mieć więcej. Wręcz przeciwne – jeśli ktoś kupuje jakąś rzecz, to wszyscy inni idą ją obejrzeć i cieszą się z zakupu. Ja mieszkam na osiedlu, gdzie budynek jest obok budynku i między nami nie ma konfliktów, szkodzenia sobie, jakichś dąsów. Nie ma animozji trwających przez pokolenia.. Oczywiście zdarzają się malkontenci, którzy nie podchodzą do pewnych inwestycji entuzjastycznie. Szukają dziury w całym. Ale to rzadkie przypadki.

Nieskromnie powiem, że nie tylko humorem, ale też liczbą imprez przodujemy w gminie. Powstaje nawet specjalny kalendarz, żebyśmy sobie nie wchodzili w paradę. Mamy również wiele prężnie działających grup, jak choćby zespół regionalny „Echo Jaworza”, którego członkiem miałem kiedyś przyjemność być, Orkiestra Dęta Towarzystwa Przyjaciół Muzyki z Ptaszkowej, działająca od ponad 90 lat, a także znane w okolicy z bardzo prężnej działalności Koło Gospodyń Wiejskich, mające w swoich szeregach także panów, czy Stowarzyszenie Turystyczna Wieś „Retro”.

Jest pan dumny z Ptaszkowej?

Oczywiście! Nie wyobrażam sobie mieszkać gdzie indziej. Moja rodzina od pokoleń pochodzi z Ptaszkowej. Jestem dumny szczególnie z babci, która zasłynęła w regionie jako wykwalifikowana akuszerka. Urodziła się w 1900 roku w Ciężkowicach i potem wyszła tu za mąż. Zawsze podkreślała siłę kobiet żyjących w tamtym czasie. Sama była bardzo dzielna.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Ptaszkowa ma tradycje kolejarskie. Przez wieś przebiega trakcja kolejowa od czasów austriackich. Prawie 80 procent mieszkańców pracowało kiedyś na kolei, na przykład w zakładach naprawczych taboru kolejowego, albo w innych zakładach kolejowych. Zatem wiodło się im całkiem dobrze, bo kolejarz przed wojną to był pan. Zdjęcie zrobiono podczas Railway Wikiexpedition 2014 we współpracy z Fundacją Grupy PKP. Fot.Muri - Praca własna, CC BY-SA 4.0
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Odnawialne źródła energii nie rozwiążą problemów z klimatem
We wrześniu 2021 nie będzie pokrywy lodowej na Oceanie Arktycznym, pierwszy raz w dziejach ludzkości.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Dobre piwo rzemieślnicze można zrobić nawet ze śledzia
Polacy nie gęsi i swój złocisty trunek mają.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Witkacy był rozżalony, że mniej od niego zarabia. Rywalizował z...
Danuta Szaflarska pozowała Barbackiemu do aktu mając zaledwie 17 lat.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Najbardziej wyrafinowane narzędzia manipulacji w dziejach świata
Hiperpluralizm treści eliminuje myślenie.
Rozmowy wydanie 2.04.2021 – 9.04.2021
Człowiek w śpiączce ma szanse tylko wtedy, gdy jest otoczony...
Na początku jest radość, że bliska osoba została przeżyła. Potem niecierpliwe czekanie, a jeśli się nie poprawia pojawia się frustracja.