Felietony

Otwórzcie drzwi kościołów. Pandemia nie może zamykać Pana Jezusa za kratami

Świątynie są po to, aby ludzie tam mogli wejść w każdej chwili i poszukać nadziei, otuchy – i oddać chwałę Panu Bogu.

Kilka dni temu w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej doszło do profanacji miejsca świętego, czyli kościoła i dawnego cmentarza. Sprawcy pluli na kościół oraz zerwali ogłoszenia na drzwiach głównych, w oczodoły rzeźbionych czaszek wciskali butelki po piwie i rzucali nimi w epitafia. Policja zabezpieczyła ślady, przyjęła zgłoszenie i dzień później zatrzymała podejrzanych o udział.

Ani to pierwsza, ani ostatnia – można, niestety, śmiało przyjąć takie założenie – taka dewastacja. Ordynarne – i niewybredne w stosowanych chwytach – ataki na kościoły i inne obiekty sakralne zapoczątkowane latem ub. roku przez bezczelny atak na figurę Chrystusa Sursum Corda przed kościołem Świętego Krzyża w Warszawie rozwinęły się przecież podczas jesiennych i zimowych protestów ulicznych w zupełnie niewyobrażalną falę agresji.

Podobnie należy założyć, że nie skończą się próby okradania kościelnych skarbon dokonywane zresztą z pewnym złodziejskim talentem nawet w obecności sprzątających kościół czy modlących się jakiejś bocznej kaplicy.

Wydawałoby się więc, że są to powody, i to bardzo racjonalne, dla których należy zamykać na cały dzień kościoły i otwierać je tylko na czas wyznaczonych nabożeństw. A jednak ksiądz proboszcz u Świętego Krzyża nie podjął w żadnym momencie decyzji o zamknięciu kościoła.

Proboszcz produkuje ekoprąd, czyli nowe technologie na służbie Kościoła

Bezdotykowe kropielnice czy ofiaromaty - to niektóre pomysły zaradnych proboszczów.

zobacz więcej
Zupełnie odwrotnie niż wielu innych proboszczów, bowiem zamkniętych – z wyjątkiem przedsionka, czyli kruchty – kościołów nie jest wcale mało. I nie z powodu lockdownu. W Polsce jest 10 382 parafii, ale zapewne nikt nie liczył ilu z nich dotyczy taki problem. Jest 1050 sanktuariów – niektóre z nich zapewne są kościołami parafialnymi, około 500 z nich stanowi regularny cel pielgrzymek. Czy można sobie wyobrażać, że ich wnętrze jest zawsze dostępne? Ze drzwi nie są zamknięte ? Nikt tego nie policzy i nikt nie zmierzy, jakie są straty z tego powodu: duchowe czy społeczne.

– Kiedy byłam mała – opowiada dziennikarka w średnim wieku – często chodziłam z babcią po codzienne zakupy i wracając, wstępowałyśmy na chwilę do kościoła. Było cicho i pięknie, obie się żegnałyśmy znakiem krzyża, a babcia zawsze mi pokazała a to Pana Jezusa na krzyżu, a to Matkę Boska lub aniołka i po wyjściu opowiedziała jakąś ładną historię. Dziś myślę, że to w dużym stopniu kształtowało moją wiarę.

Problem nie pojawił się nagle. Już z dziesięć lat temu w katolickim tygodniku „Idziemy” pojawił się obszerny reporterski raport o zamkniętych na cały dzień kościołach, w których można się było pomodlić co najwyżej w przedsionku. O ile można to było zrozumieć w przypadku kościółka „przyklejonego” do jakiegoś żeńskiego klasztoru, w którym sędziwe siostry pozbawione wsparcia obawiały się wandali, o tyle w przypadku kościołów śródmiejskich czy niechby i wiejskich nie było łatwego wytłumaczenia. Owszem, argumentacja była, i to prosta: obawiamy się złodziei. Ale złodzieje byli, są i będą. A kościoły są po to, aby ludzie tam mogli wejść w każdej chwili i poszukać nadziei, otuchy – i oddać chwałę Panu Bogu.

Akurat mija rok od oficjalnego ogłoszenia pandemii także w naszym kraju – właśnie 4 marca zidentyfikowano pierwszego pacjenta, tak zwanego pacjenta zero. Dwa dni później Uniwersytet Warszawski jako pierwsza uczelnia ogłosił zawieszenie zajęć, kilka dni później pojawiły się regulacje w sprawie udziału wiernych w nabożeństwach – wszystkich wyznań . Ale to przecież nie miało oznaczać zamknięcia świątyń! Wręcz przeciwnie, abp Stanisław Gądecki jako przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski już na początku lockdownu skierował do wszystkich katolików apel, żeby kościoły były otwarte

Szukałam wtedy intensywnie otwartych drzwi kościołów , bo widziałam w tym otwarciu najgłębszy sens. Uważałam nawet, że kiedy już słońcem buchał marzec – drzwi mogłyby być otwarte na oścież. Żeby każdy przechodzień – choć przecież było ich niewielu – mógł stanąć, a nawet przyklęknąć. Zbyt nawet dla tych słabiej wierzących – ale komu to oceniać, nie nam przecież! – był tam dostępny znak Bożego Miłosierdzia.
Ks. infułat Jan Sikorski, w 1987 roku proboszcz parafii św. Józefa na Kole, podjął wraz z parafianami decyzję o o nieustającej – czyli całodobowej – adoracji Najświętszego Sakramentu. Fot. Wikimedia/Konzeb30 - Praca własna, CC BY-SA 4.0
Któregoś dnia objechałam wszystkie kościoły warszawskiego Ursynowa – a to przecież wielka dzielnica, grubo ponad sto tysięcy mieszkańców, kilka kościołów – ale na drzwiach zamkniętych na cztery spusty wisiały ogłoszenia, bardzo pozytywne w treści, owszem, o pomocy charytatywnej. W tym roku jest nieco lepiej, ale czy na pewno jest po prostu dobrze?

Dla katolika sednem Bożej obecności jest zawsze tabernakulum, a w nim Najświętszy Sakrament. W niektórych kościołach monstrancja z Najświętszym Sakramentem wystawiana jest w ciągu dnia do adoracji i – w tych kościołach, w których się to odbywa – nigdy nie brakuje ludzi pogrążonych w kontemplacji, w modlitwie czy po prostu w skupieniu.

Legendarna w Warszawie postać, sędziwy już dzisiaj ksiądz Jan Sikorski, w 1987 roku proboszcz parafii św. Józefa na Kole, ma w tej sprawie dużo dobrego do powiedzenia. Już wtedy bowiem podjął wraz z parafianami decyzję o nie tylko całodziennej, ale o nieustającej – czyli całodobowej – adoracji Najświętszego Sakramentu. Pisałam reportaż o tej parafii we wczesnych latach dziewięćdziesiątych i zarówno wtedy – jak i ćwierć wieku później – czytelników zdumiewała ta decyzja. Nieustannie pytano księdza Sikorskiego, czy się nie bał, że kościół będzie okradziony, albo ze przyjdą spać włóczędzy lub bezdomni. Ksiądz Sikorski nawet udostępnił im pomieszczenia na plebanii, żeby mieli gdzie nocować! Można wręcz powiedzieć, że był prekursorem działań podjętych w tym roku w kościołach Włoch , gdzie w czasie wielkich mrozów wpuszczono bezdomnych , żeby nie pozamarzali.

Ale chyba na tym to polega – że ksiądz Jan Sikorski się nie bał!

– Miałem obawy, do dzisiaj mam. Ale Opatrzność Boża i Święty Józef czuwają nad wszystkimi, że to tak długo trwa – opowiadał dwa lata temu w wywiadzie-rzece „Rozmowy o życiu i Warszawie” prowadzonym przez Emilię Jakubowską. Nikt się tu nie włamał , przez te wszystkie lata zniknął tylko jeden świecznik i głośniki. Zawsze mi było szkoda zamykać Pana Jezusa za kratami, albo za szybą. Jest ryzyko, ale też to zaangażowanie ludzi nadzwyczajne.

Siostry z Łagiewnik zachorowały na COVID-19 niemal wszystkie. Już żegnały się z życiem…

Koronasceptyczki uwierzyły w wirusa, bo go doświadczyły. Jak na ironię, to one przechodziły infekcję najgorzej.

zobacz więcej
No cóż, zaangażowanie ludzi, i to nadzwyczajne, nie bierze się znikąd. Nie piszę tutaj donosu, więc nie będzie listy warszawskich, na przykład, kościołów z podziałem na zamknięte w środku dnia i otwarte. Wiedzą o tym ci wszyscy, którym brakuje owych pięciu minut czy kwadransa spędzonych w cichym kościele w ciągu dnia, w drodze do domu albo do pracy – może już się nawet odzwyczaili od pomysłu, że można wstąpić do kościoła na kilka chwil.

Ogłoszony właśnie Raport „Kościół w Polsce”, przygotowany w Katolickiej Agencji Informacyjnej, zupełnie nie zauważa tego problemu. Co, oczywiście, nie znaczy ze go nie ma. I że tak naprawdę nie dotyczy drzwi.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Wielkanoc 2020, kościół pw. św. Józefa, Kraków. Fot. Artur Widak/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Współpracownik prawdy. Był zawsze obiektem krytyki i złośliwości
Czy możliwe, że dla młodszego pokolenia dziennikarzy te sprawy nie są już istotne?
Felietony Najnowsze wydanie
Symetrysta
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Pióro
Andrzej Krauze komentuje dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Monika Olejnik ma prawo być mężczyzną?
Nasze liberalne elity uważają się za obrońców oświeceniowego rozumu.
Felietony Najnowsze wydanie
Popkultury igraszki z diabłem
W rapie do tej pory wątki satanistyczne w zasadzie się nie pojawiały.