Rozmowy

Kiedy zobaczyła go w telewizji, niemal pocałowała ekran. Dlaczego Rosja kocha Putina?

Nawalnego popiera tylko 19% Rosjan. Dla wielu jest symbolem rewolucyjnych zmian, które budzą postrach. Dyrektor Centrum im. Lewady zwrócił mi uwagę, że Zachód nie chce uwierzyć, że Putina popiera większość Rosjan. A on wciąż cieszy się akceptacją ponad 60% społeczeństwa. Miesiąc po otruciu Nawalnego rankingi Putina wzrosły o 6% – mówi Barbara Włodarczyk, była korespondentka TVP w Moskwie, autorka reportaży, filmów dokumentalnych i książek o Rosji.

Jej program „Barbara Włodarczyk zaprasza” emitowany jest w TVP Dokument: premierowe odcinki we wtorki ok. godz. 21.00, powtórki w niedziele ok. 11.45 – 12.00. W najbliższy wtorek, 9 marca o 21.05 będzie można obejrzeć odcinek: „Rosja i Chiny. Małżeństwo z wyrachowania”.

We wtorki ok. godz. 22.00 w TVP Dokument emitowany jest także jej autorski cykl reportaży „Szerokie tory”, nagrodzony m.in. Gold Plaque na festiwalu programów telewizyjnych The Chicago International Television Awards za najlepszy serial dokumentalny. Cykl opowiada o życiu mieszkańców krajów byłego ZSRR.


TYGODNIK TVP: Przed naszą rozmową zdradziła mi pani, że przez pandemię już niemal rok nie odwiedziła Rosji. Jak się pani z tym czuje?

BARBARA WŁODARCZYK:
Tak długa przerwa jeszcze nigdy mi się nie zdarzyła. Muszę przyznać, że bardzo mi ten brak Rosji doskwiera, bo w tej chwili dzieje się tam wiele ważnych rzeczy. Np. zmiana konstytucji, która daje Władimirowi Putinowi możliwość rządzenia do 2036 roku czy sprawa Aleksieja Nawalnego. Rosja to tematyczne Eldorado. Jeżdżę tam od lat i wciąż odkrywam coś nowego. Ciągle mnie coś zadziwia.

Czy rok bez Rosji sprawił, że postanowiła pani przelać na papier te filmowe historie?

Można tak powiedzieć. Właśnie ukazała się moja książka „Szalona miłość. Chcę takiego jak Putin”. Są to reportaże, które pokazują, jak odbierany jest Władimir Władimirowicz przez mieszkańców Rosji. Do napisania tej książki zainspirował mnie dowcip zasłyszany w Moskwie: „Francuz ma żonę i kochankę. Kocha kochankę. Żyd ma żonę i kochankę. Kocha mamę. Rosjanin ma żonę i kochankę. Kocha Putina”. Żeby przekonać się, jak to naprawdę jest z tą miłością, przejechałem tysiące kilometrów aż po granice z Chinami i przegadałam setki godzin ze studentami, dziennikarzami, prostymi ludźmi. Chciałam zrozumieć, dlaczego większości Rosjan nie zrażają do Putina ani zabójstwa dziennikarzy i polityków, którzy krytykowali Kreml, ani sankcje i kryzys. I dlaczego wciąż nie brakuje takich, którzy święcie wierzą w słowa jednego z urzędników Kremla: „Jest Putin, jest Rosja. Nie ma Putina, nie ma Rosji”.
Żadne rozmowy z politykami czy ekspertami nie dają takiej wiedzy o mentalności Rosjan jak spotkania z mieszkańcami głubinki - mówi dziennikarka. Fot. Archiwum Barbary Włodarczyk.
Gdzie jeździ pani najchętniej?

Na tzw. głubinkę, czyli rosyjską prowincję. To jest esencja Rosji. Żadne, nawet nieoficjalne, rozmowy z politykami czy ekspertami nie dają takiej wiedzy o mentalności Rosjan jak spotkania z mieszkańcami głubinki. To tam usłyszałam np. zdanie: „Jeśli nie szanujesz cara, to znaczy, że nie szanujesz kraju, którym on rządzi”. Powiedział je rolnik spod Tweru, kiedy pytałam o Putina. Był jednym z bohaterów mojego filmu realizowanego dla telewizyjnej Jedynki.

W czasie pracy w telewizji poznałam wszystkie gatunki dziennikarskie – przygotowywałam felietony, wywiady, prowadziłam programy i relacje na żywo, zajmowałam się newsami. Ale zawsze najbliższy był mi reportaż i dokument, które skłaniają do pogłębionej refleksji. Krótkie formy newsowe dają uproszczony obraz świata. Nie da się z nich poznać ani mentalności Rosjan, ani przyczyn sposobu ich myślenia.

A gdy ktoś mówi: „Rosja”, to jakie jest pani pierwsze skojarzenie?

Ogromne terytorium (11 stref czasowych!), wielkie kontrasty i bardzo różnorodny świat, pełen zaskakujących historii. I śmiesznych, i strasznych. Tam można znaleźć tematy, które trudno by było wymyślić nawet najbardziej kreatywnemu scenarzyście. Np. sekta wielbiąca Putina jako kolejne wcielenie apostoła Pawła; stróż przyrody, który sam jest największym kłusownikiem w tajdze; milioner, który porzucił bogate rezydencje, apartamenty, luksusowe limuzyny, aby zamieszkać w wiejskiej chacie; albo piosenkarka, która śpiewa w knajpie do kotleta patetyczną pieśń o tym, jak wielka jest Rosja.

Forrest Gump idzie obalić Putina

Historia z szamanem to niewątpliwie jakaś postać rosyjskiego zjawiska jurodiwstwa, „świętego szaleństwa”.

zobacz więcej
A jaka jest pani definicja „rosyjskiej duszy”?

Wiara w to, że z losem nie wygrasz. Bohaterowie moich reportaży i filmów często mówią: „Los tak chciał…”

Co jeszcze mówią?

W Rosji często też słyszę stwierdzenie: „Żeby tylko nie było gorzej”. Pewna emerytka z wioski na Syberii powiedziała mi tak: „Do Putina już się przyzwyczailiśmy, a jak przyjdzie ktoś inny, to zacznie wprowadzać nowe porządki.” Staruszka mieszka w nędznej chacie, gdzie nie ma ani wody, ani gazu, a jedynym luksusowym przedmiotem jest telewizor. Mimo to marzy tylko o jedynym – oby nie było gorzej. „Nie chcemy więcej żadnych rewolucji. Mieliśmy kilka i wszystkie źle się kończyły – tłumaczyła mi. Ta bolszewicka spustoszyła carską Rosję, ta gorbaczowowska doprowadziła do rozpadu imperium sowieckiego, a ta jelcynowska przyniosła dziki kapitalizm.

Co trzeba pani zdaniem wiedzieć, by tę Rosję rozumieć?

Na pewno nie można tam jechać z góry założoną tezą i z uprzedzeniami. Trzeba być otwartym i ciekawym. Tylko tyle i aż tyle. W Rosji często słyszę: „Barbaro, jaką masz tezę?”. Odpowiadam, że nie mam żadnej. Chcę zrozumieć, co się dzieje. W rozmowach z bohaterami nigdy nie unikam trudnych pytań. Paradoksalnie bardzo mi to pomaga, bo unikanie kłopotliwych kwestii odbierane jest często jak podstęp. Nie raz zdarzyło mi się nawet ostro spierać – np. o aneksję Krymu albo wojnę w Donbasie. Ale i w Polsce Rosja wywołuje emocje. Na dodatek skrajne. Cokolwiek się o niej powie, jedni uznają to za rusofobię, a inni za rusofilię.
Kobiety na prowincji chwalą Putina na potęgę - zwraca uwagę reporterka. Fot. Archiwum Barbary Włodarczyk
Dlaczego Rosja, a w niej głównie Rosjanki tak kochają Putina?

Powodów jest wiele. Starsze i średnie pokolenie wciąż ocenia Putina przez pryzmat jego poprzednika. Za Borysa Jelcyna inflacja miała trzycyfrowy wynik i ludzie wyprzedawali, co się dało, bo miesiącami nie dostawali pensji. Do tego dochodziła bandycka prywatyzacja i rewolucja kryminalna, podczas której strzelaniny na ulicach były powszedniością.

Putin ukrócił bandyckie porachunki, podporządkował Kremlowi oligarchów i skończył z samobiczowaniem się za grzechy Związku Radzieckiego. „Rosja jest wielka” – powiedział. I ludziom to się spodobało. Poza tym przez kilka lat z rzędu sprzyjała mu koniunktura na ropę i gaz. Poprawa życia przesłoniła prześladowania opozycji, a nawet zabójstwa Anny Politkowskiej i Borysa Niemcowa. „Putin odbudowuje wielką Rosję, którą rozwalił Gorbaczow i Jelcyn” – powiedziała mi emerytowana pielęgniarka spod Tweru. A kiedy zobaczyła w telewizji Władimira Władimirowicza, to niemal pocałowała ekran mówiąc: „Dziękuję ci mój drogi!” Sfilmowałam to.

Kobiety na prowincji chwalą Putina na potęgę. Ale nie tylko one. Mistrzyni świata w boksie – Natalia Rogozina stwierdziła, że od Putina bije niezwykła energia. Nie mogę tego potwierdzić. Kiedy ja siedziałam obok Putina, czułam jedynie zapach dobrych kosmetyków. Okoliczności tego spotkania opisuję w książce. Miałam wtedy okazję przyjrzeć mu się z bliska. Dziś wygląda młodziej niż w 1999 roku, gdy Jelcyn wyznaczył go na swego następcę. 21 lat temu miał zmarszczki na czole i worki pod oczami. Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że będzie wzorem męskości dla milionów Rosjanek, popukałabym się w czoło.

Otrucie Nawalnego. Fachowcy od zapachów i aromatów

Opiekowali się truchłem Władimira Lenina, wypychali je odpowiednimi ziołami. I przygotowywali trucizny.

zobacz więcej
Dlaczego stał się wzorem?

Chociażby dlatego, że nie nadużywa alkoholu. „Chcę takiego, jak Putin, pełnego sił. Chcę takiego jak Putin, żeby nie pił” – śpiewają Rosjanki. Piosenkę tę napisał w 2002 roku Sasza Jelin i nie spodziewał się, że tak długo będzie popularna. Mało tego! To miał być utwór ironiczny. „Żart z prowincjonalnej dziewczyny, dla której Putin jest najpiękniejszym mężczyzną na świecie, bo wokół siebie widzi tylko zgnuśniałych muzyków, co klną i śmierdzą piwem” – tłumaczył mi Sasza. Ciekawostką jest to, że nie pije także Aleksiej Nawalny…

A propos Nawalnego, czy uwielbienie Rosjan dla Putina przypadkiem nie maleje? Demonstracje poparcia Nawalnego robią jednak wrażenie.

Aleksiej Nawalny jest dziś głównym oponentem Putina. Wali w niego jak w bęben. Nazywa go „żulem”, „złodziejem”, „dziadem w bunkrze”. To ostatnie określenie odnosi się do tego, że w czasie pandemii prezydent zaszył się w swojej rezydencji i kontaktował się głównie online. Według niezależnej od władz sondażowni Centrum im. Lewady – Nawalnego popiera jednak tylko 19% Rosjan. Dla wielu jest bowiem symbolem rewolucyjnych zmian, które budzą postrach. Dyrektor Centrum im. Lewady zwrócił mi uwagę, że Zachód nie chce uwierzyć, że Putina popiera większość Rosjan. A jeśli nawet wierzy, to wiąże je tylko z poczuciem strachu przed prześladowaniami. Przypomina to jednak zaklinanie rzeczywistości. Bo choć rankingi Putina dalekie są od rekordu 88% po aneksji Krymu, to nadal cieszy się akceptacją ponad 60% społeczeństwa.

Putinowi już wiele razy wróżono rychły koniec kariery. Tak było np. w 2006 roku po zabójstwie Anny Politkowskiej; w 2011 i 2012, kiedy przez Rosję przetoczyła się fala protestów po ujawnieniu oszustw w niektórych lokalach wyborczych; czy w 2015 roku po tym jak rozstrzelano Borysa Niemcowa 200 metrów od Kremla. Za każdym razem wychodził z tego obronna ręką. Miesiąc po otruciu Nawalnego rankingi Putina wzrosły o 6 procent. Być może kolejne lata przyniosą zmiany, bo w dorosłe życie wchodzi nowe pokolenie, które czerpie wiedzę z interenetu, a nie tylko z telewizji podporządkowanej Kremlowi.
Aleksiej Nawalny jest dziś głównym oponentem Putina. Wali w niego jak w bęben - mówi Barbara Włodarczyk. Na zdjęciu: proces opozycjonisty,w czasie którego został on skazany na dwa i pół roku odsiadki w kolonii karnej. Fot. Moscow.City Court\TASS via Getty Images
Za co jeszcze Rosjanie chwalą swojego prezydenta?

Zwolennicy Putina chwalą go też za stanowczość wobec Zachodu i za to, że ich dowartościowuje, mówiąc: „Jesteśmy wielcy. Mamy ropę, gaz i broń atomową. Nikt nie będzie nas pouczał”. Jeden z moich rozmówców powiedział tak: „Ci, którzy powtarzają nam, że Putin powinien odejść, by Zachód zmienił stosunek do Rosji, postępują głupio. Nasz naród ma taką naturę, że w odpowiedzi przyjmie nową konstytucję, aby Putin mógł zostać u władzy jak najdłużej”. Te słowa okazały się prorocze. Zmieniona konstytucja daje mu możliwość rządzenia aż 36 lat!

Wspomniała pani o jego poprzedniku, czyli Borysie Jelcynie. Czemu Rosjanie się go wstydzili?

Dlatego, że pił i kompromitował urząd prezydenta. Cały świat obiegły np. zdjęcia, jak odurzony alkoholem dyrygował policyjną orkiestrą w Berlinie albo jak w Dublinie nie wysiadł z samolotu, choć czekał na niego premier Irlandii. A Putina nikt nie widział pijanego. Za to wszyscy widzą, jaki jest wysportowany i wszechstronny. Bo w telewizji trwa niekończący się serial o jego wyjątkowych predyspozycjach. O tym, jak strzela gola za golem w hokeja, jeździ konno, szusuje na nartach, zwycięża w zawodach judo, po mistrzowsku nurkuje, a na motolotni prowadzi klucz żurawi. Do tego śpiewa i gra na pianinie.

Sprzedawczyni w jednym z wiejskich sklepików na Syberii z błyskiem w oku opowiadała mi, jak Putin zanurzył się w lodowatej wodzie w czasie Święta Chrztu Pańskiego. „Jaki on zahartowany, jaki ma płaski brzuch!”– ekscytowała się. A na koniec stwierdziła, że pewnie pytam o Putina, bo też mi się podoba.

Siedem godzin, które wstrząsnęły Rosją. Czyli jak Putin zostaje dożywotnim „przywódcą narodu”

Zapowiedział radykalne zmiany w konstytucji. Poważne ograniczenie kompetencji prezydenta oznacza, że to stanowisko już go nie interesuje.

zobacz więcej
I co jej pani odpowiedziała?

Przyznałam, że jest wysportowany, ale odpowiedziałam, że to nie mój typ.

Czy Rosjanie wierzą w plotki o tym, że Putin ma sobowtóra?

Nie spotkałam nikogo, kto brałby to na poważnie. Plotki rodzą się stąd, że życie prywatne Putina to temat tabu. W Rosji każdy dziennikarz wie, że jak nie chcesz mieć kłopotów, to nie ruszaj tego tematu. W książce wspominam, jak w 2008 roku w „Moskiewskim Korespondencie” pojawił się artykuł o tym, że Putin chce się ożenić z młodszą o 30 lat Aliną Kabajewą, mistrzynią olimpijską w gimnastyce artystycznej. Kilka dni później gazeta została zamknięta z wielkim hukiem. Oficjalnym powodem była jej nierentowność. Mało kto jednak w to wierzył. A kiedy w 2013 roku Putin poinformował o rozwodzie, nikogo to nie zdziwiło. Już wcześniej rzadko widywano go żoną.

W swojej rezydencji zwykle przyjmował gości sam. Jedyną domowniczką, która stale mu towarzyszyła była czarna labradorka o imieniu Koni. Wolno jej było wszystko. W książce opisuję głośny incydent z udziałem Koni na spotkaniu Angelą Merkel z Putinem w Soczi. Kanclerz Niemiec panicznie boi się psów, bo w dzieciństwie została dotkliwie pogryziona. Tymczasem suczka znienacka wbiegła na salę, gdzie toczyły się rozmowy. Wielu uznało to za złośliwość ze strony Putina, ponieważ asystenci Angeli Merkel podobno przed każdą wizytą zagraniczną apelują do gospodarzy: „Żadnych psów!”.

Złośliwość to jego charakterystyczna cecha?

Częściej mówi się o pamiętliwości. Wiele razy słyszałam z ust osób zbliżonych do Kremla, że Władimir Władimirowicz nie zapomina, że ktoś go uraził.
Doroczna konferencja prasowa w czasie pandemii, 17 grudnia 2020 roku. Fot. MAXIM SHIPENKOV/EPA/PAP.
A jak wyglądają jego słynne konferencje prasowe? Na dwóch z nich miała pani nawet okazję zadać prezydentowi Rosji pytanie.

Konferencje zawsze są transmitowane przez główne stacje. Putin doskonale zna siłę telewizji, bo to dzięki niej stał się twarzą Rosji. Dzięki niej odbierany jest jak car batiuszka, który nad wszystkim czuwa. Jeden z działaczy prokremlowskiej młodzieżówki stwierdził nawet, że „Putin to brand, który kojarzy się z Rosją. Tak jak wcześniej wódka, bałałajka czy matrioszka”. Nie wiem, czy prezydentowi spodobałoby się takie porównanie. Najwyraźniej jednak bycie ikoną pop kultury nie przeszkadza mu. Jego wizerunek jest na matrioszkach, kubkach, bombkach choinkowych, jajkach wielkanocnych, cukierkach, a nawet skarpetkach i odświeżaczach powietrza. Gdyby chciał, w mig by to ukrócił.

Doroczne konferencje prasowe Putina przypominają wielkie show. To teatr z jednym aktorem na scenie i ponad tysięczną widownią. Konferencje mają pokazać, że Putin świetnie orientuje się we wszystkich sprawach krajowych i zagranicznych, że nikomu nie pozwoli obrażać Rosji, która jest wyjątkowa. Tę wyjątkowość podkreślał nie raz. Mówił np. że: „To nie Rosja znajduje się między Wschodem a Zachodem, ale to Wschód i Zachód leżą z lewej i prawej strony Rosji”. Albo że: „Bycie naszym wrogiem i przyjacielem to jednakowy zaszczyt”.

Do 2008 roku konferencje Putina odbywały się na Kremlu, czyli w anturażu najbardziej intrygującego miejsca w Rosji. Pełnego przepychu, dramatycznych historii i zakulisowych rozgrywek mających wpływ na losy milionów ludzi. Dziś Putin spotyka się z dziennikarzami w nowoczesnym centrum wystawowym. A to już nie jest to! Nie słychać kremlowskich kurantów, nie ma strażników w paradnych mundurach i kawioru w kremlowskim bufecie.

Ale rytuały pozostały te same. Dziennikarze muszą się stawiać nawet cztery godziny wcześniej i przejść kontrole. Przed rozpoczęciem zawsze trwa giełda pomysłów, jak zwrócić na siebie uwagę, by zadać pytanie. Szanse dostaje średnio tylko co piętnasty. Wabikiem są jaskrawe matrioszki, ikony, szaliki czy plakaty z intrygującymi hasłami – np. „Chcę na Księżyc”! „Nie odejdę, dopóki nie zadam pytania”. Mnie udało się zwrócić uwagę zwykłą kartką formatu A4 z napisem POLSZA, czyli Polska.

Czy coś jeszcze panią na tych konferencjach zadziwiało?

Peany wygłaszane na cześć Putina. Dziennikarka z Władywostoku zwróciła się do niego tak: „Dzień dobry n i e d o ś c i g n i o n y Władimirze Władimirowiczu”. A korespondentka jednej z bulwarówek stwierdziła wręcz, że go kocha. Kiedy sala ryknęła śmiechem, poprawiła się: „Znaczy platonicznie”. Wiernopoddańcze deklaracje składają nie tylko kobiety. Dziennikarz z Sachalina zaproponował, by imieniem Putina nazwać jedną z wysp. O pochlebstwach pod adresem prezydenta można by było zrobić cały film. Rekordy wazeliniarstwa bije Ramzan Kadyrow, namaszczony przez Kreml lider Czeczenii. Kiedyś powiedział o Putinie, że jest „darem bożym”, a główną ulicę Groznego nazwał jego imieniem.
Prezydent Rosji spełnia marzenia i rozdaje prezenty - mówi Barbara Włodarczyk. Na zdjęciu; Władimir Putin z mieszkańcami Iwanowa, 6 marca 2020. Fot. Sputnik/Aleksey Nikolskyi/Kremlin via REUTERS.
Słynne są też spotkania prezydenta z obywatelami.

Jest to tak zwana „gorąca linia”, czyli kolejne wielkie widowisko, które ma pokazać, jaki sprawny jest Putin i jak od ręki rozwiązuje problemy obywateli. O ile jednak na konferencjach prasowych nie sposób zmusić wszystkich dziennikarzy do zadawania konkretnych pytań, o tyle uczestnicy telemostu są wcześniej przygotowywani i ustawiani. To widać gołym okiem, choć i tu zdarzają się wyjątki. Tak było np. ze sprawą wizyty Putina w szpitalu w Iwanowie. Był zachwycony, bo pokazano mu świetnie wyposażoną i doskonale prosperującą placówkę. Tymczasem w trakcie telemostu jeden z lekarzy zapytał prezydenta, czy ma świadomość, że uczestniczył w wielkiej maskaradzie. Bo – jak stwierdził – do łóżek położono personel medyczny, a sprzęt ściągnięto z kilku okolicznych klinik. Cała Rosja zanosiła się od śmiechu. Putin zapowiedział, że wyciągnie konsekwencje.

Medialne imprezy z Władimirem Władimirowiczem przypominają trochę spotkania ze Świętym Mikołajem. Bo prezydent spełnia marzenia i rozdaje prezenty. Kiedy np. w czasie konferencji prasowej dziennikarz z obwodu swierdłowskiego pożalił się na kiepskie drogi, to już następnego dnia we wsi pojawiły się buldożery. Kiedy indziej mała dziewczynka z prowincji wyznała, że bardzo chciałaby trafić na bal noworoczny na Kremlu. Putin – jak dobry wujek – wysłał jej specjalne zaproszenie i piękną sukienkę księżniczki.

Wspomniała pani, że o mocy Putina przekonała się na własnej skórze. Co dokładnie miała pani na myśli?

To było po tym, jak zadałam Putinowi pytanie na konferencji prasowej. Jako stała korespondentka TVP mieszkałam wtedy w budynku dla cudzoziemców. Nie wolno było do niego sprowadzać żadnych specjalistów z zewnątrz. Wszystko trzeba było ustalać z administracją domu. W moim mieszkaniu przeciekał kran. Nie mogłam się doprosić jego naprawy. Tymczasem następnego dnia po konferencji, do moich drzwi zapukała sama szefowa administracji i grzecznie zapytała: „Barbaro, widzieliśmy jak rozmawiała pani z Władimirem Władimirowiczem. Czy potrzebna jest jakaś pomoc?”. Od razu znalazł się hydraulik i odtąd wszystko, czego tylko potrzebowałam, załatwiane było od ręki.
Klął jak szewc, palił papierosy i wiedział, jak okraść kiosk na ulicy. Wasia. Fot. Archiwum Barbary Włodarczyk
Porozmawiajmy jeszcze o cyklu „Szerokie tory”, którego jest pani autorką. Którą z tych historii nosi pani w pamięci do dziś?

Cały czas myślę o jednym z pierwszych bohaterów, którym był bezdomny jedenastoletni Wasia. Klął jak szewc, palił papierosy i wiedział, jak okraść kiosk na ulicy. Mimo to zachował niezwykłą wrażliwość. Wasia nigdy nie był w szkole, ale rozmawiał ze mną na bardzo poważne tematy – o demokracji, o AIDS, o alkoholizmie. Jedyne, czego nie wiedział to, gdzie leży Polska. Kiedy się rozstawaliśmy, obydwoje płakaliśmy. Obiecałam mu, że gdy znowu przyjadę do Rosji, to go odnajdę. Niestety nie udało mi się. Do tej pory mam przez to wyrzuty sumienia.

Często wspominam też reportaż o moskiewskiej szkole kadetek. Widziałam tam małe dziewczynki, które żyją w takim reżimie, że niejeden dorosły by nie wytrzymał. Najmłodsze mają 9 lat, ale zamiast bawić się lalkami, uczą się obsługi kałasznikowa. Karabin waży 4 kilogramy. Odrzut po wystrzale ma taką siłę, że może powalić nawet dorodną nastolatkę. Dlatego najmniejsze kadetki strzelają w pozycji leżącej. Dziewczęta jak w armii noszą mundury, nie wolno im mieć żadnych prywatnych ubrań i ozdób. Ich dzień rozpisany jest co do minuty. Od 7 rano do 21.30. Mają tyle zajęć, że aż trudno to spamiętać. Od języków obcych po etykietę. Wszystko dlatego, że szkoła kadetek jest kuźnią kadr i elit Rosji. A wzorowa obywatelka musi być wszechstronna, musi być wzorową matką i żoną. W reportażu widać, że dziewczęta świetnie sobie radzą. Nie oznacza to jednak, że nie mają chwil słabości. Gdy zapytałam jedną z nich, czy zdarza jej się płakać w poduszkę, to spuściła głowę i przyznała, że tak…

Jak pani pracuje nad swoimi reportażami i filmami?

Przede wszystkim na bieżąco czytam rosyjską prasę – zarówno oficjalną, jak i opozycyjną, przeglądam internet. Szukam ciekawych i ważnych tematów. Zawsze wiem, po co jadę i pod tym kątem dobieram swoich bohaterów.

Kiedy np. chciałam pokazać, jak silne są tradycje na Kaukazie, to wymyśliłam, że zrobię reportaż o porwaniach dziewcząt dla ożenku. Łatwo nie było. Nakłonienie bohaterów do zwierzeń przed kamerą wcale nie jest proste. Do każdego trzeba znaleźć osobny klucz. Ale wszystkich tajników nie zdradzę. To moje „know how”. Powiem tylko, że najbardziej otwarci są ludzie biedni, którzy nie mają nic do stracenia. Z bogatymi jest gorzej, bo – jak mówią – pieniądze lubią ciszę. Dlatego bardzo dumna jestem z dokumentów o milionerach. Np. o Germanie Sterligowie z Rosji czy Aleksandrze Jarosławskim z Ukrainy. Jeśli chodzi o tego ostatniego, to byliśmy jedyną ekipą filmową, którą wpuścił do swojej rezydencji. Reportaże i filmy dokumentalne pozwalają widzowi dotrzeć do miejsc, których nigdy sam nie odwiedzi. Dają szanse poznać życie innych ludzi i zastanowić się nad swoim. Dlatego dokumenty mają ogromną siłę. I za to między innym kocham swoją pracę.

– rozmawiała Marta Kawczyńska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Sekta wyznawców Putina
Zdjęcie główne: Wizerunek Władimira Putina jest na matrioszkach, kubkach, bombkach choinkowych, jajkach wielkanocnych... Fot. Valery Sharifulin\TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Czystek jest przereklamowany
Warto korzystać z dobrodziejstwa roślin leczniczych z głową.
Rozmowy wydanie 4.06.2021 – 11.06.2021
Orzeł, swastyka i czerwona gwiazda
Sowieci spenetrowali nasz wywiad, czyli tak zwaną „Dwójkę”. Wciąż pozostaje tajemnicą, jak głęboko sięgnęły macki Moskwy.
Rozmowy wydanie 4.06.2021 – 11.06.2021
Są fałszerze dla zysku, fałszerze patriotyczni i artyści
Bojarskiego nazywano „Cézannem podrabiania banknotów”, a Nęcka – „Matejką”.
Rozmowy wydanie 28.05.2021 – 4.06.2021
Zamek Elsynor może być tortem
To nie jest film przyjemny. Niczego nie lukruje.
Rozmowy wydanie 28.05.2021 – 4.06.2021
Mój miś marnie skończył. Czyli rzecz o zabawkach
W rodzinnej kolekcji są dama pokryta skórą koźlęcą, niemowlę o trzech twarzach, żaglowiec od „krwi Nelsona”... Nawet skarbonka Hitlera.