Felietony

Proust, Tolkien, Gombrowicz wciąż wydają. Książki zza grobu

Doprawdy, gdyby wdowa po Gombrowiczu nie pozwoliła na opublikowanie „Kronosa”, nic by się nie stało. Byłoby to nawet z korzyścią dla recepcji pisarza. Intymny dziennik autora „Ferdydurke” to tekst z trudem zrozumiały, z literaturą mający niewiele wspólnego, a w miejscach, gdzie opisuje seks, wręcz obrzydliwy. Zatem wydawać młodzieńcze wprawki i książki niedopracowane czy nie?

Więcej na ten temat w TVP Kultura w programie „Tego się nie wytnie”. Premiera w czwartek, 4 marca o godz. 20.00. Gośćmi programu będą aktorka Teresa Lipowska i wokalista Łukasz Zagrobelny.

Francja świętuje 150. urodziny Marcela Prousta. A jednym z największych wydarzeń tego roku będzie planowana na marzec premiera nieznanej książki autora „W poszukiwaniu straconego czasu”. Ta książka to książka legendarna. W polskiej literaturze jej odpowiednikiem jest zaginiona powieść Brunona Schulza „Mejsasz”.

Pierwsza wzmianka na temat manuskryptu pojawiła się już w roku 1954. Do niedawna jej treść znał jednak tylko człowiek, który opiekował się archiwum Prousta. Bernard de Fallois, bo o nim mowa, papierami pozostawionymi przez jednego z najważniejszych pisarzy w historii literatury opiekował się od roku 1949. To on przygotował do publikacji niedokończoną powieść „Jan Santeuil” oraz esej „Przeciwko Saint-Beauvowi”. Tekstu „Les Soixante-quinze feuillets” (czyli „Siedemdziesięciu pięciu stron”) najwyraźniej wydawać nie zamierzał.


Jednak kiedy trzy lata temu, zaraz po jego śmierci, archiwum przeszło na własność Biblioteki Narodowej, prace edytorskie ruszyły z kopyta. Już kilka miesięcy później, w tomie „Tajemniczy korespondent”, ukazały się wczesne opowiadania pisarza. Kolejne trzy lata zajęło przygotowanie do druku 75 arkuszy powieści. Stąd tytuł „Siedemdziesiąt pięć stron”.

Z opisu wynika, że to wczesna, niedopracowana wersja „W poszukiwaniu straconego czasu”. Tekst zawiera sześć epizodów, które później zostały rozwinięte w powieściowym arcydziele. Wiadomo już np., że nie występuje tu jeden z głównych bohaterów cyklu Charles Swann, za to inni bohaterowie noszą imiona swoich pierwowzorów. Już na podstawie tych informacji nie jest trudno zrozumieć, dlaczego Bernard de Fallois nie zdecydował się na publikację tekstu.
Marcel Proust (1871 – 1922) na zdjęciu zapewne z 1910 roku. Fot. Hulton Archive/Getty Images
Książka Prousta zawsze będzie fetowana jako wielkie wydarzenie i oczekiwana przez masową publiczność, tymczasem wszystko wskazuje na to, że w tym wypadku mamy do czynienia z półproduktem. Nie inaczej było przecież z opowiadaniami z „Tajnego korespondenta”, które uznano za literackie wprawki.

Cóż, na pytanie czy publikować dzieła niedokończone albo niedopracowane, spadkobiercy i wydawcy zazwyczaj odpowiadają twierdząco. I to nie tylko ze względów finansowych. Chcą też, by twórca dłużej żył w pamięci czytelników i by jego obraz był pełniejszy. Ale efekty rzadko są dobre.

Po śmierci Bohumila Hrabala rodzina udzielała licencji na publikację niedopracowanych wariantów znanych tekstów. Czeski pisarz tak jak Proust miał bowiem zwyczaj kilkukrotnie, w rozmaitej formie, opracowywać te same motywy. Tu z pewnością szło o pieniądze.

Po śmierci Hrabala wybuchł bowiem spór o jego testament. Rodzina podważała fakt, że zapisał wszystko schronisku dla bezdomnych kotów.

Był depresyjny, hipochondryczny i nieco leniwy. Czy jego powieść odnajdzie się w archiwach KGB?

Już w gimnazjum dzielił się z kolegami rysunkami o tematyce masochistycznej – mówi autorka biografii Brunona Schulza.

zobacz więcej
Nie lepiej wyglądało to w przypadku dzieł, które zostawili po sobie inni legendarni pisarze. Choćby J.R.R. Tolkien, Ernest Hemingway czy Witold Gombrowicz. Autor „Władcy pierścieni” zostawił wiele niedokończonych dzieł, a innych publikować nie chciał. Nic by się nie stało, gdybyśmy nie znali „Historii Śródziemia”, a nawet „Silmarillionu”, które do druku podał syn pisarza Christian. Twórca „Hobbita” spisywał w tych książkach historię wykreowanego przez siebie świata, najpierw zamierzał je publikować, ale w końcu zmienił zdanie.

Powieść „Rajski ogród” wydana ćwierć wieku po śmierci Hemingwaya zdecydowanie odbiega poziomem od jego innych dzieł. Wydaje się raczej banalną próbą opisu jego młodzieńczych doświadczeń, ale oczywiście książka była wydarzeniem i świetnie się sprzedała.

Tak jak, z bliższych nam czasów i realiów geograficznych, „Kronos” Witolda Gombrowicza. Doprawdy, gdyby wdowa nie pozwoliła na opublikowanie tej książki, nic by się nie stało. To znaczy, zupełnie szczerze mówiąc, byłoby to z korzyścią dla recepcji samego autora. Intymny dziennik autora „Ferdydurke” to tekst z trudem zrozumiały, z literaturą mający niewiele wspólnego, a w miejscach, gdzie opisuje seks, momentami wręcz obrzydliwy.

Przykłady dzieł wydanych wbrew woli autora można mnożyć w nieskończoność. Obyczaj ten ma długą historię, by wspomnieć choćby niedokończoną powieść Charlesa Dickensa sprzed 150 lat („Tajemnica Edwina Drooda”), którą nieznany autor dokończył za niego.

W obszarze literatury pop mamy zresztą przypadki znacznie bardziej kuriozalne jak choćby pisane na podstawie konspektów kolejne pośmiertne książki Roberta Ludluma (tego od „Tożsamości Bourne”).
Kartka z dziennika Franza Kafki. Fot. by Imagno/Getty Images
Są jednak i w tej dziedzinie wyjątki potwierdzające regułę. Oto umierający Franz Kafka poprosił Maksa Broda o zniszczenie nieopublikowanych dzieł. To o tyle zrozumiałe, że dla pisarza były one formą odreagowania trudnych relacji osobistych. Przyjaciel sprzeciwił się tej decyzji i dzięki temu możemy czytać arcydzieła XX-wiecznej literatury takie jak „Proces”, „Zamek” czy „Ameryka”.

Ciekawe znalezisko, choć oczywiście nie w tej skali, odnotowaliśmy również w ostatnich latach w Polsce. Przeszukując archiwa Biblioteki Ossolińskich, Radosław Młynarczyk wpadł na trop nieznanej powieści Marka Hłaski. „Wilk” nie jest może arcydziełem, ma słabsze momenty, ale to tekst, który broni się jako samodzielna całość i ciekawie pokazuje wczesne lata 50. XX wieku.

Wydawać książki niedopracowane czy nie? To i tak przede wszystkim decyzja biznesowa. Wartość tych edycji jest w gruncie rzeczy niewielka. Właściwie są to w większości ciekawostki dla badaczy i studentów. Dlatego najważniejsze to uważnie czytać teksty speców od marketingu i recenzje.

Większość recenzentów boi się skrytykować dzieła wielkich pisarzy. W Polsce jak ktoś raz napisał arcydzieło, już zawsze będzie geniuszem. Było tak choćby w przypadku noblistów Wisławy Szymborskiej czy Czesława Miłosza, których fetowano i okadzano nawet za najsłabsze dzieła. A marketingowcy skutecznie potrafią wmówić, że coś jest wielką literaturą, bo stoi za tym wielki pisarz.

Niestety, nawet największym zdarzają się książki słabe. Dlatego jeśli chcą państwo czytać nowego Prousta, to na własną odpowiedzialność. Nie mówcie, że nie uprzedzałem.

– Mariusz Cieślik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Więcej na ten temat w „Tego się nie wytnie” w TVP Kultura. Premiera w czwartek, 4 marca o godz. 20.00. W programie przegląd najważniejszych wydarzeń tygodnia i rozmowy z gośćmi, którymi będą aktor Piotr Cyrwus i muzyk Paweł Szamburski.
01.10.2020
Zdjęcie główne: Rita Gombrowicz ogląda wystawę. Rękopis „Kronosa” Witolda Gombrowicza, 86 kart oprawionych a antyramy zaprezentowano w październiku 2013 roku na wystawie „Mamy to na piśmie” podczas specjalnego, nocnego pokazu w Wydawnictwie Literackim w Krakowie. Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Współpracownik prawdy. Był zawsze obiektem krytyki i złośliwości
Czy możliwe, że dla młodszego pokolenia dziennikarzy te sprawy nie są już istotne?
Felietony Najnowsze wydanie
Symetrysta
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Pióro
Andrzej Krauze komentuje dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Monika Olejnik ma prawo być mężczyzną?
Nasze liberalne elity uważają się za obrońców oświeceniowego rozumu.
Felietony Najnowsze wydanie
Popkultury igraszki z diabłem
W rapie do tej pory wątki satanistyczne w zasadzie się nie pojawiały.