Cywilizacja

Pierwsza polska biografia Adama Michnika. Czy jesteśmy bliżej prawdy o demiurgu III RP?

Roman Graczyk pisze, że w czasie, w którym odwlekano publikację materiału o Rywinie, Agora jawnie i niejawnie negocjowała z politykami kształt interesującej ją ustawy. Ale biograf szefa „Gazety Wyborczej” nie wyciąga z tego żadnych wniosków.

Książka Romana Graczyka „Demiurg. Biografia Adama Michnika” będzie tematem dyskusji w najbliższym programie „Rozróby u Kuby” – TVP Historia, w nocy z czwartku 4 marca na piątek 5 marca, godz. 00.10.

Adam Michnik to znany opozycjonista z czasów PRL, ale też postać wywierająca przemożny wpływ na życie publiczne pierwszego dwudziestolecia odrodzonej po komunizmie Rzeczypospolitej. Ów człowiek i jego „Gazeta Wyborcza” stanowili, szczególnie dla niepozbawionej kompleksów inteligencji wyrosłej w PRL, ale także milionów zwykłych Polaków, ważny drogowskaz i punkt odniesienia.

W twierdzeniu, że Michnik w latach 90. decydował, kto jest intelektualistą, a kto godnym pogardy nienawistnikiem, a nawet odwoływał swoimi atakami ministrów, nie ma zbyt wiele przesady. Dlatego ucieszyło mnie pojawienie się biografii tej postaci, pióra Romana Graczyka. Jak to czasem mam w zwyczaju lekturę pracy „Demiurg. Biografia Adama Michnika” zacząłem od sprawdzenia opisu kilku ważnych faktów, które lepiej znam, lub uważam za bardzo istotne.

Jestem zwierzęciem historyczno-politologicznym, toteż staram się zapoznawać z nowymi w tym obszarze książkami, choć ze względu na ich liczbę czasem używam właśnie takiej metody kontroli punktowej, by wyeliminować z listy lektur te książki, których czytać nie warto. W wypadku pracy Graczyka sprawdzenie kilku newralgicznych kwestii dało na tyle ciekawe efekty, że postanowiłem rzecz opisać.
Adam Michnik i Wojciech Jaruzelski w październiku 2000 roku podczas promocji książki Krzysztofa Teodora Toeplitza "Najkrótsze stulecie. Szkic o XX wieku". Fot. PAP/Radek Pietruszka
❶ „Wasz prezydent, nasz premier” (7 lipca 1989)

To jeden z najsłynniejszych tekstów Adama Michnika, w którym zaproponował on w lipcu 1989 PZPR roku polityczny układ: wybierzemy prezydenta wywodzącego się ze środowiska komunistycznego oraz premiera z opozycji. Graczyk o tekście pisze i cytuje tak:

wykładał on pogląd o potrzebie i możliwości utworzenia rządu kierowanego przez „Solidarność” w ramach wspólnego sojuszu: „Ów sojusz musiał – zapewne – być pomyślany na dłuższą metę. Wszak nie demontuje się komunizmu w trzy miesiące, ani nawet w trzy lata. Jednak na krotką metę pomysł zakładał a wymianę przysług politycznych: dla was prezydentura, dla nas kierownictwo rządu.

W konkluzji autor pisał: „Potrzebny jest układ nowy, możliwy do zaaprobowania przez wszystkie główne siły polityczne. Nowy, ale gwarantujący kontynuację. Takim układem może być porozumienie, na mocy którego prezydentem zostanie wybrany kandydat z PZPR, a teka premiera i misja sformowania rządu powierzona kandydatowi »Solidarności«. Taki prezydent będzie gwarantował ciągłość władzy, umów międzynarodowych i wojskowych sojuszy.

Taki rząd będzie miał mandat ogromnej większości Polaków i zagwarantuje konsekwentną zmianę systemu gospodarczego i politycznego. Tylko taki układ władzy może zrealizować w praktyce postulat »wielkiej koalicji« i ma szanse otrzymać odpowiednią pomoc dla odbudowy gospodarczej kraju. I będzie to układ wiarygodny dla Polski i świata”.


Scenariusz, w którym powyżej cytowany tekst jest ważnym krokiem do polskiej niepodległości i wielką zasługą Michnika - doprowadzającego w konsekwencji do powołania rządu Tadeusza Mazowieckiego, ma pewien defekt. Otóż autor bardzo pobieżnie potraktował skutki owej prezydentury dla komunistów, a także związane z tym pomysłem zagrożenia.

Raz nawet napisał o koncepcji „wasz premier” * w sposób wręcz symboliczny przekręcając sens i nazwę całej idei, która była dla Polski katastrofą. To było dokładnie to, do czego przy okrągłym stole zmierzali komuniści: oddać odpowiedzialność za gospodarkę opozycji w zamian nad pełną możliwość zachowania wpływów i możliwość blokowania prezydenckim wetem niezbędnych systemowych reform.

Komuniści zamierzali w ten sposób nie tylko „miękko lądować” w nowej rzeczywistości. Przynajmniej niektórzy liczyli na to, że uda im się przetrwać utratę władzy i wrócić jako „nowa lewica” na fali wzburzenia społecznego, które wybuchnie na skutek przewidywalnych katastrofalnych kosztów reform społecznych. Reform, które musi przeprowadzić nowa władza. Dobrze wiedzieli, że będzie źle, bo po 50 latach rządów zostawili Polskę w stanie cywilizacyjnej katastrofy.

Plan towarzyszy z PZPR, których przedstawiciel Aleksander Kwaśniewski był wręcz hołubiony przez Michnika, pokazuje, w którym kierunku ten pierwszy z duetu politycznych przyjaciół zmierzał. Komunistom, wspieranym wtedy przez Michnika, pomysł ze sztuczną demokracją i prezydentem Jaruzelskim na lata nie wypali tylko dlatego, że zmieniała się sytuacja geopolityczna i uwarunkowania zewnętrzne.

Michnik niespełniony

Naczelny „Wyborczej” wciąż nie potrafi zrozumieć, dlaczego został przez społeczeństwo odrzucony - uważa Konrad Kołodziejski

zobacz więcej
Żadna w tym zasługa samego Michnika. Jaruzelski musiał odejść. To Graczyka „obalanie komunizmu przez lata..”, cały ten plan ratowania i legitymizacji udziału postkomunistów w polskim życiu publicznym wystawiają Michnikowi jak najgorsze świadectwo, które można interpretować wielorako: że do towarzyszy z PZPR było mu znacznie bliżej, niż do wielu przedstawicieli opozycji, że był po prostu głupcem, albo że nie miał wyczucia klasy i momentu historycznego.

Nie przesądzam, który element wydaje się tu ważniejszy. Ale zachwyty Graczyka nad ideą „Wasz prezydent, nasz premier” to w mojej ocenie kompletne nieporozumienie.

❷ „Jakiej Polski pragniemy” (10 listopada 1989)

To ten moment w publicystyce Adama Michnika, kiedy konsekwentnie sprzeciwiał się on powstawaniu normalnych partii politycznych i pluralistycznej demokracji konsekwentnie forsując pomysł utrzymania w jedności bloku działaczy wywodzących się z dawnej opozycji (Obywatelski Klub Parlamentarny). Coś jak komunistyczny Front Jedności Narodu, w którym kierownictwo i „rząd dusz” pełniłby on i podobni przedstawiciele „solidarnościowej” lewicy. We wspomnianym wyżej artykule (cytowany przez Graczyka) Michnik wyłożył:

Dotychczas nadrzędny polski konflikt polegał na walce przeciwników systemu totalitarnego z jego obrońcami. Teraz totalitarny ład jest destruowany – spor toczyć się będzie o to, jakiego systemu pragniemy. Jakiej Polski pragniemy? Opartej na chrześcijańskich wartościach i demokratycznej, pluralistycznej i europejskiej? Czy też zaściankowej i wiecznie prowincjonalnej, ciasnej i kultywującej własne kompleksy?

To klasyczny przykład michnikowych połajanek, świat w którym nowoczesność i demokracja jest tylko w wtedy, kiedy zadekretuje ją Adam Michnik, a reszta to prowincjonalny zakompleksiony zaścianek. Każdy, kto mógłby mieć inne poglądy, jest intelektualnie lub moralnie piętnowany i stygmatyzowany.

Trudno byłoby te kwantyfikacje i metody opisu rzeczywistości traktować jako intelektualną uczciwość. To raczej obawa o wymknięcie się rzeczywistości spod kontroli własnego środowiska. Trudno też zachwycać się postawą tak daleką od szacunku dla pluralizmu i elementarnych zasad demokracji.

Graczyk pisze także:

Warto jednak zapytać, co to wtedy rzeczywiście znaczyło, opowiadać się za systemem politycznym bez partii w klasycznym pojęciu, ale z zapleczem politycznym dla rządu budowanym przez Obywatelski Klub Parlamentarny, komitety obywatelskie w terenie i związek zawodowy „Solidarność”? Przecież Adam Michnik nie wierzył w bezkonfliktowość, w zapanowanie w Polsce powszechnego „kochajmy się!”.

Ważne pytanie niby zostało tu zadane, ale poza różnymi pokrętnymi wywodami nie pada na nie sensowna odpowiedź. Autor skrzętnie pomija kwestię wyłożonych wyżej, powszechnie znanych ambicji i chęci do kontroli tego, co w polskiej jest dopuszczalne a co już nie. Zamiast tego w książce czytamy o Michnika sceptycyzmie wobec zachodniego modelu partyjnego..
Lew Rywin w listopadzie 1998. Fot.. PAP - Leszek Wroblewski
Podobne wywody Graczyk uzupełnił wywodami na temat filozoficznego uzasadnienia w istocie antypluralistycznej postawy Michnika artykułem Ernesta Skalskiego:

Skalski (….) na łamach „Gazety Wyborczej” pisał, że partie polityczne, wrzaskliwe, natrętne ze swoimi hasłami, z postulatami skierowanymi donikąd, z żądaniami, o których każdy wie, że są nie do spełnienia, powinny pogodzić się ze swoim zejściem ze sceny. Powinno się tak stać, ponieważ wszystkie Wielkie Cele zostały już spełnione. Pobrzmiewa w tej opinii, poczynionej na użytek sytuacji w Polsce, echo wielkiej historiozoficznej wizji „końca Historii” Francisa Fukuyamy z jego eseju opublikowanego w 1989 roku.

Generalnie wywody Graczyka w sprawie postawy Adama Michnika w 1989 roku uważam za mętne i raczej wprowadzające w błąd czytelnika, niż w sposób rzetelny i precyzyjny opisujące historię.

❸ „Wszystko było jak czarny sen” (7 czerwca 1992)

To tekst opublikowany trzy dni po obaleniu rządu Jana Olszewskiego podsumowujący te dramatyczne wydarzenia oraz stanowiący kolejny antylustracyjny manifest Michnika. Oprócz klasycznego dla tego stosu moralnych połajanek i obraźliwych epitetów w artykule znajduje się zachęta do „czyszczenia” po „oszołomach” Olszewskiego. Odnosząc się do tego tekstu oraz ówczesnych działań swojego bohatera Graczyk pisze:

Rano 4 czerwca 1992 roku minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz dostarcza do Sejmu dwa wykazy byłych pomocników policji politycznej z czasów PRL-u: jeden dotyczący parlamentarzystów, zawierający 64 nazwiska, drugi – Prezydenta RP i Marszałka Sejmu. Powstaje gigantyczna polaryzacja, nie tylko w Sejmie i w Senacie, ale w całym kraju – mało kto potrafi zachować zdrowy rozsądek. Dla jednych „lista Macierewicza” to jest szok z powodu poznania prawdy, dla drugich – szok z powodu manipulacji dokumentami UB i SB. „Gazeta Wyborcza” i jej szef należą do tej drugiej kategorii.

Skokowy wzrost napięcia politycznego jest tym większy, że sama uchwała lustracyjna Sejmu jest ogólnikowa. Jej zbiorowy autor zdaje się stać na stanowisku, że fakt zarejestrowania jakiejś osoby w ewidencji pionu „C” jako „tajny współpracownik” (także „kontakt operacyjny” i inne rodzaje „osobowych źródeł informacji”) automatycznie oznacza, że ta formalna rejestracja została skonsumowana przez faktyczną współpracę. Tak nie zawsze było. Co więcej, minister Macierewicz powiększał zamieszanie, wydając sprzeczne komunikaty co do tego, co naprawdę znajduje się w ujawnionych wykazach: czy rzeczywiści agenci, czy osoby zarejestrowane jako agenci.

Warto dodać, że wtedy nikt jeszcze nie znał przepastnego świata SB-eckiej dokumentacji agenturalnej. Dyskusja była więc tyleż zażarta, co nadzwyczaj powierzchowna i raczej oddawała ideologiczne nastawienia adwersarzy, niż pozwalała rozjaśnić poznawczy mętlik. Nikt nie wiedział, jak pracowała SB, jak prowadziła dokumentację, jak werbowała do współpracy, jakie wydawała wewnętrzne normatywy dotyczące agentury. Nikt nie wiedział, jak wiele rożnych postaci przyjmowała aktywna agentura. (…)

Z tym, co robili Kuroń czy Michnik, nie mógł się zgodzić

Władimirowi Bukowskiemu nie po drodze było z tą częścią postsolidarnościowych środowisk, które zdominowały życie publiczne III RP.

zobacz więcej
I jeszcze jedno: rząd Olszewskiego, a zaraz potem obóz polityczny skupiony wokół obalonego premiera, grał lustracją. (…) Dwie myśli szczególnie warte są tu podkreślenia. Adam Michnik pisze, że nie będzie oskarżał swoich przeciwników politycznych o agenturalne uwikłania, która to postawa miałaby go odróżniać od metod tychże przeciwników. Mamy tu zatem bardzo wyraźną sugestię, że Olszewski z Macierewiczem działali wyłącznie z pobudek politycznych, tak jak gdyby materiały z archiwów UB/SB, dotyczące osób wskazanych przez ministra spraw wewnętrznych, wprost nie istniały.

W późniejszych tekstach Adam Michnik rozwinie tę myśl w takim kierunku, że te materiały są bezwartościowe. Tu powiada też, że archiwa „powinny być” zapieczętowane na 50 lat. Zwraca uwagę zwrot „powinny być”, a nie, „należałoby”, „proponuję, aby” czy jakiś inny mniej kategoryczny. W istocie ten postulat stanie się wkrótce obsesją przeciwników lustracji, stąd też niektórzy z nich będą pisali już nie o „zapieczętowaniu archiwów”, ale o ich „zatopieniu”, czy „zalaniu betonem”.

Ciekawe, jak bardzo zawartość tych archiwów stała się – wtedy właśnie – w Polsce tematem jak gdyby uświęconym. Dla jednych ich otwarcie miałoby spowodować jakieś narodowe katharsis, dla innych zaś miałoby być powodem ostatecznej klęski. Oba podejścia są skrajne, ideologizują problem.


Postawa lustracyjna i antylustracyjna przedstawione są tu jako dwa równie zasadne stanowiska. To Michnika jest tym bardziej uzasadnione, że druga strona była nieuczciwa, bo „grała lustracją”. Stanowiska obu stron zostały sprowadzone do dwóch mitów: narodowego katarsis (wedle zwolenników lustracji) oraz ostatecznej klęski (jak uważają jej przeciwnicy).

Rzeczywista argumentacja przemawiająca za lustracją jest jednak inna, niż owa naiwna wiara w narodowe katarsis. Ma bogatą literaturę przedmiotu, która została ominięta w książce Graczyka. Jej fundamentem może być chociażby rezolucja nr 1096 Parlamentu Europejskiego z czerwca 1997 roku (choć zawarte w niej argumenty padały publicznie w Polsce już w 1990 roku) uznająca lustrację za rzecz oczywistą i pożądaną z punktu widzenia bezpieczeństwa, jawności i ochrony rodzących się demokracji.

Argumentów na to jest bardzo wiele, od usunięcia możliwości szantażu ze strony byłych funkcjonariuszy i przestępców, poprzez bezpieczeństwo państwa (byłych agentów mogły szantażować obce służby, zwłaszcza rosyjskie) do zwyczajnego zwiększenia obszaru jawności i uczciwości w życiu publicznym. I tak dalej, i tym podobne.

W książce „SB a Lech Wałęsa” autorstwa mojego i Sławka Cenckiewicza, o której Graczyk wspomina, wyłożyliśmy to chyba po raz enty dając konkretne przykłady ukradzionych i „krążących” akt oraz ich wykorzystywania w przestrzeni publicznej. Ile lat w kółko można pisać to samo, żeby coś do Graczyka dotarło?
„Demiurg. Biografia Adama Michnika”, autor: Roman Graczyk, Wydawnictwo Zona Zero 2012
Obawiam się jednak, że akurat w tym wypadku nie mamy do czynienia z niewiedzą, tylko świadomym zabiegiem pominięcia rzeczowych argumentów przemawiających za lustracją. Ich uwzględnienie niechybnie prowadziłoby do wniosku, że Michnik się mylił i przez wiele lat także i w tej kwestii konsekwentnie działał na szkodę Polski. Więc Graczyk rozegrał sprawę tak, jak rozegrał.

❹ „Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika” (28 grudnia 2002)

To wprawdzie tekst Pawła Smoleńskiego, nie samego Michnika, ale dotyczy niezwykle ważnej kwestii działań Nadredaktora. Interesowało mnie tu głównie to, co Graczyk napisze na temat przyczyn długiej zwłoki (jakieś pięć miesięcy) i okoliczności poinformowania o sprawie korupcyjnej oferty złożonej Michnikowie przez Rywina. Wagę sprawy zauważył również Roman Graczyk i napisał:

Odkąd „Gazeta” była w posiadaniu nagrania propozycji Rywina, zaczął bić zegar dla sprawy ujawnienia tej propozycji na jej własnych łamach. Jak wiemy, zajęło to długie pięć miesięcy, w czasie których Agora dalej negocjowała (jawnie i poufnie) korzystny dla niej kształt ustawy. Później szefowie „GW” podawali powody, dla których tak długo opóźniano publikację.

Pierwszy taki, że prowadzono śledztwo dziennikarskie. Helena Łuczywo mówiła: Teksty śledcze nie powstają szybko. Wstrzymywaliśmy się z publikacją, licząc na to, że będziemy mogli uzupełnić zapis rozmowy o konkretne nazwiska, że odkryjemy przynajmniej część prawdy. Tekst Pawła Smoleńskiego – opublikowany po pięciu miesiącach od wizyty Rywina – jednak nie przyniósł odpowiedzi na pytanie, kto stał za producentem filmowym.

Drugi powód zwłoki był polityczny: finalizowane były wtedy negocjacje o warunkach wstąpienia Polski do UE, Adam Michnik zaś nie chciał w żaden sposób obniżyć pozycji negocjacyjnej premiera. To akurat tłumaczenie wydaje się dość przekonujące.


A więc Graczyk wie, że w czasie, w którym odwlekano publikację materiału Agora jawnie i niejawnie negocjowała z politykami kształt interesującej ją ustawy. Co więcej, w innym fragmencie napisał, kiedy nastąpił kres zabawy i afera została upubliczniona:

w trakcie prac legislacyjnych w Sejmie przywrócony zostaje pierwotny, niekorzystny dla Agory, kształt projektu ustawy. Wreszcie 27 grudnia 2002 roku na pierwszej stronie „Gazety” ukazuje się artykuł Pawła Smoleńskiego Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika. Trzy dni później marszałek Sejmu Marek Borowski wstrzymuje prace nad ustawą.

„We the People”. Człowiek, którego głosem przemówił Wałęsa

Zatrzymał się na środku Marienplatzu i zaczął się rozglądać z zadumą. – Wiesz, tylu ludzi się tu kręci, a nie spotkałem ani jednego Murzyna – rzucił.

zobacz więcej
Moim zdaniem tylko człowiek nieudolny, mając w ręku powyższe klocki, nie jest w stanie ułożyć sobie prawdziwego obrazka dotyczącego genezy owej zwłoki, a także przyczyn i momentu „odpalenia” w „Gazecie Wyborczej” tekstu o wizycie Rywina. Wprawdzie recenzja ta dotyczy książki – moim zdaniem – średnio wybitnej, ale jestem głęboko przekonany, że Roman Graczyk tak nieudolny nie jest. A mimo to nawet nie wziął pod uwagę oczywistego dla wielu scenariusza przekonując, że Adam Michnik przeciągał publikację artykułu w imię troski o interesy Rzeczypospolitej Polskiej:

finalizowane były wtedy negocjacje o warunkach wstąpienia Polski do UE, Adam Michnik zaś nie chciał w żaden sposób obniżyć pozycji negocjacyjnej premiera. To akurat tłumaczenie wydaje się dość przekonujące.

Takie interpretacje Graczyka – a jest ich w książce wiele - są mało wiarygodne. A w konsekwencji cała książka o Michniku jest dla mnie nieprzekonująca.

***

Dość już tych obrazków. Sądzę, że te powyżej wskazane wystarczyły mi do wyrobienia sobie poglądu z jaką książką mamy do czynienia, choć oczywiście – raczej z obowiązku, niż dla przyjemności – przeczytałem rzecz w całości. Generalnie to książka, „przegadana”, opowieść często snuta za pomocą kompilowania dwóch, trzech opracowań i kilku wspomnień kombatanckich z której nic nowego nie wynika.

Wszystko to nie zachwyca. W wielu obszarach widać nieznajomości literatury i źródeł oraz elementarne kłopoty z naukowym warsztatem. Zresztą myślę, że do cechu historyków Roman Graczyk chyba się z tą książką nie będzie dobijał, skoro ma spore braki w wiedzy faktograficznej i nie umie nawet sporządzić przyzwoitych przypisów.

Ale z drugiej strony należy docenić finezję różnorodnych zabiegów autora w obszarze logiki i lingwistyki, które usprawiedliwiają lub wręcz mistyfikują niekiedy mocno wątpliwe słowa i działania bohatera książki opisanego w pewnej chwili jako „pięknego (w platońskim sensie) człowieka” (s.152).

Nieuczciwe byłoby jednak twierdzenie, że w omawianej książce nie znalazłem nic ciekawego i nowatorskiego. Wręcz przeciwnie: przydarzyło mi się to (na 500 stron książki) nawet kilka razy. Szkoda tylko, że wokół tyle nijakości i generalnie nuda.

- Piotr Gontarczyk

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Piotr Gontarczyk jest politologiem i historykiem specjalizującym się w najnowszych dziejach Polski. Pracuje w Instytucie Pamięci Narodowej, opublikował m.in. (wraz ze Sławomirem Centkiewiczem „SB a Lech Wałęsa” (2008). Przypis:

*Autor recenzji czytał książkę w wersji prebooka, niektóre błędy mogły w wersji ostatecznej zostać poprawione.


„Demiurg. Biografia Adama Michnika”, autor: Roman Graczyk, Wydawnictwo Zona Zero 2012.
Zdjęcie główne: Adam Michnik w 2011 roku w Edinburghu. Fot. Colin McPherson/Corbis via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sport przy pustych trybunach
Premier ogłosił grzywny: za chodzenie bez maseczki – 540 zł, za przemieszczanie się bez zezwolenia – 4500 zł, za publiczne zgromadzenie powyżej 5 osób – 13 500 zł.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Zaszczuci przez skarbówkę. Jak urzędnicy niszczyli homeschooling
W obronie tej sprawy ramię w ramię głosowali posłowie PiS, KO, PSL, Kukiz'15, a nawet Konfederacji i Polski 2050.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Vacunas o muerte! Cud kubańskiej szczepionki przeciw COVID-19
Nazywa się „Soberana 02”. Czyli „Suwerenność 02”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Ostatni taki książę
Większość Brytyjczyków nie zna świata bez Elżbiety II, z Filipem u boku.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czy inteligencji można się „nauczyć”? I czy mierzą ją testy IQ?
Tracimy średnio ok. 7 punktów IQ na pokolenie.